Ateistyczny naturalizm – polemika

Polemika z naturalizmem, czyli głównym ateistycznym założeniem, że istnieje tylko to co naturalne i nic ponadto.

         Naturalizm to jedno z najważniejszych zagadnień w kwestii sporów ateizm versus teizm. Ateista nie musi być naturalistą, jednakże praktycznie wszyscy ateiści jakich spotkałem byli zagorzałymi naturalistami w praktyce i naturalizm był przyczyną lub przynajmniej skutkiem ich ateizmu. Niniejszy esej omawia więc jedno z najważniejszych zagadnień w kwestii sporu ateizm versus teizm, zagadnienie o znaczeniu fundamentalnym, jeśli w ogóle nie najważniejsze. Ateista nawet jeśli nie uświadamia sobie, że jest naturalistą, lub wręcz werbalnie wypiera się tego, w praktyce i tak wcześniej czy później zaatakuje teizm albo spirytualizm przy pomocy dogmatów naturalizmu. Aby się o tym przekonać wystarczy wejść z jakimkolwiek ateistą w spór na temat cudów, gdzie od razu będzie on ripostował, iż wszelkie zjawiska traktowane jako nadprzyrodzone można teraz lub wcześniej czy później „wytłumaczyć naturalnie” i nie spotykamy w naszym codziennym doświadczeniu nic, co upoważniałoby nas do wychodzenia „poza naturę” we wnioskach. Każdy kto postuluje jakiś świat nadnaturalny powinien to udowodnić już na wstępie i to na nim spoczywa ciężar takiego dowodu, argumentuje praktycznie każdy ateista. Takie postulaty na pierwszy rzut oka nie mają nic wspólnego z naturalizmem, nie trudno jednak zauważyć, że są właśnie jego bezpośrednią konsekwencją.

Okazuje się, że nie jest tak łatwo zdefiniować czym właściwie jest naturalizm gdyż całokształt zjawisk we Wszechświecie jest bardzo różnorodny i trudno sprowadzić go do jednego mianownika. Nie wystarczy na przykład powiedzieć, że naturalizm suponuje materializm, skoro na poziomie subatomowym materia przestaje być już spójna oraz jednorodna i nawet same atomy trudno nazwać „materialnymi”. Innym problemem jest to, że istnieją procesy zupełnie naturalne, których nie da się zdefiniować w kategoriach czysto materialnych, na przykład promieniowanie, pole magnetyczne, siła, ciężar czy prędkość. Nawet nasze uczucia są dla naturalisty czymś jak najbardziej realnym, lecz niematerialnym. Na potrzebę niniejszych rozważań przyjmuję jednak uproszczoną definicję naturalizmu, w której istnieje tylko to co da się sprowadzić do powiązanych łańcuchem przyczynowo-skutkowym zjawisk, jakie istnieją same z siebie i są niemal zawsze rejestrowalne przez zmysły lub jakąś aparaturę. Czynniki nierejestrowalne mogą również istnieć dla naturalisty i z reguły uważa on, że będą odkryte i rejestrowalne wcześniej lub później. Esencją poglądów naturalisty jest to, że istnieje wyłącznie sama natura, pozbawiona jakiegokolwiek czynnika nadprzyrodzonego. Nie istnieje nic co nie byłoby naturalne i wszystko co istnieje można wytłumaczyć naturalnie lub sprowadzić do takiego wyjaśnienia, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie wygląda to jak naturalne. Jest więc chyba rzeczą oczywistą, że takie pojęcia jak Bóg, anioły, duchy, niebo i piekło są dla naturalisty jedynie wymysłami i rojeniami istniejącymi wyłącznie w czyimś umyśle. Mogą one istnieć tylko jako koncepty nie różniące się niczym w swej ontologii od bytów baśniowych, takich jak wróżki, krasnale, czy czary. Oto rdzeń poglądów naturalisty.

Na pierwszy rzut oka światopogląd naturalisty wydaje się bardzo zgrabny i elegancki, wręcz sterylny. Niektórzy nawet upierają się, że jest to „światopogląd naukowy” (wrócę do tego niżej). Istnieje tylko to co widzimy lub rejestrujemy przyrządami i nie wychodzimy w swych wnioskach poza to co mamy dane w bezpośrednim doświadczeniu. Taki minimalistyczny światopogląd wydaje się być bardzo uczciwy i dobrze ugruntowany. W świecie potocznych pojęć skąpanych w rytmie codzienności na pewno taki jest. Wyglądamy przez okno i widzimy tam to samo drzewo co zawsze. Nasz światopogląd jest więc wzięty wprost z „gołej przyrody”. Czy może być coś lepszego? Po co twierdzić, że istnieje coś więcej niż to co widać? Przecież to takie proste i „oczywiste”. Niemniej jednak nie jest to ani proste, ani oczywiste. Mało tego, światopogląd taki jest nie tylko nie do wybronienia, ale jest on wręcz samowywrotny i można go bardzo łatwo podważyć. Chwieje się on jak domek z kart na wietrze. W niniejszym eseju wykażę to punkt po punkcie.

Zacznijmy od prostych uwag. Często słyszę jak naturalista argumentuje: „podobno Jezus chodził po wodzie ale chodzenie po wodzie nie jest zgodne z moim doświadczeniem i doszło tu do złamania znanych mi praw przyrody”. Zwróćmy uwagę na słowa jakie zaznaczyłem przed chwilą kursywą: z moim doświadczeniem. Naturalista uważa, że jego wycinkowe doświadczenie upoważnia go do orzekania o całej rzeczywistości. Nie tylko tej obecnej, ale tej przeszłej i być może nawet przyszłej. Naturalista na podstawie szczegółu przechodzi więc w sposób nieuprawniony do formułowania twierdzeń w sprawie ogółu. Jest to błąd logiczny Hasty generalization i nie trzeba być drugim Sokratesem aby zauważyć, że to rozumowanie jest po prostu niepoprawne i błędne. Ludzkość wraz ze swym istnieniem jest bowiem zaledwie milimetrem na skali długiej historii Wszechświata. Z punktu widzenia naturalisty ludzkość pewnego dnia przestanie również istnieć, gdy zgaśnie Słońce, świat będzie więc istniał dalej ale już bez człowieka. Oznacza to, że człowiek nie jest w stanie dokonać pełnej obserwacji Wszechświata od początku do końca i stwierdzić w sposób pewny, że te same „prawa” przyrody obowiązują zawsze i wszędzie. A skoro nie możemy orzekać na podstawie obserwacji zaledwie małego wycinka rzeczywistości o prawach całej rzeczywistości, to tym samym bezzasadny jest nasz osąd o tym, że w ogóle istnieją jakieś „stałe prawa” przyrody. Osąd taki nie pochodziłby z komplementarnego i wyczerpującego doświadczenia. Nic tu nie pomoże też założenie, że skoro „prawa” powtarzają się regularnie od czasu gdy je obserwujemy w pewnym wąskim spektrum naszej percepcji, to tak będzie zawsze i wszędzie. Założenie to jest bowiem oparte na wierze w to, że przyszłość będzie taka jak przeszłość, a przecież tego założenia mamy dopiero dowieść. Jest to więc błędne koło. Naturalista nie jest nawet w stanie dowieść, że również i przeszłość rządziła się zawsze tymi samymi „prawami przyrody”, skoro nie dysponuje on także kompletną obserwacją wstecz. Skoro więc naturalista nie jest w stanie dowieść, że świat rządzi się stałymi i regularnymi prawami, to tym samym nie jest też w stanie dowieść, że w ogóle istnieje jakieś szacowalne „prawdopodobieństwo” odnośnie do tego co może się zdarzyć lub nie. W tym wypadku prawdopodobieństwo tyczące się osądów naturalisty o świecie również jest nieszacowalne. Prawdopodobieństwo zakłada bowiem regularność praw przyrody a tych jak widać nikt nie jest w stanie dowieść. A skoro nie da się dowieść, że istnieją regularne prawa przyrody, to nic w świecie nie jest ani prawdopodobne, ani nieprawdopodobne, włącznie z samą zasadą „prawdopodobieństwa”, na którą powołuje się niekiedy naturalista dla ratowania swych poglądów. Pojęcie „prawdopodobieństwa” i „nieprawdopodobieństwa” jest w takiej sytuacji pozbawione sensu i może być jedynie subiektywną kategorią umysłu, będąc jedynie przypuszczeniem, hipotezą, lub mówiąc wprost wiarą, od której naturalista próbuje za wszelką cenę uciec. Nikt nie ujął tego lepiej niż sam Hume: „Prawdopodobieństwo jest oparte na założeniu, że zachodzi podobieństwo między tymi rzeczami, które spotkaliśmy w doświadczeniu, a tymi, których nie spotkaliśmy. Dlatego też jest rzeczą niemożliwą, by założenie to mogło wypływać z prawdopodobieństwa” (David Hume, Traktat o naturze ludzkiej, I, III, 6).

Tak więc naturalista nie jest w stanie wykluczyć możliwości, że istnieje nadprzyrodzoność i związane z nią cuda, odwołując się jedynie do wycinkowej obserwacji „rzeczywistości” wokół siebie i do „praw przyrody”, których stałości nigdy nie będzie w stanie dowieść. Naturalista ma bowiem zbyt mało aby to wykluczyć. Nawet milion obserwacji N jakich dokona on w swym otoczeniu nie będzie wyczerpującą informacją o rzeczywistości, gdyż zaledwie jedna prosta obserwacja N+1 może zburzyć cały misternie budowany obraz jakiego doświadczył. Naturalista jest więc w stanie jedynie założyć na wiarę, że cuda i nadprzyrodzoność nie zdarzają się i wszelkie doniesienia o nich są fałszywe. Jednak to jest właśnie założenie, które jest przedmiotem sporu, więc przyjmując to założenie zarazem jako argument naturalista znowu popełnia tu błędne koło w rozumowaniu.

Kolejnym nieprzezwyciężalnym problemem dla naturalisty jest to, że nie ma on żadnego punktu wyjścia do umocowania swych przekonań. W jego światopoglądzie wszystko jest bowiem naturą i niczym więcej. Natura sama w sobie nie może być jednak podstawą wszelkich tłumaczeń, skoro sama wymaga wyjaśnienia. W ten sposób naturalista znowu na dzień dobry melduje się w błędnym kole ze swoimi przekonaniami i nie jest w stanie wytłumaczyć dlaczego to akurat natura ma być podstawą wszelkich wyjaśnień. Owo założenie, którego naturalista ma dopiero dowieść, staje się bowiem jednocześnie dowodem we własnej sprawie. Naturalizm jest hermetycznie zamkniętym systemem, w którym tłumaczy sam siebie przez samego siebie a tymczasem żaden system nie może rozstrzygać o wiarygodności swych twierdzeń w swoim własnym obrębie. Potrzebny jest jakiś metasystem, który mógłby go ocenić ale problem w tym, że naturalizm nie wierzy w żaden taki metasystem i istnienie jakiegokolwiek innego systemu poza nim samym, gdyż w jego mniemaniu nic innego jak natura nie może istnieć. Orzeczenia naturalizmu w kwestii natury bytu i szeroko pojętej ontologii są więc pozbawione jakiegokolwiek sensu. Tak samo bez sensu są w tym momencie twierdzenia naturalisty, że coś, na przykład jakiś cud, „nie może” się zdarzyć w takim hermetycznie zamkniętym systemie „praw”. Naturalista nie może tego stwierdzić gdyż po pierwsze bez spojrzenia z zewnątrz nic nie wie o ewentualnej „niezmienności praw” w tymże systemie, a po drugie gdyby próbował orzekać w tej sprawie znowu znajdzie się w błędnym kole gdyż powoła się na te same prawa, w sprawie których chce orzekać. Coś nie może orzekać wyłącznie na mocy siebie samego gdyż zawsze popadnie w błędne koło (patrz też słynny paradoks kłamcy).

Jak składający się wyłącznie z chaotycznie i bezładnie drgających atomów umysł naturalisty może definiować się jako składający się wyłącznie z atomów? Pogląd taki jest samowywrotny i błędnokołowy. Naturalista ma ponadto jeszcze taki kłopot z atomami, że z punktu widzenia jego światopoglądu są one irracjonalne i tym samym światopogląd naturalisty jest również irracjonalny. W ten sposób doszliśmy do kolejnego zagadnienia: nawet sam umysł, czyli główne narzędzie na jakie powołuje się naturalista, tkwi w pułapce błędnego koła z punktu widzenia światopoglądu naturalistycznego. Naturalista nie jest bowiem w stanie udowodnić, że jakakolwiek jego myśl o świecie jest prawdziwa. Wszelkie jego próby dowodzenia w tej kwestii zawsze skończą w błędnym kole gdyż chcąc czegokolwiek dowodzić musi on już na wstępie założyć poprawność swego myślenia, którego przecież dopiero ma dowieść. Jak widać nie da się w ogóle dowieść bez popadania w błędne koło, że którakolwiek myśl naturalisty jest poprawna, może on w to jedynie wierzyć. Naturalista ma tu już więc na dzień dobry problem gdyż twierdzi on, że w nic nie wierzy i odwołuje się jedynie do „gołej natury”, co jest jak widać kolejną wiarą, tym razem wiarą w jego niewiarę.

Nic też nie pomogą naturaliście próby kontrargumentowania, że „dobór naturalny” i sukcesy nauki dowodzą rzekomo poprawności ludzkiego myślenia. Naturalista wierzy bowiem, że ewolucja eliminowała tych, którzy mieli błędne myśli o świecie i faworyzowała tych, którzy mieli poprawne myśli o świecie. Na nic zda się jednak naturaliście taka kontrargumentacja gdyż nie trzeba mieć w ogóle poprawnych myśli o świecie aby „przetrwać”. Ewolucji nie interesuje to w co wierzysz, interesuje ją jedynie czy jesteś przystosowany. Możesz na przykład uciekać przed tygrysem, który chce cię pożreć, myśląc, że to tylko zabawa i jedynie ścigacie się. Twój osąd o prawdziwych zamiarach tygrysa był błędny a jednak mimo to przetrwałeś gdyż mu uciekłeś. Poza tym rozumowanie naturalistów błędnie zakłada, że zawsze i wszędzie żyliśmy w tych samych warunkach a przecież to nieprawda. Wystarczy, że zmienimy środowisko i znów nasze mózgi nie muszą generować prawdziwych osądów o świecie, co widać choćby po tym, że źle rozpoznajemy kształty pod wodą. Ponadto warto odnotować w tym miejscu, że już nawet tylko próba udowodnienia poprawności ludzkiego myślenia przez odwołanie się naturalisty do sukcesów techniki lub teorii doboru naturalnego, ponownie jest sama w sobie rozumowaniem. A przecież poprawność jakiegokolwiek rozumowania to coś co naturalista ma dopiero wykazać. Znowu zakłada on więc z góry to, co dopiero ma wykazać. Nadal tkwi w błędnym kole. Jeśli zaś z kolei chodzi o sukcesy nauki to były one osiągane głównie na drodze metody prób i błędu oraz przypadku, które z pierwotnie zakładaną poprawnością myślenia nie mają nic wspólnego, a przynajmniej nie muszą mieć.

Przeczytaj jeszcze  "Racjonalistyczne" pogardzanie filozofią

Istnieją też inne dylematy związane z relacją naturalizmu do ludzkiego umysłu. Naturalizm podkopuje podstawę dla logicznego wnioskowania ponieważ redukuje „racjonalne” procesy do neurochemicznych reakcji fizycznego mózgu. Jednak czy jeden stan elektrochemiczny, który prowadzi do innego stanu elektrochemicznego, może produkować poprawne wnioski logiczne? Jeśli tak, to niby jak to by mogło się stać? Ponadto jak to jest możliwe, że jeśli różne mózgi posiadają odmienne neurochemiczne uzwojenie to jednak gdzieś tam wydaje się istnieć zestaw praw logiki do których różne mózgi powinny odwoływać się aby uzasadnić lub obalić swoje konkluzje? Z tego wynikałoby, że różne fizyczne mózgi albo odwołują się do tych logicznych praw, odkrywają je, ale nie tworzą ich. Jednak to obala niezbędne naturalistyczne założenie, że fizyczne mózgi są w stanie w jakiś sposób tworzyć poprawne logicznie wnioski. Naturalista może w ostateczności stwierdzić, że dla uzasadnienia swych wniosków odwoła się on do standardów logiki, które istnieją we Wszechświecie absolutnie i niezależnie od neurochemicznego uzwojenia jego mózgu. Ale jak to jest możliwe, skoro wedle naturalistów Wszechświat składa się jedynie z irracjonalnych atomów? Mówiąc jeszcze inaczej, naturalizm podkopuje poprawne logicznie wnioskowanie, redukując zachowania mózgu do suchych praw fizyki, ale prawa fizyki same w sobie nie są w stanie tworzyć poprawnych logicznie wniosków. Tak więc ateistyczny naturalizm jest po raz kolejny samowywrotny.

Tym samym Wszechświat jest tworem bezrozumnym a więc i takie są nasze myśli, jak wynika ze światopoglądu naturalisty. W takim poglądzie żadna myśl nie jest lepsza, wszystkie je bowiem można sprowadzić do reakcji elektrochemicznych. Jeden i ten sam neuron może zarówno przyjmować naturalizm, jak i odrzucać go i nie ma między tymi poglądami żadnej różnicy. Mózg częściowo uszkodzony lub odurzony narkotykami produkuje z punktu widzenia naturalisty myśli nie mniej wartościowe niż mózg człowieka nie będącego pod wpływem tych czynników. Jak naturalista udowodni, że myśli schizofrenika są mniej wartościowe niż myśli człowieka zdrowego? Nie udowodni tego.

Naturalista wierzy też, że wszystko jest zdeterminowane prawami fizyki a więc jego myśli też są zdeterminowane i nie mając nad nimi kontroli naturalista nie wie czy w ogóle panuje nad swoim procesem poznania.

Na tym oczywiście problemy z naturalizmem się nie kończą. Naturaliści próbują forsować twierdzenie, że jedynym wiarygodnym sposobem orzekania o rzeczywistości są dla nich nauki przyrodnicze (science), ponieważ są one zakorzenione wprost „w naturze” wraz ze swą metodą i zasadami działania. Z tym stanowiskiem wiąże się jednak cała masa problemów jeśli przyjmiemy naturalizm jako światopogląd. Jak bowiem wywieść szereg praw i zasad nauki z „gołej przyrody”? Nie istnieje taki proces. Można znaleźć całą masę pojęć, których nie da się wywieść z „gołej przyrody”, choć są one zarazem fundamentem całej wiedzy ludzkiej, w tym tej wiedzy na jakiej opierają się sami naturaliści. Mamy bowiem coś takiego jak uniwersalia, zwane też powszechnikami, czyli pojęcia, które samoistnie nie występują w „gołej przyrodzie” ale jak najbardziej „istnieją teoretycznie”, zarówno w świadomości potocznej jak i naukowej. Takie pojęcia jak metoda naukowa, logika, matematyka, liczba, prawo, wiedza, mądrość, inteligencja, świadomość, racjonalność, prawda, filozofia czy etyka, w ogóle nie dadzą się wywieść „z gołej przyrody”. Są to jedynie pewne konstrukty teoretyczne. Największym zbiorem uniwersaliów jest matematyka i jej operacje. Nawet proces tak podstawowy jak dodawanie jest jedynie teoretycznym konstruktem umysłu i w zasadzie nie występuje samodzielnie „w rzeczywistości”, a co dopiero mówić o całej reszcie innych skomplikowanych działań matematycznych, z aksjomatami włącznie.

Skoro już mowa o nauce to warto w tym kontekście poruszyć kwestię stosunku nauki do naturalizmu. Jest to ważne zagadnienie gdyż naturaliści często powołują się na autorytet nauki, jak gdyby naturalizm był w rzeczy samej nauką. Słabo zorientowana osoba może nawet odnieść wrażenie, że nauka jest antyreligijna. Na podtrzymywaniu takiego wrażenia zależy w obecnych czasach głównie przedstawicielom nowej fali ateizmu, takim jak Richard Dawkins. Nauka ma być antyreligijna, stąd już tylko krok do wniosku, że ludzie religijni to niewykształceni ignoranci, jak wielokrotnie i niedwuznacznie sugeruje się wśród neoateistów. Jednak to właśnie taki pogląd jest sam w sobie przejawem niedouczenia i ignorancji. Naturalizm ontologiczny, który stosują w swych założeniach ateiści, nie ma w sumie nic wspólnego z naturalizmem metodologicznym, który jest stosowany w nauce. Zgodnie z tym ostatnim poglądem nauka nie wyklucza istnienia Boga i zaświatów a nawet dopuszcza możliwość ich istnienia (sic!), choć zarazem nie interesuje się tym obszarem bo nie wie jak go badać, co przyznaje nawet anglojęzyczna Wikipedia pod hasłem Metodologiczny naturalizm („some scientists believe it is possible that supernatural causes (such as God and angels) may exist”, stan wpisu na maj 2016).

Nauka nie jest w stanie powiedzieć nam nic o całości Wszechświata i jego praw gdyż nie sięga do jego granic a przecież naturalizm zakłada właśnie to, że wie czym jest Wszechświat od początku do końca, zarówno w wymiarze przestrzennym jak i czasowym. Nauka nie jest też w stanie sama określić granic swego poznania. Czy nauka w jakimkolwiek swoim „oficjalnym dekrecie” orzeka, że wszystko jest tylko naturalne? Nauka nie jest jednorodna, jest pełna domniemań i sprzecznych hipotez oraz przypuszczeń, jak może więc wyczerpująco orzekać o całej rzeczywistości jak jakaś wyrocznia? „Nawet teoria tak dobrze potwierdzona jak prawa Newtona okazała się na dalszą metę nie do utrzymania. […] prawa Newtona zostały obalone!” (J. G. Kemeny, Nauka w oczach filozofa, Warszawa 1967, s. 49, 127). „Ale bez względu na to, co można myśleć o statusie teorii Einsteina, z pewnością każe nam ona uznać teorię Newtona za „zwykłą” hipotezę lub przypuszczenie. […] dynamika Newtona nie jest nauką obowiązującą a priori, ale tylko cudowną hipotezą – domysłem” (Karl R. Popper, Wiedza obiektywna, Warszawa 2002, s. 19, 121).

Ciekawe jest też to, że naturalista w ogóle nie jest w stanie wskazać jakiegoś kryterium przy pomocy którego odróżniłby naukę od tego co nią nie jest. Każde takie kryterium musiałoby się bowiem opierać na jakichś założeniach teoretycznych gdyż „goła przyroda” o tym już w żaden sposób nie rozstrzyga. Kryterium naukowości odwołujące się wyłącznie do „eksperymentu i testu” również jest bowiem samo w sobie czysto teoretycznym założeniem i nieudowodnionym aksjomatem. Naturalista musi przyjąć na wiarę nawet to, że istnieje taki świat o jakim mówią mu zmysły, że przyrządy pomiarowe istnieją i mają prawidłowe odczyty, że eksperymenty istnieją i są prawidłowo przeprowadzone a artykuły naukowe relacjonują prawdziwy stan rzeczy. To naturalista również musi brać na wiarę czyli nie jest to zaobserwowane przez niego „w gołej przyrodzie”. Orzeczenia nauki o świecie są ponadto jedynie hipotetyczne i tym samym niepewne, mogą zostać zmienione w przyszłości, jak to bywało nie raz. Nauka formułuje jedynie przypuszczenia (patrz wyżej). Oznacza to, że nie można z niej wywieść wsparcia dla naturalizmu.

Już Husserl odnotowywał, że naturalizm jest samowywrotny gdyż potępia idealizm, który jest mu jednocześnie niezbędny do usankcjonowania jego istnienia w świecie pojęć absolutnych.

Nietrudno również zauważyć po tych wszystkich powyższych rozważaniach, że naturalizm prowadzi także do relatywizmu moralnego. Naturalista nie jest w stanie w żaden sposób udowodnić, że jakikolwiek jego sąd istniejący w kategoriach moralnych jest w ogóle wiarygodny. Skoro wedle naturalisty myśl jest jedynie produktem bezcelowo drgających atomów, to nie da się z tej „gołej przyrody” wywieść jakiejkolwiek instancji moralnej, pozwalającej naturaliście kategorycznie wypowiadać się o „dobru” lub „złu” jakiegoś postępowania. Naturalista nie może na przykład powiedzieć, że istnieją „prawa człowieka” lub że powinniśmy być „tolerancyjni” dla innych. Twierdzenia te są puste z punktu widzenia światopoglądu naturalistycznego. W tym momencie oświadczenie „ludzie nietolerancyjni są źli” jest pustą deklaracją, która pod względem treściowym nie różni się niczym od oświadczenia „ziewanie jest dobre” lub „zielone jest przyjemne”. Osąd „powinniśmy troszczyć się o dobro rodzaju ludzkiego” niczym nie różni się z kolei od osądu „lubię smażone pomidory”. Wszystkie te poglądy są wywołane jednakowymi impulsami elektrochemicznymi w mózgu, pomiędzy którymi naturalista nie jest w stanie dokonać żadnego moralnego rozróżnienia. Co jest moralnego lub niemoralnego w impulsie elektrycznym? To tak jakby stwierdzić, że bateria elektryczna jest w poniedziałek moralna a w piątek jest już niemoralna. Wszystkie poglądy naturalisty na dobro i zło są więc jedynie halucynacjami i z punktu widzenia jego światopoglądu zdanie „powinniśmy budować lepszy świat” jest tak samo wartościowe lub bezwartościowe gdy wypowiada je Matka Teresa z Kalkuty i Mussolini. Impuls prowokujący takie wypowiedzi w ich mózgach niczym nie różni się pod względem moralnym od impulsu, który doprowadza ludzi do ziewania, beknięcia lub nudności. Wszystko to jest produktem tych samych, bezcelowo drgających atomów w ludzkich mózgach. Zupełnie nie rozumiem więc naturalistów, którzy mówią mi, że jakieś moje postępowanie lub postępowanie innych chrześcijan jest „niemoralne” lub „złe” a sami naturaliści są „dobrzy”, gdyż są na przykład „bardziej tolerancyjni” dla innych. Sądy takie są całkowicie bezsensowne z punktu widzenia samego światopoglądu naturalistycznego. Naturalista nie jest w stanie nawet wykazać, że samo pojęcie „moralność” jest cokolwiek więcej warte niż ciąg znaków „akjfafhsfjnv”, który wygenerowałem zupełnie przypadkowo uderzając w klawiaturę.

Podsumowując już powoli te wszystkie powyższe rozważania, to wcale nie doświadczenie lub „goła przyroda” rozstrzyga o tym, że naturalista jest naturalistą. Rozstrzyga o tym szereg nieudowodnionych założeń filozoficznych, które przyjmuje on do swego światopoglądu. Dopiero tym założeniom filozoficznym podporządkowuje on swe obserwacje w taki sposób aby pasowały do jego sposobu widzenia świata. Doświadczenie ani „goła przyroda” nie rozstrzygają więc o niczym w światopoglądzie naturalisty gdyż każda potencjalna obserwacja jakiegoś przejawu świata nadprzyrodzonego i tak byłaby zinterpretowana w świetle wyznawanych przez naturalistę założeń filozoficznych, które istnienie takiego świata wykluczają z góry. Natomiast samo doświadczenie nie może rozstrzygać o niczym gdyż zmysły są omylne i naturalista zawsze może powiedzieć, że padł ofiarą złudzenia lub niedostatecznej wiedzy o tym co zaobserwował. Doświadczenie, jako takie, nie dowodzi więc absolutnie niczego gdyż to co poznajemy przez doświadczenie zależy od naszych poglądów filozoficznych. Jeżeli człowiek ma wątpliwości czy coś się odbywa na jawie, czy we śnie, żaden eksperyment nie rozwiąże mu tego problemu ponieważ każdy eksperyment sam może być częścią snu. Doświadczenie dowodzi tego, tamtego, lub niczego, w zależności od z góry przyjętego nastawienia, z jakim do niego podchodzimy. Nie ma więc żadnego sensu odwoływanie się przez naturalistę do „doświadczenia”, bo to nie doświadczenie rozstrzyga o jego poglądach na zagadnienia nadprzyrodzone, tylko przyjęte przez niego założenia filozoficzne. Te zaś, jak pokazałem wyżej, są samowywrotne i oparte na wadliwym rozumowaniu oraz irracjonalnej wierze. Tym samym nie musimy ich podzielać ani w ogóle się nimi przejmować.

Jan Lewandowski, czerwiec 2017

 

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *