Grzechy popełniane myślą

Od jakiegoś czasu męczą mnie wyrzuty sumienia z powodu nawet drobnych wykroczeń. Chciałabym często przystępować do Komunii świętej, a wciąż mam jakieś skrupuły. Każda wątpliwość powoduje, że nie przystępuję do Komunii świętej albo przystępuję z wyrzutami sumienia. Najbardziej trapią mnie grzechy (a może to tylko pokusy?) w sferze myśli. Nie umiem rozróżnić, co jest pokusą, a co jest grzechem, co jest grzechem lekkim, a co ciężkim. Czy szukanie uznania w oczach innych jest grzechem? Każdy człowiek potrzebuje uznania ze strony innych, ale gdzie leży granica między słusznym szukaniem dowartościowania a próżnością czy pychą? Nieobce są mi też pokusy zawiści i zazdrości. Zanim zdążę uświadomić sobie, że ta myśl jest grzechem, ona już płynie dalej, a potem zastanawiam się, czy zgrzeszyłam. Bardzo często modlę się, bym była przygotowana na wszystkie pokusy, bym zdążyła odpowiednio wcześnie je odrzucić, ale chyba musiałabym postawić przy sobie strażnika. Kiedyś myślałam, że wystarczy po prostu nie chcieć popełniać grzechów, ale teraz jestem bezsilna. Nie chcę, a wciąż mam wątpliwości co do moich zachowań i myśli. Próbowałam sama sobie tłumaczyć, ale to jest bezcelowe. Częstsze przystępowanie do spowiedzi też nic nie dało. Po kolejnych spowiedziach napinałam swoją uwagę, by nie zgrzeszyć i jeszcze szybciej ogarniały mnie niepokoje.

Najlepszym wejściem okazało się przystępowanie do spowiedzi dwa razy w roku i od razu przyjmowanie Komunii świętej. Wszystkie wątpliwości wtedy odkładałam na bok, a i wyrzuty sumienia gdzieś zniknęły. Moja wiara jednak dużo utraciła, stała się jakaś pusta. Pozostała tęsknota, by kochać Boga z całego serca, no i to uczucie, że nie jestem panem siebie, swoich myśli, że nie umiem żyć tak, jakbym chciała.

Sądzę, że problem Pani leży zupełnie gdzie indziej niż w grzechach popełnianych myślą. Ale właśnie dlatego warto na początku przypomnieć, czego tradycja chrześcijańska uczy na temat grzesznych myśli. Św. Tomasz z Akwinu dzieli je na trzy grupy.

Po pierwsze, zazwyczaj właśnie w naszych myślach zaczyna się zło, jakie później czynimy. Zamiar uczynienia zła dojrzewa czasem w człowieku długo, zło staje się wówczas coraz bardziej pożądane, a człowiek coraz konkretniej widzi możliwość jego zrealizowania. Pismo Święte porównuje ten proces do ciąży: Grzesznik „począł myśl nieprawą, brzemienny jest podstępem i rodzi krzywdę” (Ps 7,15). W ten sposób złe myśli, jakie powzięli przeciwko Józefowi jego bracia, doprowadziły ich do zamachu na jego życie (Rdz 37,18-20) – i tylko szczególne zrządzenie Opatrzności sprawiło, że dla Józefa skończyło się to „tylko” sprzedaniem do niewoli.

Księga Daniela z wielką psychologiczną prawdziwością przedstawia narastanie grzechu w obu niegodziwych starcach (13,10-14). Początkowo pożądali oni Zuzanny tylko w swojej wyobraźni, w tajemnicy jeden przed drugim. Dopiero po jakimś czasie zorientowali się, że myśli ich są równie bezwstydne. Zamiast zawstydzić się z powodu swojego bezwstydu, bezbożni starcy przestali się wzajemnie krępować i wspólnie obmyślili zasadzkę na niewinną kobietę. Gdy to im się nie udało, bez skrupułów oskarżyli ją fałszywie i wydali na śmierć, byleby ratować swą twarz, której przecież tak naprawdę to już od dawna nie mieli, w jej miejscu nosili bowiem tylko pustą, fałszywą maskę.

Trudno by zliczyć wypowiedzi Pisma Świętego przeciwko ludziom, którzy już zaczęli w swoich myślach przygotowywać się do grzesznych czynów. „Obrzydłe są Panu złe plany” – powiada król Salomon (Prz 15,26). „Przewrotne myśli oddzielają od Boga” – wtóruje mu autor Księgi Mądrości (1,3). „Wybaw mnie, Panie – modli się Psalmista – od tych, którzy w sercu knują złe zamiary” (Ps 140,3). „Biada tym – woła prorok Micheasz – którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swych łożach. Gdy świta poranek, wykonują je, bo jest ono w mocy ich rąk” (Mi 2,1). Najbardziej uniwersalnie tę brzemienność naszych ciemności wewnętrznych w złe czyny przedstawił Pan Jezus: „Z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7,21-23).

Rzecz jasna, człowiek może się opamiętać i chociaż zło, na jakie się nastawiał, leżało w jego możliwościach, może pożałować swoich zamiarów i od nich odstąpić. Wielkie to szczęście zatrzymać się, kiedy się już spadało po równi pochyłej. Św. Augustyn porównuje to do hipotetycznej sytuacji w raju: to tak, jak gdyby Ewa zjadła już zakazany owoc i podaje go Adamowi, ale Adam go nie przyjmuje i grzechu Ewy nie dopełnia (De Trinitate 12,12,17).

Przywołuję to Augustynowe porównanie, bo na jego tle łatwiej pokazać gruntowną różnicę między grzesznym zamiarem a pokusą do grzechu. Gdyby Ewa – która w tym obrazie symbolizuje wnętrze człowieka – rozpoznała podstęp węża i w ogóle nie sięgała po owoc, również ona wolna byłaby od grzechu. Pokusa bowiem nie brudzi człowieka, brudzi nas dopiero rzeczywiste zwrócenie się ku złu, choćby tylko myślą.

Św. Tomasz wskazuje na dwa inne jeszcze – oprócz grzesznych zamiarów – grzechy, jakie popełniamy myślą. Mianowicie swoją myślą człowiek może również zwracać się ku złu, jakiego wcale nie zamierza popełnić czynem (najczęściej dlatego, że nie ma takich możliwości). Ktoś na przykład w swoich sadystycznych marzeniach bierze odwet na bliźnim za swoje rzeczywiste lub rzekome krzywdy. Ktoś inny uwodzi w wyobraźni żonę sąsiada albo jakąś panią z ekranu telewizyjnego. I ludzie tacy rzadko przypomną sobie wówczas ostrzeżenie Pana Jezusa: „Podobni jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa” (Mt 23,27).

Przeczytaj jeszcze  Aborcja - ginekologowie i kobiety muszą udawać, że to się nie dzieje.

Trzeci grzech, jaki człowiek może popełnić myślą, zdarza się nam zapewne najrzadziej. Polega on na przewrotnej kontemplacji swoich dawnych grzechów. Człowiek nie tylko swojego grzechu nie odpokutował ani go nie żałuje, ale uważa go za swój życiowy dorobek i przedmiot dumy lub innej jeszcze satysfakcji. Tutaj warto sobie przypomnieć, co Pismo Święte mówi na temat upodobania grzesznika w swoich grzechach, szyderstw krzywdziciela ze swojej ofiary czy na temat pysznienia się swoimi pożądaniami.

Ale to wszystko – jak sądzę – Pani nie dotyczy. Nie wydaje mi się bowiem, żeby problem Pani naprawdę polegał na nieumiejętności odróżnienia grzesznej myśli od pokusy.

Postawiłbym raczej diagnozę następującą: Jest Pani osobą religijnie żarliwą i zaczyna Pani coraz boleśniej dusić się w egocentrycznym przeżywaniu swojej wiary. Z sytuacji tej istnieją dwa wyjścia. Jednego – tego znacznie gorszego – już Pani próbowała. Mianowicie próbowała Pani zmniejszyć intensywność swojej wiary. Doświadczane przedtem udręki zniknęły, jakby kto je nożem uciął. Nietrudno to wyjaśnić: Tylko wiara intensywna źle się czuje w egocentrycznym gorsecie, dla wiary mało intensywnej egocentryzm jest postawą zwyczajną. Zatem odzyskała Pani dobre samopoczucie poprzez rezygnację z normalnego rozwoju wiary. Na szczęście zbyt wielka jest w Pani potrzeba wiary żywej, żeby to wyjście mogło Panią zadowolić. Ale ponowne zmobilizowanie się w wierze przyniosło z sobą powrót do dawnych udręk. W tej chwili szuka Pani innego wyjścia, bardziej autentycznego.

Sądzę, że podobne udręki przeżywała zapewne kiedyś Beata Obertyńska, poetka o niezwykłej wręcz głębi religijnej. W każdym razie wśród jej wspaniałych czterowierszy, składających się na Grudki kadzidła, znajduje się również tekst napisany jakby specjalnie dla Pani. Poetka daje taką oto radę w imieniu samego Boga:

Miast ciągle truć się własną swą jakością,
Mną ciesz się! Za Mnie mi dziękuj!
Bardziej Mnie uczcisz pokorną radością,
niż skruchą – w smutku i lęku!…

Chodzi właśnie o to. Najlepszą odpowiedzią na lęki, jakie Panią nachodzą, niech będzie radosne, pełne ufności powierzanie się Panu Jezusowi. Trzeba porzucić egocentryczny ideał doskonałości: że to ja mam być bezgrzeszna i wszystkie moje myśli powinny być kryształowe. Najważniejsze jest to, że Bóg jest miłością – że On nas kocha, mimo że wciąż tyle w nas brzydoty i egoizmu; że możemy się do Niego zbliżać i Nim zachwycać, a On obdarza nas swoją obecnością, mocą, pokojem, przebaczeniem, a nawet karmi nas własnym Ciałem.

Czy może Pani mieć gwarancję, że wówczas wszystkie te myśli i udręki ustąpią? To poniekąd mało ważne! Nie po to przecież swoją główną uwagę religijną przeniesie Pani z siebie na Pana Jezusa, żeby się pozbyć swoich udręk. Głównym Pani celem będzie po prostu to, że jest czymś wspaniałym móc Go kochać coraz prawdziwiej. Czymś jakby wtórnym stanie się dla Pani to, żeby się uwolnić od obecnych problemów. Przez jakiś czas problemy te zapewne będą jeszcze dawały o sobie znać. Ale ponieważ nauczy się Pani oceniać je właściwie i za bardzo się nimi nie przejmować, będą one co najwyżej pobudzały Panią do tym ufniejszego powierzania się Panu Jezusowi.

A jeśli niektóre ciemne myśli, jakie obecnie Panią ogarniają, przestają już być pokusą i zaczynają być rzeczywiście grzeszne? Myślę, że tak nie jest. Ale jeśli nawet tak jest, wynika to nie ze złej woli, tylko ze słabości. W tej sytuacji niech Pani zaprzestanie jakiegokolwiek roztrząsania, czy było już w tym coś grzesznego, czy jeszcze nie. Jeśli nawet było, to słabość taką najprościej się przezwycięża przez zwyczajne, ufne zwrócenie się do Pana Jezusa: „Sam widzisz, Panie Jezu, jaka jestem, ale przecież i tak najważniejsze jest to, że Ty mnie kochasz i chcesz mnie coraz więcej do Siebie przybliżyć!” W ten sposób nie tylko nie będzie Pani miała pokusy, żeby uciec przed Komunią świętą, ale będzie Pani tym więcej do niej tęsknić i przyjmować ją jak najczęściej.

Na spowiedzi problemy te proszę poruszać tylko wówczas, kiedy roztropność Panią do tego przymusi. W każdym katechizmie można przeczytać, że mamy ścisły obowiązek wyznać w sakramencie pokuty wszystkie grzechy ciężkie. Co do innych grzechów, mamy się kierować miłością Bożą i wolnością dzieci Bożych, a zatem powinniśmy je wyznawać, kiedy to nam pomaga w naszej drodze duchowej, ale nie trzeba ich wyznawać, gdyby to miało nam przysparzać jakiegoś zamieszania duchowego. Najważniejsze, że Bóg jest miłością i każdy z nas jest dla Niego kimś bardzo drogim!

Szczęść Boże Pani! Z pewnością zacznie się teraz ogromnie ważny i piękny etap w Pani drodze do Boga!

O. Jacek Salij – „Poszukiwania w wierze”

 

 

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *