Przepis na boskie ciało Łukasza Wybrańczyka dziurawe jak sito

Pomimo zupełnego braku czasu na porządne zajmowanie się apologetyką – obecnie w ogóle na zajmowanie się nią niestety – chciałbym podzielić się kilkoma refleksjami, które wywołał we mnie ostatni filmik Śmiem Wątpić.

https://www.youtube.com/watch?v=yK4Bp3qJtNI

Generalnie bardzo mi się on podoba, sposób wprowadzenia w temat i tak dalej, choć zapewne autor w pewnej mierze zaczerpnął ten sposób z książki/filmu, na które się powoływał. Poza tym ja ogólnie bardzo doceniam zwłaszcza metodologiczne fragmenty filmików Śmiem Wątpić, które są moim zdaniem wartościowe. Przy okazji inspirują mnie, w tym także do zauważenia pewnych polemicznych wątków, za co dziękuję autorowi kanału. Przejdźmy jednak do refleksji i pewnego przeformułowania omawianego filmiku:

  1. Refleksja – argument Śmiem Wątpić

Argument, który został przedstawiony nazwę ‘argumentem z ograniczoności poznawczej’. Otóż bardzo dobitnie uwidacznia on sytuację poznawczą człowieka, jego ograniczone możliwości do wyjaśniania otaczających go zjawisk:

  1. z jednej strony przez bardzo dużą złożoność rzeczywistości, w tym postępującą złożoność społeczną,
  2. z drugiej przez ograniczone zdolności człowieka. Historycznie w samych dziejach ludzkości jeden człowiek trwa ułamek czasu, nie żył przed swoimi narodzinami, świat się dzieje w każdej chwili i miejscu, a on może być tylko w jednym z nich. Co więcej, życie ludzkie to oczywiście nie tylko kwestia poznawania wciąż nowych faktów, teorii czy jakichś głębszych spostrzeżeń filozoficznych, a w dużej mierze spanie, zaspokajanie potrzeb, miłość, praca i ‘odmóżdżanie się’. Zdaje się, że wiele osób mało poświęca na zagadnienia poznawcze angażując się za to bardziej w jakieś fajnie wolontariaty itp. i bardzo dobrze ; ).

Argumentem tym Śmiem Wątpić zauważył, że nie musi wcale znać jakiegoś wyjaśnienia popularności chrześcijaństwa współcześnie, żeby jednocześnie wątpić w nadprzyrodzone przyczyny tej popularności. I oczywiście, nie ma tutaj żadnego przymusu przekonań czy logicznego wynikania, a zwrócenie uwagi na ograniczoność poznawczą człowieka jest słusznym w tym kontekście spostrzeżeniem.

  1. Refleksja – Księga Hioba i problem zła

Wydaje mi się, że z podobną argumentacją spotykamy się w Księdze Hioba.

Zastrzeżenie: biblistą oczywiście niestety nie jestem, więc nic, co piszę, nie jest niestety poprzedzone odpowiednim dla tematu zgłębieniem literatury przedmiotu, to raczej luźne i niekategoryczne refleksje.

Osobiście na Księgę Hioba patrzę jak na wybitne dzieło literackie – zapewne w jakimś stopniu wzorowane na historycznych wydarzeniach – którego głównym celem jednak nie jest relacjonowanie jakiejś historii, a refleksja nad problemem zła i cierpieniem niewinnych. (Podobnie jest chociażby w Iliadzie Homera, w której też nie jest istotna sama pełna adekwatność historyczność opisu wydarzenia – wojny Trojańskiej – ale w oparciu o historyczne wydarzenia są przekazywane treści bardziej moralistyczne, poetyckie, refleksyjne itp., oczywiście współcześnie też powstaje wiele dzieł literackich tego typu, przykładowo Szczepan Twardoch pisuje takie dzieła.) Księga Hioba posiada bardzo dobitną i mocną treść. Zdaje się, że Hiob sam miał być przedstawiony w tak koszmarnej sytuacji, żeby trudno było sobie wyobrazić gorszą.

Co ciekawe, w konkluzji księgi również mamy odwołanie do ograniczoności poznawczej człowieka: „Czy dotarłeś do źródeł morza? Czy doszedłeś do dna Otchłani? Czy wskazano ci bramy śmierci? Widziałeś drzwi do ciemności? Czy zgłębiłeś przestrzeń ziemi? Powiedz, czy znasz wszystko?” (Hi 38,16-18)

I tutaj również widzę zasadność tego argumentu – brak wiedzy na temat uzasadnienia zła wynika (może wynikać) z ograniczoności poznawczej człowieka, a nie z braku tego uzasadnienia. Nie sprawia to oczywiście, że zło zostało usprawiedliwione. Ukazuje zaś, że daleka droga przed uznaniem sprawy za rozstrzygniętą w jedną lub w drugą stronę.

W związku z tym ciekawie też pisał Comte w dziele Rozprawa o duchu filozofii pozytywnej „Jeśli utrata jakiegoś ważnego zmysłu wystarcza, by całkowicie usunąć spod naszej obserwacji całą kategorię zjawisk, zachodzących w przyrodzie, to naturalnym jest, że odwrotnie, zdobycie jakiegoś nowego zmysłu odsłoniłoby przed nami klasę faktów, o których teraz nie mamy pojęcia.” (2001, s. 23)

Śmiem Wątpić pod koniec omawianego filmiku wyznał, że własne argumenty przeciwko chrześcijaństwu uważa za wystarczające dla niego, aby wiedzieć (sic!), że Bóg chrześcijański to istota zmyślona. Jednym z nich, jednym z mocniejszych moim zdaniem, jest właśnie ten stary dobry, epikurejski argument ze zła/cierpienia, który ma dość bogatą i ciekawą literaturę i nie powinien być lekceważony przez żadną ze stron dyskursu apologetycznego.

Przeczytaj jeszcze  Ignorancja Łukasza Wybrańczyka w jego materiale pt. Falsyfikacja

U Śmiem Wątpić pojawił się w tym temacie ostatnio m. in. wątek ogromnego cierpienia zwierząt. I tutaj chciałbym pozostawić dwa odnośniki. W kontekście postrzegania, w tym odczuwania bólu przez zwierzęta, Dennett pisał:

„Może nie potrafi mówić, ale na pewno myśli! – jednym z głównych celów tej książki było zachwianie twojej wiary w to popularne przekonanie. Być może największą przeszkodą w naszych próbach wyjaśnienia umysłowych kompetencji zwierząt (poza człowiekiem) jest nasz prawie nieodparty nawyk wyobrażania sobie, że ich inteligentnym zachowaniom towarzyszy strumień świadomości przypominający naszą świadomość. Nie jest tak, że teraz wiemy, że nic takiego się tam nie dzieje; chodzi o to, że w tym wczesnym okresie naszych dociekań nie powinniśmy od razu zakładać, że się dzieje.” (Dennett, 1997, s. 182).

Skinner zaś pisał o błędnej tendencji, także wśród uczonych, do mentalistycznych wyjaśnień zachowań zwierząt w artykule Pół wieku behawioryzmu (2000, s. 99-100), samemu twierdząc, że gdyby nie język, żadne zachowanie nie byłoby świadome (Skinner, 1977, s. 212).

Czy uznaję tutaj Dennetta, Skinnera za autorytet? Jak najdalej mi do tego, przyznam, że osobiście czuję niechęć do ich sposobu myślenia. Ukazuję jednak inne perspektywy, pokazuję, że istnieją również kwestie do dyskusji i dalszego badania, w kontekście problemu cierpienia zwierząt tutaj akurat – ale oczywiście również w innych kontekstach.

  1. Refleksja – kto bardziej zamyka systemy?

Z mojej ograniczonej perspektywy poznawczej wydaje mi się, że odwoływanie się do argumentu z ograniczoności poznawczej człowieka przez apologetów teizmu, jest odbierane jako słabość ich światopoglądu. To Bóg z definicji zawsze był transcendentny, wraz z zagadnieniami z Nim związanymi oraz przez teistów i ateistów traktowany jako pewien kres poznawczy. Kres, do którego z poczuciem sacrum odnoszą się teiści, świadomi swoich ograniczeń poznawczych, zaś ateiści chcieliby się go pozbyć. Niewysłowiony dla św. Anzelma (JPII, 1998, s. 42), o którym możemy mówić tylko w analogiach wg św. Tomasza  (2003, s. 98), a nie wprost.

Popularni ateiści i antyteiści osobiście kojarzą mi się raczej z próbą tworzenia zamkniętych i wszystko wyjaśniających systemów, gdzie Rozum człowieka pokonuje wszelkie ograniczenia: (1) choćby Laplace i jego słynna odpowiedź Napoleonowi w związku z wyjaśnianiem przez niego Układu Słonecznego, czy (2) książka „Zagadki wszechświata” Haeckla, w której w XIX wieku głosił on rychłe i ostateczne rozwiązanie zagadnień świadomości, życia, struktury wszechświata itp.

W podobnym tonie o ludziach nowożytnych (raczej bardziej ateistach niż teistach) Ludwig Wittgenstein w Traktacie logiczno-filozoficznym na początku XX wieku pisał:

„6.371 U podstaw całego nowożytnego poglądu na świat leży złudzenie, że tzw. prawa przyrody są wyjaśnieniem zjawisk.

6.372 Tak więc nowożytni zatrzymują się na prawach przyrody jako na czymś nietykalnym, podobnie jak starożytni na Bogu i Losie. (…) Starożytni widzieli to co prawda o tyle jaśniej, że uznawali wyraźny kres, podczas gdysystemy nowsze stwarzają pozór, iż wszystko zostało wyjaśnione”. (podkreślenie Ludwika)

Z drugiej jednak, strony przykładowo Hitchens twierdził: „I have been called arrogant myself in my time, and hope to earn the title again, but to claim that I am privy to the secrets of the universe and its creator – that’s beyond my conceit” zauważając tym samym, że religijne mówienie o Bogu nie jest jedynie mówieniem o tajemnicy, że sam aspekt tajemnicy, mocno podkreślany przykładowo przez Tomasa Halika, nie jest często wyraźny. Czy to dobrze czy źle i kiedy to dobrze, a kiedy źle to nie rozstrzygam tutaj, to temat na oddzielne rozważania.

Czy zamknięte systemy mające w pełni wyjaśnić dane zagadnienie tworzą bardziej teiści czy ateiści zatem? Nie wiem, jak widać po obu stronach robi się z tego argumenty w dwie strony (zarówno uderzając w brak wyjaśnienia jak i uderzając w pychę poznawczą).

  1. Refleksja – ograniczenia da się jednak przełamywać

Choć oczywiście ograniczenia poznawcze nigdy nie zostaną w pełni przełamane, to jednak można i należy je przełamywać. Dlatego właśnie tworzy się różne hipotezy, teorie, wyjaśnienia, także w kontekście badań nad chrześcijaństwem i w ogóle starożytnością. Nawet jeśli są zupełnie błędne to mogą być wartościowe czy to jako punkt wyjścia, bodziec do dalszych badań itp. A wszystko to dzieje się w toku polemiki właśnie i bardzo dobrze! Historia oczywiście ma i powinna korzystać z innych metodologii niż nauki przyrodnicze, ale nie jest to jej umniejszeniem. I choć jakaś cała czy obiektywna prawda jest moim zdaniem niemożliwa, to jednak pewne jej przybliżenia pozwalają czasem coś ciekawego czy ważnego dostrzec.

Przeczytaj jeszcze  Wpadki Łukasza Wybrańczyka w "Podpis DNA".

I tak jest w naturalistycznych wyjaśnieniach chrześcijaństwa (w których też się pewne rzeczy zakłada na początku – jawnie i niejawnie, świadomie i nieświadomie, jak wszędzie – i dobrze!) czy w wyjaśnianiu zła (gdzie jest bardzo podobnie w kwestii założeń), gdzie różni badacze starają się dotrzeć do różnych niewertowanych jeszcze aspektów rzeczywistości. Pojawiającym się tutaj problemem jest jeszcze czy ktoś potem wyniki pracy tych badaczy popularyzuje i w jaki sposób, ale to też inny ogromny temat.

  1. Refleksja – do kogo jest mi bliżej?

W kontekście zastanawiania się nad (nie)”wyjątkowością” chrześcijaństwa od razu nasuwa się  myśl o innych religiach plus ewentualnie takich doktrynach jak marksizm czy pozytywizm. I tutaj zawsze wydaje mi się, że znacznie bliżej mi choćby do Gandhiego, starożytnych Greków czy mistrzów japońskiego Zen niż do ludzi z nurtu pozytywizmu, marksizmu czy do innych apologetów ateizmu, przynajmniej jeśli chodzi o podchodzenie do zagadnień metafizycznych. Sposób myślenia religijnego przy uwzględnieniu wielu religii, nieredukcjonistycznie, badał m. in. Rudolf von Otto czy Mircea Eliade, ale też Carl Jung w ramach swojej wersji psychoanalizy i przynajmniej te fragmenty ich myśli, na które się natykam, uważam za bardzo ciekawie oddające pewne wspólne aspekty obecne wśród religii świata, które nurty ateistyczne niestety odrzucają.

  1. Refleksja – czyż judaizm nie jest wyjątkowy?

Kwestia (nie)wyjątkowości chrześcijaństwa to ogromny temat, wymagający wiedzy, której nie mam. Na temat judaizmu mam oczywiście wiedzy jeszcze mniej. Jednak chciałbym zauważyć, że o ile samo ostanie się i popularność chrześcijaństwa można łatwo zbyć zauważając – no coś musiało się ostać, a że akurat chrześcijaństwo, no to akurat złudnie wydaje ci się to wyjątkowe naiwniaku łatwowierny! – o tyle znacznie bardziej problematyczne jest zbycie pewnej koincydencji najpopularniejszych religii świata. Otóż wszystkie trzy – judaizm, chrześcijaństwo i islam – dokładnie w tej kolejności – odwołują się do Abrahama, Mojżesza, chrześcijaństwo i islam zaś odwołują się razem jeszcze do Maryi i Jezusa, to nie są jakieś trzy zupełnie różne religie, które akurat obecnie są popularne. Zbiór ten w wyniku tego spostrzeżenia z pewnością przestaje się już wydawać losowy. Co ciekawe, jak się zapozna z wieloma innymi religiami, to widać, że w dużej mierze czerpią one od tych trzech. Przykładowo Sikhizm to połączenie elementów islamu i hinduizmu, inny przykład: bahaizm, itd. itp. Poza tym sam judaizm, który jest wszak religią z dawnej starożytności, rozwijającą się pośród wielu różnych i wielkich religii takich jak egipska, babilońska, asyryjska itp. itd. przetrwał, choć niemal wszystkie tamte religie upadły. Należy to podkreślić, chrześcijaństwo nie powstało, z którejś ze starożytnych religii, a jeszcze jakaś inna starożytna się ostała. Tryumf chrześcijaństwa (i islamu) odbywa się obok tryumfu judaizmu, z którego się wywodzi. Czyż judaizm nie jest wyjątkowy?

Nie twierdzę oczywiście, że z tego logicznie wynika jakiekolwiek twierdzenie o Opatrzności Bożej związanej z tymi trzema religiami monoteistycznymi. Jednak wskazuje to, że kryje się w nich przynajmniej coś egzystencjalnie ważnego dla wielu ludzi na Ziemi. I zdaje się to również uniwersalne wśród różnych kultur, przykładowo w Korei Południowej jest prawie dwa razy więcej chrześcijan niż buddystów, choć historycznie to zupełnie odmiennie ukształtowana kultura i pierwotnie buddyjska właśnie. (Nota bene: buddyzmu też nie neguję jako powiernika niektórych ważnych „prawd o człowieku”. zob. ziarna logosu św. Justyna Męczennika.)

 

Bibliografia:

Comte, A. (2001). Rozprawa o duchu filozofii pozytywnej.  Kęty: ANTYK.

Dennett, D. (1997). Natura umysłów, tłum. Turpolski, Warszawa.

Jan Paweł II. (1998). Fides et ratio. Watykan: Libreria Editrice Vaticana.

Skinner, B. (1978). Poza wolnością i godnością. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy.

Skinner, B. F. (2000). Pół wieku behawioryzmu.[W:] J. Siuta, K. KrzyŜewski (red.). Behawioryzm i psychologia świadomości, 87-105.

Św. Tomasz z Akwinu. (2003). Summa contra gentilesPrawda wiary chrześcijańskiej, T. 1. Poznań: W drodze.

Wittgenstein, L. (1970). Traktat logiczno-filozoficzny. Państwowe Wydawnictwo Naukowe.

Sceptyczny Chrześcijanin

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA ImageChange Image