Całun Turyński –fałszerstwo (nie)dokonane cz. 2

Jednymi z najczęściej przywoływanych argumentów sceptyków, w różnego rodzaju dyskusjach w Internecie na temat autentyczności Całunu Turyńskiego, są rzekome „niezbędne” zniekształcenia twarzy, pogląd że Jezus był dwumetrowym olbrzymem, oprócz oczywiście kontrowersji wokół monet, pyłków itp. Większość tych „argumentów” przeciętni sceptycy czerpią z napisanego przez Aleksandra Głowackiego artykułu „Całun Turyński -fałszerstwo (nie)doskonałe.” Tu moja polemika z nim, zdanie po zdaniu.

 

W tym miejscu zwolennicy autentyczności relikwii powiedzą mi: „w porządku, masz trochę racji, jednak co z innymi dowodami autentyczność takimi jak krew czy pyłki?” Przyjrzyjmy się zatem bliżej tym dowodom(?).

Odpowiedź:

Panie Głowacki, jak Panu wyżej pokazałem, Pan nie masz ani odrobiny racji. Słusznie żeś Pan zatytułował ten fragment jako odwracanie kota ogonem. Przejdźmy już do omawianych argumentów zwolenników autentyczności:

Dowody autentyczności

Pyłki

Jednym z najczęściej przytaczanych argumentów na rzecz autentyczności Całunu Turyńskiego jest badanie pyłków kwiatowych obecnych na płótnie, z których większość ma pochodzić z Palestyny. Oczywiście obecność pyłków nie może dowieść autentyczności płótna, możliwa jest przecież sytuacja, w której artysta sprowadził płótno z Palestyny.

Odpowiedź:

Teoretycznie, tak pytanie tylko: po co? Żeby zwiększyć wiarygodność swojej podróbki? Wobec kogo –ówczesnych ludzi? Sprowadzanie palestyńskiego płótna może miałoby i sens (po epoce wypraw krzyżowych sprowadzono mnóstwo rzekomych relikwii, z Bliskiego Wschodu, oraz z Bizancjum, stąd też, w obliczu fałszerstw, pojawili się też eksperci od badania relikwii, którzy potrafili wyłapać ewidentne oszustwa –za takich uchodzili np. templariusze[57]), ale przekreślałaby go całkowicie (pozorna) niewiarygodność wizerunku, tak że już pierwszy biskup nie wierzył w jego autentyczność. A może wobec badaczy z XX wieku? Czy fałszerz miał szklana kulę by przewidywać przyszłość? Zaś gdyby przypadkiem płótno pochodziło z Bliskiego Wschodu (lub zostało tam podrobione), to byłby (kolejny) zdumiewający zbieg okoliczności…

Jednak badania pyłków kwiatowych obecnych na płótnie przeprowadzone przez Maxa Freia (na które zazwyczaj powołują się zwolennicy autentyczności płótna) budzą spore wątpliwości naukowców.

W latach 1973 i 1978 kryminolog pobierał próbki z Całunu Turyńskiego. Następnie przekazał je do zbadania izraelskiemu palinologowi (specjaliście od pyłków roślinnych). Zwolennicy autentyczności całunu byli zachwyceni: w próbce Frei’a znaleziono aż 57 gatunków roślin, w tym wielu swoistych dla bliskiego wschodu, a niespotykanych we Francji i Włoszech, gdzie przebywał całun podczas swej udokumentowanej historii. Co więcej, wśród pyłków były i ukazujące się w porze Paschy, a więc w czasie, kiedy miał odbyć się pogrzeb Chrystusa.

Odpowiedź:

Liczby różnią się nieznacznie, w zależności od źródła, raport Freia z 1982 roku cytuje 57 roślin[58], późniejsze sprawozdania, już po śmierci Freia 14 stycznia 1983 roku, mówią o 58 identyfikacjach.[59] Ponadto za życia Frei nie przekazał swoich próbek żadnemu izraelskiemu palinologowi (bo sam przecież był specjalistą), ten cytat miesza wydarzenia z lat 70-tych i te o 20 lat późniejsze.

Wyniki badań palinologicznych są do dziś cytowane jako świadectwo autentyczności relikwii, ale już w latach osiemdziesiątych pojawiły się wątpliwości. Na większości próbek pobranych przez innych badaczy zagęszczenie pyłków było rzędu ziarnka na cm2. Na 25 skrawkach taśmy było ich około stu, i to typowych dla Włoch i Francji. Tymczasem jeden z kawałków taśmy Freia był dosłownie obsypany pyłkiem: na powierzchni paru milimetrów kwadratowych znalazło się kilkadziesiąt ziaren, łącznie więcej niż wszystkich pozostałych.

Odpowiedź:

Bo STURP zastosował nieco inne podejście do pobrania pyłków niż Frei. STURP zamówił specjalne aplikatory obrotowe do pobierania próbek z powierzchni, o regulowanym nacisku (by nie pozostawiać resztek kleju na płótnie), taśmy z mylaru, tego typu bajery. Gdy przyszło do zastosowania, to jedynym pyłkiem jaki STURP odkrył, był pyłek ambrozji występującej w okolicach Turynu (nie przypominam sobie źródła mówiącego o 100 pyłkach) Natomiast Frei kupił sobie zwykłą taśmą klejącą, na oczach zszokowanych Amerykanów na chama przylepił, odlepił i miał mnóstwo pyłków (pochodzących spomiędzy włókien tkaniny –delikatny nacisk urządzenia STURP-u pozwalał zbierać tylko powierzchniowe zanieczyszczenia).[60] Amerykańce, rzecz jasna wściekli, zaczęli szemrać przeciw Freiowi. Można jednak częściowo zrozumieć ich punkt widzenia troską o Całun. Kiedy Max Frei próbował przylepić swoją taśmę w okolicach twarzy, niemal siłą powstrzymał go John Jackson, ratując zapewne w ten sposób niezwykle powierzchniowy wizerunek (taśma klejąca zerwała by odbarwione zewnętrzne warstwy włókien) na Całunie przed nieodwracalnym zniszczeniem przez szalonego Szwajcara.[61]

Ponadto tylko na tej taśmie zamiast pojedynczych włókien lnu i ewentualnie ziaren ochry, znajdowały się liczne włókna bawełny, zapewne z rękawiczek Freia.

Odpowiedź:

Jak trzeba działać na siłę, to co na to poradzić… [62]

Czemu na taśmach Freia miałaby się pojawić ochra? Bo sceptycy są przekonani że na Całunie muszą znajdować się barwniki?

Skąd się tam wzięły?

Odpowiedź:

Co? Włókna bawełny?

Otóż Frei podróżował do Ziemi Świętej i Turcji w poszukiwaniu próbek endemicznych roślin do celów porównawczych. Następnie ilustrował zdjęciami identycznych ziaren pyłku materiał porównawczy z całunu. Najciekawsze jest to, że z 57 gatunków stwierdzonych w próbce Frei’a, aż 32 to formy owadopylne, których pyłek miałby małe szanse dostać się z wiatrem na całun (za to kwiaty tych roślin są efektywniejsze i łatwiejsze do zauważenia przez botanika-amatora).

Odpowiedź:

Możliwe wyjaśnienie, dlaczego znalazł się tam pyłek z kwiatów, przedstawię nieco dalej.

Max Frei zaliczył nie tylko te dwa potknięcia – okazało się, że już wcześniej kilkakrotnie miał kłopoty z prawem, gdyż nazbyt chętnie potwierdzał to, co klient chciał usłyszeć…[2]

Odpowiedź:

Tego należało się spodziewać. Jak tylko Frei ogłosił że znalazł pyłki roślin występujących na Bliskim Wschodzie, zaraz ruszyła machina propagandowa sceptyków. Gdy Frei nie dokończywszy pracy, nagle pożegnał się z tym światem, zaraz ruszyła lawina oszczerstw i insynuacji –w końcu martwi nie mogą się bronić. Trzeba jednak przyznać że styl pracy Freia, utalentowanego samouka, samotnego pasjonata, który niechętnie dzielił się swoimi metodami z innymi stanowił wręcz idealną pożywkę dla wysnuwania różnych oskarżeń bez cienia dowodu na pokrycie. I tak zaraz zaczęto portretować Freia, uznanego specjalistę, który m.in. brał udział w śledztwie nad katastrofą w 1961 roku w której zginął sekretarz generalny ONZ, Dag Hammarskjöld[63], jako przygłupawego policmajstra, podobnego do inspektora Clouseau, który rzekomo miał się skompromitować uznaniem za autentyczne dzienników Hitlera.[64] Albo stawiano znacznie poważniejsze zarzuty, zaczęto rozpowszechniać spiskowa teorię że Frei wszystkie wyniki po prostu sfałszował. Logika oskarżeń jest tu po prostu nie do starcia: podstawowe założenie, Całun jest fałszerstwem, zatem nie mogły się na nim osadzić pyłki z Bliskiego Wschodu. Oczywisty wniosek: Frei to oszust.[65] Dowodów na to, rzecz jasna, brak. W 1988 roku, po śmierci Freia, uzyskano od wdowy po nim jego taśmy, i porównano je z taśmami STURP-u. Zanieczyszczenia te same, tylko na taśmach Freia więcej pyłków. Oznacza to że rzeczywiście miały one kontakt z Całunem.[66] Teoretycznie Frei mógłby potem sztucznie nanieść odpowiednie pyłki na taśmę, wymagałoby to jednak bardzo drobiazgowych manipulacji, tak by każdy naniesiony pyłek przykryć warstwą zaschniętego kleju z taśmy. Po co Frei miałby to robić, skoro i tak taśmy stanowiły jego własność, i miał je do wyłącznej dyspozycji? Nie ma nic, co mogłoby udowodnić tego typu insynuacje. Zamiast się nimi zajmować, lepiej trzymać się pewnych standardów –jeśli nie ma dowodów że np. podczas datowania radiowęglowego w 1988 roku podmieniono próbki jak twierdzą niektórzy (choć też nie wiadomo do końca, co się z nimi tak naprawdę działo), to nie wysuwajmy równie bezpodstawnych oskarżeń wobec Freia i jego taśm.

I równie bezpodstawnych twierdzeń, wyrwanych z filmu dokumentalnego, które Głowacki nam teraz przedstawi:

Pyłek może przetrwać dwa tysiące lat albo dłużej pod warunkiem, że znajdzie się na przykład na dnie jeziora albo w torfowisku. Pyłki wystawione na działanie powietrza szybko ulegają rozkładowi.

Odpowiedź:

To zdanie wypowiedział izraelski palinolog Uri Baruch w programie dokumentalnym „Wielkie Tajemnice Historii: Całun Turyński.”[67] O ironio, jest to ten sam Uri Baruch, który razem ze swoim kolegą, profesorem botaniki Avinoanem Daninem, potwierdził w 1998 roku że na taśmach Freia rzeczywiście znajdują się pyłki pochodzące z Palestyny.[68] Ale do tego wrócę za momencik. Na razie o tych szybko rozkładających się pyłkach. Zależy gdzie. W glebie, wymywanej przez deszcze, gdzie żyje masa organizmów produkujących różnego rodzaju kwasy, pyłki nie przetrwają długo. Lecz nie należy lekceważyć odporności pyłków. Przyroda, w swej zdumiewającej doskonałości, wyposażyła pyłki w prawie niezniszczalny egzynowy pancerz, z którym nawet kwasy mają problemy. Zwykłe powietrze pyłkowi praktycznie nie szkodzi –to nie jest byle rdza. Pyłek bez problemu może się ukryć między włóknami tkaniny, przechowywanej przez większość czasu w suchym, zamkniętym relikwiarzu i przetrwać kilka tysięcy lat.

Większość ekspertów zgadza się, że na płótnie tak często wystawianym na działanie powietrza oryginalne pyłki by się nie zachowały.

Odpowiedź:

Bo takie zdanie rzucił narrator w jakimś tam popularnym filmie dokumentalnym?[69] W którym wiele wypowiedzi to powyrywane kawałki, bo producenci na siłę chcieli zbalansować argumenty zwolenników i sceptyków w 45-minutowym filmie?[70] Wielki mi argument.

Moje badania wykazały, że najpowszechniejszym pyłkiem w tamtym okresie był pyłek oliwki. W próbkach Freia nie było ani jednego ziarenka tego pyłku. [4]

Odpowiedź:

To również wypowiedź Barucha pokazana w omawianym filmie.[71] Jeden z zarzutów wobec pracy Freia odnosił się do braku obecności pyłków roślin pospolitych występujących w rejonie śródziemnomorskim, takich jak dąb czy oliwka.[72] Lecz kiedy materiały Freia, po jego śmierci, poprzez jego wdowę zostały odkupione przez amerykańską grupę badawczą ASSIST (Association of Scientist and Scholars International for the Shroud of Turin), członek tej grupy Paul Maloney, ujawnił że Frei brał pod uwagę obecność pyłków oliwki na swoich taśmach, jako że podczas wypraw w poszukiwaniu odpowiednich roślin zebrał odpowiednie próbki porównawcze. Ponieważ jednak były to rośliny pospolite, Frei nadał im niski priorytet w swoich pracach, a przed śmiercią zdołał ukończyć tylko ok. 1/3 zaplanowanej pracy.[73]

Głównym zarzutem zawodowych palinologów w stosunku do pracy Freia, samouka i jednego z pionierów w swej dziedzinie, było to że większość palinologów uważała że za pomocą obserwacji mikroskopowych w przypadku większości pyłków możliwe jest określenie co najwyżej rodzaju a nie gatunków jak to zrobił Frei[74] -chciał on być zbyt dokładny, stąd też na potwierdzenie bezbłędności wszystkich jego identyfikacji nie ma gwarancji. Jednak gdy taśmy Freia dostały się w ręce innych badaczy, mieli oni okazję sprawdzić obserwacje Freia. Orville Dahl twierdził że rozpoznał na taśmach Freia pyłki Cistus Creticus, róży górskiej rosnącej na wschodnich obszarach Morza Śródziemnego.[75] Później, jak już pisałem, do akcji wkroczyli Danin i Baruch. Dwóch cenionych znawców flory Izraela przedstawiło swoje wyniki na sympozjum w 1998 roku.[76] Co prawda nie potrafili się wypowiedzieć na temat tego czy identyfikacja Cistus Creticus przez Dahla jest słuszna czy nie, ale za to potwierdzili oni część identyfikacji Freia na poziomie rodziny, oraz 3 na poziomie gatunkowym. Jedną spośród tych trzech jest Gundelia Tournefortii, ciernisty krzew (z którego przypuszczalnie była zrobiona korona cierniowa) występujący na Bliskim Wschodzie, w rejonie Morza Martwego i Anatolii. Roślina ta kwitnie na wiosnę, od marca (czasem od lutego) do maja, a więc w porze Paschy, gdy odbyła się egzekucja Jezusa. Na ogólną liczbę 313 znalezionych pyłków i doliczyli się 91 pyłków tej rośliny (29,1%). Co dla Głowackiego, czerpiącego swe informacje głównie z filmów dokumentalnych i oszczerczych agitek Schafersmanna, oznacza rzecz jasna że:

Po uwzględnieniu powyższych informacji okazuje się, że badania pyłków nie tylko nie potwierdzają autentyczności płótna, ale wręcz wydają się jej przeczyć.

Odpowiedź:

To zdanie po prostu wymiata! Jakim cudem identyfikacja ponad ¼ pyłków jako pochodzących z pewnego ciernistego krzewu kwitnącego na wiosnę w Palestynie, miałaby zaprzeczać autentyczności Całunu Turyńskiemu? Nawiasem mówiąc, nawet gdyby żadnego bliskowschodniego pyłku nie znaleziono to nie byłby to jeszcze dowód na fałszerstwo -nieobecność pyłków nie oznacza że obiekt w danej okolicy nie przebywał. Baruch twierdził że nigdy nie udało mu się zebrać na raz na wolnym powietrzu więcej niż dwa pyłki Gundelli.[77] A na Całunie znalazł ich ponad 90! Zaś Gundelia wyśmienicie się nadaje na koronę cierniową. Przypadek? Może to świętej pamięci Frei wszystko podrzucił? Tak naprawdę kwestia obecności bliskowschodnich pyłków zależy tylko od jego domniemanej uczciwości –dlatego sceptycy tak się na niego rzucili z insynuacjami. Tym co nie pozwala definitywnie ukręcić łeb teoriom spiskowym krążącym wokół jego osoby, jest brak pyłków pobranych niezależnie od niego (lub też raczej brak dostępu do odpowiednich materiałów – podczas restoracji w 2002 roku pobrano kilka próbek z powierzchni za pomocą taśmy i odkurzacza, lecz archidiecezja turyńska pilnie strzeże swoich skarbów i nie udostępnia ich do badań[78]).

Idziemy dalej:

Rzymskie monety, odciski roślin

Niektórzy badacze płótna uważają, że na powiekach całunowej postaci znajdują się rzymskie monety pochodzące oczywiście z Palestyny z czasów Piłata. Jeszcze inni twierdzą, że na płótnie znajdują się odciski roślin pochodzących również z tamtego rejonu. „Dowody” te umieszczam w jednym akapicie, gdyż zarówno monetom jak i odciskom roślin można przyczepić jedną etykietę: złudzenie optyczne.

Odpowiedź:

Spory wokół domniemanych monet Piłata położonych na oczodołach Człowieka z Całunu mają długą historię, o której bardziej szczegółowo opowiem za chwilę. Na razie odniosę się do odcisków roślin rzekomo dostrzeżonych przez niektórych badaczy, jako że temat niejako wiąże się z poprzednio omawianym tematem pyłków. Wkraczamy tutaj na bardzo niepewny obszar, jakim jest szczegółowa analiza zdjęć Całunu w celu dostrzeżenia dodatkowych obiektów, które mogły się odbić na płótnie takich jak monety, kwiaty i liście roślin, litery itp. – o ich odkryciu donosili rozmaici badacze. Jednak te doniesienia wywołują wielkie kontrowersje, również, a może przede wszystkim wśród zwolenników autentyczności Całunu Turyńskiego. Do oponentów tego typu badań należą fotograf STURP-u Barrie Schwortz[79], Dan Porter, założyciel jednego z najbardziej cenionych blogów na temat Całunu Turyńskiego[80], oraz Ian Wilson.[81] Przyczyną jest subiektywny charakter badań, a mianowicie poszukiwanie na powiększonych zdjęciach Całunu zarysów poszczególnych przedmiotów –niektórzy uważają że potrafią je dostrzec i poprawnie zidentyfikować, inni zaś sądzą że taka bezsporna identyfikacja nie jest możliwa, że nie da się powiedzieć czy dany kształt rzeczywiście przedstawia kwiatek czy monetę, a nie jest jedynie przypadkowo ułożoną strukturą. Problem w tym że nie ma jednoznacznego sposobu które potrafiłyby określić czy obraz danego obiektu rzeczywiście istnieje na Całunie, czy jest jedynie złudzeniem optycznym jakiemu ulegają niektórzy badacze –różni uczeni przyjmują różne kryteria. Stąd też wprost niezliczone dyskusje na ten temat, przy czym dyskutanci bardzo często ryzykują popadniecie w skrajności –wiara że wszystkie doniesienia o zauważonych obiektach są prawdziwe jest jedną, zaś przyczepienie wszystkiemu etykietki złudzenia optycznego jest drugą. W rzeczywistości sytuacja jest zwykle patowa, i realności danej obserwacji nie da się ani potwierdzić ani zaprzeczyć. Jeśli chodzi o mnie, to uważam istnienie wielu z tych obiektów (monet liter, kwiatów), za bardzo prawdopodobne, jednak nie potwierdzone w 100 %, stąd też nie powołuję się na nie zbyt mocno w swoich artykułach.

Wracając do kwestii odbicia różnych roślin na Całunie Turyńskim, Danin i Baruch w swoim artykule wspominali nie tylko o analizie pyłków na taśmach Freia, ale również o obserwacjach poczynionych w pracowni Alana Whangera, amerykańskiego psychiatry i specjalisty od obrazowania. Whanger zastosował do analizy porównawczej różnych obrazów niezwykle prosta metodę –umieszcza je na dwóch przeźroczach, następnie wiązki przechodzące przez przeźrocza przepuszcza przez odmiennie ustawione polaryzatory, uzyskując w ten sposób dwie niezależne składowe spolaryzowane, które następnie nakłada na siebie, uzyskując sumaryczny obraz. Używając trzeciego polaryzatora, potrafi w ten sposób wygaszać odpowiednio jeden lub drugi obraz. Stosując tę metodę może on poszukiwać punktów które na obydwu przezroczach nakładają się na siebie. Mimo że stanowi ona znaczny postęp, wciąż nie jest wolna od pewnego subiektywizmu (zwykle na porównywanych przez siebie obrazach Whanger znajduje dwu- lub trzycyfrową liczbę punktów zbieżnych, co wśród wielu, zamiast podziwu,  budzi raczej sceptycyzm odnośnie wiarygodności jego metodologii).

Wśród wielu  obiektów o których zaobserwowaniu na Całunie donosił Whanger z żoną, znalazły się również obrazy roślin (wcześniej donosił o nich również Oswald Schewermann). Korzystając z atlasu botanicznego, Whangerowie twierdzili że zidentyfikowali 28 gatunków, z czego 27 kwitnie na wiosnę, a pyłki 25 znajdowały się na liście Freia (krytyk słusznie by zapytał, czy nie sugerowali się oni zbytnio tą listą).[82] Aby dodatkowo potwierdzić te obserwacje, potrzebna była pomoc specjalisty. Avinoan Danin wybrał się zatem domieszkujących w północnej Karolinie Whangerów. Danin potwierdził wniosek Whangerów że na Całunie znajdują się liczne odbicia kwiatów i kwiatostanów, zgadzając się z większością identyfikacji.[83] W swojej pracy napisanej razem z Baruchem, skupił się (oprócz przedstawienia przypuszczalnych obrazów Chrysanthemum coronarium, które były najwyraźniejsze), na trzech gatunkach, które uważał za najistotniejsze dla kwestii pochodzenia Całunu.[84] Pierwszym z nich jest wspomniana Gundelia Tournefortii, której kwiatostan dostrzegł Danin. Drugim jest Zygophyllum Dumosum, roślina endemiczna dla Palestyny –Danin spostrzegł odbite obrazy jej liści. Trzecią jest fragment gałązki Pistacia lentiscus z owocami, jako że pistacja nie wydaje owoców na wiosnę, to zapewne zeszłorocznymi. Wobec często wysuwanych zarzutów że obrazy roślin (jak również i innych domniemanych obiektów) mogą być po prostu artefaktami powstałymi na kliszy szeroko stosowanych zdjęć Giuseppe Enriego z 1931 roku, Danin odpowiedział że obrazy powyższych roślin były obserwowane nie tylko na zdjęciach Enriego, ale także Pii z 1898 roku i Millera z 1978 roku –zatem nie da się powiedzieć że wszystko to wina ortochromatycznych klisz Enriego, dających ekstremalny kontrast, przy czym pośrednie odcienie szarości losowo są zamieniane na jasne i ciemne punkty, oraz dodatkowo mogą pojawić się losowe wariacje zaciemnienia w wyniku mikroskopowych różnic w rozkładzie czułości na kliszy. Szanse że te same obrazki pojawią się na kilku kliszach, w różnych technikach fotografii, w wyniku losowych wariacji czułości, są znikome –zatem te obrazki istnieją na Całunie i albo są rzeczywiste, albo są artefaktami samej tkaniny, oraz poszczególnych włókien.

Danin ustalił że z listy 28 gatunków zidentyfikowanych przez Whangerów, 70 % występuje w  obszarze jednego kwadratu o boku 10 km, pomiędzy Jerozolimą a Jerychem.[85] A nawet zauważył że kwiatek z gatunku Capparis aegyptia, jest częściowo otwarty, co pozwoliło ustalić że został zerwany między godziną 3 a 4 popołudniu.[86]  W swoim uaktualnionym raporcie na konferencji w 2008 roku[87] , Danin oprócz dodatkowych gatunków, przedstawił także wyniki analiz fotografii Millera w ultrafiolecie, wykonanych w 1978 roku, które potwierdziły wyniki obserwacji zdjęć Enriego. Danin napisał także że wokół głowy człowieka z Całunu rozmieszczono ponad 300 kwiatów. Oprócz hipotezy że rozmieszczono je podczas pogrzebu, pojawiły się także inne, moim zdaniem słabiej uzasadnione, jak chociażby że Całun, podczas przebywania w Bizancjum służył jako epitaphioi (po polsku płaszczenica) –liturgiczny obrus na którym przedstawiono złożenie Chrystus do grobu i na którym składano kwiaty.[88] Nawiasem mówiąc, warto zadać sobie prowokacyjne pytanie: a skąd się w ogóle ta tradycja w Kościele Wschodnim wzięła… ? Co ciekawe, na ikonie Chrystusa Pantokratora z klasztoru św. Katarzyny na Synaju (VI wiek), pomijać już wszelkie inne podobieństwa do twarzy Człowieka z Całunu, znajdują się obrazy kwiatów, dokładnie w tym samym miejscu gdzie rzekomo miałyby być na Całunie.[89] Podobne przedstawienia kwiatów znajdują się monetach bizantyjskich z wizerunkiem Chrystusa, bitych w czasach Michała III (panował 842-867).[90]

I właśnie ta ostatnia informacja o domniemanej obecności obrazów kwiatów, pomijając już wszystkie inne wyżej opisane kontrowersyjne rewelacje Danina i Whangerów, może dostarczyć wiarygodnej odpowiedzi na zarzut że Frei zebrał pyłki z ładnych kwiatków rosnących wokół Jerozolimy i zapylanych przez owady. Drobny wstrząs, podobny do wywołanego przez owada i jakiś pyłek może zostać strącony i przylepić się do płótna. Przy czym tych pyłków nie musi być wiele, poza Gundelią, większość pyłków zidentyfikowanych przez Barucha występowało w jednym, lub co najwyżej kilku egzemplarzach.[91] Jest to co prawda hipoteza (przy czym wcale nie wymaga by rzeczywiście na Całunie odbiły się obrazy kwiatów, wystarczy nawet potencjalna możliwość że położono je na nim), ale pokazuje że nie trzeba od razu uciekać się do spiskowych „wyjaśnień” dlaczego na liście Freia znalazły się takie gatunki a nie inne.

Ale przejdźmy już do kwestii monet Piłata:

Co ciekawe, nie muszę tego poglądu udowadniać, ponieważ zrobili to za mnie zwolennicy autentyczności płótna.

To co [Filas] widział jako inskrypcje, ja widziałem jako losowe kształty i szumy. Taka jest subiektywna natura analizy obrazów. Z tego powodu nie mogę zaakceptować „inskrypcji” na tych monetach jako wiarygodnego dowodu na pochodzenie całunu z pierwszego wieku. [5]

Odpowiedź:

Szkoda tylko że Głowacki nie przytoczył szerzej wypowiedzi Schwortza. Bo napisał on również:[92]

“I do not argue that there appears to be something on the eyes of the man of the Shroud, and it may well be coins or potshards, since they were used in some first century burial rituals, but I do not believe we can resolve coin inscriptions.”

“Nie zaprzeczam że wygląda na to, że coś jest na oczach Człowieka z Całunu, i to mogą być monety lub ostraki, jako że były one używane niekiedy podczas rytuałów pogrzebowych w pierwszym wieku, ale nie wierzę że potrafimy odczytać napisy na monetach”.

Schwortz nie udowodnił że monet tam nie ma, i wcale nie miał zamiaru tego robić, był jedynie sceptyczny wobec prób ustalenia co to mogą być za monety, na podstawie niepewnej analizy zdjęć. Ale po kolei.[93]

Kiedy Jackson i Jumper w 1976 roku wykonali trójwymiarowe odwzorowanie sylwetki Człowieka z Całunu, spostrzegli że na oczodołach znajdują się jakieś wypukłości, jakby coś na nich leżało.[94] Po dłuższych poszukiwaniach, Jackson znalazł w wydaniu magazynu „Jewish Quarterly Review” z 1898 roku opis zwyczaju kładzenia monet, lub kawałków ceramiki na powiekach zmarłych, praktykowany przez niektórych Żydów. Wielkość i kształt tych wypukłości pozwalały przypuszczać że chodzi tu o leptony, nowotestamentowe „wdowie grosze”.[95]

Książka Wilsona opisująca te odkrycie ukazała się w przełomowym 1978 roku. Zaś rok później, Francis Filas, Jezuita i profesor Uniwersytetu Loyoli w Chicago ogłosił że udało mu się zidentyfikować monetę nad prawym okiem.[96] Jak sam twierdził, w 1954 roku przyjrzał się obszarowi oczu na zdjęciach Enriego i dostrzegł nad prawą powieką laseczkę oraz litery Y, C, A, I. Początkowo zlekceważył obserwację, sądząc że ulega złudzeniu. Do sprawy wrócił w 1979 roku, po odkryciach Jacksona i Jumpera. Przy pomocy numizmatyka, Micheala Marxa próbował zidentyfikować rzekome monety. Na podstawie dostrzeżonej laseczki i liter Y (bądź też U), C, A, I, uznał że jest to lepton z wizerunkiem lituusa, laseczki podobnej do pastorału, symbolu boga wojny Marsa, mające również znaczenie astrologiczne. Litery mogłyby być fragmentem greckiej inskrypcji (zapisanej alfabetem łacińskim) TIBEPIO[Y/U] KAICAP(OC), lub skróconej formy TIOU KAICAP(OC) –Tyberiuszowi Cezarowi. Tego typu monety bito w Judei za czasów Poncjusza Piłata –świadczą o tym zapisane literami LIS, LIZ i LIH odpowiednio 16, 17, i 18 rok panowania cesarza – i już potem nigdzie indziej.[97] Tylko czy nie powinno być K zamiast C? Filas założył że popełniono błąd ortograficzny. Wkrótce się okazało, że istotnie znaleziono monety na których, z wytartych inskrypcji, odczytano (jak się przynajmniej wydawało) tego typu inskrypcje pisane przez C a nie przez K.[98]

Krytycy rzucili się na Filasa jak wygłodniałe wilki –omal go nie wyrzucono z (katolickiej!) uczelni.[99] Zmęczony ciągłymi atakami, w 1985 roku Filas odszedł się dowiedzieć u samego źródła, jak to z tymi monetami było. Po jego śmierci debata nie wygasła –wprost przeciwnie się wzmogła.

Stawiano od groma zarzutów –a to że w starożytnych pismach żydowskich nie ma wzmianki o takiej tradycji[100], to Grecy wsadzali nieboszczykom obola w usta, jako zapłatę dla Charona, a to że monety są pogańskie, więc prawowierni Żydzi nie użyliby ich podczas pogrzebu (choć podobno ofiary na świątynie składano także w pogańskich monetach)[101], a to że monety były za lekkie by utrzymać powieki zamknięte (choć patolodzy twierdzą że ciężar jest wystarczający)[102], by wymienić tylko kilka. Archeolog Rachel Hachlili w 1979, w tym samym czasie gdy Filas próbował dopasować odpowiednie monety, odkopała kilka grobów w okolicach Jerycha, w jednym z nich znaleziono czaszkę, a w jej wnętrzu dwie monety z czasów Heroda Agryppy (37-44 rok n.e.), w innym monetę Heroda Archelaosa (4 r. p.n.e. -6 r. n.e.), w jeszcze innym monetę Jana Hurkana II (63-40 r. p.n.e). Doszła ona do wniosku że pierwotnie musiały być one położone na oczach zmarłych i że taką praktykę często stosowano –podobne znaleziska to ossuarium z Talpiot z monetą Heroda Agryppy I, czy monety Piłata w żydowskim grobowcu w Dżabal Mukaber, na południe od Jerozolimy, oraz monety Bar Kochby w żydowskiej fortecy w En Boqeq.[103] Również w kontrowersyjnym grobowcu zawierającym rzekome ossuaria arcykapłana Kajfasza (który stał za zgładzeniem Jezusa), w ossuarium kobiety o imieniu Miriam znaleziono monetę.[104]

Dziwnym zbiegiem okoliczności, gdy tylko Filas ogłosił odkrycie monety Piłata na prawym oku Człowieka z Całunu, Hachlili nagle zaczęła wywracać swoje poprzednie wnioski do góry nogami- orzekła że monety z Jerycha zamiast na oczodołach włożono w usta (pomimo iż eksperymenty wykazały że monety nie mogłyby wówczas wpaść do wnętrza czaszki, musiałyby być na oczodołach)[105], a w ogóle to nie ma żadnych dowodów, bo groby były już wcześniej splądrowane[106] -pytanie za 10 punktów: dlaczego ktoś miałby włamywać się do grobowca, tylko po to by do wnętrza czaszki wrzucić starożytne monety?

Poważniejsze zarzuty odnośnie wniosków Filasa tyczyły się czego innego, mianowicie czy interpretacja ledwo widocznych plamek na zdjęciach Enriego, o wielkości porównywalnej z wielkością nitek na Całunie, wśród mnóstwa szumu związanego tak ze splotem, jak i z różnymi zanieczyszczeniami jako inskrypcji na określonych monetach Piłata jest wystarczająco uzasadniona. Czy Filas nie doszukiwał się po prostu pewnych struktur w przypadkowych szumach? I co z przypuszczalną monetą nad lewym okiem? Środowisko syndonologów podzieliło się na zwolenników i przeciwników wiarygodności doniesień o monetach. Obie strony miały swoje argumenty. Przeciwnicy wyciągnęli swój standardowy argument, mianowicie że wszystko to jedynie „zasługa” zdjęć Enriego, podczas gdy np. na zdjęciach Barriego Schwortza takich struktur nie widać. Ale zwolennicy wykazali że są one widoczne również np. na zdjęciach Vernona Millera z 1978 roku, czy Durantego z 2002 roku, ich widoczność zależy tak naprawde od stosowanych technik fotograficznych, nie są to zatem artefakty na kliszach Enriego (jednak na tych ostatnich są najlepiej widoczne, ze względu na ich ekstremalny kontrast).[107]

Jeszcze za życia Filasa, dr Robert M. Haralick z Laboratorium Analiz Danych Przestrzennych Instytutu Politechniki Stanu Virginia i Uniwersytetu w Blacksburg przeprowadził elektroniczną analizę zdjęc Enriego i zgodził się z Filasem że zapewne identyfikacja plamek nad prawym okiem jako monety Piłata jest poprawna.[108] Whanger przeprowadził techniką obrazów spolaryzowanych porównanie monet Piłata z ich domniemanymi obrazami na Całunie i znalazł 74 punkty wspólne.[109] Problem w tym czy wszystkie te punkty wspólne są tak naprawdę niezależne, oraz czy nie są po prostu przypadkowymi punktami które da się przyporządkować niektórym punktom monety –w takim wypadku ważniejsze są różnice niż podobieństwa (na każdych dwóch zupełnie niepowiązanych obrazkach można znaleźć ileś tam punktów które nakładają się jeden na drugi). Filas i jego zwolennicy argumentowali ze prawdopodobieństwo losowego ułożenia się odpowiednich punktów na Całunie w kształt odpowiadający zaobserwowanemu leptonowi jest astronomicznie mała (oszacowali nawet prawdopodobieństwo jako rzędu 1:1042)[110] Tylko czy założenia odpowiedniego modelu probabilistycznego są poprawne? Czy nie jest to może tak, że Filas (świadomie lub podświadomie) doszukał się odpowiedniej monety, która by pasowała do układu plamek, a następnie określił prawdopodobieństwo że plamki ułożą się w kształt tej monety (co jest pętlą myślową)? Na jego korzyść przemawiałoby gdyby rzeczywiście, jak twierdził, rozpoznał literę C na leptonie, zanim zapoznał się z egzemplarzami posiadającymi ten błąd ortograficzny –wówczas byłoby wiadome że nie sugerował się znanym obrazem który miał w pamięci. Krytycy często bowiem wysuwają oskarżenia że obrazy rzekomo dostrzegane na Całunie przez niektórych są jedynie efektem pareidolii –dopatrywania się znanych obrazów w przypadkowych strukturach. Schwortz pyta się dlaczego numizmatyk potrafi się dopatrzyć w, jego zdaniem, zupełnie przypadkowych kształtach monet, a botanik odbić roślin[111], sugerując w ten sposób że owe identyfikacje mogą być tylko efektem ich wyobrażeń i zawodowych nawyków. Ale ten argument można odwrócić –być może ze względu na swoje wytrenowanie potrafią oni dostrzec charakterystyczne struktury, których laik (jak na przykład Schwortz) w danej dziedzinie nie potrafi dostrzec –w jego oczach będzie tylko kompletny bałagan. Taka jest subiektywna natura identyfikacji wizualnych. Jednoznacznych kryteriów co jest prawdziwe , a co tylko złudzeniem nie ma.

Jeśli chodzi o domniemaną monetę położoną na lewym oku (zakładano że powinna być, w końcu człowiek ma parę oczu –to że w grobowcach znajdywano pojedyncze monety, może świadczyć jedynie o tym że jedna z nich się zawieruszyła wewnątrz czaszki i nie zdołano jej wyjąć), to jej obraz był dużo mniej wyraźny. Nie było pewne czy niewielka wypukłość nie stanowi jakichś spuchniętych powiek, czy jakiegoś skrzepu krwi na powiece, lub jakiegoś innego artefaktu.[112] Filas dopatrywał  się tam kilku kresek, sugerujących inny rodzaj leptonu bitego przez Piłata –monety bitej na cześć Julii, matki cesarza Tyberiusza. Whanger znalazł 73 punkty wspólne między ta monetą, o obrazem nad lewą powieką Człowieka z Całunu. Co ciekawe, również Baima Bollone we współpracy z Nello Balossino podjął się poszukiwania  monety w okolicach lewego oka. Stosując cyfrową obróbkę obrazu doszukali się obrazu leptona Julli, tego samego co Whanger, tyle tylko że nie nad lewą powieką, a nad lewą brwią, a więc w zupełnie innym miejscu![113] Czy chodzi tu o dwie różne monety? Czy może o dwa obrazy tej samej, odwzorowane w dwóch różnych miejscach? A może dwie ekipy badaczy uległy takim samym złudzeniom, tyle że w dwóch różnych miejscach (kwestia na ile nie wiedzieli wzajemnie o swoich wynikach)?

Kwestia jest więc niezwykle niejednoznaczna. Dodać jeszcze warto, że Mario Moroni próbował identyfikować monetę na prawym oku jako lepton, tyle że z lituusem zwróconym w lewo (lepton Filasa miał lituus zwrócony w prawo), przy czym domniemana litera C miała tak naprawdę być zakrzywionym końcem lituusa.[114]

Jeśli chodzi o moją prywatną opinię na temat monet, to sądzę że ich istnienie jest dość prawdopodobne, lecz wymagające jeszcze dodatkowego potwierdzenia. To że na oczodołach Człowieka z Całunu znajdują się zgrubienia jest w pełni zgodne z opisanymi znaleziskami archeologicznymi, potwierdzającymi zwyczaj kładzenia pieniążków na oczach. Czy jednak dokonana przez Filasa i innych ich identyfikacja, jako leptonów Piłata jest słuszna? Bardzo możliwe, ale póki co, nie da się wykazać tego wprost. Utożsamienie Człowieka z Całunu z Jezusem Chrystusem pozwoliłaby potwierdzić poprawność tej identyfikacji, jest to jednak wnioskowanie w przeciwną stronę – chcemy właśnie na podstawie rozpoznanego typu monet uzyskać argument, że Człowiek z Całunu żył w Palestynie za Piłata, a nie, żeby na podstawie jego tożsamości dowiedzieć się, jakie monety położono mu na oczach.

Oddajmy na chwilę głos Głowackiemu:

Oczywiście zanim badacze całunu zabrali się za szukanie monet, których wzór pasowałby do mało wyraźnych plam, znajdujących się w oczodołach, powinni odpowiedzieć na jedno zasadnicze pytanie: jakim cudem w ogóle odbiły się one na płótnie? Wyobraźmy sobie następującą sytuację: ciało zaczyna wysyłać energie, która przypala płótno. Powstaje wizerunek – odbicie ciała, którego intensywność zależy od odległości płótna od twarzy.
Co się stanie, jeśli umieścimy na drodze tych promieni kawałek metalu? Część energii zostanie zaabsorbowana przez metal – w miejscu gdzie będzie leżał wizerunek będzie słabszy lub w najgorszym wypadku nie pojawi się w ogóle. Niestety „monety” na oczach całunowej postaci są widoczne intensywniej niż otaczające je ciało. Sugeruje to, że one same były źródłem energii, co oczywiście jest bzdurą w kontekście teorii mówiącej o tym, że wizerunek powstał w wyniku emisji energii z ciała.

Odpowiedź:

Przede wszystkim to my nie mamy pojęcia w jaki sposób wizerunek na Całunie Turyńskim powstał. I nie możemy zatem powiedzieć, czy wobec tego hipoteza o istnieniu odbić monet na płótnie jest sensowna, czy nie. W kontekście jednej teorii może być, w kontekście innej nie –wiele zależy od założeń tychże teorii. Wysuwano różne koncepcje w jaki sposób obrazy dodatkowych przedmiotów mogłyby się utrwalić na Całunie. Fizyk, Bolesław Makiej wysunął koncepcję, że monety mogły się utrwalić na płótnie, w wyniku odbicia od nich promieniowania elektromagnetycznego emitowanego przez ciało Człowieka z Całunu, które następnie interferowało z  wiązkami pochodzącymi z innych punktów ciała.[115]  W świetle doniesień Petrusa Soonsa o tym że wizerunek z Całunu może posiadać pewne właściwości holograficzne[116] , ta koncepcja robi się niezwykle interesująca. Bardzo istotne dla jej rozwinięcia w jakiś sensowny model oraz zweryfikowania może się okazać ustalenie geometrycznej relacji między ciałem a wizerunkiem na płótnie (patrz Rysunek IV), o czym pisałem wcześniej. Alternatywą do hipotezy promieniowania wybiegającego bezpośrednio z ciała jest hipoteza wyładowania koronowego, wysuwana przez Giulio Fantiego[117]  – w tym przypadku zjonizowana plazma, tworząca się wokół wytwarzającego pole elektryczne ciała i odpowiedzialna za powstanie obrazu ciała, może spokojnie pojawić się nad monetami. Wizerunki roślin, porównywalne do tych rzekomo obserwowanych na Całunie uzyskano za pomocą fotografii kirlianowskiej, wykorzystującej wyładowanie koronowe.[118] Są jeszcze inne hipotezy –np. obraz monety mógłby być w rzeczywistości odbitym obrazem krwi która na jej powierzchni znalazła[119], zaś obrazy roślin na zasadzie zwykłego zielnika.

Zostawiając na boku dyskusje nad możliwymi hipotezami, trzeba powiedzieć że nieznajomość mechanizmu powstania wizerunku stanowi poważny problem metodologiczny w przypadku analiz wszystkich domniemanych obiektów o których obserwacji na Całunie donoszą niektórzy. Wizualna analiza –mędrca szkiełka i oko –stanowiło zawsze podstawę nauki. Wielkie przełomy w nauce zachodziły wówczas, gdy ktoś dostrzegał gdzieś jakieś wzorce, jakieś struktury, czy prawidłowości w obserwacjach, których nie potrafili zaobserwować inni. Z drugiej strony mało kto pamięta, i tylko w książkach o historii nauki można znaleźć informacje o wielu nieszczęśnikach którzy myśleli że coś odkryli, a tak naprawdę padli jedynie ofiara złudzeń. Tak to niestety bywa, jedni mają szczęście, inni nie. Do czego zmierzam: problem z Całunem jest taki że w starciu z nim konwencjonalne metody badawcze wymiękają. Powtarzalność obserwacji w przypadku normalnych zjawisk przyrodniczych, jak również i np. możliwość znalezienia wielu podobnych znalezisk archeologicznych, pozwalała eliminować złudzenia, i promować poprawne obserwacje. Ale Całun jest niepowtarzalny…  Nie wiemy czego się po nim się spodziewać. Jeśli np. numizmatyk widzi na wydobytej gdzieś monecie zerodowane, niewyraźne fragmenty inskrypcji, to na ich podstawie, kilku charakterystycznych punktów, oraz własnego doświadczenia, potrafi odtworzyć pierwotne brzmienie inskrypcji. Tak samo paleografowie –odtwarzanie oryginalnych napisów ze starych manuskryptów na których litery częściowo się zatarły stanowi dla nich chleb powszedni (i źródło niekończących się dyskusji). Podobnie wykwalifikowany botanik, zaledwie z zarysu jakiejś roślinki potrafi powiedzieć co to za gatunek. Są to dla nich czynności rutynowe –tyle tylko że w zwykłych przypadkach wiedzą oni czego się spodziewać: numizmatycy i paleografowie wiedzą że dane zbiorowisko punkcików to fragmenty liter, zaś botanicy że roślin, oraz jak te punkty połączyć.[120] Ale na Całunie –czy zbiór plamek który wygląda jak charakterystyczny kształt rośliny, litery, czy wzór na monecie rzeczywiście jest tym czym się wydaje? Jak odróżnić go od przypadkowo ułożonej struktury? Jakie kryteria pozwolą z całą pewnością to rozstrzygnąć? Jak bezspornie i wiarygodnie oszacować szanse, że dana skomplikowana struktura, na przykład przypominająca częściowo wytarty napis UCAI (która może mieć różne warianty, nieco odmienne od obserwowanych –można znaleźć bardzo wiele kombinacji punktów, które tworzyłyby niepełny zarys liter) jest obrazem rzeczywistego obiektu? Gdzie jest granica między obiektami  na tyle wyraźnymi, by mogły zostać zaakceptowane jako rzeczywiste, a tymi które pozostają wątpliwe? Zwłaszcza w przypadku obiektu tak kontrowersyjnego jak Całun Turyński –obserwacje które gdzie indziej zostałoby bez problemu zaakceptowane przez społeczność naukową, tu są podważane na niewyobrażalną ilość sposobów…

Głowacki na chwile jeszcze powraca do kwestii odbić roślin:

Dość ciekawy jest również fakt, że nikt nie pokusił się, aby w plamach widocznych na całunie dopatrzyć się roślin pochodzących z Francji lub Włoch.

Odpowiedź:

… w świetle tego co na temat roślin napisałem powyżej, jest dziecinnie prosta. Rośliny z Francji czy Włoch nie miały bezpośredniego kontaktu z Całunem – w przeciwieństwie do tych z Jerozolimy, które mogłyby się stykać z płótnem w czasie kiedy w grobie tworzył się wizerunek, lub ewentualnie do tych które mogłyby zostać na nim położone, kiedy służył jako epitaphioi –na Zachodzie nie praktykowano bizantyjskich rytuałów.

Kończymy temat subiektywnych analiz struktur wizualnych. Można powiedzieć że, chociaż domniemane odkrycia odbić monet, liter czy roślin nie są bezspornymi dowodami na autentyczność Całunu Turyńskiego, to jednak mogą stanowić potencjalne przesłanki na jej rzecz. Nie trzeba się jednak na nich opierać, w celu jej wykazania. Sytuacja zwolenników jest tu komfortowa, nawet jeśli te doniesienia się w końcu nie potwierdzą, to nic oni nie zyskują, ale równocześnie nic nie tracą. A jeśli się potwierdzą… -biada sceptykom!

Zmieniamy temat:

Krew

Krew jest bardzo dobrze zbadaną substancją. Naukowcy wiedzą, z czego się składa, jak się zachowuje i co najważniejsze — jak ją wykrywać. Jednak w przypadku Całunu Turyńskiego stało się coś dziwnego. Prosta czynność, jaką jest wykrycie krwi, wiązała się z wysiłkiem, jaki można porównać do pracy wykonanej przez Syzyfa w ciągu stu lat. Wszystkie testy specyficzne dla krwi, przeprowadzone bezpośrednio na płótnie, dały wynik negatywny.

Odpowiedź:

Kłamstwa i manipulacje, oparte na negatywnych wynikach początkowych testów. Zacznijmy jednak historię od początku:

Pierwsze badanie domniemanych plam krwi przeprowadzono na podstawie próbek pobranych w czasie badań przeprowadzonych przez komisję, powołaną przez arcybiskupa Turynu kardynała Michele Pellegrino, 24 listopada 1973 roku, po pierwszym wystawieniu telewizyjnym Całunu (drugie miało miejsce w Wielką Sobotę 30 marca 2013 roku). Dla dwóch zespołów, kierowanych przez profesorów Giorgio Frache i Guido Filogame, pobrano kilkanaście nitek z miejsc, nazwijmy to zakrwawionych, na Całunie Turyńskim. Zespół Frache, za pomoca mikroskopów odkrył przy 285-krotnym powiększeniu że nie ma tam żadnej substancji która mogłaby zabarwiać włókna na czerwono, ani krwi, ani żadnych barwników, jedynie zagadkowe żółto-pomarańczowo-czerwone granulki na powierzchni włókien. Testy chemiczne za pomocą benzydyny, kwasu octowego, wody utlenionej, gliceryny potasowej –wszystko negatywne, zero reakcji, zero zmian na powierzchni włókien. Z kolei zespół kierowany przez Filogano obejrzał włókna pod mikroskopem elektronowym w powiększeniu 17 000 i 50 000 razy. Dostrzegł bakterie i zarodniki, ale żadnych śladów jakichś substancji ani krwi, ani farby, jedynie zagadkowe granulki. Czyli nikt nie wiedział z czego zrobione są domniemane plamy krwi. Niemniej jednak wyniki tych badań nie były uznane za rozstrzygające i obecność krwi nie została wykluczona, po prostu metody okazały się nieodpowiednie.[121]

W 1978 roku zastosowano już nieco inne, które dały w końcu rozstrzygające rezultaty. Badania wykonały dwa niezależne zespoły, Hellera i Adlera w Stanach Zjednoczonych, mających do dyspozycji 36 próbki pobrane za pomocą taśmy, oraz Pierluigi Baima-Bollonego z Włoch, który otrzymał kilkanaście nitek z dwóch miejsc zakrwawionych, oraz miejsc nie zakrwawionych dla kontroli.[122] I obydwa zespoły, działające zupełnie niezależnie od siebie po dwóch stronach Atlantyku potwierdziły obecność krwi na Całunie Turyńskim.

Heller i Adler rozpuszczali wyekstrahowane z taśm próbki w 97 % hydrazynie, a następnie w kwasie mrówkowym, aby uwolnić żelazo z cząsteczek hemu, po czym obserwowali widmo fluorescencyjne –obecność żelaza została potwierdzona. Analizując widmo spektrofotometryczne wykryli charakterystyczne dla krwi pasmo Soreta (piki absorpcyjne przy 400 nm i słabsze przy 550 i 592 nm). Testy chemiczne na hemochromy, cyjanmethemoglobinę, bilirubinę (będącą pochodną rozpadu hemoglobiny), albuminę – wszystkie pozytywne. Baima Bollone z kolei wykrył dodatkowo kryształki chlorowodorku hematyny, a także przeprowadził badania immunofluorescencyjne. Testy z antygenami dawały wyniki pozytywne dla zakrwawionych włókien z Całunu, tak samo jak dla zakrwawionych próbek kontrolnych, zaś negatywne dla włókien pozbawionych śladów krwi. Mikrospektrofotemtria promieniami Roentgena dała porównywalne wyniki  składu chemicznego dla włókien z Całunu i włókien kontrolnych pokrytych mieszaniną mirry, aloesu, saponin i krwi. Baima-Bollone udowodnił obecność ludzkich globulin[123], oraz ustalił grupę krwi jako AB.[124] Obecność krwi potwierdzili także Lejeune, Canale, i Garza-Valdès.[125] Obserwacje mikroskopowe pozwoliły dostrzec przypuszczalne czerwone krwinki.[126]

Jak głosi opowieść, John Heller, dla potwierdzenia wyników swoich badań, wciągnął Alana Adlera, niereligijnego Żyda do badań, dając mu próbkę i nie mówiąc mu skąd pochodzi. Adler, po wykonaniu testów, miał powiedzieć Hellerowi:

„Krew. Wszystko jest krwią. Mógłbyś mi teraz powiedzieć kto był zabójcą, a kto ofiarą?”[127]

Kiedy Heller powiedział mu prawdę, ten wykrzyknął:

„Mój Boże! To, że na Całunie znajdują się ślady krwi, jest tak samo oczywiste, jak fakt, że płynie ona w naszych żyłach”[128]

Wobec tego wypada zadać pytanie, dlaczego w 1978 roku się udało wykryć krew, a w 1973 roku nie? Otóż krew na Całunie nie jest taką zwykłą normalną krwią, jaka płynie w żyłach i tętnicach, lecz pochodzi z odbić na wpół zaschniętych skrzepów, i jako taka zawiera np. niewiele krwinek (głównie surowicę), przez co trudno ją wykryć konwencjonalnymi metodami.[129] Poza tym przypuszczalnie kwasowe środowisko stosowane w badaniach próbek z 1973 roku nie pozwoliło na rozpuszczenie składników krwi. Jak piszą Fenrych i Waliszewski, Frache i Filogano nie zastosowali czynników redukujących żelazo trójwartościowe, obecne w hemichromach, których testy benzydynowe, zastosowane w 1973 roku nie mogły wykryć, na dwuwartościowe, które już reagowało z odpowiednimi odczynnikami.[130]

Co na to przeciwnicy autentyczności?

Pozytywny wynik dały natomiast inne testy — na obecność pigmentów.

Nie ma krwi na Całunie Turyńskim: wszystkie sądowe testy specyficzne dla krwi dały wynik negatywny (niektórzy badacze pochopnie wnioskowali, że krew była obecna po przeprowadzeniu testów na obecność żelaza, protein, albuminy, które wypadły pozytywnie, gdyż substancje te są faktycznie obecne na całunie, ponieważ są składnikiem farb).

Odpowiedź:

Chyba w urojeniach sceptyków… Żaden z nich nie przeprowadzał testów na obecność krwi czy farb (jedynie Walter McCrone swoim mikroskopem wykrył niewielkie ilości barwników, ale o tym dalej). Natomiast badacze, którzy przeprowadzali testy, Heller i Adler, oraz Baima Bollone i jego zespół nie mieli żadnych wątpliwości co do wyników testów, czerwone plamy na Całunie to krew. I ich wyniki są uznawane przez środowiska medyczne, w przeciwieństwie do desperackich prób sceptyków szukania ad hoc jakichś alternatywnych substancji, które zafałszowałyby pozytywne wyniki testów krwi.  I tak testy na obecność porfiryn pozytywne –to Joe Nickell wymyśla sobie czerwień krapową, jako składnik farb temperowych, która mogłaby dać podobne wyniki.[131] Testy na bilirubinę pozytywne –aha, to teraz trzeba wyciągnąć z zanadrza żółć rybią.[132] Testy na albuminę – no to tempera jajowa.[133] I tak dalej. Wszystko, tylko nie krew. Więc, zdaniem sceptyków, fałszerz, aby namalować krew, wymieszał ochrę, cynober, czerwień krapową, żółć rybią, żółtka jajek, i Nickell wie co jeszcze, byle tylko oszukać wszelkie XX-wieczne testy na obecność krwi. Oczywiście żadna z tych substancji nie tworzy fluorescencyjnych otoczek z surowicy, które opisywałem już wcześniej. I żadnej z nich nie wykryto w takich ilościach, które pozwoliłyby stwierdzić że wycieki „krwi” zostały namalowane. Barwniki organiczne powinny się rozpuścić (pędzle przecież moczono w wodzie) i rozmazać pod wpływem wody użytej do gaszenia pożaru w 1532 roku[134], czyli z widocznych wycieków domniemanej krwi powinny pozostać resztki rozmazanych plam farby.

Co ciekawe, sceptycy, Nickell i Schafersmann polemizują jedynie z (zresztą i tak tylko niektórymi) wynikami uzyskanymi przez Hellera i Adlera, zaś zespół Baimy-Bollonego dla nich w ogóle nie istnieje![135] Nie ma się co dziwić –cała wyżej wymieniona czwórka to Amerykanie.[136] Najważniejsze ośrodki badań nad Całunem Turyńskim znajdują się we Włoszech (co naturalne) i Stanach Zjednoczonych, mniejsze we Francji, gdzie dodatkowo dochodzą badania Tuniki z Argenteuil (o której pozostałe ośrodki właściwie nie mają pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje), i Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii zajmują się Sudarium z Oviedo, zaś badania Chusty z Manoppello wydają się specjalnością Niemców (Badde, Pfeiffer, Schlömer, Resch , choć ten ostatni jest Austriakiem) i Włochów (Fanti, Gaeta, Vitori, Vigo, natomiast niewątpliwą „zasługą” Iana Wilsona jest to, że w krajach anglojęzycznych nic o niej nie wiedzą,  i w ogóle nie chcą o niej słyszeć). I każdy kto się nieco w temat zagłębi, spostrzeże że między tymi wszystkimi ośrodkami panuje wręcz niewyobrażalna zawiść i chora rywalizacja (największym przeciwnikiem zwolenników autentyczności Całunu nie są wcale sceptycy, tylko inni zwolennicy autentyczności Całunu Turyńskiego). Gdyby zatem tylko jeden z zespołów, włoski lub amerykański, wykrył  na Całunie ślady krwi, to na pewno ci drudzy rzucili by się tym pierwszym do gardła, i w życiu nie zaakceptowaliby twierdzeń rywali.

Od dygresji wróćmy do polemiki:

Stara krew nie jest jasnoczerwona i żadna ilość bilirubiny nie jest w stanie tego wytłumaczyć.

Odpowiedź:

A skąd to wiadomo? Ktoś sprawdzał  jak zachowa się barwa, zawierających głównie surowicę, skrzepów krwi z podwyższoną ilością bilirubiny na lnianym płótnie po 2000 latach? Adler, stwierdził że w wyniku zmieszania się w surowicy podwyższonej ilości bilirubiny, pochodnej rozpadu hemoglobiny w wątrobie (taki proces zachodzi u osób w stanie silnego szoku spowodowanego katowaniem, udręką i torturami), oraz methemoglobiny, nieczynnej biologicznie postaci hemoglobiny, odbity na Całunie zakrzep krwi ma barwę czerwoną.[137] Jest to hipoteza, dość prawdopodobna, choć trudna do sprawdzenia. Jednych bardziej przekonuje, innych mniej- wysunięto także inne, dodatkowe hipotezy, mniej przekonujące, jak np. taka że Całun tuż po utkaniu został wyprany z mydłem zrobionym z mydlnic, które zawierają substancje powodujące hemolizę[138], lub też że jest to efekt, jak zwykle niezawodnych, materiałów konserwujących: mirry i aloesu.[139] Możliwe że wszystkie te czynniki miały jakiś wpływ na ten efekt. Tak naprawdę wielu mechanizmów mających wpływ na cechy skrzepów krwi na Całunie wciąż jeszcze nie rozumiemy, nie wiemy jaki wpływ na krew, miałyby określone specyficzne warunki fizyczne (wilgotność temperatura, czas od śmierci do owinięcia w płótno), czy potencjalna obecność takich czy innych substancji na tkaninie. Po prostu nie ma porównania. I nie jest to wcale jakaś niespotykana sytuacja –ile kontrowersji i sporów było wokół mumii Tutenchamona, czy prehistorycznych ludzi odnalezionych gdzieś w alpejskich lodowcach? Każdy taki przypadek wnosi niepomierny wkład w rozwój archeomedycyny. Również Całun Turyński.

Prawdziwa krew skleja włosy, nie tworzy strumyków i spiralnych kwiatów.

Odpowiedź:

Już było, patrz wyżej, tuż przed akapitem o drugiej twarzy.

Prawdziwa krew nie zawiera pigmentów. Prawdziwa krew i jej organiczne pochodne mają współczynniki określające załamanie światła znacznie mniejsze niż ochra i mogą być łatwo rozróżniane przy pomocy analizy optycznej pod mikroskopem. (Przypis: W wersji angielskiej ten fragment tekstu brzmi: Real blood and its organic derivatives have refractive indices much less than red ochre or vermilion, and they can be easily distinguished using Becke line movement under a light microscope.) Przeprowadzona przez McCrone’a analiza czerwonych cząstek z całunu ujawniła, że nie zawierają krwi ani jej pochodnych. [1]

Odpowiedź:

Tak , tak… Niezrównany Walter McCrone, którego sceptycy kreują na ostatniego sprawiedliwego, i jego mikroskopik polaryzacyjny, który zdaniem Schafersmanna, stanowi niezwyciężoną broń, która w pył rozbije wszystkie argumenty zwolenników autentyczności…

Walter McCrone był jednym z najbardziej uznanych na świecie ekspertów od obserwacji mikroskopowych. Współpracował z grupą STURP, jednak ich drogi szybko się rozeszły. McCrone za bardzo chciał bowiem działać na własną rękę, bez konsultacji z innymi. Sławę przyniosło mu w 1974 rzekome zdemaskowanie mapy Vinlandii, rzekomo ukazującej odkrycie Ameryki w czasach przed Kolumbem (jak się później okazało, pochopne –mapa wciąż jest niejednoznaczna, zaś zwolennicy autentyczności wyciągają ją McCrone’owi tak samo jak sceptycy Freiowi dzienniki Hitlera[140]). To teraz chciał się zabrać za kolejny kontrowersyjny artefakt. Próbował na własną rękę zorganizować datowanie radiowęglowe Całunu[141], co reszcie ekipy nie przypadło do gustu. Kiedy STURP zebrał swoje taśmy, przekazał je McCrone’owi do sprawdzenia. Podczas gdy inni naukowcy  przeglądali zdjęcia rentgenowskie, oraz zdjęcia mikroskopowe zrobione na miejscu w Turynie, nie stwierdzając obecności barwników, McCrone przeglądając taśmy pod mikroskopem odnalazł, jak sądził, cząsteczki pigmentów: tlenek żelaza, cynober (siarczek rtęci), lakę krapową, aurypigment, a nawet błękitną ultramarynę, choć na Całunie nie ma śladu koloru niebieskiego.[142] I zaraz zaczął lecieć do mediów i twierdzić ze Całun to malowidło, łamiąc oświadczenie na piśmie o niepublikowaniu wyników badań przed wspólnym raportem. W ten sposób pożegnał się ze STURP-em, który wyciągnął od niego swoje taśmy i przekazał je Hellerowi i Adlerowi.[143] Wykryli oni tlenek żelaza, jednak w czystej postaci, podczas gdy większość farb zawierała domieszki. Na tej podstawie uznali że żelazo z plam krwi, lub też z samego lnu (podczas moczenia łodyg lnu w wodzie, włókna wchłaniają m.in. żelazo, które wykryto w miarę równomiernie rozmieszczone na całym płótnie), podczas pożaru z 1532 roku ulegało reakcjom z parą wodną, które wytworzyły tlenek żelaza.[144] Jeśli chodzi o cynober, to znaleziono go tylko na jednej taśmie z obszaru zakrwawionego, na pozostałych brak.[145] Zdjęcia rentgenowskie zrobione przez STURP nie wykazały ani śladu rtęci pochodzącej z  cynobru, ani żadnych innych organicznych barwników. Cynober powinien z czasem ściemnieć, a przecież domniemane plamy krwi wciąż są czerwone.[146] Heller stwierdził:

„Z całego Całunu nie zebrałoby się dość czerwonej ochry czy cynobru na jedną kroplę krwi, a cóż dopiero na całą krew widoczną na nim”[147]

Wściekły McCrone miotał wyzwiska pod adresem Adlera i Heller[148] i upierał się że to on miał rację. Dowodem miałoby być m.in. to, że kryształki tlenku żelaza i cynobru wykazują dwójłomność, czyli posiadają dwie różne wartości współczynnika załamania światła, w zależności od kierunku –rozszczepiają zatem przechodzącą wiązkę światła na dwie spolaryzowane liniowo składowe. Krew nie ma takiej właściwości Jeśli więc domniemana krew to tak naprawdę barwniki, to powinna, mieć po pierwsze inny współczynnik załamania (stąd też ten przypis o teście linii Beckego), a po drugie powinna wykazywać dwójłomność, co też McCrone twierdził że zaobserwował (stąd też taka fascynacja Schafersmanna mikroskopem polaryzacyjnym i insynuacje że wszyscy inni to idioci którzy nie używają takiego urządzenia). Jest jednak jedno ale… taśmy mylarowe stosowane przez STURP posiadały właściwości anizotropowe![149] Toteż nic dziwnego że McCrone, obserwując przez taśmę cząsteczki krwi, dostrzegał podwójne załamanie światła.[150] Kiedy Adler wyizolował z taśmy jedno włókno pokryte domniemaną krwią, i poddał je testowi na dwójłomność, wynik okazał się negatywny –czyli nie były to barwniki, jak sugerował McCrone.[151]

To teraz jeszcze aby skończyć temat McCrone’a:

Walter McCrone — najbardziej znany całuno-sceptyk, przeprowadził wnikliwe analizy „krwi”. Testy wykazały, że na płótnie znajdują się pigmenty stosowane w średniowieczu. Mało tego, wykonał podobne plamy jak na całunie z wykorzystaniem prawdziwej krwi. Różnice pomiędzy plamami prawdziwej krwi a plamami z całunu były uderzające. [7]

Odpowiedź:

Żadnych wnikliwych analiz na obecność krwi nie przeprowadził –jedynie przyjrzał się domniemanym cząsteczkom krwi pod mikroskopem. Wszystkie zaś inne dane, które zaprzeczyłyby jego teorii, McCrone miał tak naprawdę gdzieś.[152] Mimo wszystko nikt nie kwestionował że niewielkie ilości pigmentów McCrone jednak wykrył. Skoro jednak ani obraz ciała, ani plamy krwi nie były namalowane, to skąd się one wzięły? Otóż w dawnych wiekach przykładano kopie Całunu do oryginału by je „uświęcić”. Udokumentowano to m.in. w 1568 i 1655 roku.[153] Część barwników mogła w ten sposób odbić się na oryginale. Jeśli zaś chodzi o różnice między plamami zwykłej krwi a krwi z Całunu, to przyczyny są oczywiste –wiedząc że krew na Całunie jest tak naprawdę odbitym skrzepem z podwyższoną ilością bilirubiny. O innych przyczynach różnic powiem za moment. Po prostu zwykłe wylanie krwi na płótno da inne rezultaty niż specyficzne warunki, w jakich nastąpiło odbicie skrzepów na Całunie Turyńskim..

Mimo tych wszystkich kontrowersji całuniści uznali, że czerwone plamy na całunie to na pewno stuprocentowa krew. Mało tego, jej zachowanie i ilość ma się całkowicie zgadzać z obecną wiedzą o ukrzyżowaniu i krwiobiegu. Fakty, takie jak dziwne zachowanie się krwi na włosach czy przedramionach oraz obecność pigmentów z niewiadomych przyczyn schodzi na drugi plan.

Odpowiedź:

No i się zgadza –wszystkie pozorne niezgodności, po bliższym przyjrzeniu, okazały się mieć wiarygodne wyjaśnienie. Nie wiem co Głowacki ma na myśli, pisząc o dziwnym zachowaniu się krwi na przedramionach –czy może to że półpłynna krew zdaje się wyciekać poza prawe ramię (patrz Rysunek XIV)? Gdy specjaliści porównali przebieg tego wycieku z ułożeniem ramion średniej wielkości mężczyzny w położeniu takim jak na Całunie, to zbieżność była wprost fenomenalna.[154]

Czyli jak w końcu jest? Eksperci od krwi sami przyznają: „porównanie krwi z całunu z innymi znanymi plamami krwi wykazało znaczące różnice”. To zdanie komentarza raczej nie wymaga.

Odpowiedź:

Zdecydowanie wymaga. Zdaniem patologa sądowego Micheal Badena, który dołączył do „zespołu badawczego” Nickella, (który to „zespół” tak naprawdę nigdy płótna nie badał i żadnych recenzowanych prac na ten temat nie opublikował –to była tylko przykrywka na potrzeby Committee for Skeptical Inquiry, organizacji naturalistów, stawiającej sobie za cel obalenie wszelkich doniesień o zjawiskach paranormalnych), będąc jednym z nielicznych patologów, którzy sądzą że wizerunek na Całunie jest niewiarygodny medycznie, na płótnach grobowych tego typu obrazy wycieków nie powstają.[155] Owszem, w normalnych warunkach tak wyraźne plamy nie powstają, krew albo rozpływa się po tkaninie, jeśli jest zbyt świeża, albo zostawia niewielką plamkę lub nic, jeśli jest zbyt stara – zgadzają się z tym inni badacze, w tym tak zasłużeni dla sprawy Całunu, jak Pierre Barbet i Paul Vignon.[156] I, paradoksalnie, jest to bardzo dobra wiadomość dla zwolenników autentyczności Całunu Turyńskiego. Nie jest to możliwe w normalnych warunkach ale w bardzo specyficznych tak.  Eksperymenty Gilberta Lavoie, wykazał że tak dokładne przeniesienie obrazów zakrzepłej krwi na płótno jest możliwe, pod warunkiem, że ciało zostało w nie owinięte nie później niż dwie i pół godziny po śmierci.[157] Po raz kolejny widzimy, że zgodność Całunu Turyńskiego z opisem ewangelicznym (wg którego Jezus oddał ducha około godziny trzeciej po południu, a pogrzebany został tuż przed nastaniem szabatu około godziny szóstej wieczór) jest niesamowita. Warunki, w jakich obrazy skrzepów krwi na Całunie powstały, były tak specyficzne (należy uwzględnić wszelkie tortury jakie Człowiek z Całunu przeszedł), że prawdę mówiąc do dzisiaj uczeni nie rozumieją dokładnie wszystkich szczegółów procesu odbicia krwi i jej poszczególnych składników na płótno. Całun ciągle uczy ich czegoś nowego.

Z krwią wiąże się jeszcze jedna kwestia. Nawet jeśli jej śladowe ilości znajdują się na płótnie, to co z tego wynika? Absolutnie nic. Przyznają to nawet sami całuniści.

W odpowiedzi na pytanie, czy wykrycie krwi grupy AB (krwi nie wykryto bezpośrednio na płótnie, tylko na jednej z taśm, które służyły do zbierania próbek) na płótnie dowodzi jego autentyczności, jeden z badaczy odpowiedział, że nie, gdyż grupy krwi Jezusa nie znamy.

Odpowiedź:

Owszem, z czysto naukowego punktu widzenia nie znamy grupy krwi Jezusa –zatem zdeterminowanie grupy krwi jako AB na samym tylko Całunie byłoby bez znaczenia. Ale krew grupy AB ustalono także na innych domniemanych relikwiach Jezusa –na Sudarium z Oviedo, na Tunice z Argenteuil, oraz na zachowanych fragmentach hostii przemienionej w mięsień sercowy, i wina w ludzką krew w wyniku cudu eucharystycznego (przypominam że wg doktryn Kościoła Katolickiego chleb i wino stają się prawdziwym Ciałem i Krwią Jezusa), który wg legendy wydarzył się ok. 700 roku w Lanciano. Są również doniesienia o tym że taką samą grupę krwi wykryto podobno podczas cudu eucharystycznego w Finca Betania w 1991 r., oraz na hostii z Sokółki, gdzie również domniemywa się że mógł się wydarzyć cud eucharystyczny, jednak, jako że te zdarzenia miały miejsce po badaniach profesora Odoardo Linoli nad cudem w Lanciano w 1970 roku, to ewentualni fałszerze mogliby już wiedzieć, że należy zastosować „właściwą” grupę krwi. Zatem tych dwóch ostatnich nie będę brał pod uwagę. Wykazałem w moim poprzednim artykule[158] że jeśli wszystkie te relikwie są, jak twierdzą sceptycy, powstałymi niezależnie od siebie średniowiecznymi fałszywkami, to szansa na to że 3 pozostałe relikwie (Oviedo, Argenteuil, Laniciano), będą miały tak samo jak Całun Turyński grupę krwi AB wynosi 1:8000.

Poza tym z ewentualną obecnością krwi wiąże się jeszcze jedna kwestia — w czasie burzliwej historii płótno mogło być nią podretuszowane przez kogoś innego, jej obecność niczego nie dowodzi.

Odpowiedź:

Z tego co opowiedziałem wyżej jasno wynika że jest to po prostu niemożliwe –do takiego wniosku zresztą sami sceptycy pomogli dojść. Czas zmienić temat:

Przebite nadgarstki i inne „dowody” z historii

Zwolennicy autentyczności płótna argumentują także, że artysta nie mógł wiedzieć jak wyglądał proces ukrzyżowania, a całunowy wizerunek zdaje się taką wiedzę zawierać. Ponoć artysta nie mógł wiedzieć, że tak naprawdę przebijano nadgarstki a nie dłonie. Poza tym krew zdaje się płynąć dokładnie tak, jak było rozłożone domniemane ciało na krzyżu.

Odpowiedź:

I tak jest. Jedynie kwestia czy przebijano nadgarstki czy dłonie, wbrew powszechnemu mniemaniu nie jest taka jednoznaczna, ale o tym dalej.

Po pierwsze, nie do końca wiadomo, jak proces ukrzyżowania wyglądał. Żeby stwierdzić, czy postać na całunie ma rany na właściwym miejscu, takową wiedzę należałoby najpierw posiąść – całun nie jest dowodem sam dla siebie. Nauka zna tylko jeden przypadek znalezienia szkieletu ukrzyżowanego człowieka, a rekonstrukcja ukrzyżowania na jego podstawie nijak się ma do Całunu Turyńskiego. W kontekście tego znaleziska zarówno rany na stopach jak i na dłoniach są przedstawione nieprawidłowo (rys. 5.).


  • Rys. 5. Rekonstrukcja ukrzyżowania na podstawie szkieletu z czasów Jezusa. [3]

Odpowiedź:

Zgadzam się całkowicie co do tego, że o tym, jak wyglądało rzymskie ukrzyżowanie w Palestynie za czasów Jezusa, nie wiemy prawie nic. Co nie oznacza jednak, że nie jesteśmy w stanie określić czy Człowiek z Całunu został ukrzyżowany, czy nie. Patolodzy, na podstawie zdjęć z oględzin ofiary są w stanie określić co tej ofierze się przytrafiło (poprzez eksperymenty i doświadczenia podobnych przypadków), i na tej podstawie zrekonstruować nieznany a priori przebieg wypadku czy morderstwa. I nawet bez znajomości jak dokładnie przebiegał proces ukrzyżowania, są w stanie jednoznacznie stwierdzić, że wizerunek na Całunie Turyńskim przedstawia ofiarę ukrzyżowania.

Nasze informacje o procedurze krzyżowania w starożytności są niezwykle skąpe. Stosowali je Scytowie, Persowie, Macedończycy, Kartagińczycy, Rzymianie, jak również i sami Żydzi.[159] Ale mimo to w literaturze starożytnej praktycznie nigdy nie opisywano dokładnie jak ono wyglądało. Najbardziej szczegółowe opisy znajdują się nigdzie indziej, jak w Nowym Testamencie, a i tam są one bardzo pobieżne. Jednak świadectwa nie ograniczają się tylko do źródeł pisanych. I znowu, paradoksalnie, jednego z nich dostarczyli przeciwnicy chrześcijaństwa. Znaleziono parę graffiti z czasów rzymskich, przedstawiających ukrzyżowanie (patrz Rysunek XVIII) –jedno na murze gospody w Pouzzoli niedaleko Neapolu. Drugie zaś, znane jako graffiti Aleksamenosa, odkryto na tzw. Domus Gelotiana, pałacu z I wieku n.e. na Wzgórzu Palatyńskim w Rzymie, przerobionego później na kwaterę dla chłopców niewolników.[160] Przedstawia ono ukrzyżowaną postać z głową osła, oraz stojącego obok niej chłopca. Podpis nabazgrany na murze brzmi Alexamenos sebete theon, Aleksamenos wielbi boga. Jest to niemal na pewno szyderstwo z wiary chrześcijan, takich jak Aleksamenos –apologeci tacy jak Tertulian i Minucjusz Feliks pisali o oszczerstwach jakoby chrześcijanie czcili boga o oślej głowie.[161] Dobitnie to pokazuje, że jeśli chodzi o przeciwników chrześcijaństwa, to nic się nie zmieniło od starożytności. Podobne zarzuty o czczenie boga-osła wysuwano wcześniej wobec Żydów, polemizował z nimi Józef Flawiusz.[162] I tu mały dowód dla antytrynitarzy, że Jezus jest Bogiem: poganie oskarżali Żydów że czczą boga-osła, następnie o taki sam kult oskarżali chrześcijan, a jeden z nich nawet narysował go ukrzyżowanego (i to na krzyżu z dwoma ramionami, wbrew twierdzeniom Świadków Jehowy), czczonego przez wyznawcę. Czyli Jezus jest tożsamy ze starotestamentowym Bogiem Żydów YHWH…

Przeczytaj jeszcze  Dzieje Całunu Turyńskiego według Leszka Żuka z Racjonalisty cz. 1

Rysunek XVIII: Graffiti z czasów rzymskich przedstawiające ukrzyżowanie, z lewej graffiti z Puozzoli, z prawej graffiti Aleksamenosa.

Najczęściej przytaczana w większości opracowań rekonstrukcja ukrzyżowania Człowieka z Całunu opiera się na badaniach francuskiego chirurga, dyrektora szpitala św. Józefa w Paryżu, Pierra Barbeta. Jego ustalenia, opisane w książce „Lekarz na Kalwarii” stały się klasyką w temacie.[163] Rekonstrukcja Barbeta, w swoim zasadniczym kształcie, wciąż jest najczęściej przywoływaną, i najczęściej akceptowaną przez innych specjalistów[164], jednak z czasem, jak to z klasykami bywa, jej poszczególne szczegóły zaczęto coraz bardziej podważać, i proponować alternatywne wyjaśnienia.[165] Jednak nawet krytycy Barbeta (z który na czoło wysuwa się Zugibe) zgadzają się z nim w sprawie zasadniczej: że Całun Turyński przedstawia człowieka który umarł na krzyżu.

Barbet, przymocowując do amputowanych rąk ciężarki, przekonał się że wbicie gwoździ w dłonie, nie potrafiłoby utrzymać ważącego ok. 80 kg ciała, najdalej po kwadransie dłonie uległyby rozerwaniu. Szukając innego miejsca, Barbet znalazł niewielką pustą przestrzeń pośród  kości nadgarstka, zwaną szczeliną Destota. Kiedy wbił tam gwóźdź, kciuk amputowanej dłoni schował się do wewnątrz. Barbet uznał że jest to efekt porażenia nerwu pośrodkowego. I stąd się wzięły jedne z najczęściej powtarzanych argumentów, o gwoździach wbitych w nadgarstki i braku kciuków, czego średniowieczny artysta przewidzieć nie mógł.[166]

Jeśli chodzi o sposób przybicia nóg, wypada zauważyć że Człowiek z Całunu ma stopy ułożone jedna nad drugą, lewa nad prawą (patrz Rysunek XIII i XV) Lewą stopę wykręcono w dół pod kątem 150, a prawą aż 170 stopni w stosunku do podudzia.[167] Na tej podstawie Barbet (a za nim wielu innych) uznał że stopy ułożono jedną nad drugą (przy czym siłą zwichnięto stopę prawą w stawie skokowym) a następnie przybito pomiędzy kośćmi śródstopia, pojedynczym gwoździem o długości 16-20 cm.[168]  Zatem gwoździe były trzy: dwa w nadgarstkach i jeden większy, przebijający środki obydwu stóp.

Barbet zmarł w 1961 roku. Natomiast w 1968 roku odkryto pierwsze, i jak do tej pory jedyne, znane szczątki osoby ukrzyżowanej z czasów starożytnych. Podczas wykopalisk na wzgórzu Giv’at ha Mivtar (Wzgórzu Podziału) na północnym skraju Jerozolimy, odkryto starożytny cmentarz, a w jednym z ossuariów, podpisanym imieniem Jehohanan ben Hagqol, szczątki mężczyzny w wieku 25-30 lat. W jednej z kości skokowych mężczyzny odkryto wbity gwóźdź przebijający piętę (wbrew przekonaniom Barbeta i innych że gwoździe wbijano w śródstopie). Skojarzenie było oczywiste -ofiara ukrzyżowania.[169]

Tylko w jaki sposób Jehohanan został ukrzyżowany? Jak na podstawie kości rozrzuconych wewnątrz ossuarium ustalić w jaki sposób nieszczęśnika zamęczono?

Powstało kilka teorii na ten temat. W 1970 roku Nicu Haas, izraelski naukowiec rumuńskiego pochodzenia przedstawił, rekonstrukcję jego zdaniem sposobu, w jaki ukrzyżowano Jehohanana (patrz Rysunek XIX).

Rysunek XIX: Rekonstrukcja ukrzyżowania Jehohonana wg Nicu Haasa, z prawej hipoteza pierwotna, z lewej późniejsza. Nicuu Haas uważał kość z gwoździem za fragment prawej stopy, obecnie przeważa opinia że był to fragment lewej.

Sądził on, że pojedynczym gwoździem o długości 17-18 cm przebito z boku obie pięty Jehohanana przybijając je do pionowej belki krzyża. Taki sposób przybicia spowodował wygięcie nóg Jehohanana w bok w pozycji bocznego przysiadu. Aby ciało mogło się jakoś utrzymywać na krzyżu, pod pośladki Jehohanana miano przybić drewnianą podpórkę (sedecula) umożliwiająca mu siedzenie. Ponieważ między główką gwoździa a kością znaleziono resztki drewna, uznano że gwóźdź przybito do pięty przez kawałek deski . Haas sądził że mógłby to być titulus z wypisaną winą. Jako że kości piszczelowa, i obydwie strzałkowe, były połamane, Haas doszedł do wniosku że ofierze połamano nogi by przyspieszyć jej śmierć[170]. Jeśli chodzi o ręce, to chociaż nie znaleziono w nich gwoździ (wyjęto je przed pogrzebem, jedynie gwóźdź w stopie Jehohanana mu tam utkwił – jest zakrzywiony –i dlatego zostawiono go tam), to jednak znaleziono otarcia na kości promieniowej w pobliżu nadgarstka (nie dokładnie tam, gdzie Barbet sobie wyobrażał, ale niedaleko), które mogły być wynikiem stosowania gwoździa.[171]

Piętnaście lat później, w 1985 roku ustalenia Haasa zostały zakwestionowane przez Josepha Ziasa i Eliezera Sekelesa. To właśnie na ich rekonstrukcję powołuje się Głowacki, przedstawiając ją na Rysunku 5 (Rysunek 4 gdzieś się Głowackiemu zapodział). Odrzucili oni zupełnie większość ustaleń Haasa i podali własne przypuszczenia. Ich zdaniem gwoździe były dwa, o długości 11-12 cm, osobno przybito każdą ze stóp do pionowego stipes, po obu jego bokach. Uznali oni że nie ma dowodu iż otarcie na kości promieniowej jest wynikiem stosowania gwoździa, równie dobrze mogło ono powstać w wyniku wzajemnego ocierania się kości w urnie. Podobnie kości nóg wcale nie musiały być przed śmiercią połamane, mogły się połamać już w urnie podczas chociażby przenoszenia. Jako że użycie gwoździ do przebicia rąk jest wg nich niepotwierdzone, zaproponowali oni użycie sznura, tak jak niekiedy w starszych tradycjach przedstawiano przywiązanie łotrów do krzyża.[172]

Czy jednak rekonstrukcja Ziasa i Sekelesa, tak diametralnie różna od „klasycznych” ustaleń Barbeta, oznacza że Całun Turyński jest fałszerstwem, jak chciałby Głowacki? W żadnym wypadku!  Z kilku powodów:

  • Rekonstrukcja Ziasa i Sekelesa jest tylko i wyłącznie hipotezą. Jedynie dla Głowackiego jest ona niezbitym faktem, jako że stoi w sprzeczności z Całunem i Nowym Testamentem zarazem. Tak naprawdę to czy użyto gwoździ, czy sznurów, czy jednych i drugich, w ogóle nie jest do rozstrzygnięcia (zwolennicy gwoździ, tacy jak nieżyjąca już archeolog Eugenia Nitowski, pytają się dlaczego otarcie na kości promieniowej powstałe nigdzie indziej tylko w okolicach nadgarstka[173]). Jeśli gwoździe były użyte, to wyjęto je przed pogrzebem, z wyjątkiem tego który utkwił w stopie. Nie da się też ustalić pozycji ramion, kształtu krzyża, i wielu innych rzeczy. To wszystko zgadywanie, na podstawie garstki kości, porozrzucanych chaotycznie wewnątrz skrzynki. Można sobie wyobrazić dziesiątki teorii pośrednich między rekonstrukcjami Haasa oraz Ziasa i Sekelesa – jeden gwóźdź przebijający pięty i ramiona przywiązane sznurami, lub na odwrót, dwa gwoździe w stopach i przebicie gwoźdźmi nadgarstków, ukrzyżowanie do góry nogami, albo na crux simplex jak chcą Świadkowie Jehowy. Ba, można nawet, idąc w zaparte tak samo jak przeciwnicy autentyczności Całunu Turyńskiego, upierać się że w ogóle nie ma dowodu na to że Jehohanan został ukrzyżowany –a może po prostu był zwykłym masochistą i dla „zabawy” wbił sobie samemu gwóźdź w piętę? W porównaniu z tym Całun Turyński jest zdecydowanie lepszym świadectwem ukrzyżowania – nie ma wątpliwości że Człowiek z Całunu wisiał na krzyżu, informują nas o tym choćby strużki krwi na rękach.
  • Szczątki Jehohanana, to jedyny znany nam przypadek odnalezienia szczątków ofiary ukrzyżowania. A przynajmniej tak sądzimy, bo poznaliśmy że Jehohanan został ukrzyżowany tylko po gwoździu w stopie –gdyby go nie było to nie domyślalibyśmy że został on ukrzyżowany Piszę to po to, by ktoś nie wyciągał pochopnych wniosków, że ukrzyżowanych Żydów nie chowano tylko zwykle pozostawiano na krzyżu –bo i takie teorie (absurdalne w świetle szanowania przez Rzymian żydowskich obyczajów, w tym nakazujących pogrzebanie skazanych na śmierć) krążą wśród ludzi którzy chcieliby zanegować relacje ewangeliczne. Na podstawie jednego przypadku nie można wyciągać wniosku, że w taki sposób krzyżowano wszystkich skazanych. Człowieka można ukrzyżować na dziesiątki sposobów, wedle inwencji oprawców, za pomocą gwoździ, sznurów, wrzeciądzów czy czego jeszcze, na krzyżach prostym, w kształcie litery T, klasycznym łacińskim, na wolno rosnącym drzewie, albo na drzwiach od stodoły. Tradycja chrześcijańska utrzymuje że Święty Piotr zginął ukrzyżowany głową w dół, a jego brat Andrzej na krzyżu w kształcie litery X, zwanym odtąd krzyżem świętego Andrzeja. W zależności od sposobu przymocowania do krzyża, różnych dodatkowych tortur, oraz indywidualnej wytrzymałości organizmu, ofiara może skonać po piętnastu minutach, albo po tygodniu. Przestrzeń możliwych parametrów jest tu po prostu olbrzymia.
  • Jak się niżej okaże, sposób, w jaki przybito do krzyża zarówno ręce, a także stopy Człowieka z Całunu, nie jest wcale jednoznaczny.

Jeśli chodzi o sposób przybicia rąk, opowiem o nim później. Na razie o tym jak mogły być przybite nogi. W grę wchodzi zarówno „klasyczna” teoria o przybiciu obydwu stóp jednym gwoździem przez śródstopia (zatem użyto by trzech gwoździ, dwa na ręce, jeden na nogi), jak i przybicia obu stóp osobna, jak u Ziasa i Sekelesa, dwoma gwoźdźmi przechodzącymi przez pięty (zatem w sumie byłyby ich cztery).

Przede wszystkim należy sobie przypomnieć że na przednim wizerunku nie ma wyraźnego odbicia stóp –są one urwane jako że płótno zapewne okazało się być za krótkie, a również częściowo zakrywa je plama krwi, zwana czasami Różą Krwawą (patrz Rysunek XIV). Natomiast na tylnym wizerunku widać wyraźne odbicie zakrwawionej stopy prawej, od pięty której odchodzi w bok na płótnie strużka krwi, stopa lewa jest słabiej widoczna (patrz Rysunek XIII i XV).

Według klasycznej teorii trzech gwoździ Róża Krwawa powstała z krwi wydobywającej się z otworu po gwoździu w stopie prawej, przyciśniętej przez stopę lewą. Ucisk ten sprawił, że krew gromadziła się w jednym miejscu, tworząca tę wyraźną plamę. natomiast na stopie lewej krew, nie mając tej przeszkody rozpłynęła się we wszystkich kierunkach.[174] Kiedy Człowieka z Całunu ściągnięto z krzyża, pozycja w jakiej umarł została utrwalona przez natychmiastowe zesztywnienie pośmiertne. Ponieważ jednak obyczaj żydowski zabraniał krzyżowania się stóp nieboszczyka, to stopę lewą odciągnięto na siłę nieco w bok, na tyle żeby opuszki palców się nie krzyżowały.[175] Ślady na podeszwie stopy prawej miały powstać z krwi wyciekającej z dziury po gwoździu. Wypływająca z dziur krew żylna spływała w kierunku pięt, a z nich przelała sie nieco na bok tworząc odstającą w bok strużkę krwi.[176] Zwolennicy tej tezy wskazują nawet miejsce domniemanej lokalizacji tej dziury na zgięciu stopy, gdzie jest mocniejsza plama w kształcie trójkąta[177], jednak podobnie jak w przypadku domniemanych monet i odbić roślin, nie ma pewności czy nie ulegają oni po prostu złudzeniu.

Jednak hipotezę, że stopy Człowieka z Całunu tak naprawdę przybito oddzielnie, za pomocą dwóch oddzielnych gwoździ (patrz Rysunek 5. u Głowackiego), dałoby się również uzasadnić. Zwolennicy czterech gwoździ twierdzą że lokalizacja Róży Krwawej wcale nie jest pewna. Ich zdaniem, ten wyciek wcale nie bierze się ze śródstopia, lecz wyżej i nieco z boku, z okolic kostki i pięty, skąd miała się ona przelewać na wierzchnią stronę stopy. Patrząc się zaś na tylne odbicie, zwracają oni uwagę na górną część prawej stopy, okolice pięty i wspomnianą już strużkę krwi odchodzącą nieco w bok. Utrzymują oni że krew wypływała z przebitych pięt na bok, tworząc strużkę i plamę, oraz ku dołowi, w rejon śródstopia.[178] Podczas pogrzebu, starano by się wówczas zapewne siłą ustawić rozstawione nogi równolegle do osi ciała (bo ciężko by było owinąć ciało z rozstawionymi nogami). Jednak utrzymujące stężenie pośmiertne uniemożliwiło ustawienie nóg całkiem płasko i równolegle (jak pisze Zugibe, stężenie pośmiertne może być bardzo nieregularne, w jednych partiach ciała przejawiać się silniej niż w innych[179]). Zgięcie kolan się utrzymało, a jedna stopa ułożyła się na drugiej, tworząc wrażenie że stopy były przybite razem.

Jak widać, Całun jest zgodny zarówno z teorią o jednym gwoździu w stopach, jak i o dwóch gwoździach w piętach. Na obie są argumenty. Trzeba zatem ustalić ile gwoździ użyto. Jednak najstarsze chrześcijańskie przekazy nijak nie pozwalają wywnioskować, ile gwoździ tak naprawdę było. Nawet Ewangelie nie mówią wprost o tym, że nogi były przebite gwoźdźmi. W przypadku rąk, jedyną konkretną informacją, która daje pewność że były przebite, są opisane w Ewangelii Jana słowa zmartwychwstałego Jezusa do Tomasza Apostoła:

Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: „Widzieliśmy Pana!” Ale on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz [domu] i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: „Pokój wam!”. Następnie rzekł do Tomasza: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż [ją] do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!”[180]

Są jednak w Ewangeliach pewne aluzje, sugerujące że przebito także i nogi:

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „Pokój wam!” Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi.[181]

Także fragment Psalmu 22, uznawanego za mesjański sugeruje przebicie rak i nóg:

Przebodli ręce i nogi moje,

policzyć mogę wszystkie moje kości.[182]

Relacje o podróży do Palestyny świętej Heleny, matki cesarza Konstantyna Wielkiego, twierdzą że oprócz Krzyża Świętego, odnalazła ona również święte gwoździe użyte do przybicia do niego Jezusa. Ale niestety nie precyzują dokładnie ile.[183] W tym miejscu warto wrócić do rzymskich graffiti (Rysunek XVIII).

Graffiti z Puozzoli nie rozstrzyga sprawy –sposób ułożenia nóg przylegających do cienkiego pnia krzyża może świadczyć zarówno za przybiciem jednym gwoździem, jak i dwoma. Graffiti Aleksamenosa pokazuje zaś oślogłowca z rozstawionymi nogami, pod którymi wyrysowano przecinająca krzyż kreskę. Pytanie czym jest ta kreska? Czy stanowi ona podpórkę na nogi? Czy może są to po prostu gwoździe przechodzące przez nogi? Zgadzałoby się to z rekonstrukcją Ziasa i Sekelesa.

Nie sposób rozstrzygnąć. Ale być może pewną wskazówkę dałoby się znaleźć w prastarym biblijnym proroctwie, znanym jako Protoewangelia (Gen 3:15). Po upadku pierwszych ludzi, Bóg przemawia do Węża tymi słowy:

Także wzniecę nienawiść między tobą a niewiastą, oraz między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono porazi ci głowę, a ty mu porazisz piętę. -Nowa Biblia Gdańska (ŚTB) (2011)

I nieprzyjaźń wprowadzam między ciebie a niewiastę, pomiędzy twoje potomstwo a jej potomstwo. Ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. –Biblia Poznańska  (1974/75)

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, między potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty ugodzisz je w piętę. -Biblia Warszawsko-Praska (1997)

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę. – Biblia Tysiąclecia, wyd. IV (1983)

Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę. – Biblia Tysiąclecia, wyd. V (1999)

I ustanowię nieprzyjaźń między tobą a kobietą, między twoim potomstwem a jej potomstwem; ono zdepcze ci głowę, a ty ukąsisz je w piętę. – Biblia Warszawska (1975)

I Ja wprowadzę nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę i między twoje potomstwo a jej potomstwo. On rozgniecie ci głowę, a ty, rozgnieciesz mu piętę. – Przekład Nowego Świata (1997)

Jest to fragment wśród chrześcijan powszechnie interpretowany jako proroctwo mesjańskie, jako że mówi się tu o potomstwie niewiasty. Nie ma tu ani słowa o potomstwie mężczyzny, a w patriarchalnej tradycji Izraelitów to zawsze mężczyzna był głową rodu, w genealogii zawsze wymieniało się imiona ojców -takie sformułowanie było raczej nie do pomyślenia. Narzuca się tu chrześcijańska interpretacja, że chodzi tu o potomka narodzonego z Dziewicy bez udziału mężczyzny -o Jezusa Chrystusa, syna Maryi, nowej Ewy.

Po co jednak aż tyle tłumaczeń? Dlatego że druga część tego proroctwa może być z naszego punktu widzenia niezwykle interesująca. Mówi ona o walce między potomstwem niewiasty, a potomstwem Węża (Szatana). To drugie, choć poniesie klęskę, to jednak zdoła zadać Potomstwu Niewiasty cios w piętę –bolesny, ale nie przesądzający walki, w przeciwieństwie do zmiażdżenia głowy. Tradycyjnie tłumaczy się go jako „rozgnieciesz”, ale widzimy też że są tłumaczenia typu „porazisz”, „ugodzisz”, „ukąsisz”. Kiedyś przeglądając jakąś stronę stworzoną przez Zielonoświątkowców znalazłem niezwykle ciekawe porównanie. Mianowicie jedyną znaną nam starożytną formą egzekucji gdzie przebijano pięty, było ukrzyżowanie –świadczy o tym gwóźdź w pięcie Jehohanana. Przypominam że jego szczątki odkryto w 1968 roku… Czyżby zatem…?

Na koniec tematu o sposobie przybicia stóp do krzyża opowiem jeszcze jak przedstawiała je sztuka chrześcijańska. Mam dla Czytelników ciekawe ćwiczenie: spójrzcie na krucyfiksy w kościołach, noszone w procesjach, umieszczane w przydrożnych kapliczkach. I choć nie robię precyzyjnych statystyk, to powiem, że wedle moich szacunków przynajmniej 90% krucyfiksów przedstawia Jezusa ze złączonymi stopami, ukrzyżowanego 3 gwoździami. Z czego przynajmniej jakieś 75% przedstawia nogę prawą położoną na lewej, dokładnie tak jak obraz na Całunie Turyńskim (który jest obrazem lustrzanym, w rzeczywistości to lewa noga jest położona na prawej). Ale nie zawsze tak było. Do XII-XIII wieku sztuka chrześcijańska jeśli nawet przedstawiała  ukrzyżowanie (temat nie był tak popularny jak później), to zwykle za pomocą czterech gwoździ. Nikt sobie nie wyobrażał ukrzyżowania za pomocą trzech. Ale gdzieś na przełomie tychże stuleci nastąpiła istna rewolucja w przedstawieniu ukrzyżowania, zaczęto powszechnie przedstawiać ukrzyżowanie za pomocą trzech gwoździ, w sposób jaki do dziś pozostaje najbardziej popularny.[184]Dlaczego?

Wiadomo że w tym samym czasie w Konstantynopolu przechowywano domniemany całun grobowy Chrystusa. Najwcześniejszym dokumentem potwierdzającym jego obecność (pomijam tu w tej chwili rozważania na temat Mandylionu i jego przybycia do Bizancjum 15 sierpnia 944 roku) jest list cesarza Konstantego VII Porfirogenety do swoich wojsk, w którym pisze że przesyła im wodę poświęconą przez kontakt z relikwiami, w tym z całunem.[185] Później, w XII wieku, w epoce krucjat, płótno to było wielokrotnie pokazywane poselstwom przybywającym na dwór cesarski z Zachodu, jak np. poselstwu pod przewodnictwem późniejszego hrabiego Henryka z Szampanii, który przybył do Konstantynopola w 1147 roku, w czasie II krucjaty, czy poselstwu króla Jerozolimy Amalryka I w 1171 roku.[186] Jednak dopiero Robert de Clari, rycerz i kronikarz Czwartej Krucjaty, która zdobyła Konstantynopol, postawił sprawę jasno: w Konstantynopolu był całun:

„w który Pan nasz został owinięty i który jest podnoszony w każdy piątek, tak żeby postać (figure) naszego Pana była na nim wyraźnie widoczna. I nikt z Greków ani Francuzów nie wiedział, co stało się z owym sydoine po zdobyciu miasta”[187]

Czyżby więc chodziło o znany nam Całun Turyński? Pokazuje on stopy położone jedna nad drugą. A w tym samym mniej więcej czasie tak samo ułożone stopy, przebite pojedynczym gwoździem zaczęto, nie wiadomo skąd ukazywać na artystycznych przedstawieniach ukrzyżowania –stał się on wkrótce kanonem chrześcijańskiej sztuki.

I teraz rzecz która może wydawać się zabawna. Kiedy Barbet w latach 30-tych XX wieku próbował zrekonstruować sposób przybicia stóp Człowieka z Całunu, nic nie wiedział o Jehohananie, który umarł z gwoździem w pięcie. Nie miał żadnej podstawy by wykombinować w jaki sposób stopy przybito –chyba że poszedłby do najbliższej kaplicy…

Przechodzimy do sposobu przybicia rąk:

Po drugie, pomijając dowody archeologiczne i skupiając się na samym całunie, nie za bardzo można wywnioskować, gdzie gwoździe były wbite. Okazuje się, że patrząc na ten sam obraz, można dojść do różnych wniosków. Niektórzy badacze uważają, że postać ma przebite nadgarstki w miejscu zwanym szczeliną Destota. Inni uważają, że gwoździe były wbite w dłonie pod dużym kątem w okolicach kciuka tak, że rana wylotowa znajdowała się w okolicy nadgarstka.

Odpowiedź:

Owszem, tak naprawdę to nie da się określić dokładnego miejsca wbicia gwoździ w rekę. Tak naprawdę widzimy bowiem tylko rozlaną plamę krwi w okolicach lewego nadgarstka, prawy nadgarstek jest zasłonięty przez lewą dłoń, widzimy jedynie strużki krwi na prawym przedramieniu, które, jak warto zauważyć, zanikają przed okolicami nadgarstka (znaczy to że w tym miejscu płótno nie stykało się z ręką, jako że zostało podniesione nieco przebiegając nad lewą dłonią –kolejny subtelny szczegół świadczący o niezwykłym realizmie wizerunku na Całunie, patrz Rysunki V i XIV). Nie potrafimy na tej podstawie określić dokładnego miejsca gdzie na wierzchniej stronie była dziura po gwoździu, ani gdzie był dziura po drugiej, spodniej stronie dłoni. Więcej nawet, my nie wiemy nawet czy dziura na wierzchniej stronie była wylotem, czy wlotem gwoździa. Powszechnie przedstawia się ukrzyżowanych, jako skierowanych plecami w kierunku krzyża. Jednak australijski lekarz Victor Webster wysunął hipotezę że skazany mógł być skierowany brzuchem w kierunku krzyża, ze stopami przybitymi za pięty jak u Ziasa i Sekelesa, obejmując nogami słup krzyża w wulgarnej pozie, jak panienka tańcząca na rurze w klubie ze striptizem.[188] Jednak w świetle tego że Mateusz i Łukasz jasno stwierdzają że Titulus z wypisana winą Jezusa znajdował się nad Jego głową[189], oraz w świetle badań nad Sudarium z Oviedo, stwierdzających ze głowa Człowieka z Całunu po śmierci była skierowana 70 stóp i 20 stopni w prawo[190], ta hipoteza wydaje mi się mało prawdopodobna –opadająca po śmierci głowa po prostu rąbnęłaby wtedy w belkę krzyża i taka jej pozycja, jaka wynika z analizy Sudarium, byłaby raczej wykluczona.

Teraz o domniemanych sposobach przebicia dłoni. Barbet uważał że przybito je do krzyża poprzez szczelinę Destota. Haas sądził że wbijano je tuż poniżej nadgarstka, w pobliżu kości promieniowej. Zugibe sądzi że wbito je w pobliżu kciuka pod kątem, tak że przeszły poprzez nadgarstek w okolicy, którą nazywa on obszarem Z.[191] Przebicia dłoni u jej podstawy, tuż ponad nadgarstkiem, również nie można tak szybko, na podstawie samego Całunu, wykluczyć. W tym jednak przypadku, aby nie doszło do rozerwania dłoni, skazany musiałby mieć pod nogami podpórkę, na której by się opierał, tak aby nie przeciążać rąk. Przedłużyłoby to jednak agonię z kilku godzin do kilku dni.[192] Sudarium z Oviedo jasno określa że Człowiek z Całunu miał płuca wypełnione krwią w momencie śmierci, zatem mógł przebywać na krzyżu zaledwie kilka godzin.[193] Jego stopy są wygięte ku dołowi, tak jakby się podciągał, zatem niemal na pewno został ukrzyżowany bez podpórki –przebicie samej dłoni jest więc mało prawdopodobne. Istnieje jeszcze ryzyko że skazaniec, przybity za same dłonie, mógłby próbować celowo je rozerwać, aby się uwolnić (to samo tyczyło się nóg, przybitych trzema gwoźdźmi).[194]

L. Coppini pisze:[195]

Autorów, którzy interesowali się uszkodzeniami wywołanymi przez gwóźdź widoczny na lewej ręce na odcisku całunowym, i którzy próbowali się o tym przekonać również za pomocą prób doświadczalnych, można podzielić na trzy grupy w zależności od głoszonych tez:

-Pierwszą grupę reprezentują ci, którzy opowiadają się za uszkodzeniem dłoni: De Castro (1960) oraz kierujący się różnymi celami Donnadieu (1903), Eskenazy (1951), Cinquemani (1997).

-Druga grupa obejmuje tych, którzy utrzymują, że ran należy szukać w nadgarstku: Barbet (1932), Ricci (1960), Judica-Cordiglia (1959), Baima-Bollone (1978), Sassu (1979), Bocca, Messina i Salvi (1979), Coppini (1986), Zugibe (1995).

-Trzecia grupa obejmuje tych, którzy uważają, że ranę od gwoździa można znaleźć w części dalszej przestrzeni międzykostnej przedramienia: Sava (1977), Siliato (1983)

W kontekście tych kontrowersji stwierdzenie, że artysta przedstawił rany poprawnie, jest pozbawione sensu, gdyż nie ma go do czego odnieść. Poza tym artysta dużego wyboru nie miał — mógł przedstawić przebite dłonie lub nadgarstki, prawdopodobieństwo „właściwego” wyboru wynosi dokładnie 50%.

Odpowiedź:

Ależ jest do czego donieść –do wyników eksperymentów i współczesnych rekonstrukcji. I one jasno określają że gwoździe zapewne wbito albo w nadgarstek, albo tuż pod nim. I Całun jest z tymi wszystkimi wnioskami, opisanymi powyżej zgodny. Poza tym, jeśli prawdopodobieństwo właściwego wyboru jest 50-50, to dlaczego ponad 99 % artystycznych wyobrażeń przedstawia Chrystusa z przebitymi dłońmi? Zresztą Głowacki nie mówi nam co przez to dokładnie rozumie; czy prawdopodobieństwo, że artysta wybierze dłonie lub nadgarstki, czy też że wybierając dłonie, lub nadgarstek, trafi w poprawny sposób. Jeśli artyści wybieraliby losowo, to powinno być 50-50 przedstawień przebitych dłoni i nadgarstków, a tak nie jest. Przypuszczalnie pierwszą osobą, która w ogóle wysunęła otwarcie przypuszczenie że gwoździe wbijano w nadgarstki był Alfonso Paleotto, który wydał swoją publikację pt. Opisanie Świętego Całunu, który spowijał Naszego Pana w 1598 roku.[196] Dlaczego zatem rzekomy średniowieczny twórca Całunu, zdecydował się na pionierskie zerwanie z konwencją? I ten wybór, po stuleciach, okazał się być popierany przez eksperymenty medyczne.

Z przebitymi nadgarstkami wiąże się jeszcze jeden fakt – brak kciuków. Całuniści łącza go ze skurczem mięśni wywołanym poprzez uszkodzenie nerwów w nadgarstku. Uważam, że wytłumaczenie jest znacznie prostsze. Postać na całunie ma złożone ręce (tak jak do modlitwy).

Odpowiedź:

???????(patrz Rysunki V i XIV)

Kciuk ręki prawej jest niewidoczny, ponieważ obejmuje ramię, w takim przypadku wędruje on daleko od płótna (przypominam, że intensywność wizerunku zależy od odległości od płótna). Kciuk ręki lewej jest częściowo przykryty przez lewą dłoń.

Odpowiedź:

Nawet jeśli kciuk ręki lewej (jako że obraz na Całunie jest odwrócony, a będąc znowu odwrócony w negatywie, staje się poprawny, to Głowacki najpewniej wszystko pomieszał) znajduje się pod, lub nad przedramieniem, to i tak nie widać go nie dlatego że intensywność wizerunku zależy od odległości, tylko że po prostu jest odpowiednio przysłonięty, lub zlewa się z prawą ręką. Kciuk tejże nie jest przykryty przez lewą dłoń. By się o tym przekonać, wystarczy ułożyć sobie dłonie w pozycji takiej jak u Człowieka z Całunu. Ale Głowacki tak już namieszał bez sensu, że w zasadzie w ogóle nie wiem o co mu chodzi.

Poza tym, jeśli się rozluźni dłoń, to kciuk z paraliżem lub bez niego się pod nią chowa (twórca obrazu przedstawionego na rysunku 6 również namalował kciuki schowane pod dłońmi).

Odpowiedź:

Barbet tłumaczył brak kciuków podrażnieniem nerwu pośrodkowego. Jednak to wytłumaczenie nie wytrzymało próby czasu, jako że inni patolodzy wskazali że nerw pośrodkowy znajduje się gdzie indziej.[197] Zugibe uważał że pozycja pod dłonią jest naturalną pozycją kciuka. Owszem, ale pozostaje jeszcze wyjaśnić dlaczego kciuki amputowanych kończyn, po wbiciu gwoździa w nadgarstek samoczynnie chowały się pod dłoń.

Kolejną niezwykłą cechę całunu można wytłumaczyć bez odwoływania się do niewyobrażalnej wiedzy artysty dotyczącej ludzkiej anatomii (aczkolwiek to drugie wytłumaczenie również jest możliwe).

Odpowiedź:

Można, tyle tylko po co, dlaczego? Brak kciuków nie jest jakimś koronnym argumentem na rzecz autentyczności Całunu, jest po prostu jednym z najczęściej powtarzanych w popularnych publikacjach. Jest to po prostu kolejny szczegół, świadczący o poprawności anatomicznej wizerunku, które pojedynczo nie są jakimiś niesłychanie mocnymi argumentami, ale zsumowane razem są praktycznie nie do odparcia. Wielokrotnie, również specjaliści, próbowali podważać tą poprawność na różne sposoby, ale, jak mieliśmy okazję się nieraz przekonać, po głębszej analizie zawsze okazywało się że to Całun „ma rację”, wbrew pochopnym ocenom. Czyli ów rzekomy artysta był lepszy od dzisiejszych patologów. Barbet powiedział że:

Nawet obecnie żaden z nas nie wykonałby tego rodzaju obrazu, nie popełniając jakichś pomyłek.[198]


  • Rys. 6. Gotycki obraz przedstawiający scenę z ukrzyżowania. Krew płynie zgodnie z prawem grawitacji i pozycją, w jakiej znajdowało się ciało na krzyżu.

Odpowiedź:

Wspaniała ilustracja, pokazująca czego na Całunie nie ma i nie powinno być. Wbrew prostackim wyobrażeniom Głowackiego, poprawność anatomiczna wizerunku nie polega tylko na tym, że krew ma płynąć w dół –a niby gdzie, w górę?

Na tymże obrazie widzimy leżące zwłoki Jezusa przebitego włócznią i strużkę krwi wypływającą powoli z rany w dół ciała, zakręcającą ponad biodrami. Teraz powiem że, jak można się było spodziewać, istnieją dwie konkurencyjne teorie na temat tego co było wspominaną w Ewangelii Jana „krwią i wodą”.[199]  Jedna, po raz pierwszy wysunięta przez szkockich lekarzy Wiliama Strouda i Cecila Taimadge’a w 1847 roku, głosi że krew wypłynęła z przebitego włócznią prawego przedsionka, zaś „woda” była płynem z otaczającego serce worka osierdziowego. Wg drugiej, której  głównym propagatorem był amerykański lekarz Anthony Sava, opisane płyny pochodziły z krwistego płynu przesiękowo-wysiękowego w jamie opłucnej. Jako że od śmierci na krzyżu do przebicia włócznią minął jakiś czas, to wewnątrz płuc zdążył się rozdzielić, na położone niżej składniki upostaciowane (głównie czerwone krwinki), oraz na surowicę, położona wyżej. Po przebiciu płuc wypłynęła najpierw niżej położona gęsta czerwona wydzielina, a następnie lżejsza surowica (zauważmy że Ewangelista jako pierwszą wymienia „krew” a dopiero później „wodę”). Być może jednak obydwie teorie są poprawne, i wypływające płyny pochodziły zarówno z płuca jak i serca. Obie też bezwzględnie stwierdzają że Człowiek z Całunu był na pewno martwy kiedy leżał owinięty w płótno, wbrew różnym wariackim teoriom, pojawiającym się od czasu do czasu, jakoby Jezus miał przeżyć ukrzyżowanie.[200]

Niezależnie od tego która teoria jest poprawna, to wypływ „krwi” i „wody” nie będzie przebiegał tak że krew wypływa sobie powolutku z rany, a później wije się długimi strumyczkami w kierunku bioder. Wypływ ten byłby bowiem raczej krótki i gwałtowny, pewnego rodzaju wytryśnięcie pod ciśnieniem –jeśli uznamy że pochodzi on z serca, będzie to ciśnienie krwi wewnątrz przedsionka, zaś jeśli z płuc, to należy pamiętać że płuca są wypełnione płynem jak bańka. „Krew” i „woda” będą po prostu „sikać” z rany –by to sobie wyobrazić, wystarczy przebić szpikulcem napełnioną wodą plastikową butelkę. Nawet jeśli po wylaniu się większości płynów, resztka przylgnie w końcu do powierzchni ciała, i zacznie po nim powoli spływać, to warto zauważyć na Rysunku XVI, że strużka krwi z rany boku zanika, i równocześnie intensywność wizerunku w tym miejscu zanika –płótno nie dotyka tutaj ciała, przytrzymywane przez ramiona, to i ślad krwi zanika. Warto również przyjrzeć się jak on przebiega –najpierw skręca nieco w lewo (czyli dla obserwatora zewnętrznego w prawo), bo rana znajduje się na bocznej stronie klatki piersiowej, a ciało jest pochylone nieco do przodu, a następnie, jak dociera do jej przedniej strony, nieco w prawo, bo ciało było przechylene w prawo[201] (patrz Rysunek XX poniżej). To są właśnie subtelne efekty, o których się mówi że krew „płynie zgodnie z kierunkiem siły ciążenia”, bardzo skomplikowane, i jest wielce prawdopodobne że fałszerz by się w nich w końcu pogubił, i kiedyś w końcu na którymś wykrzaczył, wprowadzając jakieś niezgodności.

Z rany w boku pochodzi także inny krwawy ślad, znajdujący się na plecach tzw. paseczek krwawy, ciągnący się w poprzek ciała (patrz Rysunki XIII i XV). Powstał on już po zdjęciu z krzyża, kiedy ciało ustawiono w pozycji horyzontalnej, kładąc je zapewne najpierw na prawym boku. Część bowiem płynów została uwięziona w dolnych częściach płuc, poniżej wylotu rany. Po zmianie pozycji spłynęła ona z powrotem w górę, wypływając w kierunku ziemi przez ranę, i dalej wszerz płótna.[202] Ludzie w dawnych epokach nie rozumieli skąd ten ślad się wziął –zakonnice naprawiające Całun po pożarze w 1532 roku sądziły ze był to ślad po łańcuchu.[203]

Rysunek XX: Z lewej fragment ilustracji Głowackiego z zaznaczonymi różnicami w stosunku do wizerunku na Całunie, z prawej rana boku i kierunki wypływu „krwi i wody” u Człowieka z Całunu.

Na koniec tematów medycznych, jeszcze krótkie przypomnienie: tak naprawdę wszystkie opisane powyżej kontrowersje dotyczące sposobu przybicia rąk, nóg, czym była „krew i woda’, oraz wiele innych, tyczą się jedynie drugorzędnych szczegółów. Niezależnie od tego czyje hipotezy poprzemy, to wszyscy zgadzają się w jednym –Człowiek z Całunu na pewno umarł na krzyżu i został w owo płótno owinięty.

Teraz kilka słów o ranach po biczowaniu:

Czasem pojawia się również argument dotyczący bicza rzymskiego zwanego flagrum, którego podobno średniowieczny artysta nie mógł sobie wyobrazić. W średniowieczu istniały liczne bractwa religijne, które praktykowały biczowanie jako formę umartwiania ciała i pokuty. Narzędzie, którego używali, było bardzo podobne do rzymskiego bicza.

Najważniejszym rekwizytem w tym krwawym scenariuszu było flagellum. W kronice spisanej przez Henryka z Herfordu zawarty jest opis, któremu trudno dorównać drastycznością: „Każdy bicz był rodzajem kija, z którego zwisały trzy rzemienie zakończone ogromnymi węzłami. Przez węzły przechodziły z obu stron, na krzyż, żelazne, ostre niczym igły kolce, wystające na długość ziarna pszenicy albo jeszcze więcej. Takimi biczami uderzali się po nagich plecach, które puchły im, nabiegając krwią i obrzmiewając”. [6]

Odpowiedź:

Świetna relacja –jeśli się w nią dokładnie wczytać, to wiadomo że taki typ bicza nie został przedstawiony na Całunie Turyńskim. Ślady po biczowaniu odwzorowane na płótnie zostały zadane biczem o zupełnie innym kształcie, mianowicie posiadającym na końcach pary ołowianych kulek w formie hantli. W wykopaliskach w Herkulanum znaleziono taki, bardzo charakterystyczny bicz. Wilson twierdzi że tak charakterystyczny kształt bicza był ekskluzywny dla Imperium rzymskiego[204], oraz że dopiero po ujawnieniu Całunu w XIV wieku pojawiły się przedstawienia ran zadanych biczem o tak szczególnym kształcie[205], ale ja za to, że na pewno podobnych biczy nie stosowano nigdzie indziej, głowy nie daję. Kształt bicza nie jest rozstrzygającym argumentem, i nigdy za taki nie był uważany, ale jest pewną poszlaką –mało prawdopodobne jest by fałszerz przedstawił rany, które będą dokładnie odpowiadały typowi bicza odnalezionemu setki lat później w Herkulanum.

Jako ciekawostkę dodam fakt, że biczownicy byli bardzo aktywni w czasie, kiedy pojawił się Całun Turyński, co związane było z epidemią dżumy w latach 1348-1351 (całun został stworzony około roku 1354). Artysta nie musiał zbyt daleko szukać inspiracji dla swojego dzieła – wystarczyło wyjrzeć przez okno.

Odpowiedź:

No nie do końca. Pomijając już to że Pompeje i Herkulanum odkopano dopiero w XVI stuleciu (a po tym co tam wtedy znaleziono, zakopano je z powrotem na 200 lat), to rany po biczowaniu nie układają się w sposób przypadkowy, wprost przeciwnie, ukazują pewien schemat. Giulio Ricci zrekonstruował,  że Człowiek z Całunu stał przywiązany do niskiej (ok. 60 cm) kolumny, zaś z góry, z obu stron spadały na niego baty –przypuszczalnie było dwóch oprawców, jeden wyższy z prawej, drugi niższy z lewej, i lali.[206] Choć całkowitej pewności, jak dokładnie było, raczej mieć nie będziemy –musielibyśmy bowiem dokładnie określić kto zadał każdą z ran.[207] W każdym bądź razie nie są one porozrzucane byle jak, w przeciwieństwie do tego co można zobaczyć na ówczesnych malowankach.

Część 3

Przypisy:


[57] Barbara Frale, Templariusze i Całun Turyński, WAM 2011, str. 146

[58] Max Frei, Nine Years Of Palinological Studies On The Shroud, Shroud Spectrum International, Issue No 3 http://www.shroud.com/pdfs/ssi03part3.pdf

[59] Andrè Marion, Anne-Laure Courage, Całun Turyński Nowe Odkrycia Nauki, Znak, Kraków 2000, str. 77-80

[60] Ian Wilson, Krew i Całun, str. 100-101

[61] Grzegorz Górny, Barrie Schwortz, Oblicze Prawdy. Żyd który zbadał Całun Turyński, Rosikon Press 2013, str. 46

[62] Opis tego, co dodatkowo oprócz pyłków znaleziono później na taśmach Freia można znaleźć w Kevin Moran, Observations by Microscopy of the Sticky Tape Samples Taken from the Shroud by Dr. Max Frei in 1978, British Society for the Turin Shroud Newsletter No 41 http://www.shroud.com/pdfs/n41part3.pdf , Optically Terminated Image Pixels Observed on Frei 1978 Samples http://www.shroud.com/pdfs/moran.pdf

[63] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 150, Ian Wilson, Krew i Całun, str. 100

[64] Joe Nickell, Całun Turyński, Pandora, Łódź 1996, str. 166-168, 227. Nickell sam swego czasu parał się pracą prywatnego detektywa, czyżby więc jako dodatkowa motywacja mogła wchodzić zwykła zawodowa zawiść? Odnośnie rzekomych twierdzeń odnośnie Freia i fałszywych pamiętników Hiltera Did Dr. Max Frei authenticate the Hitler Diaries? , British Society for the Turin Shroud Newsletter No 51 http://www.shroud.com/pdfs/n51part7.pdf

[65] Prezentacja Stevena D. Schafersmanna A Skeptic’s View of the Shroud of Turin: History, Iconography, Photography, Blood, Pigment, and Pollen http://cybercomputing.com/freeinquiry//skeptic/shroud/schafersman_skeptics_view_of_shroud.pdf Sądzę że znaczną część swojej argumentacji Głowacki zaczerpnął z tej lub z innych prac Schafersmanna. „Naukowe” argumenty owego geologa brzmią tak: syndonologia to pseudonauka, wszystkie argumenty na temat autentyczności Całunu są z gruntu fałszywe, wszyscy badacze owego płótna to pomyleńcy, oszuści, albo są niekompetentni, bo rzekomo nie używają mikroskopu polaryzacyjnego (który Schafersmann traktuje wręcz jak jakiś fetysz), a John Jackson nosił na szyi krzyżyk.

[66] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 101.

[67]Oryginalny tytuł The Mysterious Man of the Shroud, wyprodukowany w 1997 r. dla CBS. Wypowiedź Barucha przytoczono pomiędzy 26:28 a 26:41.

[68] Avinoam Danin, Uri Baruch, Floristic Indicators For The Origin of the Shroud of Turin http://www.shroud.com/pdfs/daninx.pdf

[69] Pomiędzy 26:41 a 26:51

[70] Recenzja i komentarze odnośnie tej produkcji (również na temat tego co pominięto, lub zmanipulowano): Isabel Piczek, Major Shroud Documentary Shown On American Television, British Society for the Turin Shroud Newsletter No 45 http://www.shroud.com/pdfs/n45part3.pdf

[71] Pomiędzy 26:52 a 27:04

[72] Andrè Marion, Anne-Laure Courage, Całun Turyński Nowe Odkrycia Nauki, Znak, Kraków 2000, str. 81.

[73] British Society for the Turin Shroud Newsletter No 23 http://www.shroud.com/pdfs/n23part1.pdf

[74] Andrè Marion, Anne-Laure Courage, Całun Turyński Nowe Odkrycia Nauki, Znak, Kraków 2000, str. 82, por. również Ian Wilson, Krew i Całun, str. 101-103.

[75] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 152.

[76] Patrz przypis 68.

[77] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 153.

[78] Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011, str. 246-248

[79] Barry Schwortz, Paolo di Lazzaro, Danielle Murra Perception Of Patterns After Digital Processing Of Low-Contrast Images, The Case Of The Shroud Of Turin http://opac.bologna.enea.it:8991/RT/2012/2012_12_ENEA.pdf (wstępna wersja, wypuszczona przez ENEA)

[80]http://shroudstory.com/ , patrz też prowadzona przez niego strona The Definitive Shroud of Turin FAQ http://greatshroudofturinfaq.com/Crazy/index.html

[81]Editorial- On ‚Correct Seeing’ the Shroud British Society for the Turin Shroud Newsletter No 50 http://www.shroud.com/pdfs/n50part1.pdf

[82] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 153

[83] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 116-117.

[84] Patrz przypis 68.

[85] Avinoam Danin, Pressed Flowers: Where Did the Shroud of Turin Originate? A Botanical Quest, przedruk z magazynu ERETZ, listopad-grudzień 1997 http://www.shroud.com/danin.htm

[86] Patrz przypis 83.

[87] Avinoam Danin, Botany Of The Shroud Of Turin An Addition Concerning New Information Since The 1999 Report, The Shroud of Turin: Perspectives On A Multifaceted Enigma Shroud Science Group International Conference, Ohio State University 2008 http://www.ohioshroudconference.com/papers/p05.pdf

[88] Emanuella Marinelli, Całun obraz „niemożliwy”? ,Wydawnictwo św. Antoniego, Wrocław 1999, str. 26

[90] Emanuella Marinelli, Całun obraz „niemożliwy”? ,Wydawnictwo św. Antoniego, Wrocław 1999, str. 27

[91] Patrz przypis 68.

[93] Bardzo interesujący i szczegółowy opis historii sporów o monety można znaleźć na stronie Stephena E. Jonesa http://theshroudofturin.blogspot.com.au/2013/05/the-shroud-of-turin-26-other-marks-5.html#para02

[94] Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 271-273, Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 229

[95] Patrz przypis 94.

[96] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 129

[97] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 230, Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 107. Zdjęcia i opisy niektórych z monet Piłata można znaleźć na stronie http://www.ancientresource.com/lots/holyland_artifacts/holy-land-biblical-coins/pontius-pilate-coins.html Trzeba zaznaczyć że identyfikacja lat rządów cesarza Tyberiusza nie jest pewna, zazwyczaj przyjmuje się że liczy się je od śmierci Oktawian Augusta w 14 r. n.e., jednak Tyberiusz był koregentem od 12 r. n.e. Jest to jedna z głównych niepewności i kontrowersji przy datowaniu wydarzeń z życia Chrystusa, która wywołuje niekończące się dysputy.

[98] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 130-131, Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 230, Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 107

[99] Idzi Panic, Tajemnica Całunu, AVALON, Kraków 2010, str. 239.

[100] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 132, Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 233.

[101] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 233

[102] Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011, str. 166-167.

[103] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 109-112.

[104] Emanuella Marinelli, Całun obraz „niemożliwy”? ,Wydawnictwo św. Antoniego, Wrocław 1999, str. 65. Podejrzewano że ossuarium Kajfasza mogłoby być fałszerstwem, nie ma na to jednak jednoznacznych dowodów.

[105] Patrz przypis 103.

[106] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 233

[107] Max Patrick Hamon, Turin Shroud: A Full Reappraisal of Possible Bloodstained Coin Patterns on the Eye Areas, Toruń Acheiropoietos Conference 2011, fragment udostępnione przez autora na http://shroudstory.com/2012/12/11/coins-on-eyes-issue-again/

[108] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 131-132.

[109] Ibid.

[110] Patrz przypis 93.

[111] Grzegorz Górny, Barrie Schwortz, Oblicze Prawdy. Żyd który zbadał Całun Turyński, Rosikon Press 2013, str. 118.

[112] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 230-231, patrz również przypis 93

[113] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 231-233, patrz również przypis 93

[114] Patrz przypis 93. Jones twierdzi że Filas i Whanger błędnie identyfikowali lituus skierowany w lewo jako skierowany w prawo, ze względu na odbicie lustrzane na płótnie. Mnie się wydaje że to jednak Jones popełnił błąd w swoim tekście, przyjmując że identyfikacja Moroniego lituusa skierowanego w lewo jest bezsporna– jako że odbicie na płótnie jest odbiciem lustrzanym, to jak Jones słusznie zauważa, na negatywach Enriego, ukazany jest obraz taki jak w rzeczywistości. Filas i Whanger nie pomylili więc lituusa skierowanego w lewo jako skierowanego w prawo, poza tym nie sądzę żeby obydwaj, jak i wielu innych, popełniło niezauważenie aż tak kretyńską pomyłkę.

[115] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 116-119

[116] Petrus Soons, The Shroud Of Turin, The Holographic Experience, konferencja The Shroud of Turin: Perspectives on a Multifaceted Enigma, Ohio State University, sierpień 2008 http://www.ohioshroudconference.com/papers/p24.pdf , film z prezentacji: http://www.shrouduniversity.com/videos/soons.wmv

[117] Patrz np. Giulio Fanti, Body Image Formation Hypotheses Based On Corona Discharge: Discussion, The Shroud of Turin: Perspectives On A Multifaceted Enigma Shroud Science Group International Conference, Ohio State University 2008 http://www.ohioshroudconference.com/papers/p15.pdf

[118] Patrz przypis 85.

[119] Patrz przypis 107.

[120] Przypomina to nieco dziecięcą zabawę w łączenie punktów na obrazku (patrz np. http://swiat-obrazkow.pl/obrazki-polacz_punkty-0-215-2-0.html ) z tym że punkty nie są ponumerowane.

[121] Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 83-88.

[122] Szczegółowy opis badań krwi na Całunie Turyńskim można znaleźć w Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 135-146, por. również  Kelly Kearse, Blood on the Shroud of Turin: An Immunological Review http://www.shroud.com/pdfs/kearse.pdf

[123] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 147

[124] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 147-148. Por. również: Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 142-145.

[125] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 147-148, Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 89-90

[126] Andrè Marion, Gerard Lucotte, Tunika z Argenteuil i Całun Turyński, Wydawnictwo M, Kraków 2008 str. 219, Emanuella Marinelli, Całun obraz „niemożliwy”? ,Wydawnictwo św. Antoniego, Wrocław 1999, str. 32-33

[127] Maria Grazia Siliato, Całun Turyński: Tajemnica Odbicia Postaci sprzed 2000 lat, Wydawnictwo M , Kraków 1999 str. 74-75.

[128] Emanuella Marinelli, Całun obraz „niemożliwy”? ,Wydawnictwo św. Antoniego, Wrocław 1999, str. 32

[129] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 88

[130] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 139

[131] Joe Nickell, Całun Turyński, Pandora, Łódź 1996, str. 195 oraz 235.

[132] Ibid. str. 236.

[133] Ibid. str. 236-237.

[134] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 55

[135] Joe Nickell, Całun Turyński, Pandora, Łódź 1996, str. 189-198 oraz 233-238, Prezentacja Stevena D. Schafersmanna A Skeptic’s View of the Shroud of Turin: History, Iconography, Photography, Blood, Pigment, and Pollen http://cybercomputing.com/freeinquiry//skeptic/shroud/schafersman_skeptics_view_of_shroud.pdf

[136] Nie tylko zresztą amerykańscy sceptycy zapominają o dokonaniach Baimy Bollonego, patrz:  Raymond N. Rogers, Frequently Asked Questions http://www.shroud.com/pdfs/rogers5faqs.pdf Rogers, na pytanie skąd wie że na Całunie jest prawdziwa krew, przytacza tylko badania Hellera Adlera. Odnośnie domniemanego wykrycia grupy AB, stwierdza że badania próbek pobranych z taśmy w profesjonalnym laboratorium Uniwersytetu Stanu Nowy Jork nie potrafiły dać żadnych odpowiedzi o szczegółowe cechy krwi –należy jednak zaznaczyć że próbki Baimy-Bollonego, były znacznie większe (nie mówiąc już o olbrzymich, w porównaniu z późniejszymi badaniami, próbkach z 1973 roku, obejmujących kilkanaście nitek), obejmowały całe nitki, podczas gdy STURP miał tylko materiał z taśm klejących. Rogers wykazał się tu niestety zdumiewająca ignorancją, jak stereotypowy jankes, nie mówiąc już o nieskrywanej niechęci do „nie swoich” badaczy z Europy, niezwiązanych ze STURP-em i myślących inaczej niż on.

[137] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str.88-89, Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 37. Podczas krzepnięcia krwi nieuszkodzone krwinki ze zwykłą hemoglobiną pozostają na dole skrzepu, zaś krwinki hemolizowane  oraz wiążąca bilirubinę albumina skrzepu wychodzą na górną powierzchnie odbijając sie na płótnie. Stąd odbicie krwi na Całunie jest bardziej czerwone niż można by się spodziewać po tak starej krwi. Dla porównania, krew na Sudarium z Oviedo jest brązowa –wbrew temu co na pisano w artykule na stronie parafii św. Zygmunta w Słomczynie, (czerpiącym z jednego z moich poprzednich artykułów )http://www.swzygmunt.knc.pl/PASSIONrelics/HTMs/009PASSIONrelics_OVIEDOsudarium_01.htm  Na Sudarium bowiem nie odbiła się jedynie na wpół zaschła górna powierzchnia skrzepu, tylko została wylana cała krew.

[138] Raymond N. Rogers, Anna Arnoldi, Scientific Method Applied To The Shroud Of Turin: A Review http://www.shroud.com/pdfs/rogers2.pdf

[139] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 146

[140] Patrz np. Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, Dodatek A: Mapa Winlandii

[141] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str.78, patrz też: Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 276-278.

[142] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 80.

[143] Ibid. str. 80-81.

[144] Ibid. str. 81-82., por. również: Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 61

[145] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 62.

[146] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str.88-89

[147] Cytowane w: Alfred J. Palla, Całun Turyński: Wielka historia czy wielka mistyfikacja?, Świat Książki, Warszawa 2008, str.96

[148] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 82

[149] Ibid. str. 79.

[150] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 63.

[151] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 87

[152] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 63-64.

[153] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 98 i 254

[154] Gilbert R. Lavoie, Bonnie B. Lavoie, Vincent J. Donovan, John S. Ballas, Blood On The Shroud Of Turin: Part 1, Shroud Spectrum International, Issue No 7 http://www.shroud.com/pdfs/ssi07part5.pdf

[155] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 44-45, patrz też Joe Nickell, Całun Turyński, Pandora, Łódź 1996, str. 95

[156] Mark Antonacci, Zmartwychwstanie Całunu, Amber Sp. z.o.o. 2002, str. 37-38.

[157] Gilbert R. Lavoie, Bonnie B. Lavoie, Vincent J. Donovan, John S. Ballas, Blood On The Shroud Of Turin: Part 2, Shroud Spectrum International, Issue No 8 http://www.shroud.com/pdfs/ssi08part3.pdf , cytowane również w: Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 44-45

[158] W potrzasku bredni. Prawdy i półprawdy na temat poplamionych krwią relikwii pasyjnych http://ok.apologetyka.info/racjonalista/w-potrzasku-bredni-prawdy-i-poprawdy-na-temat-poplamionych-krwia-relikwii-pasyjnych,432.htm

[159] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 47-48. Czasem się twierdzi że Żydzi nie wykonywali krzyżowań. Jest to jednak nieporozumienie –za czasów rzymskiej okupacji władze żydowskie nie miały prawa wykonywania wyroków śmierci. Wyrażenie „powiesić na drzewie”, powszechnie stosowane zarówno w Biblii (patrz Pwt 21:22-23), jak i w żydowskiej literaturze, choćby przy opisach egzekucji przeciwników politycznych i religijnych za czasów dynastii hasmonejskiej, zamiast do użycia stryczka, jak my byśmy dzisiaj zrozumieli, prawdopodobnie odnosi się do ukrzyżowania –święty Paweł odnosi je do męki Chrystusa (patrz: Gal 3:13), podobnie jak i zapewne Talmud (Sanhedryn 43a). Po zburzeniu Drugiej Świątyni i masowych ukrzyżowaniach powstańców Żydzi zaprzestali stosowania tej kary.

[160] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 52-53. Grafittti Aleksamenosa datowane jest różnie na lata od 60 do 220 r. n.e., por. również Carsten Peter Thiede, Matthew D’Ancona, W poszukiwaniu Świętego Krzyża, Amber Sp. z.o.o. 2005, str. 127-128.

[161] Carsten Peter Thiede, Matthew D’Ancona, W poszukiwaniu Świętego Krzyża, Amber Sp. z.o.o. 2005, str. 127-128.

[162] Przeciw Apionowi 2,7

[163] Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011, Rozdział XI, Pierre Barbet, pierwszy badacz anatomii ukrzyżowanego.

[164] Patrz np. Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, Robert Bucklin The Shroud Of Turin:Viewpoint Of A Forensic Pathologist, Shroud Spectrum International, Issue No 5: http://www.shroud.com/pdfs/ssi05part3.pdf

[165] Frederick T. Zugibe, Pierre Barbet Revisited, Sindon N. S., Quad. No. 8, Grudzień 1995,  przedruk: http://www.shroud.com/zugibe.htm

[166] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 76-77, patrz też Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 45-46. Podobne doświadczenia przeprowadził również Pierre Mèrat, patrz Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 214-215.

[167] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, str. 80-81.

[168] Ibid. patrz też Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011, Rozdział XIV, Jeden czy dwa gwoździe w stopach?

[169] Patrz np. Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011, Rozdział XV, Jehohanan, „inny” ukrzyżowany Imię Jehohanan ben Hagqol znaczy prawdopodobnie Jan, syn Ezechiela, patrz Barbara Frale, Całun Jezusa Nazarejczyka, WAM 2012, str. 282.

[170] Porównaj J 19:31-32

[171] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 48-49.

[172] Ibid. str. 50-52.

[173] Ibid. str. 52-53.

[174] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 83-84

[175] Ibid. str. 80.

[176] Ibid. str. 82-83.

[177] Reginald Wehrkamp-Richter, A New Detail Observed on the Shroud of Turin http://www.sudariumchristi.com/img/thoughts/jean_carmignac_en.pdf , patrz też Maria Grazia Siliato, Całun Turyński: Tajemnica Odbicia Postaci sprzed 2000 lat, Wydawnictwo M , Kraków 1999 str. 256-257, zdjęcie nr 16 we wkładce, Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011 str. 123.

[[178] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 55.

[180] J 20:24-27 (BT)

[181] Łk 24 36-40 (BT)

[182] Ps 22:17-18 (BT)

[183] W wielu publikacjach utrzymuje się że Helena odnalazła trzy gwoździe, patrz np. Michael Hesemann, Milczący Świadkowie Golgoty, Wydawnictwo Salwator, Kraków 2006, str. 99, Grzegorz Górny, Janusz Rosikoń, Świadkowie Tajemnicy, Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych,  Rosikon Press 2012, str. 122. (Górny i Rosikoń opierają się na Hesemannie), Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 73. Jest to jednak przypisywanie współczesnych ustaleń Barbeta starożytnym tekstom, które, opisując barwne dzieje odnalezionych przez Helenę gwoździ, nie podają nigdy ich dokładnej liczby. Patrz Catholic Encyclopedia, hasło Holy Nails http://www.newadvent.org/cathen/10672a.htm Dzisiejsi autorzy na podstawie dawnych tekstów próbują odgadnąć liczbę odnalezionych gwoździ, jednak owe opisy są zwykle niejednoznaczne –nie wiadomo czy np. w diademie i uprzęży cesarza Konstantyna umieszczono całe gwoździe, czy tylko ich fragmenty. Od czasów Heleny i Konstantyna upowszechnił się brzydki zwyczaj dzielenia relikwii na coraz mniejsze kawałeczki. Wzięło się to z przekonania ze nawet najmniejszy fragment relikwii jest równoznaczny z całością. Dotyczyło to również Świętych Gwoździ, od których odpiłowywano niewielkie fragmenty żelastwa, a następnie wtapiano je w nowe gwoździe, które wg tej logiki mogły zostać uznane za „autentyki”. W ten sposób doszło do wyszydzanego przez sceptyków „cudownego rozmnożenia relikwii”. Obecnie liczbę domniemanych Świętych Gwoździ szacuje się na 33-36.

[184] Patrz Catholic Encyclopedia, hasło Holy Nails http://www.newadvent.org/cathen/10672a.htm , Jack Marckward, The Cathar crucifix: new evidence of the Shroud’s missing history http://www.shroud.com/pdfs/markwar3.pdf Ian Wilson twierdzi że pierwszym znanym dziełem sztuki ukazującym taki sposób przebicia stóp, jest wykonana z brązu chrzcielnica w Tirlemont w Belgii, w roku 1149,  Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 236. Tą nagłą zmianę tendencji zauważyli również sceptycy, oczywiście interpretując jej związek z Całunem na swój sposób –w ich opinii jest on tylko kolejnym dziełem sztuki przedstawiającym ten trend (nad którego przyczynami w ogóle się nie zastanawiają), patrz Joe Nickell, Całun Turyński, Pandora, Łódź 1996, str. 90.

[185] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 234.

[186] Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 197

[187] Ibid. str. 201 i 204.

[188] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 54-56.

[189] Mt 27:37, Łk 23:38

[190] Comparative Study of the Sudarium of Oviedo and the Shroud of Turin http://www.shroud.com/heraseng.pdf , polskie tłumaczenie za: Michael Hesemann, Milczący Świadkowie Golgoty, str. 318-319.

[191] Frederick T. Zugibe, Pierre Barbet Revisited, Sindon N. S., Quad. No. 8, Grudzień 1995,  przedruk: http://www.shroud.com/zugibe.htm , patrz też Bruno Barberis, Massimo Boccaletti, Całun: kwestia wciąż otwarta, Wydawnictwo Jedność, Kielce 2011, Rozdział XIII, Szczelina Destota i „obszar Z”

[192] Znakomicie opisał sprawę czechosłowacki lekarz Rudolf Hynek, były chirurg cesarsko-królewskiej armii, w swej błyskotliwej opowiastce. Otóż swego czasu pewien czeski „fakir” nazwiskiem Zenkl, ogłosił że da się na 80 godzin przybić do krzyża. Cała sprawa miała być prowokacją skierowaną przeciwko wierzeniom chrześcijańskim. Zenkl z własnej inicjatywy poszedł do Hynka, by skonsultować się przed pokazem. Hynek powiedział mu że 80 godzin to nic, bo połamańcy w szpitalu leżeli w przymusowej pozycji nawet i 1000 godzin. Zaproponował mu, żeby zamiast stać 80 godzin z rękami przybitymi do krzyża, przez 10 minut zwisał przybity do niego, bez podparcia na nogi. Zenkl natychmiast się pożegnał i do pokazu nie doszło. R. W. Hynek, Święty Całun, Męka Pańska w oświetleniu nauki, Księgarnia Św. Wojciecha 1937, str. 58-60.

[193] Patrz przypis 190.

[194] R. W. Hynek, Święty Całun, Męka Pańska w oświetleniu nauki, Księgarnia Św. Wojciecha 1937, str. 43.

[195] L.Coppini, Anatomia di una testimonianza di sangue: dal Getsemani al colpo di lancia, GLDS 2000, cytowane za: Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 216.

[196] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 253, Gian Maria Zaccone, Całun Turyński: Historia Tajemnicy, eSPe, Kraków 2011, str. 217

[197] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 77-78, Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 215, Frederick T. Zugibe, Pierre Barbet Revisited, Sindon N. S., Quad. No. 8, Grudzień 1995,  przedruk: http://www.shroud.com/zugibe.htm

[198] Cytowane za Andrè Marion, Anne-Laure Courage, Całun Turyński Nowe Odkrycia Nauki, Znak, Kraków 2000, str. 99.

[199] J 19:33-35

[200] Omówienie problematyki rany po włóczni, oraz „krwi i wody” można znaleźć w wielu publikacjach, patrz m.in. Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 85-90, Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 219-221, R. W. Hynek, Święty Całun, Męka Pańska w oświetleniu nauki, Księgarnia Św. Wojciecha 1937, str. 49-55, Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 47-50, Zenon Ziółkowski, Spór o Całun Turyński: Relikwia męki pańskiej w świetle najnowszych badań, Oficyna wydawniczo-Poligraficzna Adam, Warszawa 1993, str. 48-52, Josh McDowell, Przewodnik Apologetyczny, Vocatio, Warszawa 2002, str. 209-210 i wiele innych.

[201] Patrz przypis 39.

[202] Stanisław Waliszewski, Całun Turyński Dzisiaj, WAM, Kraków 1987, str. 90-90, Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 220-221.

[203] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 44, raport klarysek, naprawiających Całun po pożarze w 1532 roku: Shroud Spectrum International, Issue No 2: http://www.shroud.com/pdfs/ssi02part6.pdf

[204] Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 53.

[205] Ian Wilson, Krew i Całun, Amber Sp. z.o.o. 1998, str. 39.

[206] Ian Wilson, Całun Turyński, Instytut Wydawniczy PAX 1983, str. 42-43, Zenon Ziółkowski, Spór o Całun Turyński: Relikwia męki pańskiej w świetle najnowszych badań, Oficyna wydawniczo-Poligraficzna Adam, Warszawa 1993, str. 33-36.

[207] Pierluigi Baima Bollone, Całun Turyński 101 pytań i odpowiedzi, Wydawnictwo Wam, Kraków 2002, str. 213.

Czytaj więcej na: http://ok.apologetyka.info/racjonalista/caun-turynski-faszerstwo-niedokonane-cz-2,559.htm

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *