Czy osoby z ruchu LGBT są dyskryminowane i nie posiadają równouprawnienia?

Hasłem, które najczęściej przejawia się w dyskusji na temat homoseksualizmu, jest „legalizacja związków homoseksualnych”. Tymczasem w polskim prawie nie ma ani jednego przepisu, który zabraniałby razem żyć dwóm mężczyznom albo dwóm kobietom.
Państwo nie interesuje się tym, kto z kim mieszka i sypia, nie przewiduje też jakichkolwiek sankcji za dzielenie życia z osobą tej samej płci. Nie można zatem mówić o legalizacji czegoś, co już jest legalne. Zamiast używać zwrotu „legalizacja związków homoseksualnych”, powinno się raczej mówić o ich instytucjonalizacji, czyli nadaniu im formy prawnej analogicznej do małżeństw heteroseksualnych.
Czy jest to jednak możliwe? Art. 18 Konstytucji RP mówi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”.
Ale choć wg aktywistów LGBT brak możliwości zawierania małżeństw albo związków partnerskich przez osoby tej samej płci jest przejawem dyskryminacji i nierównouprawnienia (niektórzy mówią wręcz o przemocy), to w rzeczywistości mowy o dyskryminacji być tutaj nie może. Aktywiści homoseksualni zapominają, że podmiotem praw i obowiązków nie są w państwie hetero- czy homoseksualne związki obywateli, lecz sami obywatele. A każdy polski obywatel ma równe prawa. Homoseksualista nie ma ani jednego prawa mniej niż heteroseksualista. Tymczasem osoby nieheteronormatywne zdają się dość często posługiwać frazesem: „Nie mamy w tym kraju jakichkolwiek praw”. Jest to – mówiąc wprost – kłamstwo. Owszem, heteroseksualni małżonkowie cieszą się specjalnymi przywilejami, ale otrzymują je nie za to, że decydują się stworzyć z kimś związek uczuciowy, ale za to, że wiążąc się z osobą drugiej płci, tworzą ważną dla państwa komórkę społeczną. Prof. Andrzej Zoll, mój akademicki mistrz objaśnia zasadniczą różnicę między związkami heteroseksualnymi i homoseksualnymi: „Związek kobiety i mężczyzny, oprócz związku emocjonalnego dwóch osób, spełnia wyjątkową funkcję społeczną, jaką jest prokreacja, która zabezpiecza ciągłość pokoleń czy przekaz kulturowy na następne pokolenia. Jest to też naturalne miejsce, w którym wychowują się następne pokolenia. Stąd w interesie społecznym taki związek powinien być trwały i mieć cały szereg przywilejów. […] Tymczasem związek pary homoseksualnej, choć oczywiście pod względem emocjonalnym może być zbliżony do heteroseksualnego, jednak nigdy nie będzie spełniał tej roli społecznej, jaka jest związana z małżeństwem. Nie można więc mówić o dyskryminacji pary homoseksualnej” (Nietolerancja, czyli mniejszość w konflikcie, KAI, 16 czerwca 2004).
Państwo pomaga rodzinom, udzielając im specjalnych przywilejów, gdyż to od rodzin zależy przetrwanie danego narodu oraz utrzymanie ciągłości pokoleń i wynikającej z niej stabilności systemu emerytalnego i finansowego. Społeczeństwo nie ma zaś żadnego interesu w tym, aby dodatkowo premiować pary homoseksualne.
Poparcie dla postulatów ruchów LGBT przeważnie wynika z mylenia przywilejów z prawami człowieka. Tymczasem są to dwie zupełnie odrębne kategorie. Jeśli byłyby tożsame, to każda osoba mogłaby domagać się na przykład immunitetu poselskiego, samochodu służbowego czy wcześniejszej emerytury. Nikt rozsądny tego nie robi. Zatem tak, jak żołnierze i policjanci otrzymują konkretne przywileje w zamian za obowiązek narażania życia w obronie współobywateli, tak małżonkowie nabywają określone przywileje w zamian za ponoszone koszty i trud wychowania nowych pokoleń. Warto tutaj odnotować, że nie wszyscy ludzie mają predyspozycje do bycia żołnierzem lub policjantem. Niektóre osoby w wyniku wrodzonych wad nigdy nie będą do tego wystarczająco sprawne. A jednak nikt jakoś nie protestuje i nie twierdzi, że nadawanie specjalnych przywilejów żołnierzom i policjantom, sędziom czy posłom dyskryminuje osoby pozbawione tych predyspozycji.
Dziś w rozmowie z pewną osobą usłyszałem, że pary homoseksualne pozbawione są prawa do najmu mieszkania, do opieki medycznej, do współwłasności, darowizny, do wspólnego rachunku bankowego, do odbioru korespondencji i wynagrodzenia partnera, czy do bycia beneficjentem odszkodowania w razie nieszczęśliwego wypadku. Gdy wyjaśniłem jej, jak jest naprawdę, przecierała oczy ze zdumienia.
Może zatem i Państwa to zainteresuje:
1. Najem mieszkania – przepisy ustawy o najmie lokali oraz przepisy prawa cywilnego (np. art. 691 par. 1 Kodeksu cywilnego) przyznają w razie śmierci najemcy prawo wstąpienia w stosunek najmu między innymi osobie, która pozostawała „faktycznie we wspólnym pożyciu z najemcą”. Oczywiście płeć nie ma tu najmniejszego znaczenia.
2. Opieka medyczna – na mocy art. 31 ust. 2 ustawy o zawodzie lekarza z 1996 r. lekarz może udzielać informacji o stanie zdrowia chorego za zgodą pacjenta. Art. 18 ust. 3 ustawy o zakładach opieki zdrowotnej z 1991 r. przewiduje zaś, że placówka udostępnia dokumentację pacjentowi, jego przedstawicielowi ustawowemu albo osobie upoważnionej przez pacjenta. W oby przypadkach wystarczy więc, by partnerzy udzielili sobie wcześniej wzajemnych pełnomocnictw. Podobnie uregulowana jest też kwestia upoważnienia do podejmowania decyzji o ratowaniu życia i podjęciu leczenia operacyjnego partnera seksualnego.
3. Współwłasność, darowizny – osoby homoseksualne mogą dokonywać wszelkich czynności prawnych na rzecz swojego partnera (np. darowizny). Wszelkich czynności mogą również dokonywać wspólnie (np. nabyć mieszkanie, samochód, użytkowanie wieczyste gruntu, zaciągnąć kredyt itp.). Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z dnia 8 października 1997 (I Aca 648/97) orzekł: „Strony (partnerzy homoseksualni), zgodnie ze swoją wolą, mogą nabywać na współwłasność w częściach ułamkowych ruchomości i prawa majątkowe. Są też uprawnieni do przeniesienia udziałów w zgromadzonym już majątku na rzecz współpartnera”.
4. Wspólny rachunek bankowy – prawo bankowe pozwala na prowadzenie rachunku oszczędnościowego dla kilku osób (tzw. rachunek wspólny), przy czym każda z nich korzysta z uprawnień posiadacza rachunku w granicach określonych w umowie. Niektóre banki oferują otwarcie wspólnego konta bankowego dla osób niepozostających ze sobą w stosunku pokrewieństwa. Jeżeli natomiast jeden partner seksualny posiada rachunek bankowy, może drugiemu udzielić pisemnego pełnomocnictwa do dysponowania kontem.
5. Odbiór korespondencji i wynagrodzenia partnera – do odbioru korespondencji można upoważnić każdą osobę poprzez złożenie odpowiedniego oświadczenia w urzędzie pocztowym. Homoseksualnego partnera można też upoważnić do odbierania wynagrodzenia. W tym celu należy sporządzić odpowiednie pełnomocnictwo u notariusza i przekazać je pracodawcy.
6. Nieszczęśliwe wypadki – partner seksualny, zawierając umowę ubezpieczenia od następstw nieszczęśliwych wypadków (art. 831 par. 1 Kodeksu cywilnego), może wskazać drugiego partnera jako osobę, której zakład ubezpieczeń w razie jego śmierci wypłaci odszkodowanie. Jeśli partner seksualny zaś poniósł śmierć np. w wypadku samochodowym, za który odpowiada posiadacz samochodu, sąd może drugiemu partnerowi przyznać rentę, jeżeli zmarły stale i dobrowolnie dostarczał mu środków utrzymania (art. 446 par. 3 Kodeksu cywilnego).
7. Zeznania w sądzie – art. 185 Kodeksu postępowania karnego daje sądowi możliwość zwolnienia ze złożenia zeznania lub odpowiedzi na pytania osób pozostających z oskarżonym w szczególnie bliskim stosunku osobistym oraz gdy między świadkiem a oskarżonym zachodzi więź emocjonalna lub uczuciowa. Dotyczy to zarówno par hetero-, jak i homoseksualnych.
Myślę, że najtrafniejszym podsumowaniem może być wypowiedź prof. Andrzeja Zolla z 2004 r., w której mówił, że odkąd w roku 2000 został rzecznikiem praw obywatelskich, do jego biura nie wpłynęła ani jedna skarga, że czyjeś prawa zostały złamane z powodu jego preferencji seksualnych. „Żaden obywatel w Polsce nie poskarżył mi się, że np. nie został przyjęty do pracy z powodu homoseksualizmu, nikt też nie został wyrzucony z mieszkania z powodu, że zamieszkał w nim z osobą tej samej płci. Gdyby tak się stało, na pewno bym interweniował. Ci ludzie mają prawo do układania swojego prywatnego życia tak, jak chcą. Ale takie skargi do mnie nie dochodzą” (Nietolerancja, czyli mniejszość w konflikcie, KAI, 16 czerwca 2004).
MAŁŻEŃSTWA HOMOSEKSUALNE A KONSTYTUCJA RP
Przy okazji jednego z bardziej aktualnych tematów ostatniego czasu, a mianowicie sytuacji prawnej osób LGBT w Polsce, pojawiły się twierdzenia, że na gruncie konstytucyjnym (art. 18) możliwe jest określenie związku dwóch osób tej samej płci mianem małżeństwa. Hipotezy takie wypowiedziało nawet kilku uznanych prawników z tytułami naukowymi. Niestety z przykrością zauważam, że niektórzy utytułowani akademicy interpretują normę konstytucyjną nie tyle swobodnie, co skrajnie dowolnie. Razi to tym bardziej, że podstawowe prawidła wykładni przepisu prawnego są ścisłe i każą przy jego lekturze stosować ściśle określone rozumowania logiczne. Do tych rozumowań z całą pewnością nie należy stosowanie tak zwanych „sztuczek prawnych”, jakich dokonuje się na przepisie. Starożytni juryści w swej mądrości ukuli nieco zapomnianą przez wielu dzisiejszych prawników paremię: „Apices iuris non sunt iura” – „Sztuczki prawne nie są prawami”. Ta zabawa nad interpretacją normy prawnej, o której to normie chcę kilka słów napisać, jest przejawem nie czego innego, jak woli instrumentalizacji i naginania prawa przez niektórych prawników dla swoich doraźnych celów, lub celów grupy, za którą postanowili się bezkrytycznie (co do zakresu ochrony), ująć. Wykładają oni zatem art. 18 Konstytucji wykoślawiając go w ten sposób, aby dało się z niego niejako wyprowadzić przyzwolenie na nazywanie małżeństwem związku osób tej samej płci. Jest to podejście wysoce nieuczciwe i nieetyczne. Nie można swoim autorytetem profesorskim firmować kłamstwa i wykładni sprzecznej z prawem (contra legem) czy tzw. wykładni „obok prawa” (praeter legem). Prawnik musi być uczciwy w objaśnianiu prawa, choćby spodziewana jego wykładnia miała wypaść nie po jego myśli.
Art. 18 Konstytucji stanowi: „Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej”. Bez wątpienia najistotniejszym elementem normatywnym przytoczonego przepisu jest określenie heteroseksualnego charakteru małżeństwa. Warto zauważyć, że w pracach nad tekstem Konstytucji, jej twórcom przyświecał zamysł wykluczenia małżeństw o innym charakterze niż heteroseksualne. Innymi słowy, mamy do czynienia z sytuacją, gdy można dość precyzyjnie zrekonstruować „wyjściową intencję” przepisu konstytucyjnego. Z tej perspektywy udzielić należy odpowiedzi na pytanie, czy art. 18 dopuszcza rozszerzenie instytucji małżeństwa na trwałe związki pozbawione heteroseksualnego charakteru. W razie zaś udzielenia odpowiedzi negatywnej, jawią się dwa pytania następne: 1. czy ustawodawca może ustanowić – inne niż małżeństwo – prawne formy uznania trwałego związku o heteroseksualnym bądź monoseksualnym charakterze; 2. czy ustawodawca ma konstytucyjny obowiązek wprowadzenia prawnej formy uznania takich związków.
Normatywnej wskazówki co do dopuszczalności rozszerzenia instytucji małżeństwa udzielił Trybunał Konstytucyjny, wykazując iż: „małżeństwo (jako związek mężczyzny i kobiety) uzyskało w prawie krajowym RP odrębny status konstytucyjny zdeterminowany postanowieniami art. 18 Konstytucji. Zmiana tego statusu byłaby możliwa jedynie przy zachowaniu rygorów trybu zmiany Konstytucji” (wyrok TK z dnia 11 maja 2005 r. – K 18/04). Skoro, co było treścią tego wyroku, wyklucza to zmianę charakteru czy statusu małżeństwa w oparciu o ratyfikowaną umowę międzynarodową, to – tym bardziej – wyklucza dokonanie takiej zmiany w drodze ustawy zwykłej. Podobne rozumienie art. 18 zarysowało się w orzecznictwie Sądu Najwyższego (np. postanowienie z dnia 7 lipca 2007 r. – II KK 176/04, LEX 121668).
Niemal jednolite jest też stanowisko doktryny. Jak podsumowująco stwierdził R. Piotrowski, dominuje nadal pogląd, iż „art. 18 wprowadza bezwzględne wymaganie heteroseksualnego charakteru małżeństwa i zakazuje ustawodawcy zwykłemu nadawania charakteru małżeństwa związkom faktycznym (np. konkubinatowi) między kobietą i mężczyzną, jak też związkom pomiędzy osobami jednej płci” (R. Piotrowski, W sprawie projektu ustawy o związkach partnerskich, opinia, PS 2012, nr 4, s. 183). Pogląd ten reprezentują tacy przedstawiciele nauki prawa konstytucyjnego, jak: B. Banaszak, D. Dudek, L, Garlicki, J. Pawliczak, A. Mączyński, M. Pilich, W. Skrzydło, T. Smyczyński i P. Winczorek. Stanowisko odmienne prezentuje np. E. Łętowska.
Brak możliwości nadania związkowi osób jednej płci miana małżeństwa oznacza, że na gruncie prawa polskiego nie mogą być uznane prawnie małżeństwa takie zawarte w krajach, gdzie są dopuszczalne.
Tej ogólnej konkluzji towarzyszą stwierdzenia, że pojęciu „małżeństwa” należy przypisać także materialny charakter. Oznacza to, że stworzenie instytucji, która nosiłaby inną nazwę, ale byłaby – z punktu widzenia statusu prawnego – identyczna do małżeństwa, też pozostaje wykluczone przez art. 18. Więcej niejasności powstaje przy ustalaniu zakresu i kryteriów owej identyczności czy – jak twierdzą niektórzy – analogiczności. Mówi się np. o charakterze instytucji i jej znaczeniu prawnym oraz o korzystaniu przez nią z analogicznej opieki i ochrony na gruncie systemu prawnego. Nawet jeżeli zgodzić się z tym podejściem, to wydaje się, że przesłanką stwierdzenia „identyczności” bądź „analogiczności”jest ich łączne wystąpienie w stosunku do wszystkich trzech (charakteru instytucji, jej znaczenia prawnego oraz poddania jej opiece i ochronie państwa). Tym samym, jeżeli ten identyczności czy analogiczności zabraknie w stosunku do którejkolwiek z nich (np. gdy opieka i ochrona państwa przybierze odmienny wymiar lub intensywność), zakaz konstytucyjny nie znajdzie zastosowania.
Stwierdzenie, że z art. 18 wynika dla ustawodawcy zwykłego zakaz rozszerzającego ujmowania instytucji „małżeństwa” nie może być, w moim przekonaniu, podstawą dla przyjęcia, że przepis ten zakazuje wszelkiej prawnej instytucjonalizacji (uznania) innych trwałych związków między dwoma osobami i to niezależnie od płci. Podkreślić należy, że przez instytucjonalizację rozumiem nadanie określonego i w miarę całościowego statusu prawnego związkom dwojga ludzi. Tym samy, instytucjonalizacja istotnie wykracza poza zapewnienie „tolerancji”, rozumianej jako bierne przyzwolenie państwa na istnienie takich związków i powstrzymanie się od od ich penalizacji (karania). Technika tolerowania mniejszości przez większość ma wprawdzie doniosłe i pozytywne konotację historyczne (by wspomnieć tylko postanowienia Konstytucji 3 Maja o tolerancji religijnej), ale w czasach dzisiejszych prawa mniejszości nie mogą być ograniczane do przyzwolenia jedynie na fizyczne ich istnienie.
Orzecznictwo Sądu Najwyższego nie podjęło dotąd kwestii, czy Konstytucja pozwala na prawną legalizację związków partnerskich (tzn. heteroseksualnych konkubinatów lub związków o charakterze monoseksualnym). W doktrynie zdania są podzielona. Część komentatorów (L. Garlicka, E. Łętowska, A. Jezusek, J. Pawliczak, M. Pilich, R. Piotrowski i M. Wyrzykowski zajmuje stanowisko, iż art. 18 nie implikuje zakazywania czy ograniczania tego typu związków. W sposób widoczny reprezentowany jest też pogląd odmienny (B. Banaszkiewicz, T. Smyczyński, L. Wiśniewski i -jak się wydaje – W. Skrzydło).
Od tych stanowisk wykluczających wszelką możliwość instytucjonalizacji związków partnerskich lub uznających brak konstytucyjnych przeszkód do nadania im statusu zrównanego z małżeństwem, odróżnić należy pojęcia o zrelatywizowanym charakterze, gdy wykluczenie/dopuszczenie legalizacji związków partnerskich zależy od ich bliskości wobec instytucji heteroseksualnego małżeństwa. Wówczas ocena konstytucyjnej dopuszczalności legalizacji koncentrowałaby się na badaniu podobieństw i różnic w stosunku do instytucji małżeństwa.
Podejście zrelatywizowane opiera się na założeniu, że art. 18 wyznacza jak gdyby maksymalny pułap podobieństw, poza który ustawodawca zwykły wyjść nie może. Ten „aspekt negatywny” trzeba jednak uzupełnić także „aspektem pozytywnym”, tzn. stwierdzeniem, że w świetle innych postanowień konstytucyjnych (zwłaszcza art. 30, art. 32 i art. 47) jawi się też „pułap minimalny”, to znaczy konstytucyjnie wiążące wskazanie, jakie aspekty trwałego pożycia w związku jednopłciowym muszą zostać uznane przez prawo i zyskać jego gwarancje. Uzupełnia to regulację zawartą w art. 18.
Uznanie, że Konstytucja RP nie zakazuje ustawodawcy zwykłemu nadania statusu prawnego związkom partnerskim, prowadzi do kolejnego pytania, mianowicie, czy z Konstytucji można także wydobyć obowiązek ustawodawcy zwykłego do ustanowienia takiej regulacji. Bez wątpienia podstawy dla takiego obowiązku nie można znaleźć w art. 18, ale – na co już zwracałem uwagę – problem związków partnerskich należy postrzegać także na tle innych przepisów konstytucyjnych. W tej perspektywie M. Wyrzykowski, prezentuje stanowisko, że „Konstytucja RP, gwarantując i chroniąc godność człowieka, jego wolność, równość i prywatność zawiera zobowiązanie dla ustawodawcy do instytucjonalizacji związków partnerskich”. Zgodzić się należy, że w szeregu przepisów konstytucyjnych można odnaleźć punkty zaczepienia dla tego stanowiska, zwłaszcza gdy interpretować je jako wymagające od ustawodawcy prawnego uznania związków partnerskich, ale bez nadawania im (formalnej czy materialnej) postaci małżeństwa i bez otaczania identyczną opieką i ochroną, jaka odnosi się do małżeństwa. Przeciwko temu stanowisku można podnieść argument, że z pewnością nie znajduje ono pokrycia w „wyjściowych intencjach” twórców Konstytucji, więc jego przyjęcie wymagałoby zastosowania dynamicznego podejścia do wykładni ustawy zasadniczej. Nie jest to możliwe, bo Konstytucja nie reguluje tej kwestii w sposób wyraźny i pozostawia znaczny luz interpretacyjny. Konieczne jest jednak przedstawienie rozbudowanej argumentacji prawnej. Niemałe znaczenie ma tutaj kontekst europejski, zwłaszcza w zakresie, w jakim tworzy ustalenia o charakterze prawnie wiążącym. Wydaje się np., że gdyby orzecznictwo strasburskie bądź luksemburskie przyjęło w sposób jednoznaczny, że obowiązkiem państw członkowskich jest dokonanie prawnej instytucjonalizacji związków partnerskich, to pojawiłby się nowy element, istotny także dla wykładni Konstytucji RP. O ile bowiem zobowiązania prawnomiędzynarodowe nie mogą przekreślać wyraźnych sformułowań konstytucyjnych, o tyle mogą i powinny wyznaczać kierunek interpretacji Konstytucji.
Problem w tym, że takiego pozytywnego obowiązku instytucjonalizacji nie odnaleziono dotąd ani w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, ani w Karcie Praw Podstawowych UE i ta powściągliwość sądów europejskich nie może być traktowana jako wskazówka interpretacyjna. Gdyby jednak orzecznictwo sądów europejskich uległo zmianie (a kilka spraw dających po temu okazję jest obecnie zawisłych w Strasburgu), to pojawiłaby się nowa sytuacja także dla polskiej debaty konstytucyjnej.
Przemysław Leszek Lis
Print Friendly, PDF & Email
Przeczytaj jeszcze:   Związki homoseksualne i homoseksualizm, raport i komentarz medyczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image