Olbrzymie zbrodnie Inkwizycji – największe ściemy ateizmu


Inkwizycja, temat oklepany i stary jak świat wśród antyklerykałów. Nie muszę chyba tego tłumaczyć nikomu, kto jest jakkolwiek zaangażowany w obronę Kościoła. Oczywiście nie chodzi o to, żeby za wszelką cenę zaprzeczać historii w tym miejscu. Inkwizycja była, byli też ludzie, którzy stracili przez nią zdrowie oraz życie. Tego nie da się zanegować. Czym innym jest jednak historia w tym miejscu, a czym innym jej interpretacja. Jak wiadomo istnieją różne wersje historii. Historia w wersji antyklerykalnej nie ma niestety zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Sama inkwizycja nie była zła w swych założeniach. Chciała przede wszystkim tropić herezje powodujące destabilizację ówczesnych ustrojów społecznych. Z kolei jej metody egzekwowania prawa nie były właściwe i należy oceniać je nagannie. Jakakolwiek przemoc fizyczna wobec osób nie podzielających przekonań jakiejkolwiek religii może być oceniona nie inaczej, jak tylko negatywnie. Tu nie ma dwóch zdań.

Czym innym są jednak negatywne strony inkwizycji a czym innym wyolbrzymianie jej wad do rozmiarów półprawdy historycznej lub wręcz jawnego fałszu. Istnieje obecnie w kulturze masowej taki właśnie obraz inkwizycji, w którym bardzo często zawyża się liczbę jej ofiar nawet o kilkanaście razy. Obecnie jednym z głównych kulturowych promotorów tego zniekształcenia jest zwłaszcza słynna ekranizacja powieści Imię Róży Umberto Eco. Film ten przekłamuje prawdę historyczną o inkwizycji w sposób drastyczny a jej obraz jaki się w nim maluje ma mniej więcej tyle wspólnego z prawdą co Krakowskie Przedmieście w Warszawie z przedmieściami Krakowa.

Niniejszy szkic ma na celu przynajmniej skrótowo zasygnalizować owe nadużycia istniejące w tym delikatnym temacie i odmitologizować go. Podam też kilka faktów historycznych, o których antyklerykałowie najczęściej albo nie wiedzą, albo nie chcą pamiętać. Są one dla nich albo bardzo niewygodne, albo stawiają sam Kościół w lepszym świetle w tej kwestii. Antykatolicy rysują bowiem obraz inkwizycji w jak najczarniejszych barwach. W świecie ich wyobrażeń przez kilka wieków średniowiecza noce były jaśniejsze od dnia za sprawą stosów rozstawionych obok siebie co kilka metrów w całej ówczesnej Europie i płonących na okrągło, przez całą dobę. Natomiast inkwizytorzy mieli być żądnymi krwi sadystami, których interesowało tylko to, żeby mieć jak najwięcej ofiar śmiertelnych na koncie. Takie wyobrażenie nie ma nic wspólnego z realiami, pomimo faktu, że wśród inkwizytorów zdarzali się oczywiście sadyści i dewianci. Były to jednak przypadki odosobnione i uogólnianie ich na całość jest niczym innym jak haniebnym manipulowaniem tragiczną historią w celu osiągnięcia swych partykularnych antyreligijnych celów.

Ponadto inkwizycja wcale nie falsyfikuje misji Kościoła i nie przesądza o tym, że jego boska legitymizacja traci swą ważność. Instytucja inkwizycji nie była bowiem powołana do istnienia ex cathedra. Papieże nie twierdzili, że angażują swój nieomylny autorytet w tej kwestii. Nie zawsze przecież wypowiadają się oni w sposób nieomylny. W sumie czynią tak niezmiernie rzadko. A zatem powołanie do istnienia instytucji inkwizycji nie neguje charyzmatu nieomylności doktrynalnej Kościoła, gdyż nie była ona zwyczajnie zaangażowana w tę sprawę.

Można też zapytać: czemu antyklerykałowie obwiniają współczesnych katolików o inkwizycję? Przecież nie mają oni nic wspólnego z jej nadużyciami. Równie bezsensowne byłoby stawianie przed sądem Niemców urodzonych po roku 1945 za zbrodnie popełnione w czasie II wojny światowej przez hitlerowców. Byłby to absurd. Absurd ten żyje jednak w wciąż w umysłach katolikożerców, którzy mają pretensję do współczesnych katolików o wydarzenia, które rozegrały się setki lat temu. Skoro antykatolicy chcą jednak rozliczać obecnych katolików za błędy innych ludzi, którzy już dawno nie żyją, to my zacznijmy ich też rozliczać za błędy i zbrodnie choćby innych ateistów, takich jak Stalin, którzy mordowali w imię swego ustroju opartego na jawnym ateizmie. Pewnie żaden współczesny antyklerykał nie zgodziłby się na taki obrót spraw. Nic dziwnego, nie ma odpowiedzialności zbiorowej. Każdy odpowiada za siebie i swoje własne czyny. Żaden współczesny katolik nie będzie odpowiadał za nie swoje zbrodnie. Koniec i basta.

Przejdźmy jednak do dalszych rozważań i zreferujmy kilka istotnych faktów historycznych, które nie idą w parze z antyklerykalną propagandą w temacie inkwizycji.

Wbrew obiegowym wyobrażeniom tak chętnie rozsiewanym przez katolikożerców sąd inkwizycyjny nie wykonywał kar śmierci. Stwierdzał jedynie winę. Wykonywanie kar należało do sądów świeckich[1]. Nie kryją tego nawet współczesne opracowania laickie[2]. Bulla z 30 listopada 1259 roku zabraniała duchownym uczestniczenia w torturach. Z czasem nieco zmodyfikowano to rozporządzenie i dopuszczono obecność kapłanów jednak głównie w tym celu aby procedura niepotrzebnie nie przedłużała się[3]. Ponadto to właśnie władze świeckie były głównymi inspiratorami prześladowań heretyków, podczas gdy władze kościelne niejednokrotnie starały się hamować te zapędy[4]. Już św. Augustyn nalegał, żeby nie prześladować innowierców[5] a w XI wieku władze świeckie w Mediolanie spaliły wielu heretyków przy jednoczesnym sprzeciwie miejscowego biskupa Heriberta[6]. Natomiast papież Innocenty III w swym liście z dnia 25 marca 1199 do magistratury w Weronie zakazywał nawet stosowania kary śmierci w stosunku do herezjarchów[7]. Władze kościelne musiały też hamować nieokiełznane zapędy władz świeckich w kwestii prześladowań czarownic. Papież Aleksander IV aż dwukrotnie (w 1258 i 1260 roku) zabronił inkwizytorom przeprowadzać procesy w sprawie czarów. Ustawa ta bardzo nie spodobała się kadrze wykładowców świeckich z Uniwersytetu w Paryżu, którzy doprowadzili do unieważnienia jej za czasów papieża Innocentego VIII[8]. W innym ciekawym przypadku władze świeckie za wszelką cenę chciały skazać na śmierć trzy podejrzane o czary kobiety z Alcala w Hiszpanii, poddając je uprzednim torturom w czasie wydobywania z nich zeznań. Ocalono im życie tylko i wyłącznie z tego powodu, że do sprawy włączył się….. sąd inkwizycyjny, który je uniewinnił po uprzednim okazaniu przez nie skruchy[9]. Szacuje się, że w kraju Basków dzięki takiej interwencji instytucje kościelnej inkwizycji hiszpańskiej uratowały od śmierci aż 5000 kobiet podejrzanych o czary[10]. W 1532 roku Suprema kościelna zakazała wydawania wyroków w sprawie czarów w oparciu jedynie o pomówienia, co było standardowym „zespołem dowodowym” w sądach świeckich[11]. No i kto tu był okrutny?

Co ciekawe przepisy inkwizycyjne same w sobie miały świecką genezę, gdyż wzorowały się na Kodeksie Justyniana: były niemal dosłownym powtórzeniem rozdziału De haereticus z tegoż dzieła[12]. A zatem za zręby prawnej ideologii inkwizycyjnej odpowiedzialni byli ludzie świeccy. Jak pisał jeden z autorów, „w prześladowaniu heretyków władcy feudalni na ogół wykazywali równą jak duchowni gorliwość”[13]. Powodem tego było to, że w heretykach widziano politycznych radykalistów, którzy zagrażali jedności państwa. Jednym z najlepszych dowodów na to, że inkwizycja kościelna wcale nie odznaczała się okrucieństwem jest fakt, zgodnie z którym wiemy, że wielu pospolitych przestępców celowo przyznawało się do w rzeczywistości nie popełnionych herezji, byleby tylko uniknąć karzącego ramienia władzy świeckiej[14]. Zrobił tak choćby Jakub de Molay w 1307 roku[15]a ponadto o praktyce takiej świadczą akta trybunału z Kartaginy[16]. Czy postępowano by tak, gdyby inkwizytorzy rzeczywiście byli katami o nienasyconych skłonnościach do sadyzmu, jak przedstawiają ich antyklerykałowie? Ponadto sądy inkwizycyjne zupełnie odstępowały od dochodzeń jeśli przesłuchiwany wyrażał skruchę[17].

Katolikożercy często twierdzą, że sądy świeckie nie miały wyjścia i musiały wykonywać wyroki inkwizycji kościelnej, gdyż w ówczesnym świecie w zasadzie wszystko sprowadzało się i tak do bezwarunkowego wykonywania rozkazów „totalitarnego reżimu kościelnego”. Jeśli ktoś nie chciałby wykonać wyroków inkwizycyjnych władzy kościelnej to w końcu sam stanąłby przed jej trybunałem. Nie miało więc znaczenia to, że Kościół tylko wydawał wyrok, ponieważ władza świecka i tak nie miała wyjścia i musiała wykonywać „rozkazy kleru”. Takie stawianie sprawy jest jednak manipulowaniem rzeczywistością historyczną. Jako dość dobry argument przeciw tej propagandzie można przywołać postać cesarza Fryderyka II, który był zarazem gorliwym inkwizytorem i wolnomyślicielem, w tym również fanatycznym przeciwnikiem papiestwa[18], do tego stopnia, że jego wojska ścierały się z wojskami papieskimi[19] a on sam został wyklęty przez papieża Grzegorza IX[20]. Jak pisał o nim Mateusz Paris: „Jego przeciwnicy utrzymują, że cesarz bardziej wierny prawom Mahometa jak Jezusa Chrystusa”[21]. W owym czasie rzeczywiście było już wielu wolnomyślicieli, którym inkwizycja nie mogła nic zrobić. Jak to ujął pewien z autorów, Fryderyk II „wątpił przecież w stworzenie świata, indywidualną nieśmiertelność duszy ludzkiej, inne dogmaty religii chrześcijańskiej”[22]. Mimo to zwalczał on heretyków, bo zagrażali jedności państwa. Spisał także ustawy przeciw heretykom, które sądy inkwizycyjne wykorzystywały w całej Europie[23]. To właśnie on wprowadził spalenie na stosie w specjalnej poświęconej temu konstytucji z 1238 roku[24], co ze wstydem musiał przyznać nawet pewien wojujący antyklerykał[25]. W konstytucji tej czytamy:

„Postanawiamy, aby heretycy byli karani śmiercią, aby żywcem na widoku publicznym paleni byli w płomieniach”[26].

Paradoksalnie to więc właśnie wolnomyśliciele i antyklerykałowie są odpowiedzialni za taki a nie inny okrutny kształt prawny i egzekucyjny inkwizycji. Kuriozum!

Jednocześnie strona kościelna próbowała łagodzić karny wymiar procesu inkwizycji, jak tylko mogła[27]. Wprowadzono zarządzenie, że tortury można stosować tylko raz[28], przez pół godziny[29]. Papież Klemens V w 1312 roku wydał konstytucję ograniczającą używanie tortur[30] a Sykstus IV potępił nadużycia inkwizycji hiszpańskiej i kazał brać pod uwagę okoliczności łagodzące[31]. Wcześniej zaś Mikołaj I określił tortury wprost jako praktyki sprzeciwiające się zarówno prawom boskim jak i ludzkim a Decretum Gratiani zabraniało wydobywać zeznania drogą tortur[32].

Co do kar inkwizycji, to palenie na stosie wcale nie było najczęściej stosowaną karą. W niektórych krajach tylko kilka razy zapalano stosy, często też tylko po to, żeby dać odstraszający przykład[33]. Co ciekawe w niektórych krajach w ogóle nie działała inkwizycja, w innych zaś słabo. Na przykład w Anglii, gdzie była obecna krótko, czy w Skandynawii, gdzie nie była obecna wcale. Ten obraz nieco kontrastuje z obrazem tworzonym przez różnej maści antyklerykałów, którzy często odmalowują pejzaże pełne płonących stosów, stojących niemal co parę metrów od siebie w całej chrześcijańskiej Europie średniowiecznej.

Czasem również protestanci atakują katolików za inkwizycję. Wydają się jednak zapominać, że istniała również i protestancka inkwizycja, która była bardzo okrutna[34]. Na przykład Zwingli w 1529 roku stracił wielu anabaptystów, wieszając, torturując, paląc żywcem, szlachtując, a nawet rzucając heretyków na pożarcie dzikim bestiom[35]. Również Luter popierał prześladowania innowierców, papistów i zwolenników herezji Münzera. Kalwin zaś kazał spalić na stosie Serveta. Fisher i More, który był krytykiem Lutra, zostali ścięci za czasów Henryka VIII. Około 1579 roku protestanci zagładzali na śmierć katolików, których dzieci nadziewali na rożen i piekli w obecności ich rodziców[36]. Torturowano anabaptystę Balthasara Hubmaiera a w 1619 roku miała miejsce egzekucja Jana z Oldenbarnevelt w kalwińskich Zjednoczonych Prowincjach[37]. W 1572 roku protestanci pogrzebali żywcem katolickich zakonników, zostawiając na powierzchni ich głowy by mogły służyć do gry w kule[38]. Szacuje się, że w samych tylko Niemczech inkwizycja protestancka zgładziła 100 000 istnień. Przekracza to wielokrotnie liczbę ofiar katolickiej inkwizycji hiszpańskiej[39].

W propagandzie antykatolickiej przedstawia się dziś inkwizytorów jako psychopatycznych, krwiożerczych sadystów, którzy potrzebowali płomienia stosów niczym tlenu dla swych płuc. Choć wśród inkwizytorów na pewno istnieli dewianci, jak zresztą w każdej grupie społecznej, to jednak badania historyczne nie potwierdzają tezy, zgodnie z którą była to istna wylęgarnia sadystów. Pokazuje to nawet przykład najbardziej drastycznej inkwizycji hiszpańskiej. Jak pisze pewien badacz historii inkwizycji hiszpańskiej:

Przeczytaj jeszcze  Jak działała Inkwizycja i ile ofiar pochłonęła?

„Wbrew rozpowszechnionej legendzie, inkwizytorzy hiszpańscy nie byli też szczególnymi fanatykami, a procent ewidentnych sadystów nie był wśród nich zapewne wyższy niż w jakimkolwiek innym środowisku zawodowym”[40].

Choć w średniowiecznym sądownictwie tortury były na porządku dziennym, to jeśli inkwizycja hiszpańska „różniła się czymś w tej materii od innych współczesnych sobie organów wymiaru sprawiedliwości, była to raczej różnica na jej korzyść. […] wbrew rozpowszechnionej legendzie, hiszpańskie święte oficjum torturowało mniej i łagodniej od wielu ówczesnych trybunałów świeckich”[41]. Tak naprawdę, tylko w 10% przypadków inkwizycja hiszpańska uciekała się do tortur[42]. Jak pisał Foucalt, „to nie nieokiełznane męczarnie dzisiejszych przesłuchań, były one okrutne, owszem, ale nie barbarzyńskie”[43]. Na przykład w 1594 roku w Walencji na 96 torturowanych 53 wyszło całkowicie bez szwanku a w latach 1589-1592 większość bandytów z Hornachos przetrwało tortury w Estremadurze[44]. Przy przesłuchiwanych cały czas czuwał lekarz, który miał za zadanie pilnować, żeby nie doszło do kalectwa[45].

Liczne były również przypadki uniewinnień przez inkwizycję, co antyklerykałowie zupełnie pomijają, skoro tak bardzo zależy im na wytworzeniu obrazu, w którym inkwizytorzy byli krwiożerczymi bestiami chcącymi mordować za wszelką cenę. Od XVI wieku nawet inkwizycja hiszpańska przeprowadziła procesy uniewinniające w 20 % przypadków[46], zaś w latach 1560-1700 skazała na śmierć tylko 1% sądzonych (później skazywała na śmierć już tylko ułamek procenta sądzonych)[47]. Zdaniem prof. Agostino Borromeo łączna liczba ofiar śmiertelnych inkwizycji hiszpańskiej, portugalskiej i włoskiej nie przekraczała liczby 100[48]. Czym jest ta liczba przy liczbie 300 000 ofiar zamordowanych przez ateistycznych miłośników „wolności i tolerancji” w rzezi zwanej Rewolucją Francuską?[49] Kiedy tylko się dało inkwizycyjne wyroki śmierci zamieniano na coś innego, na przykład na galery[50]. Nawet świętokradcy rzadko kiedy trafiali na stos inkwizycji, zresztą władze świeckie karały ich niezależnie od władz kościelnych w tej kwestii[51]. Weźmy choćby przypadek trzech złodziei, którzy w 1643 roku ukradli figurę Marii Panny w Madrycie. Wierząc w antyklerykalne bajeczki o inkwizycji należałoby w tym momencie spodziewać się tylko jednego: spotkał ich za to stos z rąk psychopatycznych sadystów katolickich, którzy wcześniej pewnie jeszcze znęcali się nad nimi przez kilka dni i nocy, przypalając ich rozżarzonym do białości żelazem. Tymczasem nic z tych rzeczy, nawet najsurowsza inkwizycja hiszpańska oszczędziła im śmierci[52].

Inkwizycja jest również często przedstawiana przez antyklerykałów jako coś od czego nie było już ucieczki gdyż za wszelką cenę chciała ona zaspokoić swoją żądzę mordowania, szukając ku temu byle pretekstu. Taki obraz nie wytrzymuje konfrontacji z rzeczywistością historyczną, znane są bowiem nawet przypadki uniewinniania przez inkwizycję bez zbadania sprawy. Jedną z takich sytuacji był przypadek Anastazji Soriano, samozwańczej czarownicy, która stanęła przed trybunałem inkwizycyjnym w Mursji oraz w Toledo i przyznała się do konszachtów z diabłem. Odsyłano ją dwukrotnie, za każdym razem nie dając wiary jej zeznaniom![53]

W propagandzie antyklerykalnej zupełnie pomija się też milczeniem to, że inkwizycja wydawała również wyroki łagodne, takie jak nakaz odmowy różańca, obecność na określonej ilości mszy, czy przymusowy pobyt w jakimś miejscu. Nawet niejaki Morales, bluźnierca, wcale nie skończył na stosie w 1685 roku, lecz wyrokiem inkwizycji zakazano mu jedynie…. gry w kości![54] Innych natomiast karano nakazem pielgrzymki, czy chłosty[55]. Jeszcze inni musieli nosić znak krzyża na odzieniu[56]. Nawet sami papieże łagodzili momentami surowość instytucji inkwizycji. Na przykład papież Grzegorz IX zawiesił jej działalność we Francji południowej na jakiś czas z powodu nadużyć[57]. Odwoływano też barbarzyńskich sędziów[58]. Jednym z nich był Konrad z Marburga, niemiecki inkwizytor, którego również zawiesił papież Grzegorz IX. Innym zawieszonym inkwizytorem był Robert le Bourge, którego papież skazał nawet na więzienie za nadużycia podczas procesów inkwizycyjnych. Czasem zawieszano nawet całe okręgi w których działała inkwizycja, co zdarzyło się w Tuluzie w 1237 roku[59]. Nie były to wyjątki. Papież Sykstus IV zawiesił dwóch znaczących inkwizytorów hiszpańskich – Gualbesa i Orsta[60]. Z kolei papież Innocenty VI wstawił się w 1360 roku u inkwizytorów za Żydami[61]. Inni papieże nakazywali unikać zagrożenia życia i okaleczeń w czasie tortur[62], o co proszono również władze świeckie, którym przekazywano skazanego[63]. Owe tortury nie zawsze były aż takim bestialstwem jak to się obecnie często utrzymuje. W rzeczywistości inkwizytor miał do dyspozycji cztery rodzaje metod: chłosta, „konika”, estrapada i rozżarzone węgle[64].

W ramach omawiania łagodności pewnych kar inkwizycji nie można też nie wspomnieć o tzw. karze wiecznego więzienia. Brzmi to groźnie i kojarzy się z tym, że więziony był trzymany o suchym chlebie i wodzie w ciemnym, wilgotnym lochu, aż do końca swych dni. W rzeczywistości kara ta polegała niejednokrotnie na tym, że „wieczne więzienie” ograniczało się do obszaru nawet całego miasta, w którym więziony mógł normalnie żyć, bawić się, a niektórzy zrobili w ten sposób nawet majątki[65] nie musząc płacić podatków, gdyż ten kto podlegał sądom inkwizycji był wyjęty spod jurysdykcji prawnej Korony hiszpańskiej[66]. Chyba sam chciałbym przejść przez takie „wieczne więzienie”. Nie trwało ono zresztą dłużej niż średnio 3-8 lat[67]. Więzienia inkwizycyjne posiadały nawet luksusy, o których można było tylko pomarzyć w więzieniach świeckich. Skazani jadali regularne posiłki w skład których wchodziło mięso i wino. Mogli być odwiedzani przez rodziny, które nie szczędziły im wiktuałów, takich jak alkohole, lody czy słodycze[68]. Ponadto zezwalano im na zmianę bielizny, pościeli, obrusów i ręczników, łaźnię, pralnię, fryzjera, posiadanie książek, pisanie listów, grę w karty i granie na instrumentach muzycznych, coś czego w ogóle nie znano w ówczesnych więzieniach świeckich[69].

W związku z inkwizycją często pojawia się zagadnienie wolności słowa. W oparciu o zasady cenzury inkwizycja miała bowiem bezwzględnie tępić wszelkie publikacje niezgodne z linią doktrynalną Kościoła. Taki obraz jest również bardzo chętnie rozpowszechniany przez katolikożerców. Jeśli rzeczywiście tak było, to w takim razie jak antyklerykałowie wyjaśnią to, że na hiszpańskim indeksie ksiąg zakazanych nie pojawiły się ani dzieła Galileusza, ani dzieła Giordano Bruno, ani nawet Kopernika. Na cenzurowanym nie pojawiło się również takie dzieło jak traktat Pomponazziego, w którym występował on przeciw nieśmiertelności duszy[70].

W związku z inkwizycją często pojawia się też temat prześladowań Indian w Ameryce Południowej. Tymczasem zapłonęło tam nie więcej jak 15 stosów i wydano tam nie więcej jak 30 wyroków śmierci[71].

Dokładnej liczby ofiar śmiertelnych inkwizycji nie da się określić nawet w przybliżeniu. Co do inkwizycji papieskiej posiadamy bowiem tylko liczby ofiar skazanych na różne rodzaje kary. Bliższe dane co do ilości ofiar skazanych na śmierć mamy tylko w przypadku inkwizycji hiszpańskiej. Nie wolno tu jednak przeprowadzać rozumowania per analogiam, gdyż były to zupełnie inne inkwizycje[72]. W każdym razie zagadnienie to nie jest wolne od rażącej przesady w publicystyce lewicowej. Nawet antyklerykalnie nastawiony B.P. Levack zauważył, że przesadą jest na przykład pisanie, iż w baskijskojęzycznej dzielnicy Francji Labour wykonano 60 000 egzekucji inkwizycyjnych, skoro tak naprawdę nie wykonano ich tam więcej niż… 80[73].

Reasumując, w niniejszym eseju tylko w sposób bardzo ogólny i przekrojowy zarysowałem ten jakże ważki problem, jakim niewątpliwie była inkwizycja. Daleko tu jeszcze do szczegółowych i wyczerpujących badań, na jakie zasługuje ten temat. Niemniej jednak sądzę, że zasygnalizowałem kilka istotnych kwestii i podgryzłem korzenie najczęściej pojawiających się zarzutów w propagandzie antyklerykalnej, dotyczącej zagadnienia inkwizycji. Zarzuty te są oderwane od realiów historycznych a ich natura, próbująca się odwoływać do etyki, lub mówiąc wprost do emocji, ma co najmniej dyskusyjny charakter i ewidentnie filozoficzne podstawy.


Autor: Jan Lewandowski październik 2008

[1] Por. E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, [b.m.r.w.], s. 70, 81, 106, 110; L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, Warszawa 1989, s. 130; Cz. Wrocki, W Imię Krzyża, Toledo, Ohio, 1917, s. 71, 74, 81, 83; M. D. Knowles, D. Obolensky, Historia Kościoła, t. 2, Warszawa 1988, s. 286-287.
[2] Por. Encyklopedia Britannica, t. 17, Poznań 2000, s. 306.
[3] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, Wrocław 2004, s. 78-79.
[4] Por. V. Messori, Czarne karty Kościoła, Katowice 1998, s. 54.
[5] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 13.
[6] Tamże, s. 62.
[7] Tamże, s. 69.
[8] Tamże, s. 156.
[9] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 166.
[10] Tamże, s. 167.
[11] Tamże, s. 169.
[12] Por. E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, dz. cyt., s. 61; por. też G. Ryś, Inkwizycja, Kraków 1997, s. 20.
[13] Tamże, s. 71.
[14] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 80, 176.
[15] Tamże, s. 93-94.
[16] Tamże, s. 189-190.
[17] Tamże, s. 91.
[18] Por. E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, dz. cyt., s. 73, 75.
[19] Tamże, s. 73.
[20] Por. G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, Warszawa 1994, s. 13.
[21] Cyt. za E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, dz. cyt., s. 74.
[22] Tamże, s. 75.
[23] Tamże; por. też A. Nowicki, O świętej inkwizycji, Białystok 1959, s. 14-15.
[24] Por. A. Nowicki, O świętej inkwizycji, dz. cyt., s. 13; G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 12, 17; M. D. Knowles, D. Obolensky, Historia Kościoła, t. 2, dz. cyt., s. 286. Inni podają datę 1124 – por. M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 2, Warszawa 1987, s. 170. Inne źródła podają, że karę śmierci przez spalenie na stosie władze świeckie wprowadziły już wcześniej przez wydany w 1231 roku dekret króla Piotra Aragońskiego i cesarza Fryderyka I Barbarossy – por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 74-75.
[25] Por. Cz. Wrocki, W Imię Krzyża, dz. cyt., s. 80.
[26] A. Nowicki, O świętej inkwizycji, dz. cyt., s. 13.
[27] Por. V. Messori, Czarne karty Kościoła, dz. cyt., s. 54.
[28] E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, dz. cyt., s. 96.
[29] Por. L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, dz. cyt., s. 20.
[30] E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, dz. cyt., s. 96.
[31] Por. L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, dz. cyt., s. 47.
[32] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 78.
[33] E. Potkowski, Heretycy i inkwizytorzy, dz. cyt., s. 106.
[34] Tamże, s. 110.
[35] Por. L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, dz. cyt., s. 309.
[36] Tamże; por. też G. Ryś, Inkwizycja, dz. cyt., s. 104; A. Tokarczyk, Protestantyzm, Warszawa 1980, s. 75.
[37] Por. G. Ryś, Inkwizycja, dz. cyt., s. 104.
[38] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 117.
[39] Tamże, s. 160, 189.
[40] Por. L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, dz. cyt., s. 69.
[41] Tamże, s. 114.
[42] Tamże.
[43] Cyt. za tamże.
[44] Tamże, s. 115.
[45] Tamże, s. 117; por. też G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 74.
[46] Tamże, s. 122.
[47] Tamże, s. 132; por. też G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 44.
[48] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 106.
[49] Tamże, s. 117.
[50] Por. G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 312.
[51] Tamże, s. 234.
[52] Tamże; por. też tamże, s. 232, 236-237, 238, 239, 312 o innych przypadkach łagodności inkwizycji hiszpańskiej.
[53] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 166.
[54] Por. G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 124.
[55] Tamże, s. 42-43; V. Messori, Czarne karty Kościoła, dz. cyt., s. 54.
[56] Por. G. Ryś, Inkwizycja, dz. cyt., s. 72-73.
[57] Por. G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 24.
[58] Tamże, s. 44.
[59] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 92-93.
[60] Tamże, s. 101.
[61] Por. G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 53.
[62] Tamże, s. 37.
[63] Tamże, s. 40.
[64] Tamże, s. 37.
[65] Por. L. Biały, Dzieje inkwizycji hiszpańskiej, dz. cyt., s. 130.
[66] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 105.
[67] Tamże, s. 105.
[68] Tamże, s. 101, 130.
[69] Tamże, s. 103, 130.
[70] Por. G. Testas, J. Testas, Inkwizycja, dz. cyt., s. 89-90.
[71] Tamże, s. 116.
[72] Por. M. Banaszak, Historia Kościoła Katolickiego, t. 2, dz. cyt., s. 172.
[73] Por. R. Konik, W obronie świętej Inkwizycji, dz. cyt., s. 170.

Przeczytaj jeszcze  Sobór Nicejski i antytrynitarze

BONUS

Święta Inkwizycja – kilka faktów

Obraz Inkwizycji, który funkcjonuje w zbiorowej wyobraźni (jako synonim zła, zniewolenia myśli, czy wręcz totalitaryzmu), ukształtowany został nie w oparciu o rzetelne i wywiedzione ze źródeł historycznych opracowania (których jest coraz więcej ), lecz wziął się m.in. z antykatolickich uprzedzeń obozu protestanckiego, a następnie został pogłębiony przez wrogi Kościołowi nurt ideologii oświeceniowej. Obraz ten utrwalony został w literaturze przez takich twórców, jak chociażby Dostojewski (vide: Wielki inkwizytor w Braciach Karamazow) czy Umberto Eco (Imię róży), a także współczesnej produkcji filmowej. Ów ponury mit oparty na apriorycznych sądach, upowszechnia się w większości podręczników szkolnych, a także na łamach „popularnonaukowych” pism (np. „Mówią Wieki”, „Focus. Historia”). Trudno nie zgodzić się ze słowami Rafała A. Ziemkiewicza, który napisał jakiś czas temu:

Obraz Świętej Inkwizycji, pokutujący w potocznej świadomości i bezustannie ugruntowywany przez media, ma tyle samo wspólnego z historyczną prawdą, ile Księstwo Mołdawii z serialu „Dynastia” z prawdziwą Mołdawią.

Tymczasem, Inkwizycja (wyraz pochodzący od łac. inquisitio – badanie, dochodzenie) to kościelne trybunały wiary, powołane do wykrywania, nawracania – i dopiero w ostateczności – karania opornych heretyków; wyróżniające się spośród ówczesnych trybunałów sądowych położeniem nacisku nie tyle na ukaranie oskarżonego, co na zbawienie jego duszy.

Początki

Genezy Inkwizycji można doszukiwać się już w czasach Apostolskich – herezje są tak stare jak Kościół, a zatem i walka z nimi, której ślady znajdujemy w Nowym Testamencie też sięga odległych czasów (Tt 3, 10-11; 1 Kor 5, 13; 1 Tm 1,20). Jednak w sensie instytucjonalnym zaistniała ona pod koniec XII wieku (do XV stulecia działać będą inkwizytorzy wyznaczani przez papieży, a także, choć rzadziej, biskupów). Przy czym w tym najwcześniejszym okresie, „inquisitio”, jak zauważa ks. bp Grzegorz Ryś, to bardziej czynność niż zinstytucjonalizowany trybunał. Od XV w. mamy do czynienia z powoływaniem państwowych trybunałów inkwizycyjnych, z najbardziej znaną Inkwizycją hiszpańską. Przetrwały one do początku XIX wieku. Za pozostałość instytucji Inkwizycji, w pewnym sensie, można uznać Świętą Kongregację Nauki Wiary powołaną do życia przez Pawła VI (jako następczynię Świętego Oficjum, w które to w 1908 r. przekształciła się Inkwizycja Rzymska).

Aby zrozumieć, czym była Inkwizycja, nie można abstrahować od kontekstu społecznego i politycznego epoki, w której się narodziła. Należy też odróżnić Inkwizycję kościelną i państwową.

Instytucja ta zostaje powołana do życia w 1184 w momencie, gdy Ojciec Święty Lucjusz III nakazał wszystkim biskupom walkę z herezją, a Innocenty III na początku następnego stulecia powołał powszechną Inkwizycję kościelną, która następnie zostanie powierzona dominikanom i franciszkanom (stąd pojawiające się określenia: Inkwizycja biskupia i zakonna). Jej powołanie spowodowane było przede wszystkim troską o to, aby świeckie sądy nie skazywały za herezję ludzi niewinnych (heretycy karani byli śmiercią na długo przed powołaniem sądów inkwizycyjnych, np. król francuski Robert II Pobożny spalił na stosie w 1017 roku w Orleanie 12 osób), posługując się przy tym torturami i szafując karą śmierci (co w ówczesnych realiach postępowania sądowego było czymś normalnym). Inkwizycja zależna była bezpośrednio od Stolicy Apostolskiej, wymagając, w odniesieniu do Inkwizycji zakonnej, akceptacji biskupa miejsca.

Nierzadko działanie Inkwizycji powodowane było naleganiami ze strony wiernych, którzy domagali się ukarania „mącicieli” istniejącego porządku. Ówczesne ruchy heretyckie (katarzy, albigensi, waldensi), częstokroć o zabarwieniu gnostyckim, godziły bowiem w najbardziej fundamentalne zasady owego ładu, takie jak: instytucja Kościoła, rodzina, przysięga, składanie zeznań przed trybunałem itd. Nie mówiąc już o tym, że głosiły heretyckie poglądy w sferze doktrynalnej. A zatem herezja niosła ze sobą, z jednej strony zagrożenie dla życia wiecznego tego, który jej ulegał (co dla ludzi Średniowiecza, traktujących sprawy wiary bardzo poważnie, było istotnym argumentem), z drugiej zaś naruszała doczesny ład. W oczach współczesnych była poważnym zagrożeniem, wobec którego nie można było pozostać obojętnym. Zacytujmy jeszcze raz R. A. Ziemkiewicza:

Współczesnemu człowiekowi sam fakt potępiania przez Kościół herezji i zwalczania ich usiłuje się przedstawić jako rzecz z gruntu naganną, jak gdyby pierwowzór totalitarnych tendencji do tłumienia wolności myśli. Zapomina się przy tym, że religia chrześcijańska stanowiła w państwach średniowiecznych podstawę społecznego ładu, równie niekwestionowaną, jak dzisiaj demokracja i prawa obywatela.

Procedury

Sama procedura inkwizycyjna była ściśle określona, a w wypadku jej łamania inkwizytora zawieszano w działaniach. Inkwizytorzy (najczęściej Trybunał tworzyło dwóch inkwizytorów, biskup lub jego przedstawiciel, 12 wiernych, notariusz i lekarz, a później również kwalifikatorzy), musieli być to ludzie odznaczający się dobrymi obyczajami, pobożnością, biegłością w teologii i prawie. Pierwszym działaniem Trybunału było ogłoszenie czasu łaski. Heretycy mogli dobrowolnie odwołać swoje błędy. Uwalniano ich wtedy od winy automatycznie, pozostawała spowiedź i pokuta. Oskarżony po usłyszeniu stawianych mu zarzutów zabiera głos, mógł prosić o dodatkowe wyjaśnienie oraz prosić o zmianę (sic!) członków Trybunału jeśli uznał, że któryś z jego sędziów jest mu nieprzychylny.

Karę śmierci dla heretyków datujemy od końca XII wieku. Ci, których uznano za zatwardziałych heretyków przekazywani byli ramieniu świeckiemu. Od połowy XIII wieku, gdy heretyków zrównano w prawach ze zwykłymi kryminalistami zaczęto również stosować tortury tak, jak w przypadku innych przestępców. Stosowano tu jednak daleko idące ograniczenia. Najczęściej stosowaną metodą tortur było ograniczanie racji żywnościowych, nie mogły one prowadzić do okaleczenia lub śmierci oskarżonego. Nie można było im poddawać dzieci, starców czy kobiet w stanie błogosławionym. Zeznania złożone podczas tortur miały ograniczona wartość dowodową (musiały być później potwierdzone przez oskarżonego). Tortury stosowano tylko wówczas, gdy wina została udowodniona, a oskarżony nie chciał się do niej przyznać; nigdy nie stosowano ich podczas pierwszej rozprawy. Trybunały inkwizycyjne na tle ówczesnych świeckich procedur sądowych wyróżniały się łagodnością. „Pisząc o stosowaniu tortur przez sądy inkwizycyjne, musimy przyznać, że nie są one mitem, mitem jest natomiast propagowanie skali i drastyczności zjawiska”.

Pamiętajmy jednak, że zawsze przed wszczęciem postępowania sądowego próbowano wzywać do nawrócenia i pokuty, organizowano w tym celu specjalne ceremonie. Najbardziej znana z nich nazywana była auto-da-fé (od actus fidei – akt wiary). Następowało wówczas publiczne ogłoszenie wyroku Inkwizycji, poprzedzone było publiczną manifestacją wiary. Tych, którzy uznali swą winę proszono o publiczne wyznanie wiary. Ci, którzy trwali w błędzie przekazywani byli ramieniu świeckiemu (co nie było równoznaczne z wyrokiem śmierci).

Liczba ofiar

Najbardziej zakłamaną kartą mitu o Inkwizycji jest podawana liczba jej ofiar. Czasami odnosi się wrażenie, że wyrok sądu inkwizycyjnego nie mógł być inny niż kara śmierci (bezcelowe wydaje mi się przytaczanie w tym miejscu owych wydumanych statystyk). Tymczasem ustalenia dokonane przez historyków w ostatnich latach w oparciu o akta procesowe mówią o czymś diametralnie innym. I tak, w odniesieniu do uznawanej za najbardziej surową, Inkwizycji hiszpańskiej, przyjmuje się, że odsetek wydawanych wyroków śmierci nigdy nie przekroczył 1 proc. wszystkich orzeczeń Trybunału (w latach 1759-1808 ramieniu świeckiemu przekazano 4 osoby). Materiały przedstawione w Watykanie w 2004 r. mówią o tym, że Inkwizycja hiszpańska w całym okresie swojego istnienia wydała ok. 125 tys. wyroków, z tego wyroki śmierci stanowią ok. 1,5 proc. Trzeba dodać, że to wcale nie oznaczało, że na wszystkich osobach skazanych na śmierć wyrok wykonano. Źródła mówią o tym, że część wyroków została wykonana zaocznie, tzn. palono kukłę wyobrażającą skazanego. Większość jej wyroków stanowiły: nakazy noszenia odpowiedniego stroju pokutnego, przypisane praktyki modlitewne, więzienie („wieczne więzienie” – to termin, którym określano dom skazanego, którego nie powinien on opuszczać przez określony czas), galery, itp. Bernard Gui, inkwizytor, na którego temat, niezasłużenie, powstała „czarna legenda” (vide: Imię róży Umberta Eco), miał w ciągu roku przeprowadzać nawet 578 procesów. Jednak z 418 osób uznanych przez niego za winne, tylko pięć zostało przekazanych ramieniu świeckiemu (co wcale nie musiało oznaczać, podkreślmy to jeszcze raz, wyroku śmierci). Archiwa sądów inkwizycyjnych z Tuluzy mówią, że kara śmierci stanowiła 1 proc. wszystkich wyroków. Jak słusznie zauważa R. Konik, „dane te nie uwzględniają odwołań od wyroków śmierci do Stolicy Apostolskiej”.

Na zakończenie dodajmy, że na karę śmierci za herezję o wiele częściej skazywano w krajach protestanckich niż katolickich. Na przykład w Anglii spalono ok. 30 tys. ludzi oskarżonych o czary, w protestanckich Niemczech za ten sam rzekomy czyn skazano 100 000 ofiar. Właściwych proporcji nabierają te liczby dopiero na tle realiów epoki, w której – wedle osławionego prawa Magdeburskiego – każdy sąd grodzki, złożony z najzupełniej przypadkowych mieszczuchów i zadającego męki „mistrza”, mógł wymierzyć 21 rodzajów „kwalifikowanej” (tj. połączonej ze specjalnymi torturami) śmierci za przestępstwa takie, jak kradzież czy cudzołóstwo. W Strasburgu w samym tylko październiku 1582 skazano na stos 134 czarownice – dokładnie dwa razy więcej, niż wynosi zsumowana liczba ofiar pięciu największych auto da fé w dziejach Inkwizycji Hiszpańskiej. W księgach miejskich Genewy znajdujemy zapis, iż w 1545 Kalwin kazał tam spalić za czary – bez żadnego sądu – 31 osób.

Artur Górecki

(1975) doktor historii, ukończył także studia filozoficzno-teologiczne; autor książek poświęconych historii społecznej i życiu religijnemu w XIX i na początku następnego stulecia, artykułów, przyczynków naukowych i recenzji; współzałożyciel i były dyrektor Kolegium Św. Benedykta, aktualnie: dyrektor ds. pedagogicznych Gimnazjum i Liceum św. Tomasza z Akwinu.

http://christianitas.org/news/swieta-inkwizycja-kilka-faktow/

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *