Na skale czy na piasku? – Czy biblijni chrześcijanie to tylko antykatolicy?- bp Andrzej Siemieniewski

Wstęp

W ciepły, wiosenny dzień roku 2001 zatrzymałem się przed księgarnią w dużym
polskim mieście. Była to, jak oznajmiał napis widoczny już od rogu ulicy, „Księgarnia
chrześcijańska” i rzeczywiście sąsiadowała ze sporym budynkiem kościelnym. Kościół
należał do jednego z aktywnie działających w tym mieście wyznań niekatolickich, z
rodzaju tych, które lubią określać siebie jako wspólnota „biblijnych chrześcijan”.
Wszedłem do środka. Oferta była szeroka: od Biblii w różnych wersjach, poprzez
ewangelizacyjne książki dla dzieci, po traktaty rozważające, czy współczesna nauka
wspiera wiarę, czy też raczej jej przeczy. Obok tej pożytecznej literatury moją uwagę
przykuł jeszcze jeden rodzaj publikacji: polemiki z Kościołem katolickim. Wyróżniały się
one niezwykłą temperaturą uczuć i ogromnie radykalnymi sądami.
Oto co wyczytałem w niektórych proponowanych w „Księgarni chrześcijańskiej” tekstach:

 

„Bratanie się przywódców ewangelicznych z rzymskim katolicyzmem sprzyja
globalistycznym planom szatana”.

„Już od stuleci hierarchia rzymskokatolicka staje pomiędzy Ojcem a Jego
dziećmi, ustalając niebiblijne dogmaty i tradycje. Swoich wiernych utrzymuje w niewiedzy co do wolności w Chrystusie”.

Katolicyzm „proponuje «ratalną» łaskę ku życiu wiecznemu. Taka droga do
nieba czyni z Chrystusa kłamcę”.

„[Katolickie] Magisterium użyje wszelkich środków, by zwiększyć swe wpływy.
W jego przepastnym wnętrzu znika i Bóg, i Pismo święte, i Jezus Chrystus. Skutki tej
potwornej herezji dla całego rodzaju ludzkiego nie dadzą się oszacować”.

W roku 2001, na początku trzeciego tysiąclecia są w Polsce, podobnie jak w
wielu innych krajach świata, i takie grupy chrześcijan wierzących w Biblię jako natchniony
dar od Boga, którzy w ten właśnie sposób formują postawy swoich wiernych wobec
katolików. Nie stronią od wpajania takich skojarzeń z Kościołem katolickim, jak
„czynienie z Chrystusa kłamcy”, „potworna herezja”, „sprzyjanie planom szatana”.
Zwykle myślenie tego typu kojarzyło nam się z nauczaniem Świadków Jehowy. Okazuje
się jednak, że może występować także poza tym ugrupowaniem, i to w środowiskach, po
których byśmy się tego nie spodziewali.

Przeczytaj jeszcze  Czy chrześcijaństwo skrystalizowało się w I wieku?

Z pewnością nie chodzi tu o grupy zbyt liczne i na pewno o wiele lepiej jest
zwracać większą uwagę na liczne okazje do ekumenicznej współpracy i do pojednania
między chrześcijanami różnych wyznań. Ale często zdarza się, że w swoim zapale
misyjnym przedstawiciele owych mniejszościowych grup dążą do „nawracania” katolickich
wiernych. A ponieważ w naszych czasach żyjemy hasłem ekumenizmu, stąd może się
zdarzyć niewiedza co do intencji tak nastawionych chrześcijan. Dobrze więc jest zapoznać
się z ich stylem myślenia o Biblii, ze sposobami jej interpretowania oraz z ich zamiarami
wobec katolików.

Po pierwsze więc, rozumienie tekstu biblijnego podporządkowane bywa tam
radykalnej chęci przeciwstawienia się Kościołowi katolickiemu, którego wierni są uważani
za ludzi kompletnie nieświadomych prawdziwego nauczania Pisma św. Czasem powoduje
to zdumiewające efekty z pogranicza groteski. Krytycy owi potrafią zapędzić się tak
daleko, że widząc nacisk kładziony przez katolików na chrzest, twierdzić będą na temat
„Ewangelii, która zbawia”, że „Ewangelia nie mówi o chrzcie” (to nie żarty; naprawdę w
publikacji oferowanej w księgarni poważnego wyznania chrześcijańskiego w roku 2001
spotkałem taką tezę). Dlaczego tak napisano? Oczywiście, aby zaraz potem uzupełnić:
„jeżeli dodajemy cokolwiek do Ewangelii, przekręcamy ją i jesteśmy pod przekleństwem”.
Wniosek z tego ma być prosty: katolicy dodali chrzest do „Ewangelii, która zbawia”, i
dlatego są „pod przekleństwem”. Katolik pamiętający słowa Jezusa Chrystusa „kto
uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony” (Mk 16, 16) mógłby wprawdzie zauważyć,
że chyba sam Jezus „dodał” chrzest do wymogów zbawienia, ale antykatolicki zapał tego
typu misjonarzy nie zraża się tym.

 

Po drugie, nadgorliwi krytycy katolicyzmu uwięzieni w schematach
szesnastowiecznych sporów związanych z Reformacją, nie potrafią dostrzec, jak myśl
katolicka przez dwadzieścia wieków, począwszy od starożytności i średniowiecza, była
uformowana przez gorące pragnienie wierności wobec tekstu biblijnego. U progu
dwudziestego pierwszego wieku wyczytałem na przykład w książce nastawionej
„misyjnie” wobec katolików, że „wbrew nauce Rzymu, odróżniającej grzechy powszednie
od śmiertelnych, za które grozi śmierć, Biblia głosi, że śmierć jest karą za każdy grzech”.
Na poparcie tej dziwnej tezy owi antykatoliccy polemiści cytują jakieś teksty Pisma św.
niespecjalnie związane z rozróżnianiem rodzajów grzechu (np. Rz 6, 23), natomiast nie
przyjdzie im do głowy, aby sięgnąć do tekstu Biblii, który mówi wprost o tym
zagadnieniu. Tak to w zapale obrony biblijnej prawdy przed „katolicką herezją” niektórzy
będą z przekonaniem twierdzić, że „Biblia głosi, że śmierć jest karą za każdy grzech”,
chociaż Biblia omawia ten temat wprost i głosi wyraźnie: „są jednak grzechy, które nie
sprowadzają śmierci” (1 J 5, 17).

Przeczytaj jeszcze  Dialog chrześcijaństwa z islamem

 

WSTĘP

I. Biblijny sposób na czytanie biblii :.

II. Kościół: boży czy ludzki?

III. Sakramenty? od kiedy!?

IV. Podręczny mszalik rzymskiego katolika według biblii spisany

V. Jeszcze nieco o biblijnej modlitwie

VI. Co może diabeł?

VII. Cel naszej wiary: zbawienie dusz :.

Zakończenie

https://drive.google.com/file/d/1SXpbI2RM3WLefKUbtnx6x3PG3aPjLqYp/view?usp=sharing

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA ImageChange Image