POLEMIKI Z PROTESTUJĄCYMI PROTESTANTAMI

Jako autor apologetycznej książki Na skale czy na piasku? ks. Andrzej Siemieniewski dostaje pocztą elektroniczną wiele listów od osób polemizujących z wyrażonymi w niej poglądami czy też po prostu z doktryną Kościoła katolickiego. Autor uprzejmie udostępnił nam obszerne fragmenty tej korespondencji, które chcemy opublikować ze względu na ich wartość apologetyczną. Wypowiedzi rozmówców są więc dostosowane do potrzeb tej prezentacji: niejednokrotnie są skrócone, czasem podzielone na części. Poprawione zostały odnośniki biblijne według nomenklatury katolickiej, a także niektóre zwroty grzecznościowe. Skrót KRK, używany przez protestantów, oznacza tutaj Kościół rzymskokatolicki. Niektóre wątki się rozgałęziają, inne zanikają, niektóre pytania pozostają bez odpowiedzi… To jest specyfika korespondencji internetowej.

Redakcja


KG: Co to znaczy „interpretować Biblię, jak się chce”? Słowo Boże interpretowane przez Ducha Świętego nie może prowadzić do błędu!!! Natomiast chętnie zapoznałbym się z apologetyką katolicką, na przykład, jak katolicy uzasadniają modlitwy do Matki Pana oraz „świętych”??? Wyjaśnienia ks. Siemieniewskiego są niestety pobieżne i wymijające (Bóg objawiający treść modlitw wiernych Marii i świętym???), a może po prostu ich nie rozumiem, pokornie przyjmę krytykę. Ciekawe są informacje na temat kultu zmarłych i kultu przodków zawarte w Leksykonie religii wydanym niedawno przez wydawnictwo „Verbinum”.

Ks. AS: „Słowo Boże interpretowane przez Ducha Świętego nie może prowadzić do błędu”. To na pewno jest święta prawda. Dlatego właśnie Duch Święty nie błądzi. Ale ludzie nie są Duchem Świętym, dlatego zdarza im się błądzić. Autor tego pytania ma zapewne wyobrażenie o takim zjednoczeniu z Duchem Świętym (chyba w czasie modlitwy przed osobistym czytaniem Biblii), które miałoby sprawić, że wszystkie opinie Ducha Świętego zostaną przelane do umysłu autora, a żadne opinie motywowane ludzkimi błędami i naznaczone ludzką słabością w tym umyśle się nie znajdą. Ale takie zjednoczenie osobiste z Duchem Świętym jest niemożliwe, gdyż oznaczałoby koniec ludzkiej wolności, oznaczałoby osobistą nieomylność i bezgrzeszność człowieka. Nie ma takiego sprzężenia z Bogiem, które wyłączyłoby raz na zawsze moją grzeszną i omylną wolność.

KG: Cóż, zagalopowałem się trochę.

Ks. AS: Dlatego zdanie powyższe należałoby rozwinąć: „Słowo Boże interpretowane przez Ducha Świętego nie może prowadzić do błędu, ale interpretowane przez człowieka – może”.

KG: Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko się zgodzić.

Ks. AS: Zresztą to nic nowego. Pisał o tym św. Piotr (por. 2 P 3,16), a za nim wszyscy poważni chrześcijanie, np. św. Jan od Krzyża w XVI w. („Idąc za Pismem św. nie możemy zbłądzić, bo przez nie przemawia Duch Święty. A jeślibym w czymkolwiek pobłądził, nie rozumiejąc dobrze tego, co zaczerpnąłem z Pisma św., nie chcę ani odrobinę odstąpić od zdrowej myśli i nauki świętej Matki, Kościoła katolickiego”, znajduje się to w Prologu doDrogi na górę Karmel św. Jana od Krzyża.

KG: Co natomiast zrobić, gdy okaże się, że „nauka świętej Matki, Kościoła katolickiego” nie jest „zdrowa”? Były przecież niejednokrotnie takie sytuacje w Kościele, gdy większość nauczycieli głosiła herezje. Przypomnijmy sobie Atanazego i jego zmagania o właściwe nauczanie na temat Boga. Czy nie jest prawdą, że część ludzi argumentowała wówczas za posłuszeństwem, mówiąc o autorytecie większości? Tymczasem to osamotniony Atanazy miał rację.

Ks. AS: „On też ustanowił jednych […] nauczycielami” (Ef 4,11); „Ci byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest” (Dz 17,11). Czy nie jest tak, że obydwa te wersety wzajemnie się uzupełniają: z jednej strony uległość i posłuszeństwo wobec nauczycieli, z drugiej – „badanie Pisma, czy istotnie tak jest”?

KG: „Kierowane pychą i zarozumiałością indywidualistyczne interpretowanie Biblii może więc być «czytaniem na własną zgubę»”. Wydaje mi się, że ksiądz Andrzej Siemieniewski niezbyt adekwatnie rozłożył akcenty w ostrzeganiu przed złym czytaniem Pisma w pierwszym rozdziale swej nowej pracy. Mimo wszystko nie ma sensu ostrzegać katolików przed niebezpieczeństwem złego czytania Biblii w sytuacji, gdy oni po prostu jej nie czytają. Spowoduje to obawę: „dla świętego spokoju lepiej poczytam coś innego, mogę przecież popaść w herezję”. Ostrzeżenie tego typu należałoby odnieść raczej do ludzi, dla których Słowo Boże jest codziennym pokarmem, i to nie tylko podczas homilii.

Ks. AS: Obserwując postawę niektórych ludzi doszedłem do wniosku, że duża część ma podświadomy lęk przed absolutnym i ostatecznym zaufaniem Biblii. A przecież jest on nieuzasadniony.

„Każdy sam sobie tłumaczy Pismo?” Dobrze jest jednak, aby Pismo samemu czytać i je sobie rozumnie tłumaczyć. Po to mamy Kościół, aby w nim uzyskiwać odpowiedź na swoje pytania związane z interpretacją. „Posługę wyjaśniania sensu trudniejszych miejsc w Biblii sprawuje Kościół poprzez tych, którzy pełnią urząd nazwany w Piśmie episkopoipresbyteroi”.

KG: Co zrobić, gdy Pismo mówi coś, czemu zaprzecza nauczyciel? Pismo mówi „a”, nauczyciel zaś „nie a”. Pismo mówi: „…nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23). „Dlatego też, jak przez jednego człowieka grzech wszedł do świata, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przyszła na wszystkich ludzi, ponieważ wszyscy zgrzeszyli” (Rz 5,12).

Nauczyciel mówi: „Najświętsza Maryja Dziewica od pierwszej chwili swego poczęcia, przez łaskę i szczególny przywilej Boga wszechmogącego, na mocy przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego, została zachowana nienaruszona od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego” (Pius IX, bulla Ineffabilis Deus, tłum. za: KKK 491). (BF tłumaczy: „…Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmogącego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego” – BF VI. 89).

Przykładów mógłbym podać więcej, lecz najpierw chciałbym usłyszeć odpowiedź na powyższy.

Uprzedzając nieco odpowiedź, proszę również wyjaśnić, na jakiej podstawie KK naucza, że Łk 1,48 („łaski pełna”) oraz Rdz 3,15 wyjaśniają kwestię bezgrzeszności Marii. Proszę też nie odchodzić zbytnio od biblijnej terminologii mówiącej między innymi o grzechu pierworodnym, zdaję sobie sprawę z wielości definicji i różnorodności pojęć.

Ks. AS: Uzasadnienia modlitw do Matki Pana oraz świętych (cudzysłów w liście – „świętych” – zapewne oznacza dystansowanie się autora od tego określenia; nie bardzo wiem, dlaczego; jeśli Pismo nazywa żyjących chrześcijan „świętymi”, to chyba po śmierci nie przestają być świętymi?)

KG: Moje „dystansowanie się” odnosi się raczej do praktyki kultowej pokazującej ukryty politeizm katolików, a nie do biblijnego określenia chrześcijan. Trudno jest mi zrozumieć, jak można nauczać, że Matka Pana („Najświętsza”), prowadzi do Jezusa, skoro widzę (i nie martwię się, że mam przywidzenia, bo inni ludzie, nawet katolicy oraz także niezaangażowani obserwatorzy też tak to postrzegają – trudno tu o zbiorową halucynację), że relacja czciciela Marii na Niej samej się zatrzymuje. W związku z tym mamy na przykład kult Matki Boskiej Nieustającej Pomocy itp., a tymczasem każdy czytelnik Pisma wie, że mamy już „Pomocnika”.

Ks. AS: Moje wyjaśnienie jest rzeczywiście pobieżne i może nie tyle wymijające, co niepełne i fragmentaryczne. Ale to wynika z natury rzeczy. Bóg zechciał nam objawić tak niewiele co do życia chrześcijanina po śmierci, co do etapów przed zmartwychwstaniem i po zmartwychwstaniu, co do trybu zakończenia historii świata itd., że musimy się tym „niewiele” zadowolić. Na resztę informacji trzeba poczekać, aż sami się tam znajdziemy.

KG: W takim wypadku zaprzecza Ksiądz samemu KK, dlatego, że Magisterium poszło dosyć daleko jeśli chodzi o spekulacje dotyczące „tamtego świata”. Można tu przywołać przykład m.in. scholastyki. „Każdy, kto wybiega zbytnio naprzód, a nie trwa w nauce Chrystusa, ten nie ma Boga” (2 J 9).

Ks. AS: Dlaczego Bóg objawia niewiele, a część pozostawia nieobjawioną? Z tym pytaniem należy się zwrócić do samego Autora Objawienia.

KG: W dalszym ciągu nie znam odpowiedzi na biblijne argumenty uzasadniające modlitwy do „świętych” (czyżby ich nie było???) Mogę natomiast zacytować argument „przeciw”: „Niech nie znajdzie się u ciebie […] wzywający zmarłych. Gdyż obrzydliwością dla Pana jest każdy, kto to czyni…” (Pwt 18,10-11).

Ks. AS: Informacje na temat kultu zmarłych i przodków z Leksykonu religii nie są mi jeszcze znane. Ale pewnie są ciekawe.

Natomiast bardzo jest interesujące i ostre ujęcie tematu Biblia contra reszta świata.

1. Najpierw więc co do Atanazego i jego antyariańskich polemik w IV wieku. Otóż rzeczywiście większość nauczycieli głosiła wtedy herezję ariańską, która zaprzeczała pełnemu bóstwu Jezusa Chrystusa, i nawet krążyło powiedzenie: „Jęknął świat, widząc się ariańskim”. Ale trudno mówić o Atanazym, że był „osamotniony”. A to dlatego, że bronił on sformułowań soboru powszechnego. Po soborze nauczanie soborowe zaniedbano, a Atanazy upominał się, aby je utrzymać.

Ta sytuacja przypomina nam, że w Kościele nie tyle obowiązuje autorytet większości, ale autorytet pasterzy, biskupów w łączności z papieżem, zwłaszcza jeśli wypowiedzą się na soborze. I takiego właśnie autorytetu – soborowego – bronił Atanazy.

Jest to ważne także i dziś. Nawet gdyby większość w jakimś kraju (myślę, że w niektórych krajach tradycyjnie dawniej chrześcijańskich byłoby to możliwe) uznała na przykład, że Jezus z Nazaretu ma taką samą godność jak Budda, to nie byłby powód, aby uznać to za prawdę.

2. Co do niezbyt adekwatnego rozłożenia akcentów w ostrzeganiu przed złym czytaniem Pisma, to pewnie racja. Na pewno trzeba, bym bardziej gorliwie zachęcał do czytania Pisma świętego jako Słowa Bożego.

Co do potrzeby podkreślania pożytku, potrzeby i obowiązku czytania Pisma świętego zostałem ostatnio raz jeszcze napomniany. Tym razem już nie osobiście, ale w Liście apostolskim Jana Pawła II Novo millennio ineunte z 6 stycznia 2001 r.: czytamy tam o potrzebie czytania Pisma św. jako Słowa Bożego i o wzmożeniu tej praktyki wśród katolików.

3. W kwestii: co zrobić, gdy Pismo święte mówi „a”, nauczyciel kościelny „b” (podano przykład Niepokalanego Poczęcia w konfrontacji z nauczaniem Biblii Rz 3,23).

„Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej”(Rz 3,23). Cóż to może znaczyć?

Najpierw może oznaczać to grzech pierworodny, czyli obciążenie brakiem kontaktu z Bogiem, wynikające z samego faktu narodzenia człowieka, czyli uprzedzające jakiekolwiek grzeszne czyny. Ciekawe, że bardzo wielu protestantów, których spotkałem, odrzucało naukę o Niepokalanym Poczęciu Maryi (czyli Jej wolność od takiego oddzielenia od Boga wskutek grzechu pierworodnego), a jednocześnie utrzymywało, że dzieci (niemowlęta, dzieci zanim zaczną wybierać dobro i zło) są wolne od oddzielenia od Boga i w razie gdyby odeszły z tego świata, będą automatycznie zbawione, gdyż jeszcze nie zgrzeszyły. Praktycznie oznacza to, że wierzą w niepokalane poczęcie wszystkich dzieci, a grzech wiążą dopiero z późniejszymi postępkami dokonanymi w ciągu życia. Przypominam sobie, że dziwiło mnie, dlaczego wierząc w niepokalane poczęcie wszystkich dzieci, protestowali przeciw Niepokalanemu Poczęciu Maryi.

(Nawiasem mówiąc, podobnie ma się rzecz z tzw. nieomylnością papieża. Wielu, zwłaszcza tak zwanych wolnych protestantów, wierzy w nieomylność w sprawach wiary i moralności każdego wierzącego chrześcijanina. Wierzą, że taka nieomylność jest łatwo dostępna każdemu, kto ma Ducha Świętego oraz Biblię. Ciekawiło mnie więc, dlaczego katolicka wiara w to, że jeden papież ma cieszyć się nieomylnością – zresztą w bardzo wąsko sprecyzowanym zakresie, o wiele węższym niż roszczenia wolnych protestantów wobec siebie samych – budzi takie sprzeciwy? Ale wróćmy do tematu…)

Czy ten tekst (Rz 3,23; Rz 5,12) z konieczności zaprzecza temu, że Maryja mogła być wolna od grzechu pierworodnego? Chyba nie. Podajmy przykład innego podobnego tekstu: „W Adamie wszyscy umierają” (1 Kor 15,22). Jednak okazuje się, że to „wszyscy” ma wyjątki: Henoch, Eliasz. Dlaczego? Gdyż Pawłowi nie chodziło o zajmowanie się wyjątkami, lecz o stwierdzenie powszechnego faktu śmierci.

Podobnie w Liście do Rzymian (rozdz. 1-2-3) autor zajmuje się uzasadnieniem tezy, że obie części ludzkości (Żydzi i poganie) potrzebują usprawiedliwienia. „Wszyscy” ma znaczyć „zarówno Żydzi, jak i poganie” – Paweł nie zajmuje się w ogóle (w wersecie Rz 3,23) takimi szczególnymi problemami, jak dzieci nienarodzone, niemowlęta przed użyciem rozumu czy wyjątek świętości Maryi.

U św. Pawła jest zresztą więcej takich wersetów, które nie zajmują się wyjątkami. W 1 Kor 15,23 czytamy o zmartwychwstaniu: „Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie jego przyjścia”. Wbrew temu w Mt 27,51 czytamy o ludziach, którzy opuścili groby przed „przyjściem Chrystusa”. To kolejny przykład ogólnej zasady, która jest prawdziwa, choć dopuszcza wyjątki.

Gdyby Pawłowie zdania typu „wszyscy…”, a więc:

(1) „Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3,23);

(2) „W Adamie wszyscy umierają” (1 Kor 15,22)

(3) „Chrystus jako pierwszy, potem ci, co należą do Chrystusa, w czasie jego przyjścia” (1 Kor 15,23)

i inne,

należało tłumaczyć w sensie precyzji nie dopuszczającej wyjątków, to rzeczywiście dogmat o Niepokalanym Poczęciu Maryi byłby sprzeczny z Biblią, ale podobnie sprzeczne z Biblią byłoby zakończenie Ewangelii św. Mateusza oraz Księga Rodzaju (por. Henoch) i 2 Królewska (por. Eliasz).

Oczywiście, to że tekst Listu do Rzymian czemuś nie zaprzecza, nie oznacza od razu, że potwierdza.

I tu stajemy wobec drugiej części pytania: „na jakiej podstawie KK naucza, że Łk 1,48 („łaski pełna”) oraz Rdz 3,15 wyjaśniają kwestię bezgrzeszności Maryi?” Jednym słowem, dlaczego „łaski pełna” rozumie się w sensie „cechą Maryi jako osoby jest to, że jest obdarowana pełnią łaski”, a nie a przykład: „w chwili przemówienia Gabriela Maryja była pełna łaski, ale 5 minut wcześniej jeszcze nie i 5 minut później już nie”.

Kościół naucza tak na podstawie wiary, że Duch Pański nie odstąpi od wspólnoty wierzących. Taką obietnicę Jezus dał Apostołom i ich Kościołowi. Jeśli więc istnieje jakaś niezmienna tradycja interpretacji danych fragmentów biblijnych, to uważa się, że interpretacja inna byłaby nieusprawiedliwiona dowolnością niezgodną z działaniem Ducha Świętego przez wieki.

Jeszcze jedno dopowiedzenie przyszło mi do głowy w sprawie argumentowania biblijnymi zdaniami typu „nikt” lub „każdy”. W Ewangelii Janowej czytamy „Nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego” (J 3,13). A w 2 Krl 2,11 czytamy: „Eliasz wśród wichru wstąpił do nieba”. Myślę, że styl pogodzenia tych dwóch wypowiedzi biblijnych podsuwa nam logikę pogodzenia katolickiej wiary w odmienne działanie Boga wobec Maryi niż wobec pozostałych ludzi.

A na zakończenie uwaga: tekst „W Adamie wszyscy zgrzeszyli” odnosi się według katolików także do Maryi, choć w innym sensie. Maryja została zachowana od grzechu pierworodnego, co oznacza, że gdyby Bóg nie uczynił czegoś szczególnego, to zachowana by nie była. Dlatego Maryja woła do Boga: „Mój Zbawiciel” (Łk 1,47). Zbawienia Maryja potrzebowała, zbawienia potrzebują też wszyscy inni ludzie.

4. Świętymi zajmiemy się w dalszym ciągu dyskusji.

KG: Historia dogmatów pokazuje, że sprawa nie jest tak oczywista, jak Ksiądz tu przedstawia. W roku 1627 inkwizycja rzymska wydała tajny dekret zakazujący używania tytułu „niepokalane poczęcie”, a ściślej zakazywała łączenia słowa „niepokalana” z poczęciem Marii. W 1644 dekret ten podano do publicznej wiadomości. Papieże reprezentowali różne stanowiska osobiste w kwestii „niepokalanego poczęcia”.

Ks. AS: To jest szczególnie ciekawe wskazanie. Warto przy tej okazji uświadomić sobie, że przypadek dogmatów maryjnych jest dla nas taki pasjonujący i budzi takie emocje, bo chodzi o czasy niedawne. Natomiast każda prawda chrześcijańskiej wiary przeżywała podobne losy: dyskusje, argumenty za i przeciw, spory zwolenników i przeciwników, tyle że było to dawno temu. Dlatego mniej nas emocjonuje. Dotyczyło to w III i IV wieku tożsamości Jezusa (co to znaczy: Syn Boży? – największy prorok? usynowiony przez Boga człowiek? prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek w jednej osobie?) albo na przykład istoty Boga samego (co to znaczy: Trójca? – trzy sposoby działania jednego Boga? trzy sposoby naszego postrzegania nieskończoności Bożej? trzy osoby, różne od siebie, choć będące jednym Bogiem?) Jeszcze w IV wieku św. Bazyli napisał cały traktat, aby rozważyć, czy Ducha Świętego można nazywać w pełnym tego słowa znaczeniu Bogiem. Dlatego nie należy myśleć, że jeśli jakaś kwestia była obszernie dyskutowana w Kościele, to jest wątpliwa, gdyż każda kwestia była obszernie dyskutowana. Nie jest wyjątkiem kanon Pisma świętego. Niedawno spotkałem się z przypadkiem, że pewne grono „biblijnych chrześcijan” w swoim wyznaniu wiary umieściło kanon: „wierzymy, że Biblia składa się z 66 ksiąg”. Cóż, gdyby nam wskazali werset biblijny, na którym oparli swoje przekonanie, albo gdyby zapoznali się z opiniami na ten temat z II, III, IV, V i VI wieku… Na szczęście dla nich, nic o tym nie wiedzą. Ale nasza wiara nie może opierać się na niewiedzy. Dla katolika fakt dyskutowania jakichś doktryn – czy to w wieku IV, czy XI nie stanowi problemu. Można rzeczywiście podsumować wynik słowami: Roma locuta, causa finita, chociaż zwykle w historii chodziło o jakieś soborowe orzeczenia.

Myślę, że w szczęśliwszy sposób zostało to sformułowane na I Soborze Watykańskim, że w wypadku, gdyby nie było jasne, jakie jest znaczenie jakiegoś dyskutowanego fragmentu Pisma św., to należy przyjąć takie wyjaśnienie, jakie Duch Święty podsuwa Kościołowi. Instancją, do której należy takie orzeczenie, są biskupi zgromadzeni na soborze w łączności z papieżem lub sam papież. Co ważne jednak, I Sobór Watykański wyraźnie przypomniał, że rolą tej instancji nie jest stawianie się ponad objawioną prawdą, ponad Pismem, ale w roli sługi rozumienia Pisma św. Tak zwana w teologii „nieomylność papieża” nie została na soborze przedstawiona jako zdolność do arbitralnego wypowiadania nieznanych wcześniej prawd Bożych, ale uprawnienie do ogłaszania, jak prawda Boża wynika z Bożego Objawienia, w wypadku gdy nie jest to jasne.

KG: Ciekawe jest, że protestantyzm w wyniku refleksji nad Pismem na ogół nie dochodzi do tych samych wniosków dotyczących poczęcia Matki Pana. Ten argument dodatkowo podważa słabą i tak zgodność tradycji co do tego zagadnienia.

Ks. AS: Myślę, że dużo zależy od tego, jaki protestantyzm. Część przedstawicieli tradycji protestanckiej, zakorzenionej w średniowiecznej tradycji (tradycyjni luteranie lub anglikanie) nie różni się tak bardzo od katolików w tej mierze, co najwyżej wątpi w sensowność ogłaszania tego typu dogmatów albo w ludzką możliwość wygłaszania takich precyzyjnych orzeczeń, albo z kolei będą protestowali przeciw językowi, w jakim zostały one ogłoszone. Prawosławni zwykle przychylą się do tego zdania. Część zaś rzeczywiście uważa maryjne twierdzenia katolickie za herezje. Inni jeszcze za wyrażenie w swoistym katolickim języku czegoś, co oni wyrażają inaczej.

Jeśli mówimy natomiast o tak zwanym „wolnym protestantyzmie”, to tam różnice mogą być znacznie większe. Ale czasem pochodzą one z braku zmierzenia się z powagą problemu: na przykład ci sami ludzie, którzy będą mówić o czysto biblijnym sposobie modlitwy, będą na modlitwie przyzywać Ducha Świętego (pieśni w rodzaju Przyjdź, Duchu Święty), chociaż Nowy Testament nie uczy wcale takiej modlitwy. Może się więc zdarzyć, że w imię biblijności odrzucają jakieś katolickie praktyki, ale nie do końca są świadomi stopnia zgodności swoich własnych praktyk z Biblią. Po prostu zakładają, że skoro są „biblijni”, to ich praktyki też są biblijne. Rozmowę z nimi należałoby więc zacząć od nieco bardziej fundamentalnych spraw: na przykład: czy jest czymś godziwym modlić się za pomocą pieśni nie pochodzącej z Biblii, kiedy tyle tekstów poetyckich z Biblii jest jeszcze w pieśniach nie wykorzystanych (np. psalmy); czy jest czymś godziwym używać rodzaju wezwań w modlitwach (np. do Ducha Świętego), których w Nowym Testamencie nie ma. Dopiero potem, po ustaleniu tego, co to jest biblijność, można by rozpatrywać z ich punktu widzenia stopień biblijności modlitw (i doktryn) katolickich. Wszystko więc zależy od tego, o jakich protestantach mówimy.

KG: W dalszym ciągu nie uzyskałem informacji na temat Łk 1,28 i Rdz 3,15 oraz ich związku z bezgrzesznością Marii.

Ks. AS: Związek Łk 1,28: świętość jest darem Boga dla człowieka. Tylko Bóg jest święty z natury, a inne byty (ludzie lub aniołowie) o tyle, o ile On je zechce uświęcić. Nazywa się to udzieleniem łaski (uświęcającej, w odróżnieniu na przykład od łaski uczynienia czegoś, czyli łaski uczynkowej). „Łaski pełna” może być tylko osoba uświęcona przez Boga. Inaczej nie byłaby pełna łaski, ale czegoś innego: swoich obaw, zachcianek czy grzechów. Związek Rdz 3,15: niejasny.

KG: Dogmat zatytułowany: Bezgrzeszność Marii, Matki Pana Jezusa powstał na soborze w 1854 roku. W ciągu poprzednich stuleci żaden Kościół tego dogmatu nie wyznawał ani nie nauczał.

Ks. AS: Jeśli autorowi chodzi o to, że żaden Kościół nie nauczał o Niepokalanym Poczęciu jako o dogmacie, to jest to oczywiste, gdyż – jak sam zauważa – dogmat ten ogłoszono dopiero w 1854 roku. Jeśli natomiast chodzi mu o to, że nie nauczano o Niepokalanym Poczęciu (na przykład w postaci sformułowania o świętości całego życia Maryi), to autor jest w błędzie. Uczono o tym na Wschodzie i Zachodzie od wieków.

KG: Jest on sprzeczny ze Słowem Bożym, które wyraźnie stwierdza, że „Wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (czyli zbawienia, Rz 3,23). W innym miejscu czytamy: „Jakże więc człowiek może być sprawiedliwy w obliczu Boga? I jak może ten, kto się urodził z niewiasty być czystym?” (Hi 25,4). Wynika z tych słów prosta prawda: Nikt poza Jezusem nie jest bez grzechu. Nie była też bez grzechu Maria, matka Pana Jezusa.

Ks. AS: Może autor będzie tak dobry i wyjaśni (bardzo ułatwiłoby nam to dyskusję), jak rozumie w świetle Rz 3,23 i Ap 25,4 następujące zdania z Biblii: „[Jan Chrzciciel] już w łonie matki napełniony będzie Duchem Świętym” (Łk 1,15); „Józef był mężem sprawiedliwym” (Mt 1,19).

Dlaczego autorowi pytania przeszkadza świętość Maryi darowana Jej przez Boga, zanim Jezus dokonał odkupienia na krzyżu, skoro wiemy z Biblii, że możliwe było w tym samym czasie napełnienie człowieka Duchem Świętym oraz możliwe było być człowiekiem w oczach Bożych sprawiedliwym? Bez odpowiedzi na te pytania, dyskusja nasza będzie bezprzedmiotowa.

KG: Jeszcze w innym miejscu czytamy znamienne słowa: „…przez upadek jednego człowieka [Adama] przyszło potępienie na wszystkich ludzi” (Rz 5,18). Znaczy, że Maria też jest nim dotknięta. Jeżeli Adam i Ewa upadli w grzech i stali się pokalanymi, to nikt po nich nie mógł narodzić się „niepokalany”.

Warto zwrócić uwagę na słowa Marii mówiącej o sobie samej „Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, ZBAWICIELU moim” (Łk 1,46-47). Maria nazywa Pana Jezusa „Bogiem i Zbawicielem swoim”. Jeżeli ona uznaje Jezusa swoim Zbawicielem, oznacza to, że potrzebowała także Zbawiciela; był Nim dla niej Jezus Pan.

Ks. AS: Chyba mamy do czynienia z nieporozumieniem: twierdzenie, że Maryja jest Niepokalanie Poczęta (to znaczy święta od początku swego życia) nie oznacza, że nie potrzebowała Zbawiciela. Wręcz przeciwnie: oznacza, że nikt nie ma większego powodu dziękować Bogu za zbawienie niż Maryja. Nic więc dziwnego, że dziękowała. Nawiasem mówiąc: Kościół katolicki dość dobrze zwraca uwagę na wspomniane słowa. Tekst „Wielbi dusza moja Pana i rozradował się duch mój w Bogu, ZBAWICIELU moim” (Łk 1,46-47) odmawia obowiązkowo każdy biskup, ksiądz i każda osoba zakonnacodziennie. Może autor zna jakiś inny Kościół, w którym zobowiązuje się sporą liczbę ludzi, aby codziennie przypominali sobie ten tekst?

KG: A co powiedział anioł Pański, gdy się zjawił przed Józefem? Oto słowa anioła: „…urodzi Syna i nadasz Mu imię Jezus, albowiem On zbawi lub swój od grzechów jego” (Mt 1,21). A więc jest oczywistym, że nie było nikogo, absolutnie nikogo, narodzonego bez grzechu, wszyscy byli i są grzesznikami i potrzebują Zbawiciela. Właśnie po to przyszedł Pan Jezus na ten świat, aby zbawić wszystkich grzeszników, wierzących w Jezusa jako jedynego Zbawiciela.

Dzięki Bogu za Pana Jezusa, który zbawił od grzechu także Marię, apostołów i miliony innych ludzi. Jezus zbawia i teraz!

Ks. AS: Ze słów „On zbawi lub swój od grzechów jego” (Mt 1,21) nie wynika wcale jako oczywistość, że nie było „nikogo, absolutnie nikogo, narodzonego bez grzechu”. Podobnie jak Bóg napełnił Jana Chrzciciela Duchem Świętym w trybie nadzwyczajnym (por. Łk 1,15), podobnie mógł w trybie nadzwyczajnym zbawić Maryję. To właśnie nazywamy Niepokalanym Poczęciem.

Natomiast z ostatnim zdaniem listu autora trzeba nam się z radością zgodzić: „Dzięki Bogu za Pana Jezusa, który zbawił od grzechu także Marię, apostołów i miliony innych ludzi. Jezus zbawia i teraz!”

Jezus zbawia od grzechu na różne sposoby. Niepokalane Poczęcie to uprzednie zachowanie od grzechu, a więc na pewno zasługuje na nazwę „zbawienie”. Jeśli ktoś chce zrozumieć, o co tu chodzi, niech porówna to z sytuacją Jana Chrzciciela, który był w analogiczny sposób – uprzednio – napełniony Duchem Świętym.

KG: Jeśli ktoś może mi odpowiedzieć, dlaczego w Kościele katolickim usunięto drugie przykazanie ,,nie czyń sobie żadnej podobizny rzeźbionej…”, a dziesiąte przykazanie rozbito na 9 i 10, byłbym wdzięczny.

Ks. AS: Ciekawe, jak autor doszedł do tego, jak należy dzielić owe przykazania? W tekście hebrajskim pisano „ciurkiem”, to znaczy bez podziałów: słowa i zdania jedno za drugim. Dlatego sprawa podziału na osobnych 10 przykazań zależy do pewnego stopnia od czytelnika. Toteż zanim przejdziemy do odpowiedzi na pytanie „dlaczego usunięto…”, prosimy bardzo o odpowiedź: „na jakiej podstawie sam autor pytania dzieli owych 10 przykazań?” Ze swojej strony zapewniam, że sposoby dzielenia tekstu Wj 20,1-17 były rozmaite, także wśród Izraelitów.

Kościół jako Ciało Chrystusa ma potrzebny autorytet, aby takiego podziału dokonywać. Wypada nam więc zapytać, na jaki autorytet powołuje się autor pytania?

RD: Ostatnio wpadła mi w ręce książka Andrzeja Siemieniewskiego: Między sektą, herezją i odnową. Jest to książka polemizująca z twierdzeniami protestantów. Na stronach 42-44 jest rozdział Modlitewne wstawiennictwo świętych. Autor pisze np. „Wszelkie modlitwy do świętych (z bardzo nielicznymi wyjątkami) są w liturgii kierowane do Boga, a nie do samych świętych. Na przykład: «Wszechmocny Boże spraw, […] abyśmy za wstawiennictwem Najświętszej Maryi Panny zostali doprowadzenie do chwały zmartwychwstania…»”

Jest to po prostu nieprawda!!! Wystarczy popatrzeć na odpowiednią stronę „Rycerstwa”. W samym różańcu modlący 50 razy zwraca się do Marii, a Pod twoją obronę, a Litania loretańska, a wszystkie pieśni typu: „O matko Boska, królowo polska, o pani nasza, częstochowska” albo pieśni na nabożeństwa majowe, gdzie wprost zrównuje się Marię z Bogiem. („Chwalmy panią świata, jej dłoń nasza wieniec splata”; inaczej oznacza to mniej więcej: oddajmy chwałę pani świata), a pozdrowienie z Radia Maryja: „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica” oznacza nic innego jak: oddajmy chwałę Jezusowi Chrystusowi i Maryi zawsze dziewicy.

Ks. AS: Otóż zaszło tu zapewne nieporozumienie. Podane przez Pana przykłady nie są zaczerpnięte z liturgii. Liturgia to sprawowanie sakramentów oraz modlitwa Słowem Bożym, czyli tak zwana Liturgia Godzin (omówienie liturgii znajduje się na przykład w Katechizmie Kościoła Katolickiego na stronach (267-392). Natomiast różaniec, litanie, nabożeństwa majowe – to przykłady pobożności ludowej, która nie jest liturgią. Do innych form pobożności ludowej należą też procesje, pielgrzymki czy Droga krzyżowa. Szerzej temat ten omówiony jest w Katechizmie Kościoła Katolickiego na stronach 395-396 (pkt. 1674-1676).

RD: Podam jeszcze jeden przykład z książki księdza Siemieniewskiego, aby zobrazować, na jakim poziomie jest ta książka (rozdział dotyczący zasady sola Scriptura, strona 13): „Jako lekarstwo na taki bezpodstawny optymizm polecam osobiście krótkie rozmowy (koniecznie w krótkich odstępach czasu!) ze (1) świadkiem Jehowy (2) fundamentalistą o baptystycznych korzeniach (3) adwentystą (4) uniwersalistą. Wszyscy czterej będą z absolutną pewnością wywodzić z tekstu Biblii rzeczy absolutnie sprzeczne ze sobą, i na każdą za swoich tez będą mieli poparcie sporej ilości wersetów biblijnych. Jeśli takie rozmowy przeprowadzi się odstępach czasu nie większych niż kilka dni – efekt jest zapewniony, a jest nim uleczenie z wiary w formalną samowystarczalność Biblii”. Akurat zarówno świadkowie Jehowy jak i adwentyści nie uznają zasady sola Scriptura. Świadkowie mają „Strażnicę” i „Przebudźcie się!” (Urząd Nauczycielski), a adwentyści pisma Elen White (forma właściwej interpretacji, czyli Urząd Nauczycielski). Nie wiem, kto to jest uniwersalista (może ktoś mi wyjaśni?)

Ks. AS: Otóż fakt, że świadkowie Jehowy wydają pisma formujące wyznawców swojej religii, nie świadczy jeszcze o tym, że nie pragną wyznawać zasady sola Scriptura. Jest bardzo dużo wyznań chrześcijańskich pragnących opierać się w zasadach wiary wyłącznie na Piśmie św., które mimo to wydają czasopisma. Moja znajomość (przyznaję, raczej pobieżna) takich pism jak „Strażnica” czy „Przebudźcie się!”, a także osobista znajomość z wieloma świadkami Jehowy, pozwala mi jednak przypuszczać, że ich ambicją jest stosować się do Biblii i tylko do Biblii jako ostatecznego autorytetu w sprawach wiary. Na odwrocie strony tytułowej „Strażnicy” piszą oni: „Strażnica […] uznaje wyłącznie autorytet Biblii” (np. „Strażnica” z 15 sierpnia 2000 r., która akurat leży przede mną).

Może byłby Pan łaskaw podać jakieś cytaty, z których wynika, że świadomie uznają oni „Strażnicę” za autorytet konkurencyjny z Pismem św.? Czy też może chodzi Panu po prostu o to, że Pismo św. rozumieją oni inaczej niż Pan?

Uniwersalista to członek amerykańskiego wyznania, w którym uważa się, że z Biblii wynika, że Bóg jest jedną osobą, że Jezus jest prorokiem w zasadzie podobnym do wielu innych, i że zbawienie wieczne nie jest specjalnie związane z wiarą w Jezusa.

Chyba też nieco bardziej wyrozumiale należałoby podchodzić do pozdrowienia z Radia Maryja: „niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica”. Zaznaczam, że, to pozdrowienie z całą pewnością nie należy do liturgii, więc jak się komuś nie podoba, to nie musi go używać.

RD: Ale to jest oddawanie takiej samej chwały Bogu Jezusowi i stworzeniu!!!

Ks. AS: A co zrobimy z takim fragmentem Księgi Wyjścia: „Izraelici ulękli się Jahwe i uwierzyli Jemu oraz Jego słudze Mojżeszowi” (Wj 14,31). Można oczywiście pytać zgryźliwie: „Taka sama wiara wobec Boga Jahwe i wobec stworzenia???” i odrzucić Księgę Wyjścia. Można też postarać się zrozumieć, co to znaczy, podobnie jak można starać się zrozumieć, co oznacza chwała oddawana Panu, a co – chwała oddawana Służebnicy Pańskiej.

RD: Mam więc pytanie. Czy wolno np. katolikowi publicznie skrytykować te wszystkie formy pobożności maryjnej poprzez określenie ich, że nie mają Bożego pochodzenia ale np., że pochodzą od złego?

Ks. AS: Trzeba by zapewne sprecyzować, jak odróżnia się formy pobożności, które pochodzą od złego od tych, które pochodzą od dobrego. Może się to okazać nie takie proste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Na przykład, zapewne wielu krytyków Kościoła katolickiego powie, że zasada jest prosta: modlitwa powinna być „biblijna”. Ale tu zaczną się problemy. Jeśli nie można zanieść do Maryi prośby o wstawiennictwo modlitewne (bo to niebiblijne), to czy można modlić się do Ducha Świętego? Czy od czasu, kiedy ludzie poznali prawdę o Duchu Świętym jako Osobie Bożej, czyli w Nowym Testamencie, mamy jakieś zachęty do wzywania Ducha Świętego? I co wobec tego zrobić z mnóstwem zielonoświątkowych i wolnokościelnych pieśni, które do tego właśnie zachęcają?

(Podobnie z modlitwą do Jezusa: od czasu kiedy wstąpił do nieba, Nowy Testament – jak lubią podkreślać świadkowie Jehowy – mówi wyraźnie o modlitwie do Jezusa tylko w przypadku Szczepana. Ale Szczepan widział Jezusa po prawicy Boga, a więc wyraźnie zmienia to postać rzeczy. Dlatego świadkowie Jehowy modlą się tylko do Boga Ojca, czyli do Jehowy.) Oczywiście wiem i głoszę, wraz z Kościołem katolickim, że można przyzywać Ducha Świętego i można, i należy modlić się do Jezusa, ale proszę bardzo – jako fragment drogi do odpowiedzi na Pana pytanie – o odpowiedź: jak odróżnić modlitwę pochodzącą od dobrego od modlitwy pochodzącej od złego?

RD: Wybrał Ksiądz celowo sekty i porównał je z baptystami i to mi się nie podoba. Dlaczego np. nie porównać normalnych wyznań protestanckich. Swego czasu czytałem w „Niedzieli” listę cech, jakimi cechują się sekty. Jedną z nich była odgórna kontrola wyznawanej doktryny przez członków sekty. Myśleć wolno wyłącznie tak jak myślą przywódcy sekty. Akurat każda z tych cech występuje w trzech z czterech przypadków, które Ksiądz wymienił. Dla mnie to jest nieuczciwe postawienie sprawy. Te przypadki to marginalne ekscesy.

Ks. AS: Moje opinie o baptystach wyrażone czy to publicznie, czy to prywatnie są bardzo łagodne w porównaniu z opiniami, jakie wielu baptystów wyraża na temat Kościoła katolickiego. Proszę zajrzeć do czasopisma „Tymoteusz”, które powstaje w środowisku baptystów wrocławskich, a bywa rozprowadzane również w środowiskach innych wolnych Kościołów. Proszę też zaznajomić się z książkowymi publikacjami na temat Kościoła katolickiego, jakie dostępne bywają od lat dwudziestu (dawniej nie sprawdzałem) w księgarniach baptystycznych. Czy może Pan powiedzieć, że moje opinie są choćby w drobnej części porównywalne z tym, co tam możemy wyczytać?

Mogę przesłać e-mailem cały zestaw cytatów z książek, w jakie zaopatrzyłem się w księgarniach baptystycznych.

RD: Poza tym istnieje kwestia praktyczna. Co z tego, że ktoś mówi, że opiera się na Biblii, a wiadomo wszem i wobec, że tego nie robi? Złodziej też powie, że nie kradnie, ale co z tego wynika, że tak mówi, skoro wiadomo, że kradnie. Adwentyści akurat opierają się na pismach Elen White oficjalnie, a wiem to od nich samych, bo mam znajomych adwentystów.

Ks. AS: Świadkowie Jehowy zostawiają „Strażnicę” po to, aby dopomóc kandydatom do ich wspólnoty lepiej – jak mniemają – zrozumieć Biblię: proszę zajrzeć do „Strażnicy”: argumentacja jest tam tylko biblijna. Nigdy nie spotka Pan argumentu: „to jest prawda, bo tak napisano w «Strażnicy» 20 lat temu”. Zawsze argumentacja brzmi: „to jest prawda, bo tak mówi Biblia” – i tu podają rozdziały i wersety stosownej księgi.

Myślę, że adwentyści opierają się na pismach pani White jako na skutecznej pomocy w rozumieniu Pisma (traktują ją jako prorokinię). Ale wszyscy chrześcijanie traktują Pismo św. jako coś, co wymaga wyjaśniania i pomocy w rozumieniu: gdyby tak nie było, to dlaczego głosi się kazania, zamiast po prostu czytać fragmenty Pisma bez komentarza?

Nabożeństwa majowe z całą pewnością nie należą do liturgii. Zanim napisze się, że coś jest nieprawdą, dobrze jest sprawdzić, jak rozumie się słowa i pojęcia w innym Kościele.

RD: Tak nawiasem mówiąc, czytając na bieżąco książkę Księdza, znajduję tam wiele innych rzeczy, które budzą moje wątpliwości. Nie mam teraz tej książki pod ręką, ale zdaje się (na samym jej początku) pisze Ksiądz o czymś takim, że protestanci interpretują Pismo opierając się na wewnętrznym prowadzeniu Ducha. Nie zgodzę się z tym. Są może takie przypadki, ale np. ja tego nie stosuję. Czy myśli Ksiądz, że protestanci nie interesują się historią kościoła? Nie czytają pism patrystycznych, zawsze wyrywają z kontekstu fragmenty i robią sobie, co chcą, z Biblią? To jest nieprawda, przynajmniej w moim przypadku, ale również wielu moich znajomych tego nie robi.

Ks. AS: Zdaje się, że zaszło tu kolejne nieporozumienie. W mojej książce nie zajmowałem się w ogóle problemem wierzeń rozmaitych odłamów protestantyzmu. Ten temat nie był w ogóle przedmiotem moich zainteresowań. Na stronie 7 przeczyta Pan: „Nie chodzi tu o polemikę z protestantami jako takimi, tylko o polemikę z tymi spośród nich, którzy uważają, że Kościół katolicki nie jest kościołem chrześcijańskim, że jest Babilonem, i próbują to przekonanie zaszczepić wśród katolików”. Zaznaczam, że słowa te są zaznaczone przez pogrubienie druku, tak aby każdemu rzuciły się w oczy.

Poniżej na tej samej stronie przeczyta Pan: „Wrocław stal się miastem szczególnie pobłogosławionym […] w roku 1978 głosił tu Ewangelię światowej sławy kaznodzieja baptystów, Billy Graham”.

Jeśli nie podoba się Panu to, co piszę o baptystach (choć – jak powtarzam – to nieporozumienie – nie zajmuję się baptystami, lecz antykatolikami, również jeśli są akurat przypadkowo baptystami), to proszę o podanie, gdzie mogę znaleźć analogiczne wypowiedzi baptystów na przykład o papieżu. Coś w stylu: „w roku 1983 Polska została szczególnie pobłogosławiona, gdyż głosił tu Ewangelię światowej sławy kaznodzieja katolików, Karol Wojtyła”.

RD: Ja do protestantyzmu doszedłem w dużej mierze właśnie przez studium historii Kościoła. Okazało się, że moja interpretacja Biblii w wielu miejscach jest spójna z tradycją wczesnego Kościoła, a sprzeczna z tradycją późniejszą Kościoła. Aby teraz uściślić pewne rzeczy. Znowu może mnie Ksiądz teraz zapytać, co to jest tradycja Kościoła. Otóż, jeśli widzę powszechną wiarę w jakimś wieku na jakiś temat, to dla mnie jest to tradycja Kościoła, nawet jeśli nie ma dogmatu, który by nakazywał taką wiarę w sposób autorytatywny. W końcu skądś taka powszechna wiara musiała się brać. Jeśli natomiast widzę np. tysiąc lat później odmienną (sprzeczną) opinię na ten temat, również występującą powszechnie, to dochodzę do wniosku, że pierwotna tradycja została zarzucona na rzecz nowej tradycji, czyli że tradycja na przestrzeni wieków sobie zaprzeczała. A zatem nie jest godna zaufania. Dla przykładu można podąć mało istotny być może przypadek milenaryzmu. Wiara w niego była powszechna w pierwszych wiekach (podobnie zresztą jak w Biblii), a po Augustynie była uważana za herezję. Czy obie interpretacje są jednocześnie prawdziwe? Kiedy sam poprzez studium Pisma doszedłem do wniosku, że milenaryzm jest prawdziwą doktryną, i okazało się, że był on wyznawany w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, to znaczy, że doszedłem do pierwotnej tradycji Kościoła, czyli takiej jakiej nauczali apostołowie, a zatem i sam Jezus. Skoro 5 wieków później nie nauczano już tego, to oznacza dla mnie to, że Kościół w tej kwestii nie opiera się już na nauczaniu apostołów. Takich przykładów jest sporo. Analiza tego wszystkiego doprowadziła mnie do braku zaufania tradycji Kościoła. Czy widzi Ksiądz w tym opieranie się wyłącznie na wewnętrznym świadectwie Ducha Świętego?

Ks. AS: Milenaryzm nie należy do dogmatów Kościoła. Katolik może go przyjmować albo nie. Tak więc przykład nie jest najszczęśliwiej dobrany. Radzę spróbować na przykład ze stopniem pewności zbawienia dla tych, co uwierzyli i w wierze przyjęli chrzest, oraz z trybem odpuszczania grzechów popełnionych po chrzcie.

Zasada – jak Pan to sformułował – że to, co było „wyznawane w pierwszych wiekach chrześcijaństwa”, pozwala nam „dojść do pierwotnej tradycji Kościoła”, czyli do tego, „czego nauczali apostołowie, a zatem i sam Jezus” jest bardzo interesująca. Oznacza ona, jak się wydaje, pewien krok poza sola Scriptura: ustala się, czego nauczał Jezus i Jego apostołowie, sięgając do czegoś poza Biblią: na przykład do starożytnej Tradycji. I tu dochodzimy do definicji Tradycji w pojęciu katolików: Tradycja to taki sposób rozumienia Biblii, jaki obserwujemy w Kościele przez dwadzieścia wieków jego istnienia. Myślę, że tu jest właściwe miejsce ekumenizmu i porozumienia między wyznaniami, ponieważ – raz jeszcze przypominam – dopóki wyznawanie wiary braci chrześcijan niekatolików nie ma charakteru antykatolickiego, budzi moja sympatię i szczere pragnienie porozumienia.

RD: A więc to, że Orygenes uznawał chrzest dzieci, nie świadczy wcale o tym, że był to zwyczaj powszechny. Akurat o zanurzeniu sporo mówi Nowy Testament, więc twierdzenie, że nie było to zwyczajem pierwotnego Kościoła albo że milczą na ten temat teksty przed Orygenesem, nie ma sensu. Poza tym o zanurzaniu pisze Didache, a polanie w Didache stosowane jest tylko w szczególnych przypadkach. Wystarczy popatrzeć na trzy pierwsze wersety z siódmego rozdziału. Najpierw jest mowa, że woda powinna być żywa (bieżąca, np. rzeka), jeśli takiej nie ma, to niech będzie inna woda, a jeśli tego nie można spełnić, to niech będzie to czysta woda.

Przeczytaj jeszcze  Kanon Pisma Świętego

Ks. AS: Najważniejsze w dyskusji to nazwanie problemu: katolicy nie mają problemu z tym, że baptyści chrzczą dorosłych ani że baptyści chrzczą przez zanurzenie. Katolicy, owszem, uważają tylko, że pożyteczne jest ochrzczenie dziecka czy to przez zanurzenie, czy przez polanie. Ale jeśli jacyś chrześcijanie w jakimś wyznaniu uważają, że lepiej jest chrzest odłożyć albo że będą chrzcić tylko przez zanurzenie, to katolicy nie mają krytycznych komentarzy do takich poglądów. Dlatego nie ma problemu, który by brzmiał: czy sporo (a może większość) katolików w starożytności odkładało chrzest potomstwa na czas późniejszy. Nie ma problemu, czy sporo, a może większość chrztów w II wieku odbywało się przez zanurzenie. Ani ja, ani żaden katolicki teolog takiego problemu nie ma. W tej kwestii nie ma o czym dyskutować. Dlatego udowadnianie, że wielu katolików w starożytności odkładało chrzest dziecka na później albo że chrzest przez polanie był rzadki, nic nie wnosi do omawianego przez nas problemu. My nie twierdzimy, że nie można chrzcić przez zanurzenie (liturgia katolickiego chrztu nawet zaleca taką opcje), i nie twierdzimy, że chrzczenie dorosłych jest niegodziwe. To jakieś nieporozumienie.

To krytycy Kościoła katolickiego mają problem z katolickim chrztem. To oni mają krytyczne komentarze do katolickiej praktyki chrztu. Dlatego problem właściwie nazwany brzmi: czy można ochrzcić dziecko? Czy człowiek ochrzczony w dzieciństwie jest ochrzczonym chrześcijaninem w biblijnym znaczeniu tego słowa? Czy chrzest nie przez zanurzenie może być ważnym chrztem?

Jeśli szukamy odpowiedzi na to pytanie w praktyce starożytnego Kościoła, w zachowanych do dzisiaj tekstach, to odpowiadamy: opinia Kościoła starożytnego jest jednoznaczna: na wszystkie te trzy pytania odpowiedź jest pozytywna. Natomiast na wszystkie te pytania odpowiedź dzisiejszych krytyków Kościoła katolickiego (w kwestii chrztu) jest odmienna: jest negatywna.

Dlatego twierdzimy, że Tradycja starożytna jest taka, jak obecna Kościoła katolickiego: można ochrzcić dziecko (chociaż jeśli wyznania chrześcijańskie mają odmienny zwyczaj, to ich sprawa).

Jeśli Pan się z tym nie zgadza: proszę o starożytne teksty. Ale nie o teksty, które mówią, że chrzczono dorosłych albo że zwykle chrzczono dorosłych, albo że omawiając chrzest, omawia się chrzest dorosłych. Proszę o teksty, z których wynika, że (tu katolicy się oczywiście zgadzają: być może niekoniecznie powszechna lub nie przez wszystkich akceptowana w życiu) praktyka chrztu dzieci lub praktyka chrztu nie przez zanurzenie byłaby skrytykowana jako odstępstwo od wiary przez chociaż jednego pisarza w pierwotnym Kościele.

RD: Mam takie pytanie: co według Księdza powoduje chrzest dziecka? Czy dziecko po takim chrzcie staje się chrześcijaninem, dzieckiem Bożym posiadającym nowa naturę?

Ks. AS: Chrzest (dziecka i niedziecka) powoduje obmycie z grzechu Adama i napełnienie człowieka laską usprawiedliwienia. Człowiek taki staje się dzieckiem Bożym posiadającym nową naturę. Te dary boże nie są uzależnione od wieku chrzczonego.

RD: Wyznanie grzechów w prywatnej modlitwie było nieskuteczne, więc jak to w starożytnym Kościele było robione? Czy było wtedy coś takiego jak spowiedź? Publicznie wyznawano grzechy podczas nabożeństw, ale czy są świadectwa, że starsi Kościoła wtedy udzielali publicznego rozgrzeszenia? Jeśli zna Ksiądz jakieś teksty, to proszę o przesłanie.

Ks. AS:

1. Pokuta sakramentalna była konkretnym wydarzeniem regulowanym przez Kościół. Można było do niej kogoś dopuścić albo nie dopuścić: „Jeśli ktoś [po chrzcie] skuszony przez szatana zgrzeszy, ma już tylko jedna możliwość pokuty (Hermas, Pasterz, 31, 6; II w.)

2. Pokuta sakramentalna zaczynała się od na wyznawaniu grzechów ludziom: „Jeśli wyznamy nasze grzechy nie tylko Bogu, ale i tym, którzy mogą leczyć nasze rany i grzechy, to grzechy nasze zostaną zniszczone” (Orygenes, pocz. III w., homilia na temat Łk 17,8).

3. Pokuta kończyła się pojednaniem z Kościołem przez biskupa: „Trzy są rodzaje pokuty w Kościele: […] [pierwsza to] chrzest […] [druga to] ciągła pokuta modlitwy przez cale życie […] trzeciemu typowi podlegają ci, co popełnili grzechy przeciw Dekalogowi, i o których mówi apostoł: kto je popełnia, nie odziedziczy królestwa niebieskiego (Ga 5,21) […] jeśli jego grzechy sprowadziły śmierć, pokutnik ucieka się do kluczy Kościoła, za pomocą których jego grzechy rozwiązane na ziemi będą rozwiązane w niebie […] niech uda się do biskupów, przez których w kościele będzie sprawowana się posługa kluczy właśnie dla niego […] niech przyjmie zadośćuczynienie nałożone na niego” (św. Augustyn, w. V, Kazanie 351, rozdz. 2-4).

Jeśli ktoś w starożytności nie zgadzał się ze zwyczajem pokuty sprawowanej przez biskupów, to nie dlatego, żeby głosił, że grzech śmiertelny może być odpuszczony w prywatnej modlitwie, ale dlatego, że twierdził, że grzech taki u chrześcijanina nie może być w ogóle nigdy odpuszczony.

RD: Jakie jest kryterium określania, czy grzech jest ciężki, czy lekki? Czy zna Ksiądz jakieś biblijne kryterium?

Ks. AS: Znam: 1 Kor 6,9-11; Ga 5,19-21; 1 J 5,16-17. To samo kryterium stosował św. Augustyn już 1600 lat temu.

RD: A więc uważa Ksiądz, że jednak modlitwy do Marii i świętych i kultywowanie pielgrzymek do miejsc objawień jest jednak praktyką Kościoła katolickiego. Jaki zatem ma sens oddzielanie ich od liturgii? Czy jednak nie jest to sztuczne?

Ks. AS: Nie rozumiem. Tu nie ma co uważać lub nie uważać. Każdy widzi, że jest to powszechna praktyka katolików. Pytaniem jest tylko, jak ją oceniają katolicy, a jak krytycy Kościoła katolickiego. Ja nie widzę w nich niczego niestosownego. A oddzielanie od liturgii ma taki sens, że liturgia jest niezmienna i obowiązkowa, a pobożność ludowa pojawia się i znika w ciągu wieków.

RD: Cała pobożność ludowa, jak różaniec, litanie, nowenny, pieśni zwracające się do świętych, jest całkowicie pozbawiona sensu i uważam, że należy ją piętnować wprost i bez ogródek jako niezgodną z Bożym objawieniem.

Ks. AS: Prośba o modlitwę wstawienniczą czy to ze strony aniołów, czy zbawionych ludzi, nie wydaje się katolikom bez sensu, gdy powierza się ją Bogu.

RD: NT potwierdza konieczność zachowywania Dekalogu, w tym drugiego przykazania o nieczynieniu sobie wizerunków do celów kultowych. Akurat sam Dekalog też został zmieniony i drugie przykazanie zostało wycięte, reszta przesunięta w górę, a dziesiąte podzielone na dwa.

Ks. AS: Radzę przeczytać najpierw fragment Wj 25,17-22, potem pierwsze Pana powyższe zdanie, a potem zastanowić się, jak to pogodzić.

Czekam na fragment NT, który potwierdza konieczność zachowywania Dekalogu, w tym drugiego przykazania o nieczynieniu sobie wizerunków do celów kultowych.

RD: Zna Ksiądz treści tych objawień np. z Fatimy? Jeśli je Ksiądz czytał, to nie widzi Ksiądz tam nic zdrożnego? Wyślę Księdzu swoje opracowanie na ten temat.

Ks. AS: Znam. Czytałem treść objawień z Fatimy. Przyjmuję zaproszenie: czekam na uzasadnienie opinii, że objawienia te są demoniczne. Mnie akurat bardzo się podobają.

RD: Skoro Manzares wspomina o tym, że Justyn, Didache czy też Hipolit Rzymski nie uznawali chrztu dzieci (pisze również o tym, że Cyprian z Kartaginy uznawał chrzest dzieci), to czy wyssał sobie te rzeczy z palca?

Ks. AS: Nie znam książki Manzaresa. Chodziło mi tylko o to: jeśli prawdą jest, jak napisał Pan, że ktoś wywodzi, że w Didache jest opisany chrzest w związku ze świętem Wielkanocy, to najlepiej odwołać się do tekstu Didache (Didache, w:Pierwsi świadkowie – wybór najstarszych pism chrześcijańskich, red. ks. M. Starowiejski, Kraków1988). Nie jest tam opisany chrzest w związku ze świętem Wielkanocy.

RD: Te teksty powodują wrażenie, że praktyka chrztu [dzieci] nie była znana w pierwotnym Kościele i zaczęła się rozprzestrzeniać dopiero w II wieku.

Ks. AS: Pewnie u jednych powodują takie wrażenie, a w innych nie powodują. U mnie nie powodują.

RD: Odnoszę wrażenie, że w dyskusji na temat chrztu dzieci doszliśmy do pewnego impasu. Po pierwsze, sam Jezus powiedział: idźcie i głoście, a ci którzy uwierzą i zostaną ochrzczeni, będą zbawieni, a ci, którzy nie uwierzą, będą potępieni:

1) albo apostołowie przekazali polecenie chrzczenia tylko tych, którzy się nawrócili, 2) albo przekazali chrześcijanom plecenie chrzczenia ich niemowląt, by w ten sposób stały się chrześcijanami, 3) albo powiedzieli, że jest obojętne, w jakim wieku się będzie chrzcić dzieci np. w rodzinach chrześcijańskich.

Ks. AS: Myślę, że wymienienie powyższych trzech opcji jest tak zwanym anachronizmem. Zakłada się, że apostołowie widzieli problem w wieku kandydatów do chrztu na tyle, aby to komentować. Otóż jest jeszcze czwarta opcja: w ogóle się na ten temat nie wypowiadali, gdyż nie było to przedmiotem niczyjego zainteresowania. Podobnym anachronizmem byłoby dociekanie, czy apostołowie zostawili jakieś polecenia co do wpływu demokratycznej większości członków Kościoła na kształt tegoż Kościoła. Otóż ani nie mówili, że ma być taki wpływ, ani że nie ma być, ani że jest to obojętne. Tak samo anachronizmem byłoby pytanie, czy apostołowie wypowiadali się na temat potrzeby uzyskania przez Izrael niepodległości w stosunku do Rzymian pozytywnie, negatywnie, czy też mówili, że jest to dla chrześcijan obojętne. Po prostu w ogóle nie stawiali sobie takiego problemu. Nie zajmowali stanowiska w tej sprawie nie dlatego, że coś chcieli przez to zakomunikować, ale dlatego, że problem nie istniał. To sam problem jest nowożytny, a nie tylko takie lub inne rozwiązania tego problemu. Wszystko wskazuje na to, że wiek kandydatów do chrztu jako kryterium jego ważności to problem nowożytny; jak się wydaje – pojawił się on dopiero w XVI wieku. Studium historii pokazuje nam, że nie tylko rozwiązania problemów zmieniają się w czasie, ale że zmieniają się też pytania, jakie ludzie sobie zadają. I stąd biorą się anachronizmy. Natomiast problem absolutnej jednorazowości chrztu nie jest anachronizmem: jest obecny w Biblii (Ef 4) i jest bardzo obszernie dyskutowany w III wieku.

RD: Natomiast Wj 25,17-22 mówi o wykonaniu cherubów, które mają coś symbolizować (w komentarzu w Biblii Tysiąclecia symbolizują obecność Bożą). Uważam, że nie ma problemu gdy np. w kościołach maluje się na ścianach sceny ilustrujące wydarzenia z Biblii.

Ks. AS: To wprawdzie drobny szczegół i wiem, że wielu chrześcijan nie lubi rzeźb i figur, ale cheruby, które Biblia poleca wykonać, nie były malowane na ścianach. Cheruby były wyrzeźbione: to były figury z metalu.

RD: Katolicy „zamienili chwałę niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów”.

Ks. AS: Katolicy nie mają wrażenia, jakoby zamienili chwałę Boga na podobizny. Chwała Boga pozostaje swoją drogą. Po prostu nie czują się związani Prawem, o którym św. Paweł powiedział, że kiedy doprowadziło nas do Chrystusa, to już przeminęło (Ga 3,24-25). Raczej intuicyjnie myślą, że na wszystkich, którzy polegają na uczynkach Prawa, ciąży przekleństwo (Ga 3,10) i że na szczęście z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wyzwolił (Ga 3,13). Mam więc pytanie: Jeśli – nawet kiedy obowiązywało Mojżeszowe Prawo wraz z drugim przykazaniem Dekalogu w brzmieniu z Księgi Wyjścia – czymś godnym polecenia było zrobienie rzeźb z metalu, aby stały w świątyni, to co jest godziwe w tej materii w czasach, kiedy Prawo nadane Mojżeszowi już przeminęło? Wydaje się, że bracia wolni protestanci są bardziej biblijni niż Biblia: nie słyszałem, aby umieszczali w swoich zborach na przykład metalowe rzeźby aniołów…

RD: Czy może mi Ksiądz wytłumaczyć, co oznacza koronacja obrazów i figurek w Kościele katolickim? Nie chciałbym wyrażać pochopnych opinii w tej kwestii i dlatego pytam. Czy ma to jakiś związek z kultem tych wizerunków? I po co odmawia się różaniec?

Ks. AS: Geneza takich zwyczajów wiąże się ze starożytnymi zwyczajami: podobnie jak oddawano cześć godłom państwowym albo wizerunkom urzędników, aby okazać szacunek państwu lub urzędowi państwowemu (np. konsulowi), przez analogię oddawano cześć wizerunkom osób uważanych przez chrześcijan za godnych szczególnej czci, aby w ten sposób oddać cześć Chrystusowi: najpierw Chrystusowi, a potem także osobom blisko z Nim związanym. Koronacje to ciąg dalszy tych obyczajów.

Właściwym celem wspólnej modlitwy różańcowej jest rozważanie scen biblijnych. Celem różańca jest medytacja.

RD: A zatem skoro medytacja, to jaki sens mają same słowa? Czy nie przypomina to trochę mantry? Słowa to jedno a równolegle rozważanie czegoś innego? Tak jest w religiach Wschodu.

Ks. AS: Wszystko jest do czegoś podobne. Rozważany przez nas chrzest dorosłych jest podobny do oczyszczającej z grzechów kąpieli hinduistów w Gangesie itd.

RD: Czy wniebowzięcie Marii i jej koronacja to też sceny biblijne?

Ks. AS: Owszem: Ap 11,19 – 12,4; Ap 3,21.

RD: Z poprzedniego listu wywnioskowałem, że Ksiądz widzi coś złego w tym, że dziecku da się wybór i dlatego trzeba tego wyboru dokonać za niego poprzez ochrzczenie go.

Ks. AS: Zapewniam, że nie widzę nic złego w tym, że dziecku da się wybór, i dlatego trzeba tego wyboru dokonać za niego poprzez ochrzczenie go. Widzę natomiast problem w uzależnianiu ważności chrztu od takiego wyboru. W tej mojej opinii jestem w dobrym towarzystwie: Tertulian, Orygenes, Augustyn i inni.

RD: A zatem jeżeli apostołowie czegoś nie głosili, ale też nie zabronili, to znaczy, że mamy tutaj wolność? W ten sposób można dojść do różnych dziwactw. Każdy sobie coś doda mówiąc: apostołowie tego nie zabraniali. Wiele herezji np. w protestantyzmie pochodzi właśnie z przyjęcia tej właśnie zasady. A jednak skoro Paweł nie głosił tego, to dzisiaj zdrowo myślący chrześcijanin nawet nie będzie dopuszczał takiej możliwości, by np. „szczekać w Duchu Świętym”. Cóż z tego, że Paweł tego nie zabronił, ale Bóg nie chce, byśmy dodawali cokolwiek do Jego doskonałego Słowa, pod groźbą uznania nas za kłamców, ponieważ to, co jest zawarte w Słowie, jest wystarczające.

Ks. AS: Katolicy mają lepsze wyjście z tej sytuacji: Biblia poleca jeszcze używanie rozumu. Wyjście to jest dlatego lepsze, że zarówno zasada: „wszystko, czego Biblia nie zabrania, jest dozwolone”, jak i zasada: „wszystko czego Biblia nie nakazuje jest zabronione” prowadzi do absurdu. Osobiście polecałbym korespondencję ze stroną internetową chrześcijan bardzo biblijnych „Maranatha”. Może Pan się dowiedzieć czytając tę stronę, dlaczego chrześcijanin nie powinien używać muzyki instrumentalnej, jak też dlaczego post jest zapieraniem się Chrystusa.

RD: A szopka, gdzie są figurki zwierząt czy też postaci biorących udział w wydarzeniach narodzenia Jezusa? Ja mam w domu taka szopkę, a figurki są gipsowe. Uważam, że bardzo fajnie obrazują moim dzieciom te wydarzenia. Czy Żydzi umieszczali figurki cherubów w każdej synagodze, czy pod każdym krzakiem, czy na skrzyżowaniu dróg? One były umieszczone w świątyni i tam symbolizowały obecność Bożej chwały. W kościołach protestanckich nie ma zatem potrzeby umieszczania takich figur. Zresztą nie ma nakazu w Biblii, by czynić sobie rzeźby i ustawiać w domach modlitwy, nie ma żadnych przykładów czynienia takowych rzeźb. Więc po co to mam czynić? Czy Bóg się obrazi, gdy nie uczynię sobie rzeźby?

Ks. AS: Wiem, że to niemiła prawda dla osobistych wrogów figur, ale wizerunki polecone w Księdze Wyjścia to nie były ilustracje w książce ani gipsowe figurki, bardzo dla dzieci pouczające. Trzeba stawić czoło faktom: Bóg osobiście polecił, aby w najważniejszym centralnym miejscu Przybytku Mojżesza stanęły dwie figury odlane z metalu. Wniosek jest prosty: nawet w czasach kiedy obowiązywało Prawo (od Mojżesza do Chrystusa) takie wyposażenie świątyni nie sprzeciwiało się w oczach Bożych drugiemu przykazaniu Bożemu. Wniosek drugi – jakie wyposażenie świątyni wobec tego sprzeciwia się przykazaniom Bożym po tym, jak zostaliśmy uwolnieni z przekleństwa Prawa – zostawiam już Panu. Co do potrzeby wyposażenia domów modlitwy braci z innych wyznań w taki lub inny ekwipunek – nie wypowiadam się: jak ktoś nie chce, niech nie wyposaża. Katolicy nie widzą tu problemu. Tymi, którzy widzą problem, nie są katolicy, ale ludzie, którzy z krzykiem oburzenia i strachu wybiegliby z Namiotu Spotkania, wołając, że dzieje się tu bałwochwalstwo i wszeteczeństwo, czarnoksięstwo i zabobon.

Problem nie brzmi: czy jest potrzeba umieszczania figur w kościołach protestanckich. Problem brzmi: dlaczego umieszczanie figur w kościołach katolickich jest niebiblijne, skoro w czasach gdy obowiązywało o wiele surowsze prawo Boże w tej dziedzinie, umieszczenie figur w najważniejszym miejscu Przybytku Mojżesza było nie tylko dopuszczone, ale nawet nakazane?

RD: Zwyczaj koronacji obrazów nie pochodzi żadną miarą od apostołów, więc nie mieści się w nauce apostolskiej.

Ks. AS: Ciekawe, czy sformułowanie; „przyjąć Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela” mieści się wobec tego w nauce apostolskiej?

RD: Myślę, że tak. Przyjąć Jezusa to inaczej to, co się rozumie pod pojęciem uczynienia z Jezusa Pana poprzez opamiętanie się, wiarę w Jezusa. Każdy protestant zapytany o to (według mnie) tak właśnie to wyjaśni. Jest to zatem kwestia jedynie nazewnictwa. Podobnie jak nazywanie starszego w Kościele księdzem bądź pastorem. I różni się to od wprowadzenia nowej praktyki w Kościele, jaką jest koronowanie figur czy obrazów.

Ks. AS: W aspekcie nowości akurat się nie różni. Jeśli więc argumentem za zdecydowanym odrzuceniem czegoś ma być argument nowości („zwyczaj nie pochodzi żadną miarą od apostołów, więc nie mieści się w nauce apostolskiej”), to zdaje się, że jestem – jak to mówią – w kropce.

RD: Musimy tutaj uściślić jedna rzecz. Dla przykładu posłużmy się, powiedzmy, stołem. Załóżmy, że stołów używa się od 1000 lat. Powiedzmy, że na przestrzeni tego tysiąclecia zmieniono nazwę tego przedmiotu np. z koziołek na stół. Czy oznacza to, że sposób używania stołu (siedzenie przy nim i jedzenie) różni się dzisiaj od tego sprzed 1000 lat? Nie różni się nawet wtedy, gdyby nadano inną nazwę. Jeżeli jednym z pierwszych zdań zapisanych w języku polskim jest „daj ac ja pobrusze, a ty poczywaj” (czy jakoś tak to było), a dzisiaj powie się „daj ja pokręcę żarnami, a ty sobie odpocznij”, to intencjonalnie chodzi o tę samą czynność. Natomiast jeśli 1000 lat temu nikt nie używał telewizora, a dzisiaj używa, więc można powiedzieć, że używanie telewizora różni się dzisiaj od sposobu (czyli żadnego) jego używania 1000 lat temu. Myślę, że te dwa przykłady są całkowicie odmienne od siebie. W jednym chodzi o zmianę nazewnictwa, a w drugim o wprowadzenie zupełnie nowej praktyki.

Jeśli teraz przełożymy to na nasz problem, to można powiedzieć tak: 2000 lat temu ludzie stawali się chrześcijanami poprzez opamiętanie, odwrócenie się od martwych uczynków, wiarę w Jezusa, chrzest. To wszystko sprawiało, że człowiek stawał się dzieckiem Bożym, uczniem Jezusa, czynił z Jezusa swojego Pana i Jezus wchodził do życia takiego człowieka. Duch Święty zamieszkiwał wnętrze takiego człowieka, który stawał się Jego świątynią. Dzisiaj mówi się o tym samym procesie jako o przyjęciu Jezusa, rozumiejąc pod tym pojęciem dokładnie to samo co 2000 lat temu. Zatem zmieniła się, powiedzmy, nazwa identycznie wyglądającego procesu nawrócenia. Zresztą dzisiaj zamiennie używa się innych określeń, takich jak np. nawrócenie. Mówi się o kimś, że się nawrócił, uczynił Jezusa swoim Panem (w kontraście do dawnego życia, kiedy chodziło się własnymi ścieżkami w nieposłuszeństwie Bogu).

Natomiast koronacje wizerunków nie były w ogóle znane w starożytności w chrześcijaństwie. Biorąc pod uwagę fakt, że do IV wieku Kościół był niezwykle wrogo ustosunkowany do wizerunków, nie mówiąc o kłanianiu się im czy koronacji ich. Można przytoczyć choćby synod w Elwirze. Zatem w tym momencie nastąpiła zmiana praktyki Kościoła. Dla przykładu metropolita Konstancji (Salaminy) Epifaniusz z Salaminy (dzisiaj święty w KRK, urodzony około 315 roku) pisał w jednym z listów np., że w kościele w Anblata rozdarł zasłonę z wizerunkiem Chrystusa, ponieważ – jak uważał – było to sprzeczne z doktryną Pisma świętego. W Liście do Teodozjusza (chyba) podkreśla, że obrazy pochodzą od szatana, który tym sposobem chce zwrócić chrześcijan ku bałwochwalstwu (co się zresztą mu udało w wielu dzisiejszych sanktuariach maryjnych nie tylko w Polsce, ale i na świecie) i że nie tylko są one zabronione przez Pismo święte, ale że nigdy żaden Ojciec Kościoła ani biskup nie obraził Chrystusa, trzymając Jego wizerunek.

Ks. AS: Ciekawe, że poza świętym Epifaniuszem z Salaminy nie sposób podać innego przykładu zdecydowanego odrzucenia wizerunków chrześcijańskich. To miłe, że odwołuje się Pan do Tradycji, ale Tradycja budowana na jednym orzeczeniu lokalnego synodu, który miał kompetencje dla jednego kraju, i budowana na listach jednego świętego biskupa, to Tradycja dosyć wątła. Ja osobiście wolę taką, która budowana jest na zdaniu wielu, a może nawet większości pisarzy, przez wiele, a może nawet wszystkie wieki starożytności chrześcijańskiej.

RD: Tak nawiasem mówiąc, to skąd Epifaniusz wie, że żaden z biskupów ani Ojców Kościoła nie obraził Jezusa trzymając Jego wizerunek. Być może (chodź nie jest to argumentem wystarczającym na miarę dowodu) faktycznie przekazywał rzeczywistą prawdę o tym. Jest to jeden z przykładów wrogości Kościoła do wizerunków kultowych. Oczywiście można to sobie tłumaczyć w ten sposób, że wówczas chrześcijaństwo było otoczone bałwochwalstwem i na zasadzie usunięcia wszystkiego, co ma pozór zła, nie czyniono jakichkolwiek wizerunków.

W jednym przypadku mamy zatem zmianę nazewnictwa, a w drugim pojawienie się nowej praktyki. To nie jest to samo.

Zatem uważam, że podany przykład z oddaniem życia Jezusowi jako podobny do pojawienia się kultu wizerunków wraz z ich koronacja jest totalnie chybiony.

Ale co zrobić, gdy dzisiaj mimo teoretycznej (katechizmowej) i, można nawet powiedzieć w wielu kwestiach zdrowej, doktrynie Kościoła katolickiego w kwestii wizerunków, hierarchia Kościoła z papieżem na czele dopuszcza do bałwochwalstwa. Papieże sami wysyłają tzw. papieskie korony dla wizerunków, biskupi koronują te wizerunki na ogół w miejscach, gdzie takie bałwochwalstwo jest szczególnie widoczne. Czy dzisiaj zatem już nie ma z tym problemu? Uważam, że praktyka pierwotnego Kościoła o nieczynieniu wizerunków przydałaby się dzisiaj również. Swego czasu bywałem dość często w Częstochowie i Licheniu. Widziałem ludzi w głębokim ukłonie i uwielbieniu przed Cudownym Obrazem, z którego Maryja zsyła łaski (tak to rozumiano powszechnie wśród tamtych tłumów) – i hierarchia Kościoła stojąca bezczynnie albo wręcz zachęcająca do tego poprzez sprzedaż dewocjonaliów, odsłanianie i zasłanianie tego obrazu wśród fanfar. Czy patrząc na to wszystko można powiedzieć, że problem bałwochwalstwa już nas nie dotyczy? Czy kiedy papież pada niemal na twarz przed figurą z Fatimy, dając przykład do naśladowania, to czy można powiedzieć, że współcześni katolicy już dzisiaj nie mają z tym problemu? Nic dziwnego, że później ludzie klęczą i kłaniają się rzeźbie z Fatimy, bo skoro papież to czyni, to dlaczego nie my.

Dlatego twierdzę, że powrót do tradycji Kościoła pierwotnego o zakazie tworzenia wizerunków jest nagląco potrzebny i dzisiaj.

Ks. AS: Opinia taka mogłaby być materią do dyskusji w wymiarze praktycznym: czy wizerunki przynoszą pożytek, czy też nie. Ale jest to dyskusja, jakby to powiedzieć – rodzinna: wewnątrzkościelna. Mąż, który się rozwiódł i opuścił żonę, nie może oczekiwać, że żona będzie wsłuchiwać się w jego rady co do wychowywania dzieci.

RD: Odnośnie do Ap 11,19 – 12,4: Czy może mi Ksiądz podać źródła starożytne, gdzie tę kobietę uważano za Marię? Interpretacja taka zaistniała na tyle późno w historii Kościoła, aby można było ją uznać za wiarygodną i przekazaną przez samych apostołów, np. Jana. Dla mnie bardziej wiarygodne jest utożsamianie tej kobiety z Izraelem. Poza tym kobieta ma na głowie wieniec (gr. stefanos), a nie koronę (gr. diademos). Diadem stanowił insygnia władzy królewskiej, zatem mówienie, że Maria jest ukoronowana na królową nieba i ziemi nie bardzo ma sens. Ale nawet gdyby przyjąć, że obraz przedstawia Marię, to wówczas trzeba by jeszcze udowodnić, że Maria była ukoronowana już wtedy, gdy Jan miał wizję. A może odnosi się to do przyszłości?

Ks. AS: Więc jak to? Raz uznajemy, że tradycja starożytna co do chrztu jest nam niepotrzebna, bo odbiega stopniowo od słów Biblii, a potem twierdzimy że jasne słowa Biblii o Matce Mesjasza mamy zreinterpretować, bo tradycja starożytna…?

Niektóre wizje Jana zawarte w Apokalipsie odnoszą się do przyszłości. Na tym polega między innymi ich proroczy charakter. Apokalipsa Jana nazywa się w Biblii „proroctwem”.

(Muszę się przyznać do opinii, że jeśli Maryja króluje w wieńcu, a nie w koronie, to raczej nie moja sprawa.)

RD: Odnośnie do Ap 3,21: Gdzie tutaj widać królowanie Marii?

Ks. AS: Maryja była pierwszą, która uwierzyła. Była więc pierwszą chrześcijanką. Do końca życia w tej wierze wytrwała. A więc była osobą, która zwyciężyła. A zwycięzcy Pan Jezus da zasiąść na tronie Ojca. Kto siedzi na tronie, ten króluje.

RD: Skrajności pojawiają się zawsze wtedy gdy nie bierze się nauczania Biblii w całości, lecz wycina się fragmenty na własne potrzeby. Takich herezji jak w „Maranatha” można by mnożyć bardzo wiele, ale co to zmienia. To, że w protestantyzmie występują takie przegięcia, ma tę zaletę, że tam można otwarcie skrytykować te opinie, a w katolicyzmie, jeśli pojawiają się herezje, to nie wolno ich skrytykować, ponieważ albo ogłosił je Urząd Nauczycielski Kościoła, a więc odrzucenie tych opinii stawia kogoś takiego poza Kościołem, albo – jak w którymś z poprzednich listów Ksiądz zauważył – jest to praktyka powszechna Kościoła i nawet jeśli jest fałszywa bądź nielogiczna (np. wiele praktyk ludowych), to również nie wolno jej otwarcie potępić, co Ksiądz napisał w jednym z listów.

Ks. AS: Warto przypomnieć: „herezja” jest to głoszenie jakiejś tezy religijnej sprzecznej z uznaną prawdą chrześcijańską. Nie myślę, aby w Kościele katolickim pojawiały się herezje: ani takie, które wolno, ani takie, których nie wolno krytykować. Po prostu myślę, że nie pojawiają się w ogóle. Praktyki ludowe, na przykład pobożnościowe, nie mogą być herezją, gdyż nie polegają na głoszeniu jakichś tez religijnych. Są raczej obyczajami lub zwyczajami. Potępić można wszystko, co jest godne potępienia, ale nie myślę, aby owe praktyki zasługiwały na potępienie. Pewnie są różne: jedne zasługują na popieranie i pochwałę, inne na modyfikowanie i prowadzenie ku lepszemu, a jeszcze inne – zasługują na zastopowanie lub zamianę na lepsze.

RD: A z tym wieńcem to można zrobić sobie studium na podstawie greki, kiedy występuje słowo wieniec i jaki ma sens wieniec, a ile razy występuje słowo diadem. Diadem ma na głowie tylko Jezus (w księdze Objawienia) jako synonim władzy królewskiej oraz smok jako oznakę władzy nad ziemią. Wieniec to było coś na zasadzie orderów dzisiaj, ale nie oznaczało insygnium władzy królewskiej.

Na tej samej zasadzie mój śp. dziadek, jeśli jest zbawiony, jest Królem Nieba i Ziemi dzisiaj. Podobnie wielu innych ludzi, a już przynajmniej 12 apostołów to Królowie Nieba i Ziemi.

Ks. AS: Myślę, że w sprawie apostołów trafnie Pan to ujął: królowanie obiecuje im sam Jezus (Łk 22,29). Jak widać, diadem nie jest do tego potrzebny. Wystarczy wieniec. Z dziadkiem pewnie też sprawa nie wygląda tak źle: Ap 3,21 mówi o królowaniu tych, co w Jezusie zwyciężyli. Im też brak diademu w tym nie przeszkodzi. Może rzeczywiście wystarczy order? Wygląda na to, że studium biblijne dotyczące diademów niewiele wnosi do problemu, kogo Bóg zaprasza do objęcia tronu królewskiego.

RD: Mam więc pytanie, czy koronacja Marii według rozumienia jej w różańcu czy w ogólnie w KRK oznacza wyłącznie przyznanie jej wieńca z racji zwycięstwa, tak samo jak my kiedyś otrzymamy wieńce, jeśli dokończymy biegu, o którym pisze Paweł w (1 Kor 9,24-25)? Jeśli chodzi wyłącznie o to, to zgadzam się, że Maria, będąc chrześcijanką, taki wieniec otrzyma, ale w tym momencie wyróżnianie jej w jakikolwiek sposób nie ma sensu.

Ks. AS: Wydaje mi się, że Maryję wyróżnił sam Bóg: stanie się Matką Syna Bożego to wyróżnienie absolutnie nie do powtórzenia w całej historii świata. Chyba w tym możemy się zgodzić? Czy to możliwe, aby nie miało sensu wyróżnienie spośród innych ludzi kobiety, który stała się Matką Syna Bożego? Czy jeśli ktoś jest drogi Pana sercu spośród zwykłych ludzi na ziemi, to Pan nie wyróżni matki takiej osoby? A cóż dopiero, jeśli chodzi o naszego Zbawcę?

RD: Ale skąd zatem bierze się nazywanie Marii królową nieba (w ostatniej tajemnicy) i panią świata, królową Polski i innymi tytułami występującymi np. w Litanii loretańskiej?

Ks. AS: Wydaje mi się, że w Litanii loretańskiej nie nazywa się Maryi ani Królową Nieba, ani Panią świata. W ogóle Litania loretańska bardzo mi się podoba. Nawet zamierzam coś o niej napisać.

RD: W Biblii nigdy nikogo nie nazywa się Panem i Królem Nieba i Ziemi poza Bogiem Ojcem i Jezusem Chrystusem oraz przypadkiem demonicznej istoty nazywanej Królową Nieba w Księdze Jeremiasza. Czytałem swego czasu jedno z wydań tajemnic różańca, gdzie w ostatniej tajemnicy mówi się o ukoronowaniu Marii na królową nieba i ziemi. Jako o królowej nieba mówi się o Marii dość powszechnie przynajmniej w kręgach pobożności ludowej, z którą nic się nie robi, niestety. Czy jest to to samo, co otrzymanie wieńca jako nagrody i panowanie w przyszłości np. w czasie milenium wraz z Jezusem? Wydaje mi się jednak, że traktowanie Marii jako królowej nieba i ziemi nie kończy się tylko na pobożności ludowej.

Zacytuję może fragmenty z książki kardynała Leona-Josepha Suenesa pt. Kim jest Ona? Synteza mariologii. We wstępie do książki jest kilka wyjaśnień:

„Teologicznej weryfikacji tłumaczenia (z francuskiego na polski) dokonał ks. dr Andrzej Santorski, profesor dogmatyki w Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie”.

„Kardynał Suenens, wytrawny teolog […] stara się w swojej książce ukazać misterium i opatrznościową rolę Maryi w taki sposób, by dojść do coraz intensywniejszego przeniknięcia życia chrześcijańskiego jej światłem i doprowadzić go za pośrednictwem Maryi do wspaniałego rozkwitu. Czyni to w pięknej formie, przystępnie, a zarazem precyzyjnie. Dlatego studium Prymasa Belgii i promotora ruchu charyzmatycznego we współczesnym kościele pod tytułem Kim jest Ona? posiada poniekąd dwa zbieżne i przenikające się nurty: teologiczny i pastoralny. Pierwszy podstawowy jest jasną prezentacją (w jedenastu rozdziałach) prawd maryjnych, WEDŁUG NAJNOWSZYCH UJĘĆ KATOLICKIEJ MARIOLOGII…”

„…Nie znaczy to wcale, że jest ona [książka] przeznaczona tylko dla osób nie posiadających teologicznego wykształcenia. Przeciwnie, mogą w niej znaleźć wiele nowych, świeżych i odkrywczych PRAWD profesorowie seminariów duchownych, księża duszpasterze, klerycy, siostry zakonne itd.…”

Tyle wstępu, który mówi bardzo wiele. Mówi, że książka zawiera najnowsze ujęcia mariologii katolickiej, a więc o oficjalnej nauce mariologicznej. Ale zobaczmy, co pisze kardynał Suenens w swojej książce, składając te słowa u stóp Matki Bożej z Lourdes jako wotum synowskiej wdzięczności.

Na stronie 7: „LITURGIA Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny kładzie w usta aniołów, obdarzonych zaszczytem powitania Maryi w niebie, to pełne podziwu pytanie: «Kimże jest ta, która świeci z wysoka jak zorza, piękna jak księżyc, jaśniejąca jak słońce, groźna jak zbrojne zastępy?»” (Pnp 6,10).

Ks. AS: Muszę przyznać, że trudno mi dostrzec coś złego w zacytowanych wyżej słowach. Jeśli Maryja wkracza do nieba, to trudno, aby jego mieszkańcy się z tego nie cieszyli. A ponieważ nie rozumiemy mowy aniołów, więc jest zwyczaj wkładania w ich usta słów Biblii.

RD: Strona 16: „Potrzeba bowiem największej delikatności, czystości, świętości, aby móc wejść do tego królestwa światła i miłości. Święty, któremu udało się tam wejść, określiwszy Maryję jako «raj Boga i Jego niewypowiedziany świat» dodał, że Bóg stworzył jeden świat, nasz świat – dla człowieka-pielgrzyma, jeden dla błogosławionych – raj, i wreszcie jeden świat dla siebie, który nazwał Maryją”.

Ks. AS: Chrześcijanin to człowiek, który wierzy, że Syn Boży złączony był z Jezusem, Synem Maryi, od chwili jego poczęcia. Jeśli się o tym pamięta, to trudno nie zdziwić się wobec faktu istnienia tak przedziwnego mieszkania Boga, jakim była Maryja. Wydaje mi się to dość normalne.

RD: Strona 21-22: „«Jej [Maryi] ODWIECZNE POCHODZENIE – oświadcza Pius IX w bulli Ineffabilis Deus – zostało postanowione w jednym i tym samym dekrecie, co Wcielenie Mądrości Bożej» ta więź jest nierozerwalna, być może istniałaby również niezależnie od odkupienia świata […] Wcielenie [Jezusa] miało istotnie charakter zbawczy, to jednak Chrystus przyszedł na ziemię przede wszystkim jako Pan i Król stworzenia, a wobec tego również bez grzechu Adama Syn Boży wcieliłby się w łono Maryi. Według tej koncepcji, do której przyłączają się św. Albert, Scheeben i Gay, Chrystus jawi się – a Maryja wraz z Nim – jako postanowiony przez Boga przed wszelkim stworzeniem, które Jemu jest podporządkowane. W tej perspektywie, Bóg na samym początku postanowił stworzyć w Chrystusie i dla Chrystusa ten skarb, jakim jest Maryja, dając mu świat za szkatułkę…”

„…Stwórca, Artysta rzeczywiście niezrównany – chciał, aby cale dzieło stworzenia zależało od Chrystusa, a więc i od Maryi, gdyż Chrystusa nie można rozważać w planie Bożym bez Maryi. Dla Niej więc, jako ozdoba Jej chwały, wspaniałość słońca, urok gwiazd i światów międzyplanetarnych, zostały stworzone. Dla Niej powstała Ziemia, jako podnóżek Jej stóp. Dla niej góry i doliny, oceany i rzeki, lazur nieba, który będzie obrazem Jej KRÓLEWSKIEGO PŁASZCZA. Dla Niej powstało WSZYSTKO, gdyż Ona jest PIERWORODNA POŚRÓD WSZYSTKICH STWORZEN W CHRYSTUSIE [czyżby aluzja do Kol 1,15?] Właśnie z powodu tego włączenia Maryi do planu Wcielenia, LITURGIA nie boi się zastosować do Maryi tekstu Pisma świętego, który PIERWOTNIE odnosił się do Bożej Mądrości. W święto Narodzenia Dziewicy Maryi oraz w święto Jej Niepokalanego Poczęcia LITURGIA wkłada ten tekst w usta Maryi i każe jej mówić:

Księga Przysłów : 8,22 – 8,31 (BT):

22. «Jahwe mnie stworzył, swe arcydzieło, jako początek swej mocy, od dawna,

23. od wieków jestem stworzona, od początku, nim ziemia powstała.

24. Przed oceanem istnieć zaczęłam, przed źródłami pełnymi wody;

25. zanim góry zostały założone, przed pagórkami zaczęłam istnieć;

26. nim ziemię i pola uczynił – początek pyłu na ziemi.

27. Gdy niebo umacniał, z Nim byłam gdy kreślił sklepienie nad bezmiarem wód,

28. gdy w górze utwierdzał obłoki, gdy źródła wielkiej otchłani umacniał,

29. gdy morzu stawiał granice, by wody z brzegów nie wyszły, gdy kreślił fundamenty pod ziemię.

30. Ja byłam przy Nim mistrzynią, rozkoszą Jego dzień po dniu, cały czas igrając przed Nim, 31. igrając na okręgu ziemi, znajdując radość przy synach ludzkich»”.

Ks. AS: Prawdę mówiąc, nie bardzo rozumiem, co w tym dziwnego: przecież Wcielenie, to przybranie ciała ludzkiego. Przybrać ciało ludzkie można rodząc się z matki. Trudno więc, aby Bóg planował Wcielenie Syna Bożego, nie planując równocześnie sposobu tego Wcielenia, czyli roli Matki Jezusa. A skoro myśli i plany Boże są odwieczne, to cóż…

RD: Może wystarczy tych cytatów. Z tych tekstów wynika bardzo wiele rzeczy. Wedle LITURGII Maryja jest odwieczną Mądrością Bożą, pierworodną wszelkiego stworzenia. Po drugie, wszystko zostało dla NIEJ stworzone, by było częścią JEJ KRÓLEWSKIEGO PŁASZCZA.

Ks. AS: Myślę, że nie odróżnia Pan liturgii od teologiczno-poetyckich tekstów kard. Suenensa.

RD: Dla Maryi powstało wszystko, ziemia jako podnóżek jej stop itd. W tej książce jest wiele innych ciekawych rzeczy, ale nie będę ich tutaj przytaczał wszystkich. Według tekstów z książki Suenensa można odnieść wrażenie, że Maria istniała jeszcze przed swoimi narodzinami na ziemi (biorąc cały tekst z Przysłów).

Ks. AS: Osobiście nie spotkałem się z katolikami, którzy by takie wnioski wyciągali. Za to spotkałem się z jednym Apostołem, który mawiał dość podobne rzeczy, jak kard. Suenens: „W Chrystusie [Bóg] wybrał nas przed założeniem świata” (Ef 1,4). Albo więc Suenens jest bezbożny, ale razem z Pawłem, albo Paweł jest w porządku, ale razem ze Suenensem.

RD: Zobaczmy, co mówią fragmenty o Mądrości przed i po cytowanym fragmencie z Księgi Przysłów. Czy tamte fragmenty o Bożej Mądrości też się odnosi do Marii? A jeśli nie, to na jakiej podstawie cytowany fragment się do niej odnosi, tak sobie wyrwany z kontekstu? Dla mnie to, co pisze Suenens, mimo zapewnień, że Maryja bez Boga nic by nie znaczyła, wynosi ją bardzo wysoko. Ktoś, kto weźmie teraz Biblię i rozwinie sobie to rozumowanie o Bożej Mądrości, dojdzie do wniosku, że Maryja ma atrybuty Boga.

Dla mnie te fragmenty ukazują Marię w pewnym świetle, w którym nigdy nie są ukazywani inni wierni w KRK, gdy mówi się o ich przyszłym życiu.

Czy w świetle tych słów można powiedzieć, że np. mój śp. dziadek będzie miał taki sam płaszcz królewski albo jego wieniec będzie taki sam jak Maryi, albo że ziemia została stworzona jako podnóżek jego stóp, albo że istniał od wieków i był mistrzem przed Bogiem w dziele stworzenia, albo czy jest królem nieba i ziemi i panem świata?

Chyba Ksiądz dostrzega jednak ogromną różnicę między tym, co (jak widać) KRK oficjalnie mówi o Marii, a tym, co dotyczy wszystkich pozostałych wierzących. To, że kiedyś jako zwycięzcy będziemy panować wraz z Jezusem, nawet siedząc na jego tronie, w żaden sposób nie da się porównać z tym, co KRK mówi o Marii.

Ks. AS: Niestety nie znałem Pańskiego dziadka, ale myślę, że on (podobnie zresztą jak mój dziadek), nie odegrał jednak takiej roli w historii zbawienia świata, jak Maryja. Rola Matki Syna Bożego jest absolutnie jedna, niepowtarzalna i wyjątkowa w całym wszechświecie i w całej historii. Nie bardzo więc rozumiem, dlaczego Kościół (zwany filuternie KRK) miałby o Niej myśleć i mówić to samo, co o wszystkich innych wiernych. A może Pan wie?

RD: Podsumowując to wszystko, trzeba powiedzieć, że przytoczony przez Księdza werset z Ap 3,21 w żaden sposób nie uzasadnia tego, co katolicka mariologia głosi na temat Marii. Jeśliby teologia mariologiczna tylko to miała na myśli, co jest w tych dwóch przytoczonych przez Księdza wersetach, to skąd te wszystkie rzeczy, które podaje np. Suenens? Chyba że należy je inaczej odczytywać czytając między wierszami tej książki.

Werset z (Łk 22,29) mówi o tym, że apostołom przekazane jest królestwo i oni będą sądzić dwanaście pokoleń Izraela siedząc na tronach. Nie ma tam ani słowa o koronacji ich na królów nieba czy panów świata. Te tytuły w Biblii odnoszą się wyłącznie do Boga.

Ks. AS: Kiedy Biblia mówi o królowaniu, to nie ma na myśli obejmowania urzędu państwowego, a kiedy mówi o koronowaniu, to nie ma na myśli wkładania metalowej obręczy na głowę. To są przenośnie. Tron niebiański też nie jest – jak myślę – dziełem tapicera. Dlatego trudno mi zrozumieć różnicę między przekazaniem królestwa a koronowaniem.

RD: W tym sensie rozumiana ostatnia tajemnica różańca, według mnie, nie ma odzwierciedlenia w Biblii. Chyba że potraktujemy twierdzenia mariologii przytoczone przez kardynała Suenensa jako bajki i wyssane z palca mity lub jego własne opinie, a pozostaniemy wyłącznie przy tym, co Biblia mówi o przyszłym życiu i panowaniu z Jezusem wszystkich wierzących.

Podobnie zresztą wygląda sprawa z przedostatnią tajemnicą o wniebowzięciu.Katolicki Katechizm Dorosłych podaje na str.175-176, że „również w odniesieniu do tego dogmatu (wniebowzięcie) nie ma bezpośredniego świadectwa Pisma. Tradycja poświadcza tę prawdę dopiero od VI wieku, najpierw w przekazach o charakterze legendarnym, które choć pozbawione wartości historycznej, dają wyraz przekonaniu wiary. Znane od V stulecia święto Wniebowzięcia Maryi (15 sierpnia) wskazuje na trwające odtąd powszechne i zgodne przekonanie Kościoła”.

A zatem, jak to się stało, że Kościół nic nie wiedział o tym, że Maria zniknęła w czasie jej wniebowzięcia i dopiero w wierze ludowej sobie przypomniał o tym? Skoro zdogmatyzowano tę rzecz, to znaczy, że ma ona niezwykle ważne znaczenie dla katolików, którzy muszą w nią bez wahania wierzyć pod groźbą wyrzucenia z Kościoła.

Ks. AS: Wniebowzięcie nie jest tym samym co zniknięcie ciała. W Jerozolimie do dzisiaj pokazują grób Maryi wszystkim katolickim pielgrzymom, którzy przyjdą na Górę Oliwną. Kilka lat temu Jan Paweł II wygłosił kazanie o śmierci Maryi. Nie należy mylić wniebowzięcia (triumfalne wkroczenie Maryi w zbawienie wieczne przed oblicze Boga) z wyobrażeniami o losach doczesnego ciała Maryi.


Nazwiska znane redakcji.

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *