Niedziela „Dniem Pańskim” chrześcijan – polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian

SPIS TREŚCI

Od autora.

Wstęp.

Niedziela.

1) 1 Kor 16:2.

2) Dz 20:7.

3) Ap 1:10.

4) Inne teksty biblijne o niedzieli.

5) „Didache”.

6) Ignacy Antiocheński.

7) „List Barnaby”.

8) Justyn Męczennik.

9) Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli.

10) Czy niedzielę rozpoczęto obchodzić w Jerozolimie?

11) Rzym, a niedziela.

12) Antyjudaizm II wieku przyczyną wprowadzenia niedzieli?

13) Kult Mitry według pism wczesnochrześcijańskich.

14) Słońce i jego kult, a chrześcijanie.

15) Chrystus prawdziwym Słońcem.

16) Dzień Słońca, a niedziela.

17) Modlitwa w kierunku wschodnim.

18) Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela.

19) Odpoczynek niedzielny.

20) Sobór Nicejski o niedzieli.

21) Konstantyn i niedziela.

22) Czy data święta Narodzin Niezwyciężonego Słońca wpłynęła na termin obchodzenia Bożego Narodzenia?

Zakończenie.

Dodatek.

Uwagi.

OD AUTORA

Opracowanie to, w odróżnieniu od podobnego mego artykułu o szabacie (powstałego w 1989 r.), jest napisane obecnie, choć wiele jego myśli pokrywa się z wnioskami z rozdziału ‘Niedziela’ z mej książki pt. „W obronie wiary” (opublikowana na www.trinitarians.info). Jednak z racji tej, że rozdział ten jest polemiką ze Świadkami Jehowy potrzebne było przebudowanie i rozszerzenie argumentacji. Chociaż w wielu kwestiach zarzuty Świadków Jehowy pokrywają się z sabatariańskimi (np. o pogańskim pochodzeniu chrześcijańskiej niedzieli), to jednak problem szabatu w zasadniczy sposób różni oba ruchy. Narzucanie przez adwentystów soboty, jako dnia kultu i związana z tym argumentacja skłania też do polemiki od innej strony. Wielokrotnie w opracowaniu tym przywoływany będzie też uczony adwentystów S. Bacchiocchi, który swoją pracę doktorską napisał na katolickiej uczelni w Rzymie (!). Owocem jej jest jego książka pt. „Od soboty do niedzieli”, z której niejednokrotnie będziemy korzystać i wykazywać autorowi jednostronność, tendencyjność i pewne ‘skrzywienia’ w argumentacji. Choć dzieło to jest rzeczywiście poważnym i rozbudowanym opracowaniem, to jednak popatrzmy co sądzi o nim dominikanin J. Salij, który pisze: „Książkę wreszcie przeczytałem, a nawet przestudiowałem, bo sprawdzałem częstokroć omawiane przez autora teksty w samych źródłach. Owszem, autor pisał ją z wstępnym przeświadczeniem, jakie wynika z jego adwentyzmu, że w Nowym Testamencie nie ma żadnych przesłanek do odejścia od święcenia szabatu, i to przeświadczenie prowadzi go niekiedy do znamiennych przemilczeń i błędnych interpretacji. Ale z satysfakcją muszę stwierdzić, że jest to praca autentycznie naukowa. Bo jak wiadomo, naukowość w humanistyce niekoniecznie polega na tym, że wywody autora przymuszają do przyjęcia sformułowanych przez niego wniosków. W humanistyce wysoko ceni się również prace zawierające wnioski kontrowersyjne czy wręcz błędne, jeśli na przykład autor wysuwa w nich jakieś nowe hipotezy albo dostarcza bardziej rzetelnego uzasadnienia dla hipotez już sformułowanych, albo analizuje istotne dla danego tematu teksty z jakiejś nowej perspektywy. Bo nawet jeśli ogół uczonych w końcu odrzuci daną hipotezę, to jednak sam fakt jej sformułowania lub lepszego uzasadnienia ma wielką wartość naukową. W trakcie dyskusji można bowiem dostrzec jakieś nowe aspekty badanego problemu, pogłębić niektóre argumenty albo stwierdzić słabość innych, które dotychczas może wysoko się ceniło. Przypomina mi się na przykład rozprawa doktorska pewnego biblisty, zresztą katolickiego, jakoby opis stworzenia Ewy z żebra Adama związany był z symboliką księżyca. Hipoteza to bardzo mało prawdopodobna, a jednak naukowo praca ta była bardzo cenna. Stąd nic dziwnego, że w naukach humanistycznych zdarza się wręcz często, że promotor zupełnie nie zgadza się z tezą swojego doktoranta, a jednak rozprawę nie tylko dopuszcza do obrony, ale bardzo wysoko ją ceni” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 228).

Zaznaczam też, że określenie „adwentyści”, występujące w opracowaniu, dotyczy członków „Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego”, choć może też oznaczać czasem innych adwentystów i sabatarian, czasem wywodzących się od nich i święcących również sobotę.

WSTĘP

Adwentyści i inni sabatarianie nie tylko zachowują szabat i uzasadniają dlaczego to czynią, oraz bronią go przed tymi, którzy atakują ich wierzenie (np. Świadkowie Jehowy). Przede wszystkim prawie we wszystkich swych publikacjach, które zajmują się problematyką soboty, kierują frontalny atak na niedzielę jako Dzień Pański, obchodzony przez katolików, protestantów i prawosławnych. Mało tego, niedziela dla adwentystów jest pogańskim Dniem Słońca, a nie dniem w którym Chrystus zmartwychwstał. To, według nauki prorokini adwentystycznej E. White (zm. 1915), „znamię Bestii” z Ap 13:16-17, którą jest nasz Kościół (Bestią-zwierzęciem jest dla niej papiestwo). Oto czego uczy ona o niedzieli: „Czym więc jest zmiana soboty, jak nie znakiem autorytetu Kościoła rzymskiego – ‘znamieniem zwierzęcia’? (…) Nakaz święcenie niedzieli, który zostanie wydany przez kościoły protestanckie, będzie równał się nakazowi oddania pokłonu papiestwu – zwierzęciu” („Wielki bój” ed. 1983, s. 346).

Pogląd ten, jak można zauważyć, podtrzymywany jest u adwentystów do dziś (patrz np. „Apokalipsa” A. Godek, W-wa 1988, s. 249-253).

Adwentyści i inni sabatarianie nie okazują żadnego szacunku niedzieli. O ile my sobotę uważamy za „dzień biblijny”, w którym Chrystus chodził do synagogi, to oni niedzielę, także „dzień biblijny”, w którym Jezus zmartwychwstał, ukazywał się, zesłał Ducha Św. i na ‘początku’ zaczął z Ojcem stwarzać świat, nazywają, jak widzimy, „pogańskim dniem” czy „znamieniem Bestii”.

Analogicznie jak oni pogardliwie nazywają niedzielę „pogańskim dniem Słońca”, my byśmy mogli sobotę określać „pogańskim dniem Saturna”. Tylko czemu to miałoby służyć?

Przecież sabatarianie mogliby, wzorem pierwszych chrześcijan z Żydów, zachowywać (jeśli tego aż tak pragną) szabat i równocześnie próbować obchodzić niedzielę. Nasz Kościół przynajmniej częściowo ukazuje szacunek dla soboty, bo tak jak i w każdy dzień, tak i w piątek wieczorem i w sobotę odbywają się w kościołach Msze Św. i różne nabożeństwa.

W opracowaniu tym, dotyczącym niedzieli, pominiemy w większości argumentację przeciw obchodzeniu soboty, odsyłając zainteresowanych do artykułu pt. „Czy ‘Dniem Pańskim’ chrześcijan powinien być szabat? Polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian” (opublikowany na www.trinitarians.info). Jednak tam, gdzie problem niedzieli i szabatu będzie wyraźnie stykał się, ponownie podejmiemy polemikę z argumentacją dotyczącą obchodzenia soboty.

Jak wspomniano powyżej (‘Od autora’) będziemy w tym opracowaniu przywoływać wielokrotnie uczonego adwentystów S. Bacchiocchiego i jego dość kontrowersyjne dzieło pt. „Od soboty do niedzieli” (niektórzy sabatarianie sądzą, że z ich punktu widzenia też jest ono miejscami kontrowersyjne). Aby było jasne o co chodzi przytaczamy słowa katolickiego znawcy problematyki soboty i niedzieli, który na temat Bacchiocchiego pisze: „wychodząc z samych tekstów biblijnych i opierając się na źródłach patrystycznych i literaturze chrześcijańskiej, dochodził do wniosków zupełnie odmiennych, a nawet przeciwnych od Rordorfa (a także Mosny i innych)” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 125).

Niektóre jego „odmienne” wnioski, często kontrowersyjne, niestety stały się czasem także „odmienne” od poglądów ogółu sabatarian (także adwentystów) i na to pragnę byśmy zwrócili uwagę (np. utożsamianie ‘Dnia Pańskiego’ z Ap 1:10 z dniem eschatologicznym). Bacchiocchi czasem atakując nas, ‘atakuje’ też sabatarianizm. Przykładowo na ogół adwentyści sądzą, że niedziela został wprowadzona w IV wieku, natomiast uczony adwentystyczny stwierdza, że „święcenie niedzieli zapoczątkowane zostało na początku drugiego wieku po Chr.” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 261). Mało tego, potrafił też stwierdzić, że nie tylko „zapoczątkowano” wtedy święcenie niedzieli, ale nawet, że „święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260).

NIEDZIELA

Aby zobaczyć jak dla wielu chrześcijan sprawa niedzieli jest ważnym zagadnieniem, wczytajmy się w słowa listu skierowanego do dominikanina J. Salija. Oto jego treść:

„Brak mi słów oburzenia na Księży Jezuitów z Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie, którzy pozwolili adwentyście nazwiskiem Samuel Bacchiocchi napisać na tej papieskiej uczelni pracę doktorską, w której twierdzi on, że apostołowie nie znali święcenia niedzieli i że wszyscy chrześcijanie powinni wrócić do święcenia szabatu. Ja jestem inżynierem i nie umiem ocenić naukowej wartości tej książki. Ale podziwiam naiwność Jezuitów, którzy nie potrafili przewidzieć, że adwentyści będą latać z tą książką i triumfalnie pokazywać, że sami Jezuici z najlepszej papieskiej uczelni uznali ich wiarę i że wszystko idzie ku temu, że również Kościół katolicki uzna ich szabat. Nie wiem, czy to prawda, ale adwentysta, który aż dusząc się od triumfu, pokazał mi w pociągu tę książkę, mówił, że Bacchiocchi otrzymał złoty medal zasługi od samego papieża Pawła VI. Doprawdy nie wiem, co to wszystko ma znaczyć” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 226).

Oto zaś kilka zdań z odpowiedzi udzielonej zbulwersowanemu katolikowi przez znanego dogmatyka J. Salija OP:

„List Pana ogromnie mnie zaintrygował, bo nie znałem tej książki. W pierwszym odruchu nie chciało mi się temu wierzyć, gdyż w pismach polskich adwentystów natrafiam dość często na dowody ciemnej nienawiści do Kościoła katolickiego [tu J. Salij podaje kilka cytatów z publikacji adwentysty S. Dąbrowskiego]. Również dzisiaj papież bywa przez nich utożsamiany z apokaliptyczną bestią i antychrystem [tu J. Salij podaje kolejną publikację adwentystyczną]. Toteż czytając ów list, pomyślałem sobie: Chyba to jakieś nieporozumienie, ale jeśli to prawda, to książka ta zapowiada sympatyczny przełom w stosunku adwentystów do Kościoła katolickiego. Bo jeśli się z uznaniem podkreśla czynną obecność swojego wyznawcy na papieskiej uczelni, to zapewne uczelni tej nie uważa się już za siedlisko Beliala. Jeśli zaszczytem jest odznaczenie medalem przez papieża, to trudno jednocześnie widzieć w papieżu antychrysta. Jeśli to prawda – pomyślałem sobie – to książka ta musi mieć autentycznie walory naukowe. Zatem nawet jeśli zawarte w niej tezy są kontrowersyjne, przyczyni się ona do skorygowania historycznych dezinformacji na temat początków święcenia niedzieli, jakie do dziś są przekazywane w katechezie polskich adwentystów. Oto na przykład w napisanej na sposób katechizmu broszurze, która została wydana w stutysięcznym nakładzie, można znaleźć takie między innymi brednie (bo trudno to nazwać inaczej), że edykt Konstantyna Wielkiego z roku 321 ‘był to jeden z najważniejszych kroków, które doprowadziły do zmiany soboty’, oraz że na soborze w Laodycei w roku 364 ‘świętowanie soboty zostało zakazane, a następnie [podkr. moje tzn. J. Salija] niedziela uznana jako dzień święty’ [przypis: ‘Biblia mówi’ R. Dąbrowski, ‘Znaki Czasu’, W-wa 1984, s. 72]. Pomyślałem sobie: Jeśli książka Bacchiocchiego jest rzeczywiście poważną pracą naukową, to wreszcie adwentyści nauczą się bronić swojej nauki o święceniu soboty z większym poszanowaniem faktów i tekstów historycznych. A w takim razie Ojcom Jezuitom raczej bym pogratulował, że się trochę do tego przyczynili” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991 s. 226-8).

Po przestudiowaniu dzieła S. Bacchiocchiego należy mu podziękować przynajmniej za podjętą próbę ‘odkłamywania’ adwentystycznej historii początków niedzieli. Niech choć jego dwa poniższe zdania, które częściowo tę historię prostują, grzmią w uszach każdego sabatarianina:

„święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku, a nie w Jerozolimie, w czasach apostolskich” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260).

„święcenie niedzieli zapoczątkowane zostało na początku drugiego wieku po Chr.” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 261).

Poniżej spróbujemy wykazać jednak, że początków niedzieli należy szukać w I wieku, i nie w Rzymie, ale w Jerozolimie, oraz bez wpływu kultu Mitry i antyjudaizmu II wieku, a za sprawą zmartwychwstania Chrystusa.

1 Kor 16:2

1) J. Salij OP o poglądach adwentystów na temat niedzieli w Nowym Testamencie napisał:

„Dogmat ten domaga się jednak, aby w Nowym Testamencie nie było ani jednej wzmianki o początkach święcenia niedzieli. Otóż na nieszczęście dla adwentystów mamy w Nowym Testamencie aż trzy świadectwa [1Kor 16:2, Dz 20:7, Ap 1:10], które najprawdopodobniej dotyczą właśnie święcenia niedzieli. Stosunkowo mało przekonujące jest świadectwo 1 Kor 16,2, choć wyraźnie mówi się tam o ‘pierwszym dni tygodnia’ czyli o niedzieli” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

Dominikanin wspomniał też o uczonym adwentystów Bacchiocchim, którego będziemy tu często przytaczali:

„Inna jest sytuacja adwentysty, kiedy bada początki święcenia niedzieli. Jeśli chce pozostać na gruncie adwentyzmu, musi on wykazać, że w Nowym Testamencie nie ma nawet śladu początków święcenia niedzieli. Musi on ponadto wykazać, że nauka Pana Jezusa w żaden sposób nie upoważnia do porzucenia święcenia szabatu. Adwentyzm bowiem stoi na gruncie dogmatu, że chrześcijanie nadal są zobowiązani do święcenia szabatu, i zwalcza święcenie niedzieli jako rzekomo niezgodne ze słowem Bożym. Psychologicznie więc zrozumiała będzie tendencja historyka adwentysty, ażeby początki święcenia niedzieli umieścić jak najdalej od czasów apostolskich. Jeżeli jest to historyk z prawdziwego zdarzenia, będzie się tylko starał o to, żeby nie czynić tego wbrew oczywistej wymowie zachowanych świadectw. Łatwo więc sobie wyobrazić, jaką szansę z naukowego punktu widzenia stanowi ponowne przebadanie świadectw odnoszących się do początków święcenia niedzieli, zarówno nowotestamentalnych jak patrystycznych, przez rzetelnego historyka, który zarazem jest głęboko wierzącym adwentystą. Ma on w sobie dość zarówno wewnętrznego napędu, jak fachowego przygotowania, żeby dostrzec w tych świadectwach najmniejsze nawet wątpliwości, jakie mogą one budzić. Taki historyk skoryguje ponadto niektóre przynajmniej nierzetelności, jeśli takie znajdują się w ogólnie stosowanej argumentacji jego współwyznawców. Jeśli zaś broni tezy niezgodnej z istniejącymi świadectwami, ujawni się wówczas – choćby nawet wbrew owemu historykowi – kruchość podstaw, na których jego teza jest oparta” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 229-230).

Adwentysta Z. Łyko o słowach św. Pawła: „Niechaj pierwszego dnia każdy z was coś odłoży według tego, co uzna za właściwe, żeby nie zarządzać zbiórek dopiero wtedy, kiedy przybędę” (1Kor 16:2), z około 56 r., napisał:

„Z zarządzenia tego absolutnie nie wynika, że pierwszego dnia tygodnia, czyli w niedzielę, odbywały się za czasów apostolskich jakieś regularne nabożeństwa, na których zbierano kolektę. Apostoł poleca, aby w tym dniu każdy wyznawca odkładał ‘u siebie’ (par heauto), czyli w domu – a więc nie w kościele czy na jakimś zgromadzeniu – własne oszczędności, z przeznaczeniem ich na ofiarę dla biednych” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 202).

Otóż po pierwsze, tekst ten nie wyklucza „regularnych nabożeństw” w każdą niedzielę, jak się może wydaje Z. Łyko.

Po drugie, owszem, chrześcijanie mieli odłożyć pewną kwotę, dosłownie „u siebie”, ale miało to mieć miejsce właśnie w niedzielę, w którą jak wiemy z Dz 20:7 (patrz poniżej pkt 2) odbywało się „łamanie chleba” i ten dzień miał być tym, w którym szczególnie mieli oni pamiętać o potrzebujących braciach.

Po trzecie, takie akcentowanie przez Z. Łyko słów „w domu”, skoro Paweł nie umieścił ich w swym liście, jest pewnym zaciemnianiem sprawy. Jeśli one nie zostały w piśmie Apostoła umieszczone, to może właśnie dlatego by pozostawić nam inną możliwość odkładania dla biednych, np. „u siebie w zgromadzeniu”.

Po czwarte, Łyko nie odpowiada na pytanie, dlaczego akurat na niedzielę Paweł wyznaczył odkładanie pieniędzy.

Po piąte, wydaje się bardziej prawdopodobnym, że ten dzień odkładania pieniędzy musiał mieć jakieś znaczenie religijne – skoro z nazwy został wymieniony i była to zbiórka zorganizowana przez Kościół (!) – niż miałby być on bez znaczenia dniem w kulcie chrześcijan.

Po szóste, zapytajmy dlaczego Paweł nie powiedział „niech każdy wybierze sobie jakiś dzień tygodnia” do odkładania pieniędzy dla biednych, ale wyznaczył konkretnie niedzielę na tę czynność? Widocznie, choć mieli chrześcijanie składać pieniądze „u siebie”, to musiały im się te dni odkładania ofiar z ‘czymś’ kojarzyć. Czy nie z niedzielnymi nabożeństwami? Jedno jest pewne: nie z sobotnimi!

Po siódme, dlaczego mieli chrześcijanie odkładać pieniądze w domach? Otóż dlatego, że nie istniały jeszcze wtedy stałe miejsca nabożeństw i chrześcijanie spotykali się „po domach” (Dz 2:46) i zapewne co rusz w innych, a to by nie sprzyjało odkładaniu ich w stałym miejscu. A może bezpieczeństwo ich też było na uwadze, bo mniejsza kwota nie jest zapewne pokusą dla złodziei w przeciwieństwie do dużej ilości pieniędzy gromadzonych w stałym pomieszczeniu.

Adwentysta S. Bacchiocchi o powodach niedzielnego odkładania funduszy dla biednych napisał:

„Wzmianka Pawła o pierwszym dniu tygodnia mogłaby być umotywowana bardziej względami praktycznymi niż teologicznymi. Oczekiwanie na koniec tygodnia lub miesiąca w celu odłożenia składek lub oszczędności nie zgadza się z powszechnie stosowanymi praktykami budżetowymi, skoro właśnie wtedy okazuje się najczęściej, że ewentualny ofiarodawca ma już tylko własną pustą kieszeń. Z drugiej jednak strony, gdy pierwszego dnia tygodnia, przed zaplanowaniem wydatków, ktoś odkłada to, co zamierza ofiarować, pozostałe fundusze zostają tak rozdzielone, aby zabezpieczały wszystkie podstawowe potrzeby” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 110).

„natomiast próba wyciągania zeń innych wniosków powoduje tylko niepotrzebne zamieszanie” (s. 111).

Dalej Bacchiocchi odwołując się do innego badacza napisał:

„A. Deissmann (…) pisze, że w świecie rzymskim pierwszy dzień tygodnia był być może dniem płatności dla wielu członków. Przyznaje on jednak, że nie ma żadnego powodu na podtrzymanie takiego przypuszczenia” (s. 111).

Otóż po pierwsze, z Biblii nie wynika, że niedziela była dniem wypłaty.

Po drugie, rada Pawła, jak i inne zalecenia, miały obowiązywać wszystkich chrześcijan, przez wszystkie wieki, więc nie mógł on stosować się do jakiegoś tymczasowego, charakterystycznego dla jakiegoś regionu przypuszczalnego dnia wypłaty.

Po trzecie, jak widać Bacchiocchi zbudował swe wnioski na wyłącznie przypuszczeniach Deissmanna dotyczących rzekomego dnia wypłaty.

Po czwarte, z sugestii Bacchiocchiego wynika, że chrześcijanie to jakieś ‘niedorajdy’, które nie potrafią rozplanować wydatków kiedykolwiek, a to planowanie mogli zrobić odpowiednio wyłącznie w pierwszy dzień tygodnia. A gdzie roztropność chrześcijańska? Wszystko to zaś oczywiście, gdyby ta „przypuszczalna” wypłata była w niedzielę.

Po piąte, chrześcijanie mieli w niedzielę odkładać „to co właściwe”, więc nie było zapewne potrzebne jakieś planowanie wydatków zaraz po otrzymaniu zapłaty za pracę, rzekomo co tydzień pierwszego dnia tygodnia. My dziś otrzymujemy wypłatę na ogół raz w miesiącu, a umiemy wspierać Kościół co tydzień.

Po szóste, nadanie tekstowi 1Kor 16:2 „świeckiego” charakteru i zrobienie z ofiar pochodzących od serca problemu „pustych kieszeni”, wydaje się wysoce niestosowne.

Po siódme, ważniejsze jest, nie kiedy była wypłata w Koryncie, tylko to, że Paweł użył semickiego określenia „pierwszy dzień tygodnia”, co wskazuje na jerozolimskie pochodzenie niedzieli i to dało mu myśl na połączenie tego dnia ze zbiórką pieniędzy.

Po ósme, Bacchiocchi by pozbawić znaczenia niedzieli w 1Kor 16:2 przerobił „niedzielny plan wspierania ubogich” na „tygodniowy plan wspierania ubogich” (s. 111). Owszem, jest on tygodniowy, ale organizowany właśnie w niedzielę, a nie w inny dzień tygodnia.

Po dziewiąte, wytyczne Pawła nie dotyczyły w pełni świata rzymskiego, ale Koryntu i kościołów Galacji (1Kor 16:1), które daleko były od Rzymu, choć stanowiły część cesarstwa

Jak zauważymy poniżej w wypowiedziach uczonych, określenie „zbiórka” (logeia) pieniędzy nabiera w innych miejscach Nowego Testamentu, poprzez stosowane tam odmienne słowa, charakteru religijnego związanego z kultem, liturgią. Nie ma więc racji Bacchiocchi, który tylko do „względów praktycznych” sprowadza „polecenie” (1Kor 16:1) Pawła.

E. Bianchi o interesującym nas problemie napisał:

„Zresztą już same nazwy, jakimi określa się kolektę, posiadają w znacznym stopniu charakter liturgiczny (prosfora = ofiara: Dz 24,17; diakonia = służba: 2 Kor 8,4 i 9,1; koinonia = wspólnota: 2 Kor 8,14 i 9,13; leitourgia = posługa: 2 Kor 9,12) i mogą wskazywać na związek z kultem chrześcijańskim” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 111).

Powyższe stwierdzenia uzupełnia „Słownik Nowego Testamentu” (przekład bp K. Romaniuk, Poznań 1986):

„Są nadto dwa terminy, ukazujące początek i rezultat akcji miłosiernych: karpos: ‘owoc’ [Rz 15,28], charis: ‘dar darmo dany’ [1 Kor 16,2n.]. Z użyciem tych terminów łączy się zazwyczaj temat ‘gorliwości’ (spoude) [2 Kor 8,8. (17). 22 por. Gal 2,10] oraz dobrego przykładu Chrystusa [2 Kor 8,9]” (hasło ‘Zbiórka na ubogich’ s. 694).

Tę problematykę podsumował krótko H. Pietras SJ, który napisał:

„Inne kościoły wspomagały ich więc, ale znaczące dla nas jest to, że właśnie niedziela była dniem, w którym według Pawła w szczególny sposób powinni pamiętać o potrzebujących braciach. Warto jeszcze dodać, że w drugim liście do kościoła w Koryncie Paweł pisząc znowu o zbiórce na rzecz Jerozolimy określa ją słowem ‘leitourgia’ [2 Kor 9:12], co pierwotnie znaczyło ‘posługiwanie w sprawach publicznych’. A jako że – jak wiemy – słowo to nabrało z czasem innego znaczenia, musiał istnieć pierwotnie jakiś związek między kolektą na ubogich a mszą świętą” („Dzień Święty” Kraków 1992, s. 11).

O ile słowa Pawła „Niechaj pierwszego dnia każdy z was coś odłoży [u siebie]” (1Kor 16:2) odczytamy nie tylko jako skierowane do poszczególnych wiernych jednej wspólnoty w Koryncie, ale do wszystkich całych kościołów, Kościoła Powszechnego, to możemy je zrozumieć jako: „niech każda z was wspólnota odłoży [u siebie] w kościele” coś w niedzielę.

Być może kierowani takim rozumieniem sprawy chrześcijanie, za czasów Justyna Męczennika (ur. 100), tak słowa 1Kor 16:2 wprowadzili w czyn u siebie.

On to, opisując zwyczaje chrześcijan pokazał, że połączyli oni obchodzenie dnia świątecznego ze zbieraniem ofiar dla potrzebujących, co jest praktykowane do dziś. Justyn przekazał nam następujące słowa:

„W dniu zaś, zwanym Dniem Słońca odbywa się zebranie w jednym miejscu wszystkich razem, i z miast i ze wsi. Tedy czyta się Pamiętniki apostolskie albo Pisma prorockie (…) gdy modlitwa się skończy, przynoszą chleb oraz wino i wodę, a przełożony zanosi modlitwę a także dziękczynienie. (…) Wreszcie następuje rozdawanie i rozdzielanie wszystkiego tego, co się stało Eucharystią, nieobecnym zaś rozsyła się ją przez diakonów. Ci którym się dobrze powodzi i którzy mają dobrą wolę, dają co chcą, a wszystko, co się zbierze, składa się na ręce przełożonego. On zaś roztacza opiekę nad sierotami, wdowami, chorymi albo z innej przyczyny cierpiącymi niedostatek, nad więźniami, obcymi gośćmi, jednym słowem śpieszy z pomocą wszystkim, co są w potrzebie” („Apologia” I:67,3-6).

Z satysfakcją trzeba podkreślić, że sabatarianie uznają w słowach z 1Kor 16:2 to, że dotyczy to wielu niedziel. Wiemy bowiem, że w przypadku „łamania chleba w pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7), uczą oni tylko o jednorazowym i przypadkowym (okazjonalnym) łamaniu chleba w niedzielę.

Ciekawe czemu sabatarianie, którzy tak mocno starają się zakwestionować nasze rozumienie tekstu 1Kor 16:2, sami nie praktykują odkładania składek „pierwszego dnia tygodnia”. Czyżby pomimo swej gorliwości w uznawaniu zasady sola Scriptura nie zauważyli, że List Pawła jest natchniony i dotyczy wszystkich chrześcijan i to z całego okresu istnienia Kościoła? Czy obchodzenie szabatu przeszkadza im w wypełnianiu słów czy „polecenia” z 1Kor 16:1-2?

Na koniec zapytajmy sabatarian. Czy tylko przez przypadek wyznaczone przez Pawła niedzielne odkładanie ofiar dla ubogich (1Kor 16:2) odbywało się w tym samym dniu, w którym zebrali się chrześcijanie by pożegnać Apostoła (Dz 20:7)? Dodajmy, że oba te fakty miały miejsce w latach 56-57.

Czy tylko przypadkiem należy tłumaczyć to, że oba te wydarzenia odbywały się w dzień w którym Chrystus zmartwychwstał, ukazywał się i zesłał Ducha Świętego?

Dz 20:7

2) Bacchiocchi, a za nim adwentyści i inni sabatarianie o Dz 20:7 („W pierwszy dzień po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamanie chleba…”) uczą:

„W świetle tych przeanalizowanych materiałów przydatność tekstów z Dz. Ap. 20, 7-12 dla udokumentowania tezy o regularnym już święceniu niedzieli okazuje się raczej znikoma lub żadna. Okoliczność, pora i sposób odbycia się tego zgromadzenia wskazują na to, że było to spotkanie specjalne, a nie rytualne. Nie obowiązywał bowiem jeszcze wtedy zwyczaj regularnego święcenia niedzieli z odprawianiem nabożeństwa niedzielnego” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 122).

J. Salij OP zaś, po przestudiowaniu „argumentów” Bacchiocchiego związanych z Dz 20:7 i opisanymi wydarzeniami z 57 roku, napisał:

„Otóż choćby Bacchiocchi poświęcił temu wersetowi nie dwanaście (s. 111-122), ale sto dwadzieścia stron druku, nie jest w stanie zmienić tego świadectwa, który nie zaczyna się od słów: ‘Ponieważ postanowiliśmy pożegnać Pawła, zebraliśmy się w pierwszym dniu po szabacie’, ale brzmi w sposób znacznie bardziej dla adwentystów niewygodny: ‘W pierwszym dniu po szabacie, kiedy zebraliśmy się na łamaniu chleba’, itd. I żadna sofistyka tego nie zmieni, że tekst sugeruje raczej to, iż Pawła pożegnano przy okazji ‘łamania chleba’, jakie odbywano wówczas ‘w pierwszy dzień po szabacie’.” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

Gdyby spotkanie św. Pawła z chrześcijanami zapisane w Dz 20:7 było tylko okazjonalne, a nie z powodu obchodzenia niedzieli, to niezrozumiałe by było to, czemu św. Łukasz opisując te wydarzenie posłużył się tak bogatym jego opisem teologicznym.

W Dz 20:7-12 występuje wiele aluzji do wydarzeń związanych z niedzielnym zmartwychwstaniem Jezusa i wieczorną Eucharystią w Wielki Czwartek. E. Bianchi o tym pisze:

„Liczne detale tego tekstu nadają wydarzeniu szczególnego kolorytu i silnie paschalną wymowę. Przede wszystkim (…) dynamika przejścia z nocy (20,7) aż do poranka (20,11), z ciemności do światła; przejście od upadku w śmierć (20,9) do powstania ku życiu (20,12) młodego Eutycha, którego zmorzył sen; odpowiadający mu ruch zejścia (katabas: 20:10) i wejścia (anabas: 20,11) Pawła, który powoduje zmartwychwstanie chłopca…” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 113).

„Ostatnia wieczerza” Pawła, która była „łamaniem chleba” (Dz 20:7), przypomina „Ostatnią Wieczerzę” Chrystusa, gdy On „łamał chleb” (Mt 26:26).

Poranne wskrzeszenie Eutycha (Dz 20:10) i „niemała radość” z tego faktu przypomina poranne zmartwychwstanie Chrystusa i „wielką radość” (Mt 28:8, Łk 24:41, J 20:20) chrześcijan z tego powodu.

Niektórzy badacze chcą widzieć nawet inne analogie w omawianym tekście np. „trzecie piętro” (Dz 20:9), z którego upadek spowodował prawdziwą śmierć Eutycha, przyrównują do „trzech dni” prawdziwej śmierci Chrystusa. Patrz też np. „górna sala” (Mk 14:15, Dz 20:8), „wyjaśnianie Pism” (Łk 24:27, 32, Dz 20:9, 11), światłość (Mk 16:2, Dz 20:8).

Jeśli sabatarianie za Bacchiocchim twierdzą, że spotkanie niedzielne opisane w Dz 20:7 było tylko specjalnym zgromadzeniem, to czyż nie odpowiedniejszym dniem byłby do tego szabat, który według adwentystów był obchodzony wtedy przez chrześcijan? Czy ten święty dzień Izraelitów nie byłby właściwszym, skoro niedziela była tylko zwykłym dniem według sabatarian? Gdzie tu konsekwencja adwentystów?

Niektórzy znawcy problematyki sobotnio-niedzielnej idą nawet na ‘kompromis’ z sabatarianami i twierdzą, że w wyrażeniu „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7) kryje się myśl, że najpierw chrześcijanie zachowywali szabat, by później, już po zachodzie słońca (w sobotę wieczorem) tzn. w niedzielę obchodzili Eucharystię „pierwszego dnia tygodnia”. Analogicznie więc, jak szabat byłby wtedy cotygodniowy, tak i niedziela również.

Sam Bacchiocchi (choć nie zgadza się zapewne co do tego w przypadku Dz 20:7) pisze też o tym:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem. Później, w miarę pojawienia konieczności odróżnienia się chrześcijan od Żydów, święto to zostało najwidoczniej przeniesione z soboty wieczorem na niedzielę rano” (s. 326).

J. Salij OP, świadom możliwej takiej przejściowej postawy chrześcijan pisze:

„Autor [Bacchiocchi] wyraźnie potrafi to zauważyć, że pierwsi chrześcijanie nie byli ludźmi znikąd, ale wyrastali z biblijnego judaizmu, zaś świadomość chrześcijańska nie spadła na nich w okamgnieniu, ale krystalizowała się powoli i nie bez oporów. ‘Pierwsi żydowscy konwertyci – pisze Bacchiocchi – traktowali przyjęcie Chrystusa nie jako zburzenie ram ich przekonań religijnych, ale jako wypełnienie mesjańskich oczekiwań, które wzbogacały życie religijne nowymi wartościami. Proces odłączenia cienia od rzeczywistości, tego, co przemija, od tego, co trwałe, przebiegał stopniowo i nie dokonywał się bez trudności ani bez jakichkolwiek oporów’ (s. 164). Rzecz jasna, autor nie powie już (bo jest przecież adwentystą), że chrześcijanie jerozolimscy początkowo zachowywali szabat na tej samej zasadzie, na jakiej przestrzegali jeszcze jakiś czas obrzezania oraz rozróżniali pokarmy czyste i nieczyste” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

Ciekawe, że o ile w przypadku 1Kor 16:2 („Niechaj pierwszego dnia tygodnia”) sabatarianie zgadzają się z tym, że można rozumieć ten tekst jako mówiący o „każdej niedzieli” (choć mowa jest dosłownie jakby o jednej), to w stosunku do Dz 20:7 nie zgadzają się na takie rozszerzenie łamania chleba na „każdą niedzielę”.

Warto też przypomnieć sabatarianom, że tekst Dz 20:7 nie miał być tylko przekazem historycznym pewnego zdarzenia, ale Dzieje Apostolskie jako pismo natchnione miały być wskazówką dla wszystkich pokoleń chrześcijan, jak postępować i żyć.

Mało tego, gdyby pożegnanie Pawła byłoby tylko przypadkowo w niedzielę, niezrozumiałe by było podawanie dnia tygodnia, w którym się ono odbyło. Do czego ta informacja miałaby nam służyć?

Tu też zaznaczmy, że chociaż w Listach i Dziejach Apostolskich wymieniane jest wiele razy słowo „dzień” (w znaczeniu dni tygodnia np. Dz 4:3, 5, 10:9, 14:20) to jednak z nazwy nie wymienia się żadnego z nich. Tylko dni świąteczne Żydów (np. sobota [Dz 13:14] i dzień Przaśników – Dz 12:3) i chrześcijan (dzień Pięćdziesiątnicy [Dz 2:1, 20:16, 1Kor 16:8] i pierwszy dzień tygodnia, czy pierwszy dzień po szabacie – 1Kor 16:2, Dz 20:7) posiadają oznaczenia w tych pismach. Widać więc, że określenia „pierwszy dzień po szabacie”, czy „pierwszy dzień tygodnia”, są terminami związanymi ze świątecznym charakterem niedzieli, analogicznie jak w przypadku pozostałych wymienionych świątecznych dni.

Zapytajmy też sabatarian. Czy tylko przez przypadek zebranie w Troadzie w „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7) zbiega się z ustanowionym przez Pawła niedzielnym odkładaniem ofiar dla ubogich (1Kor 16:2)? Dodajmy, że oba te fakty miały miejsce w latach 56-57.

Czy tylko przypadkiem należy tłumaczyć to, że oba te wydarzenia odbywały się w dzień w którym Chrystus zmartwychwstał, ukazywał się i zesłał Ducha Świętego?

Na koniec jedno świadectwo z pism wczesnochrześcijańskich, a przytaczamy je dlatego, że w rozdziale o Dz 20:7 Bacchiocchi, ten nadzwyczaj skrupulatny analityk, nie poświęcił mu wcale uwagi. Charakterystyczne dla poniższych zdań Tertuliana (ur. 155) jest to, że w sprawie zebrań niedzielnych chrześcijan odwołuje się on do praktyki Apostołów!

Pisze on:

„Ale – powiesz – jak będziemy mogli się zebrać, w jaki sposób sprawować niedzielną uroczystość? Oczywiście tak, jak Apostołowie, ubezpieczeni wiarą, a nie pieniędzmi. (…) Wreszcie, jeżeli nie możesz urządzić zebrania za dnia, masz noc [por. Dz 20:7n.]; światło Chrystusa ją rozjaśnia. Czy nie możesz tworzyć małych grup, jeśli przecież Kościół jest już tam, gdzie jest trzech? Lepiej, żebyś nie widział tych twoich tłumów, niż miałbyś się zaprzedać w niewolę” („O ucieczce w czasie prześladowania” 14:1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 112).

Ap 1:10

3) Omówimy tu: Ap 1:10, Pięćdziesiątnicę (Dz 2:20), Ps 118:22-24 oraz pogańskie ‘dowody’ adwentysty Z. Łyko przeciw niedzieli jako Dniu Pańskim.

Na początek, by pokazać jak ważnym tekstem dla Bacchiocchiego i sabatarian jest Ap 1:10 z ok. 95 roku ze słowami „doznałem zachwycenia w dzień Pański” odczytajmy słowa J. Salija OP:

„Aż dwadzieścia trzy strony poświęcił Bacchiocchi argumentom, że ‘dzień Pański’ z Apokalipsy 1,10 nie jest niedzielą. Pytanie, czy rzeczywiście chodzi tu o niedzielę, dla wszystkich innych chrześcijańskich badaczy jest zwyczajnym problemem hermeneutyki tekstu. Dla badacza adwentysty jest to jednak pytanie o pierwszorzędnej wadze dogmatycznej. Jeśli bowiem Apostoł Jan mówi tu o niedzieli, jest to następne biblijne świadectwo przeciwko doktrynie adwentystów. Otóż trudność, jaką musi pokonać uczony adwentysta, jest duża, albowiem istnieją aż dwa praktycznie współczesne Apokalipsie świadectwa, że już wówczas ‘dniem Pańskim’ chrześcijanie nazywali niedzielę. Bacchiocchi wkłada więc niezwykle wiele pomysłowości i wysiłku, aby podważyć znaczenie tych świadectw” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231-32).

Świadectwami tymi, o których wspomina J. Salij OP są: pismo „Didache” i list Ignacego Antiocheńskiego „Do Kościoła w Magnezji”, ale tym dziełom i zagadnieniom poświęcimy osobne rozdziały (5 i 6).

Adwentyści twierdzą, że „Dzień Pański” z Ap 1:10 to sobota, a nie niedziela. Argumentują to tym, że Mk 2:28 podaje, że „Syn Człowieczy jest panem szabatu”. Prócz tego odwołują się do Iz 58:13, gdzie szabat nazwany jest „świętym dniem Jahwe”.

Jak widać adwentyści robią co mogą by zakwestionować to, że niedziela jest Dniem Pańskim. Posuwają się nawet do różnych, czy sprzecznych interpretacji tekstu Ap 1:10. Przykładowo ich uczony kaznodzieja Bacchiocchi twierdzi, że „Dzień Pański” z Ap 1:10 to dzień eschatologiczny, a nie sobota czy niedziela („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 123-136). Nie łączy więc on absolutnie Ap 1:10 z Mk 2:28 czy Iz 58:13, jak większość adwentystów. Mało tego, on nawet nie podejmuje się rozważać czy sobota jest Dniem Pańskim z Ap 1:10. Zapewne dla niego stanowisko adwentystów jest tak absurdalne i naciągane, że nie uważa za stosowne go przedstawiać. Rozważa natomiast czy Ap 1:10 mówi o jakiejś niedzieli, czy niedzieli wielkanocnej, czy o dniu powrotu Chrystusa. Bacchiocchi, co zapewne nie spodoba się adwentystom, przeczy identyfikacji „Dnia Pańskiego” z sobotą, którą prezentuje K. Strand, na podstawie jednego z apokryfów, który jest datowany przez Bacchiocchiego na III wiek (s. 134-5 przypis).

Jak widać, adwentyści różnią się w swym argumentowaniu. Nie mogąc zaś uzgodnić jednolitej wykładni stosują racje według własnego upodobania, byleby zakwestionować niedzielę (podobnie dla Świadków Jehowy „Dzień Pański” z Ap 1:10 to czasy od roku 1914).

Tekst Iz 58:13 nie przeczy temu, że „Dniem Pańskim” z Ap 1:10 jest niedziela. Raczej wskazuje tylko, że w Starym Testamencie dniem Boga Jahwe była sobota. Później analogicznie w Nowym Testamencie dniem Pana Jezusa stała się niedziela, w którą zwyciężył On śmierć. Iz 58:13 mówiąc o konkretnym dniu (sobocie) może więc potwierdzać, że tak samo o konkretnym dniu – niedzieli – może mówić Ap 1:10.

Interpretacja „Dnia Pańskiego” (Ap 1:10) jako soboty nie była znana ani Apostołom, ani ich uczniom. Zapewne wymyślili ją dzisiejsi adwentyści lub inni sabatarianie. Oni nie przedstawiają nawet żadnego z pisarzy wczesnochrześcijańskich, który potwierdza ich koncepcję i nazywa sobotę „Dniem Pańskim”. Jest za to wielu takich, którzy tak nazywają niedzielę (patrz poniżej).

Określenie „Dzień Pański” oznacza w Biblii dzień zwycięski Boga. Takim dniem dla Jezusa, naszego Boga (J 20:28), był dzień zwycięstwa nad śmiercią. Każda niedziela jest więc upamiętnieniem tamtego wydarzenia. Również ukazywania się Chrystusa w niedzielę były zapowiedzią Jego powrotu i ukazania się w eschatologicznym Dniu Pańskim. Nie przez przypadek też dalsze słowa Biblii po Ap 1:10 mówią o fakcie zmartwychwstania Pana: „Jam jest Pierwszy i Ostatni, i żyjący. Byłem umarły, a oto jestem żyjący na wieki wieków i mam klucze śmierci i Otchłani” Ap 1:17-18.

Czy dzień zmartwychwstania był tak ważny dla pierwszych chrześcijan, żeby go nazywać „Dniem Pańskim”?

Oczywiście! Ps 118:22-24 proroczo wskazywał na dzień Chrystusa Pana: „Kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym (…) Oto dzień, który Jahwe uczynił: radujmy się zeń i weselmy!”.

W Dz 4:10-11 św. Piotr odniósł fragment tego Psalmu do Chrystusa-Kamienia, mówiąc też o Jego zmartwychwstaniu: „w imię Jezusa Chrystusa (…) którego Bóg wskrzesił z martwych (…) On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła”. Zresztą słowa tego Psalmu już wcześniej Chrystus odnosił do siebie (Mt 21:42-44, Mk 12:10-11, Łk 20:17-18).

Ten ‘dzień’ więc, w którym się dokonało wspomniane zmartwychwstanie Chrystusa, to niedziela – Dzień Pana. Tego dnia towarzyszyła niewiastom i Apostołom – jak zapowiadał Psalm – „wielka radość” (Mt 28:8, Łk 24:41, J 20:20).

Warto wiedzieć, że pisarze wczesnochrześcijańscy, czasem nawet samym „dniem” z tego Psalmu nazywają Chrystusa, który w niedzielę stwarzał świat i zmartwychwstał: np. „List Barnaby” (ok. 130 r.) 6:4; Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” VI:145,5; Cyprian (ur. 200) „O Modlitwie Pańskiej” 35.

Nie dziwmy się temu, że dla pierwszych chrześcijan ważniejszy stał się fakt zmartwychwstania Jezusa, a przez to przyjęcie niedzieli jako Dnia Pańskiego, niż odpoczynek sobotni. Przecież sam Chrystus po mowie o naruszaniu szabatu (J 5:15-19) wskazał na „wskrzeszanie umarłych i ożywianie” (J 5:21), jako najważniejsze dzieła Jego i Ojca, a nie na odpoczynek.

Nie mają też racji ci sabatarianie, którzy za S. Bacchiocchim uczą, że określenie „Dzień Pański” (Ap 1:10) musi mieć znaczenie eschatologiczne, a nie służy dla oznaczenia konkretnego dnia tzn. niedzieli. W Iz 58:13 szabat jest nazwany ‘dniem Jahwe’: „jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a święty dzień Jahwe czcigodnym”. Analogicznie Dzień Pański jest dla ludu Chrystusowego dniem świętym i jest to niedziela (Ap 1:10).

W Biblii greckiej Dzień Pański jako dzień powrotu Chrystusa określony jest innymi słowami niż niedziela z Ap 1:10, czego język polski jednak nie ukazuje. W pierwszym przypadku stosowane są słowa hemera tou kyriou lub hemera kyriou (1Tes 5:2, 1Kor 1:8, 5:5 por. w LXX Iz 2:12, 13:6, Ez 13:5, 30:3, Jl 2:1, 11, 3:4, Am 5:18, 20, Sof 1:14, Ml 3:23), a w drugim kyriake hemera (Ap 1:10), które to określenie pada tylko jeden raz w Biblii. W pierwszym przypadku odnośnie greckiego słowa „Pański” użyto dopełniacza (dosłownie: dzień Pana), a w drugim przymiotnika (dosłownie: Pański dzień). Jan nie musiał znaleźć się w dniu eschatologicznym aby dawać wskazówki dla konkretnych kościołów jego czasów, które na dodatek znał osobiście (patrz Ap 1:11 i 2:1-3:22). Mógł to być konkretny dzień – niedziela.

Samo to, że Bacchiocchi stwierdza, że Dzień Pański z Ap 1:10 to dzień eschatologiczny, nadal nie daje nam odpowiedzi na pytanie „kiedy” tzn. którego dnia, Jan znalazł się w duchu w tym dniu eschatologicznym. Apostoł mówi bowiem dosłownie: „Byłem w duchu w Pańskim dniu” (Ap 1:10). Jeśli zaś znalazł się on w tym widzeniu dotyczącym dnia eschatologicznego w niedzielę, wszystko staje się jasne.

Bacchiocchi negując, że wizje Jana opisane w Apokalipsie nie mogły odbyć się tylko jednego dnia, nie kwestionuje tylko niedzieli, ale i „adwentystyczny” szabat (s. 136-148)! Warto też nadmienić, że mierzenie ziemskimi kategoriami czasowymi, tego co Janowi mogło, lub nie mogło być przekazane jednego dnia przez Boga, wydaje się być niestosowne.

Niedzielę nazwało „dniem Pańskim” też wielu pisarzy wczesnochrześcijańskich, których tu wspomnimy, zaś w innych rozdziałach zacytujemy lub nawet omówimy ich teksty: „Didache” 14:1 (90-100 r.); Ignacy Antiocheński (†107) „Do Kościoła w Magnezji” 9:1; Ireneusz (ur. 130-40) Fragm. 7; Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” VII:76,4; Tertulian (ur. 155) De corona 3, „O modlitwie” 23, „O chrzcie” 19; Orygenes (ur. 185) „Homilie do Księgi Wyjścia” 7:5, „Przeciw Celsusowi” 8:22; Meliton z Sardes (II w.) „Dzień Pański”; Dionizy (II w.) „List Dionizego do Rzymian” i „Didaskalia” (tuż po 200) 2:25,2, 2:47,1. Nawet apokryficzne „Ewangelia Piotra” (IX:35, XII:50) z ok. 130-150r., „Dzieje Jana” (CVI) z ok. 150 r. i „Dzieje Piotra” (fragment koptyjski) z ok. 180-190 r. oraz heretyk z II w. Teodos (u Klemensa Aleksandryjskiego [ur. 150] „Wypisy z Theodota” 63:1) używają na oznaczenie niedzieli określenia „Dzień Pański”. Widać więc, że też środowisko nie całkiem ortodoksyjne wobec nauki Kościoła, zachowało ten święty dzień. Do dziś w języku greckim niedziela jest zwana „[dniem] Pańskim”.

Ks. H. Pietras SJ na powyższy temat uczy: „Być może pierwotnie mówiono tylko ‘Wieczerza Pańska’, jak to poświadcza Paweł w Pierwszym Liście do Koryntian (11,20), a jako że spożywano ją w niedzielę, przymiotnik ‘Pańska’ zaczął oznaczać także sam dzień, być może dołączyło się do tego poczucie własnej odrębności i chęć przeciwstawienia się dniom świąt pogańskich, lub też jeszcze doszło eschatologiczne wyczekiwanie ostatniego ‘dnia Pańskiego’, czyli powtórnego przyjścia Chrystusa, czego niedziela była znakiem” („Dzień Święty” Kraków 1992, s. 13).

Jakie jeszcze pochodzenie określenia „Dzień Pański” przedstawiają znawcy tej dziedziny?

Otóż Bacchiocchi, choć nie przyjmuje tego jako swego poglądu, to jednak podaje:

„Niemniej jednak powszechnie sugerowano, że chrześcijanie wymyślili określenie ‘dzień Pański’ na znak świadomego protestu wobec istnienia ‘dnia Imperatora – ’, co najwidoczniej wypadało raz na miesiąc albo być może nawet raz na tydzień. Używanie nazwy ‘dzień Imperatora’ znalazło potwierdzenie w Azji Mniejszej, co ma dla nas doniosłe znaczenie, skoro okazało się, że tam właśnie wyrażenie ‘dzień Pański’ zaczęło być najpierw używane” (s. 127).

Również wspomina o tym A. Jankowski OSB:

„W wielu językach z czasem stanie się ta nazwa [Dzień Pański] terminem technicznym (Dominicadomenicadimanche itd.), a powstała ona zapewne w Azji Mniejszej jako reakcja na określenie jednego z dni tygodnia mianem  – «cesarskiego»” („Apokalipsa Świętego Jana. Wstęp – Przekład z Oryginału – Komentarz” Poznań 1959, s. 142).

Ale też inaczej, także biblijnie, można wykazać, że niedziela w Piśmie Św. nazwana jest „Dniem Pańskim”.

Otóż Zesłanie Ducha Św. nastąpiło w niedzielę (Dz 2:1, Kpł 23:15-16) przez co Bóg wskazał, że dzień ten jest też dniem Ducha Św. Piotr tę niedzielę nazywa Dniem Pańskim (Dz 2:16, 20). Choć może wydawać się, że Dzień Pański z Dz 2:20 to tylko odległy dzień końca świata, to jednak tak nie jest (fragment ten może mieć też dwa znaczenia). Dz 2:16 mówią: „ale spełnia się przepowiednia proroka Joela”, więc cały jej fragment tzn. Dz 2:17-21 ulegają wypełnieniu. Poprzedzać ten Dzień Pański miały np. „dziwy [‘cuda’ NP] na górze (…) i znaki na dole (…) Krew i ogień (…) słońce zamieni się w ciemności” Dz 2:19n. Natomiast o tych znakach Dz 2:22 mówią, że się wypełniły: „Jezusa (…) posłannictwo Bóg potwierdził niezwykłymi czynami, cudami i znakami [„cuda, dziwy i znaki” ks. Dąbr.] por. Łk 23:44n., 12:49, Dz 2:3, J 19:34.

Przypis do Dz 2:20 w Biblii Poznańskiej mówi: „posługując się proroctwem Joela (3,1-5) odniósł jego treść do czasów mesjańskich, zwłaszcza wyrażenie: dzień Pański wielki i wspaniały (w. 20) w rozumieniu Piotra oznacza właśnie dzień zesłania Ducha Świętego”.

Widać więc, że niedziela Zesłania Duch Św. została nazwana „dniem Pańskim”, podobnie jak niedziela zmartwychwstania (Ap 1:10).

O ile Bacchiocchi nawet nie sugeruje, że określenie „Dzień Pański” dla nazwania niedzieli chrześcijanie przyjęli z pogaństwa, to polski adwentysta Z. Łyko wprost stwierdza, że tak się rzeczy mają. Pisze on:

„Kult Mitry wywarł olbrzymi wpływ na obrzędowość chrześcijańską. Najpoważniej uzewnętrzniło się to w kulcie niedzieli, a nawet w jej nazwie jako ‘dniu Pańskim’.” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 211).

Łyko omawiając Ap 1:10 potrafił napisać nawet:

„Zresztą określenie niedzieli ‘dniem Pańskim’ (Dies Dominica) nie wywodzi się z Biblii, lecz jak stwierdza historia, ma zgoła inne podłoże” (j/w. s. 203).

Jeśli Łyko twierdzi, że określenie „Dzień Pański” używali czciciele słońca, jeszcze przed chrześcijaństwem (j/w. s. 208-209), to już tylko krok od tego, by udowodnić, że do Ap 1:10 wdarło się ono z nauk pogan, skoro i Jezus jest w Ml 3:20 i innych tekstach nazwany słońcem. Oj, oj zagalopował się pewnie Łyko!

Ale nawet gdyby chrześcijanie przyjęli od pogan określenie „Dzień Pański”, to by świadczyło to tylko o tym, że Chrystus odebrał bożkom, to co się Jemu należało, bo przecież jest Panem każdego dnia (Ga 4:8, Mt 12:29, J 17:10).

Łyko pisze też, że „ponieważ niektórzy chrześcijanie zachowywali dzień poświęcony bogu słońca (dzień słońca) i nazywali go ‘dniem Pańskim’ bez odwoływania się na Obj 1, 10, można śmiało postulować, że przyjęli tę nomenklaturę od czcicieli Słońca, dla których niedziela dużo wcześniej była już ‘dniem Pańskim’.” (j/w. s. 209).

Otóż po pierwsze, na tej samej zasadzie „nie odwołują” się ci chrześcijanie do pogańskich źródeł dla uzasadnienia nazwy niedzieli tzn. „Dzień Pański”. Po co więc tu coś „postulować”?

Po drugie, czy samo użycie terminu „Dzień Pański” nie jest odwołaniem się do Ap 1:10, skoro tam znajdują się te słowa? „Śmiało więc można postulować”, że chrześcijanie przyjęli tę „nomenklaturę” z Ap 1:10.

Po trzecie, nawet gdyby przyjęli chrześcijanie od pogan określenie „Dzień Pański” to czyż to miałoby świadczyć o ich złej woli? A czy greckie określenie „Bóg” przyjęte w Septuagincie i Nowym Testamencie nie jest identycznym z tym, które było stosowane wcześniej w mitologii Greków?

Po czwarte, przecież chrześcijanie nie ukrywali, że przyjęli od pogan określenie „dzień Słońca”, któremu nadali nową treść, więc czemu mieliby ukrywać, gdyby to miało miejsce, że przyjęli od nich termin „Dzień Pański”. Jeśli oni sami nie podają, że tak było, na nic zdają się spekulacje Z. Łyko.

Sabatarianom nigdy się nie dogodzi. Jeśli w pismach wczesnochrześcijańskich padają słowa „dzień Słońca”, jest źle, bo to pogańskie. Jeśli padają słowa „Dzień Pański”, też jest źle, bo to także pogańskie. Prawdopodobnie dla sabatarian każde określenie niedzieli byłoby złe.

Ciekawe skąd Łyko wie, że chrześcijanie przyjęli określenie „Dzień Pański” od pogan, skoro żaden z wczesnych pisarzy tego nie powiedział?

Tymczasem nie wykazał on też, że poganie wcześniej stosowali określenie „Dzień Pański” niż chrześcijanie. Odwołuje się on tylko do logiki cytując „znakomitego historyka dra. W. Weigla” (j/w. s. 208):

„odkąd zaczęto zwracać się do Mitry jako Pana (dominus), dzień Słońca musiał być ‘dniem Pańskim’ na długo przed czasami chrześcijańskimi” (j/w. s. 208-209).

Na tej samej zasadzie można udowodnić, że skoro Jahwe nazwany jest w Ps 84:12 „słońcem”, to każdy szabat „musiał być” „Dniem Słońca”, bo szabat jest „dniem Pana” (Iz 58:13), który to Pan jest słońcem. Dalej, skoro Jezus jest nazwany w Ml 3:20 „słońcem”, to każda niedziela „musi być” „Dniem Słońca”, a On będąc zarazem Panem, jest panem każdego dnia, a więc i „Dnia Pańskiego”. To samo można uczynić z innymi wersetami przytaczanymi przez sabatarian np. Mk 2:32 w połączeniu z Ml 3:20 czy Łk 1:78.

Może jednak ktoś zapyta, kim jest ten „znakomity historyk W. Weigl” (na s. 209 Łyko podaje dla odmiany: A. Weigl), na którego powołuje się nasz adwentysta? Otóż to człowiek, który programowo zwalcza Trójcę Św. i Bóstwo Chrystusa oraz inne prawdy wiary. Aż dziw bierze, że Łyko, który ponoć uznaje te nauki, podpiera się prawdopodobnie ateistą zwalczającym chrześcijaństwo. Autor ten jest „dyżurnym ekspertem” Świadków Jehowy, którzy powołują się na niego i jego dzieło The Paganism in Our Christianity, gdy im potrzebny by negować wspomniane nauki, a także np. Boże Narodzenie (patrz np. „Czy wierzyć w Trójcę?” 1989 s. 6, 3, 11; Strażnice: Rok XCV [1974] Nr 11 s. 10, Rok CIV [1983] Nr 9 s. 6, Nr 13, 1993 s. 16, Nr 24, 1997 s. 5, Nr 8, 2001 s. 20). Ciekawe co Weigl pisze np. o szabacie czy krzyżu?

Swoją drogą Łyko przedstawia całą gamę dywagacji z których wynika, że Mitra jest Panem, Słońce jest Panem, Baal jest Panem (s. 209). Tylko co z tego? O co mu chodzi? Przecież i Jahwe jest Panem i Jezus jest Panem. Tak jak poganie mogli używać tych samych tytułów dla swych bogów co chrześcijanie czy Żydzi, tak też mogli zapewne nazywać dni „dniami Pańskimi”.

Zresztą jakie to miałoby mieć znaczenie, że określenie „Dzień Pański” było znane u pogan przed pojawieniem się chrześcijaństwa, skoro Łyko sam mówi, że nawet Justyn około 155 roku nie znał (!) tego terminu: „Gdyby nazywano ją powszechnie ‘dniem Pańskim’, Justyn nie omieszkałby określić ją tą właściwą nazwą. Widocznie nic nie wiedział o niedzieli jako dniu Pańskim” (j/w. s. 192).

Na jakiej podstawie Łyko twierdzi, że Justyn nie znał dla niedzieli określenia „Dzień Pański”? Czy dlatego, że go nie wymienia? Ale przecież nie wymienia też w swej „Apologii” kierowanej do pogan (w której używa terminu ‘dzień Słońca’) określeń „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7), czy „pierwszy dzień tygodnia” (Mt 28:1, Łk 24:1, 1Kor 16:2). Czyżby też ich nie znał (używa ich tylko w polemice z Żydem Tryfonem)? Łyko prawdopodobnie tendencyjnie przemilcza to, że Justyn używa tych określeń niedzieli, akcentując tylko nazwę „dzień Słońca” (s. 208). A może nasz adwentysta napisze również, że Justyn wcale nie znał Biblii, skoro używa terminów „dzień Saturna” i „dzień Słońca” („Apologia” I:67,7)?

Jest jednak bardzo prawdopodobne, że Justyn, wbrew Z. Łyko, znał niedzielę jako „Dzień Pański”. Otóż biskup Koryntu, pisząc swój tzw. „List Dionizego do Rzymian”, za pontyfikatu papieża Sotera (166-174) i w czasach bliskich Justynowi użył tego terminu jako powszechnie znanego:

„Dzisiaj obchodziliśmy święty dzień Pański i czytaliśmy List Wasz, a będziemy go ku zbudowaniu naszemu zawsze odczytywali, tak samo jak ten, który pisaliście dawniej przez Klemensa (†101)” („Historia Kościoła” Euzebiusza, IV:23,11).

Łyko zaś, albo nie zna pisma Dionizego (lub specjalnie przemilcza je), albo uważa, że jest to świadectwo, któremu nie warto poświęcać uwagi.

Jednak o stosunku Justyna do określenia „Dzień Pański” napiszemy w oddzielnym rozdziale (pkt 8). Dobrze jednak, że choć Bacchiocchi, wbrew wielu adwentystom, na ten temat wyraził się dość ‘ekumenicznie’:

„Istnieją jednak, poczynając od końca drugiego wieku, niezbite przykłady na to, że wrażenie ‘dzień Pański’ albo po prostu ‘Pański’ jest używane jako powszechne określenie niedzieli” (s. 126).

Na podstawie tej wypowiedzi mamy powody przypuszczać, że zanim pojawiło się „powszechne” oznaczanie niedzieli tym terminem, wcześniej był on używany „regionalnie” lub „okazjonalnie”.

Łyko pisze też o epitafium o następującej treści:

„On urodził się, Panie, w dniu Saturna, żył dziesięć miesięcy, umarł dziesiątego dnia przed kalendami wrześniowymi w Pańskim Dniu Słońca (hemera heliou kiriake)” (j/w. s. 209).

I co z tego tekstu ma wynikać dla Łyki?

Czy to, że mowa jest o chrześcijaninie, który nazwał „dzień Słońca” Pańskim, czyli „niedzielą Pańską”?

Czy to, że mowa jest o poganinie, który nazwał „dzień Słońca” Pańskim, czyli „niedzielą Pańską”, czy „niedzielą Mitry”?

Przecież Łyko nie podał nawet, co najistotniejsze, wieku tego znaleziska!

Przytacza on też jako „dowód” (czy przeciw niedzieli?) napis z monety z lat 270-275 (!) – „Słońce, Pan Imperium Rzymskiego” (j/w. s. 209). Czyżby wcześniejsze epitafium, nie datowane przez Z. Łyko, było też z tego okresu? [O Aurelianie, bo to jego moneta patrz poniżej pkt 22]

Mało tego, Łyko nie zdaje sobie pewnie sprawy, że tak żonglując „dniami” i „bogami” może niektóre osoby doprowadzić do utraty wiary w Boga, bo jego dywagacje przypominają prawie identyczne ze środowisk ateistycznych.

Tylko jedno nie przeszkadza Z. Łyko, a mianowicie to, że szabat określany jest u pogan i przez np. Justyna mianem „dnia Saturna”, a przecież również i on może być nazwany „Pańskim Dniem Saturna”, bo nawet Bacchiocchi udowadniał, że dzień Słońca wyparł w ‘czcigodności’ dzień Saturna. Czy Łyko poszuka nam w starej literaturze określenie „Pański Dzień Saturna”?

Łyko zadowolony zapewne z siebie i swoich wniosków kończy rozważania o Ap 1:10 słowami:

„Dalszy komentarz jest zbyteczny, niedziela nie ma chrześcijańskiego rodowodu. Wszelkie teologiczne wywody mają charakter spekulatywny i w istocie rzeczy – są argumentem wtórnym” (j/w. s. 209).

Jeśli tak, to należałoby się zapytać: z jakiego powodu Bacchiocchi szukał na katolickiej uczelni „chrześcijańskiego rodowodu” niedzieli? Czyżby wcześniej nie wiedział tego od Z. Łyko?

Inne teksty biblijne o niedzieli

4) Omówimy tu: J 20:26, ukazywania się Chrystusa, Pięćdziesiątnicę, określenie „trzeciego dnia”, inne teksty biblijne oraz ‘argumenty’ adwentysty Z. Łyko przeciw niedzieli.

Sabatarianie na ogół bagatelizują inne teksty biblijne, które mówią o zmartwychwstaniu i ukazywaniu się Chrystusa. Adwentysta Z. Łyko o tym pisze następująco:

„Zwolennicy niedzieli głoszą, że Pismo Święte wspomina o niedzieli. Owszem, Nowy Testament wymienia aż osiem razy ‘pierwszy dzień tygodnia’ (Mat. 28, 1 NP; Mar. 16, 2. 9; Łuk. 24, 1; Jan 20, 1. 19; Dz. Ap. 20, 7; 1 Kor. 16, 2), nadto dwa razy mówi o nim w sposób domyślny (Jan 20, 24. 26; Dz. Ap. 2, 1). Nic jednak nie wskazuje – ani kontekst bliższy, ani dalszy – aby określenia te dotyczyły niedzieli jako dnia świętego” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 200).

Ciekawe co według Z Łyko musiałoby się stać, aby ten dzień mógł być określony „dniem świętym”. Czy zmartwychwstanie Chrystusa to za mało? Czy Łyko zna jakieś ważniejsze zdarzenie w katechezie pierwotnego Kościoła niż ten fakt? Popatrzmy na biblijne teksty zamieszczone poniżej w rozdziale „Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela” i sami wyróbmy sobie zdanie na ten temat.

Łyko zwalczając znaczenie spotkań Jezusa z uczniami w niedzielę wręcz ośmieszył się jedną ze swoich wypowiedzi, przypisując Chrystusowi zmartwychwstałemu „zmęczenie” po podróży pieszej do Emaus! Pisze on:

„uczniowie i Chrystus – zamiast zażywać świątecznego odpoczynku niedzielnego – odbyli w tym dniu męczącą podróż do Emaus, oddalonego o kilkanaście kilometrów od Jerozolimy, czego w święto się nie czyniło” (j/w. s. 201).

Zauważmy ile świadomej ironii jest w tym tekście Z. Łyko. Bo czyż ktokolwiek w Kościele naucza, że ta pierwsza niedziela była już wtedy dniem odpoczynku i zarazem świętym dniem dla tych, którzy nie byli jeszcze wtedy świadomi, że Jezus zmartwychwstał? Przecież my nie twierdzimy, że odziedziczyliśmy niedzielę już ze Starego Testamentu, jak adwentyści sabat. Owszem on, ją w pewien sposób zapowiadał, ale jedynie w świetle Nowego Testamentu i zmartwychwstania Jezusa stało się to dopiero jasne.

Łyko pisząc o tym spotkaniu w Emaus stwierdził, że nie były to spotkania kultowe (j/w. 201).

Zgoda, nie były to wtedy „zebrania kultowe”, ale te spotkania, w których Jezus zaczął wykładać uczniom Pisma (Łk 24:25-27), dały właśnie impuls chrześcijanom do organizowania „zebrań kultowych”. Bo czyż na takich zebraniach nie wykłada się Pisma i nie łamie chleba?

Łyko właściwie nie może zdecydować się czy spotkanie Chrystusa z Apostołami „po ośmiu dniach” (J 20:26) umieścić w niedzielę, czy też nie. Pisze on bowiem:

„Pierwszy raz zgromadzenie takie odbyło się w tym samym dniu, w którym Chrystus zmartwychwstał (Jan 20, 19), drugi raz – ‘po ośmiu dniach’ (Jan 20, 24-26). Trzeci raz w pięćdziesiątnicę. Nie były to jednak zebrania kultowe, związane z uczczeniem niedzieli…” (j/w. s. 201).

„A ponadto nie wiadomo, czy to zebranie ‘po ośmiu dniach’ faktycznie przypadło w niedzielę. Jeśli osiem dni liczyć od następnego dnia, to ósmy dzień przypadał na poniedziałek lub wtorek” (j/w. s. 201).

Nie dość, że Łyko nie może zdecydować się czy opowiada się za niedzielą w J 20:26, czy też nie, to próbuje sugerować jakiś poniedziałek czy wtorek. A gdzie dowody z pism wczesnochrześcijańskich? Kto przez całą historię chrześcijaństwa wspominał o poniedziałku czy wtorku? Czy Z. Łyko chodzi o to by tylko ‘namieszać’ nieutwierdzonym w wierze, czy chce on dotrzeć do prawdy?

Aluzję do negowanego przez niektórych sabatarian niedzielnego ukazania się Jezusa „po ośmiu dniach” (J 20:26) zawarł w swym piśmie Justyn Męczennik (ur. 100):

„Noe, wraz z innymi ludźmi w czasie potopu, to jest ze swoją żoną, trzema synami i żonami tych synów, tworzą liczbę osiem i są symbolem liczby ósmego dnia, w którym nasz Chrystus ukazał się po swoim zmartwychwstaniu, a który przez swą moc jest ciągle pierwszy” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:138,1-2).

„Przykazanie zaś obrzezania, które nakazywało dnia ósmego obrzezać wszystkie dzieci, było figurą obrzezania prawdziwego, które nas obrzezało z błędu i niegodziwości przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, zmartwychwstałego pierwszego dnia w tygodniu. Pierwszy bowiem dzień tygodnia, aczkolwiek pierwszy z wszystkich dni, jest wprawdzie ósmy, jeśli się go liczy po wszystkich dniach cyklu tygodniowego, ale nie przestaje być równocześnie pierwszym” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:41,4).

Zresztą o określeniu niedzieli jako „ósmego dnia”, wywodzącego się swą nazwą zapewne z J 20:26 („po ośmiu dniach”) pisze dość pochlebnie Bacchiocchi:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem” (s. 326).

Nie wiadomo też czemu, Bacchiocchi gdzie indziej (np. s. 306-309) początków określenia „ósmy dzień” doszukuje się gdzie się tylko da (tydzień kosmiczny, eschatologia, gnostycyzm) i nie widzi jego początku w biblijnym stwierdzeniu „po ośmiu dniach”. Przecież do tego najczęściej nawiązują pisarze wczesnochrześcijańscy (np. Justyn, Barnaba), a dopiero później zaadaptowano ósemkę do różnych spekulacji wymienionych powyżej. Więcej uwagi określeniu „ósmy dzień” poświęcimy poniżej w rozdziałach: „List Barnaby” i „Justyn Męczennik”. O tym dniu pisali też: Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” V:106,2, Tertulian (ur. 155) „O bałwochwalstwie” 14:7 i Orygenes (ur. 185) „Komentarz do Psalmu” 118 (119):1 (ich teksty patrz rozdział „Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli”).

O Pięćdziesiątnicy, obchodzonej w niedzielę Łyko pisze:

„Zwolennicy niedzieli uważają, że dzień ten – niedziela – został wyróżniony m. in. przez uroczyste zgromadzenie apostolskie i zesłanie Ducha Świętego. Argument nie przekonywa, ponieważ apostołowie zgromadzili się nie dlatego, że była niedziela, lecz z okazji uroczystego święta – pięćdziesiątnicy. Pięćdziesiątnica przypadła wówczas w niedzielę zupełnie przypadkowo, było to święto ruchome” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 202).

U sabatarian wszystko odbywa się „przypadkowo”. Spotkanie Pawła z braćmi na „łamaniu chleba” (Dz 20:7) odbyło się przez przypadek w niedzielę, zesłanie Ducha Św. też przez przypadek, to pewnie i zmartwychwstanie Chrystusa również przez przypadek w niedzielę. Gdyby Łyko był tak zawsze konsekwentny, to powinien też dodać, że przez przypadek u pogan dzień Słońca był obchodzony w niedzielę i przez przypadek dzień Mitry był dniem Pańskim (patrz powyżej pkt 3).

A może tak Bóg chciał by Pięćdziesiątnica pokryła się z niedzielą? Podobnie jak zechciał, by „łamanie chleba” pokryło się z niedzielą (Dz 20:7) i zmartwychwstanie Chrystusa „trzeciego dnia” także.

O tym, że w pierwszych wiekach funkcjonował też kalendarz według którego Pięćdziesiątnica, tak jak inne święto, przypadało zawsze tego samego dnia tzn. w niedzielę piszemy poniżej w rozdziale „Rzym, a niedziela”. Natomiast o zesłaniu Ducha Świętego, jako Dniu Pańskim wspominaliśmy zaś powyżej w rozdziale „Ap 1:10”.

Bacchiocchi kwestionując doniosłość ukazywań się zmartwychwstałego Chrystusa w niedzielę, jako podstawy do wprowadzenia niedzieli jako dnia kultu twierdzi, że takich objawień się Jezusa było więcej i zapewne też w inne dni tygodnia (s. 92-97).

Otóż po pierwsze, Bacchiocchi nie wykazał, że kolejne ukazywania się były w innych dniach tygodnia niż niedziela (Biblia nie podaje nazwy żadnego z tych dni tygodnia).

Po drugie, jeśli nie określono dla tych ukazywań się Chrystusa konkretnego dnia tygodnia, to możemy albo przypuszczać, że mogły one (przynajmniej niektóre z nich) być w niedzielę, albo ponieważ nie określono dla nich dnia tygodnia, to znaczy, że akcent Biblii spoczywa na pozostałych dniach, tych niedzielnych, w których Jezus się ukazał.

Po trzecie, Bacchiocchi sam przytacza (s. 94) opinię jednego z uczonych, który uważa, że także ukazanie się Jezusa nad Jeziorem Tyberiadzkim (J 21:1-23) dokonało się w niedzielę. Mają to potwierdzać np. słowa „To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał” (J 21:14), nawiązujące do wcześniejszych dwóch niedziel (J 20:19, 26).

Mało tego, to ukazanie się Jezusa, jak się okazuje, nie było trzecim, lecz czwartym opisanym przez Jana: J 20:14, 19, 26, 21:1-23. Widać więc, że Apostoł liczy „dni” ukazywań się Chrystusa (pierwsze dwa ukazania były tej samej niedzieli), a nie same objawienia, i w związku z tym jest bardzo prawdopodobne, że opis z J 21:14 dzieje się w kolejną niedzielę. Liczba trzech dni niedzielnych ma też zapewne swoje znaczenie symboliczne, dowartościowując kolejne niedziele.

Bardzo ważnym biblijnym terminem, któremu wytrawny analityk adwentystyczny Bacchiocchi oraz polski uczony adwentysta Łyko, nie poświęcili wcale uwagi (polemizując z niedzielą), są słowa „trzeciego dnia”.

E. Bianchi omówił te zagadnienia na trzech stronach (107-109) w swej książce. Pisze on między innymi:

„Motywy, które doprowadziły chrześcijan (judeochrześcijan) do zaadaptowania niedzieli na dzień celebracji, a nie przestrzegania wyłącznie szabatu, nie miały bynajmniej względu praktycznego (kontynuacja szabatu), ale wynikają z nowości treści teologicznej, którą należy celebrować: pierwszy dzień po szabacie jest dniem zmartwychwstania, ukazywania się Zmartwychwstałego i daru Ducha Świętego, jest dniem, który zbiega się z owym ‘trzecim dniem’, wielokrotnie zapowiadanym przez Jezusa jako dzień Jego zmartwychwstania, i który już w ST oznacza oczekiwanie rychłej interwencji zbawczej Boga i samego wydarzenia zbawienia” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 107).

Oto krótkie omówienie tych fragmentów biblijnych związanych z naszym zagadnieniem.

Niedzielę jako dzień zmartwychwstania Chrystusa zapowiadało kilka tekstów Starego Testamentu. Określenie „trzeciego dnia” w Biblii łączy się z podjętym przez Boga działaniem mającym wyzwolić i zbawić Jego wiernych (Rdz 22:4, 42:18, Wj 19:16, Joz 2:16, Jon 2:1, Ezd 8:15 i 32, Est 5:1, Oz 6:2). Identyczne słowa „trzeciego dnia” padają w nawiązaniu do osoby Jezusa i Jego zmartwychwstania (Mt 16:21, 17:23, 20:19, 27:63n., Mk 8:31, 9:31, 10:34, Łk 9:22, 18:33, 24:7, 21, 46, Dz 10:40, 1Kor 15:4). Przez tak częste powtarzanie przez Chrystusa formuły „trzeciego dnia”, jest jasne, że dla chrześcijan, szczególnie judeochrześcijan, niedziela stała się dniem, w którym należało upamiętniać zbawcze dzieło Boga. Szerzej o tym zagadnieniu patrz „Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 107-109.

Oto inne teksty biblijne, które bezpośrednio lub pośrednio wiążą się z niedzielą:

O Ps 118:22-24 i zesłaniu Ducha Świętego patrz powyżej pkt 3.

Jezus – światłość świata (J 8:12) przez swe zmartwychwstanie w niedzielę, wskazuje nam dzień, w którym Bóg stworzył światłość (Rdz 1:3). Chrystus sprawił, że od Niedzieli Wielkanocnej my stajemy się światłami świata (Mt 5:14), chodzącymi w Jego świetle.

Niedziela jako pierwszy dzień stworzenia, tzn. dzień pierworodny, staje się dniem zwycięstwa Syna Pierworodnego.

Chrystus przez królewski wjazd do Jerozolimy (J 12:13nn.), którego dokonał w niedzielę (J 12:1, 12, 19:31), wskazał nam, że dzień ten symbolizuje Jego powtórne przyjście w chwale królewskiej.

Chrystus, zmartwychwstając w niedzielę, wskazał nam ten dzień jako dzień zwycięstwa nad śmiercią. Niedziela Zmartwychwstania i każda inna przypomina nam też, że i my w zmartwychwstaniemy (1P 1:3).

Chrystus kilkakrotnie ukazywał się uczniom w niedzielę (J 20:1, 19, 26, Łk 24:1, 13, 33, 34, 36). Tego dnia spotykają się oni (J 20:19, 26, Dz 2:1).

Pierwszy owoc ewangelizacyjny w liczbie 3 tys. osób zostaje dany Kościołowi w niedzielę (Dz 2:41).

Hbr 10:25 upomina chrześcijan:

„Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych”.

Ponieważ są to „nasze”, czyli chrześcijańskie zgromadzenia, więc nie wchodzą tu w rachubę sobotnie wizyty Pawła w synagogach, którymi zachwycają się sabatarianie. Choć nie pada tu słowo niedziela, to jednak komentatorzy podkreślają tu liturgiczne powiązanie greckiego słowa „zebranie” („List do Hebrajczyków. Wstęp – Przekład z oryginału – Komentarz – Ekskursy” Ks. S. Łach, Poznań 1959, s. 241-242).

Na zakończenie popatrzmy na słowa Bacchiocchiego, który ‘ekumenicznie’ chce dowartościować wielokrotne ukazywania się Chrystusa i zarazem zanegować to, że mogły być one podstawą do upamiętniania tego w każdą niedzielę:

„Chociaż zjawienie się Chrystusa kilkakrotnie z jednej strony potwierdzało zdesperowanym uczniom realność zmartwychwstania, to nie mogło ono z drugiej strony sugerować ustanowienia jakiejś nowej cotygodniowej pamiątki zmartwychwstania” (s. 97).

Wspomnijmy też, choć nie wiąże się to bezpośrednio z naszym tematem, o ‘delektowaniu się’ adwentystów słowami „według zwyczaju swego” (dotyczy bytności Chrystusa czy Pawła w synagodze w szabat – Łk 4:16, Dz 17:2). Sabatarianie nie zauważają, że przecież te słowa nie oznaczają „według przykazania o szabacie”, ale tak jakby „według tradycji swojej”. Czy w związku z tym nie przesadzają oni twierdząc, że uznaliby chodzenie do kościoła w niedzielę, gdyby przykazanie Boże mówiło o niedzieli?

Didache”

5) Omówimy tu: termin „Dzień Pański” oraz sprawę „drugorzędności” zmartwychwstania Jezusa jako motywu dla święcenia niedzieli.

Na początek przedstawiamy interesujący nas fragment „Didache” (ok. 90 r. [uczeni datują od 70 do 150 r.]):

„W dniu Pana, w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponad to wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta. Niechaj nikt, kto ma jakiś spór ze swoim bratem, dopóki się nie pogodzą, nie bierze udziału w tym zgromadzeniu, aby nie została skalana wasza ofiara. Oto bowiem słowa Pana: ‘Na każdym miejscu i w każdym czasie składać mi będą ofiarę czystą, ponieważ jestem Królem wielkim, mówi Pan, a imię moje budzi podziw miedzy narodami’ [Ml 1:11, 14]” (14:1-3).

J. Salij OP o tym fragmencie i pomysłach Bacchiocchiego pisze: „Otóż w datowanej mniej więcej na rok 95 Nauce Dwunastu Apostołów [Didache] znajduje się następująca wypowiedź: ‘W [dzień] Pański gromadźcie się razem, łamcie chleb i czyńcie dzięki (eucharistesate), wyznawajcie grzechy wasze, ażeby czysta była wasza ofiara’ (14,1). Owszem, powiada Bacchiocchi, tekst ten można tak odczytać, ale można go również odczytać następująco: ‘Zgodnie z [nakazem] Pańskim gromadźcie się’, itd. Patrologów czeka teraz żmudna praca zweryfikowania lub sklasyfikowania tej wypowiedzi” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232).

Bacchiocchiemu chodzi między innymi o to, że w tekście oryginalnym „Didache” nie występuje słowo „dzień”, więc twierdzi, że zamiast tego terminu [domyślnego] trzeba wstawić inne domyślne słowo (np. „przykazanie”, „nakaz” lub „doktryna”), które zmieni sens tego zdania („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 126).

Trzeba przyznać, że propozycja Bacchiocchiego to nowatorskie odczytanie tego tekstu. Nie potrafimy wskazać w którym wieku po Chrystusie pojawiło się ono. Prawdopodobnie w XX wieku (Bacchiocchi nie przedstawia historii swej interpretacji tego tekstu).

Jednak sam Bacchiocchi wskazuje, że zupełnie inaczej rozumiano kiedyś ten tekst!

Otóż „Konstytucje Apostolskie” (IV w.), które tak lubią cytować sabatarianie (bo wspominają one o święceniu soboty i niedzieli na Wschodzie), są świadkiem naszego odczytania tego „spornego” tekstu. Bacchiocchi o tym pisze: „W Konstytucjach Apostolskich 7, 30, 1, które szeroko powtarzają stwierdzenia zawarte w Didache 14, że ‘w dniu zmartwychwstania Pana, to znaczy w dniu Pańskim, gromadzimy się wspólnie, razem’.” (s. 132). Zaś na stronach 132-133 uzasadnia, że „Dzień Pański” w „Konstytucjach Apostolskich” jest niedzielą cotygodniową, a nie wielkanocną, jak próbował to narzucić jeden z uczonych.

W związku z tym nie ma powodu z jakichś możliwych racji filologicznych, przedstawianych przez Bacchiocchiego (s. 125-126), zmieniać tradycyjne rozumienie omawianego tekstu.

Dla Bacchiocchiego nie ma prawie znaczenia, że apokryficzna „Ewangelia Piotra” (IX:35, XII:50), która powstała w latach 150-200 zawiera już definitywny argument, że określenie „Pański” oznacza „Dzień Pański” – niedzielę (patrz poniżej). Podobnie jak to ma miejsce i dziś w Grecji, gdzie niedziela określana jest terminem Kyriake, bez dodania słowa „dzień”. Choć Bacchiocchi cytuje fragmenty tej apokryficznej „Ewangelii Piotra” i przyznaje, że tak jest rzeczywiście, to jednak nie chce on widzieć zbieżności słownictwa „Didache” i tej „ewangelii”, podkreślając, że dzieli je czas „kilku dziesięcioleci” (s. 125, 129). Ze względów zapewne taktycznych nie wypowiada się jaką osobiście przyjmuje datę dla „Didache”, ale wspomina, że inni datują to dzieło na lata 60-150, a niektórzy nawet na krótko po roku 150 (s. 132, 86). Czy jest to tak odległy czas od daty napisania wyżej wspomnianego apokryfu?

Oto słowa wspomnianego apokryfu o niedzieli:

„Ale w nocy, gdy świtał dzień Pański [niedziela], a grobu strzegły straże kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie, i ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwu mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyło się do grobu” („Ewangelia Piotra” IX:35-36).

„W dniu Pańskim [w niedzielę] o świcie Maria Magdalena, uczennica Pana, która z lęku przed Żydami, płonącymi gniewem, nie uczyniła przy grobie Pana tego, co zwykły czynić niewiasty względem drogich sobie zmarłych, wziąwszy z sobą przyjaciółki udała się do grobu, gdzie został złożony” („Ewangelia Piotra” XII:50-51).

Ciekawe, że Bacchiocchi potrafił jednak przyznać:

„W tej apokryficznej Ewangelii, pochodzącej z drugiej połowy drugiego wieku, użycie skróconej formy ‘Pański’, bez rzeczownika ‘dzień – ’, skłania do wniosku, jak to słusznie zauważył L. Vaganay, ‘une facon courante’, tzn. że określenie takie było powszechnie używane” (s. 125).

„Istnieją jednak, poczynając od końca drugiego wieku, niezbite przykłady na to, że wrażenie ‘dzień Pański’ albo po prostu ‘Pański’ jest używane jako powszechne określenie niedzieli” (s. 126).

Zaznaczmy jeszcze, że właściwie Bacchiocchi nie przytoczył dowodów na to, że ta „ewangelia” pierwsza przekazała nam sam termin ‘Pański’ jako oznaczenie niedzieli. Nie może też definitywnie zaprzeczyć, że to „Didache” i Ignacy Antiocheński (†107) wyprzedzali ją w tej terminologii i od nich autor apokryfu zaczerpnął słownictwo.

Bacchiocchi przeciw niedzieli przytacza jeszcze słowa „Gromadźcie się często razem…” („Didache” 16:1) pisząc: „Trudno więc zgodzić się z poglądem, że sugeruje to jakąś ekskluzywność niedzielnych zgromadzeń” (s. 126).

Jeśli tak pojmuje to Bacchiocchi to tekst ten identycznie jest przeciw szabatowi.

Po drugie, nawoływanie do częstego zgromadzania się nie przeczy szczególnemu obchodzeniu niedzieli. Przecież i dziś Kościół nawołuje do częstego brania udziału we Mszy Św. i nabożeństwach w tygodniu, ale szczególnie w niedzielę.

A co powiedzieć o słowach Bacchiocchiego: „Brak [w „Didache”] natomiast jakiejkolwiek wzmianki o zmartwychwstaniu Chrystusowym” (s. 86), które byłaby ewentualnie motywem dla święcenia niedzieli.

Otóż po pierwsze, „Didache” wiele razy mówi o Chrystusie jako o Panu (np. 6:2, 8:2, 9:5, 11:2 i 4, 14:1, 15:1, 16:1 i 7), a ten tytuł szczególnie dotyczy Chrystusa zmartwychwstałego czemu nie da się zaprzeczyć i co wielu biblistów podkreśla.

Po drugie, jest też w tym piśmie aluzja do zmartwychwstania Jezusa: „Dziękujemy Ci, Ojcze Święty (…) za nieśmiertelność, Które objawiłeś nam przez Jezusa, sługę Twego” („Didache” 10:2). Otóż to objawienie „nieśmiertelności” nastąpiło przede wszystkim przez zmartwychwstanie Chrystusa, bo bez tego faktu nauka o niej byłaby tylko teorią.

Nasuwa się też jeszcze jedna uwaga. Otóż samo to, że „Didache” będąc jednym z najwcześniejszych pozabiblijnych zbiorów zasad wiary chrześcijańskiej nie wspomina o szabacie, świadczy, że nie był on aż tak ważnym dniem dla chrześcijan tamtego czasu, jak się wydaje sabatarianom. Być może to jest powodem, dla którego za wszelką cenę chcą oni zanegować, fakt że mówi „Didache” o niedzieli.

Na koniec przytoczmy jeszcze jedną wypowiedź dominikanina J. Salija na temat „Didache”:

„Ale zwróćmy uwagę na niezwykle dla naszego tematu istotną wypowiedź tegoż dokumentu, świadczącą o tym, jak żywo ówczesny Kościół odczuwał potrzebę obrzędowego odróżnienia się od Synagogi: ‘Posty wasze niech nie przypadają z obłudnikami. Oni poszczą w poniedziałki i czwartki, wy natomiast pośćcie w środy i piątki’ ([Didache] 8:1). W świetle tej wypowiedzi wydaje się rzeczą bardzo mało prawdopodobną, ażeby Kościół czasów późnoapostolskich zachowywał jeszcze zgromadzenia sobotnie” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232).

Ignacy Antiocheński

6) Omówimy tu: sprawę szabatu, termin „Dzień Pański” oraz sprawę „drugorzędności” zmartwychwstania Jezusa jako motywu dla święcenia niedzieli.

Na początek przedstawiamy interesujący nas fragment listu „Do Kościoła w Magnezji” Ignacego Antiocheńskiego (†107):

„8.(1) Nie dajcie się zwodzić obcymi naukami ani starymi baśniami bez żadnego pożytku. Jeśli bowiem dzisiaj jeszcze żyjemy według prawa żydowskiego, wyznajemy, że nie otrzymaliśmy łaski. (2) Boscy prorocy żyli według Jezusa Chrystusa i dlatego właśnie byli prześladowani. Natchnieni Jego łaską mieli moc przekonać tych, co wątpili, że Bóg jest jeden i że objawił się nam przez Jezusa Chrystusa, swojego Syna. On to jest Jego Słowem wychodzącym z milczenia, On też we wszystkim podobał się Temu, który Go posłał.

9.(1) Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale obchodzą Dzień Pański, w którym to przez Jezusa Chrystusa i przez śmierć Jego także i nasze życie wzeszło jak słońce. Niektórzy wprawdzie temu przeczą, lecz przecież właśnie przez tę tajemnicę otrzymaliśmy wiarę i po to w niej trwamy…” („Do Kościoła w Magnezji” 8:1-9:1). [podobny przekład ks. A. Lisieckiego z 1924 r. cytują adwentyści w „Nauki Pisma Świętego” Z. Łyko, W-wa 1989, s. 205]

Powyższy fragment Ignacego omawia (w polemice z S. Bacchiocchim) J. Salij OP:

„Wyraźnie przeciwstawia niedzielę sobocie św. Ignacy z Antiochii w napisanym około roku 108 Liście do Magnezjan. Żeby zdać sobie sprawę z tego, jak wczesny to moment w historii chrześcijaństwa, warto sobie przypomnieć, że wedle legendy Ignacy znajdował się wśród dzieci, które przyprowadzono do Pana Jezusa, aby je pobłogosławił; otóż niezależnie od tego, ile prawdy jest w tej legendzie, Ignacy rzeczywiście urodził się w czasach ziemskiego życia Pana Jezusa. Wspomniana wypowiedź znajduje się w dłuższym fragmencie ostrzegającym przed uleganiem duchowi Starego Prawa, a brzmi następująco: ‘Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale żyją według [dnia] Pańskiego, w którym i nasze życie wzeszło [jak słońce] przez Niego i przez śmierć Jego’ (9,1). Bacchiocchi wydobywa wszystkie możliwe trudności filologiczne przeciwko takiemu odczytaniu tekstu – a dla patrologów, rzecz jasna, jest to przysługa niezmiernie cenna, bo przecież prawie każda, choćby nawet zupełnie nietrafna próba spojrzenia na stary tekst w radykalnie nowym świetle prowadzi do naukowych dyskusji, które zazwyczaj owocują jakimiś ważnymi odkryciami. Tutaj ograniczmy się do dwóch spostrzeżeń. Po pierwsze, zauważmy w tym tekście bardzo prawdopodobną aluzję do zmartwychwstania (czasownik anatello spontanicznie kojarzy się ze wschodem słońca) Po wtóre, pomimo wszystkich zastrzeżeń Bacchiocchi uznaje jednak świadectwo św. Ignacego na rzecz niedzieli, podkreśla jedynie, że ‘nie sposób snuć przypuszczeń, iż chrześcijanie w Azji radykalnie już odeszli od sabatu i święcili wyłącznie niedzielę’ (s. 237). Przypomnijmy, że chodzi tu mniej więcej o rok 108, zdaniem zaś Bacchiocchiego – 115” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232-233).

Bacchiocchi aby osłabić wartość cytowanych słów Ignacego („nie zachowują już szabatu”) proponuje by je odczytać następująco: „nie sabatyzując dłużej” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 234). Zapewne każdy domyśli się, że bez takiego odczytania tekstu słowa Ignacego byłyby dla niego bezwartościowe. Dla nas zaś obie wersje są do przyjęcia (!), bo obydwie pozwalają na zrozumienie, że Ignacy stwierdza, że chrześcijanie nie obchodzą już szabatu.

Do pewnych wątpliwości na temat szabatu doprowadziły Bacchiocchiego następujące słowa Ignacego:

„Nie dajcie się zwodzić obcymi naukami ani starymi baśniami bez żadnego pożytku. Jeśli bowiem dzisiaj jeszcze żyjemy według prawa żydowskiego, wyznajemy, że nie otrzymaliśmy łaski” („Do Kościoła w Magnezji” 8:1).

„Jest rzeczą bezsensowną mówić o Jezusie Chrystusie i zarazem żyć po żydowsku, ponieważ to nie chrześcijaństwo przyjęło judaizm, lecz judaizm chrześcijaństwo, w którym zgromadzili się wszyscy ludzie wierzący w Boga” („Do Kościoła w Magnezji” 10:3).

I jeszcze jedna uwaga. Otóż gdyby obchodzenie szabatu było tak ważne dla Ignacego, jak się wydaje Bacchiocchiemu, to zapewne przynajmniej w jeszcze jednym ze swych siedmiu listów wspomniałby o tym. Tymczasem Ignacy w liście „Do Kościoła w Filadelfii” stwierdza:

„Jeśli ktoś wyjaśnia wam [Pismo] według zasad judaizmu, nie słuchajcie go. Lepiej jest bowiem słuchać obrzezanego, który głosi chrześcijaństwo, niż nie obrzezanego, który po żydowsku żyje” (6:1).

Wydaje się też, że Bacchiocchi chce powyższy tekst Ignacego sprowadzić w pewien sposób do absurdu i wykazać, że jeśli zastosujemy w nim słowo ‘szabat’, to okaże się, że nie zachowywali go prorocy Starego Testamentu, co byłoby nonsensem. Jakie on przedstawia dowody? Otóż łączy on tych proroków z wcześniejszego rozdziału (8:2) z osobami z rozdziału następnego (9:1). Tymczasem żaden znany mi polski przekład czy fragment omawianego listu Ignacego (Świderkówna, Lisiecki, Bianchi; patrz powyżej) nie sugeruje utożsamiania osób z obu rozdziałów.

Bacchiocchi zaś pisze: „W następnym rozdziale [9] powołuje się on znowu na tych starotestamentowych proroków, ‘którzy żyli według starodawnych sposobów’ i którzy ‘osiągnęli nową nadzieję, nie sabatyzując dłużej, ale żyjąc zgodnie z życiem Pana (albo dnia Pańskiego…)’.” (s. 234).

Powyżej przedstawiliśmy zaś cały fragment Ignacego (z 8 i 9 rozdz.), po przeczytaniu którego każdy sam wyrobi sobie zdanie co do utożsamiania omawianych osób.

Ciekawostką jest też widoczna „odmienność” wykładni Bacchiocchiego nie tylko od uznających niedzielę, ale i od innych adwentystów! O ile on „sabatyzowanie” w piśmie Ignacego interpretuje jako zachowywanie soboty „na sposób judaistyczny” (s. 236), to dla Z. Łyko to samo słowo znaczy zachowywanie innych sabatów tzn. szabatów ceremonialnych (s. 206) opisanych w Kpł 23:24, 27-28. Widać więc, że czasem sabatarianie bronią swej soboty jak się tylko da, aby tylko zwalczyć niedzielę.

Na kogo powołuje się Bacchiocchi w sprawie rzekomego odrzucenia w liście Ignacego „obchodzenia szabatu na sposób judaistyczny”, a obowiązującego „niejudaistycznego obchodzenia soboty”?

Otóż na anonimowy tekst „Do Kościoła w Magnezji” Pseudo-Ignacego pochodzący z IV lub V wieku, nazywając go „dłuższym tekstem (zrewidowanym)” (s. 236).

Bacchiocchi cytuje następujące słowa z tego pisma (rozdz. 9):

„Nie zachowujemy zatem dłużej sabatu na sposób żydowski i nie radujemy się w dniach bezczynności (…) Ale niech każdy z nas zachowuje sabat w sposób duchowy, radując się rozmyślaniem nad zakonem, nie zaś w odpoczynku cielesnym, niech podziwia wówczas mistrzostwo Boga. Natomiast niech nie postępuje w ten sposób, że nie spożywa potraw dzień wcześniej przygotowanych, ani letnich napojów, ani że spaceruje w obrębie dopuszczalnej przepisami przestrzeni, ani że nie znajduje upodobania w tańcu i oklaskach, które to zakazy same w sobie nie mają żadnego sensu” (s. 236).

Zwróćmy uwagę na słowa opuszczone przez Bacchiocchiego (wykropkowane), bo są one kluczowe, potwierdzając, że obchodzący chrześcijanie szabat, w tym dniu pracowali. Oto te słowa:

„‘Kto nie pracuje niech nie je’ [2Tes 3:10]. ‘W pocie oblicza swego spożywając chleb swój’ [Rdz 3:19]” (Pseudo-Ignacy – „Do Kościoła w Magnezji” 9).

Nie wiemy czy nasz analityk adwentystyczny umyślnie opuścił te słowa, czy nie były mu potrzebne, ale i tak jeden zachowany przez niego fragment mówi także o tym, że obchodzenie szabatu nie polegało na „odpoczynku cielesnym” (patrz powyżej).

Drugi problem, którym jednak zajmiemy się poniżej, dotyczy niedzieli jako Dnia Pańskiego. Bo tak się właśnie składa, że cytowany fragment przez Bacchiocchiego kończy się opisem obchodzenia niedzieli, „Królowej dni”, tuż po skończonym szabacie! Ale tego urywka nasz adwentysta już nam nie przedstawił wcale, bo miał zapewne inne plany, zajmując się problemem sabatyzowania, a nie Dniem Pańskim (patrz poniżej po słowach: Po szóste…).

Jeśli więc, jak widać, obchodzenie szabatu na sposób niejudaistyczny nie polegało na powstrzymywaniu się od pracy, to co wspólnego ma tamto obchodzenie soboty z dzisiejszymi sabatarianami, którzy odpoczynek cielesny akcentują?

Absurdalny staje się też ich pretensjonalny zarzut, że niedziela w pierwszych wiekach była normalnym dniem pracy, skoro święcąc sobotę też nie powstrzymywano się od niej.

Druga sprawa (obok szabatu) w liście Ignacego, to Dzień Pański, którego istnienie w tym tekście Bacchiocchi i Z. Łyko kwestionują.

Bacchiocchi np. pisze:

„wedle naszej oceny, tekst ‘Magnezjan’ 9, 1 odnosi się raczej do ‘życia Pana’ niż do ‘dnia Pańskiego’…” (s. 254).

„Co więcej rzeczownik ‘życie – ’ występuje w najstarszym ocalałym rękopisie greckim (Codex Mediceus Laurentimus); a zatem zwrot ‘życie Pana’ jest najbardziej prawdopodobnym przekładem” (s. 235).

Ale w innym miejscu Bacchiocchi umiał też napisać tak, jakby dopuszczał, że w liście Ignacego jest możliwe istnienie terminu „Dzień Pański”:

„Ignacy pisze: (…) żyjąc zgodnie z życiem Pana (albo dnia Pańskiego…)’.” (s. 234; por. s. 235).

Spróbujmy odpowiedzieć na te zarzuty Bacchiocchiego.

Otóż po pierwsze, częściowo odpowiedź Bacchiocchiemu daje polski adwentysta Z. Łyko, który nawet potrafił przytoczyć opinię uczonych, przeczących pomysłom naszego analityka: „Niektórzy interpretatorzy są zdania, że choć w tekście oryginalnym nie występuje słowo ‘dzień’ (hemera), to jednak można się go domyślać i połączyć je ze słowem ‘Pański’ (kyriake), zwłaszcza jeśli wziąć za podstawę przekładu edycję Loeba, która zawiera jedynie frazę ‘kata kyriaken dzontes’ (żyli zgodnie z Pana). W ten oto sposób całość frazy w brzmieniu: ‘żyją zgodnie z dniem Pańskim’ (kata kyriake hemera dzontes), czyli ‘zachowują dzień Pański’, można by przeciwstawić frazie poprzedniej: ‘nie święcą szabatu’ (meketi sabbatidzontes).” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 206). Oczywiście Łyko nie zgadza się z taką interpretacją tego tekstu.

Po drugie, to że słowo „życie” (zamiast domyślnego „dzień”) występuje w jednym spośród pozostałych kodeksów listu Ignacego jeszcze o niczym nie świadczy i nie przesądza. Wręcz przeciwnie, źle świadczy o Bacchiocchim, że buduje swą całą konstrukcję na jednym kodeksie, nawet jeśli jest on najstarszym z ocalałych, nie mając innego potwierdzenia w dalekiej historii. Prócz tego, nawet najstarszy zachowany kodeks nie musi być najwierniejszym i Bacchiocchi zdaje się to rozumieć, nie starając się udowadniać, że jest inaczej. Znamienne jest więc to jego milczenie w tej sprawie. Pisze też, że „bardziej istotny będzie sam kontekst” (s. 235) omawianego fragmentu, niż sam ten kodeks.

Po trzecie, nie wiemy jak ma wyglądać dalszy ciąg omawianego fragmentu po proponowanych przez Bacchiocchiego słowach „ale żyjąc zgodnie z życiem Pana”, bowiem nasz adwentystyczny analityk jakby ‘zapomniał’ przedstawić kolejne słowa tego tekstu, który ‘odmienił’. Czyżby wymagane było „odmienne” interpretowanie kolejnego fragmentu?

Po czwarte, jakoś dziwne, że przez wiele wieków nikt nie interpretował tego tekstu tak jak Bacchiocchi. On sam na potwierdzenie swych koncepcji odsyła tylko do uczonych z XX wieku (s. 235).

Po piąte, Bacchiocchi sam potwierdza, że niewiele lat po Ignacym istniał zwyczaj nazywania niedzieli terminem „Pański”, bez użycia słowa dzień, tak jak to ma miejsce dziś np. w języku polskim, gdy używa się nazwę „niedziela” i każdy rozumie już, że chodzi o dzień tygodnia. Oto słowa naszego adwentysty:

„W tej apokryficznej Ewangelii, pochodzącej z drugiej połowy drugiego wieku, użycie skróconej formy ‘Pański’, bez rzeczownika ‘dzień – ’, skłania do wniosku, jak to słusznie zauważył L. Vaganay, ‘une facon courante’, tzn. że określenie takie było powszechnie używane” (s. 125).

„Istnieją jednak, poczynając od końca drugiego wieku, niezbite przykłady na to, że wrażenie ‘dzień Pański’ albo po prostu ‘Pański’ jest używane jako powszechne określenie niedzieli” (s. 126).

Więcej o tym zagadnieniu napisaliśmy w poprzednim rozdziale („Didache”) i tam odsyłamy zainteresowanych. Zaznaczmy jednak, że właściwie Bacchiocchi nie ma dowodów na to, by w pełni zaprzeczyć, że to właśnie pierwsze „Didache” (ok. 90 r.) i Ignacy użyli sam termin „Pański” dla oznaczenia niedzieli, a dopiero później skorzystał z tego nazewnictwa autor wspomnianego apokryfu.

Po szóste, ponieważ Bacchiocchi użył w sprawie szabatu (jak wiedzieliśmy powyżej) do swej argumentacji tekst listu „Do Kościoła w Magnezji” Pseudo-Ignacego (IV-V w.), więc i my go spożytkujemy. Zacytujemy fragment, przed którym Bacchiocchi kończy swój cytat w swym dziele na stronie 236. Czyżby przez przypadek?

„I po uczczeniu szabatu niech każdy kochający Chrystusa święci dzień Pański, jako dzień zmartwychwstania, Królową wyniesioną nad każdy dzień, którego oczekiwał prorok dowodząc ‘do końca o ósmym’ dniu [Ps 6:1 i 11:1 wg LXX], w którym i życie nasze wzeszło i zwycięstwo nad śmiercią zostało zdobyte w Jezusie” (angielski tekst opublikowany na http://www.ccel.org/fathers2/ANF-01/anf01-17.htm#P1394_249090).

Jeśli więc tekst Pseudo-Ignacego potraktować jako wykładnię listu „Do Kościoła w Magnezji” Ignacego, to widać, że trzeba rozumieć, że w obu fragmentach mowa jest o niedzieli jako „Dniu Pańskim”, a nie o „życiu Pana” w jednym przypadku, jak chce Bacchiocchi (Bacchiocchi choć nie omawia tego fragmentu dotyczącego niedzieli, a jedynie wcześniejszy dotyczący sabatu, to jednak na s. 326, wspominając Ps 6:1 i 11:1, zawarł aluzję do tego tekstu niedzielnego).

Bacchiocchi przypominając ciągle, że zmartwychwstanie Chrystusa jest u pisarzy wczesnochrześcijańskich „drugorzędnym” motywem dla święcenia niedzieli (s. 87, 224, 243, 253, 256, 296, 297, 298, 327, 335), o Ignacym pisze jednak trochę inaczej (może dlatego, że uważa, że Ignacy nie mówi nic o niedzieli).

W pierwszym zdaniu przyznaje:

„Ignacy, jak to już stwierdziliśmy, nawiązuje do zmartwychwstania Chrystusa w swoim ‘Liście do Magnezjan’…” (s. 296).

W drugim zaś już bagatelizuje zmartwychwstanie:

„Wartość dowodowa Zmartwychwstania dla święcenia niedzieli jest raczej mało znacząca w tym tekście, skoro autor powołuje się na zmartwychwstanie Chrystusa jedynie pośrednio…” (s. 296).

[Ciekawe, że w tym zdaniu Bacchiocchi jakby zakłada, że jednak mówi nasz tekst o niedzieli jako Dniu Pańskim]

Tymczasem Ignacy kilkakrotnie pisze o zmartwychwstaniu Chrystusa (choć nie w sprawie niedzieli), które dokonało się, jak wiadomo, w niedzielę. Jednak o tych fragmentach ten nadzwyczaj skrupulatny analityk adwentystyczny nie wspomina! Może dlatego, że interesują go tylko teksty o zmartwychwstaniu, które bezpośrednio łączą się z niedzielą. A szkoda. Ale uzupełnimy tę lukę Bacchiocchiego. Podobnie my moglibyśmy zanegować wartość jakichś tekstów o odpoczynku, gdy akurat nie wspomina się w nich słowa szabat (np. Mk 6:31, Mt 11:28, Ap 6:11, 14:13).

Oto słowa Ignacego o zmartwychwstaniu Chrystusa, przy czym pierwsze dwa teksty pochodzą z tego listu, w którym mowa jest o Dniu Pańskim, a drugi z nich jest tym, o którym wspomina Bacchiocchi:

„Wierzcie natomiast głęboko w narodzenie, mękę i zmartwychwstanie, które miało miejsce za rządów Poncjusa Piłata” („Do Kościoła w Magnezji” 11:1).

„obchodzą Dzień Pański, w którym to przez Jezusa Chrystusa i przez śmierć Jego także i nasze życie wzeszło jak słońce. Niektórzy wprawdzie temu przeczą, lecz przecież właśnie przez tę tajemnicę otrzymaliśmy wiarę i po to w niej trwamy…” („Do Kościoła w Magnezji” 9:1).

„plany Boże, o których zacząłem już mówić, plany dotyczące nowego człowieka, Jezusa Chrystusa, zawarte w wierze w Niego, w Jego miłości, Jego męce i zmartwychwstaniu” („Do Kościoła w Efezie” 20:1).

„przychodzący w ciele Bóg, w śmierci życie prawdziwe” („Do Kościoła w Efezie” 7:2).

„przez mękę Jezusa Chrystusa, który jest naszą nadzieją na spotkanie się z Nim w zmartwychwstaniu” („Do Kościoła w Tralleis” wstęp).

„naprawdę został ukrzyżowany i umarł, a oglądały Go niebo i ziemia i otchłań. On też naprawdę powstał z martwych. To jego Ojciec wskrzesił Go. Ojciec również na Jego podobieństwo i nas wierzących w Niego wskrzesi w Jezusie Chrystusie, poza którym nie ma dla nas prawdziwego życia” („Do Kościoła w Tralleis” 9:1-2).

„niezmiennie raduję się męką Pana naszego, niewzruszenie przekonany, dzięki wielkiemu miłosierdziu, o Jego zmartwychwstaniu” („Do Kościoła w Filadelfii” wstęp).

„Dla mnie archiwami jest Jezus Chrystus, archiwami nienaruszalnymi – to krzyż Jego, Jego śmierć i zmartwychwstanie i wiara [którą otrzymujemy] przez Niego” („Do Kościoła w Filadelfii” 8:2).

„Ewangelia jednak zawiera coś zgoła wyjątkowego, a mianowicie przyjście Zbawiciela, Pana naszego Jezusa Chrystusa, Jego mękę i zmartwychwstanie. Umiłowani prorocy tylko go zapowiadali, Ewangelia zaś jest spełnieniem nieśmiertelności” („Do Kościoła w Filadelfii” 9:2).

„Toteż przez swoje zmartwychwstanie ‘podniósł On sztandar’ [por. Iz 5:26] na wieki, aby świętych i wiernych swoich, czy to Żydów czy to spośród pogan, [zgromadzić] w jednym ciele swego Kościoła” („Do Kościoła w Smyrnie” 1:2).

„A cierpiał naprawdę i naprawdę zmartwychwstał, nie tak, jak mówią niektórzy niewierni, że cierpiał pozornie, a przyszłość ich zgodna z tym co myślą, gdyż będą bezcieleśni i podobni do demonów” („Do Kościoła w Smyrnie” 2:1).

„Ja bowiem wiem i wierzę, że nawet po swoim zmartwychwstaniu Jezus był w ciele” („Do Kościoła w Smyrnie” 3:1).

„A po swym zmartwychwstaniu Jezus jadł i pił razem z nimi jak istota cielesna, chociaż duchowo był zjednoczony z Ojcem” („Do Kościoła w Smyrnie” 3:3).

„Powstrzymują się od Eucharystii i modlitwy gdyż nie wierzą, że Eucharystia jest Ciałem Pana naszego, Ciałem, które cierpiało za nasze grzechy i które Ojciec w swej dobroci wskrzesił” („Do Kościoła w Smyrnie” 7:1).

„w imię Jezusa Chrystusa, przez Jego Ciało i Krew, przez mękę i zmartwychwstanie, w jedności ciała i ducha z Bogiem i między wami” („Do Kościoła w Smyrnie” 12:2).

Jak z powyższych tekstów widzimy, dla Ignacego zmartwychwstanie Chrystusa, które dokonało się w niedzielę, jest centralną prawdą, którą przypomina chrześcijanom, a nie jakimś „drugorzędnym” faktem, który nie może mieć związku z niedzielą jako dniem kultu.

Przez to, że Bacchiocchi zanegował fragment Ignacego, jako mówiący o Dniu Pańskim, nie mógł już w tym liście niedzieli chrześcijańskiej przypisać pochodzenia pogańskiego i wywodzić jej od kultu słońca. Nawet, o dziwo, odrzuca on takie pojmowanie sprawy, które przedstawia jeden ze skrajnych uczonych (s. 291).

Zapewne jednak, gdyby Bacchiocchi uznał, że Ignacy mówił o niedzieli, to zaraz by wskazał na jakiś „ślad” dotyczący słońca, chociażby w następujących słowach, które przytacza wspomniany „skrajny uczony”:

„ale obchodzą Dzień Pański, w którym to przez Jezusa Chrystusa i przez śmierć Jego także i nasze życie wzeszło [jak słońce]” („Do Kościoła w Magnezji” 9:1).

Jednak z innego fragmentu Ignacego widać, że dla niego słońce jest tylko tłem dla Chrystusa, co przeczy tezie naszego analityka adwentystycznego, że pogański kult słońca miał „jakiś” wpływ na niedzielę chrześcijańską. Oto słowa Ignacego:

„Zabłysnęła na niebie gwiazda ponad wszystkie gwiazdy, a światło jej było niewysłowione i zadziwiała swoją nowością. Wszystkie inne gwiazdy razem ze słońcem i księżycem chórem ją otoczyły, a ona dawała więcej światła niż wszystkie pozostałe. I zaniepokoiły się, skąd ta nowość tak do nich niepodobna. Wówczas to zginęła wszelka magia i znikły więzy złości, skończyła się niewiedza i upadło dawne królestwo, kiedy Bóg objawił się jako człowiek [por. 1Tm 3:16] w nowości życia wiecznego: zaczynało się spełniać to, co Bóg postanowił” („Do Kościoła w Efezie” 19:2-3).

Na koniec ‘ekumeniczna’ wypowiedź Bacchiocchiego, którą dobrze by było aby zapamiętali sabatarianie:

„Chociaż wedle naszej oceny, tekst ‘Magnezjan’ 9, 1 odnosi się raczej do ‘życia Pana’ niż do ‘dnia Pańskiego’, nie pomniejsza to faktu, iż potępienie ‘sabatyzowania’ plus zachęta do ‘życia niezgodnego z judaizmem’, wskazują na to, że nakłaniano chrześcijan do odłączenia się od judaizmu. Warunki takie zachęcały niewątpliwie do przyjęcia niedzieli jako dnia świątecznego, pozwalało to bowiem wyraźniej podkreślić odrębność chrześcijan od Żydów” (s. 254-255).

List Barnaby”

7) Omówimy tu: sprawę „drugorzędności” zmartwychwstania Jezusa jako motywu dla święcenia niedzieli, termin „ósmy dzień”, brak określenia „Dzień Pański”.

J. Salij OP o poglądach Bacchiocchiego na temat tego listu napisał:

„Szczególnie należy docenić to, że adwentystyczny uczony uznaje, iż niedziela była dla Kościoła szczególnym dniem liturgicznym już w pierwszej połowie II wieku. Rozstrzygające dla niego są świadectwa napisanego około roku 130 w Aleksandrii tzw. Listu Barnaby oraz dzieł św. Justyna, które powstały w Rzymie za panowania cesarza Antonina Piusa (138-161). Adwentyzm uczonego będzie się teraz ujawniał w specyficznym – nadzwyczaj kontrowersyjnym – interpretowaniu tych świadectw, ale omówienie tego rodzaju interpretacji wymagałoby następnej obszernej recenzji. Na razie ograniczmy się do wyrażenia głębokiej satysfakcji, że sam fakt święcenia niedzieli w pierwszej połowie II wieku Bacchiocchi jednoznacznie uznaje. Oby tylko fakt ten dotarł do świadomości wszystkich jego współwyznawców” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 233).

Na początek przedstawiamy interesujący nas fragment z „Listu Barnaby” (ok. 130 r. [niektórzy uczeni datują 70-79 r.]):

„Powiedziano jeszcze także: ‘Będziesz święcił [szabat] z czystymi rękami i z czystym sercem’ [por. Wj 20:8]. Gdyby zatem w obecnym świecie mógł jakiś człowiek, tylko dlatego, że jest czystego serca, święcić ów dzień, który Bóg uświęcił, my bylibyśmy całkowicie w błędzie. Oto jednak dopiero wtedy osiągniemy prawdziwy odpoczynek, by móc święcić, kiedy najpierw sami zostaniemy usprawiedliwieni, kiedy sami otrzymamy to, co nam obiecano, kiedy nie będzie więcej niegodziwości, a Pan odnowi wszystkie rzeczy. Wówczas będziemy mogli święcić dzień siódmy, sami już uświęceni. Mówi im jeszcze: ‘Waszych świąt nowiu i szabatu nie mogę ścierpieć [Iz 1:13]’. Popatrzcie, co to znaczy: Nie te teraźniejsze szabaty są dla mnie przyjemne, lecz ten, który sam ustanowiłem i w którym doprowadziwszy wszystko do spoczynku uczynię początek dnia ósmego, to jest początek nowego świata. Dlatego też świętujemy z radością dzień ósmy: w dniu tym Jezus powstał z martwych i ukazawszy się [uczniom] wstąpił od nieba [Łk 24:51, J 20:17]” (15:6-9).

Ostatnie zdanie tego fragmentu H. Pietras SJ oddał następująco:

„Dlatego też obchodzimy z radością dzień ósmy, w którym Jezus powstał z martwych i ukazawszy się wstąpił do nieba” („List Barnaby” 15:9; cytat za „Dzień Święty” Kraków 1992, s. 33).

Choć Bacchiocchi doszedł do wniosków satysfakcjonujących częściowo J. Salija OP, to jednak komentując powyższe słowa „Listu Barnaby” dochodzi oczywiście też i do „odmiennych” niż inni badacze. Oto jego zarzuty dotyczące niedzieli:

„Barnaba wymienia zmartwychwstanie Jezusa jako drugi albo dodatkowy motyw [dla święcenia niedzieli]” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 243).

„Zmartwychwstanie Jezusa przedstawiono tu jako uzasadnienie dodatkowe, przypuszczalnie dlatego, że nie było ono jeszcze wtedy traktowane jako główna przyczyna święcenia niedzieli” (s. 296).

„Pierwsza spośród wymienionych tu motywacji teologicznych święcenia niedzieli nosi charakter eschatologiczny” (s. 243).

„Świadczy to o lękliwym, niepewnym jeszcze zapoczątkowaniu święcenia niedzieli” (s. 243).

„Nie spotyka się żadnej wzmianki o jakimkolwiek zgromadzeniu lub eucharystycznym obrządku” (s. 243).

Zanim odpowiemy na zarzuty uczonego adwentystów podajemy kilka innych uwag. Otóż „List Barnaby” jest najstarszym z zachowanych pism wczesnochrześcijańskich, które zawiera typowo chrześcijański termin „ósmy dzień”, mający swe pochodzenie od słów „a po ośmiu dniach” (J 20:26) i z tego, że niedziela jest ósmym dniem licząc od rozpoczęcia poprzedniego tygodnia.

Ciekawe, że „List Barnaby” jest jedynym z dzieł pierwszych chrześcijan, w którym Bacchiocchi nie doszukuje się wpływu słońca i jego dnia na chrześcijańską niedzielę (patrz s. 239-244, 255). Czyżby zabrakło naszemu adwentystycznemu analitykowi pomysłów? Pewnie dlatego, aby odwrócić uwagę od tego „brakującego ogniwa”, Bacchiocchi stara się jak najmocniej podkreślić antyjudaistyczny ton „Listu Barnaby”. Aż czasem może wydawać się, że uważając się za chrześcijanina, stoi on jednak po stronie Żydów, którym współczuje, równocześnie milcząc na temat tego, co oni mówili i uczyli o chrześcijanach.

Ale aby ktoś nie sądził, że nie ma nic w omawianym dziele o słońcu, więc przedstawiamy jak wielką przepaść między nim, a Chrystusem, ukazuje wczesnochrześcijański pisarz:

„Gdyby bowiem nie przyszedł [Chrystus] w ciele, jakżeby ludzie mogli Go oglądać i pozostać przy życiu, skoro patrząc na słońce, dzieło rąk Bożych, które przecież ulegnie kiedyś zagładzie, nie są w stanie znieść blasku jego promieni?” („List Barnaby” 5:10).

Oto zaś próba odpowiedzi na „odmienne” wnioski Bacchiocchiego.

Po pierwsze, „List Barnaby” uzasadnia „dlaczego święcimy” niedzielę tzn. ósmy dzień, a nie dopiero ją „wprowadza” jako dzień kultu, jak się wydaje zapewne Bacchiocchiemu, choć wprost o tym nie mówi.

Po drugie, z omawianego tekstu wcale nie wynika, że zmartwychwstanie Chrystusa jest w tym fragmencie „drugorzędne” jako motyw dla święcenia niedzieli. To, że jest wymienione ono na drugim miejscu jeszcze o niczym nie świadczy. „List Barnaby” przedstawił najpierw perspektywę dla chrześcijan tzn. „początek dnia ósmego, to jest początek nowego świata”, na który to świat, oni oczekują dzięki Chrystusowi, a później motywację, która w zmartwychwstaniu Jezusa już się dokonała. W związku z tym należałoby raczej oba motywy uważać za „równorzędne”, a nie dzielić je na pierwszo i drugorzędne.

Po trzecie, zmartwychwstanie Chrystusa było dla autora omawianego listu ważną sprawą, gdyż o nim dobitnie wspomina. W związku z tym trudno uważać je za coś „drugorzędnego” dla święcenia niedzieli. Oto te słowa:

„Dowiedzcie się: Prorocy, którzy otrzymali od Niego łaskę, o Nim prorokowali. On zaś zgodził się cierpieć, gdyż mając zwyciężyć śmierć i dowieść swego zmartwychwstania musiał objawić się w ciele, aby spełnić obietnicę daną ojcom, a przygotowując sobie lud nowy wskazać jeszcze w czasie swego życia na ziemi, iż to On wskrzesi zmarłych i będzie ich sądził” („List Barnaby” 5:6-7).

Po czwarte, dziwne że Bacchiocchi pisze o jakimś „lękliwym” zapoczątkowaniu święcenia niedzieli. Przecież „List Barnaby” podaje, że „świętujemy z radością dzień ósmy”. Lęk i radość to zupełnie różne bieguny. Ta „radość” zapewne nawiązuje do tej, która objęła pierwszych uczniów Jezusa po Jego zmartwychwstaniu (Mt 28:8, Łk 24:41, J 20:20).

Po piąte, Bacchiocchi pisząc, że „Nie spotyka się żadnej wzmianki o jakimkolwiek zgromadzeniu lub eucharystycznym obrządku” (s. 243) w niedzielę w „Liście Barnaby”, nie przedstawia wszystkiego rzetelnie. Bo tak się składa, że właśnie mamy zdanie, które mówi o „zgromadzaniu” się chrześcijan:

„Wyznawaj grzechy twoje. Nie chodź na modlitwę z nieczystym sumieniem. Taka jest droga światła” („List Barnaby” 19:12).

Wprawdzie nie mówi ten tekst bezpośrednio o niedzielnych zgromadzeniach, ale na czymś to „świętowanie” (19:12) ósmego dnia, o którym mówi omawiany list, musiało polegać. Czy nie na zgromadzeniach modlitewnych? A spotkania chrześcijan na modlitwie zazwyczaj łączyły się z „łamaniem chleba” Dz 2:42.

Właściwie to należałoby zapytać Bacchiocchiego, na czym według niego polegało to, o czym mówi „List Barnaby”: „Dlatego też świętujemy [lub ‘obchodzimy’] z radością dzień ósmy” (15:9).

To, że „List Barnaby” nie wspomina o eucharystycznych spotkaniach, nie oznacza zaraz, że on zaprzecza istnieniu takowych w niedzielę. Przecież Bacchiocchi nie przeczy, że takie zgromadzenia odbywały się u chrześcijan, ale mówi tu tylko, że „List Barnaby” nie mówi o nich nic, a tym bardziej nie wspomina, że odbywały się one akurat w niedzielę. W związku z tym nie widzimy tu w argumentacji adwentystycznego uczonego nic, co by mogło burzyć fakt istnienia niedzielnych spotkań eucharystycznych, o których mówili też wcześniejsi pisarze chrześcijańscy (np. Ignacy Antiocheński (†107) „Do Kościoła w Smyrnie” 7:1, „Do Kościoła w Filadelfii” 4:1; „Didache” 9:5, 14:1). Zapewne Bacchiocchi nie uważa też, że spotkania eucharystyczne mogły odbywać się każdego dnia, a tylko niedziela, jako „ósmy dzień”, nie była odpowiednim dniem dla nich. To byłaby skrajna negacja niedzieli.

Po szóste, brak w „Liście Barnaby” terminu „Dzień Pański” powodowane jest zapewne tym, że pismo to kierowane jest przeciw Żydom, którzy tym określeniem nie posługiwali się. Nie użycie go nie oznacza też braku jego znajomości ze strony piszącego, bo przecież omawiane dzieło nie stosuje też słów „pierwszy dzień po szabacie” czy „pierwszy dzień tygodnia”, a trudno posądzać autora o nieznajomość tych określeń. Inne motywy i zarzuty z tym związane szeroko omawiamy poniżej w rozdziale „Justyn Męczennik”.

Ciekawe, że Bacchiocchi, przynajmniej w jednym miejscu swego dzieła, potrafił wypowiedzieć się dość ‘ekumenicznie’ o terminie „ósmy dzień” i warto by tę wypowiedź zapamiętało wielu sabatarian. Oto jego słowa:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem” (s. 326).

Więcej uwagi określeniu „ósmy dzień” poświęcimy w rozdziałach: „Justyn Męczennik”, „Inne teksty biblijne o niedzieli”. O tym dniu pisali też: Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” V:106,2, Tertulian (ur. 155) „O bałwochwalstwie” 14:7 i Orygenes (ur. 185) „Komentarz do Psalmu” 118 (119):1 (ich teksty patrz rozdział „Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli”).

Justyn Męczennik

8) Omówimy tu: termin „dzień Słońca”, termin „ósmy dzień”, problem braku określenia „Dzień Pański” w dziełach Justyna, sprawę „drugorzędności” zmartwychwstania Jezusa jako motywu dla święcenia niedzieli.

Przypomnijmy tu co o poglądach Bacchiocchiego, na temat dzieł Justyna, napisał J. Salij OP:

„Szczególnie należy docenić to, że adwentystyczny uczony uznaje, iż niedziela była dla Kościoła szczególnym dniem liturgicznym już w pierwszej połowie II wieku. Rozstrzygające dla niego są świadectwa napisanego około roku 130 w Aleksandrii tzw. Listu Barnaby oraz dzieł św. Justyna, które powstały w Rzymie za panowania cesarza Antonina Piusa (138-161). Adwentyzm uczonego będzie się teraz ujawniał w specyficznym – nadzwyczaj kontrowersyjnym – interpretowaniu tych świadectw, ale omówienie tego rodzaju interpretacji wymagałoby następnej obszernej recenzji. Na razie ograniczmy się do wyrażenia głębokiej satysfakcji, że sam fakt święcenia niedzieli w pierwszej połowie II wieku Bacchiocchi jednoznacznie uznaje. Oby tylko fakt ten dotarł do świadomości wszystkich jego współwyznawców” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 233).

Na początek przedstawiamy cały interesujący nas fragment z „Apologii” Justyna Męczennika (ur. 100):

„W dniu zaś, zwanym Dniem Słońca, odbywa się zebranie w jednym miejscu wszystkich razem, i z miast i ze wsi. Tedy czyta się Pamiętniki apostolskie albo Pisma prorockie, póki czas pozwala. Potem, gdy lektor skończy, przełożony daje żywym słowem upomnienie i zachętę do naśladowania tych nauk znakomitych. Następnie wszyscy z miejsc powstajemy i modlimy się. Poczem, jak się już powiedziało, gdy modlitwa się skończy, przynoszą chleb oraz wino i wodę, a przełożony zanosi modlitwy tudzież dziękczynienia, ile tylko może, lud zaś z radością odpowiada: Amen. Wreszcie następuje rozdawanie i rozdzielenie wszystkim tego, co się stało Eucharystią, nieobecnym zaś rozsyła się ją przez diakonów. Ci którym się dobrze powodzi, i którzy dobrą mają wolę, dają co chcą, a wszystko, co się zbierze, składa się na ręce przełożonego. On zaś roztacza opiekę nad sierotami, wdowami, chorymi, albo z innej przyczyny cierpiącymi niedostatek, nad więźniami, obcymi gośćmi, jednym słowem śpieszy z pomocą wszystkim, co są w potrzebie. Zgromadzenia zaś nasze dlatego odbywają się w Dniu Słońca, ponieważ to pierwszy dzień, w którym Bóg przetworzył ciemności oraz materię i świat uczynił, ponieważ i Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, tego samego dnia zmartwychpowstał. W przeddzień bowiem Dnia Saturna został ukrzyżowany, a nazajutrz po tymże dniu, to znaczy w Dzień Słońca, objawił się apostołom i tę im podał naukę, którąśmy niniejszym Waszej przedłożyli uwadze” („Apologia” I:67,3-7).

Bacchiocchi komentując powyższy tekst dochodzi jak zawsze do „odmiennych” wniosków, co też zaznaczył J. Salij OP. Adwentysta zarzuca Justynowi Męczennikowi (ur. 100), że nie użył on w „Apologii” określenia „Dzień Pański”, tylko „dzień Słońca” i zrobił to by przypodobać się władzom pogańskim, oraz że sprawa zmartwychwstania Chrystusa jest dla niego „drugorzędnym” powodem święcenia niedzieli, a pierwszym jest rozpoczęcie stwarzania świata, czy raczej „stworzenia światła” według Bacchiocchiego („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 129, 251-4, 275).

Spróbujemy odpowiedzieć na te stwierdzenia uczonego adwentystów.

Otóż po pierwsze, „Apologia” Justyna kierowana była do pogan, którym określenie „Dzień Pański” by niewiele mówiło, natomiast „dzień Słońca” był im znanym terminem, którym się posługiwali (nie ma tu konieczności podkreślania kultu słońca, co robi Bacchiocchi). Nawet gdyby Bacchiocchi miał rację i rzeczywiście Justyn użył określenia „dzień Słońca”, by się przypodobać poganom, to trzeba zapytać go, jakiego terminu powinien on użyć nie przypodobując się im i będąc zarazem zrozumianym przez nich?

Po drugie, Justyn w „Apologii” nie wymienia żadnych biblijnych określeń na oznaczenie niedzieli tzn. „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7), czy „pierwszy dzień tygodnia” (Mt 28:1, Łk 24:1, 1Kor 16:2), bo one zapewne też niewiele by mówiły poganom (u nich np. dzień Saturna był pierwszym dniem tygodnia, a później zastąpił go w ‘pierwszeństwie’ dzień Słońca). O dalszych motywach tego, że brak jest u Justyna terminu „Dzień Pański” napiszemy poniżej, omawiając zarzuty innego, bardziej skrajnego adwentysty, Z. Łyko.

Po trzecie, Justyn pisząc do pogan celowo na pierwszym miejscu wspomniał o stwarzaniu świata, nad którym oni zastanawiali się wielokrotnie (patrz np. „Apologia” I:59,5-6, 60:6, 64,1-6), a zmartwychwstanie Chrystusa nie było dla nich zapewne ważną sprawą (por. wypowiedź pogan do Pawła o zmartwychwstaniu Chrystusa – Dz 17:32).

Po czwarte, wymienienie w tej kolejności zdarzeń (stworzenie, zmartwychwstanie) wynikać może też z tego, że najpierw było stworzenie świata, a dopiero później zmartwychwstanie Chrystusa, czego Bacchiocchi zapewne nie bierze pod uwagę. O zmartwychwstaniu więcej powiemy poniżej.

Po piąte, Bacchiocchi postąpił nieuczciwie akcentując rzekomo opis „stworzenia światła” (!) u Justyna, które ma być „zbliżaniem się” do pogańskiego kultu słońca. Pisze on: „Dlaczego przedstawił akt stworzenia światła w dniu pierwszym jako pierwszy powód zbierania się chrześcijan w niedzielę? Najwidoczniej dlatego, że był to dzień czczony przez Rzymian” (s. 275), „Justyn Męczennik zestawił stworzenie światła i zmartwychwstanie Chrystusa z dniem Słońca. Dlaczego? Przypuszczalnie dlatego, że wszystkie te trzy sprawy (stworzenie światła, zmartwychwstanie Chrystusa i dzień Słońca) miały wspólny mianownik, a mianowicie połączenie ze Światłem-Słońcem pierwszego dnia” (s. 290; patrz też s. 252, 256). Tak się składa, że owszem Justyn nawiązuje do Rdz 1:1-5, ale wcale nie kładzie nacisku na termin „światło”, bo nawet nie używa go w tym fragmencie! Przypomnijmy co pisał:

„Zgromadzenia zaś nasze dlatego odbywają się w Dniu Słońca, ponieważ to pierwszy dzień, w którym Bóg przetworzył ciemności oraz materię i świat uczynił” („Apologia” I:67,7).

Jak widzimy, Bacchiocchi tak zagalopował się z tezami o „dniu Słońca” i „świetle”, że nawet w swych wnioskach „zagubił” stworzenie świata! Jeszcze raz Justyn odwołuje się w „Apologii” do stworzenia świata, ale wcale też nie kładzie tam akcentu na termin „światłość”, lecz bezpośrednio po zacytowaniu słów z Rdz 1:1-3 pisze:

„Tak więc za sprawą Słowa Bożego z tej materii, o której mówił Mojżesz, powstał świat. Oto czego nauczył się Platon i ci, co tak samo uczą, a i my również o czem, i Wy przekonać się powinniście” (I:59,5).

Po szóste, jakoś Bacchiocchiemu umknęła w „Apologii” Justyna inna, chrześcijańska motywacja dla święcenia niedzieli. Mowa o Eucharystii, którą powyższy fragment opisuje. Wprawdzie nie jest ona podana jako powód święcenia niedzieli, ale sam fakt, że sprawowanie jej odbywa się w tym dniu, staje się dodatkowym, obok stworzenia świata i zmartwychwstania Chrystusa, powodem, że dzień ten stał się tak ważny dla chrześcijan. Justyn zdaje się stwierdzać, że nie ma niedzieli bez Eucharystii.

Prócz tego Justyn pisząc o zbieraniu datków dla potrzebujących nawiązał zapewne do tekstu 1Kor 16:2, w którym mowa jest o niedzielnym odkładaniu.

Po siódme, z innego fragmentu Justyna wynika też dowartościowanie niedzieli przez fakt „ukazania się” Chrystusa. Pisze on: „[Noe i rodzina] przedstawiali symbol ósmego dnia, w którym nasz Chrystus objawił się po Swem zmartwychwstaniu, a który z istoty swej jest dniem pierwszym” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:138,1-2). Ale temu fragmentowi poświęcimy uwagę poniżej.

Po ósme, wydaje się, że Bacchiocchi ma jakąś ‘obsesyjną’ skłonność do podkreślania (gdzie tylko może), że w pismach wczesnochrześcijańskich zmartwychwstanie Jezusa jest ukazane jako „drugorzędny” motyw święcenia niedzieli (s. 87, 224, 243, 253, 256, 296, 297, 298, 327, 335). Szczególnie ma to miejsce gdy komentuje on „List Barnaby” (15:6-9), pisany przeciw Żydom, oraz wspomnianą „Apologię” Justyna kierowaną do pogan. Przecież jaką wartość miałoby mieć zmartwychwstanie Chrystusa dla Żydów czy pogan, którzy w Niego nie wierzyli? Czyżby Bacchiocchi chciałby wywrzeć na nas jakąś presję, przez ciągłe podkreślanie swych wywodów?

Przemilcza on zaś akcenty dotyczące zmartwychwstania Pana przedstawione w tych i innych pismach w miejscach, gdzie nie wspominają one akurat o niedzieli. O tym zaś napiszemy poniżej.

Ale to nie wszystko, bo np. w innych tekstach Justyn podkreśla, wbrew Bacchiocchiemu, „pierwszorzędność” zmartwychwstania Chrystusa w połączeniu z niedzielą. Oto jego słowa:

„Przykazanie zaś obrzezania, które nakazywało dnia ósmego obrzezać wszystkie dzieci, było figurą obrzezania prawdziwego, które nas obrzezało z błędu i niegodziwości przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego, zmartwychwstałego pierwszego dnia w tygodniu. Pierwszy bowiem dzień tygodnia, aczkolwiek pierwszy z wszystkich dni, jest wprawdzie ósmy, jeśli się go liczy po wszystkich dniach cyklu tygodniowego, ale nie przestaje być równocześnie pierwszym” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:41,4).

„Słowa te boże znaczą, że podczas potopu dokonała się tajemnica zbawienia ludzkiego. Sprawiedliwy bowiem Noe czasu potopu razem z innymi ludźmi, to znaczy z swą żoną, trojgiem swych dzieci i żonami swych synów w liczbie ośmiu, przedstawiali symbol ósmego dnia, w którym nasz Chrystus objawił się po Swem zmartwychwstaniu, a który z istoty swej jest dniem pierwszym. Chrystus tedy, Pierworodny wszelkiego stworzenia, stał się znowu początkiem rodzaju nowego, odrodzonego przezeń przez wodę, wiarę i drzewo, które zawiera w sobie krzyża tajemnicę” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:138,1-2).

O dziwo Bacchiocchi, przy całych swoich zastrzeżeniach odnośnie „drugorzędności” zmartwychwstania Pana jako uzasadnienia święcenia niedzieli, potrafił jednak pogodzić „pierwszorzędne” stworzenie świata i „drugorzędne” zmartwychwstanie Chrystusa u Justyna. Kiedy to było mu być może potrzebne napisał:

„Początek stworzenia w pierwszym dniu tygodnia łączy Justyn ze zmartwychwstaniem Chrystusa; najprawdopodobniej dlatego, że obydwa te wydarzenia miały miejsce tego samego dnia i mogły być symbolicznie powiązane razem, jako wyobrażenia początku starego i nowego stworzenia” (s. 298-9).

I to właśnie wynika z powyżej cytowanego tekstu Justyna („Dialog z Żydem Tryfonem” II:138,1-2).

Bacchiocchi mógłby mieć pretensje do Justyna, gdyby ten wcale nie wymienił zmartwychwstania Chrystusa jako motywu dla święcenia niedzieli. Ale skoro on je wymienia w tym samym zdaniu co stworzenie świata, to „drugorzędność” zmartwychwstania wydaje się być niestosownym stwierdzeniem. Prędzej można mówić o „równorzędnym” motywie, o czym świadczy duża częstotliwość mówienia o wskrzeszeniu Jezusa w jego pismach, a właściwie o okazjonalnym wspomnieniu stworzenia świata. Ciekawe, że w jednym miejscu swego dzieła (s. 256) Bacchiocchi potrafił powiedzieć o „Różnorodności motywacji przedstawianych przez Justyna w celu usprawiedliwienia zwyczaju święcenia niedzieli…”, bez podkreślania stopnia ważności dla wymienionych kilku motywów.

Podkreślmy jeszcze, że Justyn nie napisał nigdzie wprost, że zmartwychwstanie Chrystusa jest dla niego „drugorzędnym” motywem, mniej znaczącym, czy choćby drugim z kolei. Tylko Bacchiocchi, jako adwentysta chce je takim widzieć.

Mamy też jeszcze jeden tekst Justyna, choć mniej znaczący, ale mówiący o „tajemniczości ósmego dnia” i wyższości jego nad sobotą:

„Moglibyśmy prócz tego, mężowie, przytoczyć dowody i na to, mówiłem dalej, że Bóg w tych samych słowach [chodzi o Rdz 17:12-14] zwiastował nam jakąś tajemnicę, odnoszącą się raczej do ósmego dnia, aniżeli do dnia siódmego” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:24,1).

Po dziewiąte, jest jeszcze jeden termin w piśmie Justyna, któremu mało uwagi poświęcają sabatarianie. Może dlatego, że nie można mu przypisać pogańskiego pochodzenia. Chodzi o określenie „ósmy dzień”, które nawiązuje do tekstu J 20:26 („A po ośmiu dniach…”) i było ono typowo chrześcijańskim terminem w języku Kościoła, jeszcze przed Justynem (patrz „List Barnaby” 15:9; ok. 130 r. [niektórzy uczeni datują 70-79 r.]). Ciekawe, że określenie to występuje w piśmie Justyna tyle samo razy (3) co „dzień Słońca”, co Bacchiocchi jakoś przemilcza (patrz „Dialog z Żydem Tryfonem” I:41,4, II:138,1-2, I:24,1; teksty powyżej). Natomiast wprost „zachwyca się” on tym, że termin „dzień Słońca” używa Justyn aż 3 razy (s. 275) i doszukuje się w tym „śladu” pogańskiego dla niedzieli oraz chęć przypodobania się chrześcijan poganom, poświęcając temu zagadnieniu dziesiątki stron. Nad tekstami zaś zawierającymi określenie „ósmy dzień” nasz analityk adwentystyczny jakby się tylko prześliznął (s. 253, 311).

Tymczasem o tym dniu E. Bianchi napisał: „Zakorzeniona najprawdopodobniej w Janowym wyrażeniu ‘po ośmiu dniach’, a w każdym razie powiązana z faktem, że niedziela następowała po dniu siódmym, jest następnie nazwa ‘ósmy dzień’, poświadczona już w epoce bardzo starożytnej” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 127).

Dlaczego Justyn uzasadnia święcenie niedzieli jako „ósmego dnia” np. „ósmym dniem obrzezania” czy „ośmioma osobami w Arce” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:41,4, II:138,1-2, I:24,1; teksty patrz powyżej)? Otóż dlatego, że polemizując z Żydem musiał biblijnie uzasadnić motywy obchodzenia niedzieli. Nie mógł za bardzo powoływać się na autorytet Chrystusa i Nowego Testamentu, ale raczej na Stary Testament. Inaczej sprawa wygląda gdy przedstawia się argumenty chrześcijanom, a inaczej Żydom, czy poganom. Bacchiocchi wie, że w Starym Testamencie trudno znaleźć odpowiednie argumenty za niedzielą, dlatego biblijne motywy i starania Justyna nazywa „absurdalnymi” (s. 333) i „śmiesznymi” (s. 328). Ciekawe, że takimi nie nazwał rzekomych argumentów Justyna dotyczących święcenia niedzieli opartych na symbolice słońca czy kulcie Mitry.

Ale i Bacchiocchi, kiedy było mu to przydatne, potrafił dość pochlebnie napisać o „ósmym dniu”: „Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem” (s. 326).

Określeniu „ósmy dzień” poświęciliśmy też uwagę powyżej w rozdziałach: „List Barnaby” oraz „Inne teksty biblijne o niedzieli”. O tym dniu pisali też: Klemens Aleksandryjski (ur. 150) „Kobierce” V:106,2, Tertulian (ur. 155) „O bałwochwalstwie” 14:7 i Orygenes (ur. 185) „Komentarz do Psalmu” 118 (119):1 (ich teksty patrz poniżej rozdział „Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli”).

Po dziesiąte, Justyn w jednej ze swych wypowiedzi wręcz przeciwstawia wiarę w Jezusa kultowi słońca, a są to słowa skierowane do Żyda Tryfona, a nie do pogan, co też jest istotne.

„Jest napisane, że Bóg dopuścił kiedyś, aby słońce było czczone [por. Pwt 4:19, 2Krl 23:11, Ez 8:16], a jednak nie możecie odkryć nikogo, kto kiedykolwiek cierpiał aż na śmierć z powodu swej wiary w słońce. Możecie natomiast znaleźć ludzi z każdej narodowości, którzy dla imienia Jezusa cierpieli i dalej cierpią wszelkiego rodzaju tortury, a nie chcą się wyrzec wiary w niego. Bowiem Jego słowo prawdy i mądrość jaśnieją mocniej niż moc słońca, toteż dociera do głębin serca i umysłu. Dlatego też Słowo powiedziało: ‘Ponad słońce wzniesie się imię Jego’ [Ps 72:17]. A Zachariasz mówi: ‘Wschód imię Jego’ [Za 6:12 wg LXX]” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:121,2).

Natomiast Bacchiocchi oczywiście „odmiennie” komentuje ten fragment:

„Czy związek pomiędzy dniem słońca a stworzeniem światła w pierwszym dniu stworzenia stanowi zwykły zbieg okoliczności? Trudno tak przypuszczać, szczególnie z tego powodu, że sam Justyn (…) wyraźnie porównuje cześć pogan składaną słońcu z tym, co chrześcijanie ofiarowują Chrystusowi, który jest jaśniejszy od słońca (…) [tu cytuje Bacchiocchi powyższy fragment Justyna] Najwidoczniej dość wcześnie chrześcijanie dostrzegli ów związek i współzależność pomiędzy stworzeniem światła w pierwszym dniu stworzenia a czcią słońca, co nastąpiło również tego samego dnia” (s. 252).

Bacchiocchi niepotrzebnie doszukuje się w tym fragmencie Justyna „śladu” słońca w chrześcijaństwie, bo powyższe słowa to polemika z Żydem, a nie z poganami, którym mógłby on chcieć się „przypodobać”, jak zapewne uważa nasz adwentysta.

Po jedenaste, ważna jest też sprawa doniosłości zmartwychwstania Chrystusa wyrażona w innych miejscach pism Justyna, gdzie nie odnosi się on akurat do niedzieli. Fragmenty te dodatkowo przeczą tezie Bacchiocchiego, że u Justyna zmartwychwstanie Jezusa, które dokonało się niedzielę, jest „drugorzędnym” powodem święcenia tego dnia. Oto kilka najważniejszych tekstów dotyczących tej tematyki:

„Tymczasem nasz Jezus Chrystus został przybity do krzyża, umarł, zmartwychwstał, wstąpił do nieba i objął królowanie” („Apologia” I:42,4).

„Miał ponadto Bóg, Ojciec wszechrzeczy, wziąć Chrystusa po Jego zmartwychwstaniu do nieba i tam Go zatrzymać, aż do pokonania wrogich Mu demonów” („Apologia” I:45,1).

„A gdyście już wiedzieli, że powstał z martwych i do nieba wstąpił, jak to prorocy przepowiedzieli, nie tylko nie zmieniliście złych postępków swoich, ale rozesłaliście w tym celu mężów z Jerozolimy na cały świat, by rozpowiadali, że pojawiła się bezbożna chrześcijan sekta, by nas pomawiali o to, co przeciwko nam wygadują wszyscy, którzy nas nie znają” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:17,1).

„To się odnosi tylko do tego Jednego Ukrzyżowanego, o którym w tym samym psalmie Duch Święty powiada, że w pełnym zdrowiu zmartwychwstał, zaznaczając przy tem, iż nie jest podobny do bogów pogańskich, są one bowiem demonów bożyszczami” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:73,2).

„Że zaś to są Aniołowie i Moce, którym słowo proroctwa Dawidowego rozkazuje ‘podnieść bramy, by wszedł ten Pan Zastępów’, zmartwychwstały z woli Ojcowskiej, Jezus Chrystus, to również wykazało słowo Dawidowe” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:85,4).

„Następnie zaś słowa: ‘Przecie Ty mieszkasz w świątnicy, Ty Chwało, ty Izraelu’ [Ps 22:4], oznaczały, że miał dokonać rzeczy godnych chwały i podziwu, że po ukrzyżowaniu miał dnia trzeciego powstać z martwych, a bierze to od Ojca Swego” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:100,1).

„Powiedziałem już także, że do Chrystusa, który miał być w grobie złożony i zmartwychpowstać, odnosiło się owo proroctwo Izajaszowe: ‘Grób Jego spośród nich usunięto’.” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:118,1).

Patrz też „Apologia” I:21,1, I:31,6, I:46,5, I:63,16 oraz „Dialog z Żydem Tryfonem” II:106,1, II:107,1, II:108,1-2, II:132,1.

Po dwunaste, z pism Justyna nie wynika, że argumentacja i terminologia jaką on stosuje („pierwszy dzień tygodnia”, „ósmy dzień”, „dzień Słońca”), służyła mu do uzasadnienia „wprowadzenia” święcenia niedzieli (co zdaje się sugerować Bacchiocchi), ale raczej dla umotywowania wobec pogan i Żydów „dlaczego chrześcijanie ją święcą”.

Omówmy tu jeszcze poglądy adwentysty Z. Łyko, który mówi, że Justyn około 155 roku nie znał (!) terminu „Dzień Pański”:

„Gdyby nazywano ją powszechnie ‘dniem Pańskim’, Justyn nie omieszkałby określić ją tą właściwą nazwą. Widocznie nic nie wiedział o niedzieli jako dniu Pańskim” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 192).

Na jakiej podstawie Łyko twierdzi, że Justyn nie znał dla niedzieli określenia „Dzień Pański”? Czy dlatego, że go nie wymienia? Ale przecież nie wymienia też w swej „Apologii” kierowanej do pogan (w której używa terminu ‘dzień Słońca’) określeń „pierwszy dzień po szabacie” (Dz 20:7), czy „pierwszy dzień tygodnia” (Mt 28:1, Łk 24:1, 1Kor 16:2). Czyżby też ich nie znał (używa on i to tylko drugiego terminu w polemice z Żydem Tryfonem)? Łyko prawdopodobnie tendencyjnie przemilcza to, że Justyn używa tych określeń niedzieli, akcentuje zaś tylko nazwę „dzień Słońca” (s. 208). A może nasz adwentysta uważa również, że Justyn wcale nie znał Biblii, skoro używa terminów „dzień Saturna” i „dzień Słońca” („Apologia” I:67,7), a nie wymienia „pierwszego dnia po szabacie”?

Jest jednak bardzo prawdopodobne, że Justyn, wbrew Z. Łyko, znał niedzielę jako „Dzień Pański”. Otóż biskup Koryntu, pisząc swój tzw. „List Dionizego do Rzymian”, za pontyfikatu papieża Sotera (166-174) i w czasach bliskich Justynowi (†165) użył tego terminu jako powszechnie znanego:

„Dzisiaj obchodziliśmy święty dzień Pański i czytaliśmy List Wasz, a będziemy go ku zbudowaniu naszemu zawsze odczytywali, tak samo jak ten, który pisaliście dawniej przez Klemensa (†101)” („Historia Kościoła” Euzebiusza, IV:23,11).

Łyko zaś, albo nie zna pisma Dionizego (lub specjalnie przemilcza je), albo uważa, że jest to świadectwo, któremu nie warto poświęcać uwagi.

Według Z. Łyko to, że Justyn nie wymienia „Dnia Pańskiego” znaczy, że go nie zna jako niedzieli. Czy na tej samej zasadzie uważa on, że autorzy biblijni nie znali określenia „dzień Słońca” jako niedzieli, jeśli go nie wymieniają? Czy uważa też, że Justyn nie zna określenia „pierwszy dzień po szabacie” jako niedzieli, skoro nie przywołuje go?

Ciekawe, że jeśli Łyko uważa, że niedziela była u pogan zwana „Dniem Pańskim”, to dlaczego niby Justyn nie mógł znać tego określenia? Nasz adwentysta cytując „znakomitego historyka dra. W. Weigla” (s. 208) napisał: „odkąd zaczęto zwracać się do Mitry jako Pana (dominus), dzień Słońca musiał być ‘dniem Pańskim’ na długo przed czasami chrześcijańskimi” (s. 208-209).

Jeśli tak się rzeczy mają według Z. Łyko i Justyn nie obawiał się nazwać „dniem Słońca” niedzieli, to może, gdyby zaistniała taka potrzeba, także by użył terminu „Dzień Pański”, nawet gdyby go nie znał z Ap 1:10, a tylko od pogan.

Cóż z tego, gdyby nawet Justyn użył terminu „Dzień Pański”, skoro jeśli inni go zastosowali (Ap 1:10, „Didache”, Ignacy Antiocheński), to sabatarianie namnożyli obiekcji filologicznych, teologicznych i innych, by te określenie zakwestionować. Podobnie byłoby zapewne z Justynem. Któż zapewni, że byłoby inaczej?

Bo gdyby nawet Justyn użył określenia „Dzień Pański”, to Łyko zapewne stwierdziłby, że to ku czci Mitry, który też był dla pogan Panem (patrz powyżej jego cytat z dzieła Weigla). Podobnie przecież sabatarianie interpretują Justynowy termin „dzień Słońca”. Czy w przypadku „Dnia Pańskiego” by rozumieli inaczej? Mamy powody przypuszczać, że nie, bo przecież Łyko już o tym napisał, mówiąc o występującym w chrześcijaństwie terminie „Dzień Pański”: „Kult Mitry wywarł olbrzymi wpływ na obrzędowość chrześcijańską. Najpoważniej uzewnętrzniło się to w kulcie niedzieli, a nawet w jej nazwie jako ‘dniu Pańskim’.” (s. 211).

Jest jeszcze jeden, pewnie zasadniczy powód braku określenia „Dzień Pański” w pismach Justyna. Otóż zachowały się tylko dwa jego dzieła: jedno przeciw poganom („Apologia”) i drugie przeciw Żydom („Dialog z Żydem Tryfonem”). W obu stosuje on nazewnictwo, które te grupy używają: „dzień Słońca” – poganie, „pierwszy dzień tygodnia” – Żydzi (cytaty patrz powyżej). Zapewne gdyby zachowało się jakieś pismo Justyna kierowane bezpośrednio do chrześcijan, to pewnie nie przepuściłby on okazji, by użyć w nim określenia jakiego oni używali tzn. „Dzień Pański”.

Bo cóż by dało gdyby Justyn użył wobec pogan czy Żydów określenia „Dzień Pański”? Ci ostatni zapewne by je zrozumieli jak dziś adwentyści i sądzili, że mowa jest o szabacie, albo o dniu eschatologicznym, jak sądzi Bacchiocchi. Jakby rozumieli termin „Dzień Pański” poganie, sabatarianie sami zapewne wiedzą, o czym wspominał Z Łyko (patrz powyżej). W związku z tym prawdopodobnie „najlepszym” określeniem Justyna dla niedzieli, tak wobec pogan, Żydów jak i dzisiejszych sabatarian, byłby „Dzień Jezusa Chrystusa”, ale któż mógł wtedy wiedzieć, że w XIX wieku pojawią się ludzie, którzy będą kwestionować niedzielę jako „Dzień Pański”.

Sabatarianie twierdzą też, że ponieważ w niektórych językach niedziela określana jest terminem związanym ze słońcem (np. niem. Sonntag, ang. Sunday), to tym samym czcimy słońce-bożka, a nie Jezusa.

Sabatarianie nie dodają zaś, że w innych językach niedziela nazywana jest „dniem Pańskim” (np. franc. Dimanche, wł. Domenica, hiszp. Domingo, portug. Domingo, łac. Dies Dominica, gr. Kyriake), a w języku rosyjskim „Zmartwychwstanie” (Woskriesienie). Nazwą nie zawsze można się kierować bo np. u Izraelitów jeden z miesięcy (Tammuz) miał nazwę pogańskiego bożka Tammuza (por. Ez 8:14), a nikt nie posądza Mojżesza, że czcił jego, a nie Jahwe. Podobnie jeden z chrześcijan miał na imię Hermes (Rz 16:14), a nie uważa się, że czcił bożka Hermesa zamiast Jezusa (Dz 14:12). Tak też jest z Markiem, którego imię pochodzi od boga Marsa.

Ciekawe jak się czują sabatarianie mieszkający w krajach, gdzie mówi się po niemiecku lub angielsku, i czy czczą słońce, używając słów Sonntag i Sunday na określenie niedzieli?

Na koniec ‘ekumeniczna’ wypowiedź Bacchiocchiego, która łączona z tekstami Justyna wiele powinna przekazać sabatarianom:

„Poganom chrześcijanie mogli wyjaśnić, że w tym dniu Słońca nie czczą oni Słońca jako boga, ale obchodzą stworzenie światła i powstanie Słońca Sprawiedliwości, a więc wydarzenia, do którego pierwszego dnia doszło. Obchodzącym zaś sabat (sobotę) mogli mówić, że pierwszy dzień zachowuje swą nadrzędność nad siódmym, ponieważ upamiętnia początek stworzenia, rocznicę nowego stworzenia i dzieło sprawcze Chrystusa” (s. 303).

Bacchiocchi potrafi być też ‘mniej ekumeniczny’ co pokazuje poniższa jego wypowiedź dotycząca również Justyna zamieszczona jednak wiele stron dalej:

„Te polemiczne, często absurdalne argumenty sfabrykowano po to, aby usprawiedliwić i wywyższyć niedzielę kosztem sabatu” (s. 333).

Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli

9) Omówimy tu: pisma wczesnochrześcijańskie, apokryfy, świadectwa Żydowskie i gnostyczne oraz pogańskie.

Po rozpatrzeniu świadectw wczesnochrześcijańskich o niedzieli z lat 90-150 omówimy tu te, które powstały po nich. Ponieważ tych tekstów jest bardzo wiele, dlatego cytując je skupimy się tylko na tych z lat 150-250. Wyjątkowo, z powodu wspominania w nich szabatu, przytoczymy fragmenty z IV wieku („Konstytucje Apostolskie”). Teksty z lat 250-500 właściwie tylko dokładniej teologicznie omawiają naszą problematykę, nie wnosząc nic nowego do samych początków niedzieli. Z powodu ich wielości i obszerności zagadnienia, jak i dlatego, że dla szeregowych sabatarian nie stanowią one żadnej wartości (!), pominiemy cytowanie tu tych świadectw, pozostawiając zainteresowanym pole na indywidualne zgłębianie zagadnienia, chociażby poprzez teksty wskazane przez Bacchiocchiego. Na ogół cytuje on i przytacza pisma patrystyczne rzetelnie, jedynie jego komentarze do nich, jak zauważył Bianchi, są często „odmienne”, a nawet „przeciwne”, niż innych uczonych. Również katolicka publikacja ks. H. Pietrasa pt. „Dzień Święty” (Kraków 1992) zawiera najważniejsze teksty dotyczące naszej problematyki aż do VI wieku (fragmenty dzieł pisarzy chrześcijańskich, akta synodalne i zarządzenia władz świeckich).

Rozdział ten stanowi archiwum tekstów o niedzieli. Zostały one w większości omówione w dalszej części naszej pracy, w innych rozdziałach, w których ich tematyka wiąże się z omawianym zagadnieniem.

Oto wspomniane teksty:

Dionizy z Koryntu (II w.) – „Dzisiaj obchodziliśmy święty dzień Pański i czytaliśmy List Wasz, a będziemy go ku zbudowaniu naszemu zawsze odczytywali, tak samo jak ten, który pisaliście dawniej przez Klemensa (†101)” („List Dionizego do Rzymian”; cytat za „Historia Kościoła” Euzebiusza, IV:23,11).

Ireneusz (ur. 130-40) pisząc o Wielkanocy zaznaczył:

„jest to święto ważne na równi z dniem Pańskim” (Fragm. 7; cytat za „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 223, por. s. 19).

Po tych słowach dziwne (!) wydaje się stwierdzenie Z. Łyko:

„Polikarp (…) oraz Ireneusz, uczeń Polikarpa, również nie znali niedzieli jako dnia Pańskiego, a wiele przemawia za tym, że mężowie ci święcili sobotę” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 203).

Ciekawe, że wbrew Z. Łyko, nawet (jak widzimy) Bacchiocchi cytuje powyższy fragment Ireneusza i go nie kwestionuje. Nie wiem też gdzie w pismach wczesnochrześcijańskich Łyko wyczytał, że Ireneusz „święcił sobotę”. Jaki jest zaś stosunek Ireneusza do szabatu przedstawiliśmy w artykule „Czy ‘Dniem Pańskim’ chrześcijan powinien być szabat? Polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian” (opublikowany na www.trinitarians.info).

Ireneusz opowiadał się też za niedzielną Wielkanocą, co potwierdza Euzebiusz (ur. 260):

„Pomiędzy innymi pisał list także Ireneusz w imieniu braci w Galii, których był zwierzchnikiem. Stwierdza wprawdzie, że tylko w niedzielę należy obchodzić tajemnicę zmartwychwstania Pańskiego, ale wzywa Wiktora [papieża] w odpowiedni sposób, by nie odłączał całych kościołów bożych, które zachowują tradycję pradawnego zwyczaju [14 nisan]…” („Historia Kościoła” V:24,11).

Klemens Aleksandryjski (ur. 150) – „A zatem dzień siódmy [sobota] ogłoszony został jako dzień odpoczynku oraz przez powstrzymanie się od zła stał się czasem przygotowania do dnia stanowiącego prapoczątek stworzenia świata [niedziela], stając się dla nas dniem odpoczynku, zaś istotowo to dzień samego początku świata (…) Od tego dnia świeci nam pramądrość i poznanie” („Kobierce” VI:138,1-2).

„[Chrześcijanin] wypełnia przykazanie zawarte w Ewangelii i czyni ten dzień dniem Pańskim, w którym odrzuca wszelką myśl złą (…) w ten sposób czcząc w sobie zmartwychwstanie Pana” („Kobierce” VII:76,4).

Klemens udowadnia też poganom, na podstawie ich własnych pism, że oni sami zapowiadają niedzielę jako Dzień Pański:

„A dzień Pański tak zapowiada Platon w dziesiątej księdze Państwa: ‘Kiedy każdy z tych, co byli na łące, kończył swój siódmy dzień, musiał wstać i ósmego dnia ruszać w drogę…’. Przez łąkę należy rozumieć sferę nieruchomą, jako swojską i pogodną krainę, miejsce pobytu ludzi pobożnych. A przez siedem dni – pojedynczy ruch siedmiu planet i wszelką pracowitą działalność zmierzającą do mety odpoczynku. Wędrówka zaś poza gwiazdy krążące prowadzi do nieba, to znaczy do ósmego ruchu i do ósmego dnia” („Kobierce” V:106,2-4).

Bardesanes (ur. 154) – „W jakiejkolwiek krainie przebywamy wszyscy nosimy jedno imię chrześcijan, gromadzimy się w dniu Pańskim, a w oznaczonych dniach wstrzymujemy się od pokarmów” („Księga ustaw regionalnych” 46; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 98).

Tertulian (ur. 155) – „Ale – powiesz – jak będziemy mogli się zebrać, w jaki sposób sprawować niedzielną uroczystość? Oczywiście tak, jak Apostołowie, ubezpieczeni wiarą, a nie pieniędzmi. Jeżeli wiara może góry przenosić, to daleko bardziej żołnierza. Bądź ubezpieczony mądrością, nie przekupstwem. Nie będziesz zaraz zabezpieczony przed ludźmi, jeżeli przekupisz urzędników policyjnych. (…) Wreszcie, jeżeli nie możesz urządzić zebrania za dnia, masz noc [por. Dz 20:7n.]; światło Chrystusa ją rozjaśnia. Czy nie możesz tworzyć małych grup, jeśli przecież Kościół jest już tam, gdzie jest trzech? Lepiej, żebyś nie widział tych twoich tłumów, niż miałbyś się zaprzedać w niewolę” („O ucieczce w czasie prześladowania” 14:1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 112).

„Sakrament Eucharystii w czasie wieczerzy i dla wszystkich udzielony przez Pana przyjmujemy na zgromadzeniach przed wschodem słońca nie z ręki innych, lecz tylko z ręki przewodniczących. Ofiary za zmarłych składamy w określonym dniu ich narodzin [dla nieba]. Post i modlenie się na klęczkach w dniu Pańskim uważamy za rzecz niedozwoloną. Tą samą wolnością cieszymy się od dnia Paschy do Zesłania Ducha Świętego. Z trwogą przestrzegamy, by nic z Kielicha ani nawet Chleba naszego nie strząsnąć na ziemię. Przy każdym kroku (…) przy układaniu na spoczynek, przy siadaniu i przy każdej czynności dnia codziennego znaczymy czoło znakiem krzyża” (De Corona 3; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 113).

„Poganie są wierniejsi od nas swojej religii, gdyż nie uznają za swoje żadnego ze świąt chrześcijańskich. Nie obchodzą z nami niedzieli ani Zesłania Ducha Św. choć je znają, gdyż boją się, by ich nie uznano za chrześcijan. My zaś nie drżymy o to, by nas nie miano za pogan. Jeśli chodzi o odpoczynek dla ciała, masz nie tylko parę dni, ale wiele. Poganie bowiem mają tylko jeden dzień świąteczny w roku, a ty masz co osiem dni [por. J 20:26]. Weź poszczególne święta różnych narodów i policz: nie wypełnią nawet okresu Pięćdziesiątnicy” („O bałwochwalstwie” 14:7; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 53).

„Inni bardziej po ludzku sądzą, że słońce jest bogiem chrześcijan, jako, że jest rzeczą znaną, iż podczas modlitwy zwracamy się na wschód, albo że cieszymy się w dniu słońca. Czy inaczej postępujecie? Czy wielu spośród was uwielbiając niekiedy ciała niebieskie nie porusza wargami o wschodzie słońca? Faktycznie jesteście tymi, którzy do spisu tygodnia przyjęliście słońce, jako podstawę siedmiodniowego tygodnia, a… [przypis: Tekst zepsuty] z samych dni wybraliście jeden, w którym unikacie kąpieli, lub odkładacie ją na wieczór, względnie dbacie o odpoczynek, lub posiłek. Czyniąc to, odstępujecie sami od własnej, a przechodzicie do obcej religii. Żydowskimi bowiem świętami są szabaty i czyste potrawy i żydowski kult świec i posty razem z chlebami przaśnymi, oraz modlitwy nad brzegami rzek. Przecież to wszystko obce jest dla waszych bogów. Dlatego, – że nie odstąpię od obranej drogi – zauważacie podobieństwo wy, którzy zarzucacie nam kult słońca i jego dnia, że nie jesteśmy zbyt daleko od Saturna i waszych szabatów!” („Do pogan” I:13).

„Inni przynajmniej więcej ludzką i więcej do prawdy podobną opinię mają o nas i słońce uważają za naszego boga. Może nawet do Persów będziemy zaliczeni, chociaż słońca na płótnie wymalowanego nie czcimy, ponieważ je mamy zawsze na jego drodze niebieskiej. Ostatecznie podejrzenie to stąd pochodzi, ponieważ jest rzeczą wiadomą, że my modlimy się zwróceni ku wschodowi. Ale i z was wielu nieraz pragnąc pomodlić się do swoich niebian, porusza wargami ku wschodowi słońca. Podobnie, jeśli dzień słońca poświęcamy radości, ale z całkiem innego powodu aniżeli ze czci dla słońca, bo stoimy chyba zaraz za tymi, którzy dzień Saturna na próżnowanie i uczty poświęcają, przy czym naturalnie odstępują od żydowskich zwyczajów, nie znając ich dobrze” („Apologetyk” 16:9-11).

„My zgodnie z tradycją powinniśmy jedynie w dniu zmartwychwstania Pańskiego wstrzymać się nie tylko od klęczenia, ale nawet od każdego znaku lęku i pochodzącej z niego służby, odkładając nawet zajęcia, aby nie dać miejsca diabłu. Podobnie postępujemy w okresie Zielonych Świąt, który święcimy z tą samą radością” („O modlitwie” 23).

„Najbardziej uroczystym dniem [dla] chrztu jest Wielkanoc. (…) Następnie okres Zielonych Świąt jest również stosowny dla udzielania chrztu. Jest to okres najradośniejszy tak z powodu częstego ukazywania się Zmartwychwstałego wśród uczniów, jak również przekazanie nam daru Ducha św., i wreszcie objawienia nadziei na ponowne przyjście Pana. Albowiem, jak wstąpił do nieba, tak przyjdzie ponownie, to znaczy w Zielone święta. Lecz również i Jeremiasz, gdy mówi: ‘I zgromadzą ich z najdalszego krańca ziemi w owym dniu uroczystym’ [Jr 31:8], wskazywał na Wielkanoc i Zielone święta, które są dniami uroczystymi w najwłaściwszym sensie. Poza tym każdy dzień Pański, każda godzina, każda chwila jest stosowna dla udzielania chrztu. Zresztą, jeśli nawet w uroczystości jest jakaś różnica, to dla łaski nic to nie znaczy” („O chrzcie” 19).

Hipolit Rzymski (ur. przed 170) – „W niedzielę biskup, jeśli może, sam rozdziela komunię całemu ludowi…” („Tradycja Apostolska” 22; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 98).

„Święcenia biskupie ma otrzymać ten, kto zostanie wybrany (…) kiedy zostanie ogłoszony i spodoba się wszystkim, niech zbiorą się wszyscy w niedzielę, z kapłanami i obecnymi biskupami…” („Tradycja Apostolska” 2; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 98).

Orygenes (ur. 185) – „Zmartwychwstanie Pańskie obchodziliśmy nie tylko raz w roku, ale ciągle, każdego ósmego dnia [por. J 20:26]” („Homilie o Księdze Izajasza” 5:2).

„Nieczysty jest [człowiek] aż do ósmego dnia. Nim nastał ósmy dzień Pana Jezusa Chrystusa, cały wszechświat był nieczysty i nieobrzezany. Gdy jednak nadszedł ósmy dzień zmartwychwstania Chrystusa, wszyscy zostali oczyszczeni w obrzezaniu Chrystusa, i jak mówi Apostoł, wraz z Nim pogrzebani i z Nim zmartwychwstali [Kol 2:12]. A jako, ze nasza dusza oczyszcza się przez podstawowe nauczanie wprowadzające nas w kwestie etyczne i udoskonalające nas w poznaniu Go, użyto tutaj liczby osiem dla każdej ze zwrotek [psalm podzielony jest na fragmenty zawierające po osiem wersetów]” („Komentarz do Psalmu 118 (119)” 1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 38).

„Liczba osiem, która zawiera moc zmartwychwstania, jest symbolem świata, który ma nadejść, tak jak liczba siedem jest symbolem świata obecnego” („Komentarz do Psalmu 118” 164; cytat za „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 314).

„Cóż więc sądzą [Żydzi] o zdaniu: ‘Będziecie zbierać przez sześć dni po kolei, a szóstego dnia zbierzecie podwójną ilość’? Okazuje się, że jako ‘szósty dzień’ wymieniony został ten, który poprzedza szabat, a który u nas zwie się ‘Parasceve’. Szabat zaś jest siódmym dniem. Pytam więc, którego dnia po raz pierwszy udzielono manny z nieba, i chcę porównać nasz dzień Pański z żydowskim szabatem. Otóż z Pism Bożych wynika, że po raz pierwszy manna została dana ziemi dniu Pańskim. Jeżeli bowiem zgodnie ze słowami Pisma zbierano ją przez sześć dni po kolei, a potem przestano zbierać siódmego dnia, czyli w dzień szabatu, to nie ulega wątpliwości, że początek przypadł na pierwszy dzień, czyli na dzień Pański. Jeżeli zaś na podstawie Pism Bożych wiadomo, że w dzień Pański Bóg spuszczał mannę na kształt deszczu, a w szabat jej nie spuszczał, to niechaj Żydzi zrozumieją, że już wtedy nasza niebiańska niedziela została postawiona wyżej od żydowskiego szabatu i już wtedy wskazano, że w ich szabat nie zstępowała do nich żadna łaska Boża, że nie przyszedł do nich żaden chleb niebieski, którym jest słowo Boże. (…) Natomiast w nasz dzień Pański Pan zawsze zsyła mannę z nieba. Powiadam, że i dzisiaj Pan zsyła mannę z nieba!” („Homilia do Księgi Wyjścia” 7:5; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 55).

„21. Tymczasem święta państwowe, które są świętami tylko z nazwy, nie zawierają w sobie żadnych elementów wskazujących, że odnoszą się do kultu prawdziwego Boga (…) Naprawdę więc obchodzi święto ten, kto wykonuje swe obowiązki, wciąż się modli i nieustannie składa Bogu bezkrwawe ofiary w modlitwach. (…) 22. Jeżeli zaś kto wspomni o obrzędach, których dokonujemy w Dniach Pańskich, w Dniach Przygotowania (Parasceve), Paschy, czy Pięćdziesiątnicy, odpowiemy, że doskonały człowiek, w czynach, słowach i myślach należący do Słowa Bożego, które z natury jest Panem, zawsze obchodzi dni Jego i bez przerwy świętuje Dni Pańskie. Bez przerwy też przygotowuje się do prawdziwego życia, powstrzymuje się od rozkoszy doczesnego życia, które zwodzą wielu ludzi, nie karmi pragnień cielesnych, lecz poskramia swoje ciało i bierze je w niewolę, z zatem zawsze świętuje Dni Przygotowania i bez przerwy obchodzi Paschę; rozumie on, że naszą Paschą jest ofiarowany za nas Chrystus [1Kor 5:7] i że winien obchodzić święta ten, kto karmi się ciałem Słowa (…) nieustannie obchodzi dni Pięćdziesiątnicy, zwłaszcza wówczas, gdy udając się jak apostołowie Jezusowi do górnej komnaty poświęca czas na błagania i modlitwy. (…) 23. Natomiast przeciętny człowiek z tłumu wierzących, który nie chce albo nie może odprawiać wszystkich dni świątecznych, potrzebuje łaski, która za pomocą zmysłowych przykładów przypomniałaby mu o świętach, aby zupełnie o nich nie zapomniał. (…) życie w pełni zgodne z nakazami Słowa Bożego zawiera się nie w części dnia świętego, lecz w pełnym i ustawicznym święcie. Skoro więc wyjaśniliśmy nasze poglądy na temat świąt i porównaliśmy je z państwowymi uroczystościami Celsusa i pogan, pomyśl, czy nasze święta nie są o wiele bardziej czcigodne od obrzędów publicznych, podczas których świętuje się pragnienia cielesne, okazuje swe zuchwalstwo oraz zwraca się w stronę pijaństwa i rozpusty” („Przeciw Celsusowi” 8:21-23).

„Didaskalia” (tuż po 200) – „nie przedkładajcie doczesnych spraw waszego życia nad Boże Słowo, ale w dzień Pański zostawcie wszystko i spieszcie do kościoła. Bo czym usprawiedliwi się przed Bogiem ktoś, kto nie przychodzi w tym dniu słuchać zbawczego Słowa i karmić się boskim pokarmem na życie wieczne” (2:59,2-3; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 99).

„Sądy sprawujcie w drugim dniu tygodnia, aby nikt nie sprzeciwiał się waszym wyrokom; mając czas aż do soboty na dokończenie sprawy i na pogodzenie zwaśnionych w dzień Pański” (2:47,1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 113).

„Są też takie lub tacy, którzy nie przychodzą na wspólną ucztę wspólnoty w niedzielę, aby uważać, ale śpią lub plotkują o różnych rzeczach, tak że i inni dostają się w szpony złego nieprzyjaciela przez nich…” (3:6,5; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 100).

„W pierwszym dniu tygodnia bądźcie zawsze radośni. Grzeszy, kto w pierwszym dniu tygodnia zasmuca swoją duszę” (5:20,11; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 59).

„Umiłowani bracia z ludu [Izraela], którzy uwierzyliście. Odrzućcie więzy, jakimi chcecie się krępować. Mówicie, że szabat jest ważniejszy niż niedziela, gdyż Pismo mówi, że Bóg uczynił wszystko w sześciu dniach, a w siódmym dopełnił wszystkich swoich dzieł i uświęcił je. Pytam was zatem, co jest pierwsze: Alef czy Tau? [pierwsza i ostatnia litera alfabetu hebrajskiego] To co jest większe, jest początkiem świata. Tak też przez Mojżesza powiedział Pan, Bóg: Na początku uczynił Bóg niebo i ziemię, a ziemia była niewidzialna i bezkształtna. A potem dodaje: I był dzień jeden [wg LXX], choć nie było jeszcze siódmego. Co więc określimy jako większe: co już powstało i trwa, czy też co jeszcze się nie ukazało, ani nie zostało zapowiedziane na przyszłość? I jeszcze o coś innego was zapytamy: błogosławicie wasze ostatnie dzieci, czy pierworodne? Pismo mówi, że Jakub otrzymał błogosławieństwo pierworodnych (por. Rdz 27,19), a także: ‘Moim synem pierworodnym jest Izrael’ (Wj 4,22), oraz: ‘Każdy pierworodny męski potomek będzie błogosławiony przez Pana’ (por. Wj 34,19)” (VI:18,11-13; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 59-60).

Cyprian (ur. 200) – „Chociaż bowiem u Żydów obrzezania dopełniano ósmego dnia, to jednak było to tajemnicą, w figurze zapowiedzianą, która przez przyjście Chrystusa została dopełniona. Ponieważ ósmy dzień, tj. pierwszy po szabacie, miał w przyszłości być dniem, w którym Pan zmartwychwstał i życie nam przywrócił i udzielił nam duchowego obrzezania, toteż ten ósmy dzień, pierwszy po szabacie, będąc figurą dnia Pańskiego, go poprzedził. Ta figura zniknęła, skoro nastała prawda i gdy duchowe obrzezanie zostało nam udzielone” (List 64:4).

„My jednak zmartwychwstanie Pana z rana obchodzimy” (List 63:16).

„ósmy dzień to jest pierwszy dzień po sabacie, miał być tym dniem, w którym Pan zmartwychwstał i ożywił nas oraz dał nam duchowe obrzezanie” (Carthaginense Concilium sub Cypriano tertium 3, 3, 1; cytat za „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 305).

„Konstytucje Apostolskie” choć pochodzą z IV wieku, a nasze opracowanie obejmuje okres do 250 r. przytaczamy dlatego, gdyż wspominają one o święceniu zarówno niedzieli, jak i szabatu na Wschodzie (np. Syria), tak ważnego dla dzisiejszych sabatarian.

„Przede wszystkim w sobotę i w dzień zmartwychwstania Pana, czyli w niedzielę, udawajcie się pilnie do kościoła, aby oddać cześć Bogu, który wszystko stworzył przez Jezusa, który posłał Go do nas pozwalając, by cierpiał i którego wskrzesił z martwych. Czym usprawiedliwi się przed Bogiem ktoś, kto nie gromadzi się w tym dniu, by słuchać słowa o zmartwychwstaniu? [W dniu] w którym stojąc odmawiamy trzy modlitwy na pamiątkę tego, który zmartwychwstał po trzech dniach, w którym czyta się proroków, głosi Ewangelię, składa ofiarę i rozdaje święty pokarm?” (II:59,3-4; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 102).

„Świętujcie zatem w szabat i dzień Pański, gdyż jeden jest wspomnieniem stworzenia, a drugi zmartwychwstania. Ale jest jeden szabat w roku, który musicie zachowywać, dzień pogrzebu Pana, w którym trzeba pościć, a nie świętować. Kiedy Stwórca leży w ziemi, ważniejsza jest żałoba po Nim niż radość z powodu stworzenia, gdyż Stwórca zasługuje na większą cześć przez swą naturę i chwałę niż stworzenie” (VII:23,3-4; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 125).

„W dniu zmartwychwstania Pana, to znaczy w niedzielę, zbierajcie się z gorliwością składając dzięki Bogu i wychwalając Go za dobrodziejstwa, jakie nam ukazał przez Chrystusa, uwalniając was od ignorancji, błędu i więzów [zła]. Niech wasza ofiara będzie nieskalana i zostanie przyjęta przez Boga, który powiedział o swoim Kościele powszechnym: W każdym miejscu składać mi będą ofiarę kadzidła oraz czystą ofiarę, gdyż jestem wielkim Królem, mówi Pan Wszechmogący, i imię moje będzie wzbudzać cześć wśród narodów [por. Ml 1:11, 14]” (VII:30; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 102-103).

„Tak więc uroczyście wspominając zmartwychwstanie w dzień Pański, cieszymy się, że On zwyciężył śmierć i sprawił, że zajaśniało życie i nieśmiertelność [por. 2Tm 1:10]” (VII:36,2; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 64).

„Niech niewolnicy pracują przez pięć dni, a w sobotę i w niedzielę niech mają wolne, aby w kościele uczyć się czcić Boga. Uważamy bowiem, że szabat zawiera naukę o stworzeniu, a niedziela o zmartwychwstaniu” (VIII:33,2; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 125).

Chociaż, jak widzimy, teksty te mówiły o obchodzeniu zarówno szabatu, jak i Dnia Pańskiego, to jednak różne są one w treści od nauki dzisiejszych adwentystów czy innych sabatarian. Oni ucząc o „pogańskiej niedzieli”, dalecy są od ekumenicznych chrześcijan syryjskich, którym nawet przez myśl by nie przeszło, by rozumować jak dziś żyjący sobotnicy.

Aby jednak było jasne, że nawet dla tych wschodnich chrześcijan Dzień Pański był ważniejszy niż szabat zacytujmy kolejny fragment „Konstytucji Apostolskich”:

„Aby ludzie nie mieli żadnego pretekstu do usprawiedliwienia swej ignorancji, ustanowił szabat jako wolny od zajęć, aby nawet jedno grzeszne słowo w siódmy dzień nie wyszło z ich ust. Szabat jest bowiem odpoczynkiem stworzenia, doskonałością wszechświata, poszukiwaniem Prawa i dziękczynieniem Bogu za wszystko, co dał człowiekowi. Niedziela jednak jest większa niż to wszystko, gdyż przedstawia samego Pośrednika, Opiekuna, Dawcę Prawa, Sprawcę Zmartwychwstania, Pierworodnego całego stworzenia, Boże Słowo i Człowieka, narodzonego z Maryi bez udziału mężczyzny, który żył święcie, został ukrzyżowany pod Poncjuszem Piłatem, umarł i powstał spośród umarłych. Niedzielny dzień [Kyriake], o Władco, wzywa nas do dziękczynienia za to wszystko” (VII:36,5-6; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 65).

Ale i w Syrii nie było powszechnego zwyczaju obchodzenia soboty i niedzieli, a jedynie zapewne wśród chrześcijan z Żydów. Tak wynika z syryjskich „Didaskalii” (tuż po 200 r.), w których sobota była poddana pewnej krytyce (patrz słowa tekstu VI:18,11-13) oraz z pisma Ignacego Antiocheńskiego (patrz powyżej pkt 6).

Bacchiocchi w swym dziele wspomina zaś inny fragment o niedzieli jako Dniu Pańskim:

„W Konstytucjach Apostolskich 7, 30, 1, które szeroko powtarzają stwierdzenia zawarte w Didache 14, że ‘w dniu zmartwychwstania Pana, to znaczy w dniu Pańskim, gromadzimy się wspólnie, razem’.” (s. 132).

Podaje też kolejne cytaty z tego dzieła:

Apostolic Constitutions 5, 19 upominają, aby nie łamać postu paschalnego przed ‘brzaskiem pierwszego dnia tygodnia, który jest dniem Pańskim’. (…) To samo określenie pojawia się dalej w tym samym rozdziale: ‘Od pierwszego dnia Pańskiego nalicz czterdzieści dni, od dnia Pańskiego aż do piątego dnia tygodnia, i święć wniebowstąpienie Pana’.” (133).

Euzebiusz (260-339) również żył już po roku 250, ale wyjątkowo przedstawiamy jego kilka cytatów, a to z powodu tego, że był on historykiem Kościoła i jego świadectwo jest dość istotne. Oto jego słowa:

„Uczniowie Mojżesza jeden raz w każdym roku ofiarowali baranka paschalnego dnia 14 pierwszego miesiąca, około wieczora. My natomiast, ludzie Nowego Przymierza, w każdy dzień Pański dopełniamy ich Paschę, zawsze przyjmujemy ciało Zbawiciela i uczestniczymy we Krwi Baranka (…). Dlatego każdego tygodnia sprawujemy naszą Paschę w świętym dniu Pańskim” („Na święto Paschy” 7; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 103).

„Tych zaś, co dzień szabatu spędzają na napełnianiu brzucha i na pijaństwie, upomina Bóg przez proroka: ‘Przywiązali się do fałszywych szabatów’ [por. Am 6:3]. I dalej: ‘Nie znoszę waszych świąt nowiu, szabatów i uroczystości’ [Iz 1:13]. Oto dlaczego, odrzucając tamto, Słowo Boże przemieniło nowym przymierzem święto szabatu w święto powstania światła, i dało nam obraz prawdziwego odpoczynku: zbawczy, Pański, pierwszy dzień światła, w którym Zbawiciel świata po dokonaniu dzieł ludzkiego życia i po zwycięstwie nad śmiercią przekroczył bramy nieba ponad sześciodniowym stworzeniem, otrzymał udział w szabacie godnym Boga i w pełnym szczęścia odpoczynku zgodnie ze słowami Ojca: ‘Siądź po mojej prawicy, aż uczynię twoich nieprzyjaciół podnóżkiem stóp twoich’ [por. Ps 110:1]. W tym dniu światła, w pierwszym dniu, w dniu prawdziwego słońca, i my gromadzimy się po sześciu dniach obchodząc szabat święty i duchowy, wybawieni przez Niego spośród narodów z całej ziemi, i wypełniamy zgodnie z prawem duchowym to, co było przepisane na szabat kapłanom. Składamy duchowe ofiary i modlitwy zwane ofiarami wysławiania, wznosimy wonne kadzidła według słów ‘Niech moja modlitwa będzie jak kadzidło’ [Ps 141:2]. Przedkładamy także chleby ofiarne [por. Kpł 24:5-7] ożywiając pamiątkę zbawienia, krew pokropienia [por. Wj 24:8] Baranka Bożego gładzącego grzech świata [J 1:29] oczyszczającą nasze dusze. Zapalamy światła poznania oblicza Bożego. W tym dniu też gorliwie stosujemy się do słów psalmu, który mamy w rękach, czynem i słowem ‘okazując dziękczynienie Panu i śpiewając imieniu Najwyższego’. O świcie, kiedy ukazuje się nasze światło, sławimy miłosierdzie okazywane nam przez Boga i poprzez postępowanie mądre i czyste ukazujemy ‘w nocy jego wierność [Ps 92:1-3]’. Wszystko co obowiązywało w szabat, przenieśliśmy na dzień Pański, jako że ten jest ważniejszy, główniejszy i wartościowszy niż szabat żydowski. Dlatego w tym to dniu stworzenia świata rzekł Bóg: ‘niech się stanie światłość i stała się światłość’ [Rdz 1:3]. Dlatego też wzeszło słońce sprawiedliwości dla naszych dusz i zostało nam przekazane, byśmy się gromadzili i zalecono nam, byśmy wypełnili to, co psalm głosi” („Komentarz do Psalmu 91”; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 61-62).

Inne fragmenty Euzebiusza patrz poniżej rozdział „Konstantyn i niedziela” oraz teksty (o innych osobach) z jego „Historii Kościoła” przytaczane powyżej i poniżej w kilku rozdziałach.

Oto świadectwa apokryficzne o niedzieli:

„Dzieje Jana” (ok. 150 r.) opisują niedzielną Eucharystię:

„Nazajutrz, a była to niedziela [Kyriake], bracia zebrali się, on zaś zaczął im mówić tymi słowy…” (CVI).

„Przemówiwszy tak, tę modlitwę wygłosił…” (CVIII).

„Zażądał wtedy chleba i dzięki złożył tymi słowy…” (CIX).

„Sławimy Zmartwychwstanie Twoje, któreś nam sam objawił” (CIX).

„Przełamał chleb i rozdzielił między nami, prosząc za każdego z nas, aby godny stał się łaski Pańskiej i świętej Eucharystii” (CX).

„Ewangelia Piotra” (ok. 150) – „Ale w nocy, gdy świtał dzień Pański [niedziela], a grobu strzegły straże kolejno po dwóch, odezwał się wielki głos w niebie, i ujrzeli, jak otwarło się niebo i dwu mężów zstąpiło stamtąd odzianych wielkim blaskiem i zbliżyło się do grobu” (IX:35-36).

„W dniu Pańskim [w niedzielę] o świcie Maria Magdalena, uczennica Pana, która z lęku przed Żydami, płonącymi gniewem, nie uczyniła przy grobie Pana tego, co zwykły czynić niewiasty względem drogich sobie zmarłych, wziąwszy z sobą przyjaciółki udała się do grobu, gdzie został złożony” (XII:50-51).

„Dzieje Piotra” (fragment koptyjski) z lat 180-190 – „A pierwszego dnia tygodnia, to jest w dzień Pański, tłum zgromadził się, a wielu chorych osób przyprowadzono do Piotra, ażeby mógł je uzdrowić” (cytat za „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 135).

Oto świadectwa Żydowskie i gnostyczne dotyczące niedzieli:

Żydzi w Talmudzie potwierdzają święcenie przez pierwszych chrześcijan niedzieli:

„Chrześcijaninem (nazywa się) ten, kto wyznaje błędną naukę tego męża, który im nakazał aby sobie uczynili dniem świątecznym pierwszy szabatu [pierwszy dzień tygodnia] tj. aby święcili dzień pierwszy po szabacie” (Aboda zara 6a [Tosefta]; cytat za „Chrześcijanin w Talmudzie” J. B. Pranajtis, Krzeszowice 2004 [reprint wydania z 1937 r.] s. 92).

Sekta „chrześcijańska” ebionitów (I w.) tak jak Kościół obchodziła niedzielę jako święto Pana:

„Lecz i oni również nie uznawali preegzystencji Chrystusa jako Bożego Słowa i Mądrości, i tak się pogrążyli w tej samej bezbożności, zwłaszcza że z wielką gorliwością wypełniali, jak ich imiennicy, zewnętrzny ceremoniał zakonny. Byli zdania, że należy odrzucić wszystkie List Pawła, którego nazywali zakonu odstępcą. (…) Zachowywali ponadto szabaty i inne zwyczaje żydowskie na równi z drugimi ebionitami, lecz święcili także niedzielę, prawie tak jak my, na pamiątkę zmartwychwstania Zbawicielowego. Otóż z powodu takiej nauki otrzymali nazwę ebionitów, oznaczającą ubóstwo ich myśli” („Historia Kościoła” III:27,3-5).

Klemens Aleksandryjski (ur. 150) pisał o chrześcijańskich gnostykach (I/II w.), którzy uczyli:

„‘Odpoczynek’ pneumatyków [ludzi duchowych] ma miejsce w ‘Dzień Pański’, w Ogdadzie [w dniu ósmym] [por. J 20:26], która jest nazwana ‘Dniem Pana’ [por. Ap 1:10]” („Wypisy z Theodota” III:63,1). Por. Ireneusz (ur. 130-40) w „Przeciw herezjom” 1:18,3.

„Tertulian zwracając się do montanistów powiada, że oni nie pościli ‘w sabaty i w dnie Pańskie’ (‘O postach’ 15)” (cytat za „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 206).

Widać więc, że i ci, którzy nie zgadzali się z wieloma naukami Kościoła nie śmieli odrzucić lub nie potwierdzić święcenia przez chrześcijan niedzieli jako Dnia Pańskiego.

Oto świadectwa pogańskie dotyczące niedzieli:

Wydaje się, że poganin Pliniusz, zarządca Bitynii (ok. 112 r.) pisząc o chrześcijanach do Trajana myślał o niedzieli, gdy stwierdził: „mieli zwyczaj w określonym dniu o świcie zbierać się i śpiewać na przemian pieśń ku czci Chrystusa jako Boga (…) Po tych obrzędach zazwyczaj rozchodzili się, i znowu zbierali, aby spożyć wspólny i niewinny posiłek” (List Pliniusza do Trajana; cytat za „Pierwsi świadkowie” A. Świderkówna, Kraków 1988, s. 393).

E. Bianchi komentując ten fragment napisał:

„Obok tych świadectw chrześcijańskich należy wspomnieć także pogańskie, na które składa się list, który Pliniusz Młodszy, gubernator w Bitynii (Azja Mniejsza), kieruje do cesarza Trajana, swego zwierzchnika i przyjaciela, by uzyskać wyjaśnienia co do sprawy wykraczającej poza jego zwyczajną administrację, a dotyczącą nowej sekty chrześcijan. Pliniusz pisze, że chrześcijanie ‘mają zwyczaj zbierania się w ustalonym dniu przed wschodem słońca i śpiewania na przemian (a więc, być może, «na dwa chóry») hymnu Chrystusowi jako bogu…’ (Ep. X,96,7). Tekst można datować na 111-113 r. po Chr. Jeśli nawet nie mówi wprost o niedzieli, ale o ‘stato die’ (ustalony dzień), może to być tylko niedziela, a z pewnością nie szabat, który znany był Rzymianom jako dzień święty i dzień kultu Żydów. Zatem w ustalonym dniu mają miejsce systematyczne (‘mają zwyczaj’) zebrania przed świtem (ante lucem) o charakterze liturgicznym. Tekst czyni następnie aluzję do posiłku, który prawdopodobnie oznaczał celebrację eucharystyczną” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 118-119).

Ciekawe, że adwentysta Łyko prawie stanowczo twierdzi, że tym określonym dniem był szabat („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 204-205), natomiast Bacchiocchi pisze, że to „stale zmieniający się dzień” (wpływ prześladowań i ukrywania się chrześcijan), a dopiero później dodaje, że nie wyklucza, że to szabat („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 109).

Również dziwne jest to, że gdy mowa jest „o swoim zwyczaju” Jezusa czy Pawła (Łk 4:16, Dz 17:2), Bacchiocchi podkreśla systematyczne chodzenie w szabat do synagogi, gdy zaś mowa jest o tym gdzie indziej, to słowa „mieli zwyczaj” mogą dla niego oznaczać w „stale zmieniający się dzień”.

O świątecznych dniach chrześcijan mówił też inny poganin. Raczej nie miał on też na myśli szabatu, bowiem ten był znany poganom z kontaktów z Żydami:

„W dni świąteczne gromadzą się oni razem na uczcie wraz z dziećmi, siostrami, matkami, słowem wszyscy mężczyźni jak i kobiety, niezależnie od wieku” („Oktawiusz” 9:6 Minucjusza Feliksa [II w.]).

Czy niedzielę rozpoczęto obchodzić w Jerozolimie?

10) Omówimy tu: teksty biblijne i wczesnochrześcijańskie, sprawę ebionitów i Nazarejczyków oraz złorzeczenia przeciw chrześcijanom i sprawę terminu „trzeciego dnia”.

Na początku zacytujmy tu słowa Bacchiocchiego, z którymi choć nie zgadzamy się w pełni, to jednak warto by do serca wziął je sobie każdy sabatarianin:

„święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku, a nie w Jerozolimie, w czasach apostolskich” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260).

Aż 35 stron (145-179) poświęcił Bacchiocchi temu, by udowodnić, że chrześcijanie w Jerozolimie w I wieku obchodzili tylko szabat, a ich ortodoksja polegała na tym, że nie wymyślili Dnia Pańskiego, ani nie splamili się obchodzeniem niedzieli jako dnia zmartwychwstania Chrystusa czy dnia Słońca.

Skoro jednak chrześcijanie w Jerozolimie „codziennie” spotykali się na modlitwie (Dz 2:42, 46, 5:42, Łk 24:53), to skąd Bacchiocchi i sabatarianie wiedzą, że szczególnie nie upamiętniali oni zwycięstwa Jezusa nad śmiercią? Przecież według niech słowo „codziennie” nie eliminuje szabatu z kultu, czemu zaś miałoby wykluczać niedzielę?

Sabatarianie zdają się też nie pamiętać, że główną katechezą pierwszych chrześcijan w Jerozolimie była ta, która akcentowała zmartwychwzbudzenie Chrystusa (Dz 2:24-32, 3:15, 4:10, 1:22). Szerzej o tym powiemy poniżej w rozdziale „Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela”.

Jeśli już w I wieku (58 r.) w Troadzie, daleko od Jerozolimy, chrześcijanie spotkali się „pierwszego dnia po szabacie” (Dz 20:7), to może wzięli ten zwyczaj od palestyńskich braci? Nadmieńmy, że nawet niektórzy zwolennicy soboty, według tego tekstu twierdzą, że chrześcijanie najpierw obchodzili sobotę (w synagodze), a później po jej zakończeniu, w swoim gronie, niedzielę. Czy tak nie mogło być też w Jerozolimie? Przecież to nie łamało szabatu, nawet gdyby oni go jeszcze zachowywali ortodoksyjnie. I jeśli chrześcijanie z Troady byliby też wywodzącymi się „z Żydów”, jako zachowujący szabat tuż przed niedzielą, to wobec tego nie byłoby żadnej różnicy między nimi, a tymi z Jerozolimy.

Bacchiocchi, kiedy mu to potrzebne, potrafił nawet wyrazić pokrewne stanowisko do powyższego:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem. Później, w miarę pojawienia konieczności odróżnienia się chrześcijan od Żydów, święto to zostało najwidoczniej przeniesione z soboty wieczorem na niedzielę rano” (s. 326).

Pośrednio na obchodzenie szabatu tylko przez Żydów wskazuje też tekst z Soboru Jerozolimskiego z ok. 50 r.:

„Z dawien dawna bowiem w każdym mieście są ludzie, którzy co szabat czytają Mojżesza i wykładają go w synagogach” Dz 15:21.

Czy gdyby sobota była też dniem kultu chrześcijan, zostałaby odniesiona tylko do Żydów? Zapewne musiał już istnieć dzień charakterystyczny dla chrześcijan tzn. niedziela.

A oto jak „co do dnia” chrześcijan charakteryzowali Żydzi. W Talmudzie, wprawdzie w tekście dużo późniejszym niż Nowy Testament, ale wedle akceptowanej przez Bacchiocchiego zasady, że „to, co chrześcijanie [i Żydzi także – dopisek mój] późniejszej epoki napisali, mogło zostać powiedziane i pomyślane przez nich wcześniej, nawet jeżeli nie zostało to napisane” (s. 287) podano:

„Chrześcijaninem (nazywa się) ten, kto wyznaje błędną naukę tego męża, który im nakazał aby sobie uczynili dniem świątecznym pierwszy szabatu [pierwszy dzień tygodnia] tj. aby święcili dzień pierwszy po szabacie” (Aboda zara 6a [Tosefta]; cytat za „Chrześcijanin w Talmudzie” J. B. Pranajtis, Krzeszowice 2004 [reprint wydania z 1937 r.] s. 92).

Tak na marginesie, według tych słów Talmudu adwentyści i inni sabatarianie nie powinni być zaliczeni do chrześcijan.

Bacchiocchi przyznaje (s. 166-171), że tuż po roku 70 znajdowała się w Jerozolimie sekta chrześcijańska ebionitów.

Otóż Euzebiusz (ur. 260) wspomina o nich (istnieli w I i II w.) jako obchodzących szabat, ale równocześnie i święcących niedzielę. Oto jego słowa:

„Zachowywali ponadto szabaty i inne zwyczaje żydowskie na równi z drugimi ebionitami, lecz święcili także niedzielę, prawie tak jak my, na pamiątkę zmartwychwstania Zbawicielowego. Otóż z powodu takiej nauki otrzymali nazwę ebionitów, oznaczającą ubóstwo ich myśli” („Historia Kościoła” III:27,5-6).

Jeśli więc, mamy powyżej świadectwo, że tuż po roku 70 oderwana sekta od Kościoła obchodziła w Jerozolimie niedzielę „prawie tak jak my”, obok soboty, to albo chrześcijanie obchodzili wtedy i już zapewne wcześniej niedzielę, albo też i niedzielę ‘u siebie’ i szabat zwyczajowo w synagodze lub świątyni (przed jej zburzeniem) por. Łk 24:53.

Bacchiocchi wymienia też kolejną sektę chrześcijańską z Żydów z Jerozolimy tzw. Nazarejczyków, którzy pozostali w niej po roku 70 (s. 171-172). Oto zaś fragment o nich z pisma Epifaniusza (Adversus haereses 29,7), które przytacza adwentysta:

„Są bardzo uczeni w języku hebrajskim. Czytają zakon… Dlatego różnią się od Żydów i od chrześcijan; od pierwszych, ponieważ wierzą w Chrystusa; od prawdziwych zaś chrześcijan, ponieważ w dalszym ciągu praktykują żydowskie rytuały, jak np. obrzezanie, sabat i inne” (s. 172).

Wprawdzie tu nie pisze, że oni (Nazarejczycy) też obchodzili niedzielę, ale nie wiem jakich argumentów by nie przytoczył tu Bacchiocchi, to nie da się zaprzeczyć, że to świadectwo mówi, że prawdziwi chrześcijanie w tym czasie nie obchodzili szabatu, bo na taką różnicę między Kościołem a Nazarejczykami wskazuje Epifaniusz.

Ciekawe, że na podstawie nauki sekty Nazarejczyków (!) Bacchiocchi buduje swoją konstrukcję przeciw istnieniu niedzieli w Kościele. Oto jego słowa:

„Przekonywującego dowodu dostarczyła tu sekta Nazarejczyków (…) Jak stwierdziliśmy, Nazarejczycy wytrwali w praktyce święcenia sabatu po roku 70 po. Chr. Był to jeden z wyróżniających ich znaków. Stanowi to dla nas dowód, że żadna zmiana soboty na niedzielę nie nastąpiła wśród pierwszych chrześcijan, wywodzących się z Żydów palestyńskich” (s. 331).

Bacchiocchiemu w głowie się nie mieści aby biskupi z Jerozolimy „z obrzezania”, którzy pełnili swe funkcje do 135 r., nie święcili szabatu. Wspominają o nich Euzebiusz (ur. 260) i Epifaniusz (ur. 315) (patrz „Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 168). Tymczasem nawet jeśli oni jeszcze wszyscy święcili szabat (nie ma tekstów wczesnochrześcijańskich bezpośrednio to potwierdzających!), to nie można lekką ręką zaprzeczyć, że oni obchodzili też niedzielę. Tym bardziej, że Euzebiusz pisze o nich:

„Byli to podobno wszyscy rodowici Żydzi, którzy zupełnie szczerze przyjęli naukę Chrystusową, przeto mężowie rzeczy świadomi uznali ich za godnych piastowania urzędu biskupiego. Cały zresztą kościół jerozolimski składał się wówczas z Żydów wierzących” („Historia Kościoła” IV:5,2).

Bacchiocchi zaś twierdzi, że dopiero w 135 r., gdy biskupem Jerozolimy (wtedy Aelia Capitolina) został Marek (pochodzący z pogan), nastały warunki „wprowadzenia” czy raczej przeniesienia tam z Rzymu niedzieli (s. 176-9). Oby choć takie stanowisko adwentysty dotarło do wszystkich sabatarian.

Natomiast katolicki znawca tej problematyki napisał: „Przed rokiem 135, rokiem klęski Żydów w drugim powstaniu (…) wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie obchodzi święto Paschy w 14. dniu miesiąca nisan, uważa szabat za dzień świąteczny, ale jednocześnie obchodzi pamiątkę zmartwychwstania” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 121).

Bacchiocchi choć podkreśla, że teren Jerozolimy nie mógł być miejscem narodzenia się niedzieli, lecz Rzym, to gdzie indziej (s. 203), gdy mu to potrzebne dla pokazania, że aż do V wieku obchodzono szabat, bardzo mocno akcentuje to, że w terenach wschodnich (np. w Syrii) obchodzono zarówno sobotę jak i niedzielę. Oto przykład z „Konstytucji Apostolskich”, jeszcze z IV wieku:

„Przede wszystkim w sobotę i w dzień zmartwychwstania Pana, czyli w niedzielę, udawajcie się pilnie do kościoła, aby oddać cześć Bogu, który wszystko stworzył przez Jezusa, który posłał Go do nas pozwalając, by cierpiał i którego wskrzesił z martwych” (II:59,3; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 102). Por. podobnie wcześniejsze „Didaskalia” (tuż po 200 r.) VI:18,11-13 (patrz powyżej pkt 9).

Czy więc Jerozolima, w której, jak podkreśla Bacchiocchi, było wielu biskupów z obrzezania, nie obchodziła szabatu i niedzieli, jak chrześcijanie z Żydów w Syrii? Przecież te kościoły w Syrii musiały wziąć od kogoś przykład obchodzenia obu dni. Czy nie od Kościoła-Matki z Palestyny?

Bacchiocchi cytuje też tekst „złorzeczenia chrześcijanom” z lat 80-90, dołączany do modlitwy w synagogach:

„Oby odstępca nie miał żadnej nadziei i oby imperium pychy zostało wykorzenione natychmiast w naszych dniach. Oby Nazarejczycy i Minim zginęli nagle, oby zostali wymazani z księgi życia, oby nigdy nie zostali policzeni w poczet sprawiedliwych. Bądź błogosławiony Ty, o Boże, który sprowadzasz poniżenie pychy” (s. 173).

Poniżej twierdzi on: „Fakt, że po zniszczeniu Jerozolimy test ten ułożyli rabini palestyńscy w celu wykrycia obecności chrześcijan lub ich uczestnictwa w nabożeństwie synagogalnym, dowodzi, że chrześcijanie żydowscy w Palestynie uważali się wciąż w pierwszym rzędzie za Żydów. Ich akceptacja Chrystusa jako Mesjasza nie wykluczała uczestnictwa w uczęszczaniu do synagogi w dzień sabatu” (s. 174).

Ocenę czy tekst ten mówi o chrześcijanach, czy o „Nazarejczykach i Minim”, których to Nazarejczyków Bacchiocchi gdzie indziej (s. 171-72, 331) nazywa sektą żydowsko-chrześcijańską obchodzącą szabat, pozostawiam czytelnikom.

Jednak wcale też nie trzeba wyciągać takich wniosków z tego tekstu złorzeczenia do jakich dochodzi Bacchiocchi. Oto „odmienne” wnioski:

Po pierwsze, jest to złorzeczenie, które nie zakłada koniecznie, że chrześcijanie przychodzili do synagog. Mogło być to złorzeczenie prewencyjne.

Po drugie, może być to złorzeczenie skierowane do przyszłych chrześcijan, którzy będąc Żydami, jeszcze nie zdecydowali się na odejście z synagogi. Byłoby to wtedy złorzeczenie zastraszające.

Po trzecie, dziwne by było, że po 80 roku wszyscy chrześcijanie z Żydów nie mieliby jeszcze swoich gmin i musieliby spotykać się w synagogach.

Po czwarte, nawet gdyby chrześcijanie brali udział w synagogalnych nabożeństwach to prawdopodobnie też po to, aby pozyskiwać tam nowych wyznawców, jak to robił św. Paweł (np. Dz 17:2).

Po piąte, nawet udział chrześcijan z Żydów w nabożeństwach żydowskich w szabat nie wykluczał też osobnego obchodzenia niedzieli w swoim gronie. I nie wiem jakim sposobem tekst tego złorzeczenia miałby przeczyć niedzieli. Do takich wniosków doszedł też E. Bianchi katolicki specjalista tej problematyki, który mówi, że ci chrześcijanie obchodzili szabat w synagogach, a „równocześnie w niedzielę obchodzili pamiątkę zmartwychwstania” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 121).

Po szóste, podobne do tych słów tzw. Psalmy złorzeczące (np. Ps 35, 94, 109), wcale nie zakładają, że tych których „przeklinano” koniecznie trzeba było znaleźć w zgromadzeniu Izraelitów.

Bardzo ważnym biblijnym terminem, który przyczynił się do wprowadzenia wśród judeochrześcijan niedzieli, któremu skrupulatny analityk Bacchiocchi nie poświęcił wcale uwagi, jest określenie „trzeciego dnia”, występujące zarówno w Starym Testamencie, jak i w mowach Chrystusa. Ten termin, jako zakorzeniony w Starym Przymierzu, był bardzo bliski judeochrześcijanom.

E. Bianchi omówił te zagadnienie w swej książce pisząc między innymi:

„Motywy, które doprowadziły chrześcijan (judeochrześcijan) do zaadaptowania niedzieli na dzień celebracji, a nie przestrzegania wyłącznie szabatu, nie miały bynajmniej względu praktycznego (kontynuacja szabatu), ale wynikają z nowości treści teologicznej, którą należy celebrować: pierwszy dzień po szabacie jest dniem zmartwychwstania, ukazywania się Zmartwychwstałego i daru Ducha Świętego, jest dniem, który zbiega się z owym ‘trzecim dniem’, wielokrotnie zapowiadanym przez Jezusa jako dzień Jego zmartwychwstania, i który już w ST oznacza oczekiwanie rychłej interwencji zbawczej Boga i samego wydarzenia zbawienia” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 107).

Warto zapoznać się z szerszą argumentacją zawartą w publikacji E. Biachiego oraz zamieszczoną powyżej w rozdziale „Inne teksty biblijne o niedzieli”, gdzie przytaczamy konkretne teksty biblijne z tym związane.

Na koniec jedno stwierdzenie: brak jest jakichkolwiek bezpośrednich tekstów wczesnochrześcijańskich, które by podawały, że Kościół w Jerozolimie święcił „tylko szabat” i brak jest takich które by negowały, że on święcił niedzielę.

Rzym, a niedziela

11) Omówimy tu: czy w Rzymie chrześcijanie święcili szabat i czy wprowadzili niedzielę jako Dzień Pański oraz niedzielę Wielkanocną.

J. Salij OP o uczonym adwentystów i jego stosunku do Rzymu napisał:

„Bacchiocchi uważa, że utrwalenie się niedzieli jako chrześcijańskiego dnia kultu dokonało się pod wpływem olbrzymiego autorytetu, jakim cieszył się w ówczesnym chrześcijaństwie Kościół rzymski. Nawiasem mówiąc, nie znam pracy niekatolika, który by równie stanowczo pisał o prymacie Kościoła rzymskiego we wczesnym okresie poapostolskim, jak to uczynił Bacchiocchi na stronie 226 i następnych swojej książki” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 228-9).

Rzeczywiście Bacchiocchi z całą otwartością powiedział:

„święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku, a nie w Jerozolimie, w czasach apostolskich” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260).

I dobrze by było, aby choć ta wypowiedź tego uczonego została zauważona i zapamiętana przez sabatarian. Takie życzenie też wyraził J. Salij OP:

„Na razie ograniczmy się do wyrażenia głębokiej satysfakcji, że sam fakt święcenia niedzieli w pierwszej połowie II wieku Bacchiocchi jednoznacznie uznaje. Oby tylko fakt ten dotarł do świadomości wszystkich jego współwyznawców. Dotąd bowiem na temat początków chrześcijańskiej niedzieli trudno było rozmawiać z adwentystami. Rozmówca bowiem zazwyczaj domagał się na wstępie uznania grubych przeinaczeń historycznych (a żeby było paradoksalnie, czynił to w imię zasady sola Scriptura!), kiedy zaś próbowałeś spokojnie przeciw temu zaprotestować, zaczynał widzieć w tobie syna ciemności. Ufajmy, że dzięki autorytetowi, jaki zdobył sobie Bacchiocchi wśród swoich współwyznawców, zaczniemy wreszcie rozmawiać ze sobą w nowym stylu: w szacunku zarówno dla siebie wzajemnie, jak dla historycznych faktów” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 233).

Bacchiocchi choć poświęcił cały rozdział pt. „Kościół Rzymski a sabat” (s. 203-216) tematyce soboty w Rzymie, to nie udowodnił, że była ona kiedykolwiek święcona w tym mieście. Ciągle pisze on tylko o poście w sobotę w Rzymie w II wieku, którego wprowadzenie ma według niego świadczyć o tym, że wcześniej był obchodzony szabat. Ale to tylko domniemania Bacchiocchiego, bo np. Mosna, którego on cytuje pisze, że „cotygodniowy post w sabat rozwinął się od postu Wielkiej Soboty, gdyż niedziela była traktowana jako małe upamiętnienie Zmartwychwstania” (s. 212). O dziwo w innym miejscu swego dzieła Bacchiocchi sam częściowo potwierdza tę tezę Mosny pisząc: „Oto bowiem Kościół w Rzymie rygorystycznie nakazywał post w sabat (zwyczaj, który najwidoczniej powstał na początku drugiego wieku jako rozszerzenie dorocznego świętego postu sobotniego), aby ukazać w ten sposób m.in. swą niechęć do Żydów” (s. 334). Widać więc, że post sobotni mógł nie mieć nic wspólnego z rzekomym obchodzeniem wcześniej szabatu. Post ten miał podobne znaczenie jak ten przed Wielkanocą i jego celem było „przygotować” chrześcijan do radosnego obchodzenia Dnia Pańskiego.

Mało tego, jak widzimy, Bacchiocchi chce koniecznie umiejscowić post cotygodniowy „na początku drugiego wieku”, choć wyraża tylko takie przypuszczenie, co do tego czasu. Tymczasem Bianchi pisze zupełnie co innego, mówiąc o poście w sobotę tylko w trzy dni roku:

„Dekret papieża Kaliksta (217-222) wprowadza w Rzymie zwyczaj postu w dniu szabatu trzy razy w roku. Być może, że (obok możliwego wydźwięku antyżydowskiego tego rozporządzenia, odróżniającego od judaizmu) chciano podkreślić w ten sposób pamiątkę pogrzebu Pańskiego, pamiątkę wielkiej soboty: tego dnia należy pościć, ponieważ zabrano pana młodego (por. Mk 2,20)” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 124).

Mamy więc tu trzy osobne zagadnienia: kiedy wprowadzono post, z jakiego powodu i czy był to zaraz post cotygodniowy, czy wpierw trzy razy w roku.

Choć Bacchiocchi wskazał heretyka Marcjona (ok. 144 r.) jako nakazującego pościć w szabaty (s. 204-205), to w sprawie Justyna Męczennika nie miał już takich dowodów. Gdyby więc taki zwyczaj był w czasach Justyna (100-165), to zapewne nie zapomniałby on o nim wspomnieć, jak mówił o niedzieli i sobocie, której chrześcijanie nie obchodzą. Zresztą Bacchiocchi sam jako pierwszego związanego z postem sobotnim wymienia (s. 207, 209) papieża Kaliksta (217-222). Widać więc, że post z trzeciego wieku w soboty nie ma nic wspólnego z niedzielą, która istniała w Rzymie dużo wcześniej.

O ile Bacchiocchi wskazał na teksty, które mówią, że na wschodzie (np. Syria – patrz powyżej pkt 10) obchodzono zarówno sobotę jak i niedzielę, to nie ukazał ani jednego tekstu wczesnochrześcijańskiego (!), który by mówił, że szabat obchodził kiedykolwiek Kościół Rzymski.

Nie ma też takich tekstów, które by mówiły, że Kościół ten obchodził i sobotę i niedzielę.

Nie ma również takich, które by sugerowały, że najpierw święcono w Rzymie sobotę, by ją zamienić na niedzielę.

Kto jak kto, ale biskup Rzymu miałby największe prawo powołać się na słowa Chrystusa „cokolwiek zwiążesz na ziemi będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie” (Mt 16:19), zmieniając dzień kultu. Zapewne też ogłosiłby taką zmianę uroczyście wszem i wobec.

Jest więc stosowne uznać, że niedziela „przywędrowała” do Rzymu wraz z chrześcijanami z Palestyny, takimi jak święci Piotr i Paweł w pierwszej połowie I wieku.

Co jeszcze wskazuje na to, że w Rzymie obchodzono od początku niedzielę, a nie sobotę?

Otóż w dyskusji Justyna Męczennika (ur. 100) z Żydem Tryfonem, ten ostatni namawia go by zaczął obchodzić szabat, by być zbawionym:

„każ się przede wszystkim obrzezać, a potem przestrzegaj, jak każe zwyczaj, szabatu, bożych świąt i nowi księżycowych; zachowaj po prostu wszystko, o czem pisze Zakon, a potem niewątpliwie dostąpisz miłosierdzia bożego” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:8,4).

Z tych słów widać, że Kościół Rzymski nie święcił szabatu, skoro Żyd namawiał jego przedstawiciela do zachowania soboty, obrzezania itd. Gdyby zaś w Rzymie chrześcijanie wcześniej obchodzili szabat Tryfon zapewne by postawił zarzut Justynowi, że odeszli oni od jego święcenia na rzecz niedzieli.

Prócz tego najstarsze świadectwa rzymskie o niedzieli jakie posiadamy pochodzą właśnie od Justyna Męczennika (ur. 100), ale on nie mówi o wprowadzeniu niedzieli, ale o jej istnieniu (!) i nie wspomina o zastąpieniu soboty niedzielą, ale krytykuje żydowski szabat (patrz powyżej pkt 8).

Ale i mamy bezpośrednie świadectwa, że od początku, od Apostołów Piotra i Pawła, istniała niedziela chrześcijańska w Rzymie. Wprawdzie mówią one nie o cotygodniowej niedzieli, ale o Niedzieli Wielkanocnej, lecz to wskazuje choć na to, że niedziela „weszła” do Rzymu, a nie że tam się „narodziła”. Jeśli zaś była tam obchodzona Niedziela Wielkanocna, to mamy powody przypuszać, jak nas utwierdza w tym wypowiedź Justyna o niedzieli, że i tą cotygodniową tam obchodzono od zawsze. Ale i na końcu przytoczymy jedno świadectwo Tertuliana (‘zignorowane’ przez Bacchiocchiego), które mówi o obchodzeniu każdej niedzieli przez Apostołów!

Na początek jednak zacytujmy słowa Ireneusza (ur. 130-140), który wymienia kilku papieży, a wśród nich Sykstusa (115-125), za których pontyfikatów obchodzono Niedzielę Wielkanocną:

„Wśród nich byli także prezbiterzy, którzy przed Soterem stali na czele kościoła, przez Ciebie [Wiktora] obecnie rządzonego, a więc Anicet, Pius, Hygin, Telesfor, Ksystus [Sykstus], ale ani sami takiego zwyczaju nie zachowywali [14 nisan], ani na to swym podwładnym nie pozwalali, a jednak, aczkolwiek sami tego nie przestrzegali, żyli mimo to w pokoju z wiernymi, którzy do nich przychodzili z kościołów, gdzie zwyczaj ten istniał” („Historia Kościoła” V:24,14 Euzebiusza).

Te słowa mogłyby potwierdzać tezę Bacchiocchiego, że „święcenie niedzieli upowszechniło się najpierw w Rzymie, na początku drugiego wieku” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 260). Jednak mamy też fragmenty pism wczesnochrześcijańskich, które mówią o jeszcze wcześniejszych (przed Sykstusem), apostolskich czasach i one ukazują, że już wtedy obchodzono Niedzielę Wielkanocną.

Euzebiusz (ur. 260) pisze, że Kościół Rzymski, jak i inne kościoły, „na mocy tradycji apostolskiej” obchodził zmartwychwstanie Pańskie w niedzielę:

„Podniesiono naonczas [ok. 190 r.] kwestię sporną niemałego znaczenia. Otóż kościoły całej Azji sądziły, jak im się zdawało, na podstawie bardzo starej tradycji, że święto Paschy Zbawicielowej należy obchodzić czternastego dnia księżyca, kiedy Żydzi mieli rozkaz ofiarowania baranka, i że w każdym razie tego dnia, bez względu na to, jaki to by był dzień w tygodniu, należy zakończyć posty. Tymczasem tego sposobu wszystkie inne kościoły świata całego się nie trzymały, ale na mocy tradycji apostolskiej, która po dziś dzień swej mocy nie straciła, zachowywały zwyczaj, że się nie godzi kończyć postów żadnego innego dnia, jak tylko w dniu zmartwychwstania Zbawiciela naszego. W sprawie tej odbywały się synody i zgromadzenia biskupów, którzy wszyscy jednomyślnie ogłosili listami do wiernych świata całego zasadę kościelną, że nigdy żadnego innego dnia nie należy obchodzić tajemnicy zmartwychwstania Pańskiego, jak tylko w niedzielę, i że tylko tego dnia wolno kończyć posty paschalne” („Historia Kościoła” V:23,1-2).

Sokrates (ur. 380) podaje, że wprowadzającymi w Rzymie niedzielną Wielkanoc byli Apostołowie Piotr i Paweł:

„Kwartodecymanie powiadają, że to apostoł Jan przekazał im przestrzeganie czternastego dnia, gdy tymczasem wierni w Rzymie i na Zachodzie twierdzą, że tamtejszy zwyczaj przekazali apostołowie Paweł i Piotr. Pisemnego jednakże dowodu, który by o tym świadczył, nikt ani u jednych, ani u drugich przedstawić nie potrafi” („Historii Kościoła” V:22).

Polikarp (†156) polemizujący z papieżem Anicetem (154-65) na temat obchodzenia Wielkanocy, choć powoływał się na Jana jakoby obchodzącego 14 nisan, to jednak nie powołał się na Piotra i Pawła. Przecież papieżowi w Rzymie powinien on dawać ich za przykład. Widocznie jednak oni nie świętowali 14 nisan, lecz Niedzielę Wielkanocną:

„Anicet bowiem nie zdołał skłonić Polikarpa do zarzucenia zwyczaju, jakiego zawsze przestrzegał z Janem, uczniem Pańskim, i z innymi apostołami, z którymi obcował. Ani również Polikarp nie przekonał Aniceta, który twierdził, że należy się trzymać zwyczaju prezbiterów, swych poprzedników” („Historia Kościoła” V:24,16).

Wydaje się, że papież Wiktor (188-99), choć nie zachował się jego list do Polikratesa (wspomina o takim liście „Historia Kościoła” V:23,3 Euzebiusza), powoływał się w sprawie Niedzieli Wielkanocnej na Piotra i Pawła. Wynika to z tego, że Polikrates w zachowanym liście (odpowiedzi do papieża), powołując się na Filipa i Jana, jako obchodzących 14 nisan, napisał:

„My tego dnia [14 nisan] nie święcimy lekkomyślnie (…) Albowiem [i] w Azji wielkie zaszły gwiazdy [Filip i Jan]” („Historia Kościoła” V:24,2 Euzebiusza).

Jednak polski przekład tego wiersza z niewiadomych przyczyn nie zawiera spójnika „i”, tak ważnego dla nas, choć jest on jednak w identycznym zdaniu w „Historii Kościoła” III:31,3 (poniżej). Otóż poprzez użycie powyższych słów Polikrates pośrednio potwierdza, że i w Kościele Rzymskim inne „wielkie gwiazdy zaszły”. Chodzi tu zapewne o Piotra i Pawła, o których jak wspomniano powyżej mówi bezpośrednio Sokrates.

Oto słowa Euzebiusza relacjonującego opowiadanie Polikratesa:

„Opisaliśmy już wyżej czas i rodzaj śmierci Pawła i Piotra, oraz miejsce, gdzie po ich zejściu zwłoki ich pochowano (…) ‘Albowiem i w Azji wielkie pozachodziły gwiazdy’ [Jan, Filip]” („Historia Kościoła” III:31,1-3).

Firmilian (†268), przeciwnik papieża, choć nie zgadza się z tym, to jednak mówi, że Kościół Rzymski powołuje się na apostołów w sprawie niedzielnej Paschy:

„Ci zaś, w Rzymie, nie wszystko przestrzegają, co od początku było przekazane. A że daremnie powołują się na powagę apostołów, to można poznać z tego, że tak co do święcenia dni Paschy, jak i do wielu innych tajemnic bożych istnieją u nich pewne różnice i nie zachowują wszystkiego, jak zachowuje się w Jerozolimie” („List” 75:6).

Ciekawe, że obchodzący 14 nisan w pierwszych wiekach nie postawili Kościołowi zarzutu, że obchodzenie niedzielnego święta Zmartwychwstania Chrystusa jest wymysłem późniejszym niż ich obchodzenie pamiątki śmierci Jezusa.

Nasuwa się też pytanie, jak pogodzić biblijnie obchodzenie Paschy w dwóch terminach (14 nisan i w pierwszą niedzielę po 14 nisan), skoro obie tradycje są apostolskie?

Odpowiedzi udziela nam R. Cantalamessa OFM, który pisze:

„A jakie są początki Paschy niedzielnej? (…) Jednym z największych kroków naprzód, w naszej znajomości judaizmu współczesnego Chrystusowi, który dokonał się dzięki odkryciom w Qumran, jest poznanie antycznego kalendarza kapłańskiego, używanego przez esseńczyków i inne grupy, które odłączyły się od oficjalnego judaizmu. Według tego kalendarza, poszczególne święta roku przypadały w stały dzień tygodnia, a nie stały dzień miesiąca, jak to ma miejsce w kalendarzu księżycowym używanym oficjalnie w świątyni. (…) W starym kalendarzu z Qumran ‘pierwszy dzień po szabacie’ w tygodniu świąt Paschy był dniem bardzo ważnego święta, był to mianowicie początek dnia Pięćdziesiątnicy oraz święta pierwocin. Księga Kapłańska postanawiała: Odliczycie sobie od dnia po szabacie, od dnia, w którym przyniesiecie snopy do wykonania nimi gestu kołysania, siedem tygodni pełnych (Kpł 23,15). Co skłania do powiązania tego dnia z niedzielą Paschy chrześcijańskiej? Zgodnie z kalendarzem saduceuszów, Samarytan oraz esseńczyków z Qumran, tzn. przedstawicieli judaizmu dysydenckiego, tenże ‘pierwszy dzień po szabacie’ to nie jest dzień po święcie Paschy (czyli 16. Nisan), ale jest to stały dzień tygodnia, a dokładnie dzień rozpoczynający tydzień następujący po dniu Paschy; innymi słowy niedziela najbliższa zmartwychwstaniu, zdaniem św. Marka una sabbatorum (Mk 16,2). Tu właśnie odnajdujemy wieź istniejącą pomiędzy dniem zmartwychwstania a świętem ofiarowania pierwocin ze zbiorów, w której dopatrujemy się źródeł symboliki Chrystusa primitiae dormientium, tzn. pierwszego spośród tych, którzy powstali ze śmierci, tematyki tak drogiej św. Pawłowi (1Kor 15,20.23)” („Pascha naszego Pana” Kraków 1998, s. 121-2).

W największym skrócie wygląda to następująco:

Stary Testament, który zapowiadał przyszłe zdarzenia, ukazał nam naszą Niedzielę Wielkanocną jako Dzień Pierwocin (pierwszych plonów zboża) w Izraelu (Kpł 23:10n.). Święto to przypadało na 50 dni przed Pięćdziesiątnicą tzn. Zielonymi Świątkami (Kpł 23:15n.), ale zaraz po święcie Paschy (Kpł 23:5). Była to niedziela („w następnym dniu po szabacie” Kpł 23:11). W Nowym Testamencie „pierwocinami” (1Kor 15:20, 23 BT-przypis) i „ziarnem” (J 12:24, Łk 8:11) nazwany jest Jezus, który zmartwychwstał w to święto Izraela. W tym dniu świątecznym, jak w każdym innym, należało się radować (por. Ps 118:22nn.). Chrześcijanie więc po zmartwychwstaniu Chrystusa nadali temu świętu nową treść stosując się do słów, że jest „to ustawa wieczysta” Kpł 23:14. Z tego widać, że święto nasze (Niedziela Wielkanocna) ma biblijne pochodzenie, a nie pogańskie, jak wydaje się niektórym sabatarianom.

Oto zaś świadectwo z pism wczesnochrześcijańskich, dotyczące cotygodniowej niedzieli. Charakterystyczne dla poniższych zdań Tertuliana (ur. 155) jest to, że w sprawie zebrań niedzielnych chrześcijan odwołuje się on do praktyki Apostołów! Pisze on:

„Ale – powiesz – jak będziemy mogli się zebrać, w jaki sposób sprawować niedzielną uroczystość? Oczywiście tak, jak Apostołowie, ubezpieczeni wiarą, a nie pieniędzmi. (…) Wreszcie, jeżeli nie możesz urządzić zebrania za dnia, masz noc [por. Dz 20:7n.]; światło Chrystusa ją rozjaśnia. Czy nie możesz tworzyć małych grup, jeśli przecież Kościół jest już tam, gdzie jest trzech? Lepiej, żebyś nie widział tych twoich tłumów, niż miałbyś się zaprzedać w niewolę” („O ucieczce w czasie prześladowania” 14:1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 112).

Przy tak wielkiej wiedzy chrześcijan o słońcu (patrz poniżej rozdział 13 i 14), gdyby oni wcześniej w Rzymie obchodzili szabat i chcieli go „zamienić” na inny dzień, to prędzej by przyjęli piątek, dzień śmierci Chrystusa i stworzenia człowieka, a nie niedzielę, która by im pogaństwo przypominała. Widać, że niedziela wcale nie kojarzyła im się ze słońcem, które krytykowali i od którego odcinali się, ale zapewne ze zmartwychwstaniem Jezusa, które było im znane od I wieku.

Skoro chrześcijanie w Rzymie, według Bacchiocchiego, wcześniej święcili szabat to dlaczego odrzucili go, skoro był on odpowiednikiem dnia Saturna, bardzo ważnego u pogan (np. Saturnalia). Czy nie prościej by było przemianować szabat w dzień Saturna niż zmieniać dzień kultu?

Ciśnie się też pytanie. Czemu sabatarianie nie obchodzą 14 nisan, skoro wysuwają ten dzień przeciw katolikom, przeciwstawiając go Niedzieli Wielkanocnej (np. „Nauki Pisma Świętego” Z. Łyko, W-wa 1989, s. 193; „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 216-226)? Wypadałoby być konsekwentnym i albo przyjmować szabat i 14 nisan od judeochrześcijan, skoro sugeruje się później odstępstwo chrześcijanom od tych świątecznych dni, albo nie przyjmować obu tych dni. Sabatarianie zaś wybiórczo tylko szabat przyjęli.

Ciekawe, że o ile w Rzymie Bacchiocchi (rozdział „Wczesne zróżnicowanie pomiędzy Żydami a chrześcijanami”) uznaje, że już w I wieku (!) chrześcijanom zależało aby odróżnić się od Żydów (s. 184), to co do Jerozolimy ma on odmienne zdanie. Dziwne też czemu, pomimo tego wczesnego odróżnienia chrześcijan od Żydów (od lat 60-tych), niedzielę dopiero w II wieku umieszcza on w Rzymie. Widać tu zapewne jakieś niekonsekwencje naszego uczonego adwentysty, albo dopasowywanie faktów do swych założeń.

Na koniec ‘ekumeniczna’ wypowiedź Bacchiocchiego, którą dobrze by było aby każdy sabatarianin zapamiętał:

„Warto zauważyć, że podobnie jak sabat stał się dla Izraelitów cotygodniowym przedłużeniem dorocznej Paschy, tak niedziela stała się później dla wielu chrześcijan cotygodniowym upamiętnieniem dorocznej niedzieli Wielkanocnej” (s. 26).

Antyjudaizm II wieku przyczyną wprowadzenia niedzieli?

12) J. Salij OP o poglądach Bacchiocchiego na temat antyjudaizmu napisał:

„Jego zdaniem, fakt, że Chrystus zmartwychwstał właśnie w niedzielę, niewiele się do tego przyczynił, gdyż zmiana świętego dnia nastąpiła głównie pod wpływem narastającego konfliktu z judaizmem i z chęci młodego Kościoła, aby nie być uważanym przez ludzi z zewnątrz za jedną z jego gałęzi” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 228).

Z całą mocą Bacchiocchi stara się uzasadnić, że antyjudaizm pogański I wieku i chrześcijański, który uaktywnił się według niego szczególnie w II wieku (pod wpływem pogańskiego), jest jedną z przyczyn odrzucenia soboty i przyjęcia niedzieli w Rzymie w drugim stuleciu („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 183-202, 233-57). Natomiast polski adwentysta Z. Łyko antyjudaizm pogański datuje na II wiek („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 210).

Nie będziemy tu rozpatrywać kwestii antyjudaizmu pogańskiego, bo wydaje się nieprawdopodobne by pogańska nienawiść do Żydów sprawiła, że chrześcijanie w Rzymie zmienili z tego powodu żydowski szabat na niedzielę (dlaczego nie mieliby z tego powodu wyprzeć się Chrystusa pochodzącego według ciała z Żydów?). Bacchiocchi nie wykazał, że Kościół Rzymski święcił szabat, więc jakby on mógł rezygnować z niego na rzecz niedzieli?

Dziwne są dywagacje Bacchiocchiego. Chrześcijanie nie dość, że mieli na złość Żydom i ze „strachu” przed poganami wyprzeć się szabatu, to jeszcze mieliby się chcieć przypodobać tym poganom przyjmując ich dzień Słońca!

Najstarsze zaś świadectwa rzymskie o niedzieli jakie posiadamy pochodzą od Justyna Męczennika (ur. 100), ale on nie mówi ani o wprowadzeniu niedzieli (ale o jej istnieniu!), ani o zastąpieniu soboty niedzielą (ale krytykuje żydowski szabat).

Jeśli natomiast chodzi o antyjudaizm chrześcijański to:

Po pierwsze, antyjudaizm ten pojawia się wśród chrześcijan już w I wieku, za życia św. Jana i jest on jakby odpowiedzią na antychrześcijańskie postawy Żydów, o których Ewangelia Jana mówi, że za wiarę w Jezusa zaczęli wykluczać z synagog (J 9:22, 12:42, 16:2).

Komentarz KUL do Ewangelii Jana omawiając na stronach 48-49 kwestię antyjudaizmu między innymi podaje:

„akcenty antyjudaistyczne wydają się w czwartej Ewangelii szczególnie silne, a wiele nawet nowszych prac mówi o jej ‘antysemityźmie’.” („Ewangelia według św. Jana. Wstęp – Przekład z Oryginału – Komentarz” Ks. L. Stachowiak, Poznań-Warszawa 1975, s. 48).

Takim np. faktem potwierdzającym antyjudaistyczne nastawienie pod koniec I wieku jest używanie przez Jana dwóch różnych określeń wobec przedstawicieli judaizmu. Są to słowa: Żydzi i Izraelici. Gdy mówi on o dobrych, używa terminu „Izraelita” (J 1:47, 31, 49, 3:10), gdy zaś o złych, nazywa ich „Żydami” (J 5:16, 18, 6:41 itd.). Nawet określenia „Król Izraelski” (J 1:49, 12:13) i „Król Żydowski” (J 19:19, 21) wpisują się w ten podział i ukazują odmienna postawę różnych osób wobec Jezusa. Ciekawe, że pozostali ewangeliści prawie nie używają słowa „Żydzi”, a jedynie faryzeusze. Więcej o antyjudaizmie, a raczej antyfaryzeizmie patrz „Antyjudaizm a Ewangelia według św. Jana” M. S. Wróbel, Lublin 2005.

Po drugie, jeśli przyjąć, że antyjudaizm pojawił się już w I wieku, to nie był on zapewne tak szybko powodem do usunięcia soboty, ale raczej fakt zmartwychwstania Jezusa skłaniał do przyjęcia wtedy „dodatkowo” niedzieli. Bo przecież chrześcijanie tamtego czasu mogli, prócz swej obecności w synagodze (dopóki ich nie wykluczyli), zbierać się też w swoim gronie, jak to opisano w J 20:19 i 26.

Niektórzy znawcy tej problematyki widzą taką sytuację w Dz 20:7 i próbują wykazać, że przez użycie określenia „pierwszego dnia po szabacie” potwierdzono tak wcześniejsze spotkanie sobotnie jak i późniejsze po nim następujące niedzielne.

Taką myśl także przedstawił Bacchiocchi:

„Okazuje się więc, że określenie ‘ósmy dzień’, wymyślone bardzo wcześnie przez chrześcijan, wyraża w pewnym stopniu i sam sposób i samą genezę powstania instytucji niedzieli. Sugeruje ono, że święto niedzielne powstało prawdopodobnie ‘jako przedłużenie sabatu’, obchodzone początkowo w sobotę wieczorem. Później, w miarę pojawienia [się] konieczności odróżnienia się chrześcijan od Żydów, święto to zostało najwidoczniej przeniesione z soboty wieczorem na niedzielę rano” (s. 326).

J. Salij OP w tej sprawie o Bacchiocchim i o takiej postawie chrześcijan jerozolimskich napisał:

„Autor [Bacchiocchi] wyraźnie potrafi to zauważyć, że pierwsi chrześcijanie nie byli ludźmi znikąd, ale wyrastali z biblijnego judaizmu, zaś świadomość chrześcijańska nie spadła na nich w okamgnieniu, ale krystalizowała się powoli i nie bez oporów. ‘Pierwsi żydowscy konwertyci – pisze Bacchiocchi – traktowali przyjęcie Chrystusa nie jako zburzenie ram ich przekonań religijnych, ale jako wypełnienie mesjańskich oczekiwań, które wzbogacały życie religijne nowymi wartościami. Proces odłączenia cienia od rzeczywistości, tego, co przemija, od tego, co trwałe, przebiegał stopniowo i nie dokonywał się bez trudności ani bez jakichkolwiek oporów’ (s. 164). Rzecz jasna, autor nie powie już (bo jest przecież adwentystą), że chrześcijanie jerozolimscy początkowo zachowywali szabat na tej samej zasadzie, na jakiej przestrzegali jeszcze jakiś czas obrzezania oraz rozróżniali pokarmy czyste i nieczyste” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 231).

Z czasem jednak, zapewne pod koniec I wieku, niedziela upowszechniła się do takiego stopnia, że nazwana została „Dniem Pańskim” (Ap 1:10), natomiast szabat tracił na znaczeniu. Antyjudaizm II wieku, o którym pisze Bacchiocchi, jedynie to umocnił, a nie wprowadził.

Bacchiocchi taktycznie też przeniósł konflikt między chrześcijanami a Żydami z Jerozolimy do Rzymu, a przecież sam wspomina, że już po 80 roku w synagogach palestyńskich do modlitwy dołączano złorzeczenia przeciw chrześcijanom (patrz powyżej pkt 10), a więc już wtedy rozdźwięk był duży i wystarczający by istniała „instytucja” niedziela.

Kolejny świadkiem istniejącego antyjudaizmu w I wieku, jako odpowiedzi na postawy antychrześcijańskie ze strony Żydów, może być (jeśli pochodzi z lat 90-100) pismo „Didache”. Bacchiocchi, zapewne ze względów taktycznych, nie wypowiada się jaką przyjmuje datę dla powstania tego dzieła, ale wspomina, że inni datują je na lata 60-150, a niektórzy na „krótko po roku 150” (s. 132). Ono to zawiera takie np. słowa:

„Nie zachowujcie postu w tym samym czasie, co obłudnicy. Oni bowiem poszczą w poniedziałek i czwartek, wy natomiast pośćcie w środę i piątek. Ani nie módlcie się jak obłudnicy, lecz jak polecił Pan w swojej Ewangelii, tak się módlcie: [dalej treść ‘Ojcze nasz’]” („Didache” 8:1).

Dalej pismo to mówi już o niedzieli:

„W dniu Pana, w niedzielę, gromadźcie się razem, by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta” (14:1). Patrz powyżej pkt 5.

Jak z powyższego widać antyjudaizm mógł być najwyżej jedną z przyczyn zaprzestania obchodzenia soboty w niektórych regionach świata i umocnienia się święcenia niedzieli już w I wieku. Jednak jak pokazano w punkcie 18, zmartwychwstanie Chrystusa było najważniejszą sprawą chrześcijan, a nie antyjudaizm.

Kult Mitry według pism wczesnochrześcijańskich

13) Bacchiocchi sugeruje, że mitraizm I i II wieku mógł mieć wpływ na chrześcijan, czego skutkiem było przyjęcie w pierwszej połowie II wieku niedzieli na ich dzień kultu („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 264). O ile Bacchiocchi tylko ‘sugeruje’, to polski adwentysta Z. Łyko wręcz stwierdza:

„Kult Mitry wywarł olbrzymi wpływ na obrzędowość chrześcijańską. Najpoważniej uzewnętrzniło się to w kulcie niedzieli, a nawet w jej nazwie jako ‘dniu Pańskim’.” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 211).

Na początek kilka słów o tej religii perskiej przyniesionej do Rzymu przez legiony.

„Mitra był początkowo poręczycielem wierności i składanych przysiąg. Później stał się zwiastunem i bogiem światła. Przypisywano mu zresztą i szereg innych jeszcze funkcji: był uważany nawet za sędziego umarłych, karzącego nieszczerość i kłamstwo. Najbardziej wszakże jest on znany jako bóg wojny. W tym charakterze poznały go rzymskie legiony przebywające na Wschodzie, i kult jego rozniosły szeroko po ówczesnym świecie. Mitra, bóg światła i wojny, dzięki legioniście rzymskiemu docierał wszędzie, gdzie tylko zjawiały się orły rzymskie, jako legionów towarzysz i obrońca. Mitra znaczy ‘ugoda’, tak że już w samej nazwie podkreślony jest charakter tego bóstwa. W hymnach Rig-Wedy rola jego jest raczej drugorzędna. Wydaje się, że patronował on wszelkim kontraktom i był mścicielem ich niedotrzymywania. W niektórych traktatach pokojowych nawet poza granicami wzywany jest na poręczyciela. Jest bogiem światła i jasności dnia, co nie znaczy, że był ‘bogiem słońca’ w sensie semickiego Szamasza. I jeżeli później Rzymianie uważali go za Sol Invincibilis – to jest to już ewolucja dalsza, poza granicami Iranu. Jako bóg wojny sławiony jest przez hymny w Khorta Awesta. Legiony rzymskie uchwyciły głównie ten jego rys i im to zawdzięcza Mitra swą późniejszą popularność. Na pomnikach archeologicznych widzimy go w czapce frygijskiej zabijającego nożem leżącego u jego stóp byka. Ta symbolika jest pełna wyrazu, jeśli się zwróci uwagę, że z wnętrza zabitego zwierzęcia wyszedł świat roślinny i zwierzęcy, tak że Mitra dokonywa ofiary w roli Demiurgosa. Ma to również i odcień soteriologiczny, bo spływającej krwi przypisywano moc oczyszczającą. Stąd tzw. taurobolium, tj. poddawanie inicjowanego w mysteria mithraica ablucji w krwi spływającej z zabitego zwierzęcia. Wszystkie powyższe funkcje: boga przymierza i kontraktu, boga światła i jasności dnia, boga wojny i Demiurgosa, sprawiły, że Mitra, i to pomimo wyraźnej niechęci Zaratustry, przetrwał w religii ludowej, aby w czasach późniejszych rozpocząć swój pochód po Imperium Rzymskim. Jeszcze Julian Apostata (331-363) szukać będzie w mitraiźmie przeciwwagi dla wpływów chrześcijańskich i oręża w swej nieubłaganej z nim walce. Późniejsze dzieje religii irańskiej nie odznaczają się już niczym szczególnym” („Religie Wschodu” Ks. E. Dąbrowski, Poznań-Warszawa-Lublin 1962, s. 206-7).

Pisma wczesnochrześcijańskie wbrew twierdzeniom adwentystów odcinają się od mitraizmu i atakują go za przejmowanie niektórych chrześcijańskich zwyczajów (chodzi o odmianę rzymską mitraizmu, a nie irańską). Synkretyzm religijny w tym czasie dotykał wszystkie religie pogańskie, a więc i mitraizm. Rzymskie odmiany wielu kultów różniły się od pierwotnych ich wierzeń (dziś też np. zachodni ruch Hare Kryszna w dużym stopniu różni się indyjskiego Wisznuizmu). Nieprawdopodobne jest więc aby chrześcijanie korzystali z dorobku „podobnej” w pewnych elementach religii, która istniała też Rzymie, w tym samym czasie.

Oto opinie pisarzy wczesnochrześcijańskich o mitraiźmie i Mitrze:

Justyn Męczennik (ur. 100) – „Jezus wziął chleb, dzięki składał i mówił: ‘To czyńcie na pamiątkę Moją. To jest Ciało moje’ [Łk 22:19-20]. I podobnie wziął kielich, dzięki składał i mówił: ‘To jest Krew Moja’ [Mt 26:28]. I rozdawał im tylko samym. I to złe demony podrobiły w Mitry misteriach, które według ich podania, właśnie tak się odbywać mają. Otóż przy obrzędach wtajemniczania stawia się chleb i kielich z wodą, a potem wymawia się słowa, które znacie, albo się o nich dowiedzieć możecie” („Apologia” I:66,3-4).

Wydaje się, że i dalsze słowa o niedzieli są kontynuacją ‘polemiki’ z mitraizmem, bowiem opisują Eucharystię, o której mowa była i wcześniej:

„W dniu zaś, zwanym Dniem Słońca odbywa się zebranie w jednym miejscu wszystkich razem, i z miast i ze wsi. (…) gdy modlitwa się skończy, przynoszą chleb oraz wino i wodę, a przełożony zanosi modlitwę a także dziękczynienie. (..) Zgromadzenia zaś nasze dlatego odbywają się w Dniu Słońca, ponieważ to pierwszy dzień, w którym Bóg przetworzył ciemności oraz materię i świat uczynił, ponieważ i Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, tego samego dnia zmartwychpowstał” („Apologia” I:67,3-7).

„A dalej, gdy ci, co sprawują Mitry misteria, powiadają, że Mitra się narodził z kamienia, jako że jaskinią nazywają owo miejsce, gdzie udzielają wtajemniczenia wiernym jego, czy miałbym nie wiedzieć, że to naśladownictwo owego słowa Danielowego: ‘Kamień bez pomocy rąk ludzkich odcięto z góry wielkiej’ [Dn 2:34]’, że to również naśladowanie wyrażenia Izajasza [Iz 33:16], którego zresztą wszystkie słowa naśladować usiłowano? Sztukę swą bowiem wysilili, by zagarnąć dla siebie słowa, dotyczące życia sprawiedliwego” („Dialog z Żydem Tryfonem” I:70,1).

„Tymczasem Dziecię narodziło się w Betlejem. Ponieważ Józef w owej miejscowości nie znalazł żadnego schroniska, stanął w jaskini, znajdującej się tuż w pobliżu miasteczka. (…) Powtórzyłem więc wyżej wypisany urywek z Izajasza [Iz 33:13-19] i powiedziałem, że to dla tych właśnie słów ci, co sprawują Mitry misteria, za podpuszczeniem diabelskim głoszą, iż wtajemniczenia udzielają w miejscu, które nazywają jaskinią” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:78,5-6).

Jak widzimy, Justyn tu mówi, że niektóre elementy w kulcie Mitry są imitacją Eucharystii czy naśladownictwem epizodów z życia Jezusa. Może i miał też analogicznie na myśli niedzielę, która według tego przekazu mogła być przez mitaristów przejęta od chrześcijan.

Tertulian (ur. 155) w swym piśmie przedstawia imitację chrztu w wykonaniu mitraistów:

„Ale nawet poganie, nie rozumiejąc zupełnie duchowych rzeczywistości, przypisują tę samą moc skuteczną swoim bożkom. Okłamują się jednak bezpłodnymi wodami. Obmycie bowiem jest rytem wprowadzającym w niektóre religie, jak np. Izydy, czy Mitrasa [Mitry]. Nawet samych bogów ustanawiają podczas rytualnych obmyć. (…) uczestnicy zanurzając się w wodzie, odradzają się i odzyskują bezkarność po dokonanych krzywoprzysięstwach. Również nasi przodkowie wodą oczyszczającą udzielali mordercom rozgrzeszenia” („O chrzcie” 5).

„Powstaje jednak pytanie: pod czyim kierunkiem rodzi się fałszywa interpretacja tych części Pisma św., które przyczyniają się do powstania herezji? Oczywiście, że jest to sprawa diabła. Jemu właśnie zależy na obalaniu prawdy. On nawet boskie sakramenty naśladuje w obrzędach pogańskich. On przecież chrzci tych, którzy wierzą w niego i do niego należą; przyrzeka uwolnienie od grzechów przez chrzest, a nadto, o ile dobrze pamiętam, Mitras [Mitra] na czołach żołnierzy wyciska znak przynależności do siebie. Składa się też u niego ofiarę z chleba; obchodzi się uroczystości zmartwychwstania, a pod mieczem zdobywa się wieniec chwały. Więcej, czy nie posiada najwyższego kapłana, zadawalającego się jednorazowym tylko małżeństwem? Posiada i dziewice a także i swych wstrzemięźliwych” („Preskrypcja przeciw heretykom” 40).

„opinię mają o nas i słońce uważają za naszego boga. Może nawet do Persów będziemy zaliczeni, chociaż słońca na płótnie wymalowanego nie czcimy, ponieważ je mamy zawsze na jego drodze niebieskiej. (…) Podobnie, jeśli dzień słońca poświęcamy radości, ale z całkiem innego powodu aniżeli ze czci dla słońca” („Apologetyk” 16:9-11).

Inne zapożyczenia mitraistów od chrześcijan Tertulian opisał w swym dziele „O wieńcu”.

Orygenes (ur. 185) w swym dziele „Przeciw Celsusowi” oburza się, że chrześcijan przyrównuje się do mitraistów czy innych pogan:

„I tych, którzy ‘wierzą bez dowodów’ [chrześcijan], przyrównuje [Celsus] do ‘żebrzących kapłanów Kybeli i wieszczków, do mitraistów, czcicieli Sabazjosa oraz ludzi wierzących w jakieś widma – Hekadę czy innego demona albo demony. Bo – powiada – przewrotni ludzie wykorzystując ich łatwowierność i głupotę robią z nimi, co chcą, a to samo dzieje się również wśród chrześcijan’. (…) A zastanówmy się, co było korzystniejsze dla ludzi wierzących, wyrwanych z bagna grzechu, w którym się przedtem tarzali: wierzyć ‘bez dowodów’, ale naprawić swe obyczaje i znaleźć oparcie w zaufaniu nauce o karze za grzechy i nagrodzie za dobre uczynki, czy też odłożyć swoje nawrócenie na słuszną wiarę do czasu, gdy dokładnie wnikną w sens nauki?” (1:9).

„Z kolei, pragnąc popisać się wielką erudycją, Celsus opowiada również o jakichś misteriach perskich: ‘Wzmiankę na ten temat, powiada, znajdujemy w naukach perskich, a zwłaszcza w misteriach odprawianych przez Persów ku czci Mitry. Zawierają one symbol dwóch sfer niebieskich – sfery gwiazd stałych i sfery planet, przez które przechodzi dusza. Symbol ten przedstawia się następująco: Jest to drabina zawierająca siedem bram (…) Uważają, że pierwsza brama należy do Kronosa (Saturna) (…) szósta, srebrna, do księżyca, a siódma złota, do słońca, albowiem metale te imitują barwę księżyca i słońca’. (…) Gdybym przytoczył tu [dalsze] słowa Celsusa odnoszące się do tego zagadnienia, postąpiłbym, jak sądzę, bezsensownie i pomieszałbym różne sprawy tak samo jak on, skoro niedorzecznie włącza do oskarżenia Żydów i chrześcijan nie tylko Platona, lecz też perskie misteria Mitry i ich interpretacje. Nie wnikając w to, czy Persowie w swoich misteriach głoszą prawdę, czy też kłamią, zapytam, dlaczego Celsus opowiada właśnie o misteriach Mitry i stara się je objaśnić, zamiast zająć się jakimkolwiek innymi? Przecież Grecy, jak się wydaje, wcale nie cenili wyżej misteriów Mitry aniżeli misteriów eleuzyńskich albo tych, które odprawiano ku czci Hekady na Eginie. Skoro jednak wolał mówić o misteriach barbarzyńskich i o ich wyjaśnieniach, czemu nie ocenił wyżej misteriów egipskich, które znajdują wielu zwolenników, albo misteriów kapadockich odprawianych w mieście Komana ku czci Artemidy, misteriów trackich albo w końcu rzymskich, w których bywają wtajemniczani nawet najznakomitsi senatorowie? Jeżeli nie chciał mówić o nich, bo nie dostarczają one żadnych argumentów przeciw Żydom i chrześcijanom, czemu nie wydawało mu się równie niestosownym opowiadanie o misteriach o perskich?” (6:22).

„O Persach powiedzieliśmy już wyżej, że nie budują świątyń, lecz czczą słońce i stworzenia Boże. Nam tak postępować nie wolno, albowiem nauczono nas nie służyć stworzeniu, lecz Stwórcy” (7:65).

Tak na marginesie czytając słowa Orygenesa mam niekiedy wrażenie, że do poziomu Celsusa zniżają się czasem w swej argumentacji czy to Świadkowie Jehowy, czy sabatarianie.

Sumując zaś zarzuty Celsusa współczesny historyk chrześcijaństwa A. G. Hamman napisał:

„Poza ironią Celsus stosuje wobec Objawienia chrześcijańskiego krytykę, którą wsławi się w XIX wieku Dawid Strauss. Nie wykazuje się żadną wiedza egzegetyczną, nie odróżnia rodzajów literackich Biblii, stosuje prymitywną metodę porównawczą, sprowadzając opisy biblijne do legend pogańskich, do niezręcznie wyłożonych tez platońskich lub zapożyczeń ze wschodnich religii Mitry czy Ozyrysa” („Życie codzienne pierwszych chrześcijan (95-197)” W-wa 1990, s. 151).

Jak widzimy opinie adwentystów dotyczące pochodzenia niedzieli przypominają zarzuty poganina Celsusa.

W związku też z powyższym adwentysta Z. Łyko powinien uważać, by się nie okazało, że to mitraiści przyjęli od chrześcijan określenie „Dzień Pański” dla swego dnia (niedzieli), bo przecież zawierała je Ap 1:10.

Nadmieńmy jeszcze, że wcześniejsi pisarze chrześcijańscy nie zajmowali się mitraizmem, a to pewnie z powodu tego, że nie był on jeszcze na tyle rozwinięty w Cesarstwie Rzymskim, by być wystarczająco zauważalnym.

Sam Bacchiocchi właściwie tylko prześlizguje się nad późniejszym oficjalnym wprowadzeniem kultu słońca jako najwyższego boga przez cesarza Heliogabala (Elagabala), który sprawował władzę w latach 218-222 (patrz „Tertulian. Czasy – życie – dzieła” dr J. Sajdak, Poznań 1949, s. 3). Jest tak zapewne dlatego, bo lata te nie pasują mu do jego koncepcji wpływu kultu słońca na chrześcijaństwo już na początku II wieku. Ale zacytujmy jego słowa by samemu wyrobić sobie zdanie na ten temat:

„przekonywujące jest to zróżnicowanie między dwoma kultami [słońca]: prywatnym i publicznym. Mitraizm był początkowo kultem prywatnym [Sol Invictus Mithra], chociaż miał wśród swoich zwolenników także sędziów i cesarzy. Sol Invictus Elagabal, z drugiej strony, był kultem powszechnym, ze wspaniałymi świątyniami, a podczas panowania młodego cesarza Elagabala (218-222) stał się oficjalnym kultem całego Imperium” (s. 264).

Jak widzimy, ze zrozumiałych dla nas względów, nasz analityk adwentystyczny poświęcił cesarzowi, który wprowadził oficjalny kult słońca w latach 218-222 tylko jedno zdanie! Wiemy też, że większość pism wczesnochrześcijańskich mówiących o niedzieli, jako dniu kultu chrześcijan, powstało przed tym wprowadzeniem do Rzymu kultu słońca. Jakże więc chrześcijanie mieliby wcześniej przypodobywać się poganom, których kult słońca był nieoficjalny, prywatny, a więc i jeszcze embrionalny, albo nawet rozbity na wielu bogów utożsamianych ze słońcem? Kult ten rozwijał się równolegle do chrześcijaństwa, a nie wewnątrz niego.

O dalszym rozwoju kultu słońca patrz poniżej rozdział „Czy data święta Narodzin Niezwyciężonego Słońca wpłynęła na termin obchodzenia Bożego Narodzenia?”. O wielości bogów utożsamianych ze słońcem patrz rozdział poniżej „Słońce i jego kult, a chrześcijanie”.

Na koniec, aby pokazać, że nie tylko od chrześcijan poganie adoptowali pewne zwyczaje, ale też i od Żydów, przytoczymy słowa Tertuliana, który pisze, że niektórzy poganie ‘sabatyzowali’ po swojemu w dzień Saturna (sobota):

„Inni bardziej po ludzku sądzą, że słońce jest bogiem chrześcijan, jako, że jest rzeczą znaną, iż podczas modlitwy zwracamy się na wschód, albo że cieszymy się w dniu słońca. Czy inaczej postępujecie? Czy wielu spośród was uwielbiając niekiedy ciała niebieskie nie porusza wargami o wschodzie słońca? Faktycznie jesteście tymi, którzy do spisu tygodnia przyjęliście słońce, jako podstawę siedmiodniowego tygodnia, a… [przypis: Tekst zepsuty] z samych dni wybraliście jeden, w którym unikacie kąpieli, lub odkładacie ją na wieczór, względnie dbacie o odpoczynek, lub posiłek. Czyniąc to, odstępujecie sami od własnej, a przechodzicie do obcej religii. Żydowskimi bowiem świętami są szabaty i czyste potrawy i żydowski kult świec i posty razem z chlebami przaśnymi, oraz modlitwy nad brzegami rzek. Przecież to wszystko obce jest dla waszych bogów. Dlatego, – że nie odstąpię od obranej drogi – zauważacie podobieństwo wy, którzy zarzucacie nam kult słońca i jego dnia, że nie jesteśmy zbyt daleko od Saturna i waszych szabatów!” („Do pogan” I:13).

„opinię mają o nas i słońce uważają za naszego boga. Może nawet do Persów będziemy zaliczeni, chociaż słońca na płótnie wymalowanego nie czcimy, ponieważ je mamy zawsze na jego drodze niebieskiej. Ostatecznie podejrzenie to stąd pochodzi, ponieważ jest rzeczą wiadomą, że my modlimy się zwróceni ku wschodowi. Ale i z was wielu nieraz pragnąc pomodlić się do swoich niebian, porusza wargami ku wschodowi słońca. Podobnie, jeśli dzień słońca poświęcamy radości, ale z całkiem innego powodu aniżeli ze czci dla słońca, bo stoimy chyba zaraz za tymi, którzy dzień Saturna na próżnowanie i uczty poświęcają, przy czym naturalnie odstępują od żydowskich zwyczajów, nie znając ich dobrze” („Apologetyk” 16:9-11).

Słońce i jego kult, a chrześcijanie

14) Na początek zapytajmy, dlaczego Bacchiocchi skupił się tylko na „jednego rodzaju” kulcie słońca („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 261-265)?

Dlaczego prawie nie wspomina o pozostałych religiach związanych ze słońcem i czczących je? Czyżby nie pasowały do jego koncepcji? Może dlatego, że nie mając niedzieli za święto, były one zbędne Bacchiocchiemu? Nasz adwentysta jedynie mimochodem wspomniał kult słońca w „Indii, Persji, Syrii oraz w świecie greckim i rzymskim” (s. 261) oraz dodał, że „Na początku drugiego wieku rozpowszechnione były w Rzymie starożytnym różne kulty słońca” (s. 293)!

W związku z tym zapytajmy: czy wszyscy nawróceni na chrześcijaństwo poganie, którzy mieli rzekomo „poganizować” niedzielę czy wprowadzać ją pochodzili akurat od tego „niedzielnego słońca”? Czytając dzieło Bacchiocchiego odnosi się wrażenie, że wszyscy eks-poganie, a później chrześcijanie, byli czcicielami słońca i to jego odmiany „niedzielnej”. Czy tak było rzeczywiście? O tym przekonamy się w dalszej części naszych wywodów.

To nie przechodzenie pogan na chrześcijaństwo wprowadzało do niego pogański kult słońca, ale wręcz odwrotnie, nawróceni poganie odkrywali i widzieli w chrześcijaństwie prawdziwe Słońce, którym był Chrystus. Dlaczego chrześcijanie przed nawróconymi mieliby ukrywać teksty biblijne o Jezusie światłości i słońcu?

Pierwszymi chrześcijanami, do których dołączali poganie, nie byli poganie, ale wywodzący się z judaizmu apostołowie i ich uczniowie. Ci dochodzący dostosowywali się do zaistniałej sytuacji, a nie odmieniali ją w mgnieniu oka (por. 2Tm 2:2).

Prócz tego nie wszyscy z nawracających się pogan byli czcicielami słońca. W Rzymie i całym cesarstwie było dziesiątki religii pogańskich (kult cezarów, bogowie Rzymu, Grecji, Egiptu, Persji, Frygii np. kult Kybele, Syrii np. kult Adonisa oraz nawet dawnego Babilonu np. kult Tammuza) i z różnych jej odmian ludzie stawali się chrześcijanami. Wystarczy poczytać apologie wczesnochrześcijańskie II wieku, czy np. pismo „Że bałwany nie są bogami” (4) Cypriana (ur. 200) by się przekonać jak wielu różnych bogów było czczonych w Rzymie.

Tacyt pisząc o chrześcijaństwie, ale i zapewne o wszystkich innych religiach napisał, że „w stolicy [w Rzymie], dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników” („Roczniki” XV:44).

Ks. A. Lisiecki zaś o zachowaniu władz w tamtym czasie napisał: „Władze rzymskie odznaczały się przecież jak najdalej sięgającą tolerancją wobec obcych religii, aczkolwiek ich urzędowo nie uznawały. Rzym je przyjmował gościnie, wchłaniał je do siebie i stapiał je z własnym kultem swoim. Wyjątek stanowiło chrześcijaństwo” („Apologia. Dialog z Żydem Tryfonem. Święty Justyn filozof i męczennik” Poznań 1926 s. LXIV).

Uzupełnia to wypowiedź naukowca T. Zielińskiego: „ludzie wschodni, wszedłszy w stosunki z Rzymianami, częstokroć przesiedlali się do Rzymu i przynosili z sobą swoich bogów; Ci zaś, znalazłszy się na gruncie rzymskim, usilnie werbowali sobie wyznawców. Spotykamy więc w Rzymie boginię kappadocyjską Ma, znaną tam pod imieniem Bellony; syryjską Atargasydę, która swe niełatwe do wymawiania imię zmieniła na proste miano ‘Bogini Syryjskiej’; perskiego boga słońca, Niezwyciężonego Mitrę (Deus Sol Invictus Mithras); (…) pomijając drobniejszych…” („Rzym i jego religia” Zamość 1920, s. 106).

Bacchiocchi, kiedy mu to potrzebne, mówi że niektórzy cesarze Rzymscy (Neron, Hadrian) utożsamiali się ze słońcem (s. 263-264), ale jaki był stosunek chrześcijan do tych cezarów-słońc, którzy ich uciskali, taktycznie w tym miejscu nie wspomina. Dopiero przy innej okazji mówi: „Chrześcijanie gorszyli się słysząc oskarżenia, że są czcicielami słońca i odrzucali je, a nawet cierpieli z tego tytułu straszliwe męczarnie, nie chcieli bowiem ofiarować szczypty kadzidła na cesarskich ołtarzach” (s. 276).

W poprzednim rozdziale („Kult Mitry według pism wczesnochrześcijańskich”) ukazaliśmy, że chrześcijanie odcinali się od mitraizmu. Ponieważ nie tylko z Mitrą łączono słońce, więc podamy co mieli do powiedzenia wcześni chrześcijanie o kulcie słońca w innych pogańskich wierzeniach (np. u Chaldejczyków, Egipcjan). Oni znali biblijne teksty, które potępiały kult słońca (Pwt 4:19, 2Krl 23:11, Ez 8:16) i niejednokrotnie do nich się odwoływali. Nie dziwmy się też, że sabatarianie pomawiają nas i wczesnych chrześcijan o kult słońca. Ten zarzut stawiali już pierwszym chrześcijanom niektórzy poganie, a oni (chrześcijanie) odpowiadali na te bezsensowne stwierdzenia.

Ignacy Antiocheński (†107) ukazał, że słońce jest tylko ‘tłem’ Chrystusa-Boga:

„Zabłysnęła na niebie gwiazda ponad wszystkie gwiazdy, a światło jej było niewysłowione i zadziwiała swoją nowością. Wszystkie inne gwiazdy razem ze słońcem i księżycem chórem ją otoczyły, a ona dawała więcej światła niż wszystkie pozostałe. I zaniepokoiły się, skąd ta nowość tak do nich niepodobna. Wówczas to zginęła wszelka magia i znikły więzy złości, skończyła się niewiedza i upadło dawne królestwo, kiedy Bóg objawił się jako człowiek [por. 1Tm 3:16] w nowości życia wiecznego: zaczynało się spełniać to, co Bóg postanowił” („Do Kościoła w Efezie” 19:2-3).

„Lisy Barnaby” (ok. 130) pokazał kim jest Chrystus w stosunku do blasku słońca:

„Gdyby bowiem nie przyszedł w ciele, jakżeby ludzie mogli Go oglądać i pozostać przy życiu, skoro patrząc na słońce, dzieło rąk Bożych, które przecież ulegnie kiedyś zagładzie, nie są w stanie znieść blasku jego promieni?” (5:10).

Arystydes (II w.) około 140 r. wręcz udowadniał poganom, że słońce nie jest bogiem:

„Dalej, pozostają w błędzie ci, którzy uważają, że słońce jest bogiem. Widzimy bowiem, że porusza się ono i krąży zgodnie z prawem natury (…) przesuwając się każdego dnia, wschodzi i zachodzi, by ogrzać rośliny i pąki dla pożytku ludzi (…), jest dużo mniejsze od samego nieba, poddane zaćmieniom i nie posiada żadnej autonomii. Nie można więc sądzić, że słońce jest bogiem, ale że jest dziełem Boga. Mylą się ci, którzy sądzą, że księżyc jest bogiem. Widzimy bowiem, że porusza się i krąży według określonych praw natury (…) wschodzi i zachodzi dla potrzeb ludzi. Mniejszy jest od słońca, ulega powiększeniu i zmniejszeniu, a także zaćmieniu. Nie można więc sądzić, że księżyc jest bogiem, lecz dziełem Boga” („Apologia” 6:1-2 – tekst grecki).

„Chaldejczycy, nie poznawszy prawdziwego Boga, pobłądzili, idąc za elementami świata i zaczęli czcić stworzenie zamiast Stwórcy. Uczynili sobie nawet niektóre posągi, które nazwali obrazem nieba, ziemi i morza, słońca i księżyca, innych elementów świata czy też ciał świecących. Zamknęli je w świątyniach, oddając im cześć i nazywając je bogami – tych których strzegą pilnie, aby nie zostały skradzione przez złodziei. Nie zrozumieli jednak, że ten, kto strzeże, przewyższa strzeżonego, a kto stwarza, przewyższa stworzonego” („Apologia” 3:1 – tekst grecki).

Atenagoras (II w.) w swej apologii, krytykując wszelkie pogańskie wierzenia, napisał:

„A jeśli Aleksander i Hermes zwany Trismegistos oraz tysiące innych ludzi, których nie będę szczegółowo wymieniał, wywodzą swój ród od bogów, to nie ma powodu nie wierzyć, iż jako królowie zostali uznani za bogów. Tego iż byli oni ludźmi, dowodzą najmądrzejsi Egipcjanie, którzy za bóstwa uważają eter, ziemię, słońce i księżyc, natomiast innych bogów uznają za śmiertelnych ludzi, a świątynie za ich grobowce” („Prośba za chrześcijanami” 28).

Pismo „Do Diogneta” (II w.) kierowane do poganina pouczało, że słońce to tylko posłuszne Bogu stworzenie:

„Przez Niego to [Chrystusa] Bóg stworzył niebo, przez Niego zamknął morze w określonych granicach, do Jego praw tajemniczych stosują się wszystkie żywioły. On też słońcu wytyczył miarę, jaką musi zachowywać w swoich dziennych podróżach. Jemu posłuszny jest księżyc, gdy mu rozkazuje, by w nocy świecił. Jego słuchają gwiazdy towarzyszące w drodze księżycowi, od Niego wszechświat bierze swój początek i granice” (7:2).

Minucjusz Feliks (II w.) poucza poganina, że nad słońcem jest ‘Ktoś’, kto nim kieruje i jest zarazem nieporównywalnie większą światłością:

„Gdy wzniesiesz wzrok ku niebu, lub przyjrzysz się dokładnie temu, po czym stąpasz i co jest dokoła ciebie, to czyż nie masz oczywistych, jasnych i przekonywujących dowodów, że istnieje jakiś doskonały Boski umysł, który przenika naturę, który ją porusza i ożywia, który nią kieruje? Spójrz tylko na niebo! Jak szeroko się ono rozciąga, jak szybko zmienia się jego obraz, bo w nocy wyiskrzone gwiazdami, za dnia zaś zalane słońcem. Chyba zgadzasz się, że to Najwyższy Władca utrzymuje je w tak cudownej i boskiej równowadze. Spójrz na rok, jak bieg słońca czas jego wyznacza, spójrz na miesiąc, jak księżyc pełnią i nowiem go odmierza” („Oktawiusz” 17:4-5).

„Dzięki słońcu w ogóle widzimy, a jednak nie możemy mu się przyglądać. Jego promienie rażą nasze źrenice, tak że wzrok wpatrującego się w słońce słabnie, a przy dłuższym patrzeniu następuje całkowita ślepota. Czyż mógłbyś więc przyglądać się Stwórcy słońca, który jest samym źródłem jasności, skoro nie znosisz błyskawic i chowasz się przed gromami?” („Oktawiusz” 32:5-6).

Teofil Antiocheński (II w.) o słońcu pisał:

„Prawo Boże zabrania więc nie tylko oddawać cześć bożkom, ale także rzeczom stworzonym: słońcu, księżycowi i innym gwiazdom [Pwt 4:19], albo niebu, ziemi, morzu, źródłom, rzekom, ale ze świętego serca i szczerego umysłu należy czcić prawdziwego Boga i Stwórcę wszystkiego” („Do Autolika” II:35,1).

Justyn Męczennik (ur. 100), który użył na oznaczenie niedzieli określenia „dzień Słońca” polemizuje z ludźmi, którzy jak dziś niektórzy sabatarianie, zarzucają nam, że czcimy słońce:

„Jest napisane, że Bóg dopuścił kiedyś, aby słońce było czczone [por. Pwt 4:19, 2Krl 23:11, Ez 8:16], a jednak nie możecie odkryć nikogo, kto kiedykolwiek cierpiał aż na śmierć z powodu swej wiary w słońce. Możecie natomiast znaleźć ludzi z każdej narodowości, którzy dla imienia Jezusa cierpieli i dalej cierpią wszelkiego rodzaju tortury, a nie chcą się wyrzec wiary w niego. Bowiem Jego słowo prawdy i mądrość jaśnieją mocniej niż moc słońca, toteż dociera do głębin serca i umysłu” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:121,2).

Tacjan (ur. 130) kulcie słońca ironicznie pisał:

„Nie chcę oddawać boskiej czci stworzeniu, które On [Bóg] powołał do istnienia dla naszego dobra. To przecież dla nas stworzył On słońce i księżyc, jakże więc mogę oddawać cześć moim sługom?” („Mowa do Greków” 4:4).

Ireneusz (ur. 130-40) o słońcu jako stworzeniu Boga pisał:

„A ponieważ jesteśmy Jego członkami i żywimy się rzeczą stworzoną, i On sam dostarcza nam rzeczy stworzonej, bo słońcu każe wschodzić i deszcz pada, gdy On chce…” („Przeciw herezjom” V:2,2).

„Niebo nad nami, firmament, słońce, księżyc i gwiazdy, jak i cały ich blask, zostały stworzone, gdyż przedtem nie istniały, a trwają przez długi czas stosownie do woli Boga” („Przeciw herezjom” II:34,3).

Klemensa Aleksandryjski (ur. 150) apelował do pogan:

„Niech więc żaden z was nie modli się do słońca, lecz raczej tęskni do Stworzyciela słońca; niech nie ubóstwia świata, lecz szuka Stwórcy świata” („Zachęta Greków” IV:63,5).

„Wydaje mi się, że Menander myli się mówiąc: ‘Ciebie, słońce trzeba czcić jako najwyższego z bogów, przez którego można widzieć zastępy innych bogów’. Słońce nigdy nie będzie mogło ukazać nam prawdziwego Boga, lecz może to uczynić tylko Logos – Zbawca. Jest On słońcem duszy, które wschodząc w naszym wnętrzu oświeca oczy naszej duszy” („Zachęta Greków” VI:68,4).

„Jak krąg świetlany wokół słońca lub księżyca, i tęcza nie są bogami, lecz tylko tworami powietrza i chmur; i jak dzień nie jest bogiem i miesiąc i rok lub czas, który z nich się składa, tak ani słońce, ani księżyc, dla których wszystko, o czym mowa, zostało określone, też nie są bogami” („Zachęta Greków” X:102,1).

Klemens też tłumaczy, czemu Bóg dopuścił by było czczone słońce przez pogan:

„I dał mu [poganinowi] ku uczczeniu słońce i księżyc, i gwiazdy, które uczynił Bóg poganom – powiada Prawo – aby nie stawali się całkowicie bezbożni i nie zginęli ostatecznie” („Kobierce” VI:110,3).

Tertulian (ur. 155), odpowiadając na zarzut niektórych pogan, podobny do twierdzeń wielu dzisiejszych sabatarian, pisał:

„Inni bardziej po ludzku sądzą, że słońce jest bogiem chrześcijan, jako, że jest rzeczą znaną, iż podczas modlitwy zwracamy się na wschód [por. Łk 1:78], albo że cieszymy się w dniu słońca. Czy inaczej postępujecie? Czy wielu spośród was uwielbiając niekiedy ciała niebieskie nie porusza wargami o wschodzie słońca? Faktycznie jesteście tymi, którzy do spisu tygodnia przyjęliście słońce, jako podstawę siedmiodniowego tygodnia” („Do pogan” I:13).

Tertulian opisał też miejsce poświęcone słońcu:

„Teraz – jak zapowiedziałem – przystąpię do omówienia miejsca widowisk. Otóż cyrk poświęcony jest przede wszystkim słońcu. Pośrodku cyrku znajduje się świątynia słońca z błyszczącą na szczycie podobizną. Poganie bowiem uważali za rzecz niestosowną czcić pod dachem to, co jest dostępne na wolnej przestrzeni. Sądzą również, że pierwsze widowisko wywodzi się od Circe [gr. Kirke – nimfa, córka Heliosa] i że zostało poświęcone słońcu – jej ojcu, jak twierdzą. (…) Patrz chrześcijaninie! ileż to imion nieczystych zawładnęło cyrkiem. To niegodny dla ciebie teren, gdyż opanowało go tyle duchów diabelskich” („O widowiskach” 8).

Napisał też o wierzeniach Egipcjan:

„Większość Egipcjan wierzy, że jest czterech bogów: słońce, księżyc, niebo, ziemia” („Do pogan” II:2).

Obśmiał też słońce następująco:

„Oto niedawno słyszałem nowe usprawiedliwienie jakiegoś miłośnika widowisk. ‘Słońce’ – powiada – ‘spogląda z nieba i nie plami się widokiem przedstawień, a cóż dopiero Bóg’. Pewnie, słońce nawet do ścieków kloacznych wysyła swoje promienie i nie brudzi się. Oby tak było! Oby Bóg nie widział żadnych występków ludzkich, obyśmy wszyscy w ten sposób uniknęli sądu za nie! Przeciwnie, on widzi! Widzi rozbój, widzi oszustwa i cudzołóstwa, zdrady i różne bałwochwalstwa, a zatem i same widowiska. Stąd i my nie będziemy widzami przedstawień, aby tam nie zobaczył nas ten, który widzi wszystko” („O widowiskach” 20).

Orygenes (ur. 185) odpowiadając na zarzuty poganina Celsusa pisał:

„Jeśli zaś i my musimy się bronić przed zarzutem, że tak samo jak Żydzi nie czcimy aniołów, słońca, księżyca i gwiazd i że nie oddajemy czci bogom, których Grecy nazywają dostrzegalnymi i widzialnymi, powiemy, że wedle nauki Prawa Mojżeszowego istoty te zostały dane przez Boga wszystkim narodom, które są pod niebem, z wyjątkiem tych, których Bóg pragnął mieć jako wybrany dla siebie dział przed wszystkimi ludami ziemi. Napisano bowiem w Księdze Powtórzonego Prawa: ‘Gdy podniesiesz oczy ku niebu i zobaczysz słońce i księżyc, i wszystkie gwiazdy niebieskie, obyś nie pozwolił się zwieść i nie kłaniał się i nie służył temu, co Pan, Bóg twój, stworzył na posługę dla wszystkich narodów, które są pod niebem. A was Pan wybrał sobie i wyprowadził z pieca żelaznego egipskiego, abyście się stali Jego ludem, Jego własnością, jak dziś jesteście’ [Pwt 4:19-20]. (…) Czyż jest możliwe, aby ci, których nauczono wynosić się odważnie ponad wszystkie stworzenia i oczekiwać od Boga nagrody za dobrze spędzone życie, ci, którzy usłyszeli: ‘Wy jesteście światłością świata’ [Mt 5:14], i: ‘Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiosach’ [Mt 5:16], ci, którzy dążyli do osiągnięcia wspaniałej i nie więdnącej mądrości, będącej odblaskiem wiecznej światłości, a może nawet ją osiągnęli, mieli się przerazić dostrzegalnego światła słońca, księżyca i gwiazd do tego stopnia, by uważać, iż sami stoją niżej od dostrzegalnego światła, i kłaniali się przedmiotom, które tym światłem świecą, podczas gdy sami posiadają umysłową światłość wiedzy, ‘światłość prawdziwą, światłość świata, światłość ludzi’ [J 1:9, 8:12, 1:4]” („Przeciw Celsusowi” 5:10).

„Natomiast wedle wyjaśnień podawanych przez niektórych naszych poprzedników, słońce, księżyc i gwiazdy zostały przydzielone tym ludziom, którzy nie byli godni, aby rościć sobie prawo do tego, iżby Bóg bogów był ich Bogiem. A doszli do takiego wniosku pod wpływem następującego ustępu z Księgi Powtórzonego Prawa: ‘Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słońce, księżyc i cały porządek nieba, obyś nie pozwolił im się zwieść, nie oddał im pokłonu i nie służył im, bo Pan Bóg twój przydzielił je wszystkim narodom. Wam zaś nie tak dał Pan Bóg twój’ [Pwt 4:19]. Dlaczego jednak Bóg dał wszystkim narodom słońce, księżyc i cały porządek nieba, a nie dał tego Izraelowi? Uczynił to w tym celu, ażeby ci, którzy nie potrafią dotrzeć do natury umysłowej, przez zmysłowo dostrzegalnych bogów zostali popchnięci w kierunku Bóstwa, żeby chętnie zatrzymali się przy nich i nie popadli we władze fałszywych bożków i demonów. Jedni więc jako Boga mają Boga wszechrzeczy; drudzy, będąc blisko tamtych, mają Syna Boga, to znaczy Chrystusa; inni za bogów uważają słońce, księżyc i cały porządek nieba – ci błąkają się z dala od Boga, ale to ich błądzenie jest lepsze i doskonalsze niż błądzenie tych, którzy ‘bogami zwą dzieła rąk ludzkich: złoto i srebro, dzieła sztuki’ [Mdr 13:10]. Ostatnie miejsce zajmują ludzie przypisani tak zwanym bogom, którzy jednakże wcale bogami nie są” („Komentarz do Ewangelii św. Jana” II:3,25-27).

Patrz też „Komentarz do Ewangelii św. Jana” I:25,160-161.

Przy takiej krytycznej wiedzy chrześcijan o słońcu, gdyby oni wcześniej w Rzymie obchodzili szabat i chcieli go „zamienić” na inny dzień świąteczny, to prędzej by przyjęli piątek – dzień śmierci Chrystusa, a nie niedzielę. Widać, że niedziela wcale nie kojarzyła im się ze słońcem, które krytykowali i od którego odcinali się, ale ze zmartwychwstaniem Jezusa, które było im znane od I wieku i jak pokazano w punkcie 18 było ich centralnym tematem katechezy wczesnochrześcijańskiej.

Gdyby chrześcijanie przejęli ‘coś’ od pogan z kultu słońca musiałby z czasem zmienić się na plus ich stosunek do niego. Tymczasem aż do 250 roku jest on ciągle tak samo krytyczny, jak na początku.

Kończąc temat pogańskiego słońca warto jednak przytoczyć dwie z ‘ekumenicznych’ wypowiedzi uczonego adwentystów Bacchiocchiego, które by dobrze było, aby dotarły do wielu sabatarian:

„Należałoby jednak stwierdzić wyraźnie, że adoptując dzień Słońca, chrześcijanie nie zamierzali usankcjonować ani (lub) zachęcić nikogo do oddawania czci pogańskiemu ‘Sol invictus’ (insynuacja, której Tertulian gwałtownie zaprzecza), ale raczej pragnęli skłonić wiernych do upamiętnienia w tym dniu takich Bożych dokonań i dzieł jak stworzenie światła oraz zmartwychwstanie Słońca Sprawiedliwości. Obydwa te wydarzenia, jak uważano, nie tylko nastąpiły w dniu Słońca, ale mogły także znaleźć wyraz w bogatej symbolice słońca” (s. 290).

„Poganom chrześcijanie mogli wyjaśnić, że w tym dniu Słońca nie czczą oni Słońca jako boga, ale obchodzą stworzenie światła i powstanie Słońca Sprawiedliwości, a więc wydarzenia, do którego pierwszego dnia doszło. Obchodzącym zaś sabat (sobotę) mogli mówić, że pierwszy dzień zachowuje swą nadrzędność nad siódmym, ponieważ upamiętnia początek stworzenia, rocznicę nowego stworzenia i dzieło sprawcze Chrystusa” (s. 303).

Chrystus prawdziwym Słońcem

15) Omówimy tu: teksty biblijne o Chrystusie jako słońcu i światłości oraz teksty pisarzy wczesnochrześcijańskich dotyczące tej problematyki.

Bacchiocchi i zapewne wszyscy sabatarianie starają się marginalizować to, że Chrystus i Bóg Ojciec wielokrotnie w Biblii nazywani są słońcem czy światłością albo światłem. Uczony adwentystów „aż” pół strony i kilka przypisów poświęcił by wymienić kilka tekstów biblijnych z tej tematyki („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 288-89). Prawie wcale nie interesuje go ta problematyka, bo nawet w sprawie dalszych tekstów z Pisma Św. odsyła do dzieła innego autora (s. 289). Przyznaje jednak, że fragmentów biblijnych jest sporo, ale jego wnioski z tego są (jak zwykle) „odmienne”, niż innych znawców tej problematyki. Pisze on: „Istnienie bogatej tradycji biblijnej, która łączyła Boga i Chrystusa z mocą i splendorem słońca mogło znakomicie przyczynić się do stopienia w jedną całość tych idei” (s. 261).

Pomimo tak negatywnego stosunku do słońca (patrz powyżej pkt 14) chrześcijanie znali doskonale teksty Pisma Św., które mówiły im, że Chrystus jest prawdziwym Słońcem i światłością. Nie wydaje się więc by musieli korzystać ze spuścizny pogańskiej. Również Jahwe w Starym Testamencie nazywany jest identycznie jak Chrystus. Oto najważniejsze z nich:

„A dla was, czczących moje imię wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach” Ml 3:20.

„dzięki litości serdecznej Boga naszego. Przez nią z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają” Łk 1:78-79.

„W południe podczas drogi ujrzałem, o królu, światło z nieba, jaśniejsze od słońca, które ogarnęło mnie…” Dz 26:13.

„Bo Jahwe Bóg jest słońcem i tarczą” Ps 84:12.

„światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” Łk 2:32.

„w Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci…” J 1:4-5.

„Przyszedł on [Jan] na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości (…) Nie był on światłością, lecz [posłanym], aby zaświadczyć o światłości. Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka…” J 1:7-9.

„A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło (…) Każdy bowiem, kto dopuszcza się nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła (…) Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła…” J 3:19-21.

„Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” J 8:12.

„Jak długo jestem na świecie, jestem światłością świata” J 9:5.

„Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość (…) Dopóki światłość macie, wierzcie w światłość, abyście byli synami światłości” J 12:35-36.

„Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności” J 12:46.

„Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło” Mt 4:16.

„Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło” Mt 17:2.

„A Jego wygląd -, jak słońce, kiedy jaśnieje w swej mocy” Ap 1:16. Patrz też Ez 43:2.

„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło” Iz 9:1.

„Powstań! Świeć, bo przyszło twe światło i chwała Jahwe rozbłysła nad tobą. Bo oto (…) ponad tobą jaśnieje Jahwe. I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu” Iz 60:1-3.

„lecz Jahwe będzie ci wieczną światłością i Bóg twój – twoją ozdobą. Twe słońce nie zajdzie już więcej i księżyc twój się nie zaćmi, bo Jahwe będzie ci światłością wieczną” Iz 60:19-20.

„Raz przysiągłem na moją świętość: na pewno nie skłamię Dawidowi. Potomstwo jego trwać będzie wiecznie i tron jego będzie przede Mną jak słońce” Ps 89:36-37.

„olśniła go [Szawła] nagle światłość z nieba” Dz 9:3.

„Towarzysze zaś moi widzieli światło…” Dz 22:9.

„Ponieważ zaniewidziałem od blasku owego światła…” Dz 22:11.

„abyś otworzył im oczy i odwrócił od ciemności do światła, od władzy szatana do Boga” Dz 26:18.

„Mesjasz ma cierpieć, że pierwszy zmartwychwstanie, że głosić będzie światło zarówno ludowi, jak i poganom” Dz 26:23.

„Miastu nie trzeba słońca ni księżyca, by mu świeciły, bo chwała Boga je oświetliła, a jego lampą – Baranek. I w jego świetle będą chodzić narody…” Ap 21:23-24.

„Każde dobro, jakie otrzymujemy (…) zstępują z góry, od Ojca świateł” Jk 1:17.

„Bóg jest światłością” 1J 1:5.

„Jeżeli zaś chodzimy w światłości, tak jak On sam trwa w światłości…” 1J 1:7.

„a świeci już prawdziwa światłość. Kto twierdzi, że żyje w światłości, a nienawidzi brata swego, dotąd jeszcze jest w ciemności. Kto miłuje (…) trwa w światłości” 1J 2:8-10.

Patrz też Mt 5:14-16, 13:43, Łk 16:8, Dz 13:47, 2Kor 6:14-15, Ef 5:8, Flp 2:15, 1Tes 5:5.

Owszem, Bacchiocchi, jak już wspomnieliśmy, przytacza część z tych wersetów biblijnych (s. 288-89), ale uważa, że one we wczesnym chrześcijaństwie „wymieszały się” z kultem słońca. Oto jego „odmienne” wnioski:

„Istnienie dwu różnych tradycji: jednej judeo-chrześcijańskiej, która łączyła Bóstwo ze Światłem i Słońcem, i drugiej pogańskiej, która oddawał cześć Słońcu, szczególnie w dniu Słońca (tj. w niedzielę) mogło z powodzeniem przyczynić się do stopienia tych dwu idei w jedną całość w społeczności chrześcijańskiej. Proces ten mógł wywrzeć wpływ na tych chrześcijan, którzy poprzednio czcili Słońce, a teraz potrzebowali pilnie jakoś odróżnić się od Żydów i od żydowskiego sabatu. Mógł ich też skłonić do przyjęcia dnia Słońca jako święta cotygodniowego, skoro jego symbolika doskonale wyrażała istniejące poglądy chrześcijańskie” (s. 289).

Zauważmy tylko, że u Bacchiocchiego ciągle powtarzają się słowa: „mogło”, „mógł”. Nie ma więc on żadnych pewników dla swych wniosków, a zaledwie przypuszczenia!

Znając te teksty Pisma Św. o Chrystusie słońcu i światłości pisarze wczesnochrześcijańscy również pisali o Nim w tym duchu. Kompletnie nie interesuje ich pogańskie słońce, które jest niczym w stosunku do Jezusa. Oto ich słowa:

Ignacy Antiocheński (†107) – „Zabłysnęła na niebie gwiazda ponad wszystkie gwiazdy, a światło jej było niewysłowione i zadziwiała swoją nowością. Wszystkie inne gwiazdy razem ze słońcem i księżycem chórem ją otoczyły, a ona dawała więcej światła niż wszystkie pozostałe. I zaniepokoiły się, skąd ta nowość tak do nich niepodobna. Wówczas to zginęła wszelka magia i znikły więzy złości, skończyła się niewiedza i upadło dawne królestwo, kiedy Bóg objawił się jako człowiek [por. 1Tm 3:16] w nowości życia wiecznego: zaczynało się spełniać to, co Bóg postanowił” („Do Kościoła w Efezie” 19:2-3).

„Tak więc nawet ludzie żyjący dawniej w starym porządku rzeczy doszli do nowej nadziei i nie zachowują już szabatu, ale żyją według [dnia] Pańskiego, w którym i nasze życie wzeszło [jak słońce] przez Niego i przez śmierć Jego” („Do Kościoła w Magnezji” 9:1; cytat za „Poszukiwania w wierze” J. Salij OP, rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 232).

J. Salij OP komentując ten tekst napisał: „Tutaj ograniczmy się do dwóch spostrzeżeń. Po pierwsze, zauważmy w tym tekście bardzo prawdopodobną aluzję do zmartwychwstania (czasownik anatello spontanicznie kojarzy się ze wschodem słońca).” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 233).

„Dopuśćcie, bym otrzymał czyste światło. Kiedy tam dojdę, stanę się człowiekiem. Pozwólcie mi naśladować mękę mojego Boga” („Do Kościoła w Rzymie” 6:2-3).

„List Barnaby” (ok. 130) – „Gdyby bowiem nie przyszedł w ciele, jakżeby ludzie mogli Go oglądać i pozostać przy życiu, skoro patrząc na słońce, dzieło rąk Bożych, które przecież ulegnie kiedyś zagładzie, nie są w stanie znieść blasku jego promieni?” (5:10).

Justyn Męczennik (ur. 100) – „Możecie natomiast znaleźć ludzi z każdej narodowości, którzy dla imienia Jezusa cierpieli i dalej cierpią wszelkiego rodzaju tortury, a nie chcą się wyrzec wiary w niego. Bowiem Jego słowo prawdy i mądrość jaśnieją mocniej niż moc słońca, toteż dociera do głębin serca i umysłu” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:121,2).

„Tenci jest bowiem, z którego i przez którego Ojciec ma odnowić niebo i ziemię. Tenci jest, który w Jerozolimie ma jaśnieć jako światłość wiekuista [Iz 60:1, 19-20]” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:113,5).

Minucjusz Feliks (II w.) – „Dzięki słońcu w ogóle widzimy, a jednak nie możemy mu się przyglądać. Jego promienie rażą nasze źrenice, tak że wzrok wpatrującego się w słońce słabnie, a przy dłuższym patrzeniu następuje całkowita ślepota. Czyż mógłbyś więc przyglądać się Stwórcy słońca, który jest samym źródłem jasności, skoro nie znosisz błyskawic i chowasz się przed gromami?” („Oktawiusz” 32:5-6).

Meliton z Sardes (ok. 160) – „On Król niebios i Wódz stworzenia, Słońce wschodu, który ukazał się zarówno umarłym w hadesie, jak i śmiertelnikom w świecie! On jedyne Słońce, które wzeszło z nieba” (Fragm. VIII b 4).

Ireneusz (ur. 130-140) – „Oto więc postępować za Zbawicielem oznacza mieć udział w zbawieniu, tak jak postępować za światłością oznacza udział w światłości. Wprawdzie ci, którzy są w światłości, nie są sami źródłem światłości, ale są przez Niego oświeceni i oświetleni. Sami przecież nie dostarczają Mu niczego, przyjmują raczej dobrodziejstwa oświeceni przez światłość” („Przeciw herezjom” IV:14,1).

Klemens Aleksandryjski (ur. 150) – „kontemplujmy prawdziwego Boga najpierw wołając: ‘Bądź pozdrowione, światło’. Nas, którzy byliśmy w ciemności i w cieniu śmierci oświeciło światło z nieba, czystsze od słońca i milsze od życia [por. Iz 9:1, Mt 4:16, Łk 1:79]. To światło jest wiecznym życiem i ci tylko żyją, którzy w nim uczestniczą. Noc boi się światła i – ukrywając się ze strachu – ustępuje przed dniem Pana. Wszystko stało się bezcennym światłem i zachód zwrócił się ku wschodowi. To oznaczało ‘nowe stworzenie’ [Ga 6:15]: ‘słońce sprawiedliwości’ [Ml 3:20], które wszystko przenika, oświeca ludzkość przykładem swego Ojca, który ‘sprawia, że słońce Jego wschodzi nad wszystkimi ludźmi’ [Mt 5:45] i spuszcza na nich krople prawdy” („Zachęta Greków” XI:114,1-3).

„W jaki bowiem sposób słońce oświetla nie tylko niebo i cały świat, śląc promienie na ziemię i morza, lecz także poprzez okna i najmniejszy otwór dociera swym blaskiem do najdalszych zakątków domostwa, tak samo Słowo Boże wszędzie się rozeszło i widzi nawet najmniejsze czynności naszego życia” („Kobierce” VII:21,7).

Patrz też o Chrystusie „Światłości” i „Słońcu” np. „Wypisy z Theodota” 8 i 10 oraz „Wychowawca” III 8:44,1.

Tertulian (ur. 155) – „Bowiem i sam promień słoneczny mógłbym nazwać słońcem, jednak mówiąc o słońcu, do którego należy promień, nie będę już nazywał słońcem promienia. Uczyniłbym przecież w ten sposób dwa słońca. Jednak będę uważał słońce i jego promień za dwie formy jednej i niepodzielnej substancji, tak samo jak Boga i jego Słowo, jak Ojca i Syna” („Przeciw Prakseaszowi” 13:10).

Hipolit (ur. przed 170) – „wiary w Jezusa Chrystusa, który wyciągnął święte ręce na drzewie i rozwinął w ten sposób ‘dwa skrzydła’ – prawe i lewe, wzywając do siebie wszystkich, którzy w Niego wierzą, chroniąc ich jak kwoka pisklęta. Powiedziano również przez usta Malachiasza: ‘A dla was, którzy lękacie się Mego imienia, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach’ [Ml 3:20]” („O Antychryście” 61:3).

„Mówiąc o ‘innym’ nie twierdzę, istnieje dwóch Bogów, lecz mówię o Nim jak o światłości ze światłości, jak o wodzie ze źródła albo jak o promieniu ze słońca” („Przeciw Noetosowi” 11).

Orygenes (ur. 185) – „Czyż jest możliwe, aby ci, których nauczono wynosić się odważnie ponad wszystkie stworzenia i oczekiwać od Boga nagrody za dobrze spędzone życie, ci, którzy usłyszeli: ‘Wy jesteście światłością świata’ [Mt 5:14], i: ‘Tak niechaj świeci światłość wasza przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebiosach’ [Mt 5:16], ci, którzy dążyli do osiągnięcia wspaniałej i nie więdnącej mądrości, będącej odblaskiem wiecznej światłości, a może nawet ją osiągnęli, mieli się przerazić dostrzegalnego światła słońca, księżyca i gwiazd do tego stopnia, by uważać, iż sami stoją niżej od dostrzegalnego światła, i kłaniali się przedmiotom, które tym światłem świecą, podczas gdy sami posiadają umysłową światłość wiedzy, ‘światłość prawdziwą, światłość świata, światłość ludzi’ [J 1:9, 8:12, 1:4]” („Przeciw Celsusowi” 5:10).

„Słowo, które powiedziało w proroctwie: ‘Oświecajcie się światłem poznania’ [Oz 10:12]. I Jan, młodszy od tamtego proroka, mówi: ‘Co się stało w Słowie, było życiem, a życie było światłością ludzi, a ta światłość prawdziwa oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi’ [J 1:3, 4, 9], na świat prawdziwy i dający się pojąć rozumem, i czyni go światłością świata. ‘Światłość owa oświeca serca nasze, aby zajaśniały Ewangelią chwały Boga, w obliczu Chrystusa’ [por. 2Kor 4:6]. Dlatego też dawny prorok (…) wypowiedział następujące słowa: ‘Pan oświeceniem moim i zbawienie moim, kogóż się bać będę?’ [Ps 27:1]; ‘Pochodnią dla nóg moich jest prawo Twoje i światłością dla ścieżek moich’ [Ps 119:105]; ‘Znakiem jest nad nami światłość oblicza Twego, Panie’ [Ps 4:7]; ‘W światłości Twojej będziemy oglądać światłość’ [Ps 36:10]. A kierując nas ku tej światłości tak mówi Pismo u Izajasza: ‘Oświeć się, oświeć, Jeruzalem, bo przyszła światłość twoja, a chwała Pańska wzeszła nad tobą’ [Iz 60:1]. Ten sam prorok przepowiadając przybycie Jezusa, który miał oderwać ludzi od bożków, posągów i demonów, powiada, że ‘światłość wzeszła nad mieszkańcami cienistej krainy śmierci’, i dalej: ‘Lud, który mieszkał w ciemności, ujrzał światłość wielką’ [Iz 9:1]” („Przeciw Celsusowi” 6:5).

„Chrystus jest Słońcem Sprawiedliwości, gdy księżyc osiąga pełnię, a jest nią Kościół, to napełnia się Jego światłem” (In Numeros homilia 23, 5; cytat za „Od soboty do niedzieli” S. Bacchiocchi, W-wa 1985, s. 278).

„kiedy Judasz wziął kromkę i zaraz wyszedł, wówczas noc była dla tego, który wyszedł: nie było bowiem przy nim męża, który nazywa się Wschód [Za 6:12 wg LXX], ponieważ przez odejście porzucił słońce sprawiedliwości [Ml 3:20]” („Komentarz do Ewangelii św. Jana” XXXII:24,316).

„Dlatego Ewangelista słusznie napisał, iż Nikodem przyszedł w nocy: przyszedł o takiej porze, kiedy mógł się skryć przed wieloma faryzeuszami, wśród których sam był jednym z dostojników. A raczej, co jest niepodważalne, przyszedł nocą dlatego, że nie znając Boga, do którego się zbliżył, nie został jeszcze oświecony. Nie wzeszło bowiem dla niego słońce sprawiedliwości, które tworzy duchowy dzień” (Fragment 34. – J 3,1).

Patrz też „Homilie o Księdze Kapłańskiej” (9) i „Komentarz do Ewangelii św. Jana” I:25,160-161 (omawia tu Orygenes „światłość świata i „światłość prawdziwą”).

Cyprian (ur. 200) – „Albowiem i rano należy się modlić, by ranną modlitwą uczcić zmartwychwstanie Pańskie. (…) Kiedy znów słońce się cofa i kończy się dzień, należy się modlić. Albowiem ponieważ Chrystus jest prawdziwym słońcem i prawdziwym dniem, przeto gdy słońce i dzień świata ustępuje i kiedy modlimy się i prosimy, by na nowo światło wzeszło nad nami, o przyjście prosimy Chrystusa, mającego nam przynieść łaskę wiekuistego światła. (…) świadczy także prorok Malachiasz: ‘I wznijdzie wam, bojącym się imienia Pana, słońce sprawiedliwości, i zdrowie na skrzydłach jego’ [Ml 3:20]. Więc, ponieważ w Piśmie św. prawdziwym słońcem i prawdziwym dniem jest Chrystus, przeto dla chrześcijan nie ma godziny, w której by często i zawsze nie należało czcić Boga, byśmy, którzy jesteśmy w Chrystusie, to jest, w prawdziwym słońcu i dniu, przez cały dzień trwali na modlitwie. (…) Albo kiedyż nie ma słońca i dnia dla tego, dla kogo słońcem i dniem jest Chrystus?” („O Modlitwie Pańskiej” 35).

Oto komentarz Bacchiocchiego o powyższych tekstach pisarzy wczesnochrześcijańskich:

„Wielu Ojców odstępowało od pogańskich symboli i wierzeń dotyczących słońca oraz reinterpretowało je dla celów apologetycznych (w nauczaniu chrześcijańskim)” (s. 277-78).

Widać więc, że wnioski Bacchiocchiego są jak zwykle „odmienne”, niż chyba każdego, kto bez uprzedzeń odczyta cytowane teksty. I pomimo, że skupiliśmy się tu właściwie prawie wyłącznie na słowach Ml 3:20 (choć i inne teksty biblijne też zaznaczyliśmy), to jednak to wystarczy, by zrozumieć i uwierzyć, że dla chrześcijan liczyło się tylko „prawdziwe Słońce” – Jezus Chrystus.

Prócz tego nie przypominam sobie by któryś z wyżej cytowanych pisarzy wczesnochrześcijańskich był wcześniej czcicielem słońca (nie wspominają oni o tym) i by musiał z tego względu „reinterpretować” swoje zapatrywania, co chce nam narzucić Bacchiocchi.

Na koniec ‘ekumeniczne’ słowa Bacchiocchiego pod którymi pewnie każdy uznający niedzielę podpisze się:

„Ponadto, czy fakt, że Chrystus i Jego zmartwychwstanie łączyły się ze wschodem słońca, nie mógł łatwo uspasabiać chrześcijan do oddawania czci wschodzącemu ‘Słońcu Sprawiedliwości’ właśnie w dniu Słońca?” (s. 280).

Dzień Słońca, a niedziela

16) Bacchiocchiemu można chyba zarzucić niekonsekwencję. Otóż nie zgadza się on z tym, że żydowski, sekciarski kalendarz słoneczny z Qumran mógł mieć wpływ na niedzielę, natomiast z całą mocą twierdzi, że taki wpływ na nią miał pogański kalendarz planetarny, ze słońcem w roli głównej. O tym pierwszym pisze on:

„Nie ma jednak nigdzie w literaturze patrystycznej jakiejkolwiek wzmianki łączącej niedzielę wielkanocną albo cotygodniową z tym sekciarskim kalendarzem słonecznym” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 259).

Ciekawe gdzie w literaturze patrystycznej Bacchiocchi znalazł „wzmianki łączące niedzielę wielkanocną albo cotygodniową z pogańskim kalendarzem planetarnym” (prócz zastosowania określenia „dzień Słońca”).

Pierwszą słabością łączenia chrześcijańskiej niedzieli z pogańskim dniem Słońca jest to, że jak przyznaje sam Bacchiocchi niedziela była u chrześcijan „pierwszym dniem tygodnia”, natomiast dzień Słońca był „drugim dniem tygodnia” u pogan. Bacchiocchi także wymienia interesujące nas dni:

„w cyklu tygodnia planetarnego poszczególne dni noszą nazwy według planet w następującej kolejności: Saturn, Słońce, Księżyc, Mars, Merkury, Jupiter i Wenus” (s. 270).

Dodaje on też:

„Istotnie, początkowo dzień słońca ‘niczym nie różnił się od innych dni’ skoro był to drugi dzień tygodnia, następujący po dniu Saturna, który był pierwszym dniem” (s. 271).

W związku z tym E. Bianchi napisał:

„W planetarnym kalendarzu świata grecko-rzymskiego dzień poświęcony słońcu i noszący jego imię jest drugim dniem tygodnia (…) Jeżeli więc dzień słońca stał się pierwszym dniem tygodnia chrześcijańskiego, stało się tak pod wpływem tygodnia żydowskiego, przejętego przez chrześcijan. A zatem: dies solis nie miał żadnego wpływu na początek niedzieli chrześcijańskiej [podkreślenie Bianchiego] jedynie pewien związek drugorzędny, a więc późniejszy” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 122-23).

To, że poganie ‘adoptowali’ (!) chrześcijański tydzień (kolejność dni), a nie odwrotnie, dowodzi, że dzień Słońca będąc wpierw u nich drugim dniem tygodnia, stał się jak w chrześcijaństwie pierwszym. Sam Bacchiocchi to uznaje (choć podaje inne pogańskie motywacje) i to przeniesienie dnia Słońca na pierwszy dzień tygodnia datuje na połowę II wieku (s. 274-5). Przyznaje on też, że „Niektórzy [uczeni] uważają to za pogańską interpretację żydowskiego tygodnia” (s. 265).

Ciekawe, czy gdyby Kościół Rzymski obchodził też szabat obok niedzieli, tak jak chrześcijanie z Żydów na wschodzie (np. w Syrii – patrz pkt 10), to czy Bacchiocchi zarzuciłby mu, że to pochodzi od dnia Saturna, bo i ten dzień był ważnym u pogan. Pewnie i tu, jakby ktoś się uparł, znalazłoby się wiele punktów wspólnych, bo i Żydzi byli w Rzymie i dzień Saturna także. Sabatarianie wolą jednak nie snuć takich dywagacji, bo to by przecież biło w ich najważniejszą sprawę, w ich szabat.

Bacchiocchi choć zacytował tekst Tertuliana (ur. 155) „O bałwochwalstwie” (14), gdzie ukazane jest to, że pewni chrześcijanie ‘ulegali’ niektórym pogańskim świętom i wymienia je z nazwy (Saturnalia, Nowy Rok, Matronalia i uroczystość z okazji środka zimy), to jednak nie wykazał tym, że obchodzili oni akurat święto związane ze słońcem (s. 276). Tego ‘święta’ Tertulian nie wymienia! To zaś, że go on nie wymienia świadczy, że nie mieli oni zapewne problemów z dniem Słońca, ale i może też potwierdzać, to o czym powiemy później, że nie był on wtedy żadnym dniem kultu!

Po drugie, dzieło które cytuje Bacchiocchi pochodzi z okresu gdy Tertulian był już montanistą i do nich zwracał się („Słownik Wczesnochrześcijańskiego Piśmiennictwa” J. M. Szymusiak SJ, ks. M. Starowieyski, Poznań 1971, s. 380). W związku z tym, przypisywanie tych czynów, na podstawie tego pisma, katolikom jest częściowo nierzetelne. Gdy Bacchiocchi pisał o sobotnich postach u katolików, to umiał odróżnić ich od montanistów, którzy nie pościli „w szabat i dnie Pańskie” (s. 206). Ta informacja także pochodziła z dzieła z okresu montanistycznego. Ale w sprawie ulegania pogańskim zwyczajom, to już tego rozróżnienia nie stosuje i przypisuje katolikom to, co Tertulian montanistom. Nie negujemy jednak ani informacji z pisma „O bałwochwalstwie”, które mogły dotyczyć też katolików, ani procesowi ulegania pewnym pogańskim zwyczajom przez niektórych chrześcijan. Kwestionujemy jedynie próbę narzucania „odmiennych” wniosków antyniedzielnych przez Bacchiocchiego, na podstawie źródeł, które nie są w stu procentach zasadne.

Na marginesie zaznaczmy jeszcze, że dzieło „O bałwochwalstwie” zawiera w przytaczanym 14-tym oraz 4-tym rozdziale bardzo mocną negację szabatu, o czym Bacchiocchi przy okazji omawiania świąt pogańskich już nie wspomniał. Ale to zagadnienie nie wiąże się bezpośrednio z niedzielą, więc pozostawimy je bez szerszego omawiania.

Oto zaś motywy obchodzenia przez chrześcijan niedzieli, czyli dnia Słońca, podane przez pisarzy wczesnochrześcijańskich:

Justyn Męczennik (ur. 100) – „Zgromadzenia zaś nasze dlatego odbywają się w Dniu Słońca, ponieważ to pierwszy dzień, w którym Bóg przetworzył ciemności oraz materię i świat uczynił, ponieważ i Jezus Chrystus, nasz Zbawiciel, tego samego dnia zmartwychpowstał. W przeddzień bowiem Dnia Saturna został ukrzyżowany, a nazajutrz po tymże dniu, to znaczy w Dzień Słońca, objawił się apostołom i tę im podał naukę, którąśmy niniejszym Waszej przedłożyli uwadze” („Apologia” I:67,7).

Tertulian (ur. 155) – „opinię mają o nas i słońce uważają za naszego boga. Może nawet do Persów będziemy zaliczeni, chociaż słońca na płótnie wymalowanego nie czcimy, ponieważ je mamy zawsze na jego drodze niebieskiej. (…) Podobnie, jeśli dzień słońca poświęcamy radości, ale z całkiem innego powodu aniżeli ze czci dla słońca” („Apologetyk” 16:9-11).

Choć Bacchiocchi ukazał, że kult słońca istniał w Rzymie (s. 263-64), to nie wykazał, że w I-II wieku niedziela była u pogan „dniem świątecznym”!

E. Bianchi (powołując się na Mosnę i Rordorfa) w tej sprawie pisze:

„Nie wydaje się jednak, aby w starożytności pogańskiej był to dzień kultu. Nawet w orientalnym kulcie Mitry, boga światłości, który z czasem zidentyfikował się w Rzymie ze Słońcem, SolSol invictusSol invictus MithraDominus MithraSol invictus Dominus Mithra, dzień ten nie odznaczał się niczym szczególnym. ‘Nie posiadamy żadnych danych, na podstawie których moglibyśmy powiedzieć, że dzień słońca był w I-II w. po Chr. dniem świątecznym’, co więcej ‘nigdy nie był to dzień kultu, nawet w religii Mitry’.” („Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” Poznań 1998, s. 122).

Te stwierdzenia potwierdza Tertulian (ur. 155), który pisze:

„Poganie są wierniejsi od nas swojej religii, gdyż nie uznają za swoje żadnego ze świąt chrześcijańskich. Nie obchodzą z nami niedzieli, ani Zesłania Ducha Świętego, choć je znają, gdyż boją się, by ich nie uznano za chrześcijan. My zaś nie drżymy o to, by nas nie miano za pogan. Jeśli chodzi o odpoczynek dla ciała, masz nie tylko parę dni, ale wiele. Poganie bowiem mają tylko jeden dzień świąteczny w roku, a ty masz co osiem dni [por. J 20:26]. Weź poszczególne święta różnych narodów i policz: nie wypełnią nawet okresu Pięćdziesiątnicy” („O bałwochwalstwie” 14:7; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 53).

Jak widać, Tertulian mówi, że poganie nie obchodzą razem z chrześcijanami niedzieli, ani nie jest to u nich jakiś dzień kultu. Samo zaś używanie w I-II wieku terminów „dzień Słońca”, „dzień Saturna”, „dzień Księżyca” itd. niczego nie dowodzi w interesującej nas sprawie.

Sam Bacchiocchi zresztą o tej sprawie wspomina następująco:

„Proces, który doprowadził do wywyższenia dnia słońca kosztem dnia Saturna, jest trudny do uchwycenia z powodu braku ścisłych danych co do tego jakie zwyczaje religijne, jeżeli w ogóle jakieś, łączyły się z tym dniem” (s. 271).

„Czczenie słońca jednakże, jak się wydaje, nie wymagało od pogan, aby uczestniczyli w organizowanych w tym celu specjalnych nabożeństwach publicznych” (s. 272).

Tymi stwierdzeniami Bacchiocchi zapewne sprawia zawód wielu sabatarianom, którym wydaje się chyba, że było zupełnie inaczej.

Tertulian (ur. 155) nawet wskazał, wbrew sugestiom Bacchiocchiego, że niektórzy poganie raczej odpoczywali (‘sabatyzowali’) w dzień Saturna, a nie w dzień Słońca:

„Inni bardziej po ludzku sądzą, że słońce jest bogiem chrześcijan, jako, że jest rzeczą znaną, iż podczas modlitwy zwracamy się na wschód, albo że cieszymy się w dniu słońca. Czy inaczej postępujecie? Czy wielu spośród was uwielbiając niekiedy ciała niebieskie nie porusza wargami o wschodzie słońca? Faktycznie jesteście tymi, którzy do spisu tygodnia przyjęliście słońce, jako podstawę siedmiodniowego tygodnia, a… [przypis: Tekst zepsuty] z samych dni wybraliście jeden, w którym unikacie kąpieli, lub odkładacie ją na wieczór, względnie dbacie o odpoczynek, lub posiłek. Czyniąc to, odstępujecie sami od własnej, a przechodzicie do obcej religii. Żydowskimi bowiem świętami są szabaty i czyste potrawy i żydowski kult świec i posty razem z chlebami przaśnymi, oraz modlitwy nad brzegami rzek. Przecież to wszystko obce jest dla waszych bogów. Dlatego, – że nie odstąpię od obranej drogi – zauważacie podobieństwo wy, którzy zarzucacie nam kult słońca i jego dnia, że nie jesteśmy zbyt daleko od Saturna i waszych szabatów!” („Do pogan” I:13).

„opinię mają o nas i słońce uważają za naszego boga. Może nawet do Persów będziemy zaliczeni, chociaż słońca na płótnie wymalowanego nie czcimy, ponieważ je mamy zawsze na jego drodze niebieskiej. Ostatecznie podejrzenie to stąd pochodzi, ponieważ jest rzeczą wiadomą, że my modlimy się zwróceni ku wschodowi. Ale i z was wielu nieraz pragnąc pomodlić się do swoich niebian, porusza wargami ku wschodowi słońca. Podobnie, jeśli dzień słońca poświęcamy radości, ale z całkiem innego powodu aniżeli ze czci dla słońca, bo stoimy chyba zaraz za tymi, którzy dzień Saturna na próżnowanie i uczty poświęcają, przy czym naturalnie odstępują od żydowskich zwyczajów, nie znając ich dobrze” („Apologetyk” 16:9-11).

Te teksty Tertuliana wskazują, że pogański dzień Słońca nie mógł mieć takiego wpływu na chrześcijańską niedzielę jak się wydaje wielu sabatarianom, ponieważ poganie raczej ‘sabatyzowali’ po pogańsku w dzień Saturna, a nie w dzień Słońca.

Ponieważ jednak tekst powyższy „Do pogan” (I:13) we fragmencie z uwagą ‘Tekst zepsuty’ (patrz powyżej) bywa różnie tłumaczony, o co Bacchiocchi „kruszy kopie” (s. 273), przytaczamy też inny jego przekład, taki który on zapewne akceptuje:

„Poganie po ludzku mniemają, że słońce jest bogiem chrześcijan, bo jest powszechnie wiadome, że modlimy się zwróceni na wschód, a dzień słońca jest dla nas dniem radości. A wy, czy inaczej czynicie? Czy wielu z was nie porusza wargami przy wschodzie słońca chcąc też czasami oddać hołd ciałom niebieskim? A przecież to wyście przyjęli słońce na listę siedmiu dni i postawiliście je na czele waszych dni; nie bierzecie w nim kąpieli, lub też przesuwacie ją na wieczór. W nim też dbacie o wypoczynek i o lepszy posiłek. Takim postępowaniem wy również oddalacie się od swoich, a przechodzicie do cudzych praktyk religijnych: takimi są święta żydowskie, szabat, czysta wieczerza, żydowski obrzęd zapalania świateł, post z niekwaszonym chlebem, modlitwa nad rzeką, a to wszystko jest przecież obce waszym bogom. Wobec tego – aby skończyć dygresję – wy, którzy nam robicie wyrzuty z powodu słońca i jego dnia, uznajecie bliskie sąsiedztwo: znajdujemy się niedaleko od Saturna i od waszych szabatów” („Do pogan” I:13; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 111).

Jak widać, albo poganie ‘sabatyzowali’ wtedy jeszcze w dniu Saturna (co potwierdza cytowany „Apologetyk”), albo już wtedy przenieśli to ‘sabatyzowanie’ z dnia Saturna na dzień Słońca, jak wskazywałby drugi przekład. Nadmieniam, że oba dzieła Tertuliana datowane są na 197 rok, a więc na wiele lat po sugerowanym przez Bacchiocchiego wprowadzeniu niedzieli przez chrześcijan.

Bacchiocchi starał się też ukazać, że dzień Słońca uzyskał przewagę („wywyższył się”) nad dniem Saturna w połowie II wieku (s. 274-75), choć nadal nie wykazał, że był to wtedy „dzień kultu” u pogan!

Ta przewaga słońca nad Saturnem potrzebna mu jest do tego, by udowodnić, że te „wywyższone” słońce miało wpływ na wprowadzenie chrześcijańskiej niedzieli zamiast szabatu.

Jednak powyższe teksty Tertuliana wydają się przeczyć, temu „wywyższeniu się” dnia Słońca (bynajmniej zauważalnie), w czasie gdy pisał on swe dzieła.

Bacchiocchi też w tej sprawie przedstawia swe pewne ‘wątpliwości’:

„nie da się ustalić dokładnie czasu, kiedy dzień słońca uzyskał status pierwszego i najważniejszego dnia tygodnia…” (s. 275).

Czy w połowie II wieku słońce tak wywyższyło się nad Saturna, jakby chciał Bacchiocchi? Otóż jak widzieliśmy (patrz powyżej) sam on podał za Tertulianem (s. 276), że w czasie jego życia (155-220) były obchodzone Saturnalia! A może więc, czego zapewne Bacchiocchi nie zechce uznać, dla niektórych pogan ważniejszy był nadal Saturn, a dla innych słońce? Prócz tego, Tertulian w swych pismach częściej pisze o Saturnie niż słońcu (patrz np. „Do pogan” II) i nie chce się wierzyć, by już wtedy ta popularność kultu słońca była większa.

Co ciekawe Bacchiocchi tak zafascynował się tym wywyższeniem dnia Słońca nad dniem Saturna u pogan, że wprowadził podobną rzecz u chrześcijan tzn. wywyższenie niedzieli nad szabat, w obu przypadkach w pierwszej połowie II wieku (por. s. 332). Zaskakująco dokładna jest ta zbieżność dotycząca dni i czasu dla takich zmian!

Bacchiocchi choć przyznaje, że pisarze wczesnochrześcijańscy negują jakikolwiek wpływ pogańskiego dnia Słońca na chrześcijańską niedzielę („[w pismach Ojców Kościoła] nie widać było żadnego poważniejszego wysiłku zmierzającego do usprawiedliwienia święcenia niedzieli poprzez symbolikę dnia Słońca” s. 286), to jak zawsze przedstawia jednak swoje „ale”. Czyli jakby nie pisali oni, czy to zaprzeczając, czy milcząc w tej sprawie, nasz adwentysta zawsze będzie doszukiwał się drugiego dna tzn. śladu pogańskiego w niedzieli. I gdy takowego Bacchiocchi nie znajduje w pierwszych trzech wiekach, to doszukuje się go w pismach z IV i V wieku (s. 286-288, 292). Ale jeśli nawet jego dociekania doprowadzają go do jakichś „odmiennych” wniosków, to czyż te późniejsze pisma mają narzucić nam inny punkt widzenia na wcześniejsze teksty? Przecież sam Bacchiocchi, gdy mu to potrzebne, nie zgadza się z tym by pisma chrześcijańskie z lat 100-200 świadczyły o naszej wykładni (wcześniejszych wobec nich) tekstów biblijnych np. Ap 1:10. My nie pójdziemy tu ścieżką adwentystycznego badacza, gdyż jak założyliśmy, naszą uwagę kierujemy na lata 30-250 i nie będziemy tu rozpatrywać tekstów ani za, ani przeciw niedzieli, z okresu późniejszego. Bo tym tropem byśmy doszli w następne wieki, do racjonalizmu, liberalizmu i do ludzi pokroju Bacchiocchiego, którzy w każdym wieku chcieli wmawiać chrześcijanom, że ich kult ma „coś” wspólnego z pogańskim słońcem. Dotyczyło to zaś tak osób święcących szabat, jak i zwalczających zarówno i sobotę i niedzielę. Bo jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności jest to, że wnioski sabatariańskie często pokrywają się z ateistycznymi.

Nam powinno wystarczyć, że sam Bacchiocchi pisze, że istniała „pierwotna niechęć Ojców Kościoła do wyraźnego przyznawania się do faktu adopcji dnia Słońca oraz jego symboliki” (s. 292).

Ale przytoczmy jednak, choć przykładowo, jedną z wypowiedzi z IV wieku, którą omawia Bacchiocchi i sami w duchu oceńmy, czy zawiera ona jakiś „ślad pogański” w chrześcijańskiej niedzieli. Oto słowa św. Hieronima (340-420) zacytowane przez naszego adwentystę, które pozostawiamy bez komentarza:

„Jeżeli jest to tak nazwany przez pogan dzień Słońca, to my jak najchętniej uznajemy go za taki, skoro tego dnia światłość świata ukazała się i tego dnia powstało Słońce Sprawiedliwości [In die dominica Paschale homilia]” (s. 286).

I już tylko tak na marginesie zaznaczmy, że zdanie to jest bezpośrednio poprzedzone w piśmie Hieronima następującymi słowami, które Bacchiocchi albo celowo przemilcza, albo po prostu nie były mu one do niczego potrzebne:

„Dzień Pański, dzień zmartwychwstania, dzień chrześcijan, jest dniem naszym. Dlatego zaś nazywa się go dniem Pańskim, ponieważ w nim Pan wstąpił do Ojca jako zwycięzca” („Z Homilii na Niedzielę Zmartwychwstania”; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 85).

Inny „odmiennie” omawiany przez Bacchiocchiego (s. 286) fragment Euzebiusza z Cezarei (ur. 260) cytujemy powyżej w rozdziale „Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli” (dotyczy jego „Komentarza do Psalmu 91”).

Na koniec ‘ekumeniczne’ wypowiedzi Bacchiocchiego, które powinny dotrzeć do wielu adwentystów i sabatarian, by nie mylili pojęć związanych z kultem niedzieli i słońca:

„Wybór ten jednak [niedzieli], jak musimy raz jeszcze stwierdzić, nie był umotywowany pragnieniem uczczenia Słońca jako boga, w owym dniu, ale raczej tym, że jego symbolika, mogła znakomicie upamiętniać dwa ważne wydarzenia z historii zbawienia: stworzenie i zmartwychwstanie. (…) Ponadto dzień Słońca pozwalał chrześcijanom wyjaśnić światu pogańskiemu tajemnice biblijne przy pomocy skutecznej symboliki, tak bardzo im bliskiej” (s. 293).

„Ponadto, czy fakt, że Chrystus i Jego zmartwychwstanie łączyły się ze wschodem słońca, nie mógł łatwo uspasabiać chrześcijan do oddawania czci wschodzącemu ‘Słońcu Sprawiedliwości’ właśnie w dniu Słońca?” (s. 280).

„Poganom chrześcijanie mogli wyjaśnić, że w tym dniu Słońca nie czczą oni Słońca jako boga, ale obchodzą stworzenie światła i powstanie Słońca Sprawiedliwości, a więc wydarzenia, do którego pierwszego dnia doszło. Obchodzącym zaś sabat (sobotę) mogli mówić, że pierwszy dzień zachowuje swą nadrzędność nad siódmym, ponieważ upamiętnia początek stworzenia, rocznicę nowego stworzenia i dzieło sprawcze Chrystusa” (s. 303).

Modlitwa w kierunku wschodnim

17) Bacchiocchi napisał: „Przyjęcie przez chrześcijan kierunku wschodu (w miejsce Jerozolimy) jako nowego kierunku odniesienia w modlitwie dostarcza nam dodatkowej ważnej wskazówki. Okazuje się, mianowicie, jak poważny był wpływ kultu Słońca na nabożeństwa wczesnochrześcijańskie” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 279).

Uczony adwentystów opisując (s. 279-81) to zagadnienie potraktował je bardzo ogólnikowo. Ani nie wykazał, że poganie zwracali się na wschód podczas modlitw do słońca, ani nie pokazał, że oni to czynili pierwsi, przed chrześcijanami. Choć nie kwestionujemy tego, ale dziwne, że tak skrupulatny analityk, a przegapił tak istotne rzeczy.

Dwie sprawy trzeba jednak zarzucić Bacchiocchiemu:

Po pierwsze, nie udowodnił, że chrześcijanie przejęli zwracanie się w kierunku wschodnim od pogan.

Po drugie, nie udowodnił, że chrześcijanie przyjęli zwracanie się w kierunku wschodnim z powodu słońca.

Po trzecie nie udowodnił, że chrześcijanie początkowo zwracali się w kierunku Jerozolimy, podobnie jak Żydzi.

Bacchiocchiemu zapewne wydaje się nieprawdopodobne by np. dwie religie miały ten sam (niezależnie od siebie) sposób wyrażania modlitwy. Dla niego jest oczywiste, że chrześcijanie musieli „przejąć kierunek wschodni” od pogan. Ale czy to jest tak oczywiste? Tertulian (ur. 155) opisując te zagadnienie nawet nie sugeruje, że chrześcijanie mogliby przejąć ten zwyczaj od pogan. Pisze on:

„Inni bardziej po ludzku sądzą, że słońce jest bogiem chrześcijan, jako, że jest rzeczą znaną, iż podczas modlitwy zwracamy się na wschód [por. Łk 1:78], albo że cieszymy się w dniu słońca. Czy inaczej postępujecie? Czy wielu spośród was uwielbiając niekiedy ciała niebieskie nie porusza wargami o wschodzie słońca? Faktycznie jesteście tymi, którzy do spisu tygodnia przyjęliście słońce, jako podstawę siedmiodniowego tygodnia” („Do pogan” I:13).

Jeśli więc w rozdziale „Kult Mitry według pism wczesnochrześcijańskich” wykazano, że „rzymscy” mitraiści przejmowali niektóre zwyczaje chrześcijan, dlaczego nie można przypuszczać, że i tu mamy podobną sytuację. Przecież nawet Bacchiocchi napisał:

„Proces, który doprowadził do wywyższenia dnia słońca kosztem dnia Saturna, jest trudny do uchwycenia z powodu braku ścisłych danych co do tego jakie zwyczaje religijne, jeżeli w ogóle jakieś, łączyły się z tym dniem” (s. 271).

Zwyczaj zwracania się w kierunku wschodnim podczas modlitwy był chrześcijanom znany ze Starego Testamentu (Ez 8:16), ale oni absolutnie nie łączyli swej praktyki z tamtą formą pogańską. Tertulian tekst Ez 8:16 wytoczył przeciw Żydom:

„Właśnie za te winy wasze, Ezechiel zwiastuje przyszły wasz upadek, nie tylko na tym świecie, czyli upadek, który już nadszedł, ale również w dniu zapłaty, który nastąpi. Od tego upadku nikt nie będzie uwolniony, chyba tylko ten, kto będzie oznaczony męką Chrystusa, którego odrzuciliście. Tak bowiem napisano: [Ez 8:12-9:6] ‘(…) było około dwudziestu pięciu mężów, odwrócili się tyłem do świątyni Pana a twarze swoje zwrócili na Wschód. Ci oddawali cześć słońcu’ [Ez 8:16]…” („Przeciw Żydom” 11).

Oto powody dla których chrześcijanie zwracali się podczas modlitwy w kierunku wschodnim:

Klemens Aleksandryjski (ur. 150) – „A ponieważ obrazem dnia narodzin jest wschód słońca i stąd rozlewa się światło, początkowo ‘rozbłysłe w ciemności’ [por. 2Kor 4:6], a z kolei ludziom trwającym w niewiedzy, zalśnił [por Mt 4:16] dzień poznania prawdy na wzór słońca, więc modlitwy wznosimy w kierunku wschodu jutrzenki. Stąd i najstarsze spośród świętych przybytków spoglądały na zachód, aby ludzie stojący twarzą do posągów byli przyzwyczajani do zwracania się w kierunku wschodu” („Kobierce” VII:43,6-7).

Tertulian (ur. 155) – „opinię mają o nas i słońce uważają za naszego boga. Może nawet do Persów będziemy zaliczeni, chociaż słońca na płótnie wymalowanego nie czcimy, ponieważ je mamy zawsze na jego drodze niebieskiej. Ostatecznie podejrzenie to stąd pochodzi, ponieważ jest rzeczą wiadomą, że my modlimy się zwróceni ku wschodowi. Ale i z was wielu nieraz pragnąc pomodlić się do swoich niebian, porusza wargami ku wschodowi słońca. Podobnie, jeśli dzień słońca poświęcamy radości, ale z całkiem innego powodu aniżeli ze czci dla słońca…” („Apologetyk” 16:9-11).

Orygenes (ur. 185) – „Powiedzmy jeszcze parę słów, w którą stronę świata należy się zwrócić przy modlitwie. Skoro są cztery strony: północ, południe, zachód, i wschód, któż nie przyzna, że w czasie modlitwy winniśmy patrzeć ku wschodowi na znak, że dusza wygląda wzejścia ‘prawdziwej światłości’ [J 1:3] („O modlitwie” 32:1).

„Didaskalia” (tuż po 200) – „Powinniście bowiem modlić się zwróceni na wschód, jak wiecie, ponieważ jest napisane: ‘Chwalcie Boga, który wstępuje do nieba niebios na wschodzie’ [Ps 67:34 wg LXX]” (2:57,5; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 101).

„Konstytucje Apostolskie” (IV w.) – „Potem mają wszyscy zwrócić się ku wschodowi i, po odejściu katechumenów i pokutników, zanosić modły do Boga, ‘który wstąpił na niebiosa niebios, na wschód słońca’ [Ps 67:34 wg LXX] i przypomnieć sobie dawne posiadanie raju położonego także na wschodzie, skąd człowiek został dlatego wypędzony, że usłuchawszy rady węża wzgardził Bożym przykazaniem” (2:57; cytat za „Eucharystia pierwszych chrześcijan” ks. M. Starowieyski, Kraków 1987, s. 257).

Choć fragment ten pochodzi z IV wieku, a dla nas granicą jest rok 250, ale przytoczyliśmy go, gdyż jak widać, modlitwa w kierunku wschodnim była również praktykowana przez chrześcijan którzy, jak wiemy z innych miejsc tego dzieła, zachowywali zarówno szabat jak i niedzielę (patrz powyżej rozdział „Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli”). Bacchiocchi choć wspomina o tekście powyższym, o zwracaniu się w kierunku wschodnim (s. 279), to jednak nie był skory przypomnieć, że „Konstytucje Apostolskie” mówiły też o tym, że chrześcijanie Wschodu (szczególnie Syrii) święcili zarówno szabat jak i niedzielę. Być może, że to nie pasowało do koncepcji naszego analityka adwentystycznego. Bo jakże to wygląda, że czciciele szabatu modlą się w kierunku wschodnim, a nie w kierunku Jerozolimy? Czy ten szabat i tą modlitwę dzisiejsi sabatarianie mogą pogodzić z kultem słońca i modlitwą ku wschodowi do niego?

To samo dotyczy wcześniej cytowanych „Didaskalii” (tuż po 200), bo Bacchiocchi także podaje, że mówiły one o modlitwie w kierunku wschodnim (s. 279) oraz uważa, że uczyły one o obchodzeniu zarówno niedzieli, jak i szabatu („Odpoczynek człowieka” W-wa 1985, s. 59).

Bacchiocchi przytacza też inne wypowiedzi pisarzy wczesnochrześcijańskich na ten temat (s. 279-280), ale ani jedna z niech nie mówi o tym, że „kierunek wschodni” modlitwy był praktykowany z powodu czci dla słońca, czy pochodził ze zwyczaju pogan. Uczony adwentystów nawet przyznaje, że chrześcijanie podając „kierunek wschodni” powoływali się np. na raj Boży, usytuowany „na wschodzie” (Rdz 2:8). Mało tego, sam też pisze:

„Wczesnochrześcijański autor syryjski powiada: ‘Dlatego apostołowie ustalili, abyście się modlili z twarzą zwróconą ku wschodowi, ponieważ «jak błyskawica, która wychodzi ze wschodu, jest widoczna na zachodzie, tak będzie i z przyjściem Syna Człowieczego» [Mt 24:27], ażebyśmy my przez to poznali i zrozumieli, że ukaże się On nagle na wschodzie’ (Didascalie d’Addaj 2, 1, …)” (s. 280).

Wcześni chrześcijanie znali też mnóstwo innych biblijnych stwierdzeń o wschodzie i jego znaczeniu, że nie musieli szukać uzasadnień w pogaństwie dla swej modlitwy. Oto niektóre z nich: Ml 1:11, Mt 2:2, 9, Łk 1:78, Ap 7:2, Syr 26:16, Iz 60:3. Również do obrania kierunku wschodniego mogły skłaniać chrześcijan i niektórych Żydów (patrz poniżej) inne teksty Starego Testamentu, które mówiły między innymi o porannej modlitwie o wschodzie słońca np. Mdr 16:28, Ps 50:1, 57:9-10, 113:3, 148:3.

Prócz tego, w pismach wczesnochrześcijańskich za tekstem Za 6:12 z Septuaginty Chrystus nazywany jest Wschodem, co już sugeruje w którą stronę zwróceni chrześcijanie mogli zanosić modlitwy do Jezusa:

Justyn Męczennik (ur. 100) – „Możecie natomiast znaleźć ludzi z każdej narodowości, którzy dla imienia Jezusa cierpieli i dalej cierpią wszelkiego rodzaju tortury, a nie chcą się wyrzec wiary w niego. Bowiem Jego słowo prawdy i mądrość jaśnieją mocniej niż moc słońca, toteż dociera do głębin serca i umysłu. Dlatego też Słowo powiedziało: ‘Ponad słońce wzniesie się imię Jego’ [Ps 72:17]. A Zachariasz mówi: ‘Wschód imię Jego’ [Za 6:12 wg LXX]” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:121,2).

„Synem i my Go zowiemy (…) wyszedł z Ojca mocą i wolą Jego, Ten, którego Mądrością, Dniem, Wschodem [Za 6:12 wg LXX], Mieczem, Kamieniem, Laską (…) i jeszcze inaczej zowią słowa prorocze” („Dialog z Żydem Tryfonem” II:100,4).

Orygenes (ur. 185) – „kiedy Judasz wziął kromkę i zaraz wyszedł, wówczas noc była dla tego, który wyszedł: nie było bowiem przy nim męża, który nazywa się Wschód [Za 6:12 wg LXX], ponieważ przez odejście porzucił słońce sprawiedliwości [Ml 3:20]” („Komentarz do Ewangelii św. Jana” XXXII:24,316).

Po tych wszystkich wypowiedziach chrześcijan na temat „kierunku wschodniego” i ich zdecydowanej krytyki kultu słońca (patrz pkt 14), „śmieszne” wydają się słowa Bacchiocchiego:

„Silny wpływ kultu słońca na chrześcijan sugeruje zatem możliwość ‘przyjęcia’ przez nich nie tylko kierunku wschodniego w czasie odmawiania codziennych modlitw, ale także wprowadzenia dnia słońca jako święta cotygodniowego” (s. 281).

Nawiasem mówiąc Bacchiocchi „śmiesznymi” nazywa zaś „‘świadectwa’ (…) wyciągane ze Starego Testamentu dla ‘udowodnienia’, że ósmy dzień [niedziela] miał większe znaczenie niż siódmy” (s. 328).

Na marginesie zaś zaznaczmy, że adwentyści nie praktykują zwracania się „w kierunku Jerozolimy” podczas modlitwy, jak Żydzi święcący szabat, choć z dywagacji Bacchiocchiego można odnieść wrażenie, że „żałuje” on tego, że chrześcijanie zarzucili to na rzecz „kierunku wschodniego”.

Jest jeszcze jedna sprawa. Otóż na ogół przemilczane lub niedoceniane jest przez sabatarian i analityka adwentystów Bacchiocchiego świadectwo dotyczące tego, że i u niektórych Żydów było w praktyce zwracanie się w kierunku wschodnim podczas modlitwy. H. Pietras SJ pisze o tym:

„Otóż Filon (ok. 15 p.n.e. – ok. 41 n.e.) pobożny i uczony Żyd z Aleksandrii, w dziele O życiu kontemplacyjnym opisuje istniejące w Egipcie, w okolicach Aleksandrii, żydowskie wspólnoty tak zwanych ‘Terapeutów’. Prowadzili oni życie wspólne poświęcając się studiom Biblii i modlitwie. Mieli w zwyczaju spotykanie się w noc po tak zwanym ‘Wielkim Szabacie’, czyli w szabat szabatów, co pięćdziesiąty dzień. (…) Przez całą noc czytali Pismo Święte, komentowali je, dyskutowali, modlili się, śpiewali, spożywali wspólny posiłek, a o świcie, zwróceni ku wschodzącemu słońcu, oddawali cześć Bogu (nie słońcu!), dawcy stworzenia, życia i nowego dnia. Dzięki pismom Filona byli oni znani chrześcijanom, choć pewnie te wspólnoty nie dotrwały do II wieku. W każdym razie ich pośredni wpływ na późniejsze życie zakonne i ascezę wydaje się być znaczny” („Dzień Święty” Kraków 1992, s. 93).

Bacchiocchi właściwie prześliznął się tylko nad tą informacją pisząc: „Filo, De vita contemplativa 3, 27 pisze, że Terapeuta modlił się o wschodzie słońca, wypatrując niebiańskiego światła” (s. 262).

Widać więc, że „kierunek wschodni” nie musiał być przyjęty od pogan, ale jeśli nie był on samodzielnym pomysłem samych chrześcijan, mógł być zapożyczony od ich ‘starszych braci w wierze’, jeszcze w I wieku. Tym bardziej, że pierwsi wyznawcy Chrystusa, to w większości pochodzący z Żydów chrześcijanie.

Na koniec ‘ekumeniczne’ słowa uczonego adwentysty (wydają się one być sprzeczne z cytowanymi powyżej ze s. 281), które powinien zapewne zapamiętać każdy z sabatarian:

„Chrześcijanie, którzy poprzednio czcili Słońce, stając przed koniecznością odłączenia się od Żydów najwidoczniej nie tylko zarzucili zwyczaj modlenia się z twarzą zwróconą w stronę Jerozolimy. ale także zwracali się odtąd (być może nieświadomie) w kierunku wschodu słońca, reinterpretując jego znaczenie w świetle poselstwa chrześcijańskiego” (s. 280).

„Ponadto, czy fakt, że Chrystus i Jego zmartwychwstanie łączyły się ze wschodem słońca, nie mógł łatwo uspasabiać chrześcijan do oddawania czci wschodzącemu ‘Słońcu Sprawiedliwości’ właśnie w dniu Słońca?” (s. 280).

Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela

18) J. Salij OP o poglądach Bacchiocchiego na temat zmartwychwstania Chrystusa napisał:

„Otóż Bacchiocchi w swojej książce formułuje hipotezę, że chrześcijanie zaczęli święcić niedzielę dopiero we wczesnych czasach poapostolskich, mianowicie w pierwszej połowie II wieku. Jego zdaniem, fakt, że Chrystus zmartwychwstał właśnie w niedzielę, niewiele się do tego przyczynił, gdyż zmiana świętego dnia nastąpiła głównie pod wpływem narastającego konfliktu z judaizmem i z chęci młodego Kościoła, aby nie być uważanym przez ludzi z zewnątrz za jedną z jego gałęzi. Bacchiocchi uważa, że utrwalenie się niedzieli jako chrześcijańskiego dnia kultu dokonało się pod wpływem olbrzymiego autorytetu, jakim cieszył się w ówczesnym chrześcijaństwie Kościół rzymski” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 228-9).

Bacchiocchi, kiedy tylko może, podkreśla, że zmartwychwstanie Chrystusa było ponoć, według wczesnych pism chrześcijańskich, tylko „drugorzędnym” powodem dla święcenia niedzieli (np. „Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 87, 224, 243, 253, 256, 296, 297, 298, 327, 335). Pisze on również, że „O zmartwychwstaniu jako takim tylko nieśmiało się tam wspomina” (s. 129). Czytając jego dzieło ma się nawet wrażenie jakiejś ‘obsesji’ z jego strony na punkcie tej „drugorzędności”. Czy on uważa, że uczniowie Apostołów i kolejni chrześcijanie ‘zagubili’ naukę o zmartwychwstaniu?

Co to znaczy dla Bacchiocchiego, że zmartwychwstanie Jezusa jest wspominane tylko jako „drugorzędny” motyw dla niedzieli? Przecież ono zawsze jest jednak wymieniane! Czy aż tak bardzo Bacchiocchi troszczy się o kolejność czynów Bożych? I tak gdy u późniejszych pisarzy chrześcijańskich regularnie zmartwychwstanie znajduje się na pierwszym miejscu, nie jest to istotne dla naszego adwentystycznego uczonego, bo przecież z góry on sądzi, że ono nie daje podstaw do święcenia niedzieli.

Tymczasem zmartwychwstanie Chrystusa w Nowym Testamencie było „pierwszorzędnym” tematem katechezy pierwotnego Kościoła i dziwne by było, by dzień, który miał to zmartwychwstanie upamiętnić stał się „drugorzędnym” lub zmartwychwstanie stało się „drugorzędnym” motywem dla obchodzenia tego dnia. Tylko ‘dziwne’ spojrzenie na teksty wczesnochrześcijańskie może dać takie wnioski, do jakich dochodzi Bacchiocchi. W innych rozdziałach zauważyliśmy, że w pismach pozabiblijnych zmartwychwstanie Jezusa było bardzo ważnym wydarzeniem dla chrześcijan, tutaj zaś zobaczymy co mają nam do powiedzenia fragmenty biblijne.

Oto teksty o zmartwychwstaniu Jezusa, o których zapewne nie wszyscy sabatarianie chcą słyszeć, by nie mieć przypadkiem „pierwszorzędnego” motywu do jego upamiętniania:

„Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim, bo Dawid mówił o Nim:…” Dz 2:24; patrz aż do Dz 2:32.

„Tego właśnie Jezusa wskrzesił Bóg, a my wszyscy jesteśmy tego świadkami” Dz 2:32.

„Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami” Dz 3:15.

„to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego wy ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych…” Dz 4:10.

„począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty do nieba, stał się z nami świadkiem Jego zmartwychwstania” Dz 1:22.

„Dla was w pierwszym rzędzie wskrzesił Bóg Sługę swego i posłał Go, aby błogosławił każdemu z was w odwracaniu się od grzechów” Dz 3:26.

„Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa…” Dz 4:33. Por. Dz 4:2.

„Bóg naszych ojców wskrzesił Jezusa, którego straciliście zawiesiwszy na drzewie” Dz 5:30.

„Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu” Dz 10:40-41.

„Ale Bóg wskrzesił Go z martwych, a On ukazywał się przez wiele dni tym, którzy z Nim razem poszli z Galilei do Jerozolimy, a teraz dają świadectwo o Nim przed ludem” Dz 13:30-31.

„Bóg spełnił ją [obietnicę] wobec nas jako ich dzieci, wskrzesiwszy Jezusa. Tak też jest napisane w psalmie drugim (…) A [to], że Go wskrzesił z martwych i że nie miał już nigdy ulec rozkładowi, tak wyraził…” Dz 13:33-34.

„Lecz nie uległ skażeniu Ten, którego Bóg wskrzesił” Dz 13:37.

„wyjaśniał i nauczał: Mesjasz musiał cierpieć i zmartwychwstać” Dz 17:3.

„głosił Jezusa i zmartwychwstanie” Dz 17:18.

„dlatego że wyznaczył dzień, w którym sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych. Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewali, a inni powiedzieli…” Dz 17:31-32.

„że Mesjasz ma cierpieć, że pierwszy zmartwychwstanie” Dz 26:23. Por. Dz 26:8.

„ale i ze względu na nas, jako że będzie poczytane i nam, którzy wierzymy w Tego, co wskrzesił z martwych Jezusa, Pana naszego. On to został wydany za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia” Rz 4:24-25.

„Jeżeli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci, zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez zmartwychwstanie” Rz 6:5.

„A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała…” Rz 8:11.

„poniósł [za nas] śmierć, co więcej – zmartwychwstał…” Rz 8:34.

„Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie” Rz 10:9.

„Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi” Rz 14:9.

„Bóg zaś i Pana wskrzesił, i nas również swą mocą wskrzesi z martwych” 1Kor 6:14.

„że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia, zgodnie z Pismem” 1Kor 15:4.

„Okazuje się bowiem, żeśmy fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa” 1Kor 15:15.

Patrz też cały fragment 1Kor 15:4-21.

„przekonani, że Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także nam…” 2Kor 4:14.

„żyli (…) dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał” 2Kor 5:15.

„Paweł (…) z ustanowienia Jezusa Chrystusa i Boga Ojca, który Go wskrzesił z martwych” Ga 1:1.

„Wykazał On je, gdy wskrzesił Go z martwych i posadził po swojej prawicy…” Ef 1:20.

„Razem też wskrzesił i razem posadził na wyżynach niebieskich – w Chrystusie Jezusie” Ef 2:6.

„przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach” Flp 3:10.

„w którym też razem zostaliście wskrzeszeni przez wiarę w moc Boga, który Go wskrzesił (…) razem z Nim przywrócił do życia…” Kol 2:12-13.

„i oczekiwać z niebios Jego Syna, którego wskrzesił z martwych, Jezusa…” 1Tes 1:10.

„Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał…” 1Tes 4:14.

„Wyście przez Niego uwierzyli w Boga, który wskrzesił Go z martwych i udzielił Mu chwały…” 1P 1:21.

„dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” 1P 3:21.

Również sam Chrystus akcentował w swych mowach swoje zmartwychwstanie „trzeciego dnia” (o znaczeniu tego określenia patrz pkt 4):

„Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy (…) będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie” Mt 16:21.

„Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie” Mt 17:9.

„Oni zabiją Go, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie” Mt 17:23.

„i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie” Mt 20:19.

„I wyszedłszy z grobów po Jego zmartwychwstaniu…” Mt 27:53.

„Nie ma Go tu, bo zmartwychwstał, jak powiedział…” Mt 28:6.

„I zaczął ich pouczać, że Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć (…) że będzie zabity, ale po trzech dniach zmartwychwstanie” Mk 8:31.

„Pouczał swoich uczniów (…) Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie” Mk 9:31.

„I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie” Mk 10:34.

„Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się…” Mk 16:9.

„W końcu ukazał się samym Jedenastu (…) że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego” Mk 16:14.

„Syn Człowieczy (…) będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” Łk 9:22.

„ubiczują Go i zabiją, a trzeciego dnia zmartwychwstanie” Łk 18:33.

„Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał” Łk 24:6.

„Syn Człowieczy musi być wydany (…) ukrzyżowany, lecz trzeciego dnia zmartwychwstanie” Łk 24:7.

„Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi” Łk 24:34.

„Tak jest napisane: Mesjasz będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie” Łk 24:46.

„Gdy zmartwychwstał, przypomnieli sobie uczniowie Jego…” J 2:22.

„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” J 11:25.

„To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał” J 21:14.

Przy tak wielu tekstach o zmartwychwstaniu Chrystusa, jako centralnego wydarzenia, aż dziw bierze, że można twierdzić, że to nie daje żadnych przesłanek do wprowadzania upamiętniania tego faktu przez obchodzenie niedzieli. Bacchiocchi, choć nie przytacza tekstów biblijnych o zmartwychwstaniu Jezusa (jedynie podaje na s. 82 w przypisie niepełny spis wersetów), o tym pisze następująco:

„jeżeli z jednej strony staranne zbadanie wszystkich tekstów Nowego Testamentu, wspominających o zmartwychwstaniu ukazuje nieporównywalne znaczenie tego wydarzenia, to z drugiej – nie daje ono żadnej wskazówki na temat wyboru szczególnego dnia upamiętniającego ten fakt” (s. 82).

Co to znaczy według Bacchiocchiego, że pomimo istnienia tylu tekstów o zmartwychwstaniu Chrystusa nie ma żadnych przesłanek, by obrać ten dzień dniem kultu, w którym się ono wydarzyło? Czy dlatego, że nie jest powiedziane wprost: „święćcie niedzielę”? Przecież Jezus też nie powiedział bezpośrednio: „jestem Bogiem”, ale chciał by wierni sami, tak jak Tomasz (J 20:28), wyciągnęli wnioski i odgadli kim On jest, według Jego czynów. Podobnie jest z niedzielą, która została obrana dniem kultu (Dz 20:7) dla czynów Jezusa, które się działy w ten dzień.

Nie będziemy tu, z racji obszerności tematu, przytaczać setek tekstów, w których pisarze wczesnochrześcijańscy mówią o zmartwychwstaniu Chrystusa jako centralnej prawdzie Kościoła (tych bez konkretnego odniesienia do święcenia niedzieli). Wystarczy, że zrobiliśmy to przy omawianiu najwcześniejszych i najważniejszych dla nas tekstów pozabiblijnych takich jak „Didache”, „Listu Barnaby”, pism Ignacego Antiocheńskiego i Justyna Męczennika. Uczciwy badacz sam poszuka takich fragmentów i przekona się, że zmartwychwstanie Jezusa, a nie słońce, było najważniejszym klejnotem, który Kościół zachował i przekazywał późniejszym wiekom.

Na koniec jeszcze dwie ‘ekumeniczne’ wypowiedzi Bacchiocchiego, które warto by wielu sabatarian zapamiętało. A tak na marginesie zauważmy, jak ten uczony adwentystyczny kluczy, negując wartość zmartwychwstania i podkreślając jednocześnie jego ważność:

„nie ma nigdzie żadnej wzmianki wskazującej na to, iż w okresie działalności apostołów podejmowano jakiekolwiek wysiłki w celu stworzenia instytucji cotygodniowej względnie corocznej dla upamiętniania w niedzielę aktu Zmartwychwstania. Niemniej jednak jest faktem, że Zmartwychwstanie stało się główną przyczyną święcenia niedzieli” (s. 295).

„Ponadto, czy fakt, że Chrystus i Jego zmartwychwstanie łączyły się ze wschodem słońca, nie mógł łatwo uspasabiać chrześcijan do oddawania czci wschodzącemu ‘Słońcu Sprawiedliwości’ właśnie w dniu Słońca?” (s. 280).

Odpoczynek niedzielny

19) Niektórym adwentystom wydaje się, że my twierdzimy, że niedziela była do początku dniem odpoczynku w chrześcijaństwie. Tymczasem nikt nie uważa, że była ona zawsze związana z faktem nie podejmowania pracy. Jedynie tam, gdzie były ku temu warunki starano się ten dzień w pierwszych wiekach uczynić wolnym od pracy. Przykładowo gdy pan-chrześcijanin i jego niewolnik-chrześcijanin wspólnie uczestniczyli w Eucharystii, to zapewne również razem wstrzymywali się od zajęć.

Posiadamy kilka tekstów z pism wczesnochrześcijańskich, które mówią o odpoczynku w niedzielę:

Tertulian (ur. 155) – „W dniu zmartwychwstania Pana (…) musimy powstrzymać się od wszystkiego, co przynosi niepokój i od naszych codziennych zajęć, odkładając również nasze interesy, by nie dawać okazji diabłu” („O modlitwie” 23:2; cytat za „Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 128, 169).

„Jeśli chodzi o odpoczynek dla ciała, masz nie tylko parę dni, ale wiele. Poganie bowiem mają tylko jeden dzień świąteczny w roku, a ty masz co osiem dni [por. J 20:26]” („O bałwochwalstwie” 14:7; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 53).

Klemens Aleksandryjski (ur. 150) – „A zatem dzień siódmy [sobota] ogłoszony został jako dzień odpoczynku oraz przez powstrzymanie się od zła stał się czasem przygotowania do dnia stanowiącego prapoczątek stworzenia świata [niedziela], stając się dla nas dniem odpoczynku, zaś istotowo to dzień samego początku świata (…) Od tego dnia świeci nam pramądrość i poznanie” („Kobierce” VI:138,1-2).

Podobnie pisał Klemens Aleksandryjski (ur. 150) o chrześcijańskich gnostykach (I/IIw.), którzy uczyli:

„Odpoczynek duchowych ludzi wypada w dniu Pana, w dniu ósmym [por. J 20:26], który jest nazwany dniem Pana [por. Ap 1:10]” („Wypisy z Theodota” I:63,1).

„Didaskalia” (tuż po 200) – „Nie przedkładajcie nad Słowo Boże potrzeb obecnego życia, lecz w dniu niedzielnym, odkładając na bok wszelkie sprawy, śpieszcie do kościoła” (2:59,2; cytat za „Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 169).

Niektórzy uczeni również wzmiankę u Justyna „póki czas na to pozwala” („Apologia” I:67,3), dotyczącą długości spotkań eucharystycznych, traktują jako pośrednie potwierdzenie, że przynajmniej część chrześcijan traktowała niedzielę jako dzień, w który się nie pracuje i dla nich przedłużanie się nabożeństwa nie było przeszkodą.

Jednym z powodów dla którego niedziela jest dniem odpoczynku są słowa Chrystusa, którymi oferuje On i daje odpoczynek:

„Pójdźcie do mnie wszyscy, którzyście spracowani i obciążeni, a Ja wam sprawię odpocznienie” (Mt 11:28 BG; por. „Grecko-polski Nowy Testament wydanie interlinearne…” tłum. ks. prof. dr hab. R. Popowski SDB, dr M. Wojciechowski, W-wa 1993).

„Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!” (Mk 6:31).

Jako że Jezus sam w swym zmartwychwstaniu wszedł do odpoczynku Ojca w niedzielę, więc wskazał pośrednio tym na ten dzień jako na najodpowiedniejszy czas na odpocznienie.

Nie jest więc prawdą, że cesarz Konstantyn narzucił chrześcijanom odpoczynek, jak sądzą niektórzy sabatarianie. On jedynie przez swe zarządzenia udogodnił to co oni praktykowali, gdy to było możliwe.

Sabatarianie więc zamiast atakować niedzielę jako „Dzień Pański” powinni cieszyć się, że dzięki Chrystusowi i Jego Kościołowi mogą odpocząć w ten dzień wolny od pracy. Szabat zaś mogą obchodzić z innych, sobie znanych powodów.

Nakaz święcenia niedzieli i odpoczynku wypływa też z przykazania danego Izraelitom: „Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić” Wj 20:8. W czasach apostolskich nie obowiązywało już święcenie soboty (Kol 2:16), bo jako dzień odpoczynku była ona tylko zapowiedzią (Kol 2:17) nowego odpoczynku w Jezusie, teraz (Mt 11:28, Hbr 4:8-11) i po śmierci (Ap 6:11, 14:13). Święcenie szabatu związane było też z liturgią Izraela (Kpł 23:1-44), która nie obowiązywała chrześcijan bo mieli oni swoją liturgię (gr. leitourgia Dz 13:2). Widać więc, że obowiązujące przykazanie święcenia dnia już w czasach apostolskich zaczęło dotyczyć niedzieli. Słusznie więc Kościół przykazaniu temu nadał katechizmową formę „Pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Jednak te zagadnienia omówiliśmy w opracowaniu dotyczącym szabatu i tam odsyłamy zainteresowanych (artykuł pt. „Czy ‘Dniem Pańskim’ chrześcijan powinien być szabat? Polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian” opublikowany na www.trinitarians.info).

Sobór Nicejski o niedzieli

20) Czasem niektórym sabatarianom wydaje się, że Sobór Nicejski (325) wprowadził niedzielę jako dzień kultu w Kościele. Tymczasem sobór ten nie zajmował się wprowadzaniem czegoś co już od wieków istniało. Uregulowywał on tylko kwestie modlitwy i postawy stojącej podczas niej w niedzielę, jako pozycji kojarzącej się ze zmartwychwstaniem. Oto jego słowa:

„Ponieważ znajdują się tacy, co w dniu Pańskim i w dniach Pięćdziesiątnicy zginają kolana, święty sobór postanawia celem zaprowadzenia powszechnej jedności, że modły należy stojąco do Boga zanosić” (20; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 126).

Aby jednak ktoś nie pomyślał, że sobór dopiero „wymyślił” ten zwyczaj przedstawiamy dużo wcześniejszą wypowiedź Tertuliana (ur. 155) na ten temat:

„Post i modlenie się na klęczkach w dniu Pańskim uważamy za rzecz niedozwoloną. Tą samą wolnością cieszymy się od dnia Paschy do Zesłania Ducha Świętego” (De Corona 3; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 113).

Z jeszcze innego powodu, ani Sobór Nicejski, ani Konstantyn Wielki (patrz też poniżej pkt 20), nie mogli „wprowadzić” chrześcijanom niedzieli, jako dnia kultu, bo przecież aż do tego czasu bywali oni karani (nawet śmiercią) za święcenie Dnia Pańskiego. Oto ostatnie zachowane świadectwo z tym związane, z 304 roku:

„Zatrzymani za nielegalne gromadzenie się, stają przed prokonsulem, który zarzuca im naruszanie cesarskich edyktów i celebrowanie Eucharystii w domu jednego spośród nich.

Saturninus odpowiada: ‘Mamy obowiązek święcić dzień Pański. To nasze prawo’.

Z kolei prokonsul zwraca się do Emeritusa: ‘Czy w twoim domu miały miejsce zakazane spotkania?

Tak, święciliśmy dzień Pański.

Dlaczego pozwoliłeś im wejść?

Oni są moimi braćmi, nie mogłem im tego zabronić.

Powinieneś był to uczynić.

Nie mogłem tego zrobić; my nie możemy żyć bez celebrowania Wieczerzy Pańskiej’.” („Akta męczeńskie Saturninusa i innych”; cytat za „Życie codzienne pierwszych chrześcijan (95-197)” A. G. Hamman, W-wa 1990, s. 258; dłuższe fragmenty tego ‘dominicum’ patrz „Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998, s. 167, 188-89 lub „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 76-77).

Oto zaś kilka dużo wcześniejszych zdań Tertuliana (ur. 155), który daję rady jak obchodzić Dzień Pański w czasie prześladowań:

„Ale – powiesz – jak będziemy mogli się zebrać, w jaki sposób sprawować niedzielną uroczystość? Oczywiście tak, jak Apostołowie, ubezpieczeni wiarą, a nie pieniędzmi. Jeżeli wiara może góry przenosić, to daleko bardziej żołnierza. Bądź ubezpieczony mądrością, nie przekupstwem. Nie będziesz zaraz zabezpieczony przed ludźmi, jeżeli przekupisz urzędników policyjnych. (…) Wreszcie, jeżeli nie możesz urządzić zebrania za dnia, masz noc [por. Dz 20:7n.]; światło Chrystusa ją rozjaśnia. Czy nie możesz tworzyć małych grup, jeśli przecież Kościół jest już tam, gdzie jest trzech? Lepiej, żebyś nie widział tych twoich tłumów, niż miałbyś się zaprzedać w niewolę” („O ucieczce w czasie prześladowania” 14:1; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 112).

Konstantyn i niedziela

21) Sabatarianie twierdzą, że cesarz Konstantyn wprowadził w IV wieku chrześcijanom niedzielę. Adwentysta Z. Łyko o tym pisze:

„Nakazując ‘odpoczynek niedzielny’, zadecydował o tym, że niedziela stała się ‘zjawiskiem powszechnym’, a nawet ‘urzędowym świętem chrześcijan’, przejmując ‘wszystkie cechy sabatu’.” („Nauki Pisma Świętego” W-wa 1989, s. 211).

Otóż dla chrześcijan, jak wiemy, niedziela była ‘zjawiskiem powszechnym’ już od wieków i ich ‘urzędowym świętem’, w którym, jeśli tylko mogli odpoczywali. Konstantyn więc udogodnił tylko chrześcijanom ich kult i wprowadził też ulgę w pracy poganom.

Oto fragmenty o Konstantynie i niedzieli z pism tamtego czasu:

Euzebiusz z Cezarei (ur. 260) – „Konstantyn zarządził, by dzień, który jest czcigodny i pierwszy, dzień Pana i zbawienia, był uważany za dzień modlitwy. Jego słudzy, a równocześnie ludzie poświęceni Bogu, godni podziwu z powodu ich życie i wszelkiej cnoty, odpowiedzialni za prowadzenie całego domu, a także pretorianie, wierna straż osobista, uzbrojeni w charakter życzliwy i wierny, biorąc cesarza za nauczyciela prawideł pobożności, czcili nie mniej Pański dzień zbawienia, wznosząc w tym dniu modlitwy ulubione przez cesarza.

Do tej praktyki błogosławiony człowiek zachęcał wszystkich, gdyż ślubował doprowadzić wszystkich ludzi do pobożności. Dlatego też nakazał prawem, aby wszyscy obywatele cesarstwa rzymskiego powstrzymywali się od pracy w dzień zwany Pańskim, a również, by świętowali dzień przed szabatem, aby upamiętnić, jak sądzę, wspominane wypełnienie zbawienia, jakie w tym dniu nastąpiło.

Pragnąc nauczyć żołnierzy czci, w ten dzień zbawienia, który słusznie nazywa się dniem światła i słońca, zwolnił tych, którzy przystąpili do wiary w Boga, aby mogli bez przeszkód wiernie iść do kościoła i modlić się.

Tym, którzy nie nawrócili się jeszcze na wiarę w Boże Słowo, osobnym prawem nakazał, by w niedzielę udawali się poza obszar zamieszkały, na otwarte pole, i tam razem zwracali się do Boga modlitwą, którą recytowali z pamięci. Nie powinni bowiem pokładać nadziei ani we włóczni, ani w całym uzbrojeniu, ani we własnej sile fizycznej, ale [powinni] poznać Boga, który jest ponad wszystkim, dawcę wszelkiego dobra i samego zwycięstwa, do którego należy się zwracać ustalonymi modlitwami, podnosząc ręce ku niebu, zwracając w górę oczy duszy, ku Królowi nieba i wzywając Dawcę zwycięstwa, Zbawiciela, Opiekuna i Pomocnika. Wszystkich żołnierzy on sam nauczył jednej modlitwy i kazał im tak mówić w języku Rzymian…” (Vita Constantini IV; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 128-9).

Sozomen (V w.) – „Co zaś do tak zwanego dnia Pańskiego, który Hebrajczycy nazywają pierwszym dniem tygodnia. a poganie poświęcają czci słońca, i co do dnia poprzedzającego szabat, cesarz Konstantyn zarządził, aby wtedy wszyscy wolni byli od sądów i od innych zajęć urzędowych i czcili Boga przez nabożeństwa i modły. a szanował ów dzień Pański dlatego, że tego właśnie dnia Chrystus zmartwychwstał, a ten drugi dlatego, że w tym dniu Chrystus został ukrzyżowany” („Historia Kościoła” I:8,22; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 130).

Konstantyn Wielki (zm. 337) – „Wszyscy sędziowie i ludność miejska oraz wszelkiego rodzaju rzemieślnicy mają wstrzymać się od pracy w czcigodnym dniu słońca. Jednakże ludność wiejska może swobodnie i bez przeszkód zajmować się uprawą roli, ponieważ często się tak zdarza, że w innym dniu nie da się tak dogodnie zasiać zboża czy obrobić winnicy; nie może więc przepaść dogodna okazja dana przez niebieską Opatrzność” („Cesarz Konstantyn do A. Helpidiusza [prefekta Rzymu] z 3 III 321. Kodeks Justyniana III:12,2 [529]”; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 127).

„Jak ze wszech miar niegodne było w czcigodnym, z powodu oddawanego kultu, dnia słońca zajmować się rozpatrywaniem sporów i kłótni procesujących się stron, tak miłe i chwalebne jest w dzień ten wypełniać przyrzeczenia. Dlatego wszyscy otrzymują pozwolenie na dokonywanie emancypacji [Przypis: oficjalny akt wyzwolenia syna spod władzy ojca] i wyzwalania niewolników w dniu świętym, i nie zakazuje się podejmowania związanych z tym czynności” („Cesarz Konstantyn do A. Helpidiusza [prefekta Rzymu] z 3 VII 321. Kodeks Teodozjański 2:8,1 [438]”; cytat za „Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992, s. 127).

Czy data święta Narodzin Niezwyciężonego Słońca wpłynęła na termin obchodzenia Bożego Narodzenia?

22) Aby wykazać, że niedziela została przejęta od pogan, Bacchiocchi posłużył się analogią. Uważa, że tak jak przejęło chrześcijaństwo „dzień Narodzin Niezwyciężonego Słońca” (dies natalis Solis Invicti) na dzień Bożego Narodzenia, tak samo wcześniej stało się z Dniem Słońca, który nazwano Dniem Pańskim („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 281-285).

Tymczasem sprawa nie jest tak prosta, jak się wydaje wielu sabatarianom. Bacchiocchi sam pisze:

„Czy źródła chrześcijańskie otwarcie przyznają, że zapożyczono od pogan datę pogańskiego święta? Oczywiście, nie!” (s. 282).

Dodajmy, że chodzi mu o dawne pisma chrześcijańskie.

Tymczasem chrześcijanie wcale nie musieli przejmować daty 25 XII od pogan na swe święto, tak samo jak w żadnym dziele wczesnochrześcijańskim nie pisze, że przejęli oni „od pogan” ich pogański dzień Słońca. Dlaczego tak sądzimy w kwestii daty Bożego Narodzenia?

Otóż dlatego, że data ta znana im była z ich własnych pism. Bacchiocchi sam pisze o tym:

„Niektórzy Ojcowie wyrażali pogląd, że zarówno poczęcie, jak i męka Chrystusa nastąpiły w czasie wiosennego zrównania dnia z nocą, czyli dnia 25 marca. Gdy policzy się od tej daty dziewięć miesięcy ciąży Marii, wówczas data narodzin Chrystusa wypadałaby w dniu 25 grudnia” (s. 282-3).

I choć, jak zauważa on, takie wyliczenia należały do rzadkości, to jednak były takowe!

Tę wypowiedź uzupełnia też „Encyklopedia Katolicka” (Tom 2, Lublin 1985, hasło ‘Boże Narodzenie’ s. 866):

„Inna hipoteza (L. Duchesne, H. Engberding, L. Fendt, A. Strobel) wybór daty B[ożego] N[arodzenia] uzasadnia opartym na apokryfach NT przekonaniem chrześcijan, którzy uważali, że poczęcie Chrystusa dokonało się 25 III, stąd jego narodzenie powinno przypadać 25 XII”.

Bacchiocchiemu i sabatarianom można zarzucić też brak rzetelności ponieważ na ogół unikają cytowania fragmentu Hipolita (ur. przed 170), który pisał:

„Pierwsze przyjście Pana naszego wcielonego, w którym narodził się w Betlejem miało miejsce ósmego dnia przed kalendami styczniowymi [25 XII]” (In Danielem 4,23,3).

Jeśli dodamy, że Hipolit zmarł ok. 235 roku, a „dzień Narodzin Niezwyciężonego Słońca” wprowadził cesarz Aurelian (270-75) w 274 roku, to wszystko staje się jasne (por. Bacchiocchi s. 282; patrz też s. 209, gdzie Bacchiocchi przyznaje, że cytowane pismo Hipolita powstało w latach 202-234). Widać jasno, że chrześcijanie nie musieli korzystać z „pogańskiej daty”, bo znali ją dużo wcześniej.

Dopiero później pojawia się znane sabatarianom Depositio Martyrum z 336 roku z tekstem: „ósmego dnia przed kalendami styczniowymi narodził się Chrystus w Betlejem [25 XII]”, które na ogół oni i Bacchiocchi przytaczają (s. 284). A tak na marginesie, to Bacchiocchi tylko wspomniał w przypisie o istnieniu tekstu Hipolita (s. 283). Czyżby był on niewygodny dla tak wytrawnego analityka, że wolał go nie przytoczyć i nie omawiać?

W świetle powyższego zastanówmy się jak patrzeć na podsumowanie Bacchiocchiego:

„przyjęcie daty 25 grudnia jako święta narodzin Chrystusa stanowi dodatkowy przykład nie tylko wpływu kultu słońca, ale świadczy także o prymacie uzyskanym przez Rzym w zakresie wprowadzania innowacji liturgicznych” (s. 285).

Nawiasem mówiąc wyraźmy choć zadowolenie z tego, jakim autorytetem obdarza Kościół Rzymski człowiek obozu adwentystycznego.

Na koniec zaś sprawa, która chociaż niewiele ma wspólnego z samą datą Bożego Narodzenia, ale raczej ma związek z czasem wprowadzenia tego święta.

Otóż chociaż najstarszym zachowanym dowodem dotyczącym obchodzenia świąt Narodzenia Pańskiego jest Depositio Martyrum z 336 r. to jednak „Encyklopedia Katolicka” (Tom 2, Lublin 1985, hasło ‘Boże Narodzenie’ s. 866) podaje:

„Nie wiadomo ile lat [wcześniej] przed 336 r. obchodzono Boże Narodzenie”.

Dogmatyk ks. W. Granat w książce pt. „Chrystus Bóg-Człowiek” o początkach naszego święta pisze:

„Nie ma żadnej wzmianki historycznej pewnej o samym ustanowieniu święta, natomiast tradycja, której ślady znajdujemy w Liber Pontificalis uważa, że istniało ono w Rzymie już w pierwszej połowie II wieku…” (s. 310).

„Święto Epifanii albo Objawienia istnieje na Wschodzie chrześcijańskim w II wieku i oznacza w ogóle objawienie się Słowa Wcielonego w ludzkim ciele” (s. 311).

Jedno jest pewne, Kościół już w I wieku przyjął od Izraelitów zwyczaj czytania na nabożeństwach eucharystycznych fragmentów Biblii (Łk 4:17, Dz 13:15, 1Tes 5:27, Kol 4:16). Potwierdza to Justyn Męczennik (ur. 100) który pisze:

„W dniu zaś zwanym Dniem Słońca, odbywa się zebranie w jednym miejscu (…) Tedy czyta się Pamiętniki apostolskie, albo Pisma prorockie…” („Apologia” I:67,3).

Wiadomo też, że tak Izraelici jak i chrześcijanie posiadali kalendarz czytań liturgicznych. Wyznawcy Chrystusa odczytywali zapewne przynajmniej jednego dnia w roku fragmenty Ewangelii o narodzeniu Pana, a następnie komentowali je. Widać więc, że już wtedy chrześcijanie upamiętniali i rozważali narodzenie Pańskie. Później, pewnie po 313 r., kiedy mogli oficjalnie krzewić swą wiarę, zaczęli jawne, uroczyste obchodzenie Bożego Narodzenia. Jak zaś wierzyli pierwsi chrześcijanie pisze Orygenes (ur. 185):

„Jego narodziny, wychowanie, moc, męka i zmartwychwstanie nie tylko dokonały się ówcześnie, ale i teraz w nas się dokonują” („Homilie o Ewangelii św. Łukasza” 7:7).

Na zakończenie wspomnijmy, że hipotezę, iż dzień 25 grudnia został wybrany na święto Bożego Narodzenia, aby „schrystianizować” wprowadzone przez cesarza Aureliana święto „narodzin niezwyciężonego słońca”, sformułował dopiero uczony niemiecki Franz Dölger, żyjący w latach 1879-1940 („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Czy Kościołowi wolno było ustanowić święta Bożego Narodzenia?’ J. Salij OP, Poznań 1991, s. 234-241).

Zakończenie

Przypomnijmy jeszcze raz słowa J. Salija OP, które wskazywały nam tezy Bacchiocchiego (i często innych sabatarian), z którymi przeprowadzaliśmy polemikę:

„Otóż Bacchiocchi w swojej książce formułuje hipotezę, że chrześcijanie zaczęli święcić niedzielę dopiero we wczesnych czasach poapostolskich, mianowicie w pierwszej połowie II wieku. Jego zdaniem, fakt, że Chrystus zmartwychwstał właśnie w niedzielę, niewiele się do tego przyczynił, gdyż zmiana świętego dnia nastąpiła głównie pod wpływem narastającego konfliktu z judaizmem i z chęci młodego Kościoła, aby nie być uważanym przez ludzi z zewnątrz za jedną z jego gałęzi. Bacchiocchi uważa, że utrwalenie się niedzieli jako chrześcijańskiego dnia kultu dokonało się pod wpływem olbrzymiego autorytetu, jakim cieszył się w ówczesnym chrześcijaństwie Kościół rzymski” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 228-9).

W naszym opracowaniu ukazaliśmy, że Bacchiocchi (i zapewne wielu sabatarian), chciałby aby wszystkie elementy jego „układanki” złożyły się mu na „pierwszą połowę II wieku”, a więc antyjudaizm chrześcijański, wyparcie przez dzień Słońca dnia Saturna, usunięcie przez Kościół szabatu, dominująca rola Kościoła Rzymskiego, wprowadzenie przez ten Kościół niedzieli oraz inne czynniki. Tymczasem, jak widzieliśmy, nie wszystko to da się i trzeba tak uzgodnić jak chciałby tego Bacchiocchi.

Wspomniany dominikanin J. Salij kończąc omawianie niektórych tez Bacchiocchiego napisał słowa pod którymi też się podpisujemy:

„Fakt bardzo wczesnego obchodzenia niedzieli uznaje Bacchiocchi dopiero pod naciskiem świadectw absolutnie jednoznacznych. Bo tak się złożyło, że rzadko która instytucja chrześcijańska ma tak bogate potwierdzenie w źródłach wczesnochrześcijańskich, jak właśnie święcenie niedzieli. I nawet przy zastosowaniu kryteriów skrajnie rygorystycznych musiał Bacchiocchi uznać bardzo wczesne istnienie chrześcijańskiej niedzieli.

Zauważmy jednak: Zarówno tekst Ignacego (ok. 108 r.) jak tzw. List Barnaby (ok. 130 r.) mówią nie o ustanowieniu niedzieli, ale o jej istnieniu. Wciąż więc pozostaje pytanie: kiedy chrześcijanie zaczęli święcić niedzielę? Jeżeli wcześniej niż w roku 130, jeżeli wcześniej niż w roku 108, to może jednak nie ma innego wyjścia niż uznać, że stało się to już w czasach apostolskich?

Sam Bacchiocchi, w momencie, kiedy to mu było wygodne, oburącz podpisał się pod następującą tezą: ‘to, co chrześcijanie późniejszej epoki napisali, mogło zostać powiedziane i pomyślane przez nich wcześniej, nawet jeżeli nie zostało to napisane’ (s. 287). Wypada być konsekwentnym i uznać tezę znacznie bardziej oczywistą: Jeśli jakaś instytucja istniała w czasach późniejszych (w roku 108 i w roku 130), to należy sądzić, że pojawiła się ona wcześniej, nawet jeśli moment jej pojawienia nie został utrwalony w tekście. Krótko mówiąc, nawet zastosowanie skrajnie rygorystycznych kryteriów interpretacji, co pozwoliło na odsunięcie kilku niezwykle wczesnych świadectw, niewiele pomogło adwentystycznemu uczonemu. Również te teksty, których wymowę dla naszego tematu Bacchiocchi uznaje, wciąż wskazują na to, że niedziela stała się szczególnym dniem liturgicznym chrześcijan najprawdopodobniej już w czasach apostolskich” („Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’, Poznań 1991, s. 233-234).

Bacchiocchi w ostatnim rozdziale o niedzieli („Retrospekcja i perspektywa”), widząc że prawdopodobnie nie uda mu się katolików odwieść od tego dnia, a zachęcić do soboty, próbuje przemówić do rozsądku protestantów. Przypomina im, że ponieważ niedziela nie jest według niego biblijna, a wywodzi się z tradycji rzymskiej, więc powinni przynajmniej oni porzucić ten dzień (s. 338), a przyjąć szabat.

Dalej Bacchiocchi próbuje przeciwstawić „godzinne nabożeństwo niedzielne”, adwentystycznemu „sobotniemu całkowitemu oddaniu się Bogu”, przypominając nam, że według tradycji rabinistycznej „Służbę religijną wypełniano w synagodze w piątek wieczór, w sobotę rano i w sobotę po południu. Czas ten spędzano na czytaniu ksiąg Zakonu i pism proroków oraz na omawianiu ich treści” (s. 348).

Poza tym właściwie nie wiadomo o co chodzi Bacchiocchiemu w jego postulowanym kulcie soboty, bo wszystko o czym pisze (odpoczynek, modlitwa, służba dla bliźnich) jest, a przynajmniej powinno być, praktykowane przez uznających niedzielę. Nie mogę też z własnych doświadczeń potwierdzić, że u sabatarian szabat jest czymś więcej niż niewiele ponad „godzinnym nabożeństwem sobotnim”.

Ponieważ w dziele Bacchiocchiego krzyżują się wypowiedzi skrajnie antyniedzielne z ‘ekumenicznymi’ nasuwa się przypuszczenie, że albo mu bardzo zależało by ta jego praca została dopuszczona do obrony na katolickiej uczelni (stąd ten ekumenizm w niej), pomimo że ma może on oficjalnie inne, bardziej skrajne poglądy, albo jest on pełen wątpliwości i trudno mu zbudować ostateczne wnioski, stąd te przemieszanie różnych wypowiedzi. Bo cóż przykładowo z ekumenizmem ma wspólnego następująca jego wypowiedź dotycząca także i Justyna: „Te polemiczne, często absurdalne argumenty sfabrykowano po to, aby usprawiedliwić i wywyższyć niedzielę kosztem sabatu” (s. 333).

Wydaje się też, że ponieważ Bacchiocchi jest adwentystą i nie wierzy by Bóg działał w Kościele Katolickim, więc stara się wszystko co jest związane z nim (w tym i niedzielę), wytłumaczyć w sposób racjonalistyczny. Jego sposób referowania dziejów i fenomenu niedzieli przypomina dowodzenia historyków ateistycznych, którzy nie wierząc, że Bóg istnieje i działa próbują znaleźć, na wszystko co z sakrum związane, wytłumaczenie poprzez „warunki społeczno-polityczne” panujące w świecie.

I jeszcze jedno zdanie S. Bacchiocchiego z jego dzieła, jakoś niezauważone:

„Nasze studium nie zajmuje się liturgicznymi czy pastoralnymi aspektami święcenia niedzieli w chrześcijaństwie pierwotnym…” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 16).

Później odsyła on w tych tematach do opracowań innych uczonych, w tym katolickich.

Wydaje się więc, że to o czym wspomina Bacchiocchi jest największym mankamentem jego opracowania, bowiem nie można zatrzymywać się tylko na sprawach politycznych, kulturowych i religijnych (judaizmu i pogaństwa), gdy mówi się o zaprzestaniu obchodzenia szabatu i wprowadzeniu święcenia niedzieli przez chrześcijaństwo.

Na koniec warto wspomnieć, że kwestie niedzieli jako Dnia Pańskiego i szabatu podejmują wielokrotnie tu cytowane i godne polecenia książki katolickie:

„Dzień Święty” H. Pietras SJ, Kraków 1992 (wyd. „WAM”);

„Niedziela. Dzień Pana. Dzień Człowieka” E. Bianchi, Poznań 1998 (wyd. „W drodze”);

„Poszukiwania w wierze” rozdz. ‘Spór o niedzielę’ J. Salij OP, Poznań 1991 (wyd. „W drodze”).

Trzeba też powiedzieć o dwóch największych dziełach obcojęzycznych z tej tematyki. Pierwsze katolika (Mosna), a drugie protestanta (Rordorf):

Storia della domenica dalle origini fino agli inizi del V secolo C. S. Mosna, Roma 1969;

Sunday. The History of the Day of Rest and Worship in the Earliest Centuries of the Christian Church W. Rordorf, London 1969 (oryginał niemiecki: Zürich 1962).

Te opracowania służyły najczęściej Bacchiocchiemu jako materiał do polemiki. Pomimo tego, że nie straciły one swej aktualności, to autorzy nie poprzestali na tym co napisali i po wydaniu przez adwentystę jego pracy kontynuowali pracę (szczególnie Rordorf), najczęściej w formie artykułów i replik do „odmiennych wniosków” Bacchiocchiego. Taką zapowiedź dał już w roku 1979 Rordorf w słowach, które Bacchiocchi przytacza: „Willy Rordorf we wstępie do wydania włoskiego swojej książki Sabato e domenica nella Chiesa antica (maj 1979), pisze łaskawie: ‘Jest oczywiste, że Bacchiocchi nie dzieli się poglądem historycznego rozwoju (święcenia niedzieli), który przedstawiamy we wstępie do naszego zbioru dokumentów. Odwołuje się jednak do tych samych tekstów. Dlatego koniecznym będzie wzięcie tych samych tekstów i przestudiowanie ich uważniej, jeśli dojść chcemy do lepszego ekumenicznego zrozumienia wśród chrześcijan o różnej przynależności konfesyjnej’.” („Odpoczynek człowieka” W-wa 1985, s. 15-16).

Dodatek

Ponieważ w moim artykule pt. „Czy ‘Dniem Pańskim’ chrześcijan powinien być szabat? Polemika z nauką adwentystów i innych sabatarian” (opublikowany na www.trinitarians.info) ukazało się poniżej cytowane zdanie o serze oraz wegetarianiźmie i nie wszyscy zdają się wierzyć, że tak jest w istocie jak napisano, potwierdzimy to konkretnymi tekstami źródłowym adwentystów. Przypominam moje słowa: „E. White nie zalecała też, czy odwodziła od spożywania sera oraz zachęcała do całkowitego wegetarianizmu wszystkich adwentystów, nie tylko pastorów”.

Teraz zaś przytaczamy zdania dotyczące tej problematyki z pism związanych z adwentystyczną prorokinią:

„Ostrych serów nie należy używać” („Śladami Wielkiego Lekarza” E. G. White, W-wa 1991, s. 73).

„Pokazano mi, że Bóg nie chciał, aby ludzie spożywali mięso. Przeznaczył im inną dietę…” („Chrześcijanin a dieta” E. G. White, W-wa 1993, s. 57-8).

„Jest rzeczą słuszną niepodawanie w naszych sanatoriach herbaty, kawy lub pokarmów mięsnych…” (j/w. s. 198).

„Ani jeden kawałek mięsa nie powinien dostać się do naszego żołądka. Jedzenie mięsa jest nienaturalne…” (j/w. s. 264).

„To dla dobra członków ostatniego Kościoła Pan radzi im porzucić pokarmy mięsne, herbatę, kawę i inne szkodliwe produkty. Jest pod dostatkiem innych rzeczy z których możemy korzystać, a które są zdrowe i dobre” (j/w. s. 265).

„Dieta mięsna dąży do rozwinięcia zwierzęcości w człowieku. Rozwój zwierzęcości osłabia duchowość, czyniąc umysł niezdolnym do zrozumienia prawdy…” (j/w. s. 266).

„Światło, jakie mi zostało dane, wskazuje, że w niedługim czasie, będziemy musieli porzucić jedzenie wszelkich pokarmów zwierzęcych. Nawet mleko trzeba będzie porzucić…” (j/w. s. 267).

„Dieta mięsna jest kwestią poważną. Czy ludzie mają odżywiać się mięsem? Odpowiedź, zgodnie ze światłem otrzymanym od Boga, brzmi: Nie, stanowczo nie…” (j/w. s. 270).

„Otrzymałam pouczenie, że spożywanie mięsa prowadzi do zezwierzęcenia natury i pozbawienia mężczyzn i kobiet miłości i przyjaźni, jaką powinni mieć do siebie nawzajem (…) potrawy mięsne nie są właściwym pokarmem dla ludu Bożego…” (j/w. s. 271).

„Mamy pod dostatkiem dobrych rzeczy dla zaspokojenia głodu bez potrzeby wprowadzania trupów do swego jadłospisu i podawania ich na stół” (j/w. s. 272).

„Sera nie powinno się nigdy wprowadzać do żołądka. (Przypis: Należy przez to rozumieć ser zgliwiały. – Kompilatorzy)” (j/w. s. 257).

„Odnośnie sera mogę z całą pewnością stwierdzić, że od lat ani nie kupowaliśmy ani też nie stawialiśmy go na naszym stole. Nigdy nie zamierzamy zrobić zeń artykułu spożywczego, a tym bardziej kupować go” (j/w. s. 258).

Aneks do „Niedziela ‘Dniem Pańskim’ chrześcijan”

Ponieważ po jakimś czasie, już po opublikowaniu materiału związanego z niedzielą, nasunęły się autorowi pewne uzupełnienia, więc przedstawia je w formie dopisków do poszczególnych rozdziałów.

Inne teksty biblijne o niedzieli

4)

Można też zapytać, dlaczego Jezus z udowadnianiem Tomaszowi że żyje czekał aż do niedzieli, a nie zrobił tego każdego innego dnia, między dwiema niedzielami (J 20:24-29)?

Ktoś może powiedzieć, że dlatego, że wtedy zebrali się Apostołowie razem na modlitwie, ale tym stwierdzeniem tylko potwierdzi kultyczne znaczenie niedzieli.

Inne teksty wczesnochrześcijańskie o niedzieli

9)

Jeśli chodzi o Polikarpa (69-156) to mamy nadzieję, że Łyko nie sądzi aby on wcale nie znał chrześcijańskiej niedzieli, chodzi mu tylko o termin „Dzień Pański”. Wyrażamy też nadzieję. że nasz adwentysta wie, że w sprawie Niedzieli Zmartwychwstania i 14 nisan dyskutował on z papieżem (patrz pkt 11). Prócz tego Łyko sam pisał, że przed chrześcijanami terminem „Dzień Pański” niedzielę oznaczali poganie (patrz pkt 3). Jakże więc wg niego Polikarp nie mógł o tym słyszeć?

Słońce i jego kult, a chrześcijanie

14)

Meliton z Sardes (ok. 160) wskazuje, że Chrystus jest Stwórcą słońca, światła i wszechświata:

On jest właśnie Pierworodnym Boga, tym, który zrodzony jest przed Jutrzenką, który światło obudził, który dzień rozświecił, który ciemności oddzielił, który pierwszy głaz utwierdził, który ziemię zawiesił, otchłań wysuszył, firmament rozpostarł, świat uporządkował, gwiazdy porozwieszał na niebie, jaśniejące ciała rozpalił, w niebie stworzył aniołów i tam trony utwierdził, a na ziemi człowieka ukształtował” („Homilia Paschalna” 82).

Modlitwa w kierunku wschodnim

17)

Ciekawe też, że „pozycja wschodnia” podczas modlitwy tak bulwersuje sabatarian, a „pozycji stojącej” (patrz pkt 20), która łączyła się u chrześcijan ze zmartwychwstaniem, nie przywołują oni, ani nie próbują łączyć z jakimś pogańskim zwyczajem. Czyżby takiej praktyki u pogan nie było? Tak, jak z czym innym, niż poganie, łączyli chrześcijanie „pozycję wschodnią”, tak i analogicznie „pozycję stojącą”.

Zmartwychwstanie Chrystusa, a niedziela

18)

Właściwie pewnie tylko jeden raz Bacchiocchiemu „wyrwało się”, że jednak zmartwychwstanie Chrystusa jest istotnym motywem dla obchodzenia niedzieli, gdy podkreślił on jedność Niedzieli Wielkanocnej i każdej jednej. Nadmieńmy, że Wielkanocy nie przypisuje on innego pochodzenia jak od zmartwychwstania Pana. Bacchiocchi napisał:

„Chociaż wcześniejsze źródła nie wymieniają zmartwychwstania jako dominującego motywu święcenia niedzieli, to wydaje się, iż nie ma kwestii co do zasadniczej jedności obu świąt” (s. 224).

Jeśli więc ta „jedność obu świąt” jest faktem, to może jej wyrazem jest właśnie zmartwychwstanie Pana?

Bacchiocchi jest tego świadom, ale znaczenie zmartwychwstania dla niedzieli przypisuje ‘dopiero’ czasom Ireneusza (130-202). Pisze on:

„W dokumencie przypisywanym Ireneuszowi zaleca się szczególnie, ażeby nie klękać ani w niedzielę, ani w Zielone Święta, przypadające w siedem tygodni po Wielkanocy, ‘ponieważ jest to święto ważne na równi z dniem Pańskim’ [Fragm. 7]. Wymienia się też powód: obydwa święta są ‘symbolem zmartwychwstania’.” (s. 223).

My zaś nie mamy powodów by sądzić, że przed Ireneuszem pojmowano sprawy zmartwychwstania i niedzieli inaczej.

Sobór Nicejski o niedzieli

20)

Jeszcze wcześniej pisał o tym Ireneusz (ur. 130-40), którego przytacza nawet Bacchiocchi:

„W dokumencie przypisywanym Ireneuszowi zaleca się szczególnie, ażeby nie klękać ani w niedzielę, ani w Zielone Święta, przypadające w siedem tygodni po Wielkanocy, ‘ponieważ jest to święto ważne na równi z dniem Pańskim’ [Fragm. 7]” („Od soboty do niedzieli” W-wa 1985, s. 223).

Włodzimierz Bednarski

Przeczytaj jeszcze  Czy "Dniem Pańskim" chrześcijan powinien być szabat?

Uwagi:

Teksty pism wczesnochrześcijańskich (poza oznaczonymi bezpośrednio) cytowane według:

„Ojcowie Apostolscy” tłum. A. Świderkówna, Warszawa 1990;

„Pierwsi Apologeci Greccy” tłum. Ks. L. Misiarczyk, Kraków 2004;

Prośba za chrześcijanami. O zmartwychwstaniu umarłych. Atenagoras z Aten” tłum. S. Kalinkowski, Warszawa 1985;

Apologia. Dialog z Żydem Tryfonem. Święty Justyn filozof i męczennik” Ks. A. Lisiecki, Poznań 1926;

„Apologie. Oktawiusz. Minucjusz Feliks. Do DiognetaZachęta Greków. Klemens Aleksandryjski” tłum. M. Szarmach, A. Świderkówna, Ks. J. Sołowianiuk, Warszawa 1988;

Bóg w Ciele i Krwi. Św. Ireneusz z Lyonu” tłum. W. Myszor, Kraków 2001;

Apologetyk. Tertulian” dr J. Sajdak, Poznań 1947;

„Wybór Pism. Tertulian” tłum. Ks. W. Myszor, O. E. Stanula, Ks. W. Kania, Warszawa 1970;

„Tertulian. Wybór Pism II” ks. W. Myszor, o. E. Stanula, ks. A. C. Guryn, ks. K. Obrycki, Warszawa 1983;

„Trójca Święta. Tertulian. Przeciw Prakseaszowi. Hipolit. Przeciw Noetosowi” E. Buszewicz, S. Kalinkowski, Kraków 1997.

Kobierce. Klemens Aleksandryjski” tłum. J. Niemirska-Pliszczyńska, Warszawa 1994;

„Klemens Aleksandryjski, Wypisy z Theodota” tłum. P. Siejkowski, Kraków 2001;

„Demonologia w nauce Ojców Kościoła. O Antychryście. Hipolit” tłum. S. Kalinkowski, Kraków 2000;

Przeciw Celsusowi. Orygenes” tłum. S. Kalinkowski, Warszawa 1986;

Komentarz do Ewangelii św. Jana, Orygenes” przekł. S. Kalinkowski, Warszawa 1981;

Homilie o Ewangelii św. Łukasza, Orygenes” przekł. S. Kalinkowski, Warszawa 1986;

Homilie o Księgach Izajasza i Ezechiela, Orygenes” przekł. S. Kalinkowski, Kraków 2000;

Homilie o Księgach Rodzaju, Wyjścia, Kapłańskiej, Orygenes” przekł. S. Kalinkowski, Kraków 1984;

Pisma ITraktaty. Św. Cyprian” tłum. Ks. dr J. Czuj, Poznań 1937;

„Św. Cyprian. Listy” tłum. O. W. Szołdrski CSsR, Warszawa 1969;

Odpowiedź na Słowo. Najstarsi mistrzowie chrześcijańskiej modlitwy, Tertulian, Cyprian, Orygenes” H. Pietras, Kraków 1993;

Historia KościelnaO Męczennikach Palestyńskich. Euzebiusz z Cezarei” tłum. Ks. A. Lisiecki, Poznań 1924;

„Apokryfy Nowego Testamentu” Ks. M. Starowieyski, Lublin 1986;

„Apokryfy Nowego Testamentu” D. Rops, F. Amiot, tłum. Z. Romanowiczowa, Londyn 1955.

Przeczytaj jeszcze  Czy E. White była „fałszywą prorokinią”? Jak adwentyści bronią swoją liderkę poprzez osobę św. Pawła

Tagi

licznik: 9630

Włodzimierz Bednarski



Czytaj więcej na: http://bednarski.apologetyka.info/inne-tematy/niedziela-dniem-panskim-chrzescijan,300.htm

Print Friendly, PDF & Email

Comments

comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *