Odpowiedz na zarzuty do artykułu „Krytyczna analiza poznawczej metody ateizmu”

Niniejszy tekst jest odpowiedzią na artykuł Przemysława Pieli, pt. Prawda z fałszu, czyli negacja krytyki, który był polemiką z moim artykułem pt. Krytyczna analiza poznawczej metody ateizmu, analizującego epistemologię światopoglądu ateistycznego. Tekst Pieli nie ukazał się w Serwisie Racjonalista, ukazał się on natomiast w Serwisie Ateizm – światopogląd bez dogmatów. Mimo to wyjątkowo umieszczam go w tym dziale, który jest poświęcony właśnie polemikom z Serwisem Racjonalista.

 

Niestety, ale krytyka P. Pieli odnośnie do mojego artykułu nie jest rzeczowa. Większość jego krytyki opiera się albo na powierzchownych i nieuważnych analizach, na płytkich i mało wyrafinowanych przeinaczeniach tego co pisałem, albo na ucieczce od meritum zagadnienia, lub sprowadza się ona po prostu jedynie do wypowiadania zupełnie bezzasadnych twierdzeń. Autor co krok popełnia błędy logiczne, lub zdradza nieznajomość podstawowych zagadnień z dziedziny metodologii nauki. To co prezentuje niewiele ma wspólnego z współczesnym stanem badań nad nauką, bowiem zasadza się to głównie na powielaniu częstych wśród racjonalistów mitów i stereotypów na temat nauki i teizmu. Mimo to odpowiem na ten artykuł w sposób jak najbardziej rzeczowy. Z tekstu mojego oponenta nic nie wycinam, do wszystkiego odnoszę się w sposób wyczerpujący. Aby czytelnik bez trudu odróżnił moje wypowiedzi od wypowiedzi Pieli, jego tekst zaznaczam kursywą, swój zaś tekst pozostawiam bez zmian formatu czcionki. We fragmentach tekstu Pieli pozostawiam też bez zmian dokonany przez niego podział pomiędzy jego tekstem i komentowanym przez niego moim wcześniej wspomnianym tekstem. A więc do dzieła. Na samym początku Piela pisze:

 

 

Jak zwykle przeglądałem Internet w poszukiwaniu ciekawych tematów, które są błędnymi sformułowaniami na temat ateizmu i całkowicie wypaczają jego zasady. Moją uwagę zwrócił artykuł Jana Lewandowskiego pod tytułem „Krytyczna metoda poznawczej metody ateizmu”, który został opublikowany w Katolickim Serwisie Apologetycznym – zobacz artykuł

Pozwolę sobie zacytować najbardziej nieprawdziwe części artykuły, czyli mniej więcej całą jego objętość.

 

 

Odpowiedź:

 

No to sprawdźmy, czy rzeczywiście mój artykuł zawierał „nieprawdziwe części”.

Cytaty oznaczono niebieskim kolorem czcionki.

Ateizm jako światopogląd nie sprowadza się tylko i wyłącznie do twierdzenia, że z jego punktu widzenia brak przekonujących dowodów na to, że istnieje Bóg. Ateizm jest bowiem również światopoglądem promującym własną wizję świata, będącą wizją alternatywną wobec wizji świata promowanej przez teizm. Ateizm tak jak teizm odnosi się do pochodzenia świata i człowieka, jest zatem światopoglądem metafizycznym (tak samo jak teizm). Ateizm nie jest poglądem metafizycznym, gdyż jego wizja oparta jest wyłącznie na teoriach i prawach naukowych, które w obecnym momencie są uznawane.

 

 

Odpowiedź:

 

Autor nie orientuje się w elementarnych zagadnieniach logiki i filozofii nauki. Otóż prawda jest taka, że nie istnieje światopogląd bez metafizyki, nawet jeśli taki światopogląd opiera się na nauce, jak rzekomo ma to miejsce w przypadku ateizmu. Jest po prostu niemożliwe stworzenie światopoglądu bez metafizyki, nawet jeśli światopogląd ten opiera się na nauce, a jest tak dlatego, że nauka nie zajmuje się światopoglądami, bowiem jedynie bada i opisuje zależności pomiędzy danymi. Nauka nie wyprowadza jednak już z tych danych wniosków filozoficznych i światopoglądowych co do świata i Boga (zabrania jej bowiem tego logika i sama metodologia nauki, która jest z natury neutralna wobec zagadnień teistycznych i światopoglądowych), jak czyni to jednak ateizm (i nie szkodzi, że czyni on to tylko w sposób negatywny), który właśnie dlatego jest metafizyczny, że wykracza poza ramy nauki i wkracza na teren filozofii. Ateizm jest więc metafizyką, czy się to danemu ateiście podoba, czy nie, nawet jeśli ku uciesze gawiedzi napisze on sto razy w swoich artykułach, że tak nie jest. Jak pisał profesor A. B. Stępień, „Światopogląd może a nawet powinien korzystać z nauk i filozofii, jednak zawsze będzie poza nie wykraczał[1]. Nie ma więc światopoglądu bez metafizyki, bowiem każdy światopogląd opierający się na nauce musi z racji swej natury wychodzić poza naukę i wkraczać na teren filozoficznej metafizyki. Czy bowiem nauka zajmuje się odpowiedziami na takie pytania jak „czy Bóg jest, czy Go nie ma”? Nie zajmuje się, zabrania jej bowiem tego jej metodologia. Ateizm jednak zajmuje się takim kwestiami, wykracza więc w tym miejscu poza naukę, wkraczając już tym samym na ten sam metafizyczny obszar, na którym porusza się teizmW tym wypadku oba te światopoglądy (zarówno teizm jak i ateizm) są równie metafizyczne, czego nie zmienią żadne huczne i liczne deklaracje. Fakty w tym miejscu są nieubłagane i nie zmienią ich żadne oświadczenia.

 

 

Porównanie do teizmu całkowicie mija się z celem, gdyż teizm nie ma żadnych podstaw naukowych odnoszących się do wizji bożego stworzenia świata. 
 

Odpowiedź:

 

To kolejne uproszczenie a przez to zafałszowanie istoty rzeczy. Ateizm nie ma bowiem żadnego monopolu na opieranie się na nauce, na nauce można bowiem w taki sam sposób zbudować swój teistyczny światopogląd. Tak czyni wielu wybitnych teistów, jednym z nich jest William Craig, który opracował tzw. koncepcję Kalam, która jest teistyczną interpretacją naukowej teorii Big Bangu (Craig wydał na ten temat wiele publikacji, w tym co najmniej jedną książkę). Można się oczywiście z Craigiem nie zgadzać, ale to niczego nie zmienia (można się też przecież nie zgadzać z ateistą, który powołuje się na naukę). Nie wspomnę już o tym, że można też budować swój światopogląd teistyczny w oparciu o inne teorie naukowe. Na naukę może więc powoływać się zarówno teista, jak i ateista, zatem ona sama nie jest potwierdzeniem ani ateizmu, ani teizmu, jest ona obojętna wobec tych światopoglądów i dostarcza tylko obojętnego światopoglądowo zestawu danych.

 

 

Niniejszy tekst ukaże za pomocą analizy logicznej, że w sensie poznawczym odnośnie do świata ateizm nie daje żadnego konkretnego rozwiązania, bowiem nie ma żadnego wiarygodnego punktu odniesienia, względem którego mógłby zweryfikować i sprawdzić swe twierdzenia. Ateizm działa wspólnie z nauką i weryfikuje się w ten sam sposób, czyli sam siebie.

 

 

Odpowiedź:

 

Pomijając już to, że mamy tu jedynie kolejne wyznanie wiary u ateisty (podane bez żadnego rzeczowego uzasadnienia), to autor po raz kolejny zdradza u siebie elementarny brak znajomości w zakresie logiki i filozofii nauki. Dany światopogląd nie może „weryfikować sam siebie”, bo w ten sposób popełnia rażący błąd logiczny znany jako petitio principii. Błąd ten jest znany jako błędne koło i występuje wtedy, gdy ktoś uzasadnia swoją tezę jedynie za pomocą samej tej tezy, lub wniosku, do którego powinien jednak dopiero co dojść w swym uprzednim wnioskowaniu. „Weryfikowanie” swego światopoglądu jedynie za pomocą własnego światopoglądu jest właśnie błędnym kołem. To tak jakby powiedzieć „ja mam rację dlatego, bo mam rację”. Takie ewidentnie błędne logicznie rozumowanie błędnokołowe występuje właśnie w powyższym zdaniu, gdzie stwierdza się, że ateizm weryfikuje sam siebie. Warto dodać, że nawet nauka rezygnuje z „weryfikowania samej siebie”, czyniąc to właśnie dlatego, że popełniłaby wyżej wspomniany błąd logiczny znany jako petitio principii. Przyznają to metodolodzy nauki[2].

 

 

Ateizm głosi bowiem, że nie istnieje żaden ostateczny autorytet, do którego można by się odwołać w swych twierdzeniach, zatem jako światopogląd sam staje się równie niezweryfikowany, stając się w tym momencie takim samym niesprawdzalnym światopoglądem jak krytykowany przezeń pod tym względem teizm. Autorytet to człowiek, w nauce nie można polegać na autorytetach, gdyż ludzie bywają omylni. Podstawą jest zasada naukowa, czyli obserwacje, liczne eksperymenty i logiczne wnioski.

 

 

Odpowiedź:

 

Ta metodologia naukowa jednak nie spadła z nieba, tylko też została wymyślona przez ludzi. Zatem Piel spada z deszczu pod rynnę, próbując odróżnić zasadę naukową od omylnych autorytetów. Ponadto to co Piel pisze to właściwie kolejne wyznanie wiary podane bez żadnego uzasadnienia. Piel wcale nie uzasadnił, że obserwacje, eksperymenty i logiczne wnioski muszą kogokolwiek prowadzić akurat do poprawnej interpretacji rzeczywistości. Nawet sama nauka nie próbuje odważyć się na takie stwierdzenia, bowiem zabrania jej tego logika. Pisałem o tym ciut wyżej. Autor więc niczego nie rozstrzyga przez takie podanie jedynie swej gołosłownej opinii.

 

Ateistyczna wizja „racjonalnej epistemologii” przedstawia się, krótko mówiąc, następująco:
Świat można poznać zmysłami, i tylko to, co rejestrują nasze zmysły kontrolowane przez rozum, można uznać za zweryfikowane i realne. I tylko o takich zweryfikowanych i realnych rzeczywistościach wypowiada się ateizm.
 Zmysły czasami zawodzą, dlatego przy weryfikacji ateizm wykorzystuje również badania naukowe, gdyby nie to, wciąż wielu mówiłoby, że Słońce krąży wokół Ziemi.

 

 

Odpowiedź:

 

Problem w tym, że używanie nauki nie powoduje, że omijamy swoje zmysły. Nadal z nich musimy korzystać, gdy używamy teleskopów, mikroskopów, dokonujemy obserwacji, itd. A te przyrządy naukowe wcale nie eliminują złudzeń o jakich wspomniałem wyżej. Potwierdzają to sami naukowcy. W tym miejscu warto będzie przytoczyć spostrzeżenia pewnego fizyka. S. Tolansky w jednej ze swych prac skarży się na złudzenia optyczne jakie powstają w trakcie obserwacji mikroskopowych. Pisze on, że „złudzenia optyczne mogą wywierać i rzeczywiście wywierają znaczny wpływ na wiele powszednich obserwacji naukowych. Było to dla mnie ostrzeżeniem, aby mieć się na baczności i w rezultacie zauważyłem więcej złudzeń niż się spodziewałem”[3]. Piel nie zdołał więc wybrnąć z dylematu jaki postawiłem, uciekając w stwierdzenie mówiące o weryfikacji za pomocą badań naukowych. W zasadzie było to jedynie okrężne wyminięcie problemu i powrócenie do tego samego dylematu, który wciąż jest nierozwiązany przez Piela. Ponadto, z tego, iż Słońce krąży wokół ziemi nie wynika ani ateizm, ani teizm. Autor nadużywa tu więc w sposób nieuzasadniony autorytetu nauki, w celu „potwierdzenia” autorytetu ateizmu, bowiem miesza kwestie z pozoru podobne, jednak w rzeczywistości bardzo odmienne.

 

DYSKUSJA:
1) Świat poznajemy zmysłami kontrolowanymi przez rozum.

Twierdzenie to jest bardzo dyskusyjne z co najmniej trzech powodów.
Po pierwsze, z ateistycznego punktu widzenia „racjonalne poznanie rzeczywistości” wcale nie jest pewne, bowiem zgodnie z punktem widzenia ateizmu nasze umysły nie są tworem z wyposażonym przez Boga aparatem umożliwiającym poprawne, rozsądne i racjonalne poznanie rzeczywistości, są one tylko produktami przypadkowych sił chaosu, powstałymi na drodze ślepej ewolucji.
 To, że nasze umysły nie są wytworem Boga, wcale nie znaczy, że nadają się tylko do wyrzucenia. Ewolucja nie jest ślepa, gdyż samoistnie usuwa ona błędy poprzez selekcję naturalną, dlatego przetrwać mogą tylko najsilniejsi i najlepiej przystosowani.

 

 

Odpowiedź:

 

Tu Piel argumentuje znowu za pomocą błędnego koła. Na uzasadnienie swej tezy podaje jedynie samą tę tezę. Odrzucam więc tę argumentację jako błędną logicznie. Nie wspomnę już o tym, że w swym tekście podawałem kontrargumenty, które przeczą tezie jaką w powyższym akapicie stawia Piel. Jak bowiem pisałem, istnieją w przyrodzie byty, które też podlegały ewoluowaniu, nie mają one jednak żadnego poznania co do rzeczywistości, co nie przeszkadza im w niej z powodzeniem przetrwać (np. mchy, glony, itd.). Ponadto, poznanie rzeczywistości wcale nie musi być poprawne, abyśmy musieli przetrwać. Do przetrwania wystarczy jedynie żebyśmy poznali coś tylko pobieżnie, a pobieżne poznanie zniekształca przecież istotę rzeczy. Był to argument przeciw tezie, że selekcja naturalna jest w stanie wyposażyć nas w zmysły poprawnie informujące nas o rzeczywistości. Zamiast więc z tym co na ten temat pisałem polemizować, Piel od nowa wypowiada jedynie tę tezę, którą już obalano. Nie jest to więc w ogóle żadna polemika z jego strony, jest to jedynie ciągłe powtarzanie od nowa nieuzasadnionych i w dodatku dawno obalonych tez.

 

 

Tym samym nasze umysły jako chaotyczny twór ewolucji nie są żadnym gwarantem dla jakiegokolwiek uporządkowanego i „racjonalnego” procesu poznawczego względem świata. W takim wypadku nie wiadomo, czy cokolwiek poprawnie poznajemy, interpretujemy, czy nie tworzymy w naszych umysłach jedynie kolejnych idei chaosu. Wygląda na to, iż autor postrzega świat jako jedno wielkie złudzenie optyczne. Owszem takie występują, ale nie można mówić, że wszystko jest złudzeniem – po raz kolejny muszę przypominać o narzędziu weryfikacji, którym jest nauka.

 

 

Odpowiedź:

 

Znów mamy tu tylko gołosłowną opinię, podaną bez żadnego wyczerpującego uzasadnienia. Samo ogólnikowe powoływanie się na naukę nic Pielowi nie rozwiązuje. Jak bowiem wyżej uzasadniłem, nauka sama w sobie nie ocenia swego statusu poznawczegozabrania jej tego logika i groźba popadnięcia w błąd petitio principii. Piel jest tu zresztą niekonsekwentny i przeczy tu temu, co sam napisał niżej, gdy stwierdził, że „Nauka sama w sobie nie jest autorytetem, gdyż nauka nieustannie się zmienia i nowe odkrycie jest wstanie podważyć poprzednie”. Jeśli tak jest, to oznacza to, że nie wiemy tak naprawdę, czy nauka w ogóle zbliża się do prawdy, skoro każda jej interpretacja może okazać się błędna z powodu innej interpretacji, która też może okazać się błędna, i tak w nieskończoność. Piel wyznaje więc wiarę w to, że prawda jest odkrywana tam, gdzie jednak każda następna interpretacja może okazać się błędna, czyli tam, gdzie tak naprawdę nie wiemy czy zbliżamy się do prawdy. Jest to zupełna niekonsekwencja i jakieś zagubienie się mojego polemisty.

 

Ale możemy to wybaczyć autorowi, on najwyraźniej nie ma pojęcia o podstawach filozofii nauki. Cała jego „wiedza naukowa” sprowadza się jedynie do odwoływania się do stereotypów na temat nauki, które rozpowszechniał dawno już nieaktualny XIX wieczny scjentyzm.

 

Po drugie, już tylko kilka przykładów wziętych z naszego codziennego życia wskazuje, że nasze zmysły są nieustannie wprowadzane w błąd lub nie rejestrują w sposób poprawny rzeczywistości. Przykładem mogą być pustynne fatamorgany czy choćby znane wszystkim zjawisko szklanki z wodą, która „skrzywia” wsadzony doń ołówek, to jest odbierany przez nasze zmysły obraz tegoż ołówka. Wystarczy tylko taka drobna zmiana środowiska obserwacyjnego, a nasze zmysły już zawodzą (wykazano, że nasze zmysły zawodzą o wiele częściej w przypadku o wiele bardziej złożonych obserwacji, choćby teleskopowych). W przypadku ołówka czy oazy możemy wyłapać że nasze zmysły mylą się, bowiem mamy wzorzec w postaci ołówka, o którym wiemy, że był prosty, nim włożyliśmy go do wody. Także do fatamorgany możemy „dojść”, aby stwierdzić, że nie istnieje żadna realna oaza. Wszystkie złudzenia zostały jednak wytłumaczone dzięki nauce. Czy autor nie słyszał o prawie załamania światła? W ten sam sposób wytłumaczono również objawienia duchów i świętych oraz Boga. Czy według autora nie są to tylko złudzenia? Być może ten uznaje to za rzeczywistość? No cóż, niektórzy ludzie mogliby powiedzieć, że ołówek jest załamywany przez jakieś tajemnicze bóstwo siedzące w szklance wody, ale to tylko załamanie światła. Tak samo jak objawienie to sen na jawie wywołany wieloma czynnikami. Więcej o złudzeniach napisałem w artykułach: „Spirytystyczny nonsens” i „Spirytystyczny nonsens 2: Nawiedzony dom” w oparciu o przykłady związane z duchami. 

 

 

Odpowiedź:

 

Ta odpowiedź jest kolejnym gigantycznym wyminięciem problemu przez Piela. Nikt bowiem nie spiera się o naturę samego zjawiska fatamorgany, przykład jaki podałem w związku z tym był jedynie potwierdzeniem faktu, że nasze zmysły mogą być wprowadzone w błąd. Nie było w ogóle dyskusji o tym, o co chodzi w samym zjawisku fatamorgany. Autor wymija więc po raz kolejny istotę mego argumentu, sprawiając pozorne wrażenie, że odpowiada na postawiony przeze mnie problem.

 

Tu jednak rodzą się dalsze problemy, skąd bowiem wiadomo, że zawsze będziemy mieli okazje do posiadania takiego wzorca, z którym skonfrontujemy widziany przez nas obraz? Skąd wiadomo, że zawsze będziemy mieli okazję wyciągnąć coś, co obserwujemy, z takiej zwodniczej „wody” obserwacyjnej (np. patrząc na Wszechświat przez teleskop czy przez mikroskop), aby móc porównać to ze wzorcem? Wcale nie wiadomo. Nauka wytłumaczyła już bardzo dużo, a jeśli jest coś, czego nie jest w stanie wytłumaczyć to należy liczyć, iż zrobi to w przyszłości.

 

 

Odpowiedź:

 

Kolejne gołosłowne wyznanie wiary ateisty, które niczego nie dowodzi, nie jest więc żadnym argumentem. Sama opinia to nie argument. W każdym razie nie jest to żadne rozwiązanie dylematu jaki postawiłem wyżej. Nie wiemy bowiem, czy nauka coś poprawnie tłumaczy, skoro nawet ona sama się przy tym nie upiera, co uzasadniłem wyżej. Wiele jej wyjaśnień jest ponadto wciąż tylko przypuszczeniami i niepewnymi hipotezami, które zresztą co jakiś czas są odwoływane. Licznie zebrane szczegóły na ten temat podałem w tekście pt. Czy ateizm jest światopoglądem naukowym?

 

 

Poważnym błędem popełnianym przez całą ludzkość jest błędne tłumaczenie zjawisk. Człowiekowi zawsze łatwiej powiedzieć, że coś zostało spowodowane przez nieznane mistyczne siły, których nie widać. Łatwiejsze jest wytłumaczenie, że żarówka świeci, bo wleciał do niej świecący chochlik. Racjonalista jednak poszuka odpowiedzi w fizyce (nauce).

 

 

Odpowiedź:

 

Piel po raz kolejny wprowadza tu pewne uproszczenie i nieuprawnioną analogię. Wprowadza on bowiem fałszywą sugestię, że w nauce jest wszystko tak oczywiste i wiadome, jak ma to miejsce w przypadku tej żarówki. Jest to jednak nieprawda, bowiem w nauce istnieje cała masa koncepcji, zwłaszcza tych, na które się powołują teiści i ateiści w swych światopoglądach (np. wciąż niewyjaśniona koncepcja pochodzenia życia i Wszechświata), które są o wiele mniej oczywiste i pewne. Szczegółowego omówienia tego zagadnienia dokonałem we wspomnianym tekście pt. Czy ateizm jest światopoglądem naukowym?, gdzie podałem mnóstwo przykładów koncepcji naukowych o niejasnym statusie epistemologicznym.

 

 

Autor zakłada tutaj także, że pod mikroskopem czy w teleskopie występują jakieś nieznane złudzenia optyczne, no cóż, jak na razie mamy odniesienie do prawa załamania światła, przez co powstają takie złudzenia, dlatego na razie nic nie wskazuje, że są jakieś np. pod mikroskopem (analizując jego budowę stwierdzamy, iż ten wcale nie zniekształca obrazu), dlaczego więc twierdzić, że jest to fałszem?

 

 

Odpowiedź:

 

Dlatego, że same wyjaśnienie tego, jak powstaje dane złudzenie, nie usuwa samego zjawiska złudzenia. Dlatego może (a nie „jest”) ono być fałszem, nawet jeśli wiemy, co je zafałszowuje. Autor znów ulega iluzji pozornej oczywistości czegoś i rozwiązania jakiegoś problemu tylko dlatego, że nauka tego dotknęła. Jest to jednak nieuzasadnione pomieszanie i uproszczenie problematyki. Ponadto Piel pisze nieprawdę, gdy stwierdza w powyższym akapicie, że nic nie wskazuje na to, iż w trakcie obserwacji czegoś pod mikroskopem powstają jakieś złudzenia. Przeczy jednak temu wprost cytowany przeze mnie wyżej Tolansky, fizyk, który sam dokładnie opisuje to, jak podczas swych obserwacji mikroskopowych doznawał poważnych zniekształceń tego co obserwuje.

 

Kolejny przykład, jak łatwo nasze zmysły mogą być wprowadzone w błąd, podaję za Galileuszem. Otóż Galileusz pisał:
„Pozwoliłoby mu ono, w pełnej zgodzie z tym, cośmy tu omawiali, zrozumieć, jak bardzo łatwo można być oszukanym przez pozory, czyli, że się tak wyrazimy, przez obraz zmysłowy. Zjawisko to polega na tym, że ci, którzy idą ulicą w nocy, mają wrażenie, że Księżyc podąża za nimi zupełnie tak jak kot, który sunąc w rzeczywistości po dachówkach, podążałby za nimi. Wrażenie to, o ile nie wdałby się w tę sprawę rozsądek, aż nazbyt oczywiście wprowadzałoby w błąd zmysł wzroku”.
 Patrząc na to z boku, ma się wrażenie, iż to właśnie błędne obserwacje i złudzenia są podstawą teizmu, a nie ateizmu. Rozsądek jest bardzo bliski racjonalizmowi. Przecież jadąc samochodem nie mówimy, że las jedzie. A jednak powyższy przykład wskazuje na to, iż wielu może mieć takie wrażenie.

 

 

Odpowiedź:

 

Pomijając już sofizm, zgodnie z którym „rozsądek jest bardzo bliski racjonalizmowi” (ciekawe co na to wskazuje, nie mówiąc już o tym, że przeczy temu analiza wielu poglądów racjonalistów), zauważmy, że Piel znów prześlizguje się nad problemem, który ja sam rozwijam niżej:

 

„O ile nie wdałby się w tę sprawę rozsądek” – właśnie. Ukryta jest tu pewna ciekawa myśl, dzięki której uświadamiamy sobie, że nie istnieje nigdy czysta obserwacja, ale zawsze w parze obok niej idzie też interpretacja tejże obserwacji dokonana przez rozum, który jednak, jak pisałem wyżej, zgodnie z ateistycznym paradygmatem jest tylko tworem chaosu, a zatem nie wiemy, czy produkowane przez niego myśli nie są kolejnym ślepym błądzeniem. Komentowanie tego fragmentu nie jest potrzebne.

 

 

Odpowiedź:

 

Ależ jest, skoro już ktoś podejmuje się dyskusji i atakowania czyjegoś sposobu rozumowania, to powinien to wykazać właśnie za pomocą rzeczowego komentowania. Dąsy w stylu „bez komentarza” nie będą bowiem w stanie niczego wykazać, nie są żadnymi argumentami.

 

 

Zapytam tylko czy autor jest pewien tego, o czym pisze, przecież jego myśli mogą być tylko kolejnym ślepym błądzeniem i wmawianiem sobie, że wszystko to złudzenie. Ale czyż nie złudzeniem jest religijność i aspekt duchowy, który z rzeczywistością ma niewiele wspólnego? Autor podważył właśnie teizm, który jest błędną interpretacją (niektóre z jego aspektów) rzeczywistych zjawisk, które nauka już wytłumaczyła.

 

 

Odpowiedź:

 

Cała zabawa polega na tym, że to o czym pisze Piel jest dla wierzących oczywiste. Wierzący stawiają sprawę uczciwie i mają świadomość tego, że każdy światopogląd jest kwestią interpretacji dostępnych przesłanek, wraz z wiarą, że ta interpretacja jest słuszna. Nie ma w tym nic złego, tak musi postępować każdy. To jest właśnie światopogląd, w świecie, który został tak właśnie urządzony, żeby przez brak ostatecznej pewności odnośnie wszystkiego nikogo nie zmuszać do obrania konkretnego światopoglądu, tylko dać mu wolność w zakresie wyboru. Zupełnie inaczej zachowują się już tacy jak Piel, którzy nie tylko próbują zmonopolizować sobie prawo do posiadania prawdy, ale co gorsza, twierdzą, że ich światopogląd nie posiada żadnych elementów fideizmu. Czynią oni tak po to, aby przede wszystkim wywyższyć się nad teistów. To jest właśnie nieuczciwość. Na szczęście łatwa do obnażenia, bo wystarczy wejrzeć w samą tylko epistemologię „racjonalistów”, aby przekonać się, że ona cała na fideizmie stoi. Owa epistemologia nie ma żadnej wyższości nad innymi fideistycznymi poglądami, nic też nie rozwiązuje, jeśli pozbawi się ją fideistycznych założeń, lub uzna się je za element dyskredytujący tę epistemologię. Dlatego napisałem o tym swój tekst, który tak zabolał Piela. Takich tekstów o bezpodstawnym fideizmie w innych elementach poglądów „racjonalistów” można by napisać o wiele więcej.

 

„Ponieważ protokoły obserwacji zawsze zależą od istniejących teorii, nie powinny one być bezkrytycznie przyjmowane” – A czym innym jest biblia, jak nie protokołem obserwacji, dlaczego mamy być krytyczni do teorii naukowych (to jest uzasadnione i powinniśmy być sceptyczni do nauki – to jej metoda weryfikacji), ale dlaczego mamy bezkrytycznie i z zamkniętymi oczami przyjmować biblię?

 

 

Odpowiedź:

 

Ucieczka do sprawy Biblii jest ucieczką od problemu. To nie jest odpowiedź na dylemat, jaki wyżej wykazano w strukturze epistemologii obecnej w światopoglądzie ateistów. No chyba, że w ten sposób ateiści chcą zrównywać fideistyczną epistemologię teistyczną z epistemologią ateistyczną, co jeszcze bardziej pogrąża niż ratuje ich światopogląd. Zaś co do pytania, dlaczego mamy przyjmować to co mówi Biblia, to Piel zapomniał, że teizm jest fideistyczny a ateizm ponoć nie. Uciekanie do pytań o fideistyczne podejście teistów do Biblii, w celu „obrony” światopoglądu ateistycznego, wcale nie jest obroną ateistycznej epistemologii przed zarzutem fideizmu, wręcz przeciwnie, jest cichym godzeniem się z tym, że ateistyczna epistemologia jest fideistyczna.

 

 

Krytycyzm to podstawa, krytyka to leukocyt w naukowej krwi.

 

 

Odpowiedź:

 

Tyczy się to także światopoglądu ateistycznego, który również podlega krytyce.

 

Problem ten nie ominął również nauk empirycznych. Michio Kaku, profesor fizyki i znany popularyzator zagadnień z dziedziny astrofizyki, bardzo wymownie potwierdził to, o czym mówię, przytaczając słowa astronoma Arthura Eddingtona: 
„Uczeni powszechnie uważają, że opierają swoje twierdzenia na obserwacjach, nie zaś teoriach […]. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto wprowadzałby tę deklarację w życie […]. Sama obserwacja nie wystarczy […]; teoria ma swój bardzo ważny udział w formowaniu przekonań” – Owszem, jednak same teorie powstają w wyniku wcześniejszych obserwacji innych zjawisk. Wracając do ołówka w szklance, przecież prawo (powszechnie uznana teoria) załamania światła nie zostało wyssane z palca, jednak wywnioskowane z wcześniejszych obserwacji i eksperymentów.

 

 

Odpowiedź:

 

Skoro zjawisko załamania światła jest obserwowalne, to nie jest już czystą teorią. Powyższy przykład jest zupełnie bezsensowny jako kontrargument.

 

Taki punkt widzenia popierają inni metodolodzy nauki:
„Zarzucono właściwie pogląd, według którego podstawowym sposobem poznawania (np. przyrody) jest obserwacja i uogólnianie jednostkowych faktów, zdarzeń, procesów […]. Wyjściowe zdania empiryczne są zawodne; obserwacje (tym bardziej eksperymenty) kierowane są jakimiś zadaniami, są teoretycznie zaangażowane”. „Człowiek jest interpretatorem przyrody; nie tylko obserwatorem, lecz i interpretatorem”.
 Ten problem weryfikuje właśnie krytyka i racjonalna dyskusja. Eksperyment i jego wyniki oraz wyciągnięte wnioski nigdy nie są od razu akceptowane. Obserwacje i eksperymenty są nieustannie powtarzane przez licznych naukowców. Następnie grono niezależnych naukowców wyklucza złe wnioski i łączy pozostałe w najbardziej odpowiadające danemu zjawisku. Jeden naukowiec nigdy nie stworzy prawa naukowego czy też teorii, gdy ta nie zostanie zweryfikowana przez innych. To właśnie zapobiega interpretacji pojedynczego badacza.

 

 

Odpowiedź:

 

To jest tylko kolejne wyznanie wiary ateisty. Wyżej nie znajdujemy żadnych dowodów na to, że 1) „Krytyka i „racjonalna” dyskusja cokolwiek „weryfikuje”, 2) Obserwacje i eksperymenty są nieustannie powtarzane przez licznych naukowców, 3) Grono niezależnych naukowców wyklucza złe wnioski i łączy pozostałe w najbardziej odpowiadające danemu zjawisku, 4) Jeden naukowiec nigdy nie stworzy prawa naukowego czy też teorii, gdy ta nie zostanie zweryfikowana przez innych. Nie wspominając już o tym, że punktom 1- 3 filozofowie nauki, tacy jak Popper, Hempel, Kuhn, Lakatos i Feyerabend postawili w swych obszernych i słynnych już dziś rozprawach (traktujących o historii i metodologii nauki) poważne zarzuty natury logicznej, to nie ma tu nawet z czym polemizować, bo Piel podaje jedynie własną opinię w tej sprawie. Nie jest to nawet argument, który można by przeanalizować i dyskutować z nim. Z gołosłowiem się nie dyskutuje.

 

Aby jeszcze lepiej uświadomić sobie, że nasza obserwacja nigdy nie jest samą obserwacją, rozważmy następujący przykład. Załóżmy, że w pewnym momencie na niebie chmury układają się przypadkowo w napis w języku polskim, który brzmi: „Codziennie pij mleko”. Każdy z nas, kto zobaczyłby ten napis, od razu zinterpretowałby go (a więc nie tylko zaobserwował) na podstawie ukrytych wcześniej w swym umyśle przyzwyczajeń (wynikających z tego, że widział już wcześniej samolot czyniący napisy na niebie) jako dzieło człowieka, a nie jako przypadek. Nawet jednak gdybyśmy zinterpretowali to jako dzieło przypadku, to byłaby to też interpretacja, a nie tylko sama obserwacja. Sama obserwacja nie mówi nam bowiem nic o tym, kto zrobił na niebie napis ani że w ogóle był on zrobiony (nawet przez dzieło przypadku). Obserwacja ta mówi nam tylko tyle, że na niebie są chmury ułożone w jakiś kształt, i tylko tyle. Nawet nasze odczytanie napisu na niebie wymagałoby użycia istniejących w naszym umyśle wcześniejszych idei lingwistycznych, zatem tu następowałaby już interpretacja, w którą włączyłyby się wcześniejsze założenia lingwistyczne sugerujące ad hoc, że napis jest dziełem innej osoby, która również zna język, w jakim wykonano napis. Gdyby napis ten zobaczył Polak, zinterpretowałby go jako świadome dzieło człowieka. Gdyby napis ten zobaczył Chińczyk lub Japończyk, który w ogóle nie znałby języka polskiego ani alfabetu łacińskiego, napis ten byłby dla niego zbiorem bezkształtnych, przypadkowych tworów, przypominających zwyczajne chmury, w których nie ma nic nadzwyczajnego. Tak więc po tym przykładzie dobrze widać, że nigdy nie istnieje czysta obserwacja, obok niej istnieje zawsze mniej lub bardziej (najczęściej mniej) świadoma interpretacja, która nie może być ostatecznie pewna. – Napis jest bardzo mało prawdopodobny jako dzieło przypadku, bądź też dzieło człowieka. Rozważanie takiego przykładu jest bezcelowe. Co jednak, gdy na niebie widać np. krzyż? Dwie proste przecinające się pod kątem prostym. Teoretycznie jest to znacznie bardziej prawdopodobne od napisu w jakimś języku. Katolik uzna to za dzieło boże i znak od stwórcy, jednak ateista dziś uzna to za przypadek lub przecięcie drogi dwóch samolotów. Po raz kolejny autor próbuje nam wmówić, że to rzeczywistość jest złudzeniem, a złudzenie rzeczywistością. Pokrój ten jest śmieszny i bliski poglądom ludzi widzącym wszędzie spisek władzy.

 

 

Odpowiedź:

 

To co wyżej pisze Piel znów jest wyminięciem postawionego problemu. Zamiast dyskutować z tym, że nie tylko obserwujemy, ale też i interpretujemy, Piel rozwodzi się nad jakością mojej luźnej ilustracji. Piel zna niestety starą wersję mojego artykułu, w nowszej wersji zrezygnowałem z tego przykładu na rzecz innego. Oto on:

 

„Załóżmy, że w pewnym momencie znajdujemy gdzieś na odludziu kamień, na którym linie układają się przypadkowo w napis w języku polskim, który brzmi: „JESTEM”. Każdy z nas, kto zobaczyłby ten napis, od razu zinterpretowałby go (a więc nie tylko zaobserwował) na podstawie ukrytych wcześniej w swym umyśle przyzwyczajeń (wynikających z tego, że widział już wcześniej kogoś kto czyni napisy na kamieniu) jako dzieło człowieka, a nie jako przypadek. Nawet jednak gdybyśmy zinterpretowali to jako dzieło przypadku, to byłaby to też interpretacja, a nie tylko sama obserwacja. Sama obserwacja nie mówi nam bowiem nic o tym, kto zrobił na ten napis ani że w ogóle był on zrobiony (nawet przez dzieło przypadku). Obserwacja ta mówi nam tylko tyle, że na kamieniu są linie ułożone w jakiś kształt, i tylko tyle. Nawet nasze odczytanie napisu na kamieniu wymagałoby użycia istniejących w naszym umyśle wcześniejszych idei lingwistycznych, zatem tu następowałaby już interpretacja, w którą włączyłyby się wcześniejsze założenia lingwistyczne sugerujące ad hoc, że napis jest dziełem innej osoby, która również zna język, w jakim wykonano napis. Gdyby napis ten zobaczył Polak, zinterpretowałby go jako świadome dzieło człowieka. Gdyby napis ten zobaczył Chińczyk lub Japończyk, który w ogóle nie znałby języka polskiego ani alfabetu łacińskiego, napis ten byłby dla niego zbiorem bezkształtnych, przypadkowych linii, w których nie ma nic nadzwyczajnego. Tak więc po tym przykładzie dobrze widać, że nigdy nie istnieje czysta obserwacja, obok niej istnieje zawsze mniej lub bardziej (najczęściej mniej) świadoma interpretacja, która nie może być ostatecznie pewna.”

 

Ten przykład jest o wiele lepszy jako ilustracja tezy, że nigdy nie dokonujemy czystej obserwacji, bowiem jest ona zawsze „skażona” jakąś interpretacją. Ponadto, coś co jest mało prawdopodobne wcale nie jest niemożliwe. Np. samoistne powstanie życia z materii nieożywionej jest bardzo mało prawdopodobne (niektórzy wskazują, że z matematycznego punktu widzenia wykluczone), a jednak ateiści w to wierzą. Czemu więc Piel odrzuca wyżej możliwość samoistnego i przypadkowego powstania napisu z pary na niebie, skoro jest to bardzo mało prawdopodobne, nie odrzuca natomiast możliwości samoistnego powstania życia, skoro jest to równie nieprawdopodobne? To znów ukazuje, że dokonywana przez ateistów interpretacja danych zjawisk jest uzależniona od wcześniejszych i często nie uświadamianych fideistycznych założeń.

 

Przykładem ukrytych w naszym umyśle idei zniekształcających interpretację naszej obserwacji może być tu również spór z Galileuszem. Głównym argumentem jego oponentów przeciw ruchowi obrotowemu Ziemi było stwierdzenie, że gdyby Ziemia obracała się, to kamień zrzucony z wieży naprzeciw niej spadałby wskutek obrotu Ziemi po torze łukowym w miejscu za wieżą, a nie przed nią. Wydawało się to tak oczywiste i zgodne z obserwacją, że nikt nie przypuszczał nawet w najśmielszych snach, że takie argumentowanie może być złudne. Nawet sam Galileusz w jednym ze swych dialogów, gdzie przyjął postać fikcyjnego Salvatio, stwierdził, że to, co mówi Kopernik, zadaje gwałt zmysłom:
„[…] jak Arystarch i Kopernik mogli się zdobyć na zadanie przez rozum takiego gwałtu zmysłom, że pod jego nakazem ustąpić musiała ufność w pozorną wymowę otrzymywanych wrażeń”.
 Po raz kolejny nauka wszystko tłumaczy.

 

 

Odpowiedź:

 

Po raz kolejny samo wyznanie ateistycznej wiary w ich wizję nauki tu nie wystarcza. Wypadałoby podjąć polemikę z tym, co jawnie świadczy o złudzeniu wywoływanym przez zmysły, a nie ciągle tylko „załatwiać” sprawę za pomocą propagandowych sloganów w stylu „i tak nauka wszystko przecież tłumaczy”. Nie dość, że ma się to nijak do tego o czym pisałem, to w dodatku jest to podane jedynie jako gołosłowna deklaracja.

 

 

 

 Ciekawym argumentem przeciwko kulistości Ziemi i jej obrotowi osiowemu może być to, że ci po drugiej stronie spadną, a ci na górze również, gdyż zostaną wyrzuceni przez siłę odśrodkową. – nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Autor jednak cały czas przedstawia złudzenia ludzi wierzących i kościoła, który właśnie źle interpretował zjawiska zachodzące we wszechświecie (powyższe przykłady).

 

 

Odpowiedź:

 

Znów wyminięcie sedna problemu. Te złudzenia miały świadczyć właśnie o tym, że nasze zmysły ulegają złudzeniom. Piel zamiast z tym polemizować, czy zamiast odnieść się do tego problemu, twierdzi, że te złudzenia były…. udziałem ludzi Kościoła. Co ma piernik do wiatraka? Ludzie i ich zmysły to ludzie i ich zmysły, podział konfesyjny nie odgrywa żadnej roli w tej kwestii.

 

Nasza obserwacja świata nie jest więc „czystą obserwacją”, ale aby jej dokonać, dokonujemy mniej lub bardziej świadomej interpretacji złożonej z wcześniejszych uprzedzeń, co rodzi oczywiście dalsze problemy dla ateistycznej epistemologii, bo skąd niby wiadomo z braku wzorca, czy i kiedy interpretacja ta narzuca nam (lub nie narzuca) jakiś złudny obraz? Bez komentarza…

 

 

Odpowiedź:

 

A szkoda, bo wypadałoby się odnieść do czegoś z czym się polemizuje, tym bardziej, że powyższy fragment mojego tekstu jest koronnym zarzutem i głównym argumentem całego wywodu zawartego w tamtym moim artykule. To jest meritum. Tym samym, ta koronna teza nadal pozostaje w mocy, skoro nie próbowano tu z nią nawet pobieżnie polemizować. Slogany typu „bez komentarza” są dobre może na mównicy sejmowej, ale nie w merytorycznej dyskusji (jeśli Piel w ogóle chciał taką dyskusję ze mną podejmować, bo najwyraźniej mu się to nie udało, sądząc po dotychczasowej jakości jego „odpowiedzi”, jakich udzielał na stawiane przeze mnie problemy)

 

W tym miejscu interesujące będzie przytoczenie pewnego przykładu dobrze ilustrującego skalę problemu, na jaki trafiają ateiści w kwestii uzasadnienia, że są w stanie poprawnie poznawać rzeczywistość. Jeden z nich uwikłał się w gigantyczną tautologię, twierdząc w wyżej już przywoływanym cytacie:
„Natura nasza podała nam naturalne nasze domniemanie: otaczającą cię rzeczywistość poznajesz zmysłami i rozumem. Dlaczego? Dlatego, że tymi jedynie narzędziami udaje nam się zdobywać wiedzę o otaczającej nas rzeczywistości, która jest wiedzą praktyczną, czyli weryfikowalną, (też w zakresie praktyki) i funkcjonalną”.
 W koło Macieju. Myślę, że nie musze po raz wtóry pisać o nauce.

 

 

Odpowiedź:

 

Znów kapitulacja polemisty, która sama w sobie nie jest żadnym argumentem. Powtórzę: Po raz kolejny samo wyznanie ateistycznej wiary w temacie nauki tu nie wystarcza. Wypadałoby podjąć polemikę z tym, co jawnie świadczy o tautologii krytykowanego przeze mnie twierdzenia, a nie ciągle tylko „załatwiać” sprawę za pomocą propagandowych sloganów w stylu „i tak nauka wszystko przecież tłumaczy”. Nie dość, że ma się to nijak do tego o czym pisałem, to w dodatku jest to podane jedynie jako gołosłowna deklaracja bez żadnego pokrycia argumentacyjnego.

 

Jest to piękny przykład logicznego błędu, zwanego błędnym kołem (tautologia). Błędne koło polega na tym, że to, co usiłuje się dowieść, dowodzi się za pomocą tego, co dopiero ma zostać dowiedzione (innymi słowy: teza dowodzona staje się sama w sobie argumentem za ową dowodzoną tezą). Co dla cytowanego ateisty jest „dowodem” na to, że otaczającą nas rzeczywistość poznajemy naszymi zmysłami i rozumem? To, że otaczającą nas rzeczywistość poznajemy naszymi zmysłami. Myślę, że dalszy komentarz jest tu zbyteczny, tautologia jest tu ewidentna. W tym momencie naprawdę mam ochotę skończyć z ateizmem. Bo po co mam starać się pisać i udowadniać nieistnienie bogów, skoro nie ma dowodów na ich istnienie co jest wystarczającym dowodem na ich nieistnienie.

 

 

Odpowiedź:

 

Mamy tu kolejną kapitulację i ucieczkę przed zagadnieniem. Piel bowiem nijak nie podjął kwestii wspomnianej przeze mnie tautologii (wynikającej z twierdzeń ateistów), tylko się jedynie dąsa i narzeka na teizm jako taki. Dąsy niczego nie rozwiązują w przypadku konkretnego aspektu sporu.

 

Jak widzimy, dla cytowanego ateusza nie jest aż tak istotne to, czy istnieje uzasadnienie dla jego poglądu głoszącego, że w sposób nie zniekształcony może on poznawać rzeczywistość, tylko ważne jest dla niego to, czy jest wierny pewnej modnej we współczesnym świecie eleganckiej metodzie.
Zatem nie jest ważna dla niego prawda, lecz wierność naukowej modzie.
 Właśnie metoda naukowa umożliwia poznawanie prawdy, a marzenia o życiu wiecznym i wspaniałych bogach, wciąż zostają tylko marzeniami.

 

 

 

Odpowiedź:

 

Kolejne gołosłowie Piela, bowiem sama jego wiara w to, że metoda naukowa umożliwia poznanie prawdy, nie uczyni tego jeszcze faktem. Piel jest tu zresztą niekonsekwentny i przeczy tu temu, co sam napisał niżej, gdy stwierdził, że „Nauka sama w sobie nie jest autorytetem, gdyż nauka nieustannie się zmienia i nowe odkrycie jest wstanie podważyć poprzednie”. Jeśli tak jest, to oznacza to, że nie wiemy tak naprawdę, czy nauka w ogóle zbliża się do prawdy, skoro każda jej interpretacja może okazać się błędna z powodu innej interpretacji, która też może okazać się błędna, i tak w nieskończoność. Piel wyznaje więc wiarę w to, że prawda jest odkrywana tam, gdzie jednak każda następna interpretacja może okazać się błędna, czyli tam, gdzie tak naprawdę nie wiemy czy zbliżamy się do prawdy. Jest to zupełna niekonsekwencja i jakieś zagubienie się mojego polemisty.

 

 

a marzenia o życiu wiecznym i wspaniałych bogach, wciąż zostają tylko marzeniami.

 

 

Odpowiedź:

 

Nie wiadomo, są to bowiem często interpretacje oparte na konkretnych wydarzeniach dziejowych. W tym wypadku mamy więc tylko do wybrania która interpretacja kogo bardziej przekonuje, wartościowanie tych interpretacji jest zależne od czysto subiektywnych kryteriów.

 

 

Można i tak. Warto jednak w tym miejscu dodać, że już Husserl podważył takie niby zgrabne i eleganckie stanowisko, gdy za pomocą szeregu niezbitych argumentów wskazał, że nauka sama dla siebie nie może być dowodem, że jej metoda poznawcza jest pewna. Inni metodolodzy również wskazują, że jakiś system poznawczy, choćby naukowy, rozstrzygając na mocy własnego autorytetu o pewności swego poznania, nie będzie w stanie ustrzec się przed popadnięciem w błąd z klasy petitio principii, czyli innymi słowy: przed błędnym kołem (tautologią). Jeśli ktoś uważa, że niebezpieczeństwo popadnięcia w taki błąd nie dotyczy na jakichś zasadach „naukowego poznania ateistycznego”, to tym samym także i każdy daltonista będzie mógł od tej pory uważać, że jego orzekanie o kolorach jest prawidłowe na mocy tylko i wyłącznie jego własnej opinii o wiarygodności jego poznania. Nauka tym różni się od wiary, że krytykuje samą siebie, to właśnie różnorodność wśród naukowców daje jej przewagę. Nauka sama w sobie nie jest autorytetem, gdyż nauka nieustannie się zmienia i nowe odkrycie jest wstanie podważyć poprzednie. Podstawowa różnica to to, że naukowcy nie mają klapek na oczach, gdyż ich posiadanie jest niwelowane przez zetknięcie z brutalną rzeczywistością i krytyką innych naukowców. Nauka nie uznaje autorytetów tak samo jak ateizm. Autorytety uznaje np. KK w postaci nieomylnego papieża, a jak wiadomo każdy się myli.

 

 

Odpowiedź:

 

Jeśli tak jest, to znaczy, że nie wiemy tak naprawdę, czy nauka w ogóle zbliża się do prawdy, skoro każda jej interpretacja może okazać się błędna z powodu innej interpretacji, która też może okazać się błędna, i tak w nieskończoność. Piel wyznaje więc wiarę w to, że prawda jest odkrywana tam, gdzie każda następna interpretacja może okazać się błędna, czyli tam, gdzie tak naprawdę nie wiemy czy zbliżamy się do prawdy.

 

2) Musimy poznawać rzeczywistość w sposób poprawny, bowiem gdybyśmy rozpoznawali ją błędnie, nie przetrwalibyśmy w niej.
Po pierwsze, nasza obserwacja rzeczywistości potrzebna nam do przetrwania w niej jest bardzo ograniczona i pobieżna. To pierwszy bardzo poważny problem niweczący w zasadzie wszystko.
Zgodnie z ateistyczną argumentacją ewolucja wyposażyła nas w mózg w celu jak najlepszego przetrwania na ziemi, a tym samym do poprawnego poznawania rzeczywistości. Jednakże zauważmy, że najlepiej przystosowane przez ewolucję do przetrwania zostały karaluchy i mchy, które przeżyją każde, nawet najbardziej niesprzyjające warunki. Glony świetnie radzące sobie od milionów lat na dnie oceanów w ogóle „nie mają pojęcia” o tym, że poza ich podwodnym światem istnieje świat bezkresnego powietrza. Ich poznanie rzeczywistości jest bardzo niepełne, a mimo to są one w stanie doskonale przetrwać w rzeczywistości. Do przetrwania w otaczającym świecie nie są więc tym istotom potrzebne ani wnioskowanie, ani jakiekolwiek myślenie, ani w ogóle dokładne poznanie otaczającej rzeczywistości. Tym samym twierdzenie, że ewolucja w celu naszego przetrwania musiała wykształcić w nas poprawne poznanie rzeczywistości, jest po prostu naciągane. Z naszego punktu widzenia wiemy, jak niewielkie jest zmysłowe poznanie rzeczywistości w przypadku karalucha. Jest ono bardzo pobieżne, mimo że karaluch jest w stanie doskonale przetrwać w rzeczywistości. Zatem możemy w tym momencie powiedzieć jedynie tyle, że ewolucja wyposażyła nas w powierzchowne poznanie rzeczywistości. O tym zaś, że powierzchowne poznanie jest z reguły warte funta kłaków, wprowadzając nas często również w błąd, nie trzeba nikogo przekonywać (znamy przysłowie „nie wszystko złoto co się świeci”). Problem poprawności poznania w ateistycznej epistemologii mamy zatem wciąż nierozwiązany. 
Gdyby człowiek był na poziomie karalucha to zachowywałby się tak jak ten, prawdopodobnie musiałby być inaczej uwarunkowany fizycznie, gdyż to dzięki swej rozumności przetrwał (narzędzia).

 

 

Odpowiedź:

 

Kolejne wyminięcie istoty mojego argumentu. Nie rozważamy sytuacji, w której człowiek mógłby być karaluchem. Rozważamy wyłącznie sytuację, w której karaluch nie potrzebuje w ogóle poznawać rzeczywistości (a więc być jakby człowiekiem), aby przetrwać. Dlatego mitem jest ateistyczny postulat, zgodnie z którym ewolucja uzdalnia nas do poprawnego poznania rzeczywistości, skoro w tej rzeczywistości przetrwaliśmy. Nie, nie jest tak, bowiem takie stworzonka jak karaluch, mchy i glony też są w stanie przetrwać w rzeczywistości, choć nie mają żadnego rzeczowego poznania odnośnie niej.

 

 

 

Jakoś nie wyobrażam sobie ludzi zagryzających mamuta. To właśnie inteligencja dała nam naukę i technikę, która umożliwia nam przetrwanie.

 

 

Odpowiedź:

 

Nie. Trwaliśmy miliony lat bez nauki i techniki. Ewolucja nie musiała więc nas „wyposażyć” w naukę i technikę w celu przetrwania. Nauka i technika poprawiają przede wszystkim jakość naszego życia, nie są więc nam niezbędne do przetrwania jako gatunkowi. Dlatego teza, że nauka i technika jest efektem ewolucyjnego wyposażenia naszego mózgu, który sam w sobie stał się w ten sposób dowodem na poprawne rozpoznawanie rzeczywistości, jest nieuzasadniona. Postęp naukowo techniczny jest głównie efektem naszego eksperymentowania z posiadanymi danymi. Np. strzelnicze właściwości prochu nie zostały wydedukowane z czysto teoretycznych analiz chemicznych, przeciwnie, przypadkiem odkryto, iż ta mieszanka wybucha (w czasach, kiedy nie istniała jeszcze nauka). Podobnie było z lekami, które odkrywano w medycynie, np. z penicyliną. Przypadkiem odkryto, że leczy, podobnie dziś metodą próby i błędu szuka się w medycynie lekarstwa na raka (polecam zagadnienie angiogenezy, które jasno ukazuje, że pewne obiecujące specyfiki przeciwrakowe odkryto przez drogę czystego przypadku). Na tym polegają odkrycia naukowe. Najpierw jest na ślepo wykonany (często w zupełnie innym celu) eksperyment, a potem wynik, którego nie bylibyśmy w stanie wydedukować z sufitu dzięki samej naszej inteligencji (tzn. bez wykonania tego eksperymentu za pomocą prób i błędów). Dlatego nasze odkrywanie rzeczywistości nie jest wpisane w naszą naturę na mocy praw ewolucji, jedynie samo zamiłowanie do eksperymentu jest w naszą naturę wpisane. Stąd bierze się nasz postęp, który jest generalnie czysto przypadkowy. Jeśli inteligencja miałaby być porównana do wędki, zaś odkrywanie rzeczywistości do ryby, to ewolucja dała nam tylko wędkę. Postęp naukowo techniczny nie gwarantuje więc nam i naszym naukowym metodom analizowania rzeczywistości tego, że posiadamy niejako automatyczną i nieuchronną zdolność do odkrywania rzeczywistości. Postęp naukowo techniczny dokonany przez ludzkość powstaje w głównej mierze na drodze przypadku.

 

 

Bez niej człowiek po pierwsze nie poleciałby na Księżyc, po drugie by na nim nie przeżył.

 

 

Odpowiedź:

 

Księżyc nie ma nic wspólnego z naszym ewoluowaniem, bowiem tam nie ewoluowaliśmy.

 

 

Po raz kolejny muszę napisać, że nauka jest dodatkowym narzędziem poznawczym wytworzonym przez nas samych (powtarzanie w kółko robi się nudne, ale pisząc to i czytając krytykowany artykuł, mam wrażenie, iż nie po raz ostatni musiałem to napisać).

 

 

Odpowiedź:

 

Ciągłe powtarzanie tych samych gołosłownych twierdzeń, „uzasadnianych” jedynie za pomocą innych gołosłownych twierdzeń, nie sprawi, że jakiś argument nabierze mocy dowodowej.

 

Ponadto, stanowisko głoszące, że dotychczasowe przetrwanie na naszej planecie jest samo w sobie gwarantem prawidłowego poznania naszej rzeczywistości, jest też błędne z tego powodu, że nasza rzeczywistość to w takim wypadku tylko nasza planeta, bowiem tu wyewoluowaliśmy. Oznacza to, że wedle powyższej tezy nasze poznanie rzeczywistości mogłoby co do swej poprawności być zagwarantowane jedynie w prawidłowym poznaniu rzeczywistości na naszej planecie. Nasze zmysły nie byłyby jednak z punktu widzenia takiego stanowiska zdolne do poznania tego, co leży poza obszarem naszej planety, i w tym momencie nauki takie jak astrofizyka, która bada historię i rozwój naszego Wszechświata (zatem jest to dziedzina ważna dla światopoglądu ateistycznego, który bardzo często orzeka o początku, historii i naturze Wszechświata na bazie właśnie astrofizyki), stałaby pod znakiem zapytania w kwestii poprawności uzyskiwanych obserwacji i ich interpretacji. Możliwość badania innych światów również dostaliśmy od ewolucji dzięki inteligencji, która nam umożliwiła rozszerzenie horyzontów poznawczych, poznawczych co za tym idzie coraz lepszej weryfikacji otaczającego nas świata.

 

 

Odpowiedź:

 

Znów autor „dowodzi” czegoś jedynie za pomocą własnej opinii i własnych założeń. Ciekawe jakim cudem ewolucja miałaby nam niby „dać” zdolność poznawania „innych światów”, skoro tam nie ewoluowaliśmy. Jak widać, autor wypowiada po raz kolejny zupełnie nieuzasadnione i czysto życzeniowe twierdzenia.

 

 

W tym momencie można by zasadnie pytać o to, czy nasze zmysły w ogóle prawidłowo odbierają i interpretują przesłanki, jakie uzyskujemy za pomocą teleskopów, anten itd. W tym wypadku nasze zmysły nie byłyby przecież ewolucyjnie przystosowane do zbierania tego rodzaju danych, a fakt, że rzeczywiście nie są, został potwierdzony przez wyżej przeze mnie wspomniane problemy obserwacyjne i złudzenia, jakim podlegają nasze zmysły w przypadku obserwacji teleskopowych. A czy na pewno to, co przekazują nam sondy kosmiczne lądujące na Marsie jest prawdziwe? Być może, tak jak było w pewnej reklamie telewizyjnej, wokół kamery biegają zielone ludziki ze zdjęciami pustynnej powierzchni marsa, zasłaniając metropolię obcej cywilizacji w oddali?

 

 

 

Odpowiedź:

 

Ogląd telewizyjny przekazywany nam z Marsa jest tak pobieżny, że nie jest żadnym problemem przekazać stamtąd poprawny obraz na tym mało zaawansowanym poziomie epistemologicznym. My rozmawiamy o bardziej złożonym poznaniu rzeczywistości, rozmawiamy o zagadnieniach poznania światopoglądowego, którego przesłanki są już o wiele mniej uchwytne niż ogląd telewizyjny.

 

 

Oczywiście, człowiek nie był ewolucyjnie przystosowany do oglądania telewizji, dlaczego mamy twierdzić, że to co oglądamy w telewizji jest złudzeniem? Płytkie i pobieżne ocenianie jest zgubne.

 

 

 

Odpowiedź:

 

Znów mamy tu mieszanie pojęć i upraszczanie zagadnienia przez odwoływanie się do kwestii pobieżnego poznania, którego poprawności nikt nie neguje, bowiem pobieżny obraz telewizyjny możemy porównać z tym co widzimy oczami. Jednak w przypadku badania natury rzeczywistości, które tyczy się o wiele mniej uchwytnych zagadnień i przesłanek (bowiem wiąże się to z zagadnieniami światopoglądowymi), nasze poznanie jest już o wiele mniej oczywiste, przed czym Piel skrzętnie ucieka.

 

Zatem z punktu widzenia ateisty w naszym poznaniu możemy być pewni jedynie tego, że widzimy tylko tafle wody (rzeczywistości), nie wiemy jednak, co jest pod tą taflą. Aby się pod nią zanurzyć, nie wystarczy patrzeć i słyszeć, trzeba zaangażować metodę jakiejś interpretacji tego, co zbieramy z wierzchu o rzeczywistości. I tu pojawiają się wspomniane wcześniej problemy interpretacyjne, czyli: Skąd wiadomo, że metoda naszego interpretowania jedynie tego wierzchołka rzeczywistości również nie jest błędna? Kto zagwarantuje nam jej poprawność, skoro z punktu widzenia ateizmu wciąż brak nam wzorca rzeczywistego świata i jakiegokolwiek punktu odniesienia? Aby dowiedzieć się co jest pod taflą, nie należy tego złudnie interpretować jak sugeruje autor jednak zbadać naukowo.

 

 

Odpowiedź:

 

Jak jednak tego dokonać w sposób pewny, skoro nawet Piel wyżej przyznaje, że poznanie naukowe może być błędne? Ba, nawet każda następna interpretacja naukowa może zostać odwołana na korzyść następnej interpretacji danych, co do której również nie wiadomo, czy będzie ona poprawna. Nie wiemy zatem, czy nauka zbliża nas do ostatecznego poznania prawdy o rzeczywistości, o jaką się spieramy. Poza tym skąd mamy wiedzieć, że owo poznanie jest prawidłowe, skoro nie mamy dostępnego wzorca otaczającej nas natury rzeczy, gdyż dopiero go szukamy? Te dylematy wskazywałem w mym tekście, z jakim próbuje polemizować Piel, jednak on zupełnie unika zmierzenia się z tymi dylematami. Pisze tylko cały czas, że nauka załatwia wszystko, całe poznanie otaczającej nas rzeczywistości, tak, jakby gdzieś to już ostatecznie wykazał. Tego jednak nigdzie on nie wykazał w swym tekście. Ponadto przypominam to, co wyżej już uzasadniałem (odwołując się do praw logiki), że nauka sama nie ocenia statusu epistemologicznego swej metody, zabrania jej bowiem tego logika, która wykazuje, iż w takiej sytuacji nastąpiłoby popadnięcie nauki w błąd petitio principii. Piel rzuca więc propagandowe i miło brzmiące hasła, które mają niewiele wspólnego z realiami prawdziwej nauki.

 

 

Złudne interpretacje stosowano w średniowieczu do oceny tego, co znajduje się na powierzchni Księżyca. Aby dowiedzieć się, co jest po drugiej stronie należy się tam dostać, a nie sugerować co może być. Tutaj mogę nawiązać do śmierci, raj i piekło to tylko interpretacje, wywołana marzeniami człowieka.

 

 

Odpowiedź:

 

Kolejne przeinaczenie istoty rzeczy i ucieczka od meritum zagadnienia. Nie pisałem o tym, co jest po śmierci, tylko pisałem o analizie natury dostępnej nam rzeczywistości.

 

 

3) To, co obserwujemy, jest pewne, bowiem dodatkowo weryfikujemy to z rzeczywistością.
To twierdzenie również można poddać w wątpliwość. Nie znamy bowiem istoty rzeczywistości, której dopiero szukamy (jeślibyśmy ją znali, nie musielibyśmy jej szukać), znamy jedynie jej fragmentaryczne i dyskusyjne przejawy, które musimy jakoś zinterpretować. Skąd ateista w ogóle wie, że przez obserwację w ogóle poznaje rzeczywistość, skoro zanim owo poznanie się dokona, jest on skazany na niewiedzę i nie wie, czym ta dopiero poznawana rzeczywistość tak naprawdę jest i czym okaże się ona w przyszłości? Innymi słowy, jak ateista jest w stanie zweryfikować na podstawie rzeczywistości to, co poznaje, skoro dopiero szuka owej rzeczywistości? Do jakiego wzorca chce przyrównać to, czego szuka, skoro owego wzorca dopiero co szuka? Jak ateista jest w stanie sprawdzić coś w sposób pewny, skoro dopiero szuka tego, co byłoby pewne i z czym mógłby cokolwiek sprawdzić? Czy my nie żyjemy w rzeczywistości tylko cały czas śnimy?

 

 

Odpowiedź:

 

Wierzę, że żyjemy w rzeczywistości. Ja jednak w to wierzę, a ateista ponoć to wie (bo on ponoć w nic nie wierzy). Teoretycznie nie da się bowiem udowodnić, że nasza egzystencja nie jest tylko jakimś snem.

 

 

Dlaczego autor patrzy na ateistów inaczej niż na wierzących, a zarazem tak samo. Dlaczego odnosimy wrażenie, iż wierzący mają monopol naprawdę?

 

 

Odpowiedź:

 

Wierzący są przekonani, że mają prawdę, bowiem wierzą w to. Każdy ma prawo do swych przekonań. Ateiści też w to wierzą, przy czym wydaje im się, że oni to wiedzą. Na tym polega cała różnica między światopoglądem teistycznym i ateistycznym.

 

 

Dlaczego ich interpretacje zawsze mają być zgodne z rzeczywistością, której się nie da zweryfikować bo nie ma dowodów na jej istnienie, co jest wystarczającym dowodem na jej nieistnienie i na to, że ich interpretację nie są zgodne z prawdą.

 

 

Odpowiedź:

 

Wierzący nie twierdzą, że ich interpretacje są zgodne z rzeczywistością. Oni są o tym przekonani, bowiem w to wierzą. Różnica jest tu zasadnicza.

 

Mówiąc znowu obrazowo: nie mogę jedynie na mocy wyłącznie swego autorytetu powiedzieć, że moja prognoza odnośnie do tego, jakie liczby padną jutro w totolotka, jest na 100% zgodna z rzeczywistością, bowiem nie znam jeszcze tej rzeczywistości. Nie mam w bezpośrednim poznaniu tego (liczby potrzebne do wygrania w totolotka), co mógłbym porównać ze swą prognozą dla jej sprawdzenia. Twierdzenie na bazie samego tylko autorytetu swej obserwacji „porównywanej z rzeczywistością”, że jestem w stanie w sposób pewny i bezdyskusyjny poznać tą rzeczywistość, jest taką samą tautologią jak twierdzenie, że prognozowane za pomocą matematycznego prawdopodobieństwa liczby odnośnie do wygranej w totolotka są zgodne z tą wygraną, nim ona w ogóle jeszcze nastąpiła. Przewidywanie nie jest równe weryfikacji rzeczywistości, rzeczywistość to teraźniejszość i przeszłość. Rzeczywistością jest to, co nastąpiło, a nie to, co ma nastąpić, zgodnie z przewidywaniami jednego człowieka. Rzeczywistość, która nie nastąpiła nie jest jeszcze rzeczywistością. Ateizm wyklucza coś takiego jak przeznaczenie, gdyż przyszłość jest formowana naszymi obecnymi czynnościami.

 

 

Odpowiedź:

 

Wcale nie twierdziłem, że przewidywanie jest częścią weryfikacji rzeczywistości. To była tylko ilustracja, odnosząca się do tego, że wzorzec rzeczywistości jest nam niedostępny w bezpośrednim oglądzie tak jak ta wygrana w totolotka.

 

4) Tylko to, co jest zweryfikowane, można uznać za realne.
Tym samym ostatni punkt ateistycznego wnioskowania jest z punktu widzenia powyższych rozważań wnioskiem zbudowanym na bazie nieuzasadnionych i niesłusznych założeń. Wszystko wskazuje zatem na to, że omówiona w niniejszym tekście ateistyczna metoda poznawania świata jest błądzeniem po omacku i nie jest oparta na niczym konkretnym. Teizm jest wspaniały, nieomylny, nigdy się nie myli, posiada boskie autorytety i w ogóle jest wspaniały (przepraszam za aroganckie sformułowanie), ale czy ateiści są innymi ludźmi niż wierzący, przecież wszyscy są ludźmi i nie ma wśród nich omnibusów wiedzących wszystko. Jednak arogancja i bałwochwalstwo człowieka doprowadziło do powstania czegoś takiego jak wiara i niepodważalność natchnionej biblii. Autor cały czas ukazuje egoizm i swoją (rzekomo) niepodważalną wyższość nad innowiercami i niewierzącymi.

 

 

Odpowiedź:

 

Znów mamy tu tylko dąsanie się autora, zamiast rzeczowej polemiki. Nie będę więc z tym polemizował, bo nie ma z czym.

 

Podsumowanie:

Każdy szanujący się ateista, powinien stosować poznawczą metodą oceniania świata. Mimo wszystko, na pierwszym miejscu powinien stawiać racjonalne myślenie, równorzędnie ze sceptycyzmem. Krytyka jest bardzo ważna, jak już napisałem wcześniej. Należy wyszukiwać błędów w teoriach innych ludzi, oraz podejmować dyskusję na temat własnych teorii. Ateizm promuje wszechstronność oraz sprawiedliwość, jednak uczucia, przekonania i intencje nie są żadnym argumentem.

 

 

Odpowiedź:

 

Nie rozumiem w takim razie, czemu Piel wyżej nie daje czytelnikowi żadnych innych argumentów poza przekonaniami, własnymi intuicjami i nieuzasadnionymi założeniami.

 

 

Aby wszystko dobrze zweryfikować, należy zapoznać się z całym tematem oraz rozwijać się wszechstronnie we wszystkich kierunkach.

 

 

Odpowiedź:

 

Pusto brzmiący slogan. Tak samo może powiedzieć teista.

 

Ostatecznie oceniając komentowany przeze mnie artykuł, dochodzę do wniosku, iż jego autor popełnił podstawowy błąd podważając naukową metodę poznawczą świata i ateistyczny światopogląd.

 

 

Odpowiedź:

 

Autor nie podważał naukowej metody poznawczej świata. Autor ukazywał tylko, że aby taka metoda się ostała, musimy zrezygnować z utopijnej ateistycznej deklaracji, że w swym światopoglądzie nie opieramy się na aksjomatach i przyjętych na wiarę założeniach. Jeśli tak nie zrobimy, to popełnimy wspomniane przeze mnie w artykule (który Piel próbował bezskutecznie skrytykować) błędy logiczne, bezpodstawne rozumowania, itd. Piel zupełnie zatem nie zrozumiał intencji mojego artykułu, lub po prostu celowo ją tu wypacza.

 

 

Wiele jego argumentów podważa w dużej mierze religię, która jest w ogóle nie do zweryfikowania.

 

 

Odpowiedź:

 

Nieprawda, bowiem wprowadzenie elementów fideizmu do każdego światopoglądu (a za taki światopogląd uważam światopogląd teistyczny) pozbawia taki światopogląd błędów, o jakich wspomniałem wyżej. Moja krytyka więc nie podważała teizmu, bo on opiera się w sposób jawny na wierze. Moja krytyka mogła podważać tylko taki światopogląd, który twierdzi przeciwnie, tzn., że w żadnym momencie nie opiera się na wierze (a tak prawie zawsze twierdzi ateizm, przynajmniej ateizm Piela).

 

 Autor ma obsesję wykazywania, że ateiści śnią w rzeczywistości, odnoszę wrażenie, iż usiłuje nam wmówić, że ateizm to choroba umysłowa, która potrafi zaćmić wielu ludzi. Irytujący jest fakt, na promowanie monopolu prawdy dla wierzących.

 

 

Odpowiedź:

 

To kolejne nadinterpretacje Piela, nic takiego bowiem nie sugerowałem w mym tekście.

 

 

Serdecznie zapraszam na forum naszego serwisu, liczę iż artykuł ten wywoła burzę i poważną dyskusję na łamach forum. Proszę mi wybaczyć niektóre fragmenty, gdyż musiałem się często powtarzać.

 

 

Odpowiedź:

 

Ja z kolei zapraszam do powtórnej lektury mojego artykułu komentowanego przez Piela, aby czytelnik zobaczył, co naprawdę mam do powiedzenia.

 

 

Jan Lewandowski, sierpień 2004.

 

[1] A. B. Stępień, Wstęp do filozofii, Lublin 1995, s. 37, kursywa ode mnie.

[2] Tamże, s. 157-158, por. też tamże s. 66 w zastosowaniu do teoriopoznawstwa

[3] Cyt. za: Feyerabend, Przeciw metodzie, Wrocław 2001, s. 101, przypis nr 17, kursywa ode mnie.

Jan Lewandowski



Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Przeczytaj jeszcze  Czy "Dniem Pańskim" chrześcijan powinien być szabat?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *