Czy katolik ma być mięczakiem i trwać w leniwym spokoju?

Obserwuj wątek
( 0 Obserwujących )
X

Obserwuj wątek

E-mail : *

 

Spotyka się zarzut, jakoby cnota chrześcijańska nie posiadała męskości i siły. Zarzut ten stawia się szczególnie cichości. Czy takie pojęcia odpowiadają nauce i przykładowi Chrystusa?
Niewątpliwie w przeciwnościach swego apostolstwa okazywał Pan Jezus zdumiewającą łagodność i rezygnację i to zarówno wobec natrętnych i bezwzględnych tłumów jak i wobec swych uczniów, którzy z trudem pojmowali naukę i nie byli wolni od przywar. Nawet w stosunku do sprzeciwów, złości i fałszu przywódców ludu nie spotykamy ni cienia zniecierpliwienia, złości czy nieopanowania.
Heroiczną wręcz rezygnację okazał w czasie Męki: pozwala się związać bez oporu, milczy na wszystkie fałszywe oskarżenia. Pozwala, że ludzie się z Nim źle obchodzą, plują na Niego, drwią, biczują, wkładają wieniec cierniowy i przybijają do krzyża. Nie broni się i na pomstę nie wzywa legionów anielskich, stojących do Jego dyspozycji (Mt 26,53). Umiera, modląc się za katów (Łk 23,34). Spełniły się naprawdę słowa Proroka: „Jako owca na zabicie wiedzion będzie, a jako Baranek przed strzygącymi Go zamilknie, ani nie otworzy ust swoich” (Iz 53,7).
Czy ta bezprzykładna łagodność i rezygnacja wypływała z jakieś tępoty i zobojętnienia na wszystko, lub też z tchórzostwa i słabości charakteru? Ten sam Chrystus pokazał się nam również z innej strony. Kiedy przeciwnicy zarzucali Mu, że w szabat uzdrawia, „spojrzał na nich z gniewem” (Mk 3,5). Kiedy uczniowie chcą odsunąć matki z dziećmi, oburza się (Mk 10,14). Obłudnym faryzeuszom ciska w twarz ośmiokrotne „biada!” Nazywa ich „obłudnikami, plemieniem wężowym, żmijowym, synami diabła” (Mt 23,13-33). Co więcej, widząc jak handlarze bezczeszczą świątynię, wpada w płomienny gniew, chwyta za bicz i wypędza ich ze świątyni (J 2,13-17).
Umiał więc Zbawiciel wystąpić zdecydowanie i mocno, umiał się oburzyć i rozgniewać. Czy to było jakieś odchylenie od właściwej linii? Bynajmniej. Gniew Chrystusa był zawsze gniewem świętym, płonącym dla godnych celów, był gniewem pełnym umiaru, nie zapominającym się nigdy. Wola Ojca kierowała zawsze gniewem Jezusa. Jeśli Ojciec chciał, odzywała się cała potęga Syna w obronie i w walce. Ale kiedy Ojciec dla wyższych celów zalecił rezygnację, nie opierał się wcale, milczał i cierpiał dobrowolnie z miłości do Niego (J 10,18;14,31). W ten sposób „Baranek Boży” (J 1,29) potrafił być też „lwem z pokolenia Judy” (Obj 5,5).
Oto wzór prawdziwej cichości. Nie ma ona nic wspólnego ze zwykłą flegmą, której żaden wypadek nie zdoła wyprowadzić z leniwego spokoju. Nie ma też nic wspólnego ze służalczą czy chorobliwą tępotą, która obojętnie i bez wrażenia wszystko bierze na siebie. Jeszcze mniej ze stoicką obojętnością, która dusi w sobie uczucia. A najmniej wspólnych cech ma cichość Jezusa z pobłażliwością i słabością tchórza, który nie mając odwagi stanąć w obronie słuszności, zdradza prawdę i obowiązek. Chrześcijańska cichość nie wyklucza gniewu, lecz kieruje nim i jest jego panią. Ten Boży „oręż naszej natury” obraca się ku prawdziwym wrogom, w użyciu zachowuje umiar, broni energicznie, ale opanowanie sprawy Bożej, prawdy i cnoty. Taką cichość ma na myśli Jezus, mówiąc: „Uczcie się Ode mnie!
Bernardyn Goebel OFMCap, Przed Bogiem, t. II, Kraków 1965, s. 392-393

Print Friendly, PDF & Email
Przeczytaj jeszcze:   Kochać samego siebie
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
apologetyka.org
0
Would love your thoughts, please comment.x