Języki z ognia. Glosolalia Dar języków w Biblii, historii i we współczesności Kościoła

Bp Andrzej Siemieniewski, ks. Mirosław Kiwka


Całość
Pobierz w formacie ePUB
albo czytaj tutaj
Jak otwierać pliki EPUB?
Program:  http://www.epubfilereader.com

Dodatek do przeglądarki: Chrome, Opera, Firefox

Fragmenty:

Wstęp

1. Mówienie językami w Biblii

1.1 Mówienie językami w Dziejach Apostolskich: Co właściwie działo się w Wieczerniku?
a. Zesłanie Ducha Świętego: majestatyczny spokój?
b. sceny zamieszania i chaosu?
c. duchowa szkoła językowa?
1.2 kilka pomocnych kroków przy lekturze biblijnych tekstów o mówieniu językami
a. glosolalia czy ksenoglosja?
b. mówienie językami znane w pogaństwie?
c. lektura Dz 2 w świetle 1 Kor 14
1.3 możliwe znaczenia restrykcji Apostoła co do mówienia językami
a. „Mówienie” kobiet jako istotny znak profetyczny wylania Ducha
b. „Mówienie” kobiet w codzienności Kościoła apostolskiego
c. „Mówienie” kobiet w zgromadzeniu „całego Kościoła” (1 Kor 14,23)

2. Mówienie językami w Kościele starożytnym
3. Glosolalia – języki niebiańskie?
4. Mówienie językami w średniowieczu
5. Czasy nowożytne: od XVI w.
6. Wielcy mistycy hiszpańscy XVI wieku
7. Przeżywanie daru języków w duchowości protestanckiej
8. Mormoni

9. Współczesny fenomen mówienia językami

9.1 Początek nowożytnego pentekostalizmu
9.2 Oficjalne wypowiedzi katolickie o darze języków
a. dokument Odnowa charyzmatyczna
b. dokument Chrzest w Duchu Świętym
9.3 Języki we współczesnej Odnowie charyzmatycznej: minimalizm teologiczny
9.4 Języki w Odnowie jako dar nadprzyrodzony

Zakończenie

W piątek 6 listopada 2015 znajdowałem się w sali centrum konferencyjnego ojców karmelitów tuż koło Rzymu. Wszystkie miejsca siedzące były wypełnione, obok mnie z jednej strony siedzieli animatorzy wrocławskiej wspólnoty charyzmatycznej HalleluJah, a z drugiej – liderzy Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Cała sal wsłuchiwała się jak zahipnotyzowana w słowa Patti Gallagher Mansfield.

Starsza już pani opowiadała o wydarzeniach sprzed prawie 50 lat, kiedy to grupa studentów Uniwersytetu Duquesne w Pittsburghu w stanie Pennsylwania w USA zapragnęła modlić się ze szczególną nadzieją o nowe wylanie Ducha Świętego. Było to 17 lutego 1966 roku i też przypadał piątek, kiedy wyruszyli do ośrodka rekolekcyjnego pod miastem. Po 50 latach Patti opowiadała nam o tym, jak śpiewali stary kościelny hymn Veni, Creator Spiritus (O Stworzycielu Duchu Przyjdź). I całkiem po prostu stało się to, o co prosili: Duch Stworzyciel przyszedł, napełnił ich serca doświadczeniem Bożej obecności i mocy, wzbudził nagłe pragnienie świętości – po czym otworzył ich usta i napełnił je słowami nowej, przedziwnej mocy: modlitwą w językach. Opowiadanie tej historii sprzed lat trwało i trwało… aż nagle Patti Mansfield przerwała i powiedziała: „Dosyć już tego mówienia. Teraz my wszyscy obecni tutaj z wiarą zaśpiewamy po łacinie hymn Veni, Creator Spiritus„.

Wszyscy powstaliśmy, słowa średniowiecznego hymnu z IX w. płynęły z ust kilkuset obecnych, a kiedy wybrzmiała ostatnia zwrotka – niespodziewanie i płynnie narodził się śpiew zupełnie innego rodzaju. Brzmiące teraz sylaby zdecydowanie nie były formułowane w żadnej znanej mowie. Powtórzył się ten sam dar sprzed lat – zwany śpiewem modlitwy w językach.

Od pół wieku w takiej lub w podobnej formie katolicy modlą się o wylanie Ducha Świętego. Wielu z nich oczekuje przy tym objawienia się nowego sposobu modlitwy, który nazywają darem języków.

Cóż to takiego, dar języków czyli glosolalia? Nazwa ta wywodzi się z Nowego Testamentu. Słownikowa definicja brzmi tak: „Glosolalia to fenomen, zwykle religijny, polegający na wydawaniu dźwięków, które stanowią, albo przypominają, język nie znany mówiącemu”[1].

Ta definicja nie rozstrzyga, czy wspomniane dźwięki są językiem jakiejś grupy ludzkiej realnie istniejącej dziś lub dawniej. Nie rozstrzyga też zagadnienia ewentualnie pozaludzkich języków (niebian? aniołów?). Pozostaje się przy opisie zjawiska bez wchodzenia w zbędne szczegóły.

‚Mówienie językami’ jest zjawiskiem bardzo silnie obecnym w Nowym Testamencie. Wspomina się o nim w Ewangelii św. Marka, w Dziejach Apostolskich i w Pierwszym liście do Koryntian. W sumie tych wzmianek jest aż trzydzieści pięć[2]. Trzeba przyznać, że to imponująca liczba.

Imponuje również czas trwania tego zjawiska oraz jego obecność w bardzo zróżnicowanych miejscach. Nowy Testament wspomina o jego trwaniu przez trzydzieści lat, o jego występowaniu zarówno w centrum judaistycznym (Jerozolima), jak w greckim (Korynt)[3].

Jednak ‚mówienie językami’ nie należy tylko do odległej historii. W ruchu Odnowy w Duchu Świętym powszechnie mówi się o „językach”: o „modlitwie w językach”, o „śpiewie w językach” czy też o „proroctwie w językach”. Wielu uczestników Odnowy Charyzmatycznej jest przekonanych, że dostępuje udziału w tym samym biblijnym charyzmacie, który kiedyś został udzielony Apostołom lub ich uczniom. Oto przykładowa seria zdań z jednego z popularnych opracowań:

− „dar języków […] pojawił się po zesłaniu Ducha Świętego”;
− „po zesłaniu Ducha Świętego dar się rozpowszechnia na innych wiernych”;
− „wśród wspólnot Koryntian dar języków był powszechny”;
− „teologowie zauważają dar języków m.in. u św. Pachomiusza, św. Teresy z Avila, św. Teresy od Dzieciątka Jezus, św. Proboszcza z Ars, św. Franciszka z Asyżu, św. Franciszka Ksawerego, św. o. Pio, bł. Matki Teresy z Kalkuty i wielu innych”;
− „dar języków […] rozbudził się szczególnie na początku XX wieku”, np. „wielebny Parham modlił się nad osobami”, które „otrzymały dar języków”;
− „od 1967 roku począwszy, „wspólnoty charyzmatyczne dotykające […] glosolalii (czyli daru języków) rozszerzały się w Kościele katolickim”[4].

Czym więc jest ten dar? Czy jest tym samym, co opisany w Dziejach Apostolskich (Dz 2) charyzmat mówienia językami? Czy tak przeżywana modlitwą jest tą samą, której doświadczali chrześcijanie w Koryncie za czasów św. Pawła (1 Kor 14)? Czy po czasach Nowego Testamentu chrześcijanie oczekiwali na taki dar, modlili się o niego i zauważali jego działanie? Czy w literaturze pozostały opisy, relacje i świadectwa – a także teologiczne rozważania i argumentacje na ten temat? O tym właśnie jest ta książka.

Jaką drogę proponujemy, aby znaleźć odpowiedź na powyższe pytania? Jaką metodą będziemy się posługiwać?

Zaczniemy od Pisma św.: czy można sprawdzić, co właściwie wydarzyło się w Wieczerniku w dzień Pięćdziesiątnicy? Jak wtedy mogło wyglądać ‚mówienie obcymi językami’? Czy obiegowe przekonania na ten temat, często utrwalone w ikonografii, dobrze odpowiadając biblijnemu opisowi? Dlaczego ‚mówienie językami’ w Koryncie, opisane w liście św. Pawła, sprawia wrażenie odmiennego zjawiska niż to zrelacjonowane w Dziejach Apostolskich? Poszukiwanie odpowiedzi na te pytania stanie się treścią pierwszego rozdziału.

Rozdział drugi to spotkanie z pobiblijną literaturą chrześcijańską z pierwszych wieków. Sprawdzimy, czy wspomniano coś o mówieniu językami w tekstach takich filarów poapostolskiego Kościoła jak św. Ireneusz, Orygenes czy Tertulian. Potem przejdziemy do największych starożytnych nauczycieli, którzy zostali nazwani ojcami Kościoła. Spotkamy tu św. Hieronima, św. Jana Chryzostoma, ale przede wszystkim św. Augustyna. Ten ostatni zostawił niezwykłe dziedzictwo w interesującej nas tu dziedzinie: nie tylko wiele pisał o biblijnym darze języków, ale dodatkowo przedstawił ze szczegółami praktykowaną za jego czasów modlitwę jubilacji. Czy jubilacja miała coś wspólnego z mówieniem językami? To pytanie jest dziś jeszcze bardziej aktualne niż za czasów Augustyna. Zdaje się bowiem, że bardzo przypomina to, co dziś nazywa się darem języków w wielu modlitewnych wspólnotach.

trzecim rozdziale zajmiemy się wątkiem nieco pobocznym, żeby nie powiedzieć – niszowym. Wiemy, że Apostoł Paweł użył raz frazy „… choćbym mówił językami ludzi i aniołów…”. Czy mówienie językami może być udziałem w językach istot niebiańskich? Co myśleli o tym chrześcijanie w starożytności i w średniowieczu? Czy pozostały po tym spisane świadectwa?

Wątek średniowiecza rozwiniemy w rozdziale czwartym, tym razem znacznie szerzej: czego nauczali o biblijnym darze języków wielcy teologowie i doktorzy Kościoła, jak św. Tomasz z Akwinu. Jak oceniano zdarzający się cud posługiwania się obcym językiem przez wielkich świętych? Czy mówili o tym także wierni chrześcijańskiego Wschodu?

Rozdział piąty wprowadzi nas w nowe rejony zainteresowań. Do nowożytnego stylu poruszania tematu daru języków należy dokument papieża Benedykta XIV z XVIII wieku. W zupełnie inny sposób mówili o tym samym wielcy mistycy hiszpańscy wieku XVI: św. Teresa z Avila i św. Ignacy Loyola. A św. Jan od Krzyża? Pozostaje to do weryfikacji i tym także zajmiemy się w tym rozdziale.

Od XVI wieku począwszy spojrzenie na chrześcijaństwo musi stać się szersze i objąć też tradycje protestanckie. Dlatego w rozdziale szóstym skierujemy wzrok ku inicjatorom protestanckiej reformacji, Marcinowi Lutrowi i Janowi Kalwinowi, by dowiedzieć się o ich zdaniu na temat glosolalii. O wiele bogatsze i zdecydowanie bardziej zróżnicowane co do przeżywania daru mówienia językami okaże się jednak protestanckie środowisko ewangelikalne, następnych wieków: XVII i XVIII. Z powodu wielkiego bogactwa materiału już tylko za pomocą kilku przykładów zbliżymy się do tego, jak doświadczali i jak rozumieli obecność daru języków uczestnicy radykalnych grup charyzmatycznych na obrzeżach oficjalnego protestantyzmu tamtego okresu.

Osobną kategorię stanowią mormoni. Powstałe na terenie USA w XIX wieku ugrupowanie stanie się przedmiotem naszego zainteresowania w rozdziale siódmym z jednego tylko powodu: zarówno w swoich księgach wyznaniowych jak i w literaturze opisującej modlitewne praktyki dnia codziennego mormoni w tamtych czasach często i jednoznacznie odwoływali się do daru języków.

Całość zakończymy rozdziałem ósmym, który będzie poświęcony współczesnemu fenomenowi mówienia językami. Współczesnemu – to znaczy związanemu najpierw z rozwojem nowych protestanckich wyznań pentekostalnych z początkiem XX wieku. Kiedy potem, w latach ’60, duchowość pentekostalna poszerzyła się na tradycyjne wyznania protestanckie – wraz ze zwyczajem modlitwy w postaci mówienia językami – zaczęto używać określenia odnowa charyzmatyczna. W końcu – od roku 1967 – te same sposoby modlitwy pojawiły się w Kościele katolickim wraz z katolicką Odnową w Duchu Świętym.

W ten sposób spróbujemy, co prawda cząstkowo i fragmentarycznie, uzyskać spojrzenie na całościową panoramę rozumienia i praktykowania daru języków w dwudziestu wiekach istnienia Kościoła.

Przypisy

[1] Dictionary of Pentecostal and Charismatic Movements, s. 670.
[2] Dictionary of Pentecostal and Charismatic Movements, s. 671.
[3] Dictionary of Pentecostal and Charismatic Movements, s. 671.
[4] M. Wrzos, Dar języków, „Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym” (2004), nr 5, s. 47-56.

1. Mówienie językami w Biblii

bp Andrzej Siemieniewski
ks. Mirosław Kiwka

JĘZYKI Z OGNIA. GLOSOLALIA:
Dar języków w Biblii, historii i we współczesności Kościoła

1. Mówienie językami w Biblii

Pierwszy rozdział poświęcimy temu, co na temat języków mówi Biblia. Pierwszym odruchem mogłoby być sięgnięcie po dorobek uczonych biblistów: opracowane przez nich tłumaczenia tekstów i komentarze stanowią zwykle punkt wyjścia dla zorientowania się w zagadnieniach biblijnych. W bibliotekach teologicznych dostępne są w wielkiej ilości naukowe dzieła w tym zakresie. Dlatego najczęściej to właśnie od takiej lektury rozpoczyna się prezentację tego, co na dany temat mówi nam Pismo święte.

W naszym przypadku, czyli przy poszukiwaniu biblijnych źródeł na temat mówienia językami, taki punkt wyjścia nie wydaje się jednak najlepszy. Dlaczego? Powód jest natury historycznej: chrześcijanie doświadczający daru języków w ciągu wieków historii Kościoła, otaczający ich świadkowie pojawiania się tego daru, duszpasterze przekazujący biblijne nauczanie na jego temat – wszyscy ci ludzie czerpali z Pisma św. w zupełnie inny sposób. Częściej pozostawiali na drugim planie zagadnienia ściśle naukowe, a tekst biblijny traktowali jako mowę samego Boga skierowaną wprost do serc wierzącej wspólnoty, ufnie przyjmującej Boże objawienie. Jeśli więc chcemy zrozumieć historię oddziaływania biblijnej tradycji mówienia językami przez dwadzieścia wieków historii Kościoła, to nasze podejście musi być mniej akademickie, a bardziej popularne.

Z takiego założenia wynika metoda zastosowana w pierwszym rozdziale tej książki. Na początku zajmiemy się (mało zapewne uczoną) kwestią: gdyby dzisiaj ktoś chciał stworzyć film na temat pierwszego zesłania Ducha Świętego – jaki scenariusz byłby najbardziej wierny historycznemu oryginałowi? Co właściwie działo się w Wieczerniku w dzień Pięćdziesiątnicy? Aby się z tym zmierzyć, sięgniemy wprost do narracji Dziejów Apostolskich. Poszukamy tam odpowiedzi na pytanie: czy tradycyjne reprezentacje ikonograficzne tchnące majestatycznym spokojem zebranych Apostołów z Maryją pośród nich są realistyczne? A może więcej historycznej prawdy znajdziemy w niektórych ilustracjach oddających zaskoczenie zgromadzonych, niespodziane wtargnięcie mocy Ducha, nieprzewidywalność Bożego daru i wybuch trudnej do opanowania radości? Czy Pięćdziesiątnica bardziej przypominała stonowaną liturgię w ściśle apostolskim gronie, czy raczej burzliwe (a może i chaotyczne?) spotkanie modlitewne ponad stu osób?

Kolejnym czekającym nas zagadnieniem będzie natura opisanego w Nowym Testamencie daru języków. Przywołajmy znowu naszą filmową metaforę: w jaki sposób hipotetyczny reżyser miałby oddać ‚akustyczny efekt’ Wieczernika? Czy pobożna lektura biblijnego tekstu podsunie nam jakieś odpowiedzi? Może odkryjemy, że bardziej prawdopodobna jest seria katechetycznych pouczeń wygłoszonych przez Apostołów do kolejnych grup językowych jerozolimskich pielgrzymów. A może bliższe prawdy wyda nam się, że chodziło bardziej o zbiorowe wychwalanie Boga, o jakiej pierwsze, spontaniczne, wspólnotowe Te Deum.

Odpowiedzi na pierwsze i drugie pytanie będą wymagały poszerzenia lektury: z drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich (dzień Pięćdziesiątnicy) przejdziemy więc do rozdziałów dziesiątego i dziewiętnastego Dziejów. To dwa kolejne przykłady mówienia językami podczas zstępowania Ducha Świętego. Trzeba je wziąć pod uwagę, gdyż dopiero wszystkie trzy razem dają bardziej całościowy obraz tego, jak wyglądało mówienie językami w Kościele apostolskim.

Kolejnym krokiem będzie zauważenie, że w naszych czasach lekturę tekstu biblijnego o mówieniu językami często determinują trzy narzucone z zewnątrz założenia, przy czym rzadko stawiamy pytanie o ich uzasadnienie. Pierwsze z nich to przekonanie, że trzeba czytać Nowy Testament w świetle uprzedniego przyjęcia osobnej kategorii dla daru języków w Dziejach Apostolskich (będzie to zrozumiała dla świadków wydarzenia ksenoglosja) i osobnej kategorii dla daru języków u św. Pawła (byłaby to niezrozumiała dla świadków glosolalia). Drugie założenie dotyczy tego, jakoby ‚mówienie językami’ analogiczne do zjawiska opisanego w Nowym Testamencie, było powszechne w greckiej, pogańskiej starożytności i dlatego miałoby być kulturowym tłem dla chrześcijańskiego daru języków. I wreszcie – zakładanie zdecydowanej różnicy między zjawiskiem z Dnia Pięćdziesiątnicy (zrozumiałe dla innych języki rozmaitych ludów) i z kościoła w Koryncie (niezrozumiałe dźwięki tylko przypominające ludzkie języki). Być może okaże się, że te trzy założenia te są nieuzasadnione, a rezygnacja z nich – znakomicie pomoże w lekturze biblijnych tekstów na temat daru języków.

Na koniec rozdziału o biblijnym przekazie na temat daru języków zajmiemy się jeszcze pewną sprawą dodatkową. Choć niezaangażowanemu obserwatorowi może wydawać się ona marginalna, to jednak dla wielu osób zaangażowanych we współczesnym ruchu Odnowy w Duchu Świętym jest niezmiernie istotna. Chodzi tu o dwie restrykcje nałożone przez św. Pawła na publiczną, głośną modlitwę – a więc w konsekwencji także i na ‚mówienie językami’. Pierwsza restrykcja zdaje się ograniczać wszelką głośną modlitwę w Kościele (skutkiem tego i ‚dar języków’) tylko do mężczyzn: „kobiety mają na zgromadzeniach milczeć” (1 Kor 14, 34), pisze Apostoł. Druga restrykcja wydaje się jeszcze bardziej surowa i ogranicza – jak się wydaje – korzystanie z daru języków tylko do osobistej modlitwy na osobności: „…niech zaś mówi sobie samemu i Bogu!” (1 Kor 14, 28). Łatwo wyobrazić sobie, jakie konsekwencje płyną z tego dla dzisiejszych członków grup modlitewnych, którzy z jednej strony pragną Bożych charyzmatów, a z drugiej strony chcą zachować pełną wierność nauczaniu Słowa Bożego. Z tego właśnie powodu na koniec pierwszego rozdziału zajmiemy się i tymi dwoma problemami.

1.1 Mówienie językami w Dziejach Apostolskich: Co właściwie działo się w Wieczerniku?

a. Zesłanie Ducha Świętego: majestatyczny spokój?

Biblijna scena zesłania Ducha Świętego (Dz 2,1-4) często bywała przedstawiana w ikonografii. Grupa dwunastu Apostołów z Maryją pośrodku nich, zstępujące z góry płomienie, skupiony wyraz twarzy wszystkich obecnych oraz wewnętrzny, majestatyczny pokój odmalowany na obliczach uczestników modlitwy: artyści zwykle te właśnie elementy uwiecznili jako najbardziej charakterystyczne dla ich wyobrażenia sceny spełnionej obietnicy Pięćdziesiątnicy. Tak właśnie miało przebiegać to, co opisuje słowo Pisma: „ukazały się im języki jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden; i wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym” (Dz 2, 3-4).

Wydaje się, że to przeczucie uporządkowanego majestatu i niemalże liturgicznego spokoju towarzyszy wyobrażeniom dalszego ciągu biblijnej sceny, kiedy to zgromadzeni „zaczęli mówić obcymi językami, tak jak im Duch pozwalał mówić” (Dz 2, 4). Można odnieść wrażenie, że w oczach wielu współczesnych komentatorów i tłumaczy wydarzenie to byłoby zbliżone charakterem do serii mów w obcych językach (na kształt pamiętnych przemówień św. Jana Pawła II do różnych grup językowych).

Biblia Tysiąclecia (BT) oraz Biblia Towarzystwa Świętego Pawła (BŚP) zdają się sugerować scenerię formalnych przemówień do kolejnych reprezentacji narodowościowych:

„Każdy słyszał, jak przemawiali [λαλούντων] w jego własnym języku. «Czyż ci wszyscy, którzy przemawiają [οἱ λαλοῦντες], nie są Galilejczykami?»” (Dz 2,7).

Podobnie formułują to komentatorzy: „Apostołowie zaczynają przemawiać do zgromadzonych w ich własnych językach”. Biblia Poznańska (BP) przedstawia nam nawet „tych, którzy rozprawiają” w obcych językach[5]. Przemawianie i rozprawianie pasują do obrazu uporządkowanego i spokojnego wydarzenia, w którym biorą udział przełożeni (Apostołowie) wygłaszający przemowy do ludu. Dla innego komentatora dar języków w opisie Łukaszowych Dziejów przedstawiony jest jako „natchnione i zrozumiałe zwiastowanie”[6].

Można przypuszczać, że tłumacze mieli przed oczami wyobraźni gotową scenę Pięćdziesiątnicy. Dlatego to samo greckie słowo „λαλεῖν” raz staje się „przemawianiem”, innym razem nawet „rozprawianiem”, choć w rzeczywistości jest po prostu niedookreślonym na razie co do charakteru – „mówieniem”[7]. Przy takim stylu prezentacji biblijnej Pięćdziesiątnicy czytelnik Pisma św. jest w najwyższym stopniu zaskoczony, kiedy nagle dowiaduje się, że niektórzy świadkowie tego wydarzenia drwili sobie z tego wszystkiego i mówili: „Upili się młodym winem” (Dz 2,13). Ta reakcja nie pasuje do stereotypów utrwalonych przez ikonografię i komentarze, a nawet przez pewne tradycje tłumaczenia biblijnego tekstu. Dlaczego komuś mogłoby przyjść do głowy, aby serię formalnych przemówień do grup językowych skwitować drwinami i podejrzeniem o upojenie? Jedno wyraźnie nie pasuje do drugiego.

Skoro więc – poza wyobraźnią – nie wiadomo, jak wyglądał pod tym względem dar języków w dzień Pięćdziesiątnicy, bezpieczniej wydaje się pozostać w tłumaczeniu przy skromniejszym „mówieniu obcymi językami”, jak zresztą czyni to Wulgata (loquentes-loquuntur).

Sami zewnętrzni świadkowie tego niezwykłego wydarzenia, czyli „pobożni Żydzi ze wszystkich narodów pod słońcem” (Dz 2, 5) nie dają nam powodu do zakwalifikowania mowy uczniów Jezusa jako „przemówień” lub „rozpraw”. Ich wrażenie opisuje zwrot: „słyszymy ich mówiących [λαλούντων] w naszych językach wielkie dzieła [μεγαλεῖα] Boże” [BT].

Dlaczego to ważne? Gdyż wiele elementów opisu w Dziejach Apostolskich (Dz 2, 2-12) sugeruje raczej burzliwą (a może i chaotyczną) scenę, w której bierze udział o wiele większa grupa niż tylko dwunastu Apostołów z Maryją, do tego z bardzo licznymi świadkami.

b. sceny zamieszania i chaosu

Najpierw trzeba skorygować nasze wyobrażenie o liczbie osób, które dostąpiły zstąpienia ognistych języków i mówienia innymi językami. Czytamy bowiem, że kiedy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, „znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu” (Dz 2,1). Słowo „wszyscy” może odnosić się albo do grupy wspomnianej w Dz 1,12-14, albo do grupy opisanej w Dz 1,15:

„Wrócili do Jerozolimy z góry, zwanej Oliwną, która leży blisko Jerozolimy, w odległości drogi szabatowej. Przybywszy tam weszli do sali na górze i przebywali w niej: Piotr i Jan, Jakub i Andrzej, Filip i Tomasz, Bartłomiej i Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Szymon Gorliwy, i Juda, [brat] Jakuba. Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa, i braćmi Jego” (Dz 1, 12-14).

Zaraz potem dowiadujemy się, że liczba mogła być naprawdę spora: „Wtedy Piotr w obecności braci, a zebrało się razem około stu dwudziestu osób, przemówił…” (Dz 1,15). Wszyscy musieli być już uważani za jednolite zgromadzenie wyznawców nowej wiary w Jezusa Chrystusa, skoro to wobec nich dokonał się wybór na urząd apostolski następcy Judasza (Dz 1,15-26). I to właśnie do nich wszystkich mogą odnosić się słowa: „Kiedy nadszedł wreszcie dzień Pięćdziesiątnicy, znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu” (Dz 2,1).

Mogą to potwierdzać jeszcze dwa fakty:

– W Dz 2,1 powtarzają się słowa z Dz 1,14-15: ‚razem’ [ὁμοθυμαδὸν] oraz ‚na tym samym miejscu’ [ἐπὶ τὸ αὐτό]. Amerykańska Encyklopedia Katolicka sugeruje: „W święto Pięćdziesiątnicy stu dwudziestu uczniów pochodzących z Galilei dało się słyszeć ‚mówiących różnymi językami, tak jak Duch Święty pozwalał im mówić'”[8]. Natomiast w komentarzu Biblii Jerozolimskiej do Dz 2,1 szuka się raczej potwierdzenia tego, że w wydarzeniu Dnia Pięćdziesiątnicy uczestniczyła mniejsza grupa, ta opisana w wersach 1,13-14.

– W swoim wyjaśnieniu tego, co właśnie zdarzyło się w dzień Pięćdziesiątnicy, Apostoł Piotr przytoczył słowa proroka Joela, które podkreślały różnorodność osób, na które zstąpił Duch Święty:

„Piotr […] przemówił donośnym głosem:
spełnia się przepowiednia proroka Joela:
W ostatnich dniach – mówi Bóg – wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało,
i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze,
młodzieńcy wasi widzenia mieć będą, a starcy – sny.
Nawet na niewolników i niewolnice moje
wyleję w owych dniach Ducha mego, i będą prorokowali” (Dz 2, 16-18, por. Jl 3,1-2).

Różnorodność osób uczestniczących w Pięćdziesiątnicy w ‚sali na górze’ była ważnym argumentem za tym, że rzeczywiście Duch Święty wylewa się „na wszelkie ciało”. Trzeba zauważyć, że dwukrotnie powtarza się tu podkreślenie, że w wylaniu Ducha uczestniczą zarówno mężczyźni, jak i kobiety. W każdym razie, to o wiele więcej osób niż tylko Apostołowie wraz z Maryją, skoro autor Dziejów tak wyraźnie podkreśla: „znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu” (Dz 2,1).

Idąc dalej, musimy zauważyć te wyrażenia biblijnego tekstu, które sugerują niespodziewane zamieszanie:

– „szum, jakby uderzenie gwałtownego wiatru” (w. 2);
– „języki jakby z ognia, które się rozdzieliły” (w. 3);

– świadkowie, którzy najpierw:
– „zbiegli się tłumnie i zdumieli” (w. 5);
– i „mówili pełni zdumienia i podziwu” (w. 7);

– potem zaś:
– jedni „zdumiewali się i nie wiedzieli, co myśleć” (w. 12);
– inni zaś „drwili” (w. 13).

W sumie nie wygląda to na scenę rządzoną regułami porządku i rytu, a raczej na wydarzenie, które właśnie najpierw zaburzyło modlitewny spokój nagłą, nieoczekiwaną i zaskakującą interwencję Ducha, a potem wywołało chaotyczne zbiegowisko ciekawskich, a może i zwyczajnych gapiów, zapewne nie mniej licznych niż sami uczestnicy wydarzenia, skoro zbiegli się „tłumnie” (w. 5: πλῆθος – to po prostu „tłum”. Burzliwy początek, niespodziewany dalszy przebieg, tłum ciekawskich – to lepiej tłumaczy zróżnicowane reakcje widzów na to, co widzieli i słyszeli, niż tradycyjne wyobrażenie statycznej, niemal liturgicznej scenerii pierwszego zesłania Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy.

c. duchowa szkoła językowa?

– języki z ognia

Polski czytelnik Dziejów Apostolskich zauważy, że w biblijnym tekście to samo słowo – „języki” – odnosi się zarówno do tajemniczych płomieni zstępujących z nieba jak i do nowej mowy, jaką otrzymali uczniowie Jezusa. Warto podkreślić, że w greckim oryginale sytuacja jest taka sama:

„Ukazały się im też języki [γλῶσσαι] jakby z ognia, które się rozdzieliły, i na każdym z nich spoczął jeden. I wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym, i zaczęli mówić obcymi językami [γλώσσαις]” (Dz 2, 3-4).

Jest więc związek między płomieniem Ducha zstępującego od Boga a płomienną mową, która zaczyna płynąć z ust zgromadzonych. „Z ognia” są zarówno języki zstępującego Ducha, jak i języki, w których mówili wtedy uczniowie.

W bardzo przejmujący sposób podkreśla to średniowieczny ojciec Kościoła, św. Grzegorz Wielki(540-604). Płomień stał się środkiem objawienia Bożego, ponieważ Bóg sam jest niematerialnym i niewyrażalnym ogniem (Hbr 12, 29), który przybywa, by zapalić miłością Bożą serca chłodne i myślące po ziemsku. A płomień ten ukazał się w językach, gdyż język tworzy słowa, a kto jest dotknięty przez Bożego Ducha, ten wyznaje Słowo Boga, czyli Jego Jednorodzonego Syna. To dlatego Duch objawił się w językach ognia, gdyż każdy, kogo On wypełni, mówiąc płonie. Skutkiem tego nauczyciele wiary przemawiają płomienistym językiem z miłości Boga i rozpalają serca swoich słuchaczy[9].

To samo skojarzenie znajdziemy u św. Bedy Czcigodnego (673-735):

„Duch Święty ujawnił się w ogniu i w językach, by pokazać, że wszyscy napełnieni Duchem zarazem płoną i mówią: płoną z powodu obecności Trzeciej Osoby Bożej i mówią o niej”[10].

Języki, w których zaczęli mówić zgromadzeni, okazały się inne niż ten, którym uczniowie z Galilei posługiwali się na co dzień. Były więc „obce”. Inni tłumaczą to wyrażenie (ἑτέραις γλώσσαις) jako mówienie „różnymi językami” (BŚP), „rozmaitymi językami” (Wujek); „innymi językami” (Komentarz Żydowski).

W opisie znajdującym się na początku Dziejów Apostolskich czytelnika uderza przede wszystkim to, że „języki” są tu przedstawione jako niespodziewany i zaskakujący dar. Elementem budzącym zdumienie słuchaczy jest fakt, że chociaż ludzie mówiący „językami” to miejscowi Żydzi, to ich słowa rozumieli ludzie rozmawiający na co dzień w najrozmaitszych językach wielu narodów[11].

Zostaje to potwierdzone dodatkowo przez tradycję żydowską, która w opisie objawienia Boga na górze Synaj (por. Wj 19,16) widziała opis rozbrzmiewania chwały Bożej w siedemdziesięciu rozmaitych językach nieżydowskich[12]. Wydaje się więc jasne, że intencją autora Dziejów Apostolskich było przekazanie, iż „w dzień zesłania Ducha Świętego uczniowie ogłaszają dziwy Boże w językach, które rozumieją zebrani tam ludzie”[13].

– głoszenie „wielkich dzieł Bożych”

Oprócz cudu, polegającego na rozumieniu mówienia językami przez ludzi z wielu różnych krajów, ważna jest też treść owej cudownej mowy (w. 11): „wielkie dzieła Boże [μεγαλεῖα]”[14]. To samo wyrażenie „wielkie dzieła Boże” znamy na przykład z Ewangelii św. Łukasza. „Maryja rzekła: Wielbi dusza moja Pana, […] gdyż wielkie rzeczy [μεγάλεῖα] uczynił mi Wszechmocny” (Łk 1,46-49). Greckie μεγάλεῖα (łac. magnalia) znalazło się więc w hymnie uwielbienia dla Boga. Skoro nic w tekście Dziejów Apostolskich nie zmusza nas do przyjęcie wersji jakiegoś ‚przemawiania’, ‚rozprawiania’ czy ‚zwiastowania’, to może w Dziejach Apostolskich bardziej niż o przemówienia chodzi o wznoszenie hymnów uwielbienia w owych „obcych językach”? Hymnów podobnych w treści do Magnificat.

Encyklopedii katolickiej znajdujemy kolejne argumenty. Po pierwsze, „fizyczne i psychologiczne warunki obecnych to ekstatyczny zachwyt, kiedy ‚wielkie dzieła Boże’ znalazły swój naturalny wyraz w aklamacjach, modlitwach i hymnach – możliwe że powstałych w poprzedzającym tygodniu, gdy ‚stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc Boga’ (Łk 24,52-53). Po drugie, trzeba poczynić uwagę ogólniejszą: „biblijna glosolalia nigdy nie służyła do głoszenia, co zresztą umknęło uwadze nawet św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu”[15].

Dynamika całości wygląda więc tak:

Najpierw zgromadzeni w sali na piętrze zostali napełnieni Duchem Świętym i zaczęli „mówić innymi językami [ἑτέραις γλώσσαις]” (w. 4), a potem okazało się, że wielu spośród tych, którzy tłumnie się zbiegli słyszało ich „mówiących naszymi językami [ἡμετέραις γλώσσαις]” (w. 11). „Inne języki” okazały się w uszach słuchaczy „naszymi językami”, mową konkretnych narodów z wielu miejsc świata.

Wersja wspólnotowego (i ze względu na emocjonalne okoliczności nieco chaotycznego) wznoszenia hymnów czy głosów uwielbienia lepiej tłumaczyłaby tak różne reakcje świadków. Jedni, będący bliżej, czy lepiej słyszący konkretne osoby wznoszące uwielbienie Boga pośród tłumnego zamieszania, są pełni zdumienia wobec ewidentnego cudu. Inni zaś świadkowie tych niezwykłych chwil, może w większym oddaleniu albo po prostu nie mający okazji do uchwycenia w chaotycznym gwarze swojego języka, reagują całkiem inaczej: „«Upili się młodym winem» – drwili” (Dz 2,13).

Natomiast dość trudno wyobrazić sobie takie uporządkowane przemówienie (lub rozprawianie czy zwiastowanie), które u jednych budzi zdumienie z powodu zaskakującego użycia wielu obcych języków, a u innych budzi drwinę i podejrzenie o upojenie mówcy. Łatwiej o wyobrażenie sobie owej sceny, gdy w środku ruchliwego miasta grupa ponad stu osób uwielbia Boga. Ci, którzy są bliżej i mają lepszą okazję do słyszenia szczegółów, rozpoznają u jednej czy drugiej osoby zdumiewający dar mowy obcym językiem. Ci, do których dotarł tylko widok uwielbiającego zgromadzenia i chaotycznego hałasu drwią sobie z tego wszystkiego.

Dodatkowy argument przeciw ‚przemawianiu’ jako formie „mówienia innymi językami” w dzień Pięćdziesiątnicy to fakt, że kiedy doszło do faktycznego przemówienia, zostało ono wygłoszone w jednym języku i przez jedną osobę, w dodatku przez uznanego pasterza całej wspólnoty, przez Apostoła Piotra.

– argument „z domu Korneliusza” i z „uczniów z Efezu”

Dodatkowy, choć też istotny argument, pochodzi z kolejnych rozdziałów Dziejów, dziewiątego i dziewiętnastego. W rozdziale 10 czytamy tam, że pewien pobożny i bogobojny Rzymianin imieniem Korneliusz, setnik z italskiej kohorty zaprosił do swego domu Apostoła Piotra, któremu towarzyszyli bracia z Jafy. Celem zaproszenia było wysłuchanie chrześcijańskiego orędzia, a słuchaczami, oprócz Korneliusza, mieli być jego krewni i najbliżsi przyjaciele. Kulminacyjna scenę tak oto opisuje tekst Biblii:

„Kiedy Piotr jeszcze mówił o tym, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki. I zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego wylany został także na pogan. Słyszeli bowiem, że mówią językami [γλώσσαις] i wielbią Boga [μεγαλυνόν]. Wtedy odezwał się Piotr: «Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my?» I rozkazał ochrzcić ich w imię Jezusa Chrystusa” (Dz 10,44-48).

Dwie rzeczy zwracają tu uwagę. Pierwsza to słownictwo opisujące dar udzielony poganom, to jest Korneliuszowi, jego krewnym i przyjaciołom. „Słyszeli ich mówiących językami” (λαλούντων γλώσσαις) to dosłowne powtórzenia frazy z Dz 2,11. Wielbienie [μεγαλύνω] Boga ma to samo źródło językowe co „wielkie rzeczy Boże” [μεγαλεῖα] z Dz 2,11. I znowu nietrudno skojarzyć to z Magnificat Maryi: „Wielbi [μεγαλύνει] dusza moja Pana” (Ł 1, 46).

Druga zaś rzecz to same okoliczności zdarzenia. Z oczywistych względów, dopiero co napełnieni Duchem Świętym Korneliusz i jego najbliżsi nie mogli pouczająco ‚przemawiać’ do Piotra i do towarzyszących mu doświadczonych chrześcijan, nie mogli też z nimi ‚rozprawiać’ czy też im czegoś ‚zwiastować’. A jednak Piotr od razu postawił diagnozę: „otrzymali Ducha tak samo jak my„. Apostoł potwierdzi to jeszcze mocniej po kilku dniach, w rozmowie z braćmi z Judei: na Korneliusza i jego towarzyszy „Duch Święty zstąpił jak na nas na początku” (Dz 11,15). Zstąpił tak samo, rozpoznawalny po tych samych darach, którymi było „mówienie językami” oraz „wielbienie Boga” (= opiewanie wielkości Boga).

Tytułem dodatkowego potwierdzenia zajrzyjmy do dziewiętnastego rozdziału Dziejów.

„Kiedy Apollos znajdował się w Koryncie, Paweł przeszedł okolice wyżej położone, przybył do Efezu i znalazł jakichś uczniów. Zapytał ich: «Czy otrzymaliście Ducha Świętego, gdy przyjęliście wiarę?» A oni do niego: «Nawet nie słyszeliśmy, że istnieje Duch Święty». «Jaki więc chrzest przyjęliście?» – zapytał. A oni odpowiedzieli: «Chrzest Janowy». «Jan udzielał chrztu nawrócenia, przemawiając do ludu, aby uwierzyli w Tego, który za nim idzie, to jest Jezusa» – powiedział Paweł. Gdy to usłyszeli, przyjęli chrzest w imię Pana Jezusa. A kiedy Paweł włożył na nich ręce, Duch Święty zstąpił na nich. Mówili też językami i prorokowali. Wszystkich ich było około dwunastu mężczyzn” (Dz 19, 1-7).

Opisane tu kolejne zstąpienie Ducha Świętego wykazuje wiele podobieństw ze sceną z Dz 10. Tak jak Korneliusz był „pobożny i bogobojny”, także i tu kandydatami są „uczniowie”. Tak jak Korneliusz nie wiedział nic na temat spełniania się obietnicy Jezusa o zesłaniu Ducha Świętego, tak też i ci uczniowie „nawet nie słyszeli, że istnieje Duch Święty” (Dz 19, 2). I – co dla nas tutaj najważniejsze – kiedy Duch na nich zstąpił, mówili językami i prorokowali. Podobnie jak w przypadku Korneliusza i jego towarzyszy, wydaje się wysoce nieprawdopodobne, aby mówienie językami oznaczało tu jakiś rodzaj ‚przemawiania’ czy ‚rozprawiania’ do rozmaitych grup językowych. Mówiący językami byli przecież nowicjuszami, a świadkiem wydarzenia był słynny już wtedy Apostoł Paweł, zapewne z jakimiś pomocnikami. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że mówienie językami to wykrzykiwanie lub śpiewanie tych samych treści: uwielbianie Boga za Jego wielkie dzieła.

1.2 Kilka pomocnych kroków przy lekturze biblijnych tekstów o mówieniu językami

Jak łatwo zauważyć, nie jest łatwo wyciągnąć jednoznaczne wnioski z lektury biblijnych opisów ‚mówienia językami’. Potrzebne nam są nowe spojrzenia z kilku nowych kierunków, aby uzupełnić rozumienie odnośnych tekstów Biblii. Przejdziemy więc do kolejnego etapu, w którym na pierwsze miejsce znowu wysuną się dane biblijne.

Już na wstępie zasygnalizujmy potrzebę trzech koniecznych pytań:

(1) Czy pożyteczne jest wprowadzanie – często spotykanego – pozabiblijnego podziału ‚mówienie językami’ na dwie różne kategorie: na glosolalię i ksenoglosję? Czy dla naszych celów (duchowa lektura Nowego Testamentu) nie wprowadza to więcej zamieszania niż wyjaśnienia?
(2) Czy jest historycznie uzasadnione przekonanie o istnieniu pogańskich, greckich wzorców dla chrześcijańskiej glosolalii?
(3) Czy jest pomocne radykalne przeciwstawiania glosolalii w dzień Pięćdziesiątnicy (Dz 2) i glosolalii korynckiej (1 Kor 14) jako zjawisk zasadniczo różnych?

Wędrówka szlakiem tych trzech pytań to nasze zadanie w kolejnej części tej książki.

a. glosolalia czy ksenoglosja?

W wielu opracowaniach rozważania na temat nowotestamentowego mówienia językami zaczyna się od rozróżnienia terminologicznego między glosolalią a ksenoglosją. Takie podejście może mieć swoje zalety, ale ma też podstawową wadę. Otóż, w przeciwieństwie do terminu ‚ksenoglosja’, wyrażenie ‚glosolalia’ wiernie oddaje terminologię Nowego Testamentu: ‚gloso-lalia’ to tyle co ‚języko-mówienie’. W takiej postaci, czy w bardzo podobnych postaciach, spotykamy je wielokrotnie w Nowym Testamencie.

Oto przykłady tych form:
– uczniowie Jezusa „nowymi językami mówić będą” (γλώσσαις λαλήσουσιν καιναῖς) (Mk 16,17);
– w dzień Pięćdziesiątnicy uczniowie ”zaczęli mówić obcymi językami” (λαλεῖν ἑτέραις γλώσσαις) (Dz 2,4);
– widząc Korneliusza i jego towarzyszy świadkowie „słyszeli, że mówią językami” (λαλούντων γλώσσαις ) (Dz 10,46);
– nawróceni przez Pawła „mówili językami” (ἐλάλουν γλώσσαις) (Dz 19,6);
– w Hymnie o miłości Apostoł używa wyrażenia: „choćbym mówił językami” (γλώσσαις λαλῶ) (1 Kor 13,1);
– w następnym rozdziale swojego listu św. Paweł omawia przypadek kogoś „mówiącego językami” (λαλῶν γλώσσῃ) (1 Kor 14,2);
– nawet o sobie samym stwierdza: „mówię językami” (γλώσσαις λαλῶν) (1 Kor 14,18);
– tam, gdzie Biblia Tysiąclecia ma skomplikowaną formę „poczną korzystać z daru języków”, tam Apostoł pisze zwyczajnie: „będą mówić językami” (γλώσσαις λαλῶν) (1 Kor 14, 23).

Wydaje się jasne, że w biblijnym języku Nowego Testamentu wspomniany dar duchowy nazywa się (w bardzo zbliżonych wariantach) ‚mówieniem językami’, albo – jeśli można się tak wyrazić – ‚języko-mówieniem’, czyli właśnie glosolalią. I to zupełnie niezależnie, czy akustyczny efekt tego daru jest zrozumiały dla słuchacza (jak w dzień Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie), czy też pozostaje zasadniczo niezrozumiały (jak w Koryncie). Tak czy inaczej, dla biblijnego autora jest to niezmiennie glosolalia. To prawda, że sam termin glosolalia zaczął być używany w języku angielskim dopiero w XIX wieku – ale ma bardzo solidne uzasadnienie w terminologii Nowego Testamentu[16].

Kiedy natomiast wprowadzamy nowy termin ‚ksenoglosja’, zaczynamy wchodzić na grunt znacznie mniej pewny. „Wyrażenie ksenoglosia zostało wprowadzone w 1905 r., początkowo dla opisania medium spirytystycznego, które umiało w transie sprawnie posługiwać się obcym językiem”[17]. Może więc lepiej – dla naszych celów duchowej lektury Nowego Testamentu – trzymać się logiki językowej Pisma św. w nadziei, że to lepiej przysłuży się naszemu rozumieniu fenomenu ‚mówienia językami’.

b. mówienie językami znane w pogaństwie?

Kolejne ważne pytanie dotyczy szeroko dziś uznawanej tezy o tym, jakoby mówienie językami było znane i praktykowane wśród greckich pogan za czasów apostolskich i dlatego właśnie tak bardzo zaznaczyło się w Koryncie – czyli w Kościele złożonym z byłych pogan.

Rzeczywiście, dość powszechnie spotykana hipoteza wyjaśnienia fenomenu mówienia językami wywodzi się z faktu, że u św. Pawła są one opisane w Kościele korynckim, w którym bardzo wielu chrześcijan ewidentnie wyznawało wcześniej pogańskie religie Greków („Wiecie, że gdyście byli poganami, ciągnęło was nieodparcie ku niemym bożkom” – 1 Kor 12, 1).

Wyjaśnienie wygląda wtedy tak: wcześniej owi mieszkańcy Koryntu mieli spotykać się z tym zjawiskiem w centrach greckiego, pogańskiego kultu (gdzie glosolalia miała być często praktykowana). Po nawróceniu na chrześcijaństwo przenieśli ten zwyczaj do Kościoła. I tak pojawiłaby się wśród chrześcijan glosolalia, potem wstecznie utożsamiona także z pierwotnym entuzjazmem pamiętnego dnia Pięćdziesiątnicy w Jerozolimie podczas zesłania Ducha Świętego. „W ciągu trzydziestolecia [1965-1995] wśród badaczy hellenistycznych precedensów jako paraleli dla glosolalii w Nowym Testamencie uznano zgodnie: fenomen natchnionej mowy znajdujący się w Nowym Testamencie oraz terminologia używana dla jego opisania mają ścisłe paralele w świecie ludowych religii hellenistycznych”. Innymi słowy: „Glosolalia i prorokowanie wywodzą się z przed-chrześcijańskich religijnych doświadczeń wspólnoty korynckiej”[18].

Nawet Słownik Ruchów Pentekostalnych i Charyzmatycznych przekazuje tę informację. O wyroczni delfijskiej pisze tak: „Młoda kapłanka wypowiadała niezrozumiałe słowa, a towarzyszący jej kapłan miał je tłumaczyć na zrozumiałą grekę tamtego okresu”[19].

Ma to świadczyć o tym, że „delfijska mowa ekstatyczna nie tylko jest paralelą, ale też poprzedniczką glosolalii w Koryncie, wspomaganej jeszcze przez źle zrozumiany wysiłek, aby w chrześcijaństwie dorównać mowie otaczających bóstw pogańskich”[20]. Inni dodają do tego jeszcze rzekome przykłady glosolalii mającej być praktykowanej w greckim kulcie boga Apollina oraz Dionizosa.

Teza o greckich, pogańskich źródłach chrześcijańskiej glosolalii wygląda na bardzo pociągającą, ma jednak podstawową wadę. Trudno znaleźć dowody na jej potwierdzenie w pisanych źródłach.

Zacznijmy od takiej uwagi: „Niektórzy badacze podawali przykłady nieskładnej mowy zaczerpniętej z innych kultur jako paralelę do mówienia obcymi językami, jednak domniemane paralele pochodzące z grecko-rzymskiej starożytności są słabe”[21].

A teraz nieco szersza odpowiedź. Wiele wysiłku wyjaśnieniu tej kwestii poświęcił Charles Forbes. Jego książka wydana w roku 1995 w Tübingen zawiera imponujący detalami przegląd wszystkich możliwych tekstów opisujących fonetyczne aspekty greckich kultów z czasów Nowego Testamentu.

(1) Ch. Forbes zwraca swoją uwagę najpierw na wyrocznię delfijską, czyli kapłankę pytyjską. Miała ona wygłaszać swoje wyrocznie w urywanych fragmentach w języku greckim uzupełnianych swobodną wokalizacją (a więc jakby pogańską glosolalią). Po przestudiowaniu (i zacytowaniu w oryginale) stosownych literackich świadectw ze starożytnej Grecji Forbes stwierdza: „Nie ma decydujących świadectw, że kapłanka pytyjska kiedykolwiek wygłaszała swoje wyrocznie w formie podobnej do glosolalii”. Wręcz przeciwnie, „wszystkie świadectwa sugerują, że mówiła w zupełnie zrozumiałej grece”, tyle że często „dwuznacznej”. Niezrozumiałość jej wyroczni nie miała więc charakteru fonetycznego, ale polegała na tym, że doskonale zrozumiałe greckie słowa tworzyły zagadkowe i tajemnicze ciągi myśli. Tajemniczość była wywołana przez aluzje i metafory, a nie przez mamrotanie. Ostateczny wniosek: „normalnie wyrocznie mówiły w zwykłej grece”[22].

(2) Następnie Forbes przechodzi do zbadania tego samego zjawiska w kulcie Apollina. Podczas religijnych festiwali ku czci tego greckiego bóstwa występujący aktorzy „naśladowali języki wszystkich ludów”. Także to podaje się niekiedy jako paralele chrześcijańskiej glosolalii. Po przeanalizowaniu greckich świadectw literackich Forbes konkluduje: chodziło tu o rodzaj zdziwienia aktorskim kunsztem prezentowanych przedstawień i nic w tekście nie sugeruje jakiegoś religijnego obdarowania niespotykaną mową występujących wtedy aktorów[23].

(3) Kolejne przykłady podawane często w tego typu dyskusjach to odgłosy wydawane w greckim kulcie Dionizosa i bogini Kybele. Miały one charakter dzikich okrzyków i zbiorowego podniecenia. Także w tym przypadku Forbes nie poprzestaje na często powtarzanych frazesach o „glosolalii występującej w greckich kultach misteryjnych”, ale przytacza i analizuje wszystkie dostępne świadectwa historyczne. Wzmianka w starożytnym piśmiennictwie, która wskazuje na lingwistyczną niezrozumiałość podczas żywiołowego obchodzenia świąt Dionizosa to wyrażenie „frygijskie okrzyki”. Powodem odmienności językowej jest jednak po prostu to, że uczestnicy tak akurat opisanej uroczystości pochodzili z Frygii (a nie z Grecji). Dzika, oszałamiająca i podniecająca muzyka wiązała się z równie dzikimi okrzykami. Ale od nieuporządkowanych wrzasków podchmielonej kompanii do interpretowania ich jako glosolalii nie prowadzi żadna logiczna ścieżka[24].

Na zakończenie można jeszcze dodać próbę uzasadnienia tezy o istnieniu precedensów glosolalii przez przywoływanie współczesnych nam szamańskich zwyczajów religijnych. Szamani, jak donoszą religioznawcy, mieliby naśladować głosy zwierząt i ptaków, inni zaś mieliby mamrotać i pomrukiwać.

Aby ułatwić sobie zadanie, niektórzy egzegeci, jak na przykład autor Katolickiego komentarza Biblijnegoujmują swoje wyobrażenie o glosolalii tak: „tajemnicze mamrotanie niezrozumiałych dźwięków”[25]. Ale i to może niewiele pomóc: „Ekstatyczne mamrotanie: […] starożytny świat śródziemnomorski dostarcza niewielu dowodów na występowanie podobnego zjawiska, nie ma też żadnych znanych ‚paralel’ zjawiska ‚mówienia językami'”[26]. W dodatku analogie są tu słabe: „Łukasz opisuje mowę [w dzień Pięćdziesiątnicy] nie jako nieskładną, lecz jako oddawanie czci Bogu w językach, których mówiący nie znali”[27].

Nawet tak poważne źródło jak Słownik Ruchów Pentekostalnych i Charyzmatycznych przywołuje w tym kontekście szamańskie „pomruki i mowę zwierząt”[28]. Jako komentarz można powiedzieć tylko jedno: pomruki zwierząt i wydawane przez nie inne odgłosy nie są podobne do glosolalii: nie przypominają, jak wiadomo, języków ludzi, gdyż przypominają głosy zwierząt.

c. lektura Dz 2 w świetle 1 Kor 14

Jeśli analizy Ch. Forbesa są poprawne, to i jego wniosek musi być słuszny: mówienie językami jest absolutną nowością w odniesieniu do świata pogańskiego otaczającego pierwotne chrześcijaństwo[29]. Glosolalia w starożytnym Kościele to fenomen zdecydowanie chrześcijański. To niech będzie naszym założeniem numer jeden.

Jeśli zaś język Nowego Testamentu nie zna rozróżnienia na glosolalię i ksenoglosję – zna tylko glosolalię, czyli mówienie językami – to znaczy że ewentualna zrozumiałość lub niezrozumiałość ‚języków’ nie decyduje o ich randze i roli i jest czymś raczej drugorzędnym. Nie ma też potrzeby, aby takim (pozabiblijnym) rozróżnieniom poświęcać specjalną uwagę w duchowej lekturze Pisma św. To niech stanie się naszym drugim założeniem.

Przyjmiemy teraz oba te założenia, aby dokonać zestawienia duchowej lektury dwóch podstawowych dla Nowego Testamentu opisów mówienia językami, mianowicie w Dziejach Apostolskich (Dz 2) i w pierwszym liście do Koryntian (1 Kor 14). Zaczniemy od tekstu św. Pawła, gdyż to on jest najstarszym znanym nam zapisem doświadczenia glosolalii w Kościele. Uznajemy go za opis harmonizujący z opisem Dziejów. Nie byłoby przecież roztropne uważać, że w XXI wieku lepiej wiemy, czym była glosolalia za czasów Apostołów, niż sam św. Paweł Apostoł, kiedy pisał swój list w roku 57. A skoro w Liście do Koryntian używa się tej samej terminologii, co w Dziejach Apostolskich (glosolalia), to śmiało możemy przyjąć, że za tą samą terminologią stoi to same zjawisko.

Sam list do Koryntian omawia języki w tonie polemicznym (z powodu nadużyć w tym zakresie w korynckiej wspólnocie). My spróbujmy wyłowić z tego to, co polemiką nie jest. Oto kilka punktów pozytywnego nauczania św. Pawła o mówieniu językami:

(1) modlitwa językami
– języki to modlitwa: „Ten, kto mówi językiem, nie ludziom mówi, lecz Bogu” (1 Kor 14,2);
– jest to modlitwa duchem (1 Kor 14, 14);
– modlitwa ta może przybrać postać śpiewu (1 Kor 14, 15);
– może być błogosławieniem-dziękczynieniem (1 Kor 14, 16-17);
– jest to modlitwa budująca osobę modlącą się (1 Kor 14, 4)

(2) głoszenie językami
– językami można głosić misteria wiary (1 Kor 14, 2);

(3) Apostoł też mówi językami – zapewne w modlitwie (1 Kor 14, 18);
– pragnie nawet, aby wszyscy ‚mówili językami’ (1Kor 14, 5)

(4) wspomniany tu ‚język’ bywa udzielany jako dar podczas wspólnej modlitwy (1 Kor 14, 26)

(5) języki są znakiem nie dla wierzących, lecz dla nie-wierzących (1 Kor 14, 22)[30].

W świetle tych kilku punktów nauczania św. Pawła o mówieniu językami spójrzmy teraz na tekst z Dziejów Apostolskich (Dz 2): być może okaże się, że powyższe cechy odnajdziemy też w opisie dnia Pięćdziesiątnicy, co pomoże nam zrozumieć, dlaczego Pismo św. stosuje tę samą nazwę na jedno i drugie zjawisko.

Czy mówienie językami opisane w drugim rozdziale Dziejów to modlitwa? Wiele współczesnych tłumaczeń wyraźnie sugeruje, że tak nie jest. Apostołowie mówiąc językami mają ‚przemawiać’, ‚rozprawiać’ lub ‚zwiastować’. A wygłaszanie przemów czy rozpraw nie jest przecież modlitwą.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej temu, co faktycznie wygłaszali w dzień Pięćdziesiątnicy napełnieni Duchem Świętym uczniowie. Mamy aż dwa źródła, z których możemy się o tym dowiedzieć. Pierwsze źródło to świadkowie zgromadzeni wskutek głosów z Wieczernika. A źródło drugie to Apostoł Piotr, który swoje pierwsze kazanie zaczął od nawiązania do tego, co stało się w Wieczerniku.

– prorokowanie o wielkich dziełach Bożych

Świadkowie, którzy „zbiegli się tłumnie” słyszeli uczniów „głoszących wielkie dzieła Boże [μεγαλεῖα]” (Dz 2, 11). Wyrażenie „wielkie dzieła” jest bardzo charakterystyczne.

W Starym Testamencie odnosi się do wspaniałości samego Boga:
– „poznaliście Jego wielkość (μεγαλεῖα) (Pwt 11,2);
– opisuje też „wielkie dzieła [μεγαλεῖα] jego mądrości” (Syr 42:21);
– może też oznaczać „wielkie rzeczy [μεγαλεῖα], jakie przydarzyły się” w drodze Tobiaszowi za sprawą Bożej Opatrzności (Tb 11,14);
– mogą to też być wszystkie „Jego wspaniałe dzieła (μεγαλεῖα)” przy stworzenia świata (Syr 18,4),
– a zwłaszcza te opiewane przez ludzi w uwielbieniu: „Imię świętości wychwalać będą i wielkość Jego dzieł [μεγαλεῖα] opowiadać” (Syr 17,10);
– w trzeciej księdze Machabejskiej[31] μεγαλεῖα oznacza interwencję Boga żywego w historię swojego ludu (3 Mch 7,22);
– psalmista pragnie „głosić potęgę Boga, który tak wielkich dzieł [μεγαλεῖα] dokonał” (Ps 71(70), 19).

Zestawienie tych kilku miejsc Starego Testamentu może nam dać wyobrażenie o skojarzeniach wywoływanych przez wyrażenie „słyszymy ich głoszących wielkie dzieła [μεγαλεῖα] Boże”. Skojarzenie to prowadzi w stronę uwielbienia i wychwalania Boga za Jego nieoczekiwane interwencje i za czyny zbawienia pełne mocy i miłosierdzia. Jaki obraz jawi nam się wtedy przed oczami, gdy myślimy o zesłaniu Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy? Oto liczna grupa pierwszych chrześcijan napełnionych Duchem Bożym głośno uwielbia i wychwala Boga za to, co uczynił w zmartwychwstaniu Jezusa, który z kolei teraz oto spełnia swoją obietnicę i zsyła moc z wysoka!

Drugie źródło do poznania tego, co działo się wtedy w Jerozolimie, to katecheza Piotra. Katecheza ta wprost odwołuje się do tego, co przed chwilą wydarzyło się w Wieczerniku (i zapewne w ciasnych jerozolimskich uliczkach wokół Wieczernika): oto zmartwychwstały Jezus „otrzymał od Ojca obietnicę Ducha Świętego i zesłał Go, jak to sami widzicie i słyszycie” (Dz 2, 33-34).

Cóż takiego „widzieli i słyszeli” świadkowie? Rzecz ciekawa, w opisie Apostoła Piotra w ogóle … nie pojawia się odniesienie do mówienia nieznanymi językami! Pojawia się natomiast najpierw wskazanie na to, jak wiele różnych osób zostało napełnionych Duchem tak, że można to było usłyszeć.

Oto fragmenty z proroctwa Joela, na które powołał się Piotr, a które nawiązywały do tego, co właśnie się wydarzyło. Oto Duch został wylany „na wszelkie ciało”, nawet „na niewolników i niewolnice”; prorokują „synowie wasi i córki wasze”; widzenia mają „młodzieńcy i starcy” (por. Dz 2, 17-18). To co mówiły tak liczne i tak różne osoby zostało tu nazwane „prorokowaniem”. Zapewne nie chodzi tu o prorokowanie w postaci rozbudowanych przemów, jakie znajdujemy w księgach Izajasza czy Jeremiasza, ale raczej o znane w Starym Testamencie formy wspólnotowego uwielbienia, które bywały łączone z graniem i śpiewami:

– „oby tak cały lud Pana został prorokami” (Lb 11,29);
– gromadę proroków „ogarnął duch Boży i prorokowali” (1 Sm 19,20);
– „synowie Hermana i Jedutuna prorokowali dźwiękiem harf, cytr i cymbałów” (1 Krn 25,1);
– Jedutun prorokował na cytrze na cześć i chwałę Pana (1 Krn 25,3).

Jak mogłoby wyglądać tak rozumiane prorokowanie ku czci wielkich dzieł Bożych (τὰ μεγαλεῖα), możemy się dowiedzieć z hymnu Maryi (Magnificat). Maryja wielbi Pana, Jej duch się raduje, wysławia świętość Imienia Pana – a wszystko to dlatego, że Wszechmogący Bóg „uczynił jej wielkie rzeczy [μεγαλεῖα]” (Łk 1, 46-49). To co działo się na uliczkach wokół Wieczernika w dzień Pięćdziesiątnicy mogło bardziej przypominać hymn Magnificat – zwielokrotniony przez mnogość uczestników i przez zamieszanie wśród cisnącego się tłumu – niż jakieś katechetyczno-homilityczne rozprawianie na temat istoty chrześcijaństwa.

Łatwiej nam wtedy zrozumieć tak rozbieżne reakcje świadków. Jedni rozpoznali cud w głosach uczniów – cud w postaci mówienia obcymi językami zrozumiałymi dla wielu przybyszów. Inni natomiast wśród rozgardiaszu po prostu widzieli tylko chaos i powszechną ekscytację, a nie mogąc niczego zrozumieć, wyśmiewali się z zachowanie podobnego – w ich oczach – do alkoholowego upojenia[32].

Wydaje się więc, że opis wydarzenia Pięćdziesiątnicy w Dz 2 spełnia wiele postulatów Apostoła Pawła z 1 Kor 14.

Po pierwsze, postulat, by mówienie językami było modlitwą: „Ten, kto mówi językiem mówi Bogu” (1 Kor 14,2): Boga samego wysławia i opiewa. Tyle że w tym jedynym przypadku (czyli w dzień Pięćdziesiątnicy) do łaski mówienia językami dołączył jeszcze cud: były to języki znane wielu obecnym tam przybyszom.

Języki to modlitwa duchem – jak u Maryi, której „duch radował się w Bogu, Jej Zbawcy”. Języki mogą być błogosławieniem-dziękczynieniem (1 Kor 14, 16-17) – zwłaszcza wielkich dzieł Boga. W ten sposób stają się też głoszeniem tajemnic (misteria) wiary (1 Kor 14, 2). U św. Pawła słowo misteria ma przecież bardzo specjalne znaczenie, a już zwłaszcza w 1 Kor. Kiedy Apostoł pisze: „kto mówi językiem, […] pod wpływem Duch mówi rzeczy tajemne” (1 Kor 14,2), nie chodzi tu po prostu o to, że ‚w językach’ mówi się rzeczy, których nie sposób zrozumieć. Nie, „mówi się rzeczy tajemne”, tajemnice [μυστήρια]. A wcześniej Apostoł napisał: „Niech ludzie uważają nas za szafarzy tajemnic [μυστηρίων] Bożych” (1 Kor 4,1). Tajemnicą w tym sensie jest mądrość Boża (ἐν μυστηρίῳ – 1 Kor 2,7) a także zmartwychwstanie (μυστήριον – 1 Kor 15,51). Dla Apostoła tajemnice [μυστήρια], to fundamentalne elementy planu Bożego, budzące zdumienie, wdzięczność i uwielbienie. Nawet jeśli modlitwa w językach jest niezrozumiała dla samego modlącego się („duch mój wprawdzie się modli, ale umysł nie odnosi żadnej korzyści”, 1 Kor 14, 14), to i tak pozostaje potężne emocjonalne przeżycie pewności złączenia się ducha ludzkiego z Duchem Bożym[33].

Dla uzupełnienia warto jeszcze dodać ciekawą uwagę jezuity o. Roberta Faricy, który proponuje taką interpretację: „w Pierwszym Liście do Koryntian Autor mówi nie o modlitwie językami, ale o proroctwie w językach, które jest innym darem i wymaga przetłumaczenia proroctwa wypowiedzianego w językach”[34].

I wreszcie: mówienie językami w dzień Pięćdziesiątnicy zostało udzielone jako dar podczas wspólnej modlitwy, całkiem podobnie jak przewidywał to w swoim liście Apostoł (zresztą włączył ten dar w większą grupę wraz ze śpiewaniem natchnionego hymnu lub wygłaszaniem świadectwa albo pokrzepiającego słowa) (1 Kor 14, 26).

– znak dla nie-wierzących

Elementem być może najtrudniejszym do wyjaśnienia (i do harmonijnego wkomponowania w jednorodną dla całego Nowego Testamentu całość) jest zdanie św. Pawła: „języki są znakiem nie dla wierzących, lecz dla tych, co nie wierzą; proroctwo zaś nie dla tych, co nie wierzą, lecz dla wierzących” (1 Kor 14, 22)[35]. Co właściwie sprawia tę trudność? Otóż w swoim liście, zaraz po napisaniu, że języki są znakiem dla nie-wierzących, Apostoł podaje realistyczny przykład z życia wspólnoty korynckiej:

„Kiedy się przeto zgromadzi cały Kościół i wszyscy poczną korzystać z daru języków, a wejdą podczas tego ludzie prości oraz poganie, czyż nie powiedzą, że szalejecie? Gdy zaś wszyscy prorokują, a wejdzie [podczas tego] jakiś niewierzący lub człowiek prosty, będzie przekonany przez wszystkich, osądzony i jawne staną się tajniki jego serca; a tak, upadłszy na twarz, odda pokłon Bogu, oznajmiając, że prawdziwie Bóg jest między wami” (1 Kor 14,23-25).

Na pierwszy rzut oka wydaje się to przeczyć dopiero co przytoczonej zasadzie ogólnej, że języki miały być znakiem dla pogan. Kiedy bowiem podany w przykładzie poganin faktycznie pojawia się na spotkaniu Koryntian-chrześcijan, okazuje się, że znaku nie odczyta i raczej dojdzie do wniosku, że mówienie językami to szaleństwo.

Bliższy namysł nad realiami nowej korynckiej wspólnoty chyba jednak podsunie nam możliwe wyjaśnienie tej pozornej sprzeczności. Oto pojawia się poganin (zapewne jeden lub kliku w charakterze gości) i widzi, że językami przemawiają (tym razem faktycznie chodzi tu o przemawianie językami) Koryntianie sami do siebie, w swoim własnym gronie; widzi więc, że mają taki zwyczaj. Glosolalia tak używana (jako język przemawiania do grupy ludzi, którzy nie są w stanie tego zrozumieć – gdyż nikt nie tłumaczy – a mogliby zrozumieć język grecki) nie oznacza dla takiego gościa niczego, poza ewentualnie duchową pychą niektórych chrześcijan w Koryncie[36].

Gdy natomiast tacy goście będą świadkami wygłaszania katechez, świadectw, napomnień i zachęt (to wszystko zapewne mieści się w obszarze daru prorokowania wspominanego w 1 Kor 14), wtedy z czasem któreś słowo do nich trafi i doprowadzi do nawrócenia[37].

Powołanie się przez św. Pawła na tekst Izajasz (Iz 28, 11-12) ilustruje tę prawdę: nietłumaczony język utwierdza niewierzących w ich niewierze, podczas gdy proroctwo zmierza do zbudowania tych, co w nie uwierzą i wprowadzą je w życie[38].

Przy takiej interpretacji można odnaleźć daleko idącą zgodność zasady św. Pawła: języki są znakiem dla tych, co [jeszcze] nie wierzą. Takim znakiem mówienie językami stało się w dniu Pięćdziesiątnicy dla samych uczniów Jezusa: dzięki temu znakowi uwierzyli, że oto Zmartwychwstały Pan zasiadł po prawicy Ojca i stamtąd zsyła dar Ducha Świętego. Natomiast reakcja wielu zebranych przechodniów była dokładnie taka, jak sygnalizował to św. Paweł: przypuszczali, że mówiący językami ‚szaleją’, czy raczej – że są pod wpływem alkoholu. Dopiero kiedy Piotr wygłosił w powszechnie zrozumiałej mowie katechezę, zachętę i wyjaśnienie stosownego tekstu biblijnego – wtedy rzeczywiście w sensie duchowym „upadłszy na twarz, odda[li] pokłon Bogu, oznajmiając, że prawdziwie Bóg jest między wami” – mianowicie zapytali „co mamy czynić, bracia”, po czym zostali doprowadzeni do chrztu (Dz 2, 37-41).

Podobnie stało się w Cezarei (Dz 10): mówienie językami przez Korneliusza i towarzyszy stało się znakiem dla chrześcijan, jeszcze nie-wierzących w to, że można ochrzcić ludzi, którzy z pochodzenia nie byli etnicznymi Żydami. Kiedy zobaczyli i usłyszeli ten znak, uwierzyli w to jako znak od Boga, że chrzcić można niezależnie od narodowego pochodzenia kandydata.

Ta sama zasada zadziałała w Efezie (Dz 19). Ochrzczeni przez św. Pawła uczniowie Jana Chrzciciela nie wierzyli w istnienie Ducha Świętego (gdyż nawet nie słyszeli o Jego istnieniu). Mówienie językami przekonało ich, że Duch Święty żyje i działa, posłany przez Zmartwychwstałego Jezusa.

– dynamika mówienia językami jako znaku dla [jeszcze] nie wierzących

Całość dynamiki tych trzech miejsc z Dziejów Apostolskich można więc ująć jako przejście od pytania otwierającego narrację Dziejów: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?” (Dz 1, 6) do rozeznania odpowiedzi, jakiej stopniowo udzielał zmartwychwstały Pan.

Pierwotny Kościół przeszedł od pytania o Boży plan („czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela?”), do zrozumienia, jak przywracanie królestwa faktycznie przebiega. To zrozumienie zostało wyrażone w pełni kilkanaście lat później, na tak zwanym Soborze Jerozolimskim:

„Zabrał głos Jakub i rzekł: «Szymon opowiedział, jak Bóg raczył wybrać sobie lud spośród pogan.
Zgadzają się z tym słowa Proroków, bo napisano:
Potem powrócę i odbuduję przybytek Dawida, który znajduje się w upadku.
Odbuduję jego ruiny i wzniosę go,
aby pozostali ludzie szukali Pana
i wszystkie narody, nad którymi wzywane jest imię moje – mówi Pan, który to sprawia.
To są [Jego] odwieczne wyroki” (por. Dz 15, 13-18).

Pierwsze zesłanie Ducha Świętego (Dz 2), a potem drugie (Dz 10) i trzecie (Dz 19) to stopniowe udzielanie przez Pana Jezusa odpowiedzi na pytanie: kiedy i jak zostanie przywrócone Królestwo Izraela. Oto Królestwo powstanie na nowo, ale tym razem jako Kościół, jako wspólnota powszechna i otwarta dla wszystkich. Tak zostanie odbudowany przybytek Dawida: w postaci Kościoła dla wszystkich narodów, znanego nam także dzisiaj, w XXI wieku.

Odpowiedź ta przychodziła stopniowo, w serii trzech znaków:

(1) mówienie językami najpierw stało się znakiem, że oto spełniają się ostateczne proroctwa Starego Testamentu (Dz 2);
(2) potem mówienie językami pojawiło się jako znak, że w Kościele jest miejsce także dla nie-Żydów (Dz 10);
(3) wreszcie mówienie językami było znakiem, że istnieje Duch Święty (Dz 19).

* * * * * * *

Przy końcu naszej refleksji na temat biblijnych danych o mówieniu językami wypada nam zebrać podstawowe fakty i zaprezentować podstawowe teorie dotyczące wyjaśnienia tych faktów. Zakończenie Ewangelii św. Marka (Mk 16, 15-19), Dzieje Apostolskie (Dz 2; 10- 11; 19) oraz jeden z listów św. Pawła (1 Kor 12-14) to dość obfite świadectwo o istnieniu w pierwotnym chrześcijaństwie intrygującego fenomenu fonetycznego. Kilka biblijnych nazw (bardzo podobnych) opisuje to zjawisko: „mówienie nowymi językami”, „mówienie innymi językami”, „mówienie językami”. Powtarzająca się terminologia wskazuje na to, że było to zwyczajowe i niezmienne określenie, czyli tak zwany termin techniczny.

Da się zauważyć ważne podobieństwa między opisami Dziejów Apostolskich oraz 1 Kor 12-13-14. Pojawiają się też różnice tak ważne, że być może trzeba stanąć w obliczu pytania: czy tego samego terminu ‚mówienie językami’ używano dla opisania różnych zjawisk fonetycznych i duchowych? Czy zawsze był to ten sam dar?

– podobieństwa
Zarówno Dzieje Apostolskie jak i list do Koryntian opisują języki jako cudowną (charyzmatyczną) zdolność mówienia obcą a niewyuczoną wcześniej mową. W Dziejach potwierdzają to nawet świadkowie zdarzenia, u św. Pawła może to poświadczyć tylko (ewentualnie obecny) równie charyzmatyczny tłumacz[39].

– różnice
– w scenie z Dziejów Apostolskich językami przemawiają ‚wszyscy’ (Dz 2,4 i 10,44); w 1 Kor 12-14 z naciskiem podkreśla się, że dar ten jest udziałem tylko niektórych („Jednemu dany jest dar mądrości słowa […], innemu dar języków i wreszcie innemu łaska tłumaczenia języków” 12, 8-10; „Czy wszyscy przemawiają językami? Czy wszyscy potrafią je tłumaczyć?” 12, 30)[40];
– w Dziejach ‚języki’ są zrozumiałe od razu, w 1 Kor 14 wymagają tłumaczenia;
– Dzieje 2 są wyjątkowe: to jedyny wypadek, kiedy języki zostały rozpoznane jako obca mowa przez ludzi posługujących się tą mową;
– w Dziejach ‚mówienie językami’ jest związane z początkowym doświadczeniem chrześcijańskim, w 1 Kor są częścią rutynowego życia trwającej już chrześcijańskiej wspólnoty;
– w Dziejach ‚mówienie językami’ jest doświadczeniem wspólnym grupy osób, w 1 Kor Apostoł ogranicza walor języków do użytku osobistego (jeśli nie są tłumaczone)[41];
– w Dziejach ‚mówienie językami’ jest traktowane jako jeden z rodzajów prorokowania (por. Dz 2,17-18!), a 1 Kor wyraźnie odróżnia jedno od drugiego[42].

Różnice mogą brać się stąd, że dla Łukasza w Dziejach Apostolskich najważniejszy jest aspekt zewnętrzny, a więc wpływ daru języków na świadków tego wydarzenia. Natomiast u św. Pawła w wielu miejscach dochodzi do głosu aspekt wewnętrzny: emocjonalne i poruszające serce doświadczenie, że oto przez modlitwę językami sam Duch Święty działa tajemniczą mocą w sercu chrześcijanina. Te dwie rożne perspektywy mogą wytłumaczyć istotne różnice podejścia między tymi dwoma opisami[43].

– o modlitwie językami w liście do Rzymian?
Warto dodać jeszcze jedną uwagę dotyczącą modlitwy językami w tekstach św. Pawła. Jest możliwe, że mówi o tym na jeszcze jednym miejscu, w liście do Rzymian:

„Duch [Święty] przychodzi z pomocą naszej słabości: gdy bowiem nie umiemy się modlić tak jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami” (Rz 8,26).

Ta ostatnia fraza („błagania, których nie można wyrazić słowami”) bywa też tłumaczona jako: „niewyrażalne błagania”, „wzdychanie niewymowne” a nawet „niewymowne jęki”. Można dostrzec wyraźne podobieństwa między prywatną modlitwą językami w 1 Kor (14,2n) a tekstem z listu do Rzymian (Rz 8,26):
– oba teksty mówią o wpływie Ducha przynoszącym pożytek modlącemu się: „Duch przychodzi z pomocą naszej słabości” – „kto mówi językiem buduje samego siebie” (1 Kor 14,4);
– oba opisują ten wpływ jako modlitwę: „nie umiemy się modlić tak jak trzeba” – „jeśli modlę się językami” (1 Kor 14,14);
– w obu znajdziemy sugestię, że potencjalnie wszyscy chrześcijanie mogliby modlić się w Ducha w taki sposób: „Duch przyczynia się za nami” – „chciałby, żebyście wszyscy mówili językami” (1 Kor 14,5)[44].

1.3 możliwe znaczenia restrykcji Apostoła co do mówienia językami

Przeczytaj jeszcze:   Charyzmatycy a ewangelizator protestancki Leif Hethland.

Z fenomenem „mówienia językami” w pierwotnym kościele w Koryncie wiąże się jeszcze zagadnienie restrykcji, jakie nałożył Apostoł w swoim liście. Pierwsza z nich ogranicza ‚języki’ do jednej tylko formy zabierania głosu we wspólnocie, mianowicie tylko w połączeniu z ich tłumaczeniem: „Jeżeli korzysta ktoś z daru języków […], gdyby nie było tłumacza, nie powinien mówić na zgromadzeniu; niech zaś mówi sobie samemu i Bogu!” (1 Kor 14,27-28). Druga jest szersza, dotyczy wszelkich form zabierania głosu, a więc na pewno także włączone jest w to mówienie językami: „Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych, kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć” (1 Kor 14,33-34).

Obie restrykcje na pierwszy rzut oka wyglądają na bardzo jasne regulacje. Po pewnym zastanowieniu spostrzeżemy jednak potrzebę dyskusji w tym względzie. Zacznijmy więc od drugiego ograniczenia, gdyż wnioski tu wyciągnięte mogą nam pomóc przy rozważania pierwszej sprawy.

„Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych,
kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć;
nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.
A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów!
Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu” (1 Kor 14, 34).

Jest też i drugi fragment św. Pawła na ten temat, z listu do Tymoteusza:

Nauczać zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości” (1 Tm 2, 12-15).

Problem wygląda na rozwiązany, a sprawa – wyjaśniona. Pozostaje co najwyżej zrelatywizować postawę Apostoła komentarzem: „Dwuwiersz ten powinien być interpretowany w duchu ówczesnej epoki”[45]. Ma to chyba znaczyć, że dziś nie musimy się tym aż tak bardzo przejmować.

Na pewno każdy tekst winien być interpretowany w duchu epoki, w której został napisany. Ale poprzestanie na tym jest nieco kłopotliwe dla chrześcijanina pragnącego wzorować swoje życie na Piśmie św. Czy można więc znaleźć w Słowie Bożym nieco więcej światła w tej sprawie?

(a) ‚mówienie’ kobiet jako istotny znak profetyczny wylania Ducha

Zacznijmy od Zesłania Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy:

„Spełnia się przepowiednia proroka Joela:
W ostatnich dniach – mówi Bóg
– wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało,
i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze” (Dz 2, 16-17).

Rzeczywiście takie proroctwo jest w Starym Testamencie:

I wyleję potem Ducha mego na wszelkie ciało,
a synowie wasi i córki wasze prorokować będą,
starcy wasi będą mieć sny, a młodzieńcy wasi będą mieć widzenia
Nawet na sługi i służebnice wyleję Ducha mego w owych dniach” (Jl 3,1-2).

Zarówno u proroka Joela jak i w tekście (powtórzonym za Joelem) z Dziejów Apostolskich dwukrotnie podkreśla się udział zarówno mężczyzn jak i kobiet w prorokowaniu jako jeden ze znaków ostatecznego wylania Ducha Świętego: „synowie wasi i córki wasze prorokować będą”; „na sługi i służebnice wyleję Ducha mego”. A prorokowanie to na pewno rodzaj publicznego mówienia albo głoszenia słowa w obecności innych. Wygląda na to, że sprawa jest bardziej skomplikowana, niż pierwotnie się to wydawało.

(b) ‚mówienie’ kobiet w codzienności Kościoła apostolskiego

Prorokowanie zarówno kobiet jak i mężczyzn, a więc publiczne przemawianie, odnotowane jest też w opisach życia pierwotnego Kościoła:

„Weszliśmy do domu Filipa ewangelisty, który był jednym z Siedmiu, i zamieszkaliśmy u niego. Miał on cztery córki, dziewice – prorokinie. Kiedyśmy tam przez dłuższy czas mieszkali, przyszedł z Judei pewien prorok, imieniem Agabos” (Dz 21,8-9).

A może po prostu sam Apostoł Paweł stał się bardziej rygorystyczny, niż było to w zwyczaju Kościoła na początku, w dzień Pięćdziesiątnicy? Chyba jednak nie. W tym samym Pierwszym liście do Koryntian, skąd pochodzi fragment – „Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu”, św. Paweł komentował pewne szczegóły dotyczące zachowania się na wspólnej modlitwie.

Najpierw pisał, jak ma się zachować
– „każdy mężczyzna, modląc się lub prorokując”,

a zaraz w następnym zdaniu – jakie zachowanie przystoi
– „każdej kobiecie, modlącej się lub prorokującej” (1 Kor 11, 4-5).

Wygląda na to, że uważał za oczywiste, że publicznie prorokować mają zarówno mężczyźni jak i kobiety[46].

Jeśli Paweł rzeczywiście miał na myśli w 1 Kor 14 i w 1 Tm 2, że kobieta w Kościele ma się po prostu nie odzywać, to całość nauczania Nowego Testamentu na ten temat sprawia wrażenie chaotyczne. Oto jeden z mesjańskich znaków – „synowie wasi i córki wasze prorokować będą” (Dz 2) – zostałby już po kilku latach wprost zakazany. Wydaje się to raczej wątpliwe. Pewnie dlatego komentatorzy niekiedy nie bardzo wiedzą, co począć z tym dualizmem przepisów Apostoła. W pewnym komentarzu czytamy na przykład przy omawianiu 1 Kor 11,4-6: „z pewnością odnosi się to do charyzmatycznej modlitwy we wspólnocie, nie zaś do prywatnej pobożności chrześcijanin: pod względem prorokowania i modlitwy nie ma żadnej różnicy w prawach kobiety i mężczyzny”. Kilka stron dalej zaś: „Ogólna zasada dotyczy milczenia kobiet w czasie zgromadzeń, jakkolwiek kobiety, podobnie jak mężczyźni, mogą posiadać charyzmat proroctwa”[47]. Trudno jednak „mieć charyzmat proroctwa” polegający na proroczym milczeniu… Odpowiedzi trzeba więc szukać w pytaniu: czy dokładna lektura tekstu nie podpowie nam, co naprawdę miał na myśli Apostoł?

Zacznijmy od 1 Tm 2.

Nauczać [διδάσκειν] zaś kobiecie nie pozwalam ani też przewodzić nad mężem, lecz [chcę, by] trwała w cichości” (1 Tm 2, 13-15)

Apostoł nie mówi to po prostu o jakimkolwiek „mówieniu” w Kościele, ale o takim, które wiąże się z „przewodzeniem”. A przewodzenie powiązane z autorytatywnym nauczaniem to rola prezbitera. Taki jest sens wypowiedzi Apostoła: kobieta nie przewodzi jako prezbiter w Kościele i nie przemawia jako prezbiter: nie jest następcą Piotra (papieżem), nie jest następcą Apostołów (biskupem), nie jest prezbiterem. Jeśli kobieta głosi w Kościele, nie jest to „nauczanie” (διδάσκειν) , ale coś innego – właśnie „prorokowanie”.

Co właściwie znaczy słowo „prorokować” u św. Pawła? On sam nam to wytłumaczy: „Ten, kto prorokuje, mówi ku zbudowaniu ludzi, ku ich pokrzepieniu i pociesze” (1 Kor 14,3). Nie jest to „nauczanie”, ale świadectwo, zachęta lub katecheza.

Czas na drugi tekst – z 1 Kor 14. Aby go zrozumieć, trzeba poznać jego kontekst:

„Prorocy niech przemawiają po dwóch albo po trzech, a inni niech to roztrząsają!
Gdy zaś komuś innemu z siedzących dane będzie objawienie, pierwszy niech zamilknie.
Możecie bowiem w ten sposób prorokować wszyscy, jeden po drugim, aby wszyscy byli pouczeni i podniesieni na duchu.
A dary duchowe proroków niechaj zależą od proroków!
Bóg bowiem nie jest Bogiem zamieszania, lecz pokoju.
Tak jak to jest we wszystkich zgromadzeniach świętych,
kobiety mają na tych zgromadzeniach milczeć;
nie dozwala się im bowiem mówić, lecz mają być poddane, jak to Prawo nakazuje.
A jeśli pragną się czego nauczyć, niech zapytają w domu swoich mężów!
Nie wypada bowiem kobiecie przemawiać na zgromadzeniu” (1 Kor 14, 29-35).

Kontekstem znowu jest pytanie o to, kto ma mieć w Kościele rolę prezbitera, a więc m.in. autorytet rozstrzygania o tym, co należy głosić na spotkaniu modlitewnym, a czego głosić nie potrzeba. Nie chodzi tu o każde „mówienie” w Kościele, bo trzy rozdziały wcześniej Apostoł wyraźnie uznał za oczywiste, że prorokowanie (czyli zabieranie głosu dla zbudowania, dla pokrzepienia i pociechy) nie jest zależne od płci. Jest natomiast od niej zależne miejsce w prezbiteracie: to prezbiterzy czuwają nad porządkiem zgromadzonego Kościoła.

(c) ‚mówienie’ kobiet w zgromadzeniu ‚całego Kościoła’ (1 Kor 14,23)

Dodatkowe światło na całość tego rozumowania rzuca jeszcze werset: „Kiedy się przeto zgromadzi cały Kościół i wszyscy poczną korzystać z daru języków, a wejdą podczas tego ludzie prości oraz poganie, czyż nie powiedzą, że szalejecie?” (14,23). Restrykcja Apostoła odnosi się tu do sytuacji, gdy „gromadzi się cały Kościół”. Współczesny czytelnik tego wersetu często ma doświadczenie tylko jednego rodzaju wspólnego schodzenie się wiernych na modlitwie: niedzielne nabożeństwo parafialne. Wtedy alternatywa wydaje się jasna: jakieś formy są dopuszczalne na wspólnym zgromadzeniu, a jeśli nie – to pozostaje opcja tylko osobistej, indywidualnej modlitwy w prywatnym domu. Jeśli jednak doświadczenie czytelnika jest nieco szersze i obejmuje też rozmaite grupy domowe i modlitewne, to wtedy gama możliwości zdecydowanie się rozszerza.

Na przykład czytamy, że:

„Pewien Żyd, imieniem Apollos, rodem z Aleksandrii, człowiek uczony i znający świetnie Pisma przybył do Efezu. Znał on już drogę Pańską, przemawiał z wielkim zapałem i nauczał dokładnie tego, co dotyczyło Jezusa, znając tylko chrzest Janowy. Zaczął on odważnie przemawiać w synagodze. Gdy go Pryscylla i Akwila usłyszeli, zabrali go z sobą i wyłożyli mu dokładnie drogę Bożą” (Dz 18,24-26).

Pryscylla, będąc kobietą, brała udział w „wykładaniu drogi Bożej” mężczyźnie, Apollosowi. Ale kontekstem tego rodzaju nauczania jest raczej grupa domowa. Musiało też być jakieś miejsce dla prorokowania wspomnianych wyżej córek Filipa ewangelisty, którymi były cztery córki – prorokinie. Miejscem takim mogły być mniejsze modlitewne spotkania pozaliturgiczne, różne od sytuacji, kiedy „gromadzi się cały Kościół”.

Ta interpretacja wyjaśniałyby pozorne sprzeczności między 1 Kor 11,5 („kobieta modląc się lub prorokując…”) a 1 Kor 14,35 („nie wypada kobiecie przemawiać na zgromadzeniu”). Pewnym argumentem jest też terminologia opisująca liturgię całej wspólnoty: „schodzicie się razem” (11,17) oraz „schodzicie się razem jako Kościół” (1 Kor 11,18). Czasownik ‚schodzić się’ jest tu użyty dla wprowadzenia nowego tematu, zgromadzenia Eucharystycznego, chociaż o wspólnej modlitwie połączonej z prorokowaniem, była mowa tuż wcześniej. Tym jaśniej widać to, jeśli zauważymy, że ten sam czasownik wraca przy napomnieniu co do sprawowania liturgii Eucharystii („gdy się zbieracie, nie ma u was spożywania Wieczerzy Pańskiej” – 11,20). Trudno wyobrazić sobie, aby Apostoł nie uznawał żadnych innych form modlitwy wspólnej, jak tylko Wieczerza Pańska. Nie, na pewno takie wspólne, inne formy uznawał, ale zwracał uwagę na to, że nie mogą zastąpić najgłębszego chrześcijańskiego nabożeństwa, Eucharystii. To samo wyrażanie powraca nieco później, w tym samym, liturgicznym kontekście: „gdy zbieracie się, by spożywać [wieczerzę] poczekajcie jedni na drugich! Jeżeli ktoś jest głodny, niech zaspokoi głód u siebie w domu, abyście się nie zbierali ku potępieniu” (11,33-11,34).

Dlatego rzeczą w najwyższym stopniu interesującą jest to, że ten sam czasownik συνέρχομαι opisuje też sytuację, w której Apostoł nakłada restrykcje na mówienie kobiet w Kościele:

– „Kiedy się przeto zgromadzi cały Kościół i wszyscy poczną korzystać z daru języków, a wejdą podczas tego ludzie prości oraz poganie, czyż nie powiedzą, że szalejecie?” (14,23);
– „Kiedy się razem zbieracie, ma każdy z was już to dar śpiewania hymnów, już to łaskę nauczania albo objawiania rzeczy skrytych, lub dar języków, albo wyjaśniania” (14,26)[48].

Odnosimy więc wrażenie, że mowa tu o dwóch różnych typach zgromadzeń o różnych stopniach wynikających z tego zobowiązań. Jeden rodzaj to modlitewna grupa domowa, kiedy zarówno mężczyźni jak i kobiety prorokują. Drugi rodzaj, o wiele bardziej oficjalny, to ten, kiedy nie tylko „spotykacie się”, ale „schodzicie się jako Kościół”, a nawet „jako cały Kościół”. Dzisiaj też odróżniamy w potocznym języku sytuację, kiedy mówimy „idę do kościoła” od sytuacji opisanej wyrażeniem „idę na spotkanie modlitewne”. Pierwszego wyrażenia użyjemy w niedzielny poranek przed Mszą św., drugiego – w dzień powszedni przed spotkaniem formacyjno-modlitewnym naszej ulubionej wspólnoty.

Jak zauważono zestawiając zachowania współczesnych nam konserwatywnych zielonoświątkowców z biblijnymi danymi pochodzącymi z listów św. Pawła: „Duch Święty udziela kobietom władzy mówienia, ale nie zarządzania sprawami Kościoła lub przewodzenia wspólnocie”. I chodzi tu nie o każdy rodzaj przemawiania, ale o mowę wzbudzoną przez aktualne tchnienie Ducha, a więc proroctwo lub modlitwa w językach[49].

A w odniesieniu do samego tekstu biblijnego: „Model ograniczonego autorytetu kobiet pomaga rozwiązać problem spornego tekstu 1 Kor 14,34-36”. W jaki sposób? „Pawłowy nakaz milczenia odnosi się do kobiet, które [podczas nabożeństw] zadają pytania w niezrozumiałych sprawach, albo podważają autorytet swoich mężów”; „pozorne sprzeczności zaleceń Apostoła w rozdziałach 11 i 14 pierwszego listu do Koryntian stają się zrozumiałe w świetle nowej struktury patriarchalnej wspólnoty skonfrontowanej z nieprzewidywalnymi poruszeniami Ducha Świętego”[50].

Czas na wnioski wypływające z naszego pierwszego rozdziału poświęconego biblijnym źródłom daru języków. Być może najlepszą, syntetyczną odpowiedź znajdziemy w książce sprzed ponad stu lat autorstwa amerykańskiego teologa Philipa Schaffa (1819-1893). W swojej Historii Kościoła chrześcijańskiego Schaff relacjonuje podstawowe dane biblijne na temat daru mówienia językami[51].

Po pierwsze, udzielanie się Ducha Świętego w dzień Pięćdziesiątnicy nie było ograniczone tylko do dwunastu Apostołów. Trzeba poszerzyć to grono o ‚braci Pańskich’, o Matkę Jezusa, o pobożne niewiasty, które towarzyszyły Mu w posłudze, o całe grono stu dwudziestu braci zebranych w izbie na górze.

Po drugie, nadprzyrodzone doświadczenie uczniów w Wieczerniku przełamało ograniczenia naturalnej mowy i przejawiło się językiem chwały i dziękczynienia Bogu za wielkie dzieła, które uczynił. Opisane przy tej okazji (Dz 2) glosolalia, podobnie jak we wszystkich innych przypadkach wspomnianych w Nowym Testamencie, nie są aktem nauczania lub katechezy, ale są aktem uwielbienia i adoracji. Nauczanie Piotra, które następuje po glosolalii, jest osobnym aktem mowy. Dlatego glosolalia z Wieczernika słusznie może być nazwana pierwszym Te Deum nowonarodzonego Kościoła.

Po trzecie, glosolalia dnia Pięćdziesiątnicy jest zasadniczo tym samym, co glosolalia w kościele w Koryncie; jest aktem uwielbienia, a nie katechezy. Jedyną (niewiele znaczącą) różnicą jest sposób tłumaczenia. W Koryncie dar tłumaczenia języków udzielany bywał uczestnikom zgromadzenia modlitewnego przez oddzielne obdarowanie duchowe. W Jerozolimie tłumaczenie glosolalii było prowadzone bezpośrednio przez Ducha Świętego. Takie ujęcie sprawy wprowadza harmonię między trzema relacjami Łukasza (Dzieje Apostolskie 2; 10; 19) i relacją Apostoła Pawła (1 Kor 12-14). Dar tłumaczenia bezpośrednio przez Ducha Świętego może usprawiedliwiać wprowadzenie osobnej terminologii dla wydarzenia z Dz 2: heteroglosolalia. To określenie jest zaczerpnięte bezpośrednio z Pisma św. (w przeciwieństwie do terminu ksenoglosja).

Jednolite pojmowanie glosolalii jako wspólnotowego wielbienia Boga za Jego wielkie dzieła (w jednym przypadku, Dz 2, tłumaczone przez samego Ducha Świętego) najlepiej harmonizuje z całością relacji Nowego Testamentu. Mówienie językami w dzień Pięćdziesiątnicy zaczęło się przecież jeszcze przed przybyciem tłumu świadków, a więc zanim pojawił się motyw do mówienia językami obcych narodów. W dodatku św. Piotr wyjaśniający w swojej mowie cud Pięćdziesiątnicy nie czyni żadnej aluzji do obcych języków, podobnie zresztą jak i przytaczane przez niego proroctwo Joela. Lepiej wyjaśnia się też w ten sposób dwojaką reakcję wśród słuchaczy: kiedy jedni, bardziej otwarci na dar Ducha, byli pełni podziwu, inni, zapewne odrzucający Boże działanie, głośno drwili.

Po czwarte, liczba mnoga w określeniu ‚mówić językami oraz rozróżnienie między ‚językami ludzi i aniołów’, a także wzmianka o różnych ‚rodzajach języków’ wskazuje raczej na rozmaitość manifestacji daru (mówienie, modlitwa, śpiewanie) niż na różne języki obcych narodów.

Po piąte, kluczowym argumentem na jednolitość fenomenu określanego mianem glosolalii w Nowym Testamencie jest najpierw oczywista (podkreślona przez św. Piotra) identyczność doświadczenia Dz 2 i Dz 10,46 a następnie zbieżność między 1 Kor 14 a Dz 10, 46 i Dz 19,6. Za każdym razem ‚mówienie językami’ było językiem ducha, a nie językiem intelektu.

Sami już dodajmy wniosek szósty, że restrykcje nałożone przez św. Pawła na modlitwę w językach podczas spotkań Kościoła najlepiej zrozumiemy odróżniając liturgiczne zgromadzenia ‚jako cały kościół’ od spotkań modlitewnych, które mają mniej formalny i mniej uroczysty charakter.

Wspomniany amerykański autor, Philip Schaff zachęca nas jeszcze do odkrywania zjawiska ‚mówienia językami’ także w kolejnych wiekach historii Kościoła. On sam podaje przykłady z XVII, XVIII i XIX wieku. Ale my zaczniemy bardziej systematycznie, poszukując śladów daru języków od czasów starożytnych ojców Kościoła począwszy. To właśnie stanie się tematem kolejnych rozdziałów naszej książki.

Przypisy

[5] M. Rosik, ‚Zaczęli przemawiać rozmaitymi językami’ (Dz 2,4): Rozumienie daru językach w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, s. 215.
[6] R.E. Brown, J.A. Fitzmyer, R.E. Murphy, 
Katolicki komentarz biblijny, s. 1192.
[7] Mniej dał się zasugerować obiegowym wyobrażeniom Wujek, kiedy przetłumaczył całkiem po prostu: „Każdy słyszał je swym językiem 
mówiące. A zdumiewali się mówiąc: «Czy oto ci wszyscy, którzy mówią, nie są Galilejczykami?»”. Tak samo tłumaczy Biblia Brzeska, Biblia Gdańska, Nowa Biblia Gdańska, Biblia Warszawska.
[8] 
Gift of Tongues, Catholic Encyclopedia.
[9] Por. św. Grzegorz Wielki, 
Moralia in Job (2.49, 77), [za:] Burgess, S.M., The Holy Spirit: Medieval Roman Catholic and Reformation Traditions (Kindle Locations 351-356).
[10] św. Beda Czcigodny, 
Komentarza do Dziejów Apostolskich, [za:] Burgess, S.M., The Holy Spirit: Medieval Roman Catholic and Reformation Traditions (Kindle Locations 498-500).
[11] „El punto de vista que considera a las lenguas como idiomas reales no aprendidos por el hablante es el que cuenta con mayor apoyo por parte del texto y otras evidencias externas, como el testimonio de los Padres de la Iglesia. Si bien existen algunas evidencias que sugieren que la glosolalia incluiría algo más o fuera algo diferente de idiomas humanos, esto no se puede demostrar desde los textos paulinos”, C. Calderón, 
¿Qué eran las lenguas en el pensamiento del apóstol Pablo? (cz. 2), ‚Kairós’ ene-jun 2008, nr 42, s. 74.
[12] Por. D.H. Stern, 
Komentarz żydowski do Nowego Testamentu, s. 361.
[13] X. Léon-Dufour, 
Słownik Nowego Testamentu, s. 319.
[14] W. Chrostowski (red.), 
Katolicki komentarz biblijny, s. 1191.
[15] 
Gift of Tongues, [w:] Catholic Encyclopedia.
[16] 
DPCM, s. 670.
[17] 
DPCM, s. 670.
[18] Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech in early Christianity, Tübingen 1995, s. 5.
[19] 
DPCM, s. 671; por. też: J. Malz, W sprawie daru języków, [w:] Duch i Oblubienica…, Materiały z III Forum popularyzacji teologii i kultury chrześcijańskiej (Wrocław-Leśnica, 12 grudnia 1998), red. M. Rosik-S. Rosik, Wrocław 1999.
[20] „a misguided Christian effort to match the speech of surrounding pagan deities”, 
DPCM, s. 671.
[21] C. S. Keener, 
Komentarz historyczno-kulturowy do Nowego Testamentu, Warszawa 2000, s. 239.
[22] Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech, s. 107-109.
[23] Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech, s. 119-123.
[24] por. Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech, s. 124-144.
[25] W. Chrostowski (red.), 
Katolicki komentarz biblijny, s. 1341.
[26] C. S. Keener, 
Komentarz historyczno-kulturowy, s. 365.
[27] C.S. Keener, 
Komentarz historyczno-kulturowy, s. 239.
[28] „mumbles and grunts […] and imitations of animal speech”, 
DPCM, s. 671.
[29] Jak zobaczymy później, być może istnieje wzmianka o analogicznym zjawisku poza chrześcijaństwem, ale odnosi się do świata wyobraźni wybitnie biblijnej: chodzi tu o tekst z czasów (być może) pierwotnego chrześcijaństwa a zatytułowany 
Testament Hioba.
[30] „Paul states three positive characteristics of uninterpreted glossolalia in 1 Corinthians 14: (1) it is speaking to God (άλλα θεω, v. 2), which is a circumlocution for praying (cf. 1 Cor. 14:14); (2) those who speak in a tongue edify themselves (ό λαλών γλώσση εαυτόν οικοδομεί, v. 4); and (3) Paul wished for all to speak in tongues (θέλω δε πάντας υμάς λαλειν γλώσσαις, ν. 5)”, J. A. Bertone, 
The experience of glossolalia and the spirit’s empathy: Romans 8:26 revisited, ‚Pneuma: The Journal of the Society for Pentecostal Studies ‚, 25 nr 1 Spr 2003, s. 59.
[31] zawartej w Bibliach niektórych tradycji chrześcijańskich.
[32] „El comentario hecho por algunos observadores (“están llenos de mosto”, v. 13)” – „Entre tan grande multitud no todos habrían entendido la variedad de ‘dialectos’ que se hablaron…y algunos no habrían oído nada inteligible. Esto justificaría su comentario”, C. Calderón, 
¿Qué eran las lenguas en el pensamiento del apóstol Pablo? (cz. 2), ‚Kairós’ ene-jun 2008, nr 42, s. 67.
[33] „The experience of the Spirit connecting with the human spirit, where the individual senses emotional alignment between himself or herself and the Spirit in communication with God” – ” Even though it is unintelligible speech, the benefits of this contact with the Spirit communing with God brings edification to the speaker”, J. A. Bertone, 
The experience of glossolalia and the spirit’s empathy: Romans 8:26 revisited, ‚Pneuma: The Journal of the Society for Pentecostal Studies ‚, 25 nr 1 Spr 2003, s. 60.
[34] R. Faricy SJ, L. Rooney SND de D., 
Przez Maryję do Jezusa: Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, Kraków 2000, s. 88.
[35] „These verses are extraordinarily difficult”, D.A. Carson, 
Showing the Spirit, s. 108.
[36] por. D.E. Lanier, 
With Stammering Lips And Another Tongue: 1 Cor 14:20-22 and Isa 28:11-12, ‚Criswell Theological Review’ 5.2 (1991), s. 266.
[37] por.: ” The explanation […] for verses 23-25 is that these verses ‚point out the inappropriatenessof tongues in an assembly composed primarily of believers'”, D.A. Carson, 
Showing the Spirit, s. 109.
[38] D.E. Lanier, 
With Stammering Lips And Another Tongue, s. 266.
[39] Por. Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech, s. 64.
[40] por. Melvin Ho, 
A Comparison of Glossolalia in Acts and Corinthians, ‚Enrichment Journal’ 2007 (2), http://enrichmentjournal.ag.org/top/holy_spirit/200702.cfm (2016).
[41] Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech, s. 47.
[42] Ch. Forbes, 
Prophecy and inspired speech, s. 68.
[43] J. A. Bertone, 
The experience of glossolalia and the spirit’s empathy: Romans 8:26 revisited, ‚Pneuma: The Journal of the Society for Pentecostal Studies ‚, 25 nr 1 Spr 2003, s. 62.
[44] J. A. Bertone, 
The experience of glossolalia and the spirit’s empathy: Romans 8:26 revisited, ‚Pneuma: The Journal of the Society for Pentecostal Studies ‚, 25 nr 1 Spr 2003, s. 60-61.
[45] BT wyd. 2 1971, przypis do 1 Kor 14, 34-35.
[46] „“Praying and prophesying” in 1 Cor. 11:5: women’s function in these roles is the norm for this community”, L. A. Johnson, 
Women and glossolalia in Pauline communities: the relationship between pneumatic gifts and authority, ‚Biblical Interpretation’, 21 nr 2 (2013), s. 208.
[47] 
Komentarz teologiczno-pastoralny do Biblii Tysiąclecia, Nowy Testament, t. 2, Pallottinum-Poznań 2014, s. 466 i s. 493.
[48] Poza tymi miejscami słowo „συνέρχομαι” występuje u świętego Pawła tylko jeszcze jeden raz, w ewidentnie innym znaczeniu: na opisanie „zejścia się” męża i żony w ich małżeńskiej jedności (1 Kor 7, 5).
[49] L. A. Johnson, 
Women and glossolalia, s. 206.
[50] L. A. Johnson, 
Women and glossolalia, s. 212.
[51] Por. Ph. Schaff, 
History of the Christian Church, Volume I: Apostolic Christianity. A.D. 1-100https://www.ccel.org/ccel/schaff/hcc1.pdf (2016), s. 199-209.

Print Friendly, PDF & Email

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CAPTCHA ImageChange Image