Ateizm semiotyczny, zwany semantycznym

Istnieje pewien specyficzny rodzaj argumentacji ateistycznej, odwołujący się do lingwistyki i ten sposób wnioskowania zwany jest potocznie ateizmem semiotycznym, lub semantycznym. Główna idea tej gałęzi ateizmu jest taka, że jeśli nie jesteśmy w stanie odnieść jakiegoś pojęcia do doświadczenia, zgodnie z wymogiem Hume’a, to jakiekolwiek mówienie o tym pojęciu jest bezzasadne i puste treściowo. Nie można nawet zaprzeczyć takiemu pojęciu i wszelkie rozważania na jego temat są pozbawione sensu.

          Istnieje pewien specyficzny rodzaj argumentacji ateistycznej, odwołujący się do lingwistyki. Głównym propagatorem tego rodzaju myślenia w Polsce jest Barbara Stanosz oraz Bohdan Chwedeńczuk i ten sposób wnioskowania zwany jest potocznie ateizmem semiotycznym, lub semantycznym. Główna idea tej gałęzi ateizmu jest taka, że jeśli nie jesteśmy w stanie odnieść jakiegoś pojęcia do doświadczenia, zgodnie z wymogiem Hume’a, to jakiekolwiek mówienie o tym pojęciu jest bezzasadne i puste treściowo. Nie można nawet zaprzeczyć takiemu pojęciu i wszelkie rozważania na jego temat są pozbawione sensu. Wymóg Hume’a brzmi następująco:

„Słowo ma znaczenie poznawcze wtedy i tylko wtedy, gdy odnosi się, bezpośrednio lub pośrednio, do doświadczenia. Rozumiemy je, gdy potrafimy go użyć w zdaniu rozstrzygalnym przez doświadczenie”.

Następnie ateista semiotyczny rozumuje w ten sposób: wymóg Hume’a stawia wyraźne kryterium logicznej sensowności słów, więc bazując na nim musimy odmówić wyrazowi „bóg” jakiejkolwiek wartości poznawczej — nie masz w doświadczeniu desygnatu (odpowiednika) wyrazu „bóg”.

Na pierwszy rzut oka argumentacja ta wydaje się być jak zwykle bardzo sensowna i solidna, jednakże jak to często ma miejsce w przypadku argumentacji ateistycznej, są to jedynie pozory. Już samo kryterium Hume’a jest czysto arbitralne i domaga się na dzień dobry samo przez się odniesienia do rzeczywistości, w której się po prostu nie znajduje. Jest to twór wyłącznie umysłu Hume’a i nie da się odnaleźć tegoż tworu „w rzeczywistości”. Wymóg Hume’a jest więc samowywrotny gdyż jest jedynie niesprawdzalną hipotezą.

Na tym oczywiście problemy z „ateizmem semiotycznym” się nie kończą. Można bowiem znaleźć całą masę innych pojęć, które nie są religijne a jak najbardziej nie da się ich odnieść do „rzeczywistości”, choć są one zarazem fundamentem całej wiedzy ludzkiej, w tym tej wiedzy na jakiej opierają się sami ateiści. Mamy bowiem coś takiego jak uniwersalia, zwane też powszechnikami, czyli pojęcia, które samoistnie nie występują w „rzeczywistości” ale jak najbardziej „istnieją teoretycznie”, zarówno w świadomości potocznej, jak i naukowej. Takie pojęcia jak metoda naukowalogikamatematyka, liczba, prawo, wiedza, mądrość, inteligencja, świadomość, racjonalnośćprawda, filozofia czy etyka, w ogóle nie dadzą się odnieść do „rzeczywistości”. Największym zbiorem uniwersaliów jest matematyka i jej operacje. Nawet proces tak podstawowy jak dodawanie jest jedynie teoretycznym konstruktem umysłu i w zasadzie nie występuje samodzielnie w „rzeczywistości” a co dopiero mówić o całej reszcie innych skomplikowanych działań matematycznych.

Przeczytaj jeszcze  Błędne teorie skuteczne w praktyce

Niekiedy ateiści semiotyczni stawiają też zarzut, że teista nie jest w stanie podać jednoznacznej „definicji Boga”. Przyznam, że jak dla mnie zarzut ten brzmi wyjątkowo sztucznie. Nie jesteśmy bowiem w stanie podać wielu definicji, nie istnieje w zasadzie jednoznaczna definicja materii, to samo jest z definicją światła, która zawiera w sobie wewnętrzną sprzeczność. Nawet w medycynie nie istnieje ścisła definicja zdrowia lub choroby. Jakoś z tego powodu żaden ateista nie odrzuca jednak tych wszystkich pojęć.

Nietrudno zauważyć, że nawet pojęcie tak podstawowe dla niniejszego zagadnienia jak „rzeczywistość”, również jest kwestią wyłącznie subiektywnej definicji. Czym jest „rzeczywistość”? Nawet to zagadnienie jest sporne i niejasne, inaczej odpowie na to pytanie idealista, inaczej solipsysta a jeszcze inaczej realista. Każda próba zdefiniowania czym jest „rzeczywistość” będzie błędnokołowa ponieważ sam definiujący jest przecież częścią owej „rzeczywistości”, którą w dodatku definiuje na mocy apriorycznie przyjętej przez siebie wcześniej umownej koncepcji „rzeczywistości”. Tak właśnie jest gdyż nikt nie ma wglądu w „rzeczywistość” spoza niej aby rozstrzygnąć doświadczeniem czym ona naprawdę jest lub nie jest, stosując tu bezstronne kryterium oparte na jakimś postrzeganiu granicy pomiędzy tym co „rzeczywiste” i „nierzeczywiste”. Niejasne są też kryteria samej „weryfikacji empirycznej” tego co „rzeczywiste” skoro istnieją zażarte spory odnośnie do tego zagadnienia (wystarczy prześledzić choćby trudności związane ze słynnym zagadnieniem experimentum crucis i całą masę nieprzezwyciężalnych problemów epistemologicznych towarzyszących potwierdzaniu hipotez naukowych).

W zasadzie cała lingwistyka i logiczna analiza składni zdań, z której wyprowadza swą argumentację ateizm semiotyczny, również nie da się sprowadzić do „rzeczywistości”. Język jest bowiem tworem wyłącznie umysłu, tak jak wszelkie pojęcia związane z samym językiem a nawet umysłem. To samo można powiedzieć o zasadach matematycznych oraz logicznych regułach przekształcania zdań. Nie da się w zasadzie nic tu odnieść do „rzeczywistości” i próbując definiować każde pojęcie z osobna należy cofać się w nieskończoność, co w praktyce równa się regresowi ad infinitum.

Ateista może oczywiście oponować w tym miejscu, że jest on w stanie uciec przed pułapką regresu ad infinitum, posługując się argumentem „przez wskazanie”. Na przykład pojęcie takie jak „stół” weryfikujemy wskazując na coś co potocznie określamy mianem „stołu”. Problem jednak w tym, że poszczególne definicje rzeczy nawet tak pozornie oczywistych są „oczywiste” jedynie w pewnym kontekście kulturowym i geograficznym. Coś co dla nas jest „stołem” w innej kulturze może być już pojęciem zupełnie niezrozumiałym (na przykład kultury pierwotne). Jak widać pojęcia nawet z pozoru oczywiste są kwestią pewnej konwencji i umowy. Jednak konwencja to definicja a definicja to jeszcze nie „odniesienie do rzeczywistości”. Próbując bardziej szczegółowo zdefiniować pojęcie takie jak „stół” napotkalibyśmy ponadto szereg dalszych trudności, takich jak wieloznaczność opisu poszczególnych elementów. Noga od stołu może być równie dobrze zdefiniowana jako „kij”. Nie ma jednoznacznie ustalonych desygnatów nawet dla najprostszych rzeczy a co dopiero mówić o pojęciach bardziej skomplikowanych i dużo mniej namacalnych, których nie da się już zdefiniować „przez wskazanie”, takich jak choćby wyżej wspomniane powszechniki/uniwersalia. Nietrudno też zauważyć, że światopogląd ateisty nie składa się wyłącznie z desygnatów możliwych do identyfikacji „przez wskazanie”, takich jak „stół”. Ostatecznie ateista semiotyczny mógłby się tu jakoś próbować ratować aksjomatyką w definicjach. Jednakże to znowu nic nie rozwiąże bowiem aby sformułować język w pełni definiowalny na mocy aksjomatów musimy posiadać jakiś metajęzyk, którego częścią będzie język sztuczny. Ów metajęzyk ponadto znowu domaga się kolejnego metajęzyka dla zdefiniowania siebie samego i tym samym znowu lądujemy w regresie ad infinitum. Nie mówiąc już o tym, że aksjomaty to tylko pewne założenia przyjęte na wiarę a to jest właśnie coś z czym ateista rzekomo walczy.

Przeczytaj jeszcze  Bóg a wirusy

Mając do wyboru pomiędzy regresem ad infinitum a błędnym kołem w definicjach, ateista semiotyczny może ostatecznie wybrać ucieczkę w trzecią drogę, którą jest aprioryzm. Ale to tym bardziej nic nie rozwiąże gdyż aprioryzm jest dokładnie tym zarzutem, który ateista semiotyczny stawia pojęciu „Bóg”: brak odniesienia do „rzeczywistości”. Jak więc widać, ateizm semiotyczny, zwany też semantycznym, cierpi dokładnie na te same problemy jakie stawia w formie zarzutu teizmowi. Można więc ów ateizm semiotyczny bez żalu wyrzucić na śmietnik historii, gdzie spoczywa już wiele innych samowywrotnych zarzutów ateistycznych, próbujących umocować się tam gdzie tak naprawdę nie istnieje jakakolwiek możliwość umocowania.

Jan Lewandowski, maj 2016

 

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *