Czy Bóg jest zły? – manipulacje Karola Fjałkowskiego

Komentarz to dyskusji:

Pojęcie dobra i zła

Zanim przejdę do głównej części meritum, chciałbym pochylić się nad zagadnieniem zła i jego moralnej oceny. Pojęcie dobra i zła jest w pewien sposób uzależnione od światopoglądu i to co w jednym systemie jest złe, to nie koniecznie w innym musi być również odbierane jako zło. My jako chrześcijanie opieramy nasz system moralny na Słowie Bożym oraz na nauce Kościoła (którym jak wierzymy – kieruje Duch Święty), ponieważ wierzymy, że pochodzi to od Boga, który jest absolutem, a tym samym przyjmujemy założenie, że tylko Jemu jest najlepiej znane, co jest dobre, a co złe. Podejmując polemikę pomiędzy jednym a drugim światopoglądem warto zwrócić uwagę na możliwe różnice pomiędzy moralną oceną danego czynu, jak i należy przyznać, że znaczna część tego zbioru jest postrzegana podobnie. Konkretnym przykładem oceny moralnej czynu, która może być inaczej postrzegana przez chrześcijan i ateistów jest kwestia odbierania życia człowiekowi przez Boga, nad czym zagłębię się trochę bardziej w dalszej części tej polemiki.

Podobnie jak Fjałkowski uważam, że każdy z nas ma wrodzoną zdolność, lub może lepiej by było tutaj powiedzieć – jakąś wrodzoną intuicję, która podpowiada nam, co jest złem, a co jest dobrem. Dlatego też nikt z nas nie ma wątpliwości, że takie zachowania jak kradzież, pozbawienie życia, czy też kłamstwo, czy sprawianie czyjegokolwiek dyskomfortu jest złem. innymi słowy, gdybym zrobił tabelkę z dwiema kolumnami „ZŁO” i „DOBRO”, to nikt by nie miał wątpliwości, w którą kolumnę wstawić takie czyny jak: kradzież, zabójstwo, pomoc, poświęcenie, kłamstwo, prawdomówność, miłość, nienawiść itp.

Nikt z nas nie ma też wątpliwości, co do pewnych oczywistych wyborów, jeśli stajemy przed opcją oczywistego dobra i oczywistego zła – dla przykładu, jeśli mamy do wyboru, czy udzielić pomocy potrzebującemu, czy też wykorzystać sytuację i go okraść, to nie ma wątpliwości, że dobrem jest tutaj niesienie pomocy, a złem jest okradanie takiej osoby. Jednak prawdziwy problem zaczyna się wówczas, kiedy stajemy przed wyborem pomiędzy złem, a złem, oraz analogicznie – pomiędzy dobrem, a dobrem. I czasami rzeczywistość jest taka, że nie zawsze wybór zła powinien być negatywnie oceniony, ponieważ w sytuacji, kiedy wybieramy najmniejsze zło spośród wszystkich możliwych opcji (zaznaczam, że nie dokonanie żadnego wyboru i nie podjęcie żadnego działania też w rzeczywistości jest opcją wyboru), to taki wybór moim zdaniem należy ocenić jako dobro. Podobnie w sytuacji, kiedy mamy do wyboru albo bardzo wielkie dobro, albo bardzo małe dobro, to wybranie mniejszego dobra nie jest żadnym dobrem, ale raczej (w mojej ocenie) złem.

Takim dobitnym i chyba najbardziej jaskrawym przykładem ukazującym, że coś, co uchodzi za zło, może być ocenione jako dobro jest kłamstwo w celu udaremnienia innego i gorszego zła. Wyobraźmy sobie scenę z II wojny światowej, kiedy Niemcy wchodzą do naszego domu i zadają pytanie, czy przechowujemy tu jakiś Żydów, lub nie wiemy, gdzie oni mogliby się skrywać. W tej sytuacji bez wątpienia lepiej jest skłamać i powiedzieć, że „nie, nie przetrzymujemy i nie wiemy gdzie się skrywają”, niż powiedzieć prawdę i sprawić, że zginęliby niewinni ludzie.

Zdarzają się sytuacje, kiedy pewien czyn oderwany od swojego kontekstu sytuacyjnego ma prawo być oceniony jako oczywiste zło, ale w swoim kontekście jego ocena może być już inna, lub przynajmniej przestać być taką oczywistą, jak bez tego kontekstu. Niektórzy z państwa znają film pod tytułem „Znachor”, w którym sławny profesor medycyny ulega napaści, podczas którego doznaje urazu głowy, przez co zupełnie traci pamięć i świadomość tego, kim był w przeszłości. Tułając się trafił do jednego gospodarstwa i po jakimś czasie dał się poznać jako wybitnie utalentowany znachor. W pewnym momencie filmu wydarzyła się scena, w której jedna młoda dziewczyna uległa poważnemu wypadkowi, a lokalny lekarz odmówił jej udzielenia pomocy, stwierdzając, że jest ona nie do odratowania. Wówczas ten „znachor” UKRADŁ temu lekarzowi narzędzia chirurgiczne po to, aby móc samodzielnie ją zoperować i tym samym uratował jej życie. Jak widzimy – celowo podkreśliłem tutaj słowo „ukradł”. Przecież kradzież to jest oczywiste zło – nieprawdaż? Czy więc zatem ta kradzież powinna zostać oceniona jako zło? Gdyby nie ukradł, to pozwoliłby jej umrzeć – wówczas zaniechanie kradzieży doprowadziłoby też do zła, tyle że gorszego…

Skoro jestem przy kradzieży, to chciałbym pochylić się jeszcze nad problemem jej moralności. Nie muszę nikogo przekonywać, że jest to oczywiste zło, gdy ktoś zamiast podejmować uczciwą pracę, to zajmuje się okradaniem innych w celu zaspokojenia swoich potrzeb. Jednak wydaje mi się, że ocenianie tego jako zło w sytuacji, kiedy ktoś potrzebuje środków na przeżycie i nie ma możliwości zarobienia, lub jego uczciwa praca nie została uczciwie nagrodzona, to w tej sytuacji może to być dyskusyjne.

Jeśli weźmiemy taką kwestię jak pozbawienie wolności, czy też w innych systemach prawnych – biczowanie, czy karę śmierci, to oczywiście takie czyny w oderwaniu od swojego kontekstu należy uznać za złe, bo sprawiają jakiś ból i dodatkowe cierpienie. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę ich kontekst, że służą one wychowaniu społeczeństwa w celu odstraszenia od dokonywania przestępstw, wówczas mają prawo być ocenione jako dobre zarówno przez teistów, jak i ateistów.

Również może zdarzyć się sytuacja, kiedy prawdziwy kontekst nie jest znany, albo nie jest oczywisty. Wyobraźmy sobie sytuację, w której Kowalski kradnie pieniądze Nowakowi. I w tym przypadku Nowak nigdy ani nie oszukał Kowalskiego, ani też Kowalski nie potrzebował tego, aby móc przeżyć kolejny tydzień. Czyli to co może się nasunąć do głowy, to że czyn Kowalskiego jest czymś oczywiście złym. Jednak może zdarzyć się sytuacja, że Kowalski wiedział (podsłuchał), że Nowak należał do jakieś sekty i planował przekazać te pieniądze w celu zorganizowania zamachu terrorystycznego. Tak więc nie ukradł, aby się wzbogacić kosztem Nowaka, ale żeby chociaż częściowo udaremnić jego nikczemny czyn.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na konieczność państwa czujności przed różnymi manipulatorami, którzy bardziej lub mniej świadomie dokonują oceny moralnej na podstawie oceny samych czynów bez uwzględnienia ich kontekstu. Wyobraźmy sobie, że w tych powyższych scenach bohaterem jest ta sama osoba, która kłamała, by ocalić Żydów, która ukradła narzędzia, by uratować życie i dopuściła się przemocy, aby udaremnić morderstwo i jest sędzią sądu w procesie karnym, która wymierza karę złoczyńcom. Życie tej osoby przepełnione jest pięknymi i heroicznymi czynami, jednak przychodzi jakiś sceptyk i zaczyna głosić, że Kowalski jest zły, ponieważ kłamie, kradnie, pozbawia wolności i dopuszcza się przemocy…

 

Śmierć

Fjałkowski wielokrotnie podnosił zarzut, że Bóg karał śmiercią niewinnych ludzi takich jak dzieci Hioba czy też dziecko Dawida, które miał z żoną Uriasza, które przecież nic złego nie uczyniły, a jednak Bóg je zabił. Aby omówić tę kwestię chciałbym rozważyć dwie główne możliwości, jakie należałoby wziąć pod uwagę.

1. Pierwsza możliwość to taka, że chrześcijański Bóg istnieje, a tym samym – tak jak nas ten Bóg zapewnia – istnieje życie po śmierci.

2. Druga opcja to taka, że chrześcijański Bóg nie istnieje i wówczas możemy też założyć, że tak samo i życie po śmierci nie istnieje, czyli śmierć jest końcem naszego istnienia.

Jeśli przyjmiemy pierwsze założenie, a mianowicie to, że chrześcijański Bóg istnieje oraz istnieje życie po śmierci, to należy powiedzieć, że sama śmierć cielesna nie jest jeszcze żadną karą dla tego, kto umiera! Jego życie się w ten sposób nie kończy, ale ulega przemianie na swoją ostateczną formę, która w przypadku zbawienia jest o wiele lepszą formą, niż życie ziemskie. Więc tym samym z perspektywy Boga pozbawienie życia ziemskiego nie musi być od razu rozumiane jako kara. Śmierć cielesna może być karą lub ciężkim doświadczeniem dla osób bliskich. Może być też postrzegane jako kara, ale w innym sensie – jako środek karny odstraszający przed łamaniem prawa. W tej wizji śmierć może stać się karą, jeśli się okaże, że po tej śmierci nie dostępujemy zbawienia. W tym momencie zdaję sobie sprawę, że może być to trudne do zrozumienia również dla teistów, bowiem utarło się powiedzenie, że „życie ma się tylko jedno”, oraz znaczna większość z nas czuje się dobrze na tej ziemi i perspektywa zakończenia tej „sielanki” może przyprawiać nas o dreszcze. Jednak z Bożego punktu może to wyglądać inaczej, niż nam się wydaje.

Jeśli natomiast przyjmiemy tę drugą opcję (np. z ateistycznego modelu), że Bóg chrześcijański nie istnieje i nasza śmierć jest naszym definitywnym końcem, to wówczas tak – możemy przystać na to, że śmierć jest karą również dla tego, kto ginie. Jednak w tej wersji oskarżanie o to chrześcijańskiego Boga mija się z celem, bo przecież On w tej wersji nie istnieje… Więc tym samym nie można już go o nic obwiniać…

 

System wartości

Kolejną, trzecią rzeczą, którą chciałbym omówić, to zwrócenie uwagi na pewne niewłaściwe (a w zasadzie to niekompletne) założenia, jakie przyjął sobie Fjałkowski. A mianowicie on w tej debacie przyjął założenie, że „jeśli Bóg istnieje, jest wszechmocny, wszechwiedzący i Biblia jest Jego prawdomównym słowem, to oznacza, że wg samych tych biblijnych kryteriów można wykazywać, że Bóg jest zły”. Wszystko fajnie, tylko w takiej sytuacji jak najbardziej uprawnione jest narzucenie dodatkowych założeń, których powinniśmy się trzymać. A mianowicie, skoro Bóg istnieje, jest wszechwiedzący, wszechmocny i mówi prawdę w swojej Świętej Księdze, to również musimy mieć na uwadze Jego system wartości, ponieważ Bóg przy swoim postępowaniu ma prawo się kierować właśnie tym systemem wartości – a mianowicie powinniśmy wziąć pod uwagę, co dla Boga jest większym złem, a co jest mniejszym złem, co większym dobrem, a co mniejszym dobrem. Tym samym w Biblii odnajdujemy naukę, że gorszym od śmierci cielesnej jest życie w grzechu, ponieważ śmierć cielesna nie kończy naszego istnienia, lecz je przemienia, a grzech, egoizm, pycha, podłość itp mogą stać się przyczyną nieczystości na całą wieczność (na nieskończenie długi czas).

PAU Mt 10,28 Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, gdyż duszy zabić nie mogą. Bójcie się natomiast Tego, który i ciało, i duszę może oddać na potępienie.

Problem zła, grzechu i wolnej woli
Innym ważnym zagadnieniem wartym omówienia przed przystąpieniem do tej szczegółowej polemiki jest kwestia zła, grzechu i wolnej woli. Fjałkowski podnosi zarzut, że Bóg jest odpowiedzialny za zło i chce zla, ponieważ jego istnienie jest zgodne z Jego wolą.
Istnienie zła jest związane z tym, że Bóg chciał dać nam wolną wolę w wyborze pomiędzy dobrem, a złem. Gdybyśmy nie mogli wybrać zła, gdyby ono nie istniało, to wówczas byśmy mieli do wyboru tylko dobro (tak jak w tym dowcipie: „Kiedy miały miejsce pierwsze wolne wybory? Odp. W raju, kiedy Bóg przyprowadził Ewę do Adama i powiedział mu, żeby wybrał sobie kobietę„). Jest to podobne do paradoksu kamienia. Czy Bóg potrafiłby dać równocześnie wolną wolę i uniemożliwić nam czynienie zła? Nie da się tak. Albo jedno, albo drugie. Albo możliwość czynienia zarówno dobra i zła, ale za to mamy prawdziwą wolność, albo tej wolności nie mamy i jesteśmy automatami, które czynią tylko dobro.
Z pojęciem zła związane jest pojęcie grzechu. Naturą zaś grzechu jest to, że najczęściej kto inny go czyni, a kto inny najbardziej odczuwa jego skutki. Łatwo to pokazać na przykładzie kradzieży. Jeden dopuszcza się grzechu przez to, że kradnie, a ktoś zupełnie inny przez ten grzech cierpi, ponieważ został okradziony z owoców swojej uczciwej i ciężkiej pracy. Tym samym logiczną konsekwencją wolności jest to, że na świecie istnieje zło i cierpienie. Czy to oznacza, że Bóg tego chce? Moim zdaniem zdecydowanie nie chce, ale mając do wyboru: albo pozbawić nas wolności i w ten sposób zapobiec cierpieniu, albo dać nam wolność i spowodować cierpienie, to najwyraźniej wybrał opcję „dać wolność i spowodować cierpienie”. Gdyby nie było zła i cierpienia, to wówczas tak samo można by było zarzucić Bogu, że nie dał nam wolności!

Fjałkowski twierdzi, że wszechmogący Bóg czyni to co chce i spełnia swoją wolę i jednocześnie na świecie istnieje zło, to w sposób logicznie konieczny Bóg chce zła i istnienie zła jest zgodne z Jego wolą. To oznacza, że Bóg jest odpowiedzialny za każde zło, każdą krzywdę, każdą niesprawiedliwość, która jest na świecie.

 

– Problem ten omówiłem już na wstępie w podpunkcie zatytułowanym „Problem zła, grzechu i wolnej woli”. W tym miejscu może tylko dodam, że jeśli na świecie jest zło i istnienie zła jest zgodne z Jego wolą, to nie oznacza, że Bóg tego zła chce. Myślę, że można tutaj posłużyć się analogią. Jeśli ktoś ma kobietę, którą kocha i daje jej wybór: czy z nim zostać, czy odejść. Czy dając taki wybór oznacza, że ja chcę, aby ona odeszła? No nie. Ja jedynie chcę dać jej wolny wybór licząc się z tym, że również może niestety odejść.

 

I proszę państwa: Bóg Biblii przyjmuje pełną odpowiedzialność w tym zakresie. Ks. Wy 4: Kto czyni człowieka niemym, albo głuchym? Widzącym, albo niewidomym? Czyż nie ja – Pan? Pwp 32: Ja zabijam i Ja sam ożywiam. Ja ranię i ja sam uzdrawiam. Iz 45: Ja tworzę światło i stwarzam ciemności. Stwarzam pomyślność i stwarzam nieszczęście. Ja Pan czynię to wszystko.

Dz 4: Zeszli się przeciwko słudze Twemu Jezusowi: Herod i Poncjusz Piłat z poganami i pokoleniami Izraela aby uczynić to, co Twoja ręką i myśl zamierzyły.

 

– w rzeczywistości to Bóg może czynić skutki zła i skutki dobra, aby nam ukazać, co jest dobre, a co złe, jakie skutki za sobą niesie grzech. Jednak inicjatywę wyboru dobra lub zła pozostawia nam. Nie widzę powodu, aby kwestionować takie prawo Boga.

 

Pamiętając zatem, że Bóg mógłby wszystko zamierzyć i mógłby wszystko zupełnie inaczej zaplanować i wykonać, zobaczmy co jest zgodne z zamysłem Boga i czego dokonuje Bóg zgodnie ze swoją wolą na przestrzeni całej Biblii.

 

1. Bóg zabija i nakazuje zabijać. Pojedynczo i masowo. Całą ludzkość i całe narody. Ks. Rodzaju 7: Wody potopu podniosły się ponad góry. Wszystkie istoty poruszające się na ziemi, których było wielkie mnóstwo wyginęło wraz ze wszystkimi ludźmi.

Pwt 7: Bóg mówi do Izraelitów: Gdy Pan wprowadzi cię do ziemi Kanaan, byś ją posiadł, Pan odda tobie liczne narody. Ty je wytępisz i nie okażesz im litości.

 

Kwestię uśmiercania przez Boga omówiłem na wstępie, gdzie pokazywałem, że z chrześcijańskiego punktu widzenia samo pozbawienie życia nie jest jeszcze karą dla tego, kto umiera, ponieważ ludzkie istnienie się w ten sposób nie kończy, ale przybiera swoją ostateczną formę. W tym miejscu skoncentruję się na tym problemie od trochę innej strony. Przypuszczam, że Fjałkowski dokonuje tutaj moralnej oceny zabijania na podstawie biblijnej koncepcji zła, która przecież sama formułuje prawo „Nie zabijaj”. Więc tym samym Bóg najpierw mówi „nie zabijaj”, po czym sam zabija… Aby zrozumieć sens prawa „nie zabijaj”, posłużę się analogią ze współczesnego prawa karnego, które w Kodeksie Karnym formułuje taki przepis:

 

Art. 189.

§1. Kto pozbawia człowieka wolności, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§2. Jeżeli pozbawienie wolności trwało dłużej niż 7 dni, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.

 

Widzimy, że pozbawienie wolności jest zabronione i surowo karalne. Czy to oznacza, że ten przepis dotyczy również wymiaru sprawiedliwości? Otóż nie! Wymiar sprawiedliwości jak najbardziej jest uprawniony do stosowania kary pozbawienia wolności. Ten przepis dotyczy tylko SAMOWOLNEGO pozbawiania wolności niezgodnego z prawem. Tak samo było w kwestii zabijania w Starym Testamencie. Warto tutaj dodać, że kara śmierci była ówczesnym standardem, powszechnie akceptowanym i oczywiście uzasadnionym środkiem karnym, którego celem było odstraszenie przed rażącym pogwałceniem prawa. Wówczas inne środki karne, jakie mamy dzisiaj (np. więzienia) były albo nieobecne, albo bardzo mocno ograniczone.

 

W tym miejscu również chciałbym się odnieść do rozważań poczynionych na wstępie – kwestia mniejszego zła i kwestia systemu wartości. Otóż nic nas nie uprawnia do oceny moralnej czynu, jeśli nie jesteśmy pewni kontekstu tego czynu – czy osoba, która tego czynu dokonała nie kierowała się wyborem mniejszego zła. W żaden sposób nie możemy być pewni, że zaniechanie takiego działania nie doprowadziłoby do innego rodzaju zła, który w Bożym systemie wartości przewyższyłby zło takie jak np. nakaz zabijania Kananejczyków.

 

Do tego zagadnienia można podejść jeszcze od innej strony, o czym pisałem przy innej okazji w artykule „Dlaczego starotestamentalny Bóg kazał mordować kobiety i dzieci?2

W tym podejściu chodzi o to, że Bóg zezwalał na tego typu brutalne zachowania nie dlatego, że w jego oczach uchodziły za wzór doskonałości, ale może dlatego, że temu ówczesnemu ludowi na tym etapie nie dało się wszczepić zasad doskonałej świętości znanych jako „nastawianie drugiego policzka”. W czasach starożytnych prawo zabijania, mordowania, gwałtów, tortur i zemsty uchodziły za „święte” i oczywiste prawa wojenne. Może w tej sytuacji Bóg stanął przed wyborem: „albo przyzwolę częściowo na to bezprawie, a w międzyczasie będę kształtował ich moralność stopniowo, lub też od razu narzucę zasady doskonałej świętości i oni to odrzucą po całości i wówczas totalnie pogrążą się w bezprawiu”. O starożytnych Izraelitach czytamy, że był to lud o twardym karku (Wj 33, 3–5), a Jezus odpowiadając Faryzeuszom na zarzut, dlaczego Mojżesz nie wprowadził tych zasad doskonałej świętości w kwestii nierozerwalności małżeństwa odpowiedział, że Mojżesz uczynił to ze względu na zatwardziałość ich serca (Mt 19,3-9).

Bóg nakazuje i pomaga kraść. Wy 12: W noc wyjścia z Egiptu synowie Izraela uczynili tak, jak im nakazał Mojżesz i wypożyczali od Egipcjan przedmioty srebrne i złote oraz szaty. Pan wzbudził życzliwość Egipcjan dla Izraelitów i pożyczyli im. W ten sposób Izraelici złupili Egipcjan.

 

– w takiej sytuacji możemy również uznać, że urząd komorniczy jest niemoralny, a komornicy to złodzieje. W pierwszym rozdziale ks. Wyjścia czytamy, że Egipcjanie obłożyli Izraelitów ciężkimi robotami. W naszych warunkach, gdy dojdzie do takiej sytuacji to mamy możliwość wytoczyć powództwo cywilne i domagać się stosownego wynagrodzenia za przymusową pracę. Jeśli sprawę wygramy i dłużnik nie chce oddać po dobroci, mamy prawo zwrócić się do komornika w celu wyegzekwowania należności. Wiec czym miałaby się różnić taka sytuacja od tego, co miało miejsce w Starym Testamencie? Wymiar sprawiedliwości (czyli w tym przypadku Bóg) orzekł, że należy się odszkodowanie za przymusową pracę (już nic nie mówiąc o mordowaniu ich dzieci) i tym samym wyznaczył metodę egzekucji należności. Dlaczego mielibyśmy uważać, że tego typu postępowanie Boga jest mniej moralne od współczesnej egzekucji komorniczej?

 

> Bóg zezwala i nakazuje niewolnictwo – również seksualne. Kpł 25: Niewolników będziecie kupowali od narodów, które są naokoło was. Także będziecie kupowali dzieci i będą waszą własnością. Zostawicie ich w spadku waszym synom, aby ich posiadali na własność. Liczb 31: Wg rozkazu Pana Izraelici wyruszyli przeciw Mawianitom. Pozabijali wszystkich mężczyzn, uprowadzili w niewolę kobiety i dzieci i zagarnęli jako łup cały majątek. Rozgniewał się Mojżesz: Jakże mogliście zostawić przy życiu kobiety? Zabijecie spośród dzieci wszystkich chłopców, a wśród kobiet te, które już obcowały z mężczyzną. Wszystkie dziewczęta zaś, które nie obcowały z mężczyzną, zostawicie dla siebie przy życiu.

 

 

– Owszem, jest to dość trudne zagadnienie, lecz wyjaśnieniem może być to, co napisałem powyżej w kwestii przyzwolenia na jakąś brutalność, która była uznawana jako „święte” prawo wojenne. Jeśli mamy traktować Biblię jako całość (nie dzieląc na Boga Starego Testamentu i Boga Nowego Testamentu – a tak w tym przypadku robi to Fjałkowski), to widzimy że nawet przyzwolenie na poligamię i rozwody nie są zamysłem Boga, lecz co najwyżej Jego przyzwoleniem ze względu na zatwardziałość serc tego ludu (Mt 19:8, Mk 10:5), ponieważ przy „wypełnieniu” czasu zostały one całkowicie zakazane. Tak więc trzeba mieć na uwadze, że ten lud wcale nie był chętny na przyjęcie tych zasad doskonałej świętości, jaką chcieliby wszczepić im Bóg i Mojżesz, o czym pisałem wyżej. Branie branek wojennych było powszechnym prawem wojennym, w którym raczej ciężko doszukać się jakichkolwiek ograniczeń. Były one traktowane jak niewolnice, z którymi można było robić wszystko, co tylko się chciało – nic nie chroniło takich kobiet, które były gwałcone bez ograniczeń i poniewierane przez wielu żołnierzy, brane w niewole, a potem albo sprzedawane, albo zabijane. Gdyby prawo Mojżeszowe ani trochę nie zezwalało na to, co było wówczas „oczywistym standardem”, to nie wykluczone, że ten lud całkowicie by odrzuciłby to prawo i pogrążyłby się w takim bezprawiu, jak inne pogańskie ludy. Dlatego też Prawo Starego Testamentu uregulowało i tę kwestię:

 

BT, Pwt 21,10-14 Jeśli wyruszysz na wojnę z wrogami, a wyda ich Pan, Bóg twój, w twoje ręce i weźmiesz jeńców, (11) a ujrzysz między jeńcami kobietę o pięknym wyglądzie i pokochasz ją, możesz ją sobie wziąć za żonę (12) i wprowadzić do swego domu. Ona ogoli swą głowę, obetnie paznokcie (13) i zdejmie z siebie odzież branki. Zamieszkawszy w twym domu, opłakiwać będzie swego ojca i matkę przez miesiąc. Potem pójdziesz do niej, zostaniesz jej mężem, a ona twą żoną. (14) Jeśli ci się przestanie podobać, odeślesz ją, gdzie zechce, nie sprzedasz jej za srebro ani nie obejdziesz się z nią jak z niewolnicą, ponieważ obcowałeś z nią wbrew jej woli.

Przeczytaj jeszcze  Żebrowski obala "Jezus nie może być autorytetem" Karola Fjałkowskiego

Żeby uświadomić sobie, jak trudno czasem jest narzucić jakiemuś opornemu ludowi prawo, to warto zwrócić uwagę na chociażby taką kwestię jak bałwochwalstwo, które w Starym Testamencie było zakazane pod surowymi konsekwencjami, a mimo tego ten lud i tak to notorycznie łamał, mimo iż nie ma jakiegoś naturalnego i silnego pociągu do bałwochwalstwa, jak w przypadku popędu płciowego.

Bóg posługuje się kłamstwem i dopuszcza kłamstwo:

Ez 14: Gdyby prorok dał się zwieść i przemawiał, oto ja Pan – zwiodłem tego proroka. 2 Tes 2: Pojawieniu się antychrysta towarzyszyć będzie działanie szatana wśród fałszywych cudów. Na tych, którzy ginął, Bóg dopuszcza działanie oszustwa, tak iż uwierzą kłamstwu.

– Myślę że tutaj można by się posłużyć powiedzeniem, że jak Bóg chce kogoś ukarać za złe wybory dokonane w wolności, to odbiera im rozum. Ci którzy giną i wierzą kłamstwu to w rzeczywistości mogło byś spowodowane tym, że wybrali zło zamiast dobra. Innymi słowy – odebranie rozumu nie jest przyczyną wybrania zła, ale jego konsekwencją.

Bóg bezwzględnie posługuje się ludźmi i nie jest dla Niego ważne, że niewinni cierpią dla realizacji Jego zamierzeń. W ks. Wyj Bóg celowo czyni serce Faraona upartym, żeby móc zesłać na cały naród plagi: grad, szarańczę, a w końcu żeby zabić wszystkich pierworodnych w ziemi Egipskiej.

Tak jak wyżej. Uczynienie serca zatwardziałym nie jest przyczyną wybrania zła, ale jego konsekwencją. Faraon wybrał zło, więc Bóg pozbawił go zdolności strategicznego myślenia. Być może Bóg chciał w ten sposób pokazać Narodowi Wybranemu swoją Potęgę, aby wzbudzić ich zaufanie, pokazać im Swoją moc i tym samym dać im poczucie bezpieczeństwa.

Zabójstwo pierworodnych – to o czym pisałem na wstępie. Śmierć nie jest doświadczeniem dla tych, którzy umierają, ale dla ich najbliższych.

W księdze Hioba Bóg zakłada się z szatanem, czy Hiob czci go tylko za to, że jest szczęśliwy i bogaty. Żeby się przekonać, Bóg zezwala szatanowi zesłać na zupełnie niewinnego Hioba i sprawiedliwego Hioba straszliwe cierpienia, w tym pod gruzami zawalonego domu ginie 10-ro dzieci Hioba jeszcze bardziej nie związanych z tym zakładem.

Król Dawid uwiódł mężatkę Batszebę i zabił jej męża Uriasza. W jaki sposób Bóg ukarał Dawida? Żony Dawida zostały publicznie zgwałcone, a syn, którego urodziła Batszeba – zachorował i umarł (ks Sam. 12).

– Po pierwsze, to warto wspomnieć o tym, że większość znanych mi badaczy Pisma Świętego nie uważają księgi Hioba za realny epizod, który wydarzył się w rzeczywistości. Jest to pewne opowiadanie (podobnie jak np. historia o potopie), która raczej nie wiele ma wspólnego z realnymi wydarzeniami, ale raczej zostały stworzone, aby ukazać pewne prawdy natury moralnej i egzystencjalnej.

Jeśli chodzi natomiast o śmierć dzieci, to tak jak wspomniałem na wstępie. Śmierć nie jest doświadczeniem dla tego, kto umiera, ale dla jego bliskich.

Motyw publicznego i brutalnego zgwałcenia żon Dawida nie jest taki oczywisty, jak przedstawia to nam Fjałkowski. Biblia ukazuje nam to jak wyrocznię Bożą, w której żony (lepszym określeniem jest tu „harem”) miałyby być odebrane Dawidowi i oddane innemu, który z nimi miałby obcować (2 Sam 12,11), co też tak się stało (2 Sam 16-21-22). Więc nie ma tutaj takiej pewności, że wiązało się to z jakimś ich wielkimi katuszami z powodu grzechu Dawida, bo Biblia nigdzie nie mówi, czy te kobiety strasznie cierpiały z nowym władcą, a z poprzednim to było im lepiej, czy też może przypadkiem nie było akurat odwrotnie.

 

W ew. Marka r. 14 Jezus mówi o Judaszu: Biada temu człowiekowi, przez którego syn człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził. A mimo tego Bóg pozwolił, aby Judasz się narodził, wykonał, to co Bóg zaplanował, żeby wykonał, a następnie go za to ukarał. Tak obchodzi się Bóg Biblii z ludźmi.

 

– Nie rozumiem. Bóg miałby pozwolić, aby mogli się narodzić tylko ci, którzy będą dobrzy? Czyli w tej sytuacji wszyscy musieliby być dobrzy i nie powinien być możliwy taki przypadek, w którym ktoś mógłby wybrać zło… Dalej tego wątku nie ma co rozwijać, bo temat wolnej woli omówiłem wcześniej.

Nie wiem skąd Fjałkowski wywnioskował, że Judasz wykonał, to co Bóg zaplanował? W dziele zbawienia Judasz nie był absolutnie do niczego potrzebny! Jedyne co on zrobił, to wskazał miejsce pobytu Jezusa – czyli coś, co spokojnie mogłoby się również dokonać zupełnie bez jego udziału – jest to tak błaha rzecz w dziele zbawienia, że aż śmieszna… Niestety niewiele wiemy na temat Judasza, oprócz tego, że był złodziejem (J 12,6 – przypuszczam, że tego Bóg również nie planował), no i jeszcze wiemy, że był tym, który najbardziej się wyrwał z krytyką kobiety, która namaściła nogi Jezusowi drogim olejkiem (J 12,4), a gdy Jezus wziął stronę kobiety, a nie jego, to czytamy, że bezpośrednio po tym epizodzie Judasz postanowił Go wydać (Mk 14,10). No i oczywiście to, co jest powszechnie znane tym, którzy mieli cokolwiek do czynienia z wiarą chrześcijańską, że był jednym z 12 apostołów, zdradził Jezusa za 30 srebrników, wydał Go pocałunkiem, potem żałował tego co zrobił, zwrócił srebrniki i poszedł się powiesić. Jedyny „pozytywny” aspekt w tej jego historii, to jest to, że żałował i zwrócił srebrniki (być może zszokowało go to, że Jezus nazwał go „przyjacielem”, a nie „zdrajcą” mimo tej zdrady). Lecz mimo tego „żalu” śladu nawet nie widać, aby Judasz chciał przebaczenia, żeby chciał o nie poprosić (właśnie to „przyjacielu” powinno być odebrane jako sygnał o gotowości do przebaczenia, oraz powinien znać naukę o tym, że Bóg przebacza każdy grzech nawet „77 razy” i nawet 10000 talentów (gdzie jeden talent to równowartość 25-50 kg złota), o ile i człowiek o to poprosi i przebacza swoim braciom [Mt 18,21-35; Mt 6,12]). Może najwyraźniej zamiast zamiast tego przebaczenia, wolał się powiesić… Może zwyczajnie Bóg nie przebacza tym, którzy tego przebaczenia nie chcą, ani nawet myślą, aby o nie poprosić. Z drugiej strony sama Biblia nie mówi nam jednoznacznie, co się stało z Judaszem po śmierci, więc opierając się wyłącznie na Biblii nie możemy wysnuwać wniosku, czy na pewno został potępiony.

 

Bóg rozpamiętuje się w swojej nienawiści, gniewie, w krwawej zemście na tych, którzy nie są Mu posłuszni. Nh 1: Zazdrosnym i niszczącym Bogiem jest Pan. Mścicielem jest Pan i władcą pełnym gniewu, Pan mści się nad swoimi wrogami i długo się gniewa na swoich nieprzyjaciół.

Jr 13: Królów, kapłanów, proroków, oraz wszystkich mieszkańców Jerozolimy bezwzględnie, bez litości, bez miłosierdzia wyniszczę ich. Pwt 32: Zgromadzę na nich nieszczęścia, wypuszczę na nich swe strzały, wzmoże ich głód, gorączka ich strawi i złośliwa zaraza. Wbiję w nich kły dzikich zwierząt z jadem tych, co pełzają w prochu. Na dworze miecz będzie ich pozbawiał dzieci. A przerażenie po domach tak młodzieńców jak panny, niemowlę ssące i starca. Miecz błyszczący wyostrzę i wyrok wykona ma ręka. Upoję krwią moje strzały, mój miecz napasie się mięsem, krwią poległych i uprowadzonych, głowami przywódców nieprzyjacielskie

To są oczywiście bardzo nieliczne z bardzo wielu wypowiedzi Boga tego rodzaju – i w stosunku do Izraela i w stosunku do narodów pogańskich.

Jedną z dobrze znanych form utrzymania praworządności jest zagrożenie karą. System kar nie koniecznie musi wynikać z chęci zemsty, ale jako środek odstraszający przed łamaniem prawa i wymuszeniem jego respektowania. Dobrze znanym sposobem wymuszenia praworządności w tej materii, w której tę praworządność ciężko narzucić jest zaostrzenie kary (np. przestępstwo skarbowe może się wiązać nawet z milionowymi karami – tak robi ustawodawca, aby odstraszyć przed łamaniem prawa, które jest trudne do narzucenia dla obywateli).. Gdyby nie istniało żadne surowe prawo karne, wówczas społeczeństwo żyłoby w o wiele większym zagrożeniu, że zostaną zaatakowani, ograbieni i zamordowani. Właśnie prawo karne zostało nam dane aby nas chronić przed złoczyńcami, aby ograniczyć do minimum zagrożenie, że inni nas bezkarnie okradną, pobiją, zabiją, wykorzystają seksualnie, zastosują zbyt surową zemstę z byle błahego powodu, nie będą czuli potrzeby zachowania należytej ostrożności i narażą nas na różne szkody.

 

A po tych wszystkich wielkich dziełach, które Bóg czyni w życiu doczesnym, Bóg przygotował piekło. Biblia opisuje piekło, jako niekończące się cierpienie w płomieniach: Łk 16, ogień wieczny (Mt 25), jezioro ognia, jezioro gorejące ogniem i siarką, w którym ludzie cierpieć będą katusze we dnie i w nocy na wieki wieków – (Ap 20 i 21).

 

Moim zdaniem niewątpliwie większym złem byłoby stworzyć rzeczywistość bezprawia, w którym surowe kary są oczywistą fikcją i nikt nie ma wątpliwości, że w realu nie istnieją. A bezprawie rozkwita szczególnie tam, gdzie zanika karalność. W każdym cywilizowanym społeczeństwie istnieje prawo karne karzących złoczyńców. I co więcej, dominuje zasada znana jako „Ignorantia iuris nocet”, czyli „Nieznajomość prawa szkodzi”. I takie są realia w naszej rzeczywistości – niezależnie od tego, czy znamy prawo. czy nie znamy, czy się z nim zgadzamy, czy nie zgadzamy, czy wierzymy w realność kary, czy nie, to kara istnieje i w przypadku szczególnie rażącego naruszenia tego prawa można liczyć się nawet z karą dożywotniego pozbawienia wolności (lub w niektórych systemach prawnych nawet karą śmierci). Czyli z ateistycznego punktu widzenia mamy tutaj karę trwającą aż do końca istnienia złoczyńcy. I w tym momencie trudno doszukać się jakiś przekonujących argumentów przemawiających przeciwko słuszności istnienia takiego prawa karnego. Gdyby taka kara nie istniała, albo nie była dostatecznie surowa, to wówczas zagrożenie wynikające z rażącego łamania prawa byłoby znacznie większe, o czym pisałem wyżej.

Gdyby nie był zagrożenia surowej kary wówczas mogłoby się okazać, że znalazłoby się o wiele więcej osobników, którzy za nic mają prawo naturalne i postępują na zasadzie „hulaj dusza, piekła nie ma” – a tutaj wystarczy tylko nieznaczny procent takich typów, aby przemienić życie uczciwych ludzi w piekło. Wówczas moglibyśmy mieć pretensję do Boga, że nie zrobił niczego, co choć trochę i choć niektórych by powstrzymywało przed nieprawością.

My chrześcijanie (a przynajmniej my – katolicy) wierzymy w realność piekła, ponieważ dajemy wiarę w Bożą prawdomówność, wiarę w nieśmiertelność duszy, oraz jesteśmy przekonani, że Bóg nie da się z Siebie naśmiewać (Ga 6,7). No i tak jak wspomniałem wyżej – w tej materii, w której tę praworządność trudno narzucić, jest zaostrzenie kary.

 

Proszę państwa – znaczna większość ludzi znajdzie się w piekle. Mt 7: Szeroka jest brama i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest tych, którzy ją znajdują. Mt 22: Wielu jest powołanych, lecz mało wybranych. Łk 12: Nie bój się mała trzódko, gdyż spodobało się ojcu waszemu dać wam królestwo.

 

Ta „znaczna większość” to co najwyżej wynik wnioskowania Fjałkowskiego, nic więcej. W systemie karnym nie ma systemu zero-jedynkowego – tzn. albo dożywocie, albo nieskazitelna niewinność. Są jeszcze stany pośrednie – od upomnienia i nagany, poprzez mandaty i grzywny, przeróżnych środków karnych, areszt 30-to dniowy, pozbawienia wolności od kilku miesięcy do kilku, kilkunastu, 25 lat, a na dożywociu skończywszy. Jak ktoś znajduje złą drogę i nią kroczy, to nie oznacza od razu, że zostanie potępiony. Nawet i w tej sytuacji z przypowieści każdy ma możliwość wrócić się do punktu wyjścia i pójść tą właściwą drogą z poczuciem jednak straconego czasu i niepotrzebnego dodatkowego wysiłku na przemarsz w tę i z powrotem niewłaściwą drogą. Jezusowa nauka nie mówi tutaj wcale o tym, że nieliczni są przeznaczeni na zbawienie, ale to, czy kroczymy drogą zbawienia, czy potępienia zależy tylko i wyłącznie od naszej decyzji i jaką drogę wybierzemy. Sam przecież daje wskazówkę, aby wejść przez ciasną bramę i kroczyć wąską ścieżką („Wchodźcie przez ciasną bramę […]” Mt 7,13). Jezus znając życiowe realia ma też tutaj świadomość, że większość ludzi woli pójść na łatwiznę wybierając drogę egoizmu i grzechu. Jednak nie zapominajmy o tym, że nie tylko naucza o wiecznej, ale również o skończonej karze za grzechy. Mówi np. że jeśli ktoś znając wolę Pana uczyni coś karygodnego, odbierze wiele razów, a ktoś kto nie zna woli Pana, odbierze niewiele razów (Łk 12,47-48). Święty Paweł również nauczał, że jeśli czyjeś dzieło nie zostało zbudowane na Chrystusowym fundamencie, lecz na jakieś przysłowiowej słomie i tym samym przy przysłowiowej próbie ognia spłonie, ten też może być zbawiony, jednak tak jakby przez „ogień” (1 Kor 3,11-15). Tym samym każdy rodzaj kary o skończonym czasie trwania (powyżej zera i poniżej nieskończoności) nie jest jeszcze wiecznym potępieniem. Nie zapominajmy również o tym, że Bóg odpuszcza nam nasze grzechy zawsze i bezwarunkowo, jeśli tylko Go o to poprosimy, żałujemy swoich grzechów. Sam powiedział: „Komukolwiek odpuścicie grzechy, będzie odpuszczone, a komu zatrzymacie, będzie zatrzymane” (J 20,23) i nie formułuje tutaj żadnych warunków, wyłączeń i wyjątków, nie robi ograniczeń do grzechów lekkich, lub co najwyżej średnio ciężkich – decyzję o odpuszczeniu wszystkich rodzajów grzechów powierzył apostołom i Kościołowi. Warto przypomnieć również postać dobrego łotra, któremu Jezus zapowiedział, że „Dziś będziesz ze mną w raju” gdy ten wyraził swoją skruchę i wiarę na chwilę przed swoją śmiercią (Łk 23,39-43).Więc kroczenie złą drogą, choć w praktyce jest wybierana przez większość, nie musi kończyć się tragicznym finałem potępienia wiecznego, choć nie można zaprzeczyć temu, że w rzeczywistości wybranie takiej drogi z pewnością nie jest opłacalne z punktu widzenia wieczności.

Dalej Fjałkowski kontynuuje swoje rozważania:

Co nas prowadzi do sprawy, która najlepiej pokazuje, że Bóg Biblii jest zły, mianowicie do chrześcijańskiej tzw dobrej nowiny o zbawieniu dzięki ofierze Jezusa na krzyżu. Na wstępie trzeba koniecznie zauważyć, że gdyby dobry Bóg chciał przebaczyć komuś grzechy, to po prostu je przebaczył. My grzeszni ludzie ze swoją upadłą naturą potrafimy wybaczać sobie nawzajem, nawet jeśli żadne zadośćuczynienie nie jest możliwe z drugiej strony. U Boga Biblii działa to zupełnie inaczej. Ponieważ zapłatą za grzech jest śmierć (Rz 6), bo bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów (Hbr 9). Ale nie możliwe jest, żeby krew ofiar ze zwierząt trwale usuwała grzechy, dlatego Bóg ustanawia ofiarę z człowieka i na mocy tej Jego woli uświęceni jesteśmy przez ofiarę ciała Jezusa Chrystusa raz na zawsze (Hbr 9). Chrześcijanie mówią, że Bóg nie mógł po prostu odpuścić grzechów, musiał kogoś zabić, żeby okazać się sprawiedliwym. Ale żeby okazać się miłosiernym, to zamiast nas, zabił swojego syna. Tymczasem odkupienie zastępcze, to nie jest ani sprawiedliwość, ani miłosierdzie, tylko dodanie jednej niesprawiedliwości do drugiej. Nie tylko winny i zasługujący na gniew unika kary, ale dodatkowo niewinny ponosi karę za cudze winy, którymi został obarczony. Nawet sama Biblia potępia taki pomysł. Ks. Przysłów 17,15: Kto bezbożnego uwalnia i kto skazuje niewinnego – obydwaj są odrazą dla pana – a dokładnie na tym polega odkupienie zastępcze.

 

Przyznam się szczerze, że nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe, na dzień dzisiejszy nie potrafię w sposób prosty, jasny, klarowny i zrozumiały dla innych wyjaśnić sens ofiary Jezusa na krzyżu. Jednak moim zdaniem interpretacja tego problemu przez Fjałkowskiego jest wyjątkowo płytka. Autor listu do Hebrajczyków ukazuje adresatom mękę i śmierć Jezusa Chrystusa jako analogię do starotestamentalnej ofiary przebłagalnej za grzechy ludu. Wykorzystuje tutaj to podobieństwo, aby im uświadomić, że wpisuje się ona w tę ideę starotestamentalnej ofiary z tą różnicą, że jest o wiele bardziej doskonała i tym samym powinna całkowicie ją zastąpić – i do tego właśnie autor Listu do Hebrajczyków chce adresatów przekonać. Autor tego listu przyjmuje tok rozumowania charakterystyczny dla Hebrajczyków i ich utartych zwyczajów, dla których to oczywistym było, iż bez rozlania krwi nie ma odpuszczenia grzechów. Więc na dobrą sprawę nie ma pewności, czy celem samym sobie był ten rytuał rozlania krwi niewinnej, jako coś, co Bóg potrzebował, aby odpuścić grzechy, czy raczej śmierć Jezusa została ukazana jako coś, co się wpisuje w Żydowski rytuał odpuszczenia grzechów, ofiarę na przebłaganie za winy ludu.

 

Kolejna rzecz to taka, że przecież Bóg Ojciec Jezusa nie zabił, ani nie skazał! Zabili go Faryzeusze i uczeni w Piśmie, a nie Bóg. Ta właśnie wytrwałość w świętości i bezgrzeszności, oparcie się ostatniemu i finalnemu kuszeniu szatana („zejdź z krzyża, a uwierzymy w ciebie”) oraz posłuszeństwo Jezusa aż do takiej dramatycznej śmierci zadanej przez Jego oprawców, stała się ofiarą dla zbawienia świata. Oprócz tego należy przypomnieć że wg naszej wiary to przecież Jezus jest Bogiem, oraz tej ofiary nie złożył wbrew Swej woli, ani pod przymusem, lecz zrobił to dobrowolnie (J 10:18)! Sam też udał się do Jerozolimy mając świadomość, co Go tam czeka.

 

Kolejny punkt to taki, że z perspektywy Bożej to ani śmierć cielesna nie jest jeszcze karą, ani pozostanie przy życiu doczesnym nie jest żadnym uniknięciem należnej kary. Momentem, w którym człowiek może się finalnie spotkać ze sprawiedliwością Bożą, jest chwila jego śmierci cielesnej. Fragment z Księgi Przysłów mówi o zupełnie innej sytuacji – dotyczy to niegodziwych sędziów, którzy w procesie karnym świadomie wydają niesprawiedliwy wyrok skazujący na ludziach niewinnych jak i wyrok uniewinniający dla złoczyńców. Natomiast Boski sąd ma swój finał po śmierci, a nie w trakcie życia.

 

No i ostatni punkt dotyczący tego ustępu, to zwrócenie uwagi na zdumiewającą wypowiedź Fjałkowskiego, że to ludzie (a szczególnie jak mniemam – ateiści) potrafią sobie wspaniałomyślnie i bezinteresownie wybaczać krzywdy, a nie Bóg Biblii. Trudno mi oceniać, jak to wygląda w praktyce u ateistów, ale jedyne co mi przychodzi do głowy jako kontrast, to np. filmy nakręcone w duchu tzw. „neutralności światopoglądowej” w których jako oczywisty i powszechny standard zachowania najczęściej przebija się chęć zemsty, która niejednokrotnie staje się głównym życiowym celem głównego bohatera. Z motywem heroicznego przebaczenia spotykałem się w miażdżącej większości zarówno w filmach nakręconych z perspektywy chrześcijańskich wartości, jak i różnych opowieściach realnych epizodów, w których ludzie w imię Chrystusa wybaczali winy ciężkiego kalibru jak np. zabójstwo dziecka. Z kolei twierdzenie, że Bóg nie potrafi wybaczać zakrawa chyba o jakąś kpinę! Jezus z krzyża modli się za swoimi oprawcami, żeby Bóg im wybaczył, bo nie wiedzą, co czynią (Łk 23:34). Uczniom przekazuje misję odpuszczenia grzechów na zasadzie „komukolwiek i cokolwiek odpuścicie, będzie im odpuszczone” (J 20,23). Jezus nakazuje nam odpuszczać winy 77 razy dziennie (w domyśle: „nieskończoność”) i równocześnie wskazuje, że Bóg odpuszcza grzechy tak samo, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom (Mt 18,21-22 i Mt 6,12) – z czego nasuwa się oczywisty wniosek, że Bóg nam też jest skłonny odpuścić winy 77 razy dziennie, jeśli tylko o to się zwrócimy, żałujemy i przebaczymy swoim winowajcom. Jezus w swojej przypowieści (Mt 18,23-35) ukazuje, że Bóg jest w stanie jednym ruchem ręki wybaczyć winę tak niewyobrażalną, jak niewyobrażalnie wielki majątek stanowi 10 000 talentów (jeden talent był uznawany za skarb o wartości pomiędzy 25 a 50 kg złota). I nawet brakuje tutaj miejsca, aby opisać wszystkie przejawy Bożego przebaczenia takie jak np. przypowieść o synu marnotrawnym, zagubionej drachmie, wątek dobrego łotra itp.

 

Ale nie to jest najgorsze. Pojawia się pytanie: kto i na jakich zasadach może skorzystać z odkupieńczej śmierci Chrystusa, żeby być zbawionym od piekła? Otóż Biblia jednoznacznie naucza, że na skutek grzechu pierworodnego Adama i Ewy natura ludzka jest całkowicie pogrążona w skłonności do grzechu do tego stopnia, że nikt własnym staraniem nie może osiągnąć zbawienia. J 8: Każdy kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. Rz 6: Dążność ciała wroga jest Bogu, nie podporządkowuje się bowiem prawu Bożemu, ani nawet nie jest do tego zdolna. 1 Kor 2: Człowiek zmysłowy nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać. List do Ef 2: I wy byliście umarłymi na skutek waszych występków i grzechów. Także my wszyscy postępowaliśmy niegdyś wg żądz naszego ciała i byliśmy potomstwem z natury zasługującym na gniew jak i wszyscy inni. Rz 3: Tak Żydzi jak i poganie są pod panowaniem grzechu. Nie ma sprawiedliwego, nawet ani jednego. Nie ma rozumnego, nie ma, kto by szukał Boga. Nie ma takiego, kto dobrze czyni. Ani jednego. Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej. Cały świat musi się uznać winnym wobec Boga, jako że z uczynków prawa żaden człowiek nie może dostąpić usprawiedliwienia w Jego oczach.

 

Przeczytaj jeszcze  Czy Bóg istnieje? - debata Wojtysiak vs. Fjałkowski

Któż zatem może być zbawiony? Proszę państwa, ponieważ człowiek z natury jest całkowicie niezdolny osiągnąć zbawienie, zbawienie jest koniecznie, całkowicie inicjatywą i aktem wyłącznie Boga: Mt 11: Nikt nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić. J6: Nikt nie może przyjść do mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który mnie posłał. 1 Kor 12: Nikt nie może powiedzieć bez pomocy Ducha Świętego: Panem jest Jezus. Flp 2: Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia i działania zgodnie z Jego wolą. Bóg nas – umarłych na skutek występków razem z Chrystusem przywrócił do życia. Łaską bowiem jesteście zbawieni. A to pochodzi nie od Was, lecz jest darem Boga. Jesteśmy Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie. Rz 9.

 

To prawda, że człowiek nie jest w stanie samodzielnie zasłużyć sobie na zbawienie, ale to w żaden sposób nie oznacza, że nie może nic zrobić, aby tego zbawienia dostąpić i że to jest tylko i wyłącznie zależne od upodobania Boga. To jest ewidentnie bzdura! Święty Paweł niemalże grzmi, że człowiek nie jest w stanie zasłużyć sobie na niebo ani własną świętością, której nie ma, ani skrupulatnym wypełnianiem uczynków starotestamentalnego prawa, którym nie jest w stanie podołać, ale za to może to osiągnąć za darmo, jeśli uwierzy w Jezusa (Rz 3:24-30). Tym samym człowiek nie jest w stanie samodzielnie osiągnąć zbawienia, ale poprzez uczynki prawa i świętość, natomiast może je osiągnąć przez wiarę w Jezusa.

 

Co do kwestii pociągnięcia nas przez Ojca do Jezusa – tutaj warto zwrócić uwagę, że człowiek nie jest sam w stanie dojść do Jezusa, ani poznać Ojca, jednak znowu nie oznacza to, że jest to wyłącznie zależne od jakiegoś dziwnego i niezrozumiałego „widzimisię” Pana Boga. Przykładem może być tutaj Etiopczyk z Dziejów Apostolskich (rozdział 8), do którego Bóg przyprowadził apostoła Filipa, aby mu zwiastował Ewangelię o Jezusie. Etiopczyk sam by do Niego nie doszedł, nie poznałby ani Ojca, ani Syna, a poznanie i przyjęcie przez niego Jezusa było aktem Boga. Lecz z tego fragmentu dowiadujemy się dość Jasno, że ten Etiopczyk miał otwarte serce na ten akt. I właśnie ta wewnętrzna otwartość na przyjęcie tego dobra jest aktem człowieka, a cała reszta może być już aktem Boga. Bóg nie będzie na siłę pociągał człowieka, ani objawiał mu Siebie, jeśli postawą człowieka jest wewnętrzny upór, zamknięcie na dobro i wewnętrzna niechęć do tego, co Bóg chciałby mu zaproponować. Podobnie w kwestii nawrócenia św. Pawła – tutaj również to jego nawrócenie było aktem Boga, a nie Pawła, jednak tym się różnił od innych faryzeuszów, że nie był wewnętrznie zakłamany, działał w nieświadomości i prawdziwie gorliwy w wypełnianiu prawa. Taka jego wewnętrzna postawa była aktem św. Pawła, a nie Boga. Innym przykładem może być pewna kobieta o imieniu Lidia, o której autor Dziejów Apostolskich pisze, że „bała się Boga” i jak zobaczyła św. Pawła, to Bóg otworzył jej serce, aby uważnie słuchała jego słów. Tak więc widać, że Bóg pociągnął, ale zanim pociągnął, to wiadomo, że była na to otwarta (bo czytamy, że była „bojąca się Boga”).

 

Mam wrażenie, że dość popularnym błędem jest niewłaściwe zrozumienie pojęcia łaski (np. „Łaską bowiem jesteście zbawieni. A to pochodzi nie od Was, lecz jest darem Boga”). Otóż pojęcie to mylnie jest rozumiane jako coś, co Bóg udziela indywidualnie wg własnego upodobania. Oczywiście czasem może być jakimś rodzajemdobra, które Bóg udziela indywidualnie człowiekowi, ale akurat w listach Pawłowych wybija się to pojęcie z innymi znaczeniami – a mianowicie jako pewien przejaw Bożego daru udzielanego całej ludzkości dzięki ofierze Chrystusa, oraz jako przeciwieństwo starego przymierza opartego na uczynkach prawa, które w nowym przymierzu jest oparte na wierze w Jezusa ChrystusaInnymi słowy Paweł dość często stosuje takie przeciwstawne zestawienia „ciało” i „duch” oraz „prawo” i „łaska”. Właśnie dla niego „ciało” i „prawo” często oznaczają Stare Przymierze oparte na uczynkach tego prawa, które nie prowadzi do zbawienia, a „duch” i „łaska” często u niego oznaczają Nowe Przymierze oparte na wierze w Jezusa, które do tego zbawienia prowadzi.

 

Poniższe wersety ukazują właśnie to odróżnienie prawa od łaski

BP Rz 6,14 Grzech bowiem nie będzie panował nad wami, bo nie jesteście już pod panowaniem Prawa, lecz pod panowaniem łaski.

 

BP Rz 11,5-6 Tak więc i w obecnym czasie stało się wszystko zgodnie z wyborem, który jest podyktowany łaską. Jeśli zaś stało się dzięki łasce, to już nie dzięki uczynkom. Gdyby bowiem było inaczej, to łaska nie byłaby już łaską.

 

Poniższe fragmenty ukazują łaskę jako coś, do czego można przystąpić, w niej trwać, jak i od niej odejść:

BP Ga 5,4 Nie macie nic wspólnego z Chrystusem, wy wszyscy, którzy usiłujecie szukać usprawiedliwienia w Prawie. Utraciliście łaskę.

BW Tt 2,11 Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi

BW Hbr 4,16 Przystąpmy tedy z ufną odwagą do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej porze.

 

Aby zobrazować, jak św. Paweł używa pewnych pojęć w formie metafory, wystarczy spojrzeć na inne zestawienie przeciwstawnych pojęć „ciało”/”duch”. Czasem dla św. Pawła oznacza to rzeczywistość życia w grzechu (ciało), a duch to życie wg zasad Ewangelii:

 

BT Rz 8,4-13 Aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, którzy nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha. Aby słuszne żądania zakonu wykonały się na nas, którzy nie według ciała postępujemy, lecz według Ducha. Albowiem zamysł ciała, to śmierć, a zamysł Ducha, to życie i pokój. Dlatego zamysł ciała jest wrogi Bogu; nie poddaje się bowiem zakonowi Bożemu, bo też nie może. Ci zaś, którzy są w ciele, Bogu podobać się nie mogą.

 

Innym razem terminy „ciało” i „duch” są używane w znaczeniu Starego i Nowego Przymierza, co widać w poniższym ustępie Listu do Galatów:

 

BT Ga 4,21 Powiedzcie mi wy, którzy chcecie żyć pod Prawem, czy Prawa tego nie rozumiecie?

22 Przecież napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy. Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar: Synaj jest to góra w Arabii, a odpowiednikiem jej jest obecne Jeruzalem. Ono bowiem wraz ze swoimi dziećmi trwa w niewoli. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. […] Właśnie wy, bracia, jesteście jak Izaak dziećmi obietnicy. Ale jak wówczas ten, który się urodził tylko według ciała, prześladował tego, który się urodził według ducha, tak dzieje się i teraz. Co jednak mówi Pismo? Wypędź niewolnicę i jej syna, bo nie będzie dziedziczyć syn niewolnicy razem z synem wolnej. Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej.

 

 

W tym ustępie Fjałkowski przytacza jeszcze jeden fragment, na który chciałbym zwrócić uwagę – że Bóg jest sprawcą chcenia i działania zgodnie z Jego woląZwróćmy uwagę, że Bóg jest sprawdzą chcenia i działania z Jego wolą, a nie chcenia i działania przeciwko Jego woli. W człowieku mogą działać dwie siły – ta dobra, która pociąga do dobra i działania z wolą Boga pochodzi właśnie od Boga, a oprócz tego może być jeszcze druga siła chcenia i działania niezgodnie z Jego wolą, lecz z wolą własnego egoizmu – i ta siła może pochodzić od złego. Jednak nie daje to podstaw, aby kwestionować ludzką wolną wolę.

 

 

 

 

Rebeka poczęła bliźnięta z jednego zbliżenia z ojcem naszym Izaakiem. Gdy one jeszcze się nie urodziły, ani nic złego i dobrego, czy złego nie uczyniły, powiedziano: Jakuba umiłowałem, a Ezawa miałem w nienawiści. Bóg mówi: Ja wyświadczam łaskę komu chcę i miłosierdzie, nad kim się lituję. Wybranie nie zależy od tego, kto go chce, lub o nie się ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie. Komu chce, okazuje miłosierdzie, a kogo chce, czyni zatwardziałym.

 

Jest to jeden z najtrudniejszych fragmentów Nowego Testamentu i nie do końca znane jest jego znaczenie. Najpopularniejszą koncepcją zdaje się być to, że Bóg ma zdolność widzenia przyszłości (co widać to chociażby w wątku zapowiedzi zaparcia się św. Piotra), choć nie umniejsza to naszej wolnej woli – i tym samym Bóg mógł widzieć, że Ezaw sprzeda swoje pierworództwo za miskę soczewicy. Natomiast jeśli chodzi o łaskę, to tutaj rzeczywiście możemy mówić o przypadku, kiedy ta łaska jest udzielana indywidualnie. Ale znowu, nie oznacza to, że nie mamy zupełnie wpływu na tę łaskę. Myślę, że dobrym przykładem ukazującym, komu Bóg chce udzielić łaski a komu nie chce jej udzielić są te fragmenty:

 

Jk 4,6 Owszem, większą jeszcze okazuje łaskę, gdyż mówi: Bóg się pysznym przeciwstawia, a pokornym łaskę daje.

 

BW 1 Ptr 5,5 Podobnie, młodsi, bądźcie ulegli starszym; wszyscy zaś przyobleczcie się w szatę pokory względem siebie, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje.

 

Tak więc chrześcijańska Ewangelia jest taka:

1. Bóg planuje i przeprowadza grzech pierworodny w ten sposób, że stwarza szatana, nasyła szatana na ludzi, poddaje świat szatanowi. Rdz 3: Wąż był bardziej przebiegły, niż wszystkie zwierzęta, które Pan Bóg stworzył. Któż to jest ten wąż? Ap. 12: Wielki smok, wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię. 1 J 5: Cały zaś świat leży w mocy złego. W ew. Jana Jezus konsekwentnie odnosi się do szatana per „władca tego świata”. A w 2 Kor czytamy: Jeśli Ewangelia nasza jest ukryta, to tylko dla tych, którzy idą na zatracenie – dla niewierzących – których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa.

Przy tym Bóg zupełnie bez żadnej konieczności obarczył konsekwencjami grzechu Adama wszystkich jego potomków i wszystkich ludzi. Podkreślam: zupełnie bez żadnej konieczności, co nawet nie jest wyjaśnione w żaden sposób. Rz 5: Przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ludzi. Przestępstwo jednego sprowadziła na wszystkich ludzi wyrok potępiający. Przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy stali się grzesznikami.

 

Władca tego świata – to nie koniecznie musi wynikać z tego, że Bóg dał szatanowi władzę nad światem, ale z tego, że dał go w posiadanie ludzi, a ci ludzie, którzy przejęli panowanie nad światem (wszelkie struktury władzy) są pod panowaniem diabła. Jezus wielokrotnie dawał przykłady swojej wyższości nad mocami złego, wyganiał złe duchy, apostołom dał władzę stąpania po wężach tak, że nic im nie zaszkodzi, itp. Więc to stwierdzenie jest zwykłą metaforą.

 

Zaślepienie na ewangelię – tutaj podobnie jak wcześniej – może to być skutek wybrania zła i odrzucenia Ewangelii. Ci którzy ją z góry odrzucają nie są w stanie dostrzec treści ewangelii prowadzącej do zbawienia, bo żeby dostrzec, trzeba najpierw chcieć ją przyjąć i w nią się zagłębić.

Sam Jezus powiedział, że „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom” (Mt 11,25, BT) – a ten fragment mówi, że Ewangelia jest ukryta dla tych, co nie chcą się otworzyć na jej przyjęcie, bo zrozumienie Ewangelii wymaga przede wszystkim chęci, otwartości i jakiegoś wysiłku.

 

Czy Bóg bez żadnej konieczności obarczył konsekwencjami wszystkich ludzi? Jeśli Fjałkowski nie zna powodu, to nie oznacza, że on nie istnieje. Ja co prawda też nie znam tych powodów, ale wydaje mi się, że one mogą być jak najbardziej możliwe. Może właśnie zrobione było to w ten sposób, aby zminimalizować straty. Gdyby to bezgrzeszność była kryterium dla zbawienia, a nie wiara, a jakaś mniejsza część była w stanie się oprzeć pokusom, a większość ludzi nie okazałaby się lepsza od pierwszych rodziców, to wówczas tylko ta mniejsza część by była zbawiona, a znaczna większość potępiona. A w ten sposób zbawienie jest bardziej dostępnie nie na podstawie naszej zupełnej bezgrzeszności, ale na podstawie wiary w Jezusa (i ew. pokuty) mimo naszej grzeszności. Gdyby tylko część była bezgrzeszna, a część by zgrzeszyła, wówczas ci, co zgrzeszyli nie widzieliby dla siebie ratunku, mieliby świadomość, że zrobili coś nieodwracalnego.Wyobraźmy sobie, że jest jakaś odmiana ospy, która można normalnie przeżyć w wieku dziecięcym, ale w przypadku zachorowania w wieku dorosłym, to pewna śmierć. Nie ma na nią szczepionki, ale ma tę właściwość, że jeśli ktoś za młodu zachorował, to mimo ciężkiego i bolesnego przejścia, powoduje odporność na całe życie. W tej sytuacji lepiej by było, gdyby wszystkie dzieci się rozchorowały i odcierpiały to, niż w przyszłości zachorowała by tylko część, ale z tego powodu umarła – ta analogia pokazuje, że czasem może być bardziej opłacalne sprawienie, aby wszyscy zostali skażeni, niż nikt.

 

2. Bóg przygotowuje piekło, gdzie ma trafić większość ludzi, żeby Bóg ich tam wiecznie karał, za to, że ulegają działaniom szatana, przed którym sam Bóg uczynił nas z natury niezdolnymi, żeby im nie ulegać.

 

Przez swoją upadłą naturę życie w doskonałej świętości jest czymś zupełnie niespotykanym. Jednak nie jest prawdą, że uleganie złemu jest powodem potępienia, ponieważ jest przecież Boże przebaczenie, które jest dostępne zawsze za darmo, zawsze bez limitu, a podstawowymi warunkami jest „chcieć” tego przebaczenia, przebaczanie swoim winowajcom i chęć zerwania z grzechem. Wiara nie polega na nie-upadaniu, ale na powstawaniu.

 

3. Ale Bóg wybraną przez siebie małą grupę swoim wyborem i swoją mocą, zbawi od śmierci piekła (to jest chyba ta dobra nowina w tym wszystkim). Rz 11: Tak przeto ostała się tylko reszta wybrana przez łaskę. Izrael nie osiągnął tego, czego skwapliwie szukał, osiągnęli jednak wybrani, inni zaś pogrążyli się w zatwardziałości.

 

Myślę, że taka interpretacja jest wyjątkowo płytka, ponieważ sugeruje, że została się jakaś reszta, tylko ta, której Bóg udzielił łaski wg jakiś dziwnych, wydumanych i tylko sobie znanych kryteriów wyboru. Otóż nie. Tak jak wspomniałem – ta „łaska” u św. Pawła jest bardzo często rozumiana jako Nowe Przymierze, jako przeciwieństwo „Prawa” opartego na pełnieniu uczynków tego prawa. I tekst grecki tutaj uprawnia nas do takiej wersji tłumaczenia, jaką odnajdujemy w Biblii Warszawskiej:

 

Rz 11,5 Podobnie i obecnie pozostała resztka według wyboru łaski.

 

Czyli została resztka, która wolała wybrać łaskę, zamiast wybrać prawo oparte na uczynkach. I taka wersja tłumaczenia jest zgodna z szerszym kontekstem nauczania św. Pawła, który ukazuje, że niektórzy Żydzi przyjęli Nowe Przymierze oparte na wierze w Chrystusa, a reszta pozostała przy dążeniu do zbawienia poprzez wypełnianie uczynków starotestamentalnego prawa. W tym samym liście do Rzymian św. Paweł pisze:

 

BW Rz 10,20-21 A Izajasz waży się nawet powiedzieć: Dałem się znaleźć tym, Którzy mnie nie szukali, Objawiłem się tym, Którzy o mnie nie pytali. A do Izraela powiada: Cały dzień wyciągałem ręce swoje Do ludu nieposłusznego i opornego.

 

Co zresztą jest też zgodne z kontekstem Nowego Testamentu, w którym zarówno Jezus, Jego apostołowie, jak również św. Paweł szli do Żydów próbując ich przekonać do nauki Nowego przymierza, lecz spotkali się najczęściej ze stanowczym odrzuceniem.

 

Został nam jeszcze punkt ostatni. Mianowicie: w jakim celu? Po co to wszystko? Jaki jest ostateczny cel Boga w dopuszczeniu całego tego zła, piekła, szatana i zbawieniu nielicznych wybranych przez siebie ludzi? Otóż Biblia jednoznacznie naucza: że dla Boga ważny jest jedynie On sam – Jego wielkość, Jego chwała i chwała Jego imienia. Bóg postanowił i przeprowadza całą historię zbawienia, która zawiera w sobie tyle straszliwego, okrutnego i niepotrzebnego cierpienia doczesnego i wiecznego, dla wszystkich ludzi w wyłącznie tym celu, aby zademonstrować swoją dobroć dla swoich wybranych, wyłącznie w tym celu, żeby być tym gorliwiej przez nich chwalonym przez całą wieczność. Ap. 7: Ujrzałem, a oto wielki tłum (państwo zastanawiacie się czasami, czasami chrześcijanie mnie się pytają, co będziemy robić w niebie – tak, czy tam będą inni ludzie, czy będziemy szczęśliwi, zadowoleni – apokalipsa mówi, co państwo będą robić w niebie), Ujrzałem, a oto wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć z każdego narodu i wszystkich pokoleń. Są przed tronem Boga i cześć mu oddają we dnie i w nocy.

 

To co przedstawia tutaj Fjałkowski, to jest jedynie karykaturą wizji nieba, która w podtekście nawiązuje do jakiejś nudy statystycznego Kowalskiego, którego wiara sprowadza się do odbębnienia niedzielnej mszy, na której na przemian musi stawać, klękać, siadać, stawać i klękać. Więc Fjałkowski próbuje tutaj chyba przemycić słuchaczom właśnie taką wizję z tą różnicą, że będzie się to działo nie tylko jedną godzinę w ciągu tygodnia, ale dzień i noc… Jednak Fjałkowski do opisu nieba wybrał tylko ten fragment, a nawet fragment tego fragmentu, bo nawet pominął dalszą część tego ustępu, która wskazuje, rzeczywistość nieba będzie pozbawiona ziemskich uciążliwości (dla przykładu ten ustęp mówi o tym, że nie będzie upału, ani głodu, ani pragnienia, a każda nasza łza będzie otarta). Przypuszczam, że w domyśle chodzi o podkreślenie, że w niebie nie będzie żadnych uciążliwości znanych nam z realiów ziemskich (np. starość, niedomaganie, niebezpieczeństwo, niedostatek, ból, choroby, strach, niesprawiedliwość, komary, nieciekawa pogoda, itp.) Nawet jeśli odczytać ten fragment dosłownie, jak robi to Fjałkowski, to nie oznacza, że czynność oddawania czci Bogu we dnie i w nocy będzie analogiczna to nudy statystycznego Kowalskiego, jaką doświadcza na coniedzielnej mszy. Kiedyś słyszałem, że na koncercie Tommiego Emmanuela jeden widz wpadł w taką euforię po wirtuozerskim występie gitarzysty, że wbiegł na scenę i upadł przed nim na twarz i oddał mu pokłon. Szkoda, że Fjałkowski pomija takie fragmenty jak te, że Pan posadzi swoje sługi przed stołem i będzie im usługiwał (Łk 12,37), czy też to, że ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co przygotował Pan tym, którzy go miłują (1 Kor 2,9).

 

Prz 16: Wszystko, celowo uczynił Pan. Także grzesznika na dzień nieszczęścia. Rz 9: Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek niezaszczytny (eufemizm)? Bóg chcąc okazać gniew i dać poznać swoją moc znosił w wielkiej cierpliwości naczynia gniewu przygotowane na zniszczenie, żeby dać poznać bogactwo swojej chwały na naczyniach miłosierdzia, które wcześniej przygotował ku chwale. Ef. 1 W Chrystusie dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczenie zamiaru Boga po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu. Ef 2. Wskrzesił nas i osadził na wyżynach niebieskich w Chrystusie Jezusie, aby w nadchodzących wiekach przemożne bogactwo Jego łaski wykazać na przykładzie dobroci względem nas. Ez 36: Rozproszyłem dom Izraela pomiędzy pogańskie ludy. A dokąd przybyli, mówiono o nich: „to jest lud Pana”. Musieli się oni wyprowadzić ze swego kraju. Wtedy zatroszczyłem się o święte me imię. Dlatego tak mówi Pan Bóg. Nie z waszego powodu to czynię domu Izraela, ale dla świętego Imienia Mojego. Chcę uświęcić wielkie imię moje i poznają ludy, że Ja jestem Pan, gdy okażę się święty względem was przed ich oczami. Zapamiętajcie to sobie dobrze – (powtarza to Bóg dwa razy) – zapamiętajcie to sobie dobrze. Nie z waszego powodu to czynię – wyrocznia Pana Boga.

 

Bóg chcąc ukazać święte imię swoje, nie musi tego robić, aby być bardziej chwalony przez ludzi, podobnie jak właściciele banków, kiedy troszczą się o wizerunek swojego banku nie robią tego, aby napawać się chwałą ludzi, ale po to, aby przyciągnąć klientów do siebie. Tym samym również i Bogu mogło zależeć na tym, aby w ten sposób, aby chociaż trochę zwrócić serca narodów pogańskich ku swojej osobie ze względu na nich i ich dobra. Nie sposób pominąć postawy Jezusa, który chociaż był Bogiem, to uniżył samego siebie stawszy się sługą (Flp 2,5-8)

 

Cóż więc powiemy. Bóg Biblii nie jest troskliwy, opiekuńczy, wspaniałomyślny, hojny, czy sprawiedliwy. Bóg Biblii bez żadnej konieczności mogąc wszystko zaplanować i wykonać zupełnie inaczej – zabija i każe zabijać, dopuszcza kłamstwo, pozwala zniewalać ludzi i kraść ich mienie, krzywdzi i wykorzystuje ludzi do własnych celów, sprowadza na nich najróżniejsze nieszczęścia, cieszy się z ofiar ze zwierząt i z niewinnego człowieka – własnego Syna. A nade wszystko bez żadnej konieczności przeznacza ludzi na wieczne męki w piekle z wyjątkiem małej grupy zbawionej przez Siebie i to tylko po to, żeby oni oddawali Jemu tym większą chwałę na wieki wieków. Ten Bóg jest samolubny, okrutny i obojętny. Ten Bóg jest zły.

Końcowe wnioski Fjałkowskiego w świetle wcześniejszych rozważań pozostawiam bez komentarza.
Grzegorz Żebrowski

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA ImageChange Image