Czy biblijny opis początków jest niezgodny z nauką?

Ateiści i racjonaliści bardzo często twierdzą, że biblijny opis stworzenia i początków ludzkości, zawarty w Rdz 1-11, jest „niezgodny” z nauką. Przyjrzyjmy się więc bliżej tej kwestii.

Ateiści i racjonaliści bardzo często twierdzą, że biblijny opis stworzenia i początków ludzkości, zawarty w Rdz 1-11, jest „niezgodny” z nauką. Przez naukę rozumieją oni tu rzecz jasna teorię ewolucji i współczesną geologię. Pominąwszy już dość dyskusyjną kwestię, jaką jest przyjęcie tezy, zgodnie z którą teoria ewolucji jest naukowa i wbrew racjonalistycznej propagandzie w sposób zadowalający udowodniona, i tak trudno zgodzić się z zarzutem, że opis stworzenia i początków ludzkości jest sprzeczny z jakąkolwiek współczesną koncepcją naukową (nawet jeśli wszystkie one są prawdziwe – kwestią tą nie będziemy się tu zbytnio zajmować, jest to zwyczajnie niepotrzebne). Jest to teza niniejszego eseju. Zanim jednak przejdziemy do konkretnych rozważań postaram się przedstawić najgłówniejsze zarzuty w tej materii. Przedstawię potem nie tylko polemikę z tymi zarzutami, ale również repolemikę z dalszymi zarzutami z jakimi spotykają się teistyczne próby odparcia tego postulatu.

Najczęstszy zarzut opiera się na założeniu, że powstaliśmy na drodze teorii ewolucji, Biblia natomiast nie zawiera żadnej tego typu nauki, podaje natomiast, że zostaliśmy (podobnie jak inne gatunki zwierząt) stworzeni na drodze bezpośredniej kreacji. Inny zarzut opiera się na konstatacji, zgodnie z którą wiek ludzkości jest wedle danych biblijnych niezgodny z „danymi naukowymi”. Wedle Biblii człowiek ma bowiem istnieć mniej więcej sześć tysięcy lat, natomiast wedle nauki – od 600 000 do miliona lat1. Jeszcze inni zarzucają, że Biblia przeczy nauce w innej kwestii, mianowicie, „wedle nauki” człowiek jest końcowym produktem ewolucji, natomiast wedle Biblii jest na odwrót, wpierw powstał człowiek, dopiero potem reszta świata ożywionego (Rdz 2,4-9.18-19). W niniejszym eseju nie poruszam zagadnienia pod tytułem: naukowy wiek ziemi kontra biblijny wiek ziemi. Uważam, że spór jest tu nieuzasadniony, ponieważ w Rdz 1 nie istnieje określona długość wydarzeń związanych z powstaniem świata, a ich ewentualna (patrz niżej) kolejność jest w zasadzie zgodna z teorią ewolucji. Hebrajskie jom („dzień”) w tym poemacie, za pomocą którego podzielono na sześć określone etapy stwarzania, może oznaczać dowolnie długie okresy (po prostu „czas” – patrz dowolny słownik hebrajszczyzny biblijnej oraz takie wersy jak: Pwt 4,10; 32,35; Sdz 18,30; Ps 56,4; Iz 34,8; 63,4), nawet miliardy lat, nie wpadając w ten sposób w konflikt z naukami przyrodniczymi. Jedynym problemem jest tu kwestia stworzenia słońca, księżyca i gwiazd po roślinach (Rdz 1,11-18), co stanowi trudność natury fotosyntetycznej. Rośliny bowiem nie mogą istnieć bez światła słonecznego. Autor natchniony wspomina jednak o istnieniu światła słonecznego już wcześniej – w Rdz 1,3-5. Jest to wskazówka za tym, że etapy stwarzania przedstawiane przez niego według kolejności sześciu dni nie są dlań etapami bezwzględnie następującymi po sobie w dokładnie ustalony sposób. Ujmując to jeszcze dosadniej – kolejność opisu nie implikuje tu kolejności wydarzeń. To dodatkowo daje nam pole do unikania wszelkich zarzutów bazujących na domniemanej niezgodności w kolejności wydarzeń, czy to pomiędzy opisami stworzenia w Rdz 1 i 2, czy pomiędzy naukowym a biblijnym opisem powstania świata.

Wszystkie wyżej wspomniane zarzuty, które będę odpierać, mimo, że wydają się bezdyskusyjne, to w rzeczywistości opierają się na kompletnej ignorancji w kwestii istoty wspomnianego problemu oraz w kwestii gatunków literackich Biblii. Na początek zauważmy, że biblijny opis stworzenia i początków ludzkości nie może przeczyć żadnemu naukowemu opisowi powstania świata i dziejów pierwszych ludzi, ponieważ on z zasady nie miał na celu takiego opisu. Na tej samej zasadzie artystyczna interpretacja symfonii Bacha, którą nawet sam autor mógłby opisywać w kategorii kolorów, barw, lub obrazów przyrody (jak to często czynią twórcy wielkich dzieł muzycznych), nie może przeczyć fizycznemu czy nawet nutowemu opisowi dźwięku jaki słyszymy podczas odtwarzania tej samej symfonii, ponieważ fizyczna teoria akustyki jest opisem zupełnie innego aspektu tej samej symfonii. Oba opisy nie przeczą tu sobie, z tej prostej przyczyny, że oba dotyczą sfer nie mających wspólnej płaszczyzny tematycznej. Mówiąc wprost – dotyczą zupełnie innego przedmiotu.

W ten sam sposób ma się sprawa z biblijnym i naukowym obrazem świata stwarzanego. Aby bardziej unaocznić tu tak trudno uchwytną dla niektórych tę w rzeczywistości prostą kwestię dokonajmy pewnych obserwacji. Kiedy czytamy biblijny opis stworzenia i upadku człowieka, scalonego w jedną całość, to bez trudu dostrzegamy metaforyczne elementy tego poematu (cechy metafory ma w zasadzie pierwsze jedenaście rozdziałów księgi Rodzaju). Kobieta powstała z żebra (Rdz 2,21-22), mężczyzna i zwierzęta z prochu ziemi (Rdz 2,7.8.19). Bóg przechadza się po ogrodzie Eden (Rdz 3,8), diabeł jest wężem, który mówi (Rdz 3,1n). Przed ogrodem Eden Bóg stawia cheruby i ostrze miecza, aby nikt z ludzi tam nie powrócił (Rdz 3,24). Nawet średnio inteligentny człowiek bez trudu dostrzega tu metafory i symbolikę utworu. Owa symbolika nie może być rozumiana dosłownie jako techniczny i dokładny opis powstania świata i dziejów pierwszych ludzi, przekazuje zatem ubrane w literacką szatę symboliki religijnej prawdy innego rodzaju. Jak to czyni i jakie to dokładnie prawdy nie jest w tym momencie już specjalnie istotne, ważne jest to, że w takim wypadku opis biblijny nie może już przeczyć żadnemu technicznemu opisowi powstania świata i historii pierwszych ludzi, ponieważ nie zajmuje się on z zasady tymi aspektami. Aby jeszcze bardziej unaocznić tę kwestę przypatrzmy się pewnemu innemu przykładowi biblijnej metaforyzacji. Oto pewien tekst biblijny, w którym czytamy:

„Wyście widzieli, co uczyniłem Egiptowi, jak niosłem was na skrzydłach orlich i przywiodłem was do Mnie” (Wj 19,4, Biblia Tysiąclecia).

Jest to metaforyczny opis exodusu, który ma na celu unaocznić czytelnikowi aspekt troski Boga względem Izraela. Czy ktokolwiek przy zdrowych zmysłach będzie się upierał, że opis ten przeczy faktom historycznym i czysto technicznemu opisowi wyjścia z Egiptu? Czy jakikolwiek racjonalista powie, że tekst ten „przeczy” faktowi wyjścia Żydów z Egiptu, ponieważ z żadnych danych historycznych (nawet tych zawartych w Biblii opisującej exodus) nie wynika, że Bóg niósł Izrael na jakichś skrzydłach? Nikt tak oczywiście nie powie, ponieważ każdy dostrzeże w tym momencie metaforyzację ujęcia exodusu przedstawionego w zacytowanym przed chwilą Wj 19,4. Dlaczego jednak ci sami racjonaliści dopatrują się już sprzeczności pomiędzy wyraźnie metaforycznym opisem powstania świata i początków ludzkości w Biblii a naukowym opisem powstania świata i początków ludzkości? Owa niekonsekwencja jest tu wyraźnie widoczna i dzięki temu wyraźnie dostrzegamy w jakim momencie nastąpiło tu pomieszanie płaszczyzn. Podobne obrazowe przykłady można znaleźć w Nowym Testamencie. W Rz 9,32n czytamy, że Izrael potknął się o kamień obrazy, którym był Jezus. Po raz kolejny dosłowne interpretowanie tego fragmentu i próba szukania tu jakiejś sprzeczności z historycznym opisem życia Jezusa mijałoby się z celem i byłoby absurdem.

Przeczytaj jeszcze  Ateistyczny pseudoargument z osobistego niedowierzania

A zatem biblijny opis powstania świata i początków ludzkości nie może być sprzeczny z naukowym opisem powstania świata i początków ludzkości, ponieważ oba te opisy zajmują się odrębnymi aspektami tych zagadnień, używają innego języka, podobnie jak opis artystyczny i czysto techniczny opis symfonii Bacha, które z tego samego powodu nie kolidują ze sobą wzajemnie. Nie mogą przeczyć sobie opisy mówiące o różnych i tak bardzo odległych aspektach jednego zagadnienia. Ateiści i racjonaliści znają jednak taką odpowiedź teistów i wcale nie ustają w podtrzymywaniu swoich pretensji. Twierdzą oni, że nawet jeśli tak jest, to biblijny opis powstania świata i początków ludzkości nie jest prawdziwy właśnie z tego powodu, że nie jest czysto technicznym i naukowym opisem. Jednakże zarzut ten jest absurdalny i jest zwykłą demagogią. Aby to unaocznić wróćmy ponownie do wspomnianego przykładu z symfonią Bacha: czy obrazowa i artystyczna wizja, jaka powstała w wyobraźni Bacha, i która doprowadziła do powstania wspomnianej symfonii, była nieprawdziwa, tylko dlatego, że nie da się jej opisać w kategoriach czysto naukowych, bazujących na przykład na fizycznej teorii akustyki? Oczywiście, że nie. Bez owej wizji, nawet jak najbardziej abstrakcyjnej, owa symfonia nie powstałaby bowiem wcale. A zatem opis owej wizji zawsze będzie prawdą. Taka kontrargumentacja nie uzasadnia rzecz jasna tego, że biblijny opis powstania świata i początków ludzkości jest prawdziwy w zakresie swej jakkolwiek rozumianej wymowy, właściwej dla pojmowania świata przez człowieka tamtych czasów. Podobnie gdybyśmy na przykład założyli, że Bach przy tworzeniu swej symfonii wyobrażał sobie kolorowe owce biegające po niebie. Taka wizja wcale nie musiałaby być prawdziwa w znaczeniu czysto empirycznej relacji wydarzeń obserwowanych na zewnątrz podmiotu obserwującego, tylko dlatego, że doprowadziła do powstania realnej symfonii uchwytnej w kategoriach naukowych i empirycznych opisów dźwięku. Jednakże wcale nie o to chodzi (pomijając już fakt, że symfonia Bacha mogłaby powstać w oparciu o opis realnych obiektów, na przykład w oparciu o widok prawdziwych owiec pasących się na prawdziwym pastwisku). Nie chodzi w tym konkretnym przypadku o prawdziwość opisywanych obiektów czy zagadnień, tylko o sam fakt sprzeczności opisów, ponieważ tego właśnie dotyczy zarzut. Powyższe rozważania obalają w sposób wystarczający ten właśnie zarzut.

Ale ateiści i racjonaliści nie dają za wygraną. Twierdzą oni bowiem, że skoro opis powstania świata i początków ludzkości nie jest czysto technicznym opisem historycznych faktów, to Biblia nie ma żadnej wartości jako opis jakichkolwiek faktów. Kiedy na przykład czytamy w Piśmie, że Jezus pochodzi o Dawida, lub wskrzeszał zmarłych, to ma to mieć równie zerową wartość historyczną właśnie przez to, że opis stworzenia i początków ludzkości nie rości sobie pretensji do opisu bezspornych faktów historycznych. Ale co ma piernik do wiatraka? Takie rozumowane jest po prostu błędem logicznym znanym jako fallacy of composition. Błąd ten powstaje właśnie wtedy, gdy ktoś przenosi cechy części danej całości na ową całość. Uogólnianie jednego przypadku na całość zawsze będzie takim błędem. W pewnych fragmentach Biblia rości sobie prawo do opisu historycznych faktów (historyczne pochodzenie Jezusa od Dawida), w innych (opis stworzenia i początków ludzkości) „fakt” ma w niej inne od tego znaczenie (duchowe prawdy religijne, zbawcze i moralne). Oba opisy są zupełnie innym odrębnym gatunkiem literackim, pojęcie faktu ma w nich inne znaczenie. Jeden opis nie determinuje znaczenia faktu w innym opisie, każdy opis rządzi się odrębnymi kategoriami, ma też inną wartość pod względem stosunku do tego co uważamy za tzw. historyczny fakt. Takie rozumowanie jak to powyższe jest więc rażąco niepoprawne i jako zarzut zupełnie bezzasadne.

Przejdźmy teraz do następnej kwestii, którą jest kwestia wieku ludzkości. Jak wspomniałem, racjonaliści twierdzą, że wiek ludzkości jest wedle danych biblijnych niezgodny z „danymi naukowymi”. Jak wskazywałem wyżej, wedle nauki człowiek ma istnieć ponad 50 razy dłużej niż wedle Biblii. Niektórzy teolodzy próbują rozwikłać tę trudność za pomocą stwierdzenia, że biblijne genealogie z Rdz są niekompletne i przedstawiają tylko wybitnych reprezentantów praludzi, pomiędzy którymi istniało wielu innych2. To miałoby pozwolić wydłużyć biblijny czas istnienia ludzkości do dowolnie długiego okresu. Istotnie, hebrajskie jalad („zrodził”) nie musi oznaczać bezpośredniego zrodzenia ojca przez syna, lecz może implikować jedynie zapoczątkowanie linii rodowej nawet dużo późniejszego potomstwa. Nie jest to jednak dobre wyjaśnienie rzeczonego dylematu, ponieważ choćby genealogia z Rdz 5 wyklucza taką możliwość, nakładając okresy życia ojców na okresy życia ich synów. Nie da się pomiędzy te ogniwa „upchnąć” żadnej liczby nieznanych Biblii potomków. Twierdzenie, że mimo to genealogia ta jest niekompletna i pomiędzy poszczególnymi ogniwami mogą istnieć luki o ogromnej ilości czasu, obarczy autorów biblijnych błędem w postaci przypisywania przez nich okresów życia ojców do okresów życia synów, podczas gdy w rzeczywistości nie dałoby się w tym wypadku pokrywać tych okresów. Łańcuch ogniw jest tu więc nie do przerwania. Nawet „wpychając” w tę genealogię jakichś dodatkowych potomków uzyskamy jedynie niewielką możliwość manipulowania biblijnym wiekiem ludzkości, który wciąż nie wykroczy poza kilka tysięcy lat (w tym również po zaakceptowaniu odchyleń jakie powstają przy tym wyliczeniu u różnych autorów, z powodów, jakimi nie będę się tu zajmował).

Przeczytaj jeszcze  Czy ateizm jest „racjonalny”?

Nie oznacza to jednak, że nie istnieje wyjście z wyżej wspomnianej trudności związanej z biblijnym czasem istnienia ludzkości. Wystarczy zauważyć, że obecne datowanie wieku ludzkości jest oparte na mocno niedokładnej metodzie izotopu węgla, przy pomocy której określa się wiek szczątków ludzkich. Metoda ta jest tak niedokładna, że takie laboratoria jak Geochron w Ameryce w ogóle nie uznają jej w przypadku znalezisk starszych niż 3000 lat. Istnieje dowód na to, że metoda ta potrafi zawyżyć datę znaleziska o ponad 150 razy. Czasopismo „Antarctic Journal of the United States” (tom 6 z 1971 roku) podało, że wiek zmumifikowanych fok, martwych od zaledwie 30 lat, określono metodą węglową na 4600 lat. Natomiast próbka z angielskiego zamku, liczącego zaledwie 787 lat, została metodą węglową ustalona na 7370 lat3. Inne metody, przy pomocy których próbuje się określać wiek ludzkości są również niepewne. Należy do nich na przykład metoda potasowo-argonowa, która jest bardzo nieprecyzyjna. Aby to zobrazować wystarczy wskazać na pewien eksperyment. Liczące zaledwie 200 lat skały (powstałe w niedawnych wylewach wulkanicznych) na Hawajach datowano za pomocą metody potasowo-argonowej na liczące od 160 milionów lat do 3 miliardów lat (por. „The Journal of Geophysical Research”, t. 73, 15 lipca 1968). Inne skały, liczące również nie więcej niż 200 lat, przy pomocy tej samej metody datowano na 21 milionów lat. Mimo to, za pomocą tej metody próbuje się datować wiek kopalnego człowieka (m.in. czaszki 1470). Nie bez kłopotów. Warstwy ziemi poniżej szczątków słynnego Zinjanthropusa zostały przy pomocy rzeczonej metody określone jako mające o od 250 000 do miliona lat mniej niż warstwy ziemi przykrywające te szczątki, co sprzeciwia się ewolucyjnym założeniom (wedle nich im niższe warstwy tym starsze powinny one być).

Nie musimy więc pochopnie odrzucać biblijnego wieku ludzkości z powodu tak niedokładnych metod datowania. One same nie stanowią tym samym ostatecznego argumentu przeciw chronologii biblijnej. Nie oznacza to oczywiście, że musimy ją przyjmować za bezdyskusyjny pewnik, być może kwestię biblijnego wieku ludzkości uda się zinterpretować jakoś inaczej na korzyść Biblii, bez odrzucania naukowych metod datowania, sprawa jest tu raczej otwarta.

Podobnie można odpowiedzieć na zarzut, podług którego pojawienie się pierwszych miast, sztuki uprawiania roli i rzemiosła artystycznego, jest niezgodne z datowaniem naukowym. „Wedle nauki” wspomniane dokonania ludzkości pojawiają się w mezolicie, paleolicie i neolicie, co wpada w konflikt z datacją wieku ludzkości przedstawioną w księdze Rdz4. Ponownie można uniknąć tej trudności przez wskazanie na fakt, że metody datacji nie są tu pewne, a tym samym nie stanowią ostatecznego argumentu przeciw chronologii biblijnej. Jak podaje jeden z autorów w związku z datowaniem w archeologii, „ciągle mamy do czynienia z nieprecyzyjnymi datami i z brakiem nieomylnego kryterium”5. Zainteresowanych pogłębieniem tego zagadnienia odsyłam do obiektywnych podręczników, które nie poddały się bezwolnie panującemu dyktatowi ewolucjonistycznemu w kwestii datowania i próbują krytycznie analizować wspomniane problemy.

Na koniec zajmę się ostatnim z wyżej wspomnianych zarzutów: „wedle nauki” człowiek jest końcowym produktem ewolucji, natomiast wedle Biblii jest na odwrót, wpierw powstał człowiek, dopiero potem reszta świata ożywionego (Rdz 2,4-9.18-19). Ta trudność jest po raz kolejny pozorna i możną ją rozwiązać przez ponowne odwołanie się do zagadnienia metafor. Zauważmy, że w obu tych fragmentach autor mówi o utworzeniu zwierząt i człowieka z gliny. Na pierwszy plan wysuwa się tu zatem zagadnienie dydaktyczne, przekazywane za pomocą symboli. Tekst ten nie ma więc na celu przekazywania „prawd naukowych” odnośnie do ewolucji świata ożywionego. Doszukiwanie się tu więc na siłę sprzeczności pomiędzy opisem biblijnym a naukowym znów jest złamaniem barier interpretacji, ustalonych przez granice zupełnie odmiennych charakterów obu opisów.

Reasumując, biblijny opis powstania świata i początków ludzkości nie przeczy naukowym próbom opisania tego samego zagadnienia. Opis biblijny chce nam bowiem przekazać prawdy innego rodzaju, doniosłe pouczenia religijne i etyczne, dla których kwestia powstania świata i historycznych początków ludzkości jest jedynie tłem. Zagadnienie sposobu powstania świata jest dla opisu biblijnego kwestią zupełnie drugorzędną, jeśli nawet nie pozbawioną jakiegokolwiek znaczenia. Szata literacka tegoż opisu zajmuje się przekazywaniem prawd zupełnie innego rodzaju, niż prawdy naukowe, które chcą mówić o tym jak powstał świat. Biblia mówi natomiast po co powstał świat, a nie jak. Tym samym nawet jeśli człowiek i świat ożywiony powstał na drodze ewolucji, to nie może to przeczyć Biblii, ponieważ ona właśnie nie mówi tego jak powstał ów świat ożywiony. Bóg mógł go w tym wypadku stworzyć nawet poprzez samo specjalne zorganizowanie warunków powodujących zajście ewolucji biologicznej. Mógł też w jakiś sposób kierować ewolucją biologiczną, przynajmniej w zakresie niektórych mutacji i zmian w organizmach, powodujących ich ewoluowanie. Dlatego doszukiwanie się sprzeczności pomiędzy tymi (jak wyraźnie widać) zupełnie nieadekwatnymi pod względem tematycznym warstwami (opisami powstania świata) jest rażącym pomieszaniem płaszczyzn przez wielu ateistów i racjonalistów, którzy kompletnie nie rozróżniają tych subtelnych, choć zasadniczych niuansów. Co do kwestii rozbieżności pomiędzy wiekiem ludzkości opisanym w Biblii, a tym proponowanym przez naukę, to można zastosować tu wyjaśnienie tego samego rodzaju co przedstawione przed chwilą w kwestii odmiennych (naukowych i biblijnych) opisów powstania świata. Nawet jeśli przyjmie się bardziej dosłownie wiek ludzkości proponowany przez Biblię, to naukowe propozycje służące do ustalania tegoż wieku nie mogą zdyskredytować chronologii biblijnej w tej kwestii, ponieważ nie są wystarczająco pewne.

                                                                         Jan Lewandowski, kwiecień 2006

 

1 Por. Michał Peter, Prehistoria biblijna, Poznań 1994, s. 79.

2 Tamże, s. 79.

3 „Nature”, tom 225, 7 marca 1970.

4 Por. Michał Peter, Prehistoria biblijna, dz. cyt., s. 72-73,79.

5 S. Gądecki, Archeologia biblijna, tom I, s. 54.



Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *